Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 marca 2019

Dwa lata bloga Urbanbeautician

Dwa lata bloga Urbanbeautician
Kiedy 28 marca 2017 roku pisałam swój pierwszy post na blogu nie miałam pojęcia, jak to wszystko się rozwinie. Byłam przekonana, że pewnie wytrzymam z miesiąc i nie będzie mi się chciało więcej. O tym co z tego wyszło będzie w dzisiejszym wpisie. Serdecznie zapraszam! 
DWA LATA...
Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi, jak rozwinie się moja przygoda z blogowaniem, to nigdy bym nie uwierzyła! Zaczęło się od przypadkowego zetknięcia z portalem społecznościowym Dress Cloud. Jest to miejsce, gdzie dziewczyny dzielą się swoimi recenzjami kosmetyków, ciuchów, makijaży i wszystkim tym, co nam się podoba i co może nas interesować. Te recenzje wcale nie tak mocno różnią się od takich typowo "blogerskich", pomyślałam więc, że czemu nie zacząć pisać bloga? I tak oto powstała decyzja o założeniu Urbanbeautician, czyli "miejskiej kosmetyczki". Miejsca, w którym dzielę się z Wami moją pasją do kosmetyków. Od początku założenie było takie, że jako mieszkanka dużego miasta będę zwracała w moich recenzjach większą uwagę na to, czy kosmetyk wykazuje działanie ochronne przeciwko smogowi, czy promieniom słonecznym. Bo to te właśnie czynniki przyczyniają się (podobno!) do szybszego starzenia naszej skóry. Polubiłam także projekty typu denko oraz wszelkiego rodzaju wyzwania, które prowadziłam przez jakiś czas.
Recenzja kremu Nivea  Urban Skin -LINK 
Wyzwanie Piękna przed Świętami, organizowane przez Trusted Cosmetics - przykładowy LINK 
Projekt DENKO - przykładowy LINK 
PRACA i CIĄGŁY ROZWÓJ
Blogowanie to przede wszystkim świetna zabawa, ale też ogrom pracy i ciągły rozwój. Dopiero gdy sama musiałam zetknąć się z całym procesem powstawanie postu, to dowiedziałam się, że nie jest to wcale taki "pikuś" jak mogło by się wydawać. I dlatego wiedząc już ile wysiłku kosztuje zrobienie fajnego zdjęcia, filmiku czy napisanie posta z zupełnie innym rodzajem podziwu podchodzę do prac innych twórców. 
Ciągle doskonaląc swoje umiejętności staram się brać w różnego rodzaju wyzwaniach i mini kursach, czy konferencjach ogólnoblogerskich, czy fotograficznych. 



Dzień dobry! Dziś pierwszy dzień wyzwania fotograficznego @kobiecafotoszkola. Jest to też początek bardzo ważnego dla mnie tygodnia - za kilka dni będę bowiem obchodziła 2. urodziny mojego bloga Urbanbeautician! ❤️ Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi, jak rozwinie się moja przygoda z blogowaniem, to nigdy nie dałabym wiary! 😄 W końcu znalazłam sposób na prezentację moich pasji, a wśród blogerek i blogerów znalazłam wspaniałych przyjaciół i znajomych! 😘😍 To piękne móc czuć się częścią tej wielkiej "influencerskiej" rodziny 😊😁 W tym tygodniu pewnie nie raz jeszcze będę pisała o tym, co dało mi blogowanie. Tak w skrócie jednak mogę wspomnieć, że jest to przede wszystkim świetna zabawa i ogrom pracy. I dlatego wiedząc ile wysiłku kosztuje zrobienie fajnego zdjęcia, filmiku czy napisanie posta z zupełnie innym rodzajem podziwu podchodzę do prac innych twórców. I choć mam świadomość, że wiele jeszcze przede mną i jak dużo muszę się nauczyć, to lubię ten mój blogowy kosmetyczny "śmietnik", bo jest on pełen pasji i entuzjazmu. I to tym chciałabym Was wszystkich zarazić 😍😘❤️❤️❤️ #wyzwaniekfs1 #kfs #blog #beautyblog #blogkosmetyczny #blogokosmetykach #blogowanie #bloger #blogger #bloggerfriends #blogerka #blogerbeauty #cosmeticsaddict #cosmeticslover #urodziny #secondbirthday #drugieurodzinybloga #urodzinybloga #urbanbeautician #urbanbeauticianblogspotcom
Post udostępniony przez Urbanbeautician (@_nostami)
I choć mam świadomość, że wiele jeszcze przede mną i jak dużo muszę się nauczyć, to lubię ten mój blogowy kosmetyczny "śmietnik", bo jest on pełen pasji i entuzjazmu. I to tym entuzjazmem chciałabym Was wszystkich zarazić! ;-)
BLOGGER FRIENDS
W tym całym blogowaniu znalazłam coś jeszcze! Wśród blogerek i blogerów odnalazłam wspaniałe przyjaciółki i znajomych. To piękne móc czuć się częścią tej wielkiej "influencerskiej" rodziny. Najśmieszniejsze są zawsze te spotkania na żywo - no bo z kim można toczyć zagorzałe dyskusje o działaniu kremu czy maseczki, jak nie z inną blogerką beauty? A z kim można udać się na wielogodzinne zakupy w drogerii kosmetycznej, czy na targi kosmetyczne? Kto, jak nie inna influenecerka zrozumie potrzebę zrobienia zdjęcia kawie przed jej wypiciem? Wreszcie kto, jak nie inna blogerka potrafi wesprzeć w trudnej chwili, zmotywować, pocieszyć i doradzi od serca? Do tego jeszcze najwierniejszymi czytelnikami każdego bloga są zazwyczaj inne blogerki i blogerzy! 

Relacja z Blog Beauty Day 2018 - LINK

SHARE WEEK
I to własnie od jednej z moich blogowych przyjaciółek Talarkowej, dowiedziałam się o inicjatywie SHARE WEEK, który jest autorskim projektem Andrzeja Tucholskiego prowadzonym od 2012 roku! W prostych słowach jest to pewnego rodzaju łańcuszek, gdzie blogerzy polecają innych blogerów, których twórczość z różnych względów jest dla nich super. I nie ma tutaj znaczenia, czy jest to twórca, który tworzy od lat, czy osoba nowa, ani jak wielu obserwujących posiada. Ideą jest możliwość poznania innych blogów i znalezienia nowych, pasjonujących blogerów. Share Week (który trwa nieco więcej niż tydzień) w tym roku odbywa się w dniach 18-31 marca. W wyznaczonym terminie trzeba opublikować na swoim blogu post z polecanymi przez siebie blogami oraz wypełnić formularz zgłoszeniowy znajdujący się na blogu autora inicjatywy. Postanowiłam w tym roku po raz pierwszy wziąć udział w tym projekcie i tak może trochę nieudolnie, ale podzielę się z Wami moimi polecanymi blogami ;-)

TOP 3 blogów, które polecam
Nie będę chyba jedyną osobą, dla której znalezienie TYLKO trzech inspirujących mnie blogów to stanowczo za mało! Skupiłam się jednak dość mocno na zbieżnej z moją tematyce, a także.. zdałam sobie sprawę, że moja lista czytelnicza nie jest jeszcze zapełniona i że chętnie z ciekawości obejrzę blogi polecane przez innych. Zwłaszcza, że mam pewne plany blogerskie, ale o nich trochę dalej. Jako pierwszą chciałabym wymienić Lidkę, czyli Talarkową z bloga Talarkowa Pisze, która zawsze inspiruje mnie do podejmowania wielu nowych ciekawych wyzwań i tematów i której wsparcie jest dla mnie wprost nieocenione. Jestem przekonana, że to jej cieple słowo pomogło mi nie raz przetrwać kolejny blogerski kryzys, czy też podjąć się aktywności dotychczas niepodejmowanej (jak np udział w konferencji dla blogerów czy targach kosmetycznych). A że jest to też moja "bratnia dusza" niech świadczy fakt, że zdarza się nam pisać posty o podobnej tematyce w podobnym czasie, gdy zupełnie tego ze sobą nie konsultowałyśmy! Zajrzyjcie do pełnego kosmetyków, podróży, Poznania i pysznego jedzenia świata Talarkowej ;-)

Przepiękne fotografie i dbałość o piękne opisy recenzowanych kosmetyków, czy zapachów to cechy charakterystyczne bloga prowadzonego przez Magdę Takie Moje Oderwanie. Z Magdą także poznałyśmy się za pośrednictwem portalu Dress Cloud i to ona nieustannie motywuje mnie swoimi zdjęciami do pracy nad sobą :D Magda lubi olejki do twarzy i skóry i potrafi o nich tak pięknie opowiadać, że coś czuję, że pewnego dnia przekona mnie do takiej formuły kosmetycznej. Jest też świetnym kompanem wizyt na targach kosmetyków naturalnych.

O tym co piszczy w trawie dowiaduję się zawsze z bloga Chocolade - Make Up Full Of Colors. Jej posty o tytule "50 nowości kosmetycznych..." przyprawiają mnie o mocniejsze bicie serca i mimo, że czasami aż nie chcę tam zaglądać, bo wiem, że skończy się to kolejnym wzdychaniem do czegoś, to i tak ostatecznie się łamię i przeglądam te kolorowe tasiemce. Właściwie to przez te jej posty musiałam sobie zacząć pisać wish listy, bo ilość kosmetyków o których marzę zaczęła być niemożliwa do zapamiętania^^ Jeśli lubicie być zawsze na bieżąco, to koniecznie zajrzyjcie na blog Chocolade!

I choć TOP3 zostało już zakończone, to chciałabym udzielić jednego dodatkowego wyróżnienia. Do tej blogerki trafiłam zupełnie przypadkiem i tak mi się spodobały jej przeglądy katalogowe Avon, że przez pewien czas robiła podobne, ale własne. Na szczęście katalogi Avonu mają ponad 100 stron i mam nadzieję, że Marzena nie ma mi za złe, że czasami pisałyśmy o podobnych kosmetykach? ;-) Turkusowa z Turkusowa Beauty Blog tak jak i ja lubi nie tylko drogeryjne kosmetyki, ale i te naturalne. A jej świnka morska skradnie Wam serce. 
PLANY, PLANY...
Dwa lata to dobry moment, aby przemyśleć to, co już było, ale też zastanowić się nad przyszłością bloga. Chciałabym, aby było to moje miejsce nie tylko pod względem "kosmetycznym", ale aby znalazły się tutaj także inne, bliskie mojemu sercu tematy. Zdarza mi się bowiem od czasu do czasu podróżować oraz zwiedzać ciekawe miejsca i to relacje z tych podróży chciałabym także pokazać Wam (w końcu!) na blogu. W tematyce "beauty" chciałabym dalej utrzymać regularność wpisów, a także wprowadzić wpisy typu "lista marzeń", czy "moja pielęgnacja.." przynajmniej dwa razy w roku. Myślę także nad zmianami w układzie bloga, aby łatwiej było odnajdować interesujące kategorie wpisów. Zamierzam także nadal prowadzić kanały social media mojego bloga, jak facebook oraz Instagram. Planuję wprowadzić więcej działań oraz wyzwań beauty, więc jeśli lubicie takie konkursy, to nie zapomnijcie zostać moimi "obserwującymi". Aby zaktywizować społeczność na FB planuję przeprowadzenie kilku działań tylko na tym kanale. 
Skoro już jesteśmy przy odpowiednim temacie, to jeszcze dwa dni (do 2.04.2019 do 23:59) trwa na moim Instagrami rozdanie, do którego serdecznie Was zachęcam. Wszystkie szczegóły znajdziecie pod postem z tą grafiką na moim profilu (LINK). 
W tym roku także planuję udział w kilku spotkaniach dla blogerów. Najbliższe Blog Beauty Day odbędzie się już za tydzień, 6 kwietnia, podczas targów Look and Beauty VISION w Poznaniu. Te targi są OGROMNE i jak pomyślę o tym, ile firm kosmetycznych będę mogła tam "spotkać", to już przebieram nogami!
Kolejna moja wizyta w Poznaniu będzie wiązała się z udziałem w konferencji INFLUENCER LIVE, który odbędzie się w dniach 11-12 maja br. Jest to wydarzenie dla wszystkich twórców internetowych, z warsztatami na temat blogowania, prowadzenia kanałów social media, czy obróbki zdjęć. 

Wysłałam także w tym roku swoje zgłoszenie na See Bloggers, które ma odbywać się w czerwcu w Łodzi. Jak na razie nie ma informacji o kwalifikacji do tego festiwalu, ale mocno trzymam kciuki, że się uda ;-) Co do innych wydarzeń, to czas pokaże. Mam nadzieję, że kolejny rok blogowania będzie obfitował w nowe, wspaniałe przyjaźnie i inspirujące wydarzenia oraz że nie zabraknie mi zapału do twórczej pracy. Także i dla Was drogie koleżanki i koledzy przesyłam moc energii i pozytywnego wsparcia na każdy dzień Waszej pracy z blogowaniem! Dajcie znać, od jak dawna już prowadzicie swoje blogi i co sprawia Wam w nich największą frajdę? ;-)      

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Piękna przed Świętami — zimowa pielęgnacja włosów

Piękna przed Świętami — zimowa pielęgnacja włosów
Jak wiecie podjęłam się wyzwania dla blogerek organizowanego przez portal Trusted Cosmetics oraz Paulinę, autorkę bloga Różowa Szminka. Dzisiejszy post będzie już trzecim należącym do tej próby, a skupię się w nim na kosmetykach do pielęgnacji włosów. Jeśli jesteście zainteresowani po jakie produkty sięgam w te chłodne dni aby zabezpieczyć i ochronić moją czuprynę, zapraszam do dalszej części wpisu. 
Jesienią i zimą zmieniają się potrzeby mojej skóry, także i włosy zaczynają domagać się innej pielęgnacji i składników. Latem były narażone na wysokie temperatury i słońce, teraz głównie wysuszają się przez wiatr i zimne powietrze, a także mocniej się puszą przez noszenie czapki i kaptura. W pielęgnacji, podobnie jak w przypadku skóry twarzy czy ciała, stawiam teraz głównie na bogate formuły, nierzadko z zawartością olejków. Wolę mieć nieco bardziej przetłuszczające się włosy niż wysuszone. Zresztą prawdopodobnie moje włosy są bardziej suche niż samej mi się wydaje i stąd m.in. ich plątanie się. Ale przejdźmy do konkretów. 
Mam gęste, kręcone włosy, więc moim problemem jest ich puszenie się. Do mycia włosów używam przeróżnych szamponów, masek, odżywek, ale jeśli chodzi o ich pielęgnację to dość długo jestem "wierna" jednemu produktowi. Jest nim Spray do włosów Nutri 5 z Avonu. Kosmetyk ten świetnie nawilża i odżywia moje włosy. Można go stosować w każdej chwili, nawet codziennie. Nie skleja włosów i nie przetłuszcza ich. Ma ładny zapach. W składzie znajduje się kompleks Nutri 5 składający się z pięciu olejków - makadamii, migdałowego, nasion kamelii, winogronowym oraz marula. Kosmetyk jest dwufazowy, co oznacza, że przed użyciem musimy go dobrze wstrząsnąć, aby wymieszały się jego składniki. Włosy po użyciu sprayu są błyszczące i lepiej się układają. Są też wyczuwalnie odżywione. 
Jeśli chodzi o oczyszczanie włosów to sięgam po treściwe, bogate w składniki szampony. Ostatnim odkryciem jest szampon Glis Kur Hair Repair firmy Schwarzkopf. Szampon ten zawiera proteiny i kompleks keratynowy, które zwiększają odporność włosów i sprawiają, że stają się mocniejsze. Zgodnie z zaleceniem producenta produkt jest dedykowany włosom osłabionym i bez energii. Moje kręcioły bardzo polubiły się z formułą tego szamponu i po umyciu nim ładnie się skręcają i błyszczą. Lubię mlecznobiałą konsystencję tego szamponu i ładny, "fryzjerski" zapach, który pozostaje na włosach dość długo. Razem z tym szamponem stosuję zamiennie szampon BB firmy Avon, o którym pisałam w poście dotyczącym letniej pielęgnacji włosów TUTAJ. Jak widać pewne rzeczy się nie zmieniają ;-)
Wiele dobrego czytałam na blogosferze o wcierce Jantara, dlatego gdy tylko zauważyłam ją w promocji w Hebe nie wahałam się, aby ją kupić. Wcierka jest odżywką w sprayu, którą wcieramy w skórę głowy (w odróżnieniu od odżywek, którymi odżywiamy włosy). Ta z firmy Jantar zawiera wyciąg z bursztynu. Zamknięty w ciemnym opakowaniu ze sprayem produkt ma ciekawy, nieco męski zapach. Samo używanie wcierki jest bardzo proste, ponieważ możemy jej używać zarówno po umyciu na wilgotne włosy, jak i w zależności od potrzeby na włosy suche. Oczywiście najlepiej byłoby robić to regularnie, niestety ja co chwilę zapominam i tak mam okresy gdy używam jej częściej, ale i takie gdy wcale. Mimo to zauważyłam znaczną różnicę w kondycji skóry głowy i jak dla mnie produkt sprawdził się wyśmienicie. Przede wszystkim mam mniej podrażnioną skórę głowy - rzadziej zdarza się, aby swędziała czy piekła. Ponad to zauważyłam więcej tzw. baby hair, czego wcześniej nie miałam (albo nie w takiej ilości). Znacznie zmniejszyła się także ilość wypadających mi średnio włosów, co w połaczeniu z nowymi baby hair cieszy szczególnie <3 Jak dla mnie już te różnice są wystarczające, by sięgnąć po ten kosmetyk ponownie. Zwłaszcza że w promocji kosztował mnie jedynie 8 zł!
Obok bogatych w składniki szamponów lubię zimą sięgać bo bardziej treściwe odżywki. Winter Nourishment z linii Naturals z Avonu zachwyciła mnie swoim zapachem żurawiny i głęboko czerwoną, perłową konsystencją. Oprócz żurawiny znajdziemy tutaj także wyciąg z miodu, który odpowiada za nawilżenie i odżywienie włosów. Odzywkę używam po umyciu włosów szamponem. Nakładam na całej długości i spłukuję po około minucie. Włosy są miękkie w dotyku, dobrze odżywione i lśniące. W dotyku czuć ich nawilżenie i sprężystość. 
Moim niedawnym odkryciem jest całonocna maska do włosów z firmy Sephora. Widoczna na zdjęciu wyżej wersja z kokosem ma działanie odżywcze i regenerujące, ale w sprzedaży jest ich aż cztery. Oprócz kokosa jest też maska wzmacniająca przeciwko łamaniu się włosów z kerite, chroniąca kolor z acai oraz wygładzająca różana. W każdym opakowaniu znajduje się sama maska oraz czepek, aby maska mogła działać, a my byśmy nie brudziły poduszki. Kokosowa maska pachnie obłędnie. Spanie w czepku nie jest takie straszne, choć przyznaję, że trzeba kolejnego dnia mieć czas na umycie, a przynajmniej na porządne spłukanie włosów rano, co może być nieco kłopotliwe gdy spieszymy się do pracy. Dlatego rezerwuję czas dla tego typu masek w weekendy i po aplikacji maski na suche włosy (to ważne), zakładam czepek i czekam aż do rana na działanie kosmetyku. Sam czepek jest miękki i nie przeszkadza w czasie snu. Mimo moich obaw także nie spada z głowy i nie uwiera. Kolejnego dnia włosy są widocznie odżywione, miękkie i zregenerowane. Myślę, że taka kuracja raz na jakiś czas może być ciekawą alternatywą dla włosów. 

Już niedługo świąteczne uroczystości, warto więc zadbać o odpowiednią, odświętną fryzurę. Mam już w głowie kilka alternatyw - od zupełnie prostej, w postaci rozpuszczonych włosów, po niby zwykły koński ogon, ale jednak w nieco bardziej eleganckiej wersji dzięki użyciu gumek ze złotymi oprawkami z Aliexpressu. Lubię ten serwis, własnie z uwagi na ciekawe i niedrogie ozdoby do włosów dzięki którym moje fryzury mogą nabierać zupełnie innego charakteru. O nowościach zakupionych na Aliexpresie przygotuję dla Was niebawem osobny wpis. 

A jak wygląda Wasza pielęgnacja włosów zimą? Macie sprawdzone sposoby na puszące i elektryzujące pod czapką włosy? Koniecznie podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach!

Moje posty biorące udział w wyzwaniu "Piękna przed Świętami":
- Pielęgnacja twarzy i ust - LINK
- Pielęgnacja ciała - LINK 


środa, 22 listopada 2017

Pielęgnacja ciała jesienią i zimą

Pielęgnacja ciała jesienią i zimą
Kiedy przychodzą chłodne dni i zaczynam nosić grube, ciężkie ubrania zapominam często o dbaniu o swoje ciało, opatulone od stóp po głowę. Przyznaję, że na te ciemne, zimne miesiące najchętniej zapadłabym w sen zimowy, dlatego i moja pielęgnacja skóry robi się minimalistyczna. Jeśli jesteście ciekawi, jak ona wygląda - to zapraszam do dalszej części wpisu. 
Jesienią moja skóra staje się bardziej sucha, podrażniona i swędząca. Nawet jeśli używam tych samych kosmetyków pod prysznic, to ich działanie jest zazwyczaj bardziej wysuszające, no i nie ma już takiej możliwości, żebym obeszła się bez balsamów chroniących skórę. Wiele kosmetyków, które latem były dla mnie zbyt "bogate" nagle okazuje się idealnymi i całe szczęście, że się ich wtedy nie pozbyłam! Jednym z takich powtórnych odkryć jest peeling do ciała Super Slim firmy Evree. Peeling ten zawiera mnóstwo dobrych i naturalnych składników, m.in. cukier trzcinowy i sól jodowaną. To kryształki tych składników są odpowiedzialne za działanie ścierające kosmetyku. Dodatkowo w peelingu znajduje się olejek perilla, któremu zawdzięczam cudowne nawilżenie skóry. Możecie zobaczyć jak dużo jest tego olejku o miodowej barwie - widać go pięknie na zdjęciach produktu. Peeling ma ładny, słodki zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze. Zapach jest bardzo przyjemny i jak tylko go czuję, to od razu mimowolnie się uśmiecham ;-) Peeling Super Slim ma za zadanie ujędrnić skórę i zredukować cellulit, a także usunąć martwy naskórek. Grube drobiny przyjemnie masują skórę, a dzięki olejkowi jest ona wyjątkowo miękka. Używanie go to prawdziwa przyjemność i aż sobie zaznaczam w kalendarzu kiedy mogę go ponownie aplikować, gdyż zgodnie z zaleceniem producenta nie powinno to być częściej niż 1-2 razy w tygodniu. Kosmetyk nie zawiera olejów mineralnych i parafiny. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji go wypróbować, to zdecydowanie polecam, zwłaszcza na jesienne i zimowe wieczory. 
Pod prysznicem sięgam teraz po olejek z tej samej linii co peeling. To także kosmetyk, który odstawiłam na półkę latem, a teraz nie wyobrażam sobie bez niego kąpieli! Olejek Super Slim zawiera olejki roślinne i także nie ma w swoim składzie olejów mineralnych i parafiny. Ma delikatny zapach, który kojarzy mi się z trawą cytrynową. W kontakcie z wodą zamienia się w biały płyn o oleistej konsystencji. Po umyciu nim skóra jest bardzo dobrze nawilżona i ma delikatny film ochronny. Dzięki temu możemy już nie używać balsamu. Ma jedną wadę - nie jest tak wydajny, jak "zwykłe" żele pod prysznic, ale akurat mi to zupełnie nie przeszkadza. Trzeba też pamiętać, że produkty te z uwagi na obecność naturalnych składników mają krótszy termin przydatności do zużycia i powinniśmy je zużyć w ciągu pół roku od otwarcia opakowania. 
Drugim produktem pod prysznic, który szczególnie cenię w zimne miesiące jest żel pod prysznic Dove, tutaj akurat wersja Dove Słodki Krem z Piwonią. Kosmetyk ma mlecznobiałą, kremową konsystencję. Dobrze się pieni i jest bardzo delikatny. ZAPACH JEST PO PROSTU OBŁĘDNY! Po umyciu żelem skóra jest przyjemnie miękka w dotyku, odżywiona i przez długi czas mamy uczucie jej nawilżenia. Dzięki temu kosmetykowi od razu czuję się piękniejsza ;-)
To prawda, że po użyciu tak bogatych w składniki żeli, czy olejków moja skóra nie wymaga już tak mocno nawilżenia, jednak nie mogę odmówić sobie przyjemności używania balsamów, zwłaszcza, że temperatura w łazience jest teraz na tyle umiarkowana, że po wysmarowaniu całego ciała nie ryzykuję, że zaraz wszystko spłynie ze mnie razem z potem ^.^ . Dlatego to właśnie chętniej i częściej sięgam po balsamy i masła wszelkiego rodzaju. Jednym z takich ulubieńców stał się balsam Skin So Soft Skindisiac Red z firmy Avon. Jest to kosmetyk o gładkiej, silikonowej konsystencji, który niesamowicie wygładza skórę i nadaje jej taką jakby "śliskość". Pachnie bardzo uwodzicielsko olejkiem z passiflory , dlatego lubię używać go przed randką z ukochanym ;-) Zapach utrzymuje się dość długo, tak jak i uczucie miękkości i nawilżenia skóry. Używanie tego balsamu to prawdziwa uczta dla zmysłów! 
Inny faworyt to balsam Frosted Cranberry z The Body Shop. Produkty TBS maja tak intensywne i soczyste zapachy, że wręcz zachwycają. Wersja, którą posiadam pachnie mrożonymi borówkami i bardzo kojarzy mi się ze świątecznym czasem. Ten zapach zupełnie nie działa na mnie w żadnym innym czasie jak tylko późną jesienią i zimą, dlatego zdecydowanie teraz jest jego czas. Balsam zamknięty jest w podłużnej butelce zakończonej wygodną w użyciu pompką. W konsystencji jest perłowobiały z połyskującą poświatą i dość dużą ilością malutkich, połyskujących drobinek. Ta poświata i drobinki po aplikacji trafiają na skórę, dlatego lubię użyć ten balsam przed wyjściem na mniejszą lub większą imprezę, bo oprócz pięknego, słodkiego zapachu borówek zyskuję także imprezowy błysk.
Olejek do ciała Fruit Power z Evree to taka "wisienka na torcie" dzisiejszego wpisu. Orzeźwiający, owocowy zapach i super nawilżenie to jedne z zalet tego produktu. Olejek ma dwufazową konsystencję i przed użyciem powinno się go mocno wstrząsnąć aby wymieszać ze sobą część z olejkami i z kwasem hialuronowym. Kosmetyk wchłania się w moją skórę nieco wolniej niż balsamy, dlatego zazwyczaj używam go wieczorem, gdy mogę nieco dłużej poczekać na wyschnięcie produktu. Skóra jest po nim bardzo dobrze nawilżona i gładka. Ten efekt utrzymuje się nawet do kilkunastu godzin i jeszcze rano mogę cieszyć się działaniem tego olejku. Opakowanie ma niewielkie, co wiele osób uważa za wadę. Jednak z uwagi na to, że mam w planach stanowcze uszczuplenie zapasów to akurat to mi wcale nie przeszkadza ;-) 

Dzisiejszy post powstał jako odpowiedź na wyzwanie dla blogerów "Piękna przed Świętami", którego organizatorami jest portal Trusted Cosmetics i autorka bloga Różowa Szminka. Znacie lub używałyście produkty z mojego dzisiejszego przeglądu? Podzielcie się opiniami w komentarzach ;-)     

Moje posty biorące udział w wyzwaniu "Piękna przed Świętami":
- Pielęgnacja twarzy i ust - LINK

czwartek, 16 listopada 2017

Pielęgnacja twarzy i ust jesienią - wyzwanie urodowe Piękna przed Świętami

Pielęgnacja twarzy i ust jesienią - wyzwanie urodowe Piękna przed Świętami
Latem stawiałam w pielęgnacji cery na lekkie formuły i wysokie filtry przeciwsłoneczne. Wraz z nadejściem jesieni kremy-żele stały się niewystarczające, moja skóra domaga się teraz zdecydowanie bogatszych konsystencji i odżywienia. Niestety bywa też ona bardzo kapryśna i zdarzają się dni gdy przetłuszcza się i jest zanieczyszczona. Moje pielęgnacja w tym czasie skupia się na dwóch głównych aspektach: nawilżeniu i odżywieniu cery na co dzień oraz oczyszczaniu jej w czasie, gdy tego bardziej potrzebuje. Zimne temperatury i wiejące częściej wiatry źle wpływają także na stan moich ust, dlatego to pielęgnacji tej części ciała także poświęcę kawałek dzisiejszego wpisu.

Nawilżanie i odżywianie
Pierwszym krokiem w mojej codziennej pielęgnacji cery jest jej oczyszczanie. O tej porze roku chętniej sięgam po delikatniejsze formuły, olejki czy też mleczka. Znów polubiłam się z olejkiem aragonowym do oczyszczania i mycia twarzy z Bielendy, o którym pisałam w TYM poście.
Zachwyciłam się także Aksamitnym żelem do mycia twarzy Mixa, o którym czytałam wiele pozytywnych opinii w blogosferze. I wiecie co? Wszystko to sprawdziło się i u mnie! Żel ma delikatną, aksamitną konsystencję i łagodnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń. Przy czym nie podrażnia i zachowuje jej nawilżenie. Skóra po umyciu żelem jest miękka i uspokojona, dlatego jak dla mnie jest to idealny kosmetyk na okres przejściowy i wszystkie inne momenty gdy moja skóra wariuje. Żel pachnie ślicznie gruszką, a w konsystencji jest mlecznobiały. Opakowanie posiada wygodną w użyciu pompkę i już jedna dawka wystarcza na zmycie z twarzy resztek makijażu i sebum pod koniec dnia. Jest tak przyjemny w używaniu, że ogromnie cieszę się, że go poznałam i z pewnością wrócę do niego także w przyszłości.
Na dzień stosuję krem Nivea Urban Skin, o którym pisałam całkiem niedawno w TYM poście. Ten produkt bardzo ładnie wpisał się w potrzeby mojej skóry i jestem z niego zadowolona. Krem Nivea Urban Skin zawiera wysoki filtr SPF 20, dzięki czemu chroni moją skórę przez promieniami słonecznymi. Jak wiecie moja skóra reaguje na słońce dość mocno, dlatego przez cały rok dbam o to, aby pielęgnować ją produktami z filtrem. Na noc stosuję w tym momencie zwykły nawilżający krem, ale nie jestem z niego specjalnie zadowolona. Lubię, gdy kosmetyk na noc ma bogatszą, nawet "tłustszą" konsystencję i aktualnie poszukuję swojego faworyta. Mam oczywiście swojego ulubieńca - krem na noc z linii Anew Avon, który sprawdza się u mnie o każdej porze roku, ale chciałabym spróbować czegoś nowego. Być może zdecyduję się na krem na noc także z linii Urban Skin.
Oczyszczanie
Jak już wspomniałam we wstępie w okresie przejściowym moja skóra miewa momenty, gdy o wiele bardziej niż zazwyczaj przetłuszcza się i zanieczyszcza. Sięgam wtedy po nieco silniejsze kosmetyki, aby ją dokładniej oczyścić i pozbyć się niechcianych krost. Jednym z takich produktów jest tonik oczyszczający pory Clearskin firmy Avon, o którym wspominałam przy okazji ostatniego kosmetycznego denka TUTAJ. Przyznaję, że dość długo testowałam różnego rodzaju produkty, którymi mogłabym oczyścić skórę, ale nie wysuszyć jej nadmiernie. I tutaj ten kosmetyk spisuje się jak dotąd najlepiej. Tonik zawiera 0,5 % spirytusu salicylowego, co jest na tyle niewielką ilością, że nie wysusza i nie podrażnia skóry, a z drugiej strony dobrze oczyszcza pory i wągry oraz wszelkiego rodzaju krosty. Wśród produktów tej linii jest też wersja z 2% kwasem salicylowym, gdyby komuś ta wersja była zbyt słaba (fioletowy). Tonik oczyszczający używam sporadycznie w zależności od potrzeby - czyli w niektórych dniach codziennie, a w niektórych wcale.
Gdy na mojej skórze pojawia się więcej zanieczyszczeń i grudek nakładam na noc krem z liśćmi manuka z firmy Ziaja. Zawiera on mikrozłuszczający kwas migdałowy, który jest znany z właściwości oczyszczających cerę. Złuszcza i odnawia skórę nie powodując podrażnień oraz rozjaśnia ją i poprawia jej elastyczność. Ekstrakt z liści manuka ma działanie antybakteryjna, a zawarty w kremie cynk łagodzi uszkodzenia powstałe po krostach. Ma przystępną cenę i jest to jeden z tych kosmetyków, które lubię mieć zawsze na półce w łazience "na wszelki wypadek". Wiem, że niektórym osobom on nie służy, jednak dla mnie okazał się strzałem w dziesiątkę.
Ostatnio odkryłam świetne działanie olejku z drzewa herbacianego. Tak prosta rzecz, a tak często zapominana w świecie, gdzie mamy już specyfiki chyba na każdą część ciała i każdy rodzaj problemu ;-) Zwykły olejek kupiony za około 10 zł w aptece (mój jest firmy KEJ) zmieszałam w proporcji 1:5 z najzwyklejszą oliwką dla dzieci z Rossmana (najlepiej, żeby miała jak najkrótszy skład). Tak doradziła mi pani z apteki - chodzi o to, że nie można używać olejku bezpośrednio na skórę, bo może to spowodować jej przesuszenie i podrażnienie. Wacikiem nasączonym tą miksturą przecieram pojawiające się krosty. Olejek z drzewa herbacianego działa bakteriobójczo i przeciwzapalnie, a ponieważ jest połaczony z delikatną oliwką - nie podrażnia skóry. Zdecydowanie polecam Wam ten przepis, jeśli jeszcze nie próbowaliście, efekty działania są widoczne w bardzo szybkim czasie. 
Innym moim sposobem na oczyszczenie skóry twarzy są maseczki oczyszczające. Sięgam po znane już Wam oraz opisane w poście "Mania Maseczkowania" maski z Planet Spa Avon oraz Neem z Himalaya, ale także po glinki. O tych drugich przygotowuję niebawem osobny wpis, na który już dziś serdecznie Was zapraszam.
Pielęgnacja skóry ust
Wiatr i zimne powietrze powodują, że jesienią i zimą skóra na moich ustach częściej robi się spierzchnięta i wysuszona. Z tego powodu wyjście z domu bez jakiejkolwiek pomadki nie jest już komfortowe. Jak wiecie z poprzednich moich wpisów bardzo lubię malować usta przeróżnymi szminkami, ale nawet gdy nie mam na sobie żadnego koloru to staram się zabezpieczyć skórę warstwą ochronną. Niedawno byłam w Pradze, gdzie odwiedziłam drogerię DM i zaopatrzyłam się w kilka produktów niedostępnej u nas firmy Balea. Kupiłam wtedy m.in. pomadkę ochronną, bo dziwnym trafem zapomniałam jej ze sobą na wyjazd. Pomadka Balea Sensitive zawiera wosk pszczeli, olej awokado oraz olej z migdałów, dzięki czemu pielęgnuje skórę ust i łagodzi jej podrażnienie. Nie zawiera konserwantów i parafiny. Jest też bezzapachowa. Ma bezbarwny kolor, można ją więc także polecić panom. W smaku jest podobna do wazeliny kosmetycznej. Oczywiście używam jej do codziennej pielęgnacji, a gdy skóra na moich ustach zrobi się przesuszona lub pojawią się na niej niechciane skórki sięgam po prawdziwego killera - maść Blistex, o której pisałam w poście na temat ust TUTAJ. Maść tą nakładam grubszą warstwą na noc i zapominam o problemie, a rano budzę się z gładkimi ustami, wprost stworzonymi do tego, by pomalować je jakąś śliczną pomadką.

W okresie jesiennym moja skóra zmienia się, tak samo jak i jej potrzeby. Niestety nie jest to dla niej dobry czas i często zdarza się, że staje się na zmianę przesuszona, przetłuszczona, zanieczyszczona i bardzo wrażliwa. Dodatkowo wahania pogody sprawiają, że ciężko doprowadzić ją do ładu. Zmienia się zatem cała moja pielęgnacja. Kiedy temperatury zaczynają spadać poniżej zera sięgam po tzw. kremy zimowe - o tłustej konsystencji, chroniące przed zimnem, wiatrem i mrozem. Do tej pory bardzo dobrze służyły mi te z Avonu, niestety firma wycofała je ze sprzedaży i nic nie wiadomo o nowych edycjach, dlatego też będę poszukiwała idealnego zastępcy moich faworytów. Może znacie kosmetyki tego typu godne uwagi? Podzielcie się opiniami w komentarzach ;-) 

Dzisiejszy post powstał w ramach nowego wyzwania dla blogerek ;-) Portal Trusted Cosmetics wraz z Pauliną, autorką bloga Różowa Szminka zaproponowali wyzwanie urodowe "Piękna przed Świętami". Każda osoba prowadząca bloga, ale nie tylko może wziąć w nim udział, a szczegóły dotyczące całego wydarzenia znajdują się pod tym LINKIEM. Już teraz serdecznie zapraszam Was na kolejne wpisy dotyczące tematyki z wyzwania oraz zachęcam do wzięcia udziału w tym niecodziennym konkursie.

 

niedziela, 8 października 2017

Przegląd antyperspirantów

Przegląd antyperspirantów
Dzisiejszy post będzie nieco sportowy, jako że niedawno rozpoczęłam trzeci etap FitMisji. O tym czym jest to wyzwanie napiszę pod koniec wpisu, a na początek zapraszam Was do mini przeglądu antyperspirantów.
Dezodoranty zwane antyperspirantami tym różnią się od swoich zwykłych kolegów, że mają za zadanie zmniejszać wydzielanie potu i w ten sposób maskować brzydki zapachu. Ich działanie opiera się głównie na zawartości solu glinu, która jest w różnym stężeniu i w związku z tym mają one różną skuteczność. Oczywiście to w ogromnym uproszczeniu, bo gdyby tylko od tego  miała zależeć ich skuteczność to raczej nie mieliśmy, aż takiego wyboru ;-) Antyperspiranty występują w różnej postaci - w kulce, w sztyfcie, w sprayu czy też w kremie. Jako że staram się prowadzić raczej aktywny tryb życia, dość często sięgam po różne rodzaje tych kosmetyków. Prezentowane dzisiaj zestawienie to produkty których aktualnie używam lub używałam.
Rexona Motionsense biorythm spray zgodnie z opinią producenta uaktywnia swoje działanie w momencie stresu lub wysiłku oraz działa zgodnie z naszym biorytmem. Czy tak się dzieje trudno ocenić, ale oczywiście to głównie z tego powodu postanowiłam wypróbować akurat ten produkt. Dezodorant ma dość mocny zapach i jego aplikacja przy mało wywietrzonym pomieszczeniu nie jest zbyt przyjemna dla otoczenia. Ponad to użyty na podrażnioną skórę pod pachami będzie szczypał, a na ubraniach może zostawiać nieznaczne jasne ślady (choć widziałam gorsze plamy). Co do działania 48 godzinnego to jest to lekka przesada, zresztą nie wiem jak miałabym to sprawdzić skoro biorę prysznic? ;-)
Podobnie silny zapach posiada dezodorant fresh comfort z Nivei, który ma nam zapewnić "długotrwałą świeżość do 48 h". Ten antyperspirant kupiłam głównie z uwagi na jego zapach - tzn. cotton czyli bawełna. I jest on rzeczywiście ładny. Niestety sam dezodorant potwornie piecze nawet gdy nie mam podrażnionej skóry, więc zużywam go psikając na ubrania. Na szczęście nie zostawia na nich białych śladów, uff... Oba dezodoranty w sprayu są wygodne w używaniu, ale ich działanie nie jest raczej powalające i pot dalej się z nas leje zwłaszcza przy intensywnym wysiłku, stresującym dniu itp. Podsumowując jak dla mnie są to raczej zwyklaki na co dzień o dość przyjemnym ale intensywnym zapachu, który może się gryźć z perfumami (jeśli ich później używamy).
Mój pierwszy dezodorant NEO firmy Garnier kupiłam zaciekawiona jego inną formułą. Jest to dezodorant w kremie, który jednak aplikujemy - dzięki specjalnej nakrętce - bezpośrednio na skórę pod pachami. Dezodorant ma kremową, białą konsystencję, która nie zostawia śladów na ubraniu. Ma przyjemny, pudrowy zapach. Rzeczywiście, tak jak zapewnia producent, daje uczucie suchej skóry. Jeśli chodzi o jego skuteczność, to jest on dość niezły, choć zapewnienia o dwóch dobach bez potu są mocno przesadzone ;-) Ten kosmetyk jest bardzo wydajny, poprzednie opakowanie miałam ponad rok - zobaczymy jak będzie z obecnym. Jest to dobra alternatywa na skórę podrażnioną, gdyż kosmetyk ten nie wpływa na jej dodatkowe szczypanie. Jego skuteczność w minimalizowaniu produkcji potu jest większa, ale też nie maksymalna. Dużym plusem jest delikatne działanie dla skóry, choć podczas używania resztki kosmetyku zostają na nakrętce, z której sypie się przy każdym otwarciu opakowania.
Kolejnym produktem w dzisiejszym zestawieniu jest antyperspirant Bloker z firmy Ziaja. Kupiłam go po pozytywnych recenzjach znalezionych na internetowych blogach. Produkt ten swoje prawdziwe właściwości ujawnia dopiero po czasie regularnego stosowania w określony sposób. Na początku mamy nakładać go co 2-3 dni na oczyszczoną skórę pod pachami na noc. Następnie aplikujemy rano jedynie 1-2 razy w tygodniu. To genialny produkt dla zapominalskich, a jego działanie w minimalizowaniu pocenia się wydaje się być bardzo skuteczne. Przy tym wszystkim ma ładny, delikatny, kwiatowy zapach który szybko się ulatnia. Nie używałam na podrażniona skórę, bo producent wyraźnie przed tym przestrzega. Ale poza tym nie odczułam żadnego pieczenia czy dyskomfortu, jak czasami w przypadku tych w sprayu. Bloker z Ziaji okazał się dobrym produktem w niskiej cenie, w dodatku jego wydajność jest bardzo duża i aż nie wiem czy zdążę przed terminem ważności... ;-)
Ostatni produkt w dzisiejszym przeglądzie to antyperspirant w kulce Only Imagine z Avonu. Z wszystkich powyższych ten jest najtańszy (oczywiście kupowany w promocyjnej cenie 5 zł!). Jest to dezodorant pachnący identycznie jak perfumy o tej samej nazwie. Avon często tworzy linie produktów, aby można było wzmocnić wybrany przez nas zapach. Jeśli chodzi o działanie tego produktu to jego skuteczność w walce z potem jest minimalnie większa niż przedstawionych dzisiaj produktów w sprayu. Jednak zdecydowanie jest ona mniejsza niż dezodorantu w kremie, czy blokera. Kulka ładnie pachnie, trochę chroni, nie podrażnia skóry, niestety może powodować plamy na ubraniach zwłaszcza, gdy użyjemy jej zbyt obficie lub nie poczekamy z jej wyschnięciem. Jeśli mamy perfumy o tym samym zapachu, to z pewnością fajnie jest użyć tych produktów w duecie. Nie wiem tylko, czy mając kilka różnych butelek perfum zdecydowałabym się na zakup do każdej z nich kolejnej kulki.
Dzisiejszy przegląd pokazuje, że mimo wielu produktów zmniejszających potliwość problem pozostaje, a każdy z nich ma swoje zalety, ale też i wady. Może właśnie dlatego nie mogę obejść się z tylko jednym tego typu produktem jednocześnie? Wracając do tematu FitMisji - w klubie Fitness Academy, sieci do której należę, w kwietniu tego roku ruszyło wyzwanie polegające na zbieraniu pieczątek za każdy odbyty trening dziennie. Każdy etap FitMisji ma inną ilość pieczątek do zebrania oraz inny czas trwania - ma to nas zmobilizować do częstszych, regularnych treningów. Po zakończeniu każdego z etapów otrzymujemy nagrody gwarantowane, jak np. shaker, godzinę treningu personalnego, ręcznik, kubek termiczny, torbę sportową czy tygodniowy karnet, który możemy podarować przyjacielowi. Oprócz tego po zakończeniu każdego etapu bierzemy udział w losowaniu nagrody głównej - jednej z siedmiu wycieczek na Tajwan! *.* Muszę przyznać, że wygranie wycieczki będzie raczej mało prawdopodobne, ale sama formuła zbierania pieczątek oraz tych gwarantowanych prezentów na mnie podziałała bardzo mobilizująco i od rozpoczęcia zabawy staram się zaliczać kolejne etapy i uczęszczam do fitness klubu z o wiele większym zapałem. Pomysłodawcy tego wyzwania kupili mnie całkowicie! Bardziej aktywny tryb życia przekłada się m.in. na większe zainteresowanie takimi kosmetykami, jak te z dzisiejszego przeglądu. No i mamy powód dzisiejszego posta ;-) 

A wy używacie na co dzień antyperspirantów? Może znacie, któryś z tych dzisiaj wymienionych? A może macie swojego faworyta i chcecie zdradzić który to jest? Chętnie poczytam Wasze komentarze!  
 

sobota, 9 września 2017

Letni makijaż i zakończenie Wakacyjnego Poradnika Urodowego

Letni makijaż i zakończenie Wakacyjnego Poradnika Urodowego
Latem lubię poszaleć w makijażu. W końcu od tego mamy tą porę roku, aby nacieszyć się feerią barw i odcieni! Jest to też czas, kiedy zazwyczaj mamy w pracy urlopy, można więc zrzucić nieco zawodowej sztywności i odetchnąć wolnością. Jesteście ciekawi moich propozycji na letni makijaż? Jeśli tak, to zapraszam dalej!
Istnieje w makijażu trend polegający na łączeniu niebieskich oczu z kolorem oranżu. Mi osobiście bardzo on się podoba, gdyż to połączenie wydobywa z oczu głębię koloru i dodatkowo podkreśla biel tęczówki. Nawet gdy nie pomalujemy rzęs tuszem oko wygląda intrygująco i efektownie. To właśnie ognista pomarańcza towarzyszyła mi w makijażu latem. Cień o nazwie Orange Candy pochodzi z firmy FM Group. Posiada bardzo mocną pigmentację i dość dobrze się rozprowadza. Nawet użyty na sucho zapewnia intensywny i trwały kolor. Niestety może się osypywać, dlatego zazwyczaj podczas nakładania go przykładam wacik kosmetyczny pod okiem. Mój cień jest już nieco wysłużony, ale nadal dobrze mi służy. Niestety nie ma go obecnie w ofercie firmy :( 


W letnim makijażu lubię też sięgać po błękity. Ulubione kredki to te z firmy Avon - diamentowa Aqua shock lub z gąbeczką do rozcierania Turquoise water. Ta z gąbeczką jest świetna do uzyskania roztartej kreski. Z kolei ta diamentowa daje bardziej precyzyjną kreskę. Mimo nazwy nie zauważyłam w niej diamentowych drobinek, a raczej lekki efekt opalizujący. Kredka Aqua Shock jest wykręcana, zaś Turquoise water to wersja drewniana, którą temperujemy tradycyjnie temperówką. Obie kojarzą mi się z wakacjami, dzięki swojej kolorystyce nawiązującej do lazuru ciepłego morza. 
Wakacyjny makijaż nie mógłby istnieć bez pięknego koloru także na ustach! Jak wiecie lubię dość wyraziste kolory szminek, co widać chociażby po prezentowanych przeze mnie szminkach LINK i LINK. Tym razem chciałam jednak przedstawić wam nieco bardziej stonowany produkt - szminka creamy lipstick o numerze 19 z lini HYPOallergenic firmy Bell. Jest to kolor jakby brudnego różu, który czasami wpada w tonacje bordo. Szminka jest kremowa, dobrze pokrywa usta i długo się na nich utrzymuje. Skóra jest po niej dobrze nawilżona i miękka. Kolor pasuje zarówno do codziennych stylizacji, jak i do bardziej mocnego makijażu. Opakowanie szminki jest metalowe i to jedyna cecha, do której mogłabym mieć zastrzeżenia ponieważ jest to mat w wersji "niskobudżetowej" - szorstki i niemiły w dotyku. Nie wpływa to natomiast zupełnie na działanie szminki, która jest świetna nie tylko na lato!
Do kategorii makijażu letniego włączę także Avon Glow bronzing multi stick, czyli bronzer w sztyfcie. Jest to kremowy sztyft o konsystencji szminki i tak go najczęściej używam. Jednak można nim także z powodzeniem podkreślać policzki i powieki. Kolor jaki posiadam to Blushing Coral (jest też wersja brązowa Glowing Nude). Sztyft pięknie rozświetla skórę i sprawia, że wygląda ona jak muśnięta słońcem. Opakowanie jest dość małe - taka "grubsza" szminka. Mimo to produkt jest wydajny i wystarcza na długi czas. To świetny kosmetyk do wakacyjnej kosmetyczki, kiedy staramy się oszczędzać miejsce w walizce. Dzięki jego wielofunkcyjności możemy wykonać nim prawie cały makijaż.
Zamiast ciężkiego podkładu, który i tak spłynąłby z mojej twarzy pod wpływem wysokiej temperatury sięgam latem po krem BB. Mój ulubiony to Anew Vitale firmy Avon. Wyrównuje on koloryt skóry i delikatnie ukrywa niedoskonałości - rozszerzone pory, drobne zmarszczki, cienie, przebarwienia. Jak każdy krem BB nie ma tak mocnego krycia jak podkład, jednak dla mnie jest to wystarczające. Krem dobrze się rozprowadza i dobrze wiąże się z moimi kremami na dzień, nie roluje się i nie zbiera w zagłębieniach. Kosmetyk dopasowuje się do każdej karnacji, dlatego nie ma potrzeby dobierania jego koloru. Krem BB Anew Vitale ma pojemność 30 ml. Wystarcza na kilka miesięcy codziennego używania. Jak widać produkt zmienił opakowanie - na zdjęciu po lewej mój "stary" krem BB, a po prawej nowa wersja, jako "zapas". Zużyłam już trzy opakowania tego produktu i jestem bardzo zadowolona. 
Dzisiejszy post jest ostatnim należącym do wyzwania dla blogerów Wakacyjny Poradnik Urodowy organizowanym przez Urodzianka.pl oraz Trustedcosmetics. Pierwszy raz brałam udział w tego typu przedsięwzięciu i muszę Wam powiedzieć, że nie było to wcale takie proste! Bardzo się cieszę, że udało mi się sprostać terminom i wymaganiom konkursu. Mam też nadzieję, że przygotowane przeze mnie wpisy tematyczne były dla Was ciekawe i wartościowe. Dajcie znać co na ten temat sądzicie w komentarzach! ;-)

Zapraszam Was oczywiście także do podzielenia się opiniami na temat kosmetyków, o których wspominałam w dzisiejszym poście. Znacie lub używałyście któreś z nich? A zainteresowanych innymi postami należącymi do Wakacyjnego Poradnika Urodowego zapraszam do odwiedzenia linków poniżej.


Wyzwanie "Wakacyjny Poradnik Urodowy":
- Ochrona przeciwsłoneczna - LINK
- Regeneracja skóry i włosów po opalaniu - LINK
- Letnia pielęgnacja stóp - LINK
- Letnia pielęgnacja dłoni i paznokci - LINK
- Ulubione letnie zapachy - LINK
- Letnia pielęgnacja włosów - LINK
- Letnia pielęgnacja ciała - LINK
- Letnia pielęgnacja twarzy - LINK 
Copyright © Nostami blog , Blogger