Przejdź do głównej zawartości

Nivea Urban Skin - tarcza antysmogowa

Mam przyjemność testować krem na dzień z linii Urban Skin Nivea jako Ambasadorka Kosmetyczna. Przyznaję, że odkąd słyszałam że ta linia pojawi się w sprzedaży bardzo byłam nią zainteresowana, dlatego ogromnie ucieszyłam się z tego wyróżnienia i możliwości wypróbowania kremu. Jestem już po dwóch tygodniach testów, myślę więc że mogę podzielić się z Wami opinią na temat tego kosmetyku.
Linia Urban Skin przeznaczona jest dla cery zmęczonej i pozbawionej blasku. Docelowo dla mieszkanek dużych miast, gdzie zanieczyszczenia środowiska jest większe, co bardzo niekorzystanie wpływa na skórę twarzy. W skład linii wchodzą obok kremu na dzień, także krem na noc oraz oczyszczająca maseczka do twarzy. Ja używałam jedynie kremu na dzień, choć nie ukrywam, że kuszą mnie też inne produkty tej serii. 
Na co dzień mieszkam w dużym mieście, dlatego doceniam w kremie Nivea Urban Skin, że pomaga mi on chronić skórę przed zanieczyszczeniami środowiska i smogiem dzięki obecności antyoksydantów i ekstraktu z zielonej herbaty. Mam wrażliwą cerę i przez cały rok używam kremów z filtrami przeciwsłonecznymi, dlatego ucieszyłam się, że krem ten posiada filtr SPF 20. Z kolei dzięki obecności kwasu hialuronowego krem Nivea Urban Skin skutecznie nawilża i wygładza pierwsze zmarszczki. Mogę zaryzykować określenie, że znalazłam krem, który idealnie wpisał się w potrzeby mojej skóry, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. 
Kosmetyk jest zamknięty w plastikowym słoiczku o energetycznie zielonej, limonkowej barwie. Sam krem jest także zielony. Jego konsystencja jest bardzo delikatna, wręcz puszysta, a zapach bardzo przyjemny, taki jak wszystkich produktów Nivea. Jego aplikacja jest prawdziwą przyjemnością. Krem bardzo szybko się wchłania i dobrze nawilża skórę. Wyraźnie czuć jej wygładzenie, a w dotyku staje się bardziej miękka. Jako, że jest to krem na dzień to musi się także sprawdzić jako baza pod makijaż. Testowałam go z dwoma podkładami o różnym kryciu - mniej kryjącym podkładem w płynie z firmy Avon oraz z mocniejszym HD Catrice. W obu przypadkach krem sprawdził się doskonale, nie powodował trudności w nakładaniu podkładu, nie warzył się z nim i nie zbierał w oczodołach. Przyznaję, że zdarzało mi się, zwłaszcza w początkowych dniach testowania, że nakładałam więcej kremu na twarz, przez co nie wszystko dobrze się wchłaniało, a na skórze pozostawał delikatny film. Z czasem jednak skorygowałam ilość nakładanego kosmetyku i nie mam już takiego problemu. Więcej kremu nakładałam przez jego puszystą konsystencję - wciąż chciałam go więcej dokładać. 
Ostatecznie krem okazał się dla mnie świetnym kosmetykiem. Nie tylko dobrze nawilżył moją skórę, ale też skutecznie chroni ją przed promieniami słonecznymi i smogiem. Skóra wygląda po nim na wypoczętą i wygładzoną, a drobne zmarszczki są mniej widoczne. Opakowanie zawiera 50 ml kremu, a jego koszt to około 17 zł. Krem Nivea Urban Skin testowałam jako Ambasadorka Kosmetyczna. Jestem ciekawa jak zadziałała by na moją skórę cała ta linia. A wy znacie ten kosmetyk? Używałyście Nivea Urban Skin kremu na dzień lub innego tej linii? Podzielcie się opiniami w komentarzach.  

Komentarze

  1. Nie znam, choć zapowiada się naprawdę ciekawie. Też, gdy go wprowadzali, byłam go ciekawa, ale mam jeszcze inne kremy w zapasie i muszę zużyć. Wiem, że to rozumiesz :) Gratuluję zostania ambasadorką, świetna to była kampania! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat do twarzy mam mało produktów, chociaż... no wiesz.. ;-)))))))) Zapasy kiedyś w końcu się skończą! ;-)

      Usuń
  2. Mam ten krem :) dobrze się sprawuje, ale źle się go nakłada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba samemu się dyscyplinować, żeby nie nałożyć go za dużo ;-)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłaś go niejako "poznać" dzięki mnie ;-)

      Usuń
  4. Ja je bardzo polubiłam, mimo iż mają alkohol w swoim składzie. Natomiast mojej buzi nie wysuszył. ;) I ten ich design <3
    Z wielką chęcią obserwuję i zapraszam do siebie :
    https://kobiecomania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie trochę osób narzeka na skład kremu, ale mi akurat to nie przeszkadza specjalnie, pozdrawiam ;-)

      Usuń
  5. Mam całą tę serię. W blogosferze najbardziej polecana jest chyba maska, aczkolwiek kremy też nie są bublami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konieczenie muszę więc spróbować pozostałych produktów ;-)

      Usuń
  6. Ja lubię bardziej odżywcze kremy zwłaszcza jesienią i zimą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także i powiem Ci, że ten może niepozornie wygląda ale jest dość "bogaty" ;-)

      Usuń
  7. Chętnie bym poznała ten kremik Nivea, myślę że to coś dla mnie:) Obserwuję i zapraszam do mnie w wolnej chwili:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością by Ci się spodobał! ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Mania maseczkowania 4

Ostatnio pokochałam maski w płachcie, a że mam ich dość spore zapasy to decyduję się na pielęgnację z ich użyciem znacznie częściej. Można by mieć wątpliwość, czym może różnić się jedna maska tego typu od drugiej? Jednak okazuje się, że każda z nich jest inna, a działanie nie każdej mnie zachwyca. Zapraszam Was dziś na czwarty przegląd maseczek, tym razem same wersje na tkaninie.  Maski na tkaninie, inaczej nazywane maskami w płachcie przywędrowały do nas wraz z modą na koreańską pielęgnację skóry. Dotychczas były one dostępne jedynie poprzez strony typu ebay, czy też w sklepach internetowych specjalizujących się w sprzedaży kosmetyków z tej części świata. Pamiętam jak bardzo ucieszyłam się, kiedy w moim rodzimym mieście otworzył się sklep JJ Korean Beauty, a jakiś czas później firmowy sklep It's Skin.  W między czasie wiele innych firm rozpoczęło produkcję tego typu kosmetyków - Garnier, Bielenda, czy Selfie Project, a marki znane dotąd jedynie z internetu zaczęły pojawiać się na t…