wtorek, 19 maja 2020

Denko kosmetyczne KWIECIEŃ 2020, czyli co zużyłam podczas pandemii

Denko kosmetyczne KWIECIEŃ 2020, czyli co zużyłam podczas pandemii
Witajcie Moi Drodzy! Kolejny miesiąc dobiegł końca pora więc na tradycyjny już wpis o zużyciach kosmetycznych. Tym razem jest bardzo "prawilnie", że tak to ujmę, bo pojawiają się kosmetyki z prawie każdej kategorii. Nie ma ich jednak bardzo dużo, więc bez obaw - nie będzie za długiego tasiemca! Kawy / herbaty w dłoń i zapraszam! 
Kwiecień upłynął mi na pracy zdalnej i powolnym powrocie do "normalności", choć oczywiście nadal mamy wiele obostrzeń i rygorystycznych zasad. Udało mi się w tym czasie zdenkować 13 pełnowymiarowych produktów, 2 minisy oraz 2 maseczki. No tak, przyznaję że jak na mnie to te dwie maseczki brzmią bardzo źle, jednak po prostu częściej tym razem sięgałam po te w tubkach i glinki :) 
DO CIAŁA
- kremowy peeling jogurtowy do ciała Sensational Naturals, Avon - miał ładny owocowo-jogurtowy zapach jagód i granatu, niestety był tak delikatny że jego działanie peelingujące było zdecydowanie zbyt słabe i nie planuję więcej do niego wracać
- żel pod prysznic oliwa z oliwek i aloes, Oriflame - prześliczny zapach, który spodobał mi się od pierwszego powąchania! Żel dobrze się pienił, nie wysuszał skóry, zapach utrzymywał się dość długo. Butelka ma ciekawy design. Jeśli kiedyś odkopię się z żeli pod prysznic, to ten jest wart uwagi i powrotu!
- krem do rak i ciała Milka and Honey Gold, Oriflame - kolejne zużyte opakowanie tego kremu do ciała chyba najlepiej świadczy o tym, że bardzo go lubię, prawda? Krem ma puszystą, budyniową konsystencję, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej powłoki, a przy tym skutecznie łagodzi podrażnienia i nawilża. Do tego ma przyjemny słodko-miodowy zapach, który bardzo mi się podoba. Mam w zapasie jeszcze jedno opakowanie w jakiejś limitowanej wersji - mam nadzieję, że nie ma bardzo innego zapachu :D
- odżywka do włosów Balea - druga część opakowania dwupaku, gdzie po jednej stronie był szampon, a po drugiej odżywka. Szampon był totalną klapą, o czym pisałam w poście Denko, czyli zużycia kosmetyczne LISTOPAD 2019. Niestety odżywka także nie powaliła mnie swoim działaniem i generalnie w tym kosmetyku najgenialniejsze było opakowanie, bo w niewielkiej, podwójnej butelce mieliśmy zarówno coś do mycia, jak i odżywiania (super na podróż). Niestety działanie skutecznie odstrasza mnie przed ponownym zakupem.
- pasta do zębów Advanced White Charcoal, Colgate - przyjemna pasta o ciemnym zabawieniu, która pomaga rozjaśnić nieco uśmiech ;) Nie jest to zbyt spektakularne działanie, ale produkt sam w sobie jest OK do codziennej pielęgnacji.
- maska do włosów Schonheits Geheimnisse (Sekret Urody), Balea - maska w jednorazowej kapsułce miała perfumeryjny zapach i sprawiła, że moje włosy były miękkie oraz ładnie się układały. Formuła kapsułki jest fajna na podróż, ale w domu wole jednak duże opakowanie.
- mydło w kostce Pink Grapefruit, The Body Shop - dostałam w prezencie od przyjaciółki  z UK i było to moje pierwsze mydło w kostce tej firmy. Mam nadzieje, że te które sprzedają w Polsce będą takie same, bo mydło było SUPER i mam zamiar do niego wrócić! Przede wszystkim formuła jest glicerynowa. Kostka dobrze się pieni, pięknie i intensywnie pachnie, a co bardzo ważne podczas używania nie rozwala się i nie mięknie po brzegach, tylko ciągle jest zbite i wygodne do użycia! Zgodnie z informacją na opakowaniu mydło zawiera olejek z nasion grejpfruta. Ja jestem zachwycona! <3
- szampon Elseve Dream Long, L'Oreal - kiedy ta seria pojawiła się w sprzedaży bardzo chciałam jak najszybciej ją przetestować! Moje włosy bardzo lubią bowiem bogate, odżywcze formuły. Szampon miał kremową konsystencję, bardzo ładny, perfumeryjny zapach, a w składzie (zgodnie z informacją na opakowaniu) zawierał keratynę roślinną, witaminy i olejek rycynowy. Podczas mycia dobrze się pienił i dobrze domywał włosy, jednak ostatecznie muszę go zaliczyć do kategorii "kosmetyki OK, ale bez szału". Po tych wszystkich reklamach spodziewałam się jednak jeszcze czegoś "bardziej". Było dobrze, ale bez szału. 
- dezodorant Peche Blanche, Le Petit Marseillais - pamiętam jak swego czasu marka LPM szukała testerek do tej serii i ja się nie dostałam (smuteczek!). Bardzo chciałam wypróbować ich dezodoranty i kochana Lidka, autorka bloga Talarkowa Pisze, wysłała mi swój egzemplarz testowy po zakończeniu kampanii. To było dawno temu, a ja miałam w użyciu ciągle jakiś dezodorant, więc LPM musiał trochę zaczekać. Jednak jak już w końcu przyszła na niego pora, to okazało się, że jako produkt o działaniu antyperspiracyjnym nie sprawdza się TOTALNIE! Ani nie dawał odświeżenia, ani tym bardziej nie chronił przed potem i generalnie kompletnie NIE. Dziękuję tym bardziej Lidce, że uchroniła mnie przed nacięciem się na tego bubla! ;)
DO TWARZY (+ MASECZKI)
- maska w płachcie Facial Sheet Mask Snail Star, Mascot Europe (Action) - z kosmetykami z marketu Action mam relację love-hate, albo je uwielbiam, albo nieznoszę. Tą maskę dostałam w prezencie i przyznaję, że trochę się obawiałam, że będzie mocne rozczarowanie. Tymczasem była świetna! Mocno nasączona, bardzo fajnie kojąca skórę, idealnie nawilżająca. Dlatego teraz będąc w tym sklepie rozglądam się, czy jeszcze ją dostanę, bo chętnie bym wróciła... 
- płyn micelarny Multi-tasking Miccelar Water Acai Berry, Good Things - otrzymałam w prezencie od koleżanki z UK. W Polsce produkty tej marki widziałam w TK MAXXX tylko. Marka kosmetyczna Good Things to kosmetyki naturalne, odpowiednie dla wegan i wegetarian. W ich składach nie znajdziemy parabenów, olejów mineralnych i składników pochodzenia zwierzęcego tylko same "good things". Multi-tasking Miccelar Water Acai Berry zawiera kwas hialuronowy, a także ekstrakty z jagód, mango oraz owoców acai, które mają powodować nawilżenie i odświeżenie skóry. Kosmetyk miał bardzo przyjemny, owocowy zapach który zdecydowanie umilał jego stosowanie. Nałożony na skórę twarzy delikatnie się pienił i niestety podrażniał moje oczy podczas aplikacji. Dlatego zużyłam go głównie do oczyszczania skóry twarzy i ust.
- chłodząca mgiełka z mentholem i wit. C, Ziaja - tytan wydajności, jak wszystkie toniki z tej marki, głównie dzięki bardzo drobnemu sprayowi, który na skórze tworzy delikatny tusz. Mgiełka miała śliczny zapach, była ultra delikatna i bardzo odświeżająca i tonująca skórę. Bardzo lubię produkty w sprayu tej marki i z pewnością sięgnę po jakiś niebawem, zwłaszcza że zbliżają się tropikalne upały... 
- preparat redukujący ślady po trądziku Clearskine Professional, Avon - miał wysokie stężenie kwasu salicylowego, przez co potrafił miejscowo mocno wysuszyć skórę. Nie do końca też odpowiadała mi jego aplikacja, podobna do dezodorantu kulkowego. Czy był skuteczny w działaniu? Trochę na pewno pomagał pozbyć się śladów po trądziku i samych krost, jednak nie chciałabym już do niego wracać.
- krem do twarzy z olejkiem z drzewa herbacianego Love Nature, Oriflame - z uwagi na swoją lekką formułę nazywany przez producenta "emulsją". Nie miał za dużego działania nawilżającego, ale ładnie wspomagał gojenie się wszelkich wysypów na twarzy. Pisałam o nim we wpisie Recenzja: Serie Love Nature (...) Oriflame
- krem Hello Yellow my WONDER BALM, Miya - mój absolutny ulubieniec, który zawsze dobrze wpływa na moją skórę oraz samopoczucie (to akurat zasługa zapachu mango!). Jego obszerną recenzję znajdziecie we wpisie Recenzja: kosmetyki Miya moja ulubiona pielęgnacja
- maska hialuronowa do twarzy Liftactiv Hyalu Mask, Vichy - maska, którą przez większość czasu używałam jako krem na noc i w tej roli sprawdzała się wyśmienicie. Była bardzo wydajna, a jej pełną recenzję znajdziecie we wpisie Recenzja: maska hialuronowa do twarzy Liftactiv Hyalu Mask Vichy
- maseczka do twarzy Balea - jak już wspominałam w moim poprzednim denko wszystkie zużyte ostatnimi czasy maseczki tej marki znajdą się w jednym, obszernym wpisie. Stay Tuned
To już wszystkie kosmetyki, które zużyłam w kwietniu tego roku. Znacie coś z powyższego zestawienia? Jak Wam idzie pielęgnacja i denkowanie kosmetyków podczas pandemii? Najbardziej chyba zaskoczył mnie brak maseczek w moich zużyciach, ale myślę, że w maju to sobie nadrobię :) 

piątek, 8 maja 2020

Recenzja: całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco

Recenzja: całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco
Kiedy w listopadzie podczas Beauty Fair Influencer jako upominek do przetestowania wylosowałam całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco bardzo się ucieszyłam, bo to własnie ten produkt najmocniej zaciekawił mnie w ofercie marki. Już od pierwszego otworzenia słoiczka krem dosłownie mnie zachwycił. Teraz gdy słoiczek z kremem osiągnął dno mogę powiedzieć Wam o nim nieco więcej, zapraszam! 
W listopadzie byłam na konferencji Beauty Fair Influencer, z której relację możecie znaleźć we wpisie Relacja: Beauty Fair Influencedr Katowice 2019. Jednym z partnerów tego wydarzenia była polska marka kosmetyków naturalnych - Uzdrovisco. Podczas konferencji mieliśmy możliwość uczestniczenia w dwóch bardzo interesujących wykładach (z mini warsztatem!) na temat kosmetyków naturalnych i olejowania skóry prowadzonych przez Annę Bukowską, współtwórczynię i dyrektor ds. marketingu i rozwoju marki. Oprócz tego marka przygotowała dla każdej uczestniczki spotkania upominek do przetestowania, który losowałyśmy. Ja otrzymałam Całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco. Bardzo się ucieszyłam, bo ten produkt zainteresował mnie najbardziej z oferty tej marki (jestem fanką nawilżenia :D). 
Nie ukrywam, że już przy pierwszym otworzeniu słoiczka zostałam "kupiona" prześlicznym kwiatowym zapachem i lekką konsystencją kosmetyku. Używanie tego kremu każdego ranka było dla mnie prawdziwą przyjemnością!  Być może brzmi to jak tania reklama, jednak dla mnie wrażenia estetyczne są w kosmetykach równie ważne jak i ich działanie.  A tutaj miałam zarówno przyjemny zapach, jak i przyjemne odczucia podczas aplikacji.
Krem nawadniający ma mlecznobiałą barwę i konsystencję lekko lejącego się mleczka. Zgodnie z informacją producenta, ma same naturalne składniki - m.in. ekstrakt z rokitnika, mikroalgi, trehalozę (disacharyd), czy kwas hialuronowy i masło shea. Komponenty te mają wspomagać nawilżenie, ujędrnienie i wygładzenie skóry. Dodatkowo ekstrakt z rokitnika wpływa na poprawę wyglądu skóry i przeciwdziała jej wiotczeniu.
Skład: Aqua, C13-15 Alkane, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Propanediol, Tripelargonin, Squalane, Trehalose, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Maltodextrin, Hippophae Rhamnoides Kernel Extravt, Hyaluronic Acid, Sodium Carrageenan, Maris Salt, Sodium Stearoyl Glutamate, Caesalpinia Spinosa Gum, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Parfum, Hydroxyacetophenone, 1,2-Hexanediol, Phenoxyethanol
Jak być może wiecie, jestem posiadaczką cery mieszanej, miejscowo wrażliwej oraz ze skłonnością do wyprysków w strefie T. Od kremu na dzień oczekuję głównie nawilżenia skóry, ale też jej uspokojenia, czy wsparcia w walce z trądzikiem w te "gorsze" dni. Całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco używałam codziennie od końca listopada. Bardzo odpowiadało mi wrażenie delikatnej, miękkiej skóry tuż po aplikacji kremu. Ze skutków długofalowych zauważyłam znaczne polepszenie się stanu mojej skóry, także w czasie "wysypów" - zmian jest niewiele, są mniej dotkliwe, szybciej się goją. Cera wygląda na promienną, ma ładniejszy koloryt, jest odpowiednio nawilżona. Podczas pięciu miesięcy stosowania kremu (ta wydajność!) było jedynie kilka momentów, gdy kosmetyk nie sprostał moim potrzebom. To był czas kiedy temperatura spadła znacznie poniżej zera lub gdy byłam na śniegu w górach. Skóra na policzkach była wtedy lekko podrażniona, miałam uczucie "suchości". Jednak to są właśnie obszary gdzie generalnie mam bardziej suchą skórę i zastosowanie na krem Uzdrovisco dodatkowego kremu "zimowego" pomogło :-)
Całodniowy krem nawadniający dla mojej cery okazał się strzałem w dziesiątkę i już za nim tęsknię (trafił do majowego denko). Podczas wspomnianej już konferencji Beauty Fair Influencer kupiłam sobie także w katowickim Kontigo maseczki marki Uzdrovisco. Po bardzo dobrej współpracy mojej skóry z kremem nawadniającym coś czuję, że i tutaj będzie zachwyt. Choć brakuje mi trochę czegoś typowo do oczyszczenia skóry :) Znacie produkty marki Uzdrovisco? Jak się u Was sprawdziły?

wtorek, 28 kwietnia 2020

Denko kosmetyczne MARZEC 2020, czyli co zużyłam w tym czasie

Denko kosmetyczne MARZEC 2020, czyli co zużyłam w tym czasie
Za oknem trwa pandemia, a ja mimo że jestem w domu prawie przez 90% czasu od 25-go marca nie mogę jakoś zabrać się za pisanie bloga. Tzn. nie mogłam, bo jak widać coś się tutaj rodzi i może to znak, że już wystarczy tego marazmu i tego zawieszenia? Tak trochę tłumacząc moją nieobecność zapraszam Was na marcowe denko, czyli wpis o kosmetykach, które zużyłam w tym miesiącu. Znawcy twierdzą, że takie posty zawierają najbardziej wartościowe recenzje - te produkty bowiem zużyłam do samego dna!
W moim pudełku z opakowaniami znalazło się tym razem 15 pustych kosmetyków, 1 miniaturka, 5 maseczek i 4 próbki. I chyba już zawsze na wstępie będę pisała te "ilości", żeby później w grudniu łatwej móc policzyć całoroczne zestawienie :)
DO CIAŁA
- żel pod prysznic i do kąpieli Konopie Polskie, Nutka - wygrałam w konkursie na Instagramie marki, a że podczas transportu butelka nieco się uszkodziła, to zaczęłam go używać poza kolejnością. Linia "Konopie polskie" Nutka to kosmetyki nawilżające i odżywiające, przeznaczone dla skóry z oznakami zmęczenia i odwodnienia. Żel zgodnie z informacją producenta zawiera ekstrakt z konopi polskich (siewnych), który zawiera m.in. przeciwutleniacze, proteiny i aminokwasy, a także wit. B, C, D i E i związek CBD łagodzący suchość skóry i stany zapalne. Kosmetyk znajduje się w dużej, plastykowej butelce z pompką o pojemności 400 ml. Żel ma kremową, mlecznobiałą formułę i przyjemny, kwiatowy zapach. Delikatnie myje skórę i pozostawia ją odżywioną i nawilżoną. Po prysznicu z jego udziałem nie miałam potrzeby używania balsamu, a skóra była nie tylko czysta, ale też zregenerowana i uspokojona. Bardzo fajny kosmetyk, zwłaszcza dla posiadaczek wrażliwej skóry. Jeśli kiedykolwiek odkopię się z zapasów żeli pod prysznic, to miło będzie wrócić. 
Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, Acrylates Copolymer, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cannabis Sativa Seed Extract, Glycerin, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Styrene/Acrylates Copolymer, PEG-150 Pantaerythirityl Tetrastearate, PPG-2 Hydroxyethyl Cocamide, Tocopherol, Triethanoloamine, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum, Limonene, Linalool.

- żel pod prysznic Floral Embrace, Oriflame - miał śliczny, kwiatowy, słodki zapach i lekko różowy kolor. Dobrze się pienił i nie wysuszał skóry. Generalnie fajny żel i chętnie bym do niego wróciła kiedyś.

- mydło do rąk Aloe Vera & Tea Tree, Faith in Nature - mydło, które kupiłam w TK MAXXX, bo bardzo zaintrygował mnie jego zapach. Czuć mocno i wyraziście nuty olejku z drzewa herbacianego i co okazało się wręcz genialne - zapach jest bardzo intensywny i skutecznie usuwał z dłoni wszelkie kuchenne smrody, jak zapach cebuli, czosnku itp. I z tego to powodu mydło to trafiło u mnie na kuchenny zlewozmywak. Kosmetyk jest wegański, w większości ma składniki pochodzenia naturalnego, nie zawiera SLS i parabenów. Dzięki zawartości olejku z drzewa herbacianego ma działanie antybakteryjne. Zaczęłam go częściej używać w momencie startu pandemii i wtedy niestety okazało się, że wysusza mi dłonie. Jednak do okazyjnego używania było super. 
Skład: Aqua, Ammonium laureth sulfate, Maris sal (Sea salt), Aloe barbadensis leaf juice, Polysorbate 20, Melaleuca alternifolia (tea tree) leaf oil, Cananga odorata flower oil, Pogostemon cablin oil, Cocamidopropyl betaine, Potassium sorbate, Sodium benzoate, Citric acid, CI 75810, Limonene

- mydło do rąk Milk and Honey, Oriflame - nie wysuszało dłoni, miało przyjemną konsystencję, dobrze się pieniło no i ten miodowy zapach <3 Lubię kremy do ciała w tej samej serii zapachowej Oriflame, nic więc dziwnego że i ten produkt przypadł mi do gustu. Opakowanie jest nieco mniejsze niż innych kosmetyków tego typu, bo ma tylko 300 ml, ale dzięki temu z powodzeniem mieści się na umywalce. Jeśli jesteście fankami zapachów miodowych, to z pewnością będziecie zachwycone jak ja!
- mydło do rąk Apple & Cinnamon, Cien - kolejne mydło w płynie, tym razem jedna z wersji tegorocznej "kolekcji" świątecznej z Lidla. Kosmetyk miał kolor zielony i był dość gęsty w konsystencji. Dobrze się pienił i usuwał wszelkie zabrudzenia, jednak przy częstszym stosowaniu trochę wysuszał mi dłonie. Opakowanie z pompką było bardzo wygodne w użyciu, a pojemność aż 500 ml spowodowała, że już dawno zapomniałam o Bożym Narodzeniu, a zapach mydła dalej mi o nim przypominał! Dla mnie to taki popularny "zwyklaczek" za kilka złoty i lubię czasami po takie sięgać.  

- naturalne mydło w płynie (refil) Werbena, Yope - opakowanie uzupełniające mydła do rąk, którego chyba już nikomu nie trzeba przedstawiać? ;) Piękny, cytruskowy zapach werbeny, delikatne w działaniu. Nie ukrywam, że lubię do niego wracać co jakiś czas, choć wielka butla mieści mi się jedynie w kuchni. Po kilku wysuszających wersjach mydeł muszę przyznać, że ten kosmetyk jest jak opatrunek dla dłoni! Większość składników pochodzenia naturalnego oraz o niskim stopniu przetworzenia. Jestem bardzo na TAK! <3

- dezodorant w kremie NEO, Garnier - moje kolejne opakowanie dezodorantu w kremie, które bardzo lubię. Mimo jego kilku wad, o których pisałam w poście Przegląd antyperspirantów jest to nadal jeden z moich ulubieńców jeśli chodzi o skuteczność działania, a przy tym ochronę skóry. Minusem jest niestety duża trudność w wyciśnięciu kosmetyku pod koniec opakowania, ale już się trochę przyzwyczaiłam. No i mam kolejną wersję zapachową aktualnie w użyciu ;)

- intensywnie nawilżający krem do rąk z mleczkiem pszczelim Avon Care, Avon - miał niewielka pojemność bo zaledwie 30 ml, no i znów ten miodowy zapach ;) Dobrze radził sobie z wysuszoną skórą na dłoniach i był świetny do noszenia w torebce. Mam jeszcze dwie takie miniaturki z kompletu w zapasie.
- pianka do dłoni Cake Pop, Balea - bajerancka pianka, którą po wyciśnięciu na skórę dłoni należało w nie wmasować. Wbrew pozorom dawała lekkie nawilżenie, jednak gdy moja skóra stała się bardziej przesuszona to nawilżenie to nie było już wystarczające. Zapach świetny - słodki, coś jak pianki mashmallow. Sama pianka była bardzo gęsta i wydajna. Nie wiem jak produkt ten sprawdziłby się w damskiej torebce, bałam się ryzyka "wybuchu" pianki i używałam go tylko w domu. Mimo, że sam w sobie kosmetyk był intrygujący, to jednak nie planuję wracać do takich form kremów do rąk ;)
- krem do rąk Marvelous Berries, Yves Rocher - pochodził z zeszłorocznej świątecznej "kolekcji" marki. Miał przyjemny zapach owoców leśnych. Zgodnie z informacją na opakowaniu krem zawierał masło karite, olejek makadamia, wyciąg z żurawiny oraz wodę z bławatków. Ponad 97% składników tego kosmetyku jest pochodzenia naturalnego. Nie znajdziemy tu w składzie olejów mineralnych, czy parabenów. Krem szybko się wchłaniał i nawilżał dłonie, nawet te przesuszone. Bardzo byłam z niego zadowolona i żałuję, że była to wersja limitowana.

- peeling guma Lizak Tęczowy, Dushka - świetny zdzierak o fajnym wyglądzie i ciekawej konsystencji. Wyciągany z opakowania potrafił "ciągnąć się" jak guma! Jego recenzję znajdziecie w poście Kosmetyki z serii Lizak Tęczowy Dushka, a ja chętnie wrócę kiedyś do tego produktu, choć na razie dziwnym trafem mam całkiem spore zapasy peelingów do ciała! 

- płyn do higieny intymnej FRESH, Lactacyd - jeśli obserwujecie mnie już jakiś czas, to doskonale wiecie, że do higieny intymnej najczęściej używam produktów marki Lactacyd lub Tess. Wersja Fresh zapewnia długotrwałą świeżość i lubię po nią sięgać od wiosny do jesieni. Kosmetyk jest delikatny dla skóry, dobrze się pieni. Jak dla mnie mogliby wprowadzić opakowania uzupełniające, bo o ile butelka z pompką jest super rozwiązaniem, o tyle boli mnie ilość takich butelek, jaka się produkuje (a tu plastykowa butelka + pompka jeszcze). 
DO TWARZY I MASECZKI
- serum Mineral 89, Vichy - ojjj jak mi jest smutno, że ten kosmetyk już mi się skończył! Był po prostu CUDOWNY i jestem przekonana, że jeśli tylko znajdę super promocję to z przyjemnością kupię sobie kolejne opakowanie! (aktualnie w SuperPharm za niecałe 69 zł hmmmm :D). Więcej na temat tego kosmetyku możecie przeczytać w recenzji Serum Mineral 89 oraz kremy Neovadiol Vichy. I co tu dużo gadać - no super było no! :)

- peeling do twarzy z ogórkiem Love Nature, Oriflame - ostatni z trio produktów o których więcej pisałam w recenzji Serie Love Nature (...), Oriflame. Skutecznie usuwał ze skóry stary naskórek i sprawiał, że była ona bardziej miękka i gładka. To wszystko dzięki maleńkim drobinom peelingującym. Mimo niewielkiego opakowania służył mi dość długo, głównie w kosmetyczce podróżnej. 

- miniatura kremu na noc Perfect Skin, Avon - kiedyś moja ulubiona seria i nadal bardzo podoba mi się jej zapach, jednak krem na noc był już dla mnie zbyt słabo odżywczy. Albo przyzwyczaiłam się już do bardziej bogatych i otulających formuł w kosmetykach na noc. W każdym razie miło było przypomnieć sobie stare dawne chwile (zapachowe!), ale nie planuję pełnego opakowania.
- krem M Perfect Cover BB Cream, Missha - dostałam go w prezencie i bardzo byłam ciekawa czemu tak chwali go połowa blogerek beauty. Teraz już wiem :D Jest dość mocno kryjący jak na krem BB, ale dla mnie jest to akurat jego zaletą. Bardzo dobrze nawilża i ujędrnia skórę i sprawia, że wygląda ona na zdrowszą i ładniejszą. Zapewnia dobre i trwałe krycie - używałam go jako podkładu i z powodzeniem wytrzymywał bez poprawek od świtu do zmroku! Zgodnie z informacją na opakowaniu krem zawiera ekstrakt z rumianku, kwas hialuronowy oraz gatulinę RC. Ta ostatnia ma zapewnić ujędrnienie skóry. Kosmetyk chroni przed promieniowaniem UV, posiada SPF42 / PA+++. Mój krem BB był częścią zestawu i miał pojemność 20 ml. Wiem, że kosmetyki te bywają także w większych opakowaniach, 50 ml. Do pokrycia twarzy wystarczyła bardzo niewielka ilość kosmetyku, dlatego był on bardzo wydajny (używałam go od września codziennie!). Miałam kolor NO. 23 i ten odcień okazał się być dla mnie idealny. Idealnie stapia się ze skórą, świetnie maskuje wszelkie niedoskonałości i cienie, a przy tym nawilża skórę i zupełnie go nie czuć! Jak już wspominałam swoim kryciem konkuruje z podkładami, jednak makijaż z jego użyciem jest jakby bardziej naturalny i lżejszy. Zupełnie mnie już nie dziwi ten zachwyt dziewczyn nad tym kosmetykiem, bo rzeczywiście jest świetny! Nie wiem czy będę umiała wrócić po nim do używania "zwykłych" podkładów :) Jego minusem jest niestety cena, poluję więc na promocję. 
- maska Face Wrapping Mask Collagen solution 80, Berrisom - wygrałam w konkursie marki Shibushi na Instagramie. Esencja, którą nasączony jest płat maski zawiera - zgodnie z informacją na opakowaniu - wyciąg z kolagenu morskiego, portulaki pospolitej, anyżu, hialuronian sodu oraz Centella Asiatica. Przyznaję, że jak przeczytałam o tym anyżu to trochę się obawiałam, bo nie znoszę jego zapachu. Ale spokojnie! Maska miała delikatny i bardzo przyjemny zapach ;) We wnętrzu opakowania znajduje się bardzo mocno nasączona płachta, która składa się z dwóch części - na górną i dolną partię twarzy. Sama płachta jest dwustronna, po zewnętrznej stronie jest złota, a od środka mięciutka, co znacznie ułatwia jej nałożenie. Z tego też powodu maska jest komfortowa w aplikacji. Esencji jest sporo, to co pozostało w opakowaniu wtarłam w szyję, dekolt i wierzch dłoni.Maskę powinno się aplikować na około 20 min, ja trzymałam trochę dłużej, bo tak przyjemnie była nawodniona. Po zdjęciu płachty dalej była ona mokra! Skóra po użyciu maski była bardzo fajnie nawodniona i zrelaksowana. Kształt płachty umożliwił mi dosunięcie jej wysoko pod oczy, dzięki czemu w końcu dobrze nawilżona została moja skóra w tym miejscu. Po wyschnięciu pozostałości maski skóra delikatnie się lepiła, ale po krótkim masażu wszystko ładnie się wchłonęło.

- różne maseczki w saszetkach, Balea - zużyłam trochę maseczek marki Balea, jednak nic Wam o nich jeszcze nie opowiem, bowiem przygotowuję wielki wpis na ich temat, taki zbiorczy :D Folder z minirecenzjami nazwałam sobie "BIG Projekt", bo trochę tego się nazbierało... 

PRÓBKI
Wśród próbek tym razem dominują produkty do włosów, które w większości sprawdziły się u mnie bardzo dobrze. Maska mango Balea pachniała przepięknie, choć moje włosy lubią mocniejsze odżywienie. Być może latem byłaby bardziej dla nich odpowiednia. Maska Winogrona i Keratyna marki ANWEN jak zawsze cudo! Moje włosy kochają produkty tej marki i nie potrafię powiedzieć, które najbardziej. Ostatnie dwie próbki, to szampon i odżywka włoskiej marki Stylish is Professional, o których więcej pisałam we wpisie Kosmetyczny boks z drogerii Vica.

Jak widać wyraźnie na podstawie moich zużyć marzec upłynął mi na intensywnej higienie i pielęgnacji dłoni, co w moim przypadku dotychczas nie miało miejsca w aż takiej intensywności. Zdenkowałam też dwa naprawdę świetne kosmetyki - serum Mineral 89 Vichy oraz krem BB Mishha - do których już tęsknię :) Jak tam Wasze kosmetyczna zużycia? Co ciekawego możecie polecić mi z kosmetycznych odkryć, jakich dokonałyście w ostatnim czasie? 

sobota, 28 marca 2020

Recenzja: kosmetyki z serii Normaderm Phytosolution Vichy

Recenzja: kosmetyki z serii Normaderm Phytosolution Vichy
Pod koniec grudnia 2019 roku w ramach Klubu Recenzentki Wizaż dostałam do przetestowania zestaw dwóch produktów do cery z niedoskonałościami Vichy Normaderm. Bardzo się ucieszyłam, ponieważ kosmetyki tej marki jak dotąd świetnie się u mnie sprawdzały, no i moja walka z trądzikiem trwa już naprawdę wiele lat. Jeśli jesteście ciekawi, jak testowane produkty sprawdziły się u mnie po prawie trzech miesiącach używania, to zapraszam do dalszej części wpisu. 
W paczce od portalu wizaz.pl znajdowały się żel oczyszczający Intensive Purifying Gel oraz emulsja Double Correction Daily Care oba z linii Normaderm Phytosolution Vichy. Seria ta składa się z kosmetyków przeznaczonych do walki z sześcioma oznakami niedoskonałości skóry - wypryskami, zaczerwienieniami, rozszerzonymi porami, błyszczeniem, ziemistym kolorem cery i śladami po niedoskonałościach. Oprócz testowanych przeze mnie produktów w gamie Normaderm znajduje się także tonik oczyszczający oraz nawilżający krem do skóry trądzikowej dla dorosłych. Moja cera jest typowo mieszana: tłusta w strefie T i bardziej sucha na policzkach. Ma ona dużą skłonność do powstawania wyprysków i nieco mniejszą do zaskórników. Miejscami pory są większe, a skóra błyszczy się na czole i brodzie. Mam też wiele śladów po dawnych niedoskonałościach. Można więc powiedzieć, że to duet idealny do testowania przeze mnie! :)
Normaderm Phytosolution Intensive Purifying Gel, Vichy
 Żel oczyszczający przeznaczony do cery tłustej i mieszanej ze skłonnością do trądziku zgodnie z informacją producenta w składzie zawiera m.in. minerały i ekstrakt probiotyczny, dzięki którym doskonale usuwa zanieczyszczenia. Żel ma przeźroczysty kolor i jest dość gęsty. Mimo swojego działania antybakteryjnego nie wysusza skóry i nie powoduje uczucia ściągnięcia, czy napięcia naskórka nawet przy codziennym stosowaniu. Kosmetyk dobrze się pieni i z łatwością usuwa kurz, sebum czy makijaż. Żel ma lekko miętowy, świeży zapach. Pozostawia skórę z uczuciem odświeżenia i dobrego oczyszczenia. Opakowanie posiada pompkę co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Niecała jedna dawka wystarcza z powodzeniem do wymycia całej twarzy. Butelka ma pojemność 200 ml i mimo, że używam tego produktu od trzech miesięcy dwa razy dziennie, to myślę, że wystarczy mi jeszcze na co najmniej 2 tygodnie.

Skład: Aqua /Water, Coco, Betaine, Propanediol, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Chloride, Sodium Cocoyl Glycinate, Dipropylene Glycol, Zinc Gluconate, Salicylic Acid, Bifida Ferment Lysate, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Copper Gluconate, Caprylyl Glycol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Parfum / Fragrance

Normaderm Phytosolution Double Correction Daily Care, Vichy
Emulsja do pielęgnacji skóry na dzień zgodnie z informacją na opakowaniu jest wzbogacona o 2% kwas salicylowy i kwas hialuronowy. Dzięki tym składnikom ma skutecznie redukować niedoskonałości skóry, a przy tym ją nawilżać i regenerować. Bałam się, że mimo deklaracji producenta kosmetyk ten jednak będzie wysuszał moją skórę w miejscach gdzie jest ona mniej tłusta. Nic takiego jednak nie miało miejsca!  Krem jest bardzo lekki i świetnie nadaje się pod makijaż. Ma płynną konsystencję i odświeżający zapach. Na skórze pozostawia uczucie nawilżenia i odświeżenia skóry. Twarz jest zadbana, ale nie świeci się. Emulsja jest bardzo wydajna, a dzięki buteleczce (szklanej!) z pompką możemy dozować odpowiednią ilość kosmetyku. Zdarzyło mi się niejednokrotnie stosować emulsję na skórze dekoltu i tutaj także nie wystąpiły żadnego rodzaju podrażnienia. Mimo obecności kwasu salicylowego wysoko w składzie dla mojej cery ten kosmetyk okazał się być idealnie skomponowany. 

Skład: Aqua (Water), Glycerin, Salicylic Acid, Isononyl Isononanoate, Butylene Glycol, Kaolin, Zinc sulfate, Bifida Ferment Lysate, Sodium Hydroxide, Sodium Polyacrylate, Sodium Hyaluronate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Ascorbyl Glucoside, Caprylyl Glycol, Hydrolyzed Algin, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Biosaccharide Gum-1,acrylates/c10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum (Fragrance)

Podsumowując moją przygodę z testowaniem kosmetyków z serii Normaderm Phytosolutions Vichy jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Obawiałam się stosować produktów do cery trądzikowej na mojej mieszanej skórze, jednak wbrew moim czarnym wizjom ani żel ani emulsja nie przesuszyły mojej skóry mimo długiego i regularnego stosowania. Muszę także przyznać, że stan mojej cery znacznie poprawił się, mam mniejsze pory, wypryski pojawiają się znacznie rzadziej i przede wszystkim zmiany są mniej bolesne i szybciej znikają. Chętnie widziałabym ten duet w swojej codziennej pielęgnacji, zwłaszcza na te dni kiedy z powodu hormonów cera potrafi szaleć. To kolejne kosmetyki marki Vichy, które świetnie się u mnie sprawdziły i z których jestem zadowolona. Jeśli macie ochotę poczytać o innych tej marki, to odsyłam Was do wpisów poniżej. Znacie kosmetyki Normaderm Phytosolutions Vichy? Jak się u Was sprawdziły? A może macie innych faworytów na problemy skóry? Dajcie znać w komentarzach! 



Copyright © Nostami blog , Blogger