sobota, 11 września 2021

Denko lipiec i sierpień 2021

Denko lipiec i sierpień 2021

Wakacje upłynęły mi zdecydowanie za szybko, właściwie zaraz będzie połowa września. Najwyższa to pora, aby rozprawić się z kosmetycznymi zużyciami ostatnich dwóch miesięcy, czyli tzw. denko. 

Zastanawiałam się nad zmianą formuły albo rezygnacją ze wpisów na blogu tego typu, głównie dlatego, że wbrew pozorom kosztują naprawdę sporo wysiłku. Znajduje się tutaj najwięcej mini recenzji naraz, co jest pracochłonne do opisywania i czytania, a samo zbieranie opakowań także wymaga dyscypliny. Jednak osobiście strasznie lubię czytać u innych blogerek wpisy tego typu, jak więc mogłabym pozbawiać tej przyjemności moje czytelniczki? Dlatego nic w tej kwestii przynajmniej na razie się nie zmieni. Przy okazji wspomnę tylko, że kolorem zielonym oznaczam moje super hity, a czerwonym kosmetyki, które u mnie zupełnie się nie sprawdziły. 

DO CIAŁA I HIGIENA

- mydło hipoalergiczne Linda do skóry wrażliwej (z Biedronki) - nie wypowiem się o tym, czy jest rzeczywiście hipoalergiczne bo nie mam problemów skórnych. Mogę na pewno powiedzieć, że było delikatne w działaniu, miało przyjemny zapach, dość dobrze się pieniło, a kostka do samego końca nie rozciapywała się, co jest wielkim plusem! Spodobało mi się także opakowanie kartonik.

- dwufazowa odżywka w sprayu wzmacniająca, Ziaja - kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym miała bardzo słodki zapach i opakowanie z tymi fajnymi sprayami z Ziaja, które idealnie nakładają produkt a nie leją strumieniami <3 Używałam tego kosmetyku głównie do rozczesywania włosów, które lubią się puszyć i plątać. I jestem z jego działania ogromnie zadowolona! Szczerze mówiąc gdyby nie spore zapasy produktów tego typu jakie posiadam, to natychmiast kupiłabym po prostu drugie opakowanie. Do tego cena jest naprawdę niewysoka, więc jeśli macie problem z plątaniem włosów to zdecydowanie polecam!

Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Phenyl Trimethicone, Cetrimonium Chloride, Sodium Chloride, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Amaranthus Cruentus Seed Oil, Hydrolyzed Keratin, Silicone Quaternium-16, Undeceth-11, Butyloctanol, Undeceth-5, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Citric Acid, Cl 17200

- odżywczy olejek do włosów, Vianek - mój pierwszy i jak dotąd ostatni produkt do olejowania włosów. Niestety moje kręcioły chyba nie za bardzo polubiły się z ta metoda pielęgnacji... Sam kosmetyk miał przyjemny zapach, jednak wyjątkowo krotką datę ważności po otwarciu, bo zaledwie 3 miesiące! Oczywiście próbowałam używać po tym terminie, bo nie byłabym w stanie zużyć tak dużej butli w tak krótkim czasie. Za każdym jednak razem włosy robiły się oklapnięte i miały brzydszy koloryt - mimo, że oczywiście porządnie wymywałam je po olejowaniu. Może kiedyś wrócę do kolejnej próby tej metody pielęgnacji, a na razie bardziej mi odpowiada mycie OMO.

- naturalne mydło w płynie Werbena, Yope - ta butelka już tu się kiedyś pojawiała, bo zazwyczaj dokupuję do niej kolejny wkład i przelewam ;-) Naturalne mydło w płynie Yope jest bardzo delikatne dla dłoni. Mi najbardziej odpowiada wersja o zapachu cytruskowej werbeny i chętnie do niej wracam. 

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Cetyl Betaine, Verbena Officinalis Flower/Leaf Extract, Sodium Sunflowerseedamphoacetate, Glyceryl Oleate, Lactic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potasium Sorbate, Sodium Chloride, Panthenol, Allantoin, Benzyl Benzoate, Citral, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

- naturalny żel do higieny intymnej Aloes i Lukrecja, Yope - zawiera naturalne składniki - sok z aloesu, ekstrakt z lukrecji, hydrolat z jaśminu, alantoinę i pantenol. Delikatnie myje i pielęgnuje okolice intymne, na długo zapewniając uczucie świeżości i komfortowego nawilżenia. Żel ma delikatny, ziołowy zapach lukrecji. Jest przeźroczysty. Nie ukrywam, że na pierwsze wrażenie zachwyciło mnie to śliczne opakowanie. Kolor butelki, naklejka, detale - no śliczne! Opakowanie pochodzi z materiałów z recyklingu. Butelka ma wygodną pompkę, która zdecydowanie ułatwia dozowanie produktu. Używałam ten kosmetyk z prawdziwą przyjemnością i wiem, że z pewnością kiedyś do niego wrócę. Jest jeszcze wersja z geranium i żurawiną, znacie?

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sorbitol, Lauryl Glucoside, Disodium Cocoamphodiacetate, Lactic Acid, Disodium Cocoyl Glutamate, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Levulinic Acid, Parfum, Sodium Anisate, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Panthenol, Sodium Levulinate, Glycerin, Fructose, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Saccharomyces/Rice Ferment Filtrate, Pentylene Glycol, Jasminum Officinale Flower Water, Polyglyceryl-6 Caprylate, Polyglyceryl-4 Caprate, Citric Acid, Sodium Benzoate.

- odżywka do włosów Tame and Define, Trevor Sorbie - dostałam ją w prezencie od koleżanki z UK. Jest to kosmetyk, który w składzie zawiera aż 90% składników pochodzenia naturalnego i jest wegański oraz nie testowany na zwierzętach. Miał postać beżowej pasty o lekko lejącej konsystencji. Zapach pudrowy, ale nie perfumeryjny. Odżywkę nakładałam na włosy po umyciu i po kilku minutach spłukiwałam. Włosy stawały się po nie lekko sztywnawe, co zdecydowanie wpływało na skręt loka i fale! Trochę miałam mieszane uczucia przez to lekkie sztywnienie, ale muszę przyznać, że włosy stawały się okiełznane i rzeczywiście fajniej się układały. Jeden z niewielu produktów do włosów kręconych o którym mogę powiedzieć, że naprawdę u mnie działał. 

- peeling cukrowy owoce lata pestki moreli, Bioleev - przede wszystkim kupił mnie swoim ślicznym owocowym zapachem, totalnie przepadłam! Był dość mocnym zdzierakiem i musiałam pilnować się, żeby nie przesadzić z tarciem skóry. Obok cukru trzcinowego i pudru z pestek moreli zawierał masło kakaowe i olej z pestek moreli, dzięki czemu pozostawiał na skórę tłustawą warstwę okluzyjną. Ale ja to jednak lubię - takie 2w1 że nie muszę już później używać dzięki temu balsamu, a skóra jest ujędrniona i odżywiona równocześnie. Jak wiele kosmetyków naturalnych miał dość krótki czas przydatności do użycia po otwarciu, bo jedynie 6 miesięcy. Ale jako że bardzo lubię peelingi do ciała i znów zrobiłam przerwę w szczotkowaniu na sucho, to zużyłam go w czasie wakacji z przyjemnością. Zastanawiałam się nawet nad zakupem tego kosmetyku podczas ostatnich Natural Beauty, ale mam jeszcze trochę zapasów więc może w przyszłości. 

Skład: Sucrose, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, Cera Alba, Parfum, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Linalool.

- deo kulka Action Control Thermic, Garnier - kolejne opakowanie mojego ulubionego od jakiegoś czas antyperspirantu. Ma przyjemny zapach i przede wszystkim skutecznie chroni mnie przed nadmiernym poceniem się, zwłaszcza w upalne dni. Już mam następne opakowanie (często bywa w promocji w SuperPharm!).

- złuszczający żel pod prysznic Mięta i malina Love Nature, Oriflame - kupiłam po pozytywnej opinii Talarkowej i WOHOHO miała rację! Zapach cudo - orzeźwiająca mięta wyraźnie wyczuwalna, a do niej owocowe nuty malin. Na lato wprost idealny! Drobiny ścierające były dość mocne, ale trzeba pamiętać, że to jednak bardziej żel pod prysznic niż peeling. Dobrze się pienił i nie wysuszał skóry. Trochę sztywne opakowanie i trzeba było mocniej ściskać butelkę, żeby wydobyć go pod koniec. Ostateczna ocena jednak na PLUS, może jeszcze kiedyś wrócę.

- żel pod prysznic Mit Mir, Balea - owocowo-kokosowa kompozycja zapachowa, kosmetyk totalnie na lato! Żele Balea goszczą u mnie dość często, lubię je za piękne opakowania i zapachy. W dodatku nie wysuszają mojej skóry, dobrze się pienią. Jedynie nadal nie można ich kupić w Polsce, ale słyszałam plotkę że może się to niebawem zmienić bo DM Drogerie planuje otwarcie swoich sklepów w naszym kraju ;-)

- żel pod prysznic Caribbean Colada Senses, Avon - żele marki Avon także bardzo lubię i często możecie znaleźć je w moich denko. Wersja Caribbean Colada pachniała słodkim kokosem i papają. Jak widać wykorzystałam totalnie wakacyjne zapachy w tym najgorętszym okresie lata.

- miniwersja żel pod prysznic Fuji Green Tea, The Body Shop - bardzo lubię żele TBS właśnie te miniaturki! Zazwyczaj towarzyszą mi we wszelkich podróżach i tak też było i tym razem. Fuji Green Tea pachniał bardzo orzeźwiająco, herbacianie. Zapach długo utrzymywał się na ciele. Ja mam teorię, że te minisy są fajniejsze niż te duże butle - może to kwestia efektu "świeżości" że mam je krócej więc bardziej mnie interesują?

- nawilżający krem aktywujący wit. D Anew Hydra Pro Vita-D Water Cream, Avon - świetny, lekki "water cream", którego pełną recenzję znajdziecie w TYM wpisie. Zastanawiam się mocno, czy wrócić do niego na jesień bo bardzo polubiła się z nim moja skóra. 

- żel do mycia twarzy Fresh Start lemon, Himalaya - orzeźwiający, delikatnie peelingujący żel o cytrusowym zapachu trzymał w ryzach produkcję mojego sebum, nawet podczas tych koszmarnych, letnich upałów. Już to kiedyś mówiłam - uważam, że ta marka jest bardzo niedoceniania, a kosmetyki ma świetne i dodatku mają dość niskie ceny! 

- pianka micelarna do oczyszczania twarzy malinowa Eco Sorbet, Bielenda - dawno nie było u mnie nic z Bielendy! Na malinową serię Eco Sorbet MUSIAŁAM się skusić, bo bardzo lubię malinowy zapach. Akurat miałam potrzebę nowego produktu do oczyszczania więc padło na piankę. Muszę przyznać, że mimo że miałam czasami wrażenie, że mam niedoczyszczoną skórę po niej, to raczej było jedynie wrażenie, bo przecieranie wacikiem nic nie wykazywało ;-) Pianka była odpowiednio gęsta i przyjemnie pachniała. Jedna pompka wystarczała na porządne umycie twarzy i szyi. Trochę mnie kuszą inne wersje zapachowe, ale myślę, że malina i tak będzie moją ulubioną ;-)

- woda zapachowa Melone, Balea - bardzo mocna pachnąca woda tonująca, która używałam do twarzy. Niestety robiła wielki strumień wody, w dodatku szczypała mnie od niej skóra. Po pewnym czasie zastanawiałam się, czy może ona jest jako odświeżenie ciała? Ale znów ten wielki strumień powodował, że cała byłam mokra. Ostatecznie był to pachnący bajer, z którym nie bardzo umiałam nawiązać relacji i nie planuję powrotów. 

- nawilżająca esencja micelarna do demakijażu myMICELARwater, Miya - mimo moich obaw sprawdziła się na mojej skórze wyśmienicie i to nawet przy demakijażu oczu! Pisałam o niej więcej w TYM wpisie. Co ciekawe zapach, który mi początkowo trochę przeszkadzał pod koniec opakowania był dla mnie całkiem OK. Obecnie jednak znów wróciłam do ukochanej Biodermy.

- nawilżający krem SPF50+ mySPFcream, Miya - towarzyszył mi przez całe wakacje i był to pierwszy rok, kiedy to nie złapało mnie żadne poparzenie skóry! Miał przyjemny zapach, skuteczne działanie i ładnie pielęgnował moją skórę. Pisałam o nim we wpisie TUTAJ.

- reduktor zmian potrądzikowych Liście Manuka, Ziaja - nie mogę mu zarzucić braku działania, ale jednak spodziewałam się czegoś bardziej "wow". Dlatego nie planuję powrotu i szukam dalej ideału...

- mini krem Mix Me Oasis, Nivea - ostatni z trio pachnących kremów uniwersalnych o działaniu nawilżającym. Miał orzeźwiający, owocowy zapach, nawilżał skórę i nie pozostawiał tłustej warstwy. Dobrze sprawdził się w podróżnej kosmetyczce jako "krem do wszystkiego", dlatego myślałam nad powrotem - ale też do tych mini wersji właśnie. 

- krem na noc Anti Age Sleeping Cream, Garnier - idealny krem na noc, czyli mocno otulający, o treściwej formule, dobrze nawilżający i odżywczy i do tego pachniał relaksująca lawendą! I kupiłam go w jakiejś mega promocji za 8 złoty! Chciałam oczywiście wypróbować coś innego, ale coś czuję że wrócę do tego kosmetyku jeśli jeszcze gdzieś go znajdę.

MAKIJAŻ

Nie ma co tu się za wiele rozpisywać, bo większość z tych produktów zwyczajnie się przeterminowała. Z kolei nawet jeśli były super, to i tak nie ma już ich w produkcji więc powrotów nie będzie niestety... Zauważyłam, że nadal mam ogromne zapasy lakierów tradycyjnych, z którymi jakoś ciężko mi się rozstać a przecież od ponad 2 lat noszę ciągle hybrydy :D Przydały by się także ostre porządki wśród szminek - to co może jesienna edycja wyzwania na Instagramie? :>

MASECZKI

Udało mi się poużywać trochę zapasów masek w płachcie. Większość opisałam we wpisie o maseczkach z księżniczkami Disneya TUTAJ. O oczyszczającej maseczce POLANA Herbapol pisałam przy okazji wpisu o tych kosmetykach TUTAJ. Zostały mi zatem dwie... ;D

- maseczka oczyszczająca City Lover, MUJU GIRLS - na opakowaniu to totalnie ja i mój różowy rower :D W składzie esencji znajdował się ekstrakt z borówki i kolagen. Jak każda maska w płachcie ta również miała działanie nawilżające i tonujące. Płachta wykonana była z tkaniny mocno nasączonej esencją. Na płachcie były nadruki z symbolami miast świata, można było się poczuć jak prawdziwy "city lover". Skóra po użyciu maski była odświeżona, wygładzona i pełna blasku. Samo leżenie z maską na twarzy fajnie relaksowało, zwłaszcza w czasie tych tropikalnych upałów. Miałam dwie sztuki tych masek, obie dostałam w prezencie. Przy moich zapasach nie planuję jak na razie powrotów :D 

- maska wzmacniająco-regenerująca w płachcie Mineral 89, Vichy - ta maska to był prawdziwy SZTOS i jedynie jej wysoka cena odstrasza mnie od kupowania jej codziennie :D W opakowaniu znajdowała się płachta i saszetka z esencją. Przed aplikacją należało przecisnąć esencję do komory z płachtą i ją nasączyć. Spodziewałam się, że będzie to skomplikowane ale okazało się, że nie. Maska miała bardzo dobrze nasączoną esencją płachtę alginianową, która była z cienkiego materiału, łatwo dopasowującego się do kształtu twarzy. Płachta była miękka, dobrze przylegała do skóry i przez cały czas aplikacji była mokra. Od razu po nałożeniu czułam na skórze przyjemne nawilżenia i schłodzenie skóry. Znacznie przedłużyłam długość aplikacji ponad zalecane 10 min, bo tak komfortowe było to uczucie. Po zdjęciu maski i wyschnięciu resztek esencji skóra była mocno nawilżona, gładsza, wyraźnie gładsza w dotyku i miała ładniejszy koloryt. Poziom nawilżenia był znacznie większy niż w przypadku masek tego typu wielu innych marek. Rzadko mi się to zdarza, ale zostawiłam skórę po aplikacji maski bez kremu i to aż do kolejnego poranka (maskę stosowałam pod wieczór)! Skóra przez cały czas była odżywiona, nawodniona i nie czułam jej przesuszenia, nawet w partiach, które zazwyczaj mam suche. NO PO PROSTU CUDO! Wady: problem z dostępnością i zabójcza cena :D

DO WŁOSÓW

Było już dzisiaj sporo produktów do włosów, ale zapomniałam o tych trzech :-)

- zmiękczająca maska do włosów Soften and Smooth oraz wygładzająca maska do włosów Smooth and Sleek obie marki Mascot Europe - kupione w Actionie super maski, które miały tak podobne dla moich włosów działanie, że opisze je wspólnie. Pierwsza zawierała olejkiem arganowym, druga keratynę. Obie wygładziły moje puszące się włosy i dodały im blasku. Zabrałam je ze sobą na wakacje, gdzie myłam włosy szamponem w kostce. Bałam się że takie mycie mocno spuszy mi włosy i poplącze. Dzięki tym maskom nic takiego nie miało miejsca, a ja już wiem, że wiele masek do włosów z Actiona dobrze służy moim włosom. Na co dzień wolę maski w większych opakowaniach, ale przy kolejnych wyjazdach na pewno zastanowię się nad takimi saszetkami, zwłaszcza ze kosztowały 3-4 złote ;-) 

- szampon aktywator wzrostu włosów ze skłonnością do wypadania Babuszka Agafi - to moja tajna broń i sposób na aktywację moich włosów do wzrastania ;-) Ziołowy szampon w saszetce powoduje, że na mojej głowie wyrasta mnóstwo baby hair! Lubię czasami do niego wrócić i zdecydowanie jest to jeden z moich ulubieńców.

PRÓBKI

Podczas urlopu postanowiłam zredukować nieco swoją kolekcję próbek i zabrałam je ze sobą do kosmetyczki ;-) Udało mi się zużyć ich dokładnie 14, a do tego jeszcze  8 opakowań płatków pod oczy, których zapomniałam dodać do zdjęć, ale o których niebawem będzie wpis z wielkim testem (SPOILER!). Te próbki są na zdjęciu w nieco innej kolejności, ale myślę że bez problemu znajdziecie gdzie jest co: 

- kremowa pasta do oczyszczania twarzy Isanghessi POKEMON, Tony Moly - bardzo wydajna i gęsta pasta do oczyszczania o przyjemnym zapachu zielonej herbaty. Miałam już kiedyś pełnowymiarową wersję z Pikachu i byłam zadowolona, nic więc dziwnego że i ta mi się spodobała 

- Low pH Good Morning Gel Clenaser CORSX - próbka żelu do oczyszczania o przyjemnym zapachu i delikatnym, ale skutecznym działaniu. Bardzo polubiłam się z tym produktem, więc jeśli będę kiedyś szukała żelu do twarzy to z pewnością będę o tej wersji pamiętać!

- Africa Bird - to krem nawilżający typu all-in-one dla.. mężczyzn! ;-) Jak widać krzywdy mi nie zrobił i ja bym raczej powiedziała, że to lekki lotion.

- Time Revolution serum i krem na noc - miały wspaniałą konsystencję, zapach, a skóra po nich była miękka i gładsza w dotyku, cudo!

- L'Oreal Hyaluron Specialist - krem na dzień z kwasem hialuronowym, ja używałam go na noc ;-) Miał bardzo ładny, perfumeryjny zapach i dość lekka konsystencję. Myślę, że mogłabym się z nim polubić! Ma filtr SPF20 więc na jesień jak znalazł.

- Visionnaire Lancome - jak przystało na "okropnie drogi krem" był on satynowy w dotyku i pachniał perfumami. Skóra była po nim dobrze nawilżona i miała piękny koloryt. Używałam na noc (a to produkt na dzień).

- Cellular Boost Neutrogena - po opakowaniu myślałam, że to produkt do ciała a to był krem do twarzy. Miał przyjemny zapach i fajną konsystencję. Nie podobało mi się jedynie to opakowanie, jakoś tak źle mi się kojarzy. Ale sam krem w środku bardzo fajny i mogłabym się z nim polubić ;-)

- Zinc Cream TENA - krem maść, taki plasterek na wszelkie podrażnienia skóry. U mnie sprawdził się super na odparzenia. Zawierał cynk.

- żel do higieny intymnej Simply Delicate Avon - jedna z moich ostatnich saszetek tego kosmetyku. Takie duże opakowanie, że wystarczyło mi na tydzień używania. Szkoda, że już nie produkują 

- Caviar Body Mousse, Clarena - lekki mus do ciała ale po którym czuć, że skóra wyraźnie była dobrze odżywiona. Tą próbkę miałam już bardzo długo, nie wiem czy ten kosmetyk jeszcze jest w produkcji.

- Colageno Espanol - balsam hiszpańskiej marki, który miałam kiedyś w pełnowymiarowym opakowaniu. I był super   Super nawilżenie, odżywienie skóry, zero podrażnień, fajny zapach - idealny!

- Lipikar Baume AP+ La Roche-Posay - tłuściutki i bardzo odżywczy balsam o neutralnym zapachu. Dla mnie aż za bardzo bogaty w składniki.

- Perfumed Body Balm FM group - pachnący ale bardzo lekki i poza ładnym zapachem nie odczułam nawilżenia skóry. Ale raczej tego się spodziewałam trochę.

Próbki KLAIRS

- żel pod oczy Fundamental Eye Awakening Gel - super lekka, żelowa konsystencja, szybko się wchłaniał, totalnie się zakochałam!

- tonik Supple Preparation Facial Toner - gęsta formuła, taka prawie jak lotion, przyjemny, odświeżający zapach

- maska Freshly Juiced Vitamin E Mask - używałam na noc pod krem, trochę drażnił mnie jej zapach

- krem pod oczy Fundamental Nourishing Eye Butter - gęste masełko i mocne odżywienie skóry, zdecydowanie na noc, polubiłam

- krem na noc Midnight Blue Calming Cream - niebieski krem na noc o bogatej formule, zdecydowanie jest LOVE

- krem koloryzujący na dzień z UV Illuminating Supple Blemish Cream SPF 40PA++ - początkowo bielił skórę, później idealnie wtapiał się w karnację, miał mocne krycie, to nie był lekki BB to było krycie jak podkład. Źle mi się korzystało z próbki, bo był mega wydajny i niewiele go było potrzeba na całą twarz. Myślę, że może być super jako alternatywa dla podkładu w mocno słoneczne dni. 

Podsumowując - największa miłość była do żelu pod oczy na dzień oraz kremu na noc. Wszystkie produkty zrobiły jednak na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Próbki dostałam do zakupów w sklepie Skingarden. 

Tym, którzy dobrnęli do tego momentu chcę serdecznie pogratulować wytrwałości w czytaniu ;-) To już wszystkie kosmetyki, jakie zużyłam w czasie wakacji 2021. Znacie coś z tego zestawienia? Jakie są Wasze odczucia o tych produktach?  

środa, 25 sierpnia 2021

Recenzja: kosmetyki linii nawilżającej i maseczka oczyszczająca POLANA Herbapol

Recenzja: kosmetyki linii nawilżającej i maseczka oczyszczająca POLANA Herbapol

W styczniu udało mi się wygrać w instagramowym konkursie marki zestaw kosmetyków Polana Herbapol. Firmę Herbapol, pewnie tak jak i wiele z Was, znałam wcześniej z produkcji mieszanek ziołowych i herbat. Nie wiem Wy, ale ja zawsze głęboko wierzę, że kosmetyki do których wykorzystano rośliny rosnące w "naszej" szerokości geograficznej znacznie lepiej wpływają na naszą skórę i naturalne piękno Słowianek. Dlatego nic dziwnego, że bardzo zainteresowały mnie produkty Polana Herbapol.


Marka Polana pojawiła się na rynku na początku 2021 roku . Jej misją jest dwukierunkowa pielęgnacja, która obejmują zarówno kosmetyki działające na skórę z zewnątrz, jak i suplementy diety, które stymulują ją od wewnątrz. W konkursie wygrałam zestaw z serii nawilżającej, co bardzo mnie ucieszyło, bo jak wiecie mam "hopla" na punkcie nawilżania ;-)  Głównym składnikiem wyróżniającym produkty tej serii jest czerwona koniczyna, która redukuje negatywne skutki promieniowania UV i działanie wolnych rodników. Obok niej w składzie znajdziemy nawilżający ekstrakt z chabra bławatka, który ma przywracać zdrową kondycję skóry. W mojej paczce znalazł się kremowy olejek do mycia twarzy oraz krem-żel na dzień. Poza kosmetykami otrzymałam dobrany do pielęgnacji suplement diety - esencję z kwasem hialuronowym. 

Kremowy olejek do mycia twarzy Nawilżenie i łagodzenie

Posiada aż 98% składników pochodzących z natury, jak informuje nas producent. Wśród nich znajdują się ekstrakt z chabra bławatka, lnu i ogórka, które utrzymują odpowiedni poziom nawilżenia skóry oraz ekstrakt z kwiatu słonecznika o właściwościach regenerujących skórę. Opakowanie to wygodna butelka z pompką i etykietą z przesliczną grafiką. Ogólnie grafiki Polany ogromnie mi się spodobały i jestem nimi zachwycona!

Ma bardzo łagodną formułę. Mimo moich obaw skutecznie oczyszczał i usuwał pozostałości makijażu, a przy tym dawał uczucie nawilżonej i odświeżonej skóry. Stosowałam go tak jak żele do mycia twarzy, choć myślę, że z powodzeniem można także używać go na waciku np. do demakijażu samych oczu czy ust. Skóra po użyciu olejku jest oczyszczona, promienna i nawilżona. Zdecydowanie świetny kosmetyk!

Skład: Aqua, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Tripelargonin, Dicaprylyl Ether, Sodium Cocoamphoacetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Stearoyl Glutamate, Centaurea Cyanus Flower Extract, Trifolium Pratense Seed Extract, Linum Usitatissimum Extract, Cucumis Sativus Extract, Helianthus Annuus Flower Extract, Xanthan Gum, Sodium Chloride, Parfum, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Coconut Fatty Acid, Triethanolamine, Benzyl Alcohol, Citronellyl Methylcrotonate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid.

Krem - żel na dzień Nawilżenie i wygładzenie

Zawarte w kremie składniki zapewniają intensywne nawilżenie skóry, mają wygładzać skórę, redukować widoczność zmarszczek oraz przywracać jej zdrową kondycję i promienny wygląd. Obok ekstraktu z czerwonej koniczyny znajdziemy tutaj wyciąg z chabra bławatka, lilii wodnej, lnu i ogórka. Zgodnie z informacją na opakowaniu prawie 97% składników jest pochodzenia naturalnego. 

Krem ma lekką formułę i delikatny zapach. Jest nieco bardziej "odżywczy" niż inne znane mi kremy-żele, ale tak jak i one szybko się wchłania. Na skórze pozostawia delikatną warstwę okluzyjną o satynowym, gładkim wykończeniu. Od razu po nałożeniu czuć wzrost nawilżenia i ukojenia skóry, nie ma uczucia ściągnięcia. Przy dłuższym stosowaniu cera nabiera przyjemnego blasku, a drobne zmarszczki wydają się jakby mniej widoczne. Miałam trudność z używaniem tego kremu zimą, bo potrzebowałam wtedy mocniej odżywczej formuły na moje suche policzki (mam cerę mieszaną). Wróciłam więc do niego wiosną i był super, niestety nie znalazłam na nim informacji o filtrze UV, co dla mnie jest bardzo istotne w okresie wiosna-jesień. Dlatego od tamtej pory stosuję go jako krem na noc lub w ciągu dnia, gdy wiem, że nie będę już wychodzić (np. po popołudniowym maseczkowaniu). Na podstawie moich odczuć przy skórze mieszanej sądzę, że krem ten świetnie sprawdzi się u posiadaczek także skóry suchej oraz wrażliwej. Nietłusta konsystencja sprawia, że jest to bardzo dobry produkt pod makijaż. Jako krem na noc sprawdza się u mnie także bardzo dobrze, choć przyznaję bez bicia, że pozwalam sobie na zwiększoną aplikację co powoduje delikatne wyświecanie się skóry. Jednak przy normalnym używaniu nic takiego nie ma miejsca :-)

Skład: Aqua, Glycerin, Cannabis Sativa Seed Oil, Tripelargonin, Caprylic/Capric Triglyceride, Distarch Phosphate, Hydrogenated Coco-Glycerides, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, 1,2-Hexanediol, Glyceryl Stearate Citrate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/ VP Copolymer, Butylene Glycol, Nymphaea Alba Flower Extract, Linum Usitatissimum Extract, Cucumis Sativus Extract, Centaurea Cyanus Flower Extract, Trifolium Pratense Leaf Extract, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Glucose, Parfum, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Sodium Hyaluronate.

Esencja z kwasem hialuronowym - suplement diety

Produkt zawiera ekstrakt z ziela fiołka trójbarwnego, cynk i biotynę. Esencja ma postać proszku do rozpuszczania w wodzie, a jedna saszetka stanowi dzienną dawkę składników. W opakowaniu znajduje się 25 saszetek do przeprowadzenia prawie miesięcznej kuracji. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała suplementu już pierwszego dnia po otwarciu paczki z nagrodą  Potwierdzam, że po rozpuszczeniu wyczuwamy malinowy (choć dość sztuczny) zapach, ale smak jest raczej neutralny. Producent zaleca spożywać jedną saszetkę dziennie dla osiągnięcia korzystnego efektu nawilżającego skórę. Nie jestem niestety zbyt regularna w piciu esencji (ten sam problem mam z przyjmowaniem wszystkich leków, witamin i suplementów :D), dlatego nie potrafię powiedzieć Wam, czy działanie esencji rzeczywiście wpłynęło na sprężystość i nawilżenie mojej skóry. Owszem jest ona obecnie w znacznie lepszej kondycji, ale myślę, że wpływ na to w dużej mierze ma także wakacyjna zmiana trybu życia i żywienia ogólnie ;-) Myślę jednak, że jest to ciekawa idea, zwracająca uwagę, że kondycja naszej skóry zależy nie tylko od czynników "zewnętrznych". Dla zainteresowanych podaję skład z opakowania.

Składniki: glukoza, kwas hialuronowy, regulator kwasowości - kwas cytrynowy, ekstrakt z liści i kwiatów czerwonej koniczyny (Trifolum pratense L.), aromat, ekstrakt z ziela fiołka trójbarwnego (Viola tricolor L.), cynk, substancja przeciwzbrylająca - dwutlenek krzemu, biotyna. 

Maseczka do twarzy Oczyszczanie i zmniejszanie widoczności porów

Te prześliczne opakowania kosmetyków Polana kuszą mnie ogromnie, dlatego gdy zauważyłam w sprzedaży maseczki postanowiłam poszerzyć moje poznawanie marki. Mój wybór padł na maseczkę o działaniu oczyszczającym, w której składzie znajduje się m.in. czystek o właściwościach ujędrniających i zmniejszających widoczność porów, ekstrakt z tymianku oraz różowa glinka o działaniu oczyszczającym. Wewnątrz saszetki znajduje się kremowa, gęsta maska o glinkowej konsystencji. Mi jednorazowa saszetka wystarczyła na jedno zastosowanie, ale przyznaję, że specjalnie nałożyłam maskę nieco grubszą warstwą tak przyjemnie się ją aplikowało ^.^ 

Podczas aplikacji nie zauważyłam żadnego negatywnego odczucia, zapach kosmetyku był delikatny i nie drażniący. Po upływie zalecanego czasu aplikacji poszłam do łazienki zmyć maskę i sama byłam zaskoczona, jaką mam zmatowioną skórę. Po zmyciu maseczki myjką bawełnianą skora nadal pozostała zmatowiona, gładka w dotyku i lekko chłodniejsza. Efekt był naprawdę WOW, myślę że moja skóra potrzebowała w tym momencie idealnie tych składników! Cera wyglądała ładniej, promienniej. Wyszłam na miasto nie robiąc makijażu - to chyba najlepsza reklama? ;-)) Oczywiście nałożyłam jednak krem nawilżający, bo w miejscach gdzie mam bardziej suche partie po zmyciu maski odczuwałam delikatne ściągnięcie. Muszę jednak przyznać, że obietnica producenta o oczyszczonej, gładkiej i miękkiej skórze oraz promiennym wyglądzie sprawdziła się w 100%! 

Skład: Aqua (Water), Kaolin, Glycerin, Isostearyl Isostearate, Montmorillonite, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Tripelargonin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Illite, Glyceryl Stearate, Trifolium Pratense (Red Clover) Flower Extract, Cistus Incanus (Rock Rose) Flower/leaf/stem Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Flower/leaf/stem Extract, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Glycine Soja (Soybean) Oil, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Phytate, Parfum (Fragrance).

Podsumowując moje spotkanie z kosmetykami marki Polana Herbapol muszę przyznać, że jestem pozytywnie i miło zaskoczona. Kosmetyki mają dobre składy, dobrze działają na moją skórę, a do tego mają przystępne ceny (no i te grafiki!). Z całej czwórki najbardziej zachwyciła mnie maseczka oczyszczająca oraz olejek do demakijażu. Po tych miłych testowaniach mam ochotę wypróbować też ich olejowe sera oraz inne produkty. Poznałyście już produkty marki Polana?

niedziela, 8 sierpnia 2021

Recenzja: kosmetyki natleniająco-nawilżające Oxypure oraz krem aktywator Anew Hydra Pro Vita-D Avon

Recenzja: kosmetyki natleniająco-nawilżające Oxypure oraz krem aktywator Anew Hydra Pro Vita-D Avon

 Jestem prawdziwą fanką kosmetyków nawilżających i tych o działaniu dotleniającym. Dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok nowej linii Oxypure Avon. Jako konsultantka mogłam zamówić te kosmetyki wcześniej, aby móc je wypróbować. Zdecydowałam się na mgiełkę antyoksydacyjną oraz żel na noc. W dzisiejszym wpisie chcę Wam też opowiedzieć o kremie nawilżającym Anew Hydra, który mnie ostatnio zachwycił. Zapraszam! 

Nazwa mojego bloga Urbanbeautician nawiązuje do "miejskiej kosmetyczki". Mieszkam w dużym mieście i na co dzień dotyka mnie problem zanieczyszczonego powietrza. Mimo, że staram się spędzać na łonie natury jak najwięcej czasu, to moja cera wraz z wiekiem traci swój naturalny blask i koloryt. Dlatego zawsze z uwagą śledzę pojawianie się kosmetyków, które mają zapewnić skórze natlenienie. Obok nawilżenia jest to czynnik, który bardzo dobrze służy potrzebom mojej skóry. 

Strona z katalogu w www.mojavon.pl

W linii Oxypure znajduje się sześć produktów. Jest to głęboko oczyszczająca maska do twarzy (jednorazowa), oczyszczająca pianka do twarzy, mgiełka antyoksydacyjna, natleniające serum do twarzy, natleniający żel na noc oraz natleniający krem na dzień z filtrem SPF20. Ponieważ akurat skończył mi się krem na noc postanowiłam wypróbować żel oraz mgiełkę.   

Antyoksydacyjna mgiełka do twarzy Oxypure Avon

Zawiera kompleks algowo-sojowy, dzięki któremu wspomaga nawilżenie i ochronę skóry przed szkodliwymi czynnikami zanieczyszczenia środowiska. Ma delikatny zapach, a spryskana nią skóra rzeczywiście w odczuciu jest nawilżona i odświeżona. Niestety spray produkuje mocny strumień preparatu i nawet spryskując twarz z jak najdalszej odległości nie unikniemy strzałów wodnych, które nie są przyjemne w odczuciu i powodują, że cała twarz już po chwili staje się mokra. Mimo zapewnień producenta nie za bardzo widzę ją też w roli nawilżacza na makijaż - strumień wody robi "dziurki" na podkładzie, czy rozświetlaczu. Używając tego kosmetyku musimy się nastawić na ostre chlapanie i zupełnie mokrą twarz, a co za tym idzie również na nieco dłuższy czas wysychania. Po cudownych rozpylaczach z produktów Ziaja, czy La-Le był to dla mnie, nie ukrywam, problem, żeby się przestawić. Na szczęście efekty działania są dobre - skóra jest wyczuwalnie nawodniona, gładsza i przygotowana na dalszą pielęgnację. Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam, że stała się bardziej promienna i wyglądająca zdrowiej. Myślę, że ta mgiełka może być idealna na czas zwiększonej ilości smogu w moim mieście zimą! 

Skład: Aqua, Alcohol Denat., Glycerin, Bytulene Glycol, Polysorbate 20, Phenohyethanol, PVP, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA, Parfum, Sodium Hyaluronate, Sucralose, Tocopheryl Acetate, Sodium Hydroxide, Glycine Soja Seed Extract, Tetrahydrodiferuloylmethane, Avena Sativa Protein Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Algae Extract, Tetrahydrodemethoxydiferuloylmethane, Potassium Sorbate, Citric Acid, Tetrahydrobisdemethoxydiferuloylmethane, Potassium Benzoate. <1035681-004>   

Nawilżająco-regenerujący żel na noc Oxypure Avon

W składzie znajdziemy algi morskie i kompleks Oxypure, które intensywnie nawilżają i chronią skórę przed działaniem wolnych rodników. Kompleks Oxypure jest opatentowaną innowacją marki i ma za zadanie zwiększać ilość tlenu w komórkach skóry. Wrażenie robi już sam wygląd kosmetyku - przeźroczysty żel z pęcherzykami powietrza. Nie wiem jak Wam, ale mi ogromnie się podoba taka formuła ;-) Żel Oxypure ma delikatny zapach, identyczny jak mgiełka. Aplikacja jest wprost idealna! Kosmetyk przyjemnie rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Nie spowodował u mnie żadnych podrażnień, czy zaczerwienienia nawet na skórze w bliskim sąsiedztwie oczu. Pomimo, że na noc najbardziej lubię mocno odżywcze formuły, to żel nie jest wbrew pozorom taki "lekki". Wyraźnie czuć jego działanie od razu po nałożeniu. Skóra staje się nawilżona i lekko błyszcząca. Rano wygląda promiennie, nie ma mowy o suchych skórkach koło nosa czy na policzkach. Na teraz, na lato jest dla mnie idealny (mam cerę mieszaną). Jestem ciekawa, czy miłość będzie trwała także zimą, kiedy to wybieram mocniej "otulające" formuły. 

Skład: Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, Niacinamide, Hydroxyethyl Urea, Phenoxyethanol, Carbomer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Urea, Sodium Hyaluronate, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Tocopheryl, Acetate, Glycine Soja Seed Extract, Tetrahydrodiferuloymethane, Avena Sativa Protein Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Algae Extract, Tetrahydrodemethoxydiferuloylmethane, Potassium Sorbate, Potassium Benzoate, Tetrahydrobisdemethoxydiferuloylmethane, Citric Acid. <1036148-007>  

Nawilżający krem aktywujący wit. D Anew Hydra Pro Vita-D Water Cream Avon

Krem Hyrda Pro Vita-D jest ze mną z całej trójki opisywanych dziś kosmetyków najdłużej. Zamówiłam go sobie pod koniec maja i obecnie zbliża się on do denka. Zaciekawiła mnie formuła "water cream", bo na letnie miesiące moja pielęgnacja skóry jest zupełnie inna niż w pozostałym czasie, bardziej lekka i "wodnista". Poza tym kremy linii Anew od zawsze bardzo dobrze się u mnie sprawdzały, dlatego zdecydowałam się na ten zakup mimo braku w kremie SPF (w okresie od maja do końca października wysoki filtr to moje "must have" z uwagi na bardzo jasny fototyp skóry jaki posiadam). Z powodu braku SPF używałam go głównie jako krem na noc. 

Zgodnie z informacją producenta krem zawiera technologię Pro Vita-D, która wspomaga codzienną produkcję witaminy D. Niestety nie mogę sprawdzić, czy ilość tej witaminy zwiększyła się u mnie (oraz czy był to wynik działania kremu), ale mogę napisać to co zauważyłam i poczułam ;-) Przede wszystkim krem ma bardzo lekką, nietłustą, wodną formułę. Jest jakby żelowy i bardzo przyjemnie nakłada się go na skórę. Ma delikatny perfumeryjny i przyjemny dla nosa zapach. Skóra po użyciu kremu jest dobrze nawilżona, gładsza, lekko promieniejąca. Po ponad 2 miesiącach używania zauważyłam zdecydowaną poprawę jej wyglądu. Jest bardziej sprężysta, błyszcząca, ma ładny, zdrowy koloryt. Zdecydowanie polubiliśmy się z tym kremem i myślę, że chętnie wrócę do niego także w innej porze roku. Zwłaszcza, że można go używać zarówno jako krem na dzień, jak i na noc, czy w ramach dodatkowej kuracji nawilżającej pod zwykły krem. Umożliwia to jego lekka formuła i super szybkie wchłanianie. Hydra Pro Vita-D z powodzeniem nadaje się pod makijaż, nie powoduje rolowania się podkładu, czy powstawania suchych skórek na płatkach nosa. To moje odkrycie ostatnich miesięcy i zdecydowany ulubieniec jeśli chodzi o kremy do twarzy! Jedynie ten brak SPF powoduje, że nie jest to ideał ;-)

Skład: Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, PEG-8, Dimethicone, Phytol, Butyrospermum Parkii Butter, Carbomer, Methyl Gluceth-20, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Parfum, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Steardimonium Hydroxypropyl Panthenyl PEG-7 Dimethicone Phosphate Chloride, Isohexadecane, Dimethicone Crosspolymer, Thiazolylalanine, Polysorbate 60, Phosphoric Acid. <1035417-011>   

Przy mojej mieszanej skórze najbardziej cenię w kosmetykach do pielęgnacji twarzy działanie nawilżające i dotleniające. Kosmetyki z serii Oxypure Avon okazały się być bardzo odpowiednie dla mojej cery. A krem Anew Hydra Pro Vita-D trafił na listę moich ulubieńców. Znacie te kosmetyki? Jak się u Was sprawdziły? Lubicie kosmetyki dotleniające?

sobota, 31 lipca 2021

Recenzja: maski z serii Disney Princess z Actiona

Recenzja: maski z serii Disney Princess z Actiona

Która z Was nigdy nie chciała być księżniczką niech pierwsza podniesie rękę do góry. Nie widzę za wielu rąk w górze? ;-) Wiecie już więc dlaczego po prostu musiałam spróbować masek Disney Princess z Actiona. Zapraszam Was na recenzję pięciu masek w płachcie, jednej do ust, jednej do włosów oraz jeszcze czegoś, co nie wiem jak nazwać. Ale o tym w dalszej części wpisu. 

Maski Disney Princess marki Topbrands Europe B.V. kupiłam w Actionie. Kilkukrotnie widziałam, że pojawiały się w strefie beauty. Udało mi się podzielić nimi z dziewczynami na instagramie. Zauważyłam też, że pojawiła się "nowa" seria - zauważycie po nieco innych opakowaniach. Wszystkie kosmetyki miały niską cenę i śliczne opakowanie, co oczywiście skłoniło mnie do zakupów. Co kryły w środku i jak się u mnie sprawdziły?

Princess Ariel Facial Sheet Mask

Jako pierwszą wypróbowałam maskę w płachcie Facial Sheet Mask Princes Ariel, która jest maską o działaniu oczyszczającym. Esencja została wzbogacona o ekstrakt z liści pachnotki. We wnętrzu tego słodkiego opakowania z Arielką znajduje się dość gruba płachta z nadrukowanymi muszelkami o delikatnym zapachu olejku z drzewa herbacianego.  Płachta jest dobrze nasączona, a wewnątrz opakowania pozostaje niewiele dodatkowej esencji. Maska ma według mnie dość małe otwory na oczy, z kolei po bokach jest dość szeroka, a na czole tradycyjnie brakowało mi materiału. Jednak jakoś udało mi się dopasować płachtę to kształtu twarzy. Podczas 10-cio minutowej aplikacji nic nie ściekało i nie złego się nie działo. Po zdjęciu maski skóra wyglądała na mocno jaśniejszą i była chłodniejsza w dotyku. Zgodnie z instrukcją opłukałam ją wodą. Maska była przyjemna w aplikacji, ale nie spodziewałabym się po niej specjalnie mocnego oczyszczenia. Skóra wyglądała na ładniejszą, nawilżoną, może delikatnie jaśniejszą.

Skład: Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Trehalose, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Carbomer, Allantoin, Methylparaben, Xanthan Gum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Butylene Glycol, Malaleuca Alternifolia Leaf Oil, Perilla Ocymoides Leaf Extract, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin. 

Cinderella Facial Sheet Mask

Miała działanie nawilżające i odświeżające dzięki ekstraktowi z pomarańczy (podobno). Zapach rzeczywiście był lekko cytrusowy. Sama płachta miała nadruk błękitnych chmurek i była odpowiednio nasączona, choć nie za mocno. Znów też trochę męczyłam się z jej dopasowaniem. Maskę przed aplikacją trzymałam kilka minut w lodówce, dzięki czemu uczucie schłodzenia i nawilżenia skóry było większe. Po aplikacji skóra była lepiej nawilżona i świeższa - tak jak w przypadku prawie wszystkich masek w płachcie. 

Skład: Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, PEG-8, Phenoxyethanol, Panthenol, Hydrolyzed Sclerotium Gum, Xanthan Gum, Allantoin, Methylparaben, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Avena Sativa (Oat) Peptide, Disodium EDTA, Ethyhexylglycerin, Sodium Hyaluronate, Citrus Aurantium Amara Fruit Extract, Parfum, Menthyl Lactate, Methyl Diisopropyl Propinamide, Ethyl Menthane Carboxamide. 

Roszpunka Facial Sheet Mask

To maseczka w płachcie o działaniu głęboko oczyszczającym. Zdecydowanie czuć że esencja wzbogacona została olejkiem z drzewa herbacianego. Zapach jest wyraźny i bardzo przyjemny. Płachta, jak i poprzednie masek tej serii, nie była idealnie wycięta dla kształtu mojej twarzy. Ale jakoś dałam radę! No i płachta była różowa z nadrukiem gwiazdek :D Nasączenie esencją było wystarczające. Podobnie jak pozostałe maski trzymałam ją na twarzy około 10 min i po upływie tego czasu zmyłam skórę wodą. Po aplikacji zauważyłam zdecydowanie jaśniejszą skórę i jej zmatowienie. Oprócz tego skóra była lekko nawilżona. Ta maska zrobiła na mnie wrażenie "WOW"!

Skład: Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Trehalose, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Carbomer, Allantoin, Methylparaben, Xanthan Gum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Butylene Glycol, Melaleuca Alternifolipa Leaf Oil, Perilla Ocymoides Leaf Extract, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin. 

Snow White Lip Mask

Maseczka na usta z hydrolizowanym kolagenem i ekstraktem z ogórka miała za zadanie nawilżyć delikatny naskórek ust. We wnętrzu na tacce znajdował się płatek w kształcie ust z żelowego materiału. Niestety był on bardzo kiepsko nasączony - ciężko mi powiedzieć, czy tak miało być, czy miałam jakiś wadliwy egzemplarz kosmetyku? Nałożyłam żelka na usta i cierpliwie czekałam zalecane 20 minut. Niestety maska lubi spadać, więc trzeba leżeć. Po zdjęciu maski usta rzeczywiście były lekko nawilżone i gładsze. Mimo wszystko znam lepsze maski do ust - nawet też z Actiona ;)

Skład: Aqua, Glycerin, Sorbitol, Trehalose, Chondrus Crispus Powder, Gluccomannan, 1,2-Hexanediol, Methylparaben, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Polysorbate 20, Potassium Chloride, Propylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Juice, Hydrolyzed Collagen, CI 12490, CI 77492.

Cinderella Facial Sheet Mask Pads

To był kosmetyk z cyklu "ale co to jest?!". We wnętrzu opakowania znajdował się bowiem listek z sześcioma płatkami w kształcie serduszek do aplikacji punktowej. Jak to zobaczyłam, to parsknęłam śmiechem - no bo niby co ja mam z tym zrobić? Ale grzecznie nałożyłam plasterki i po 15 min zdjęłam. Same serduszka były dobrze nasączone, a skład esencji jest identyczny jak skład esencji z maski Cinderella. Myślę jednak, że taka forma niezbyt się sprawdza. Ciężko też jest mi ocenić czy coś zadziałały :D 

Skład: Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, PEG-8, Phenoxyethanol, Panthenol, Hydrolyzed Sclerotium Gum, Xanthan Gum, Allantoin, Methylparaben, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Avena Sativa (Oat) Peptide, Disodium EDTA, Ethyhexylglycerin, Sodium Hyaluronate, Citrus Aurantium Amara Fruit Extract, Parfum, Menthyl Lactate, Methyl Diisopropyl Propinamide, Ethyl Menthane Carboxamide.

Roszpunka Hair Mask

Roszpunka słynęła z pięknych włosów, nic dziwnego zatem, że stała się "twarzą" maski do włosów w formie nasączonego czepka. Sam czepek był dość duży i pojemny nawet jak na moją wielką głowę ;-) Przy nakładaniu go miałam trochę problemów, bo kosmyki uciekały mi spod czepka, a wilgotnymi rękami ciężej było odkleić pasek klejący. Polecam więc najpierw odkleić pasek i zdecydowanym ruchem wsadzić włosy i zapiąć. Maska do włosów zawiera olej arganowy i olejek jojoba, które mają za zadanie pielęgnować włosy. Czepek nie zsuwał się podczas aplikacji i dobrze trzymał się na swoim miejscu. Zastrzeżenia mam do ilości maski - przy moich długi i gęstych włosach było jej trochę zbyt mało. I to mimo, że starannie wmasowałam zawartość. Włosy po spłukaniu maski były miłe w dotyku i ładnie błyszczące, jednak moje kręcioły zdecydowanie lubią być mocniej odżywione. Myślę, że maska ta dobrze sprawdzi się u posiadaczek nieco mniejszej ilości włosów :D Zwłaszcza, że jak dotąd mam same dobre wspomnienia z maskami do włosów z tego sklepu. 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Steartrimonium Chloride, Glycerin, Amodimethicone, Alcohol, Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetrimonium Chloride, Trideceth-12, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Dimethyl Stearamine, Simmonosia Chinensis Seed (Jojoba) Oil, Argania Spinosa Kernel (Argan) Oil, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal.

Snow White Facial Sheet Mask

To już maski z "nowszej" serii, co widać po nieco innej grafice na opakowaniu. W kolekcji było ich cztery, ja wzięłam dwie "na spróbowanie". Maska Królewny Śnieżki miała działanie odświeżające i nawilżające, czyli w sumie takie jak każda maska tego typu powinna mieć ;-) Esencja wzbogacona została o hialuron. Skład IDENTYCZNY jak przy masce Cinderella (zarówno tej w płachcie jak i tych płatków serduszek). Płachta miała za to nadruki w czerwone jabłuszka (niektóre nadgryzione). Maska była przyjemna w aplikacji, a skóra po niej była zdecydowanie dobrze nawilżona, bo nawet nie nakładałam już na nią kremu co mi się zdarza bardzo rzadko! Zauważyłam też ładne rozświetlenie skóry. 

Belle Facial Sheet Mask

Maska w płachcie o działaniu oczyszczającym z ekstraktem z liści pachnotki. Tak, dobrze się Wam wydaje to samo co miała maska z Arielką. Sprawdziłam skład i był identyczny. Widocznie nowa seria to te same składy tylko inne opakowania. No i płachty! Ta z Belle miała kolor żółty i nadruk w czerwone różyczki. Płachta była dobrze nasączona i podczas aplikacji czułam przyjemne nawodnienie skóry. Niestety jak zawsze do mojej twarzy nieco nie te wycięcia i wyglądam tradycyjnie jak morderca przed akcją xd Muszę pamiętać, żeby nie otwierać listonoszowi drzwi z maską na twarzy! Po aplikacji i zmyciu twarzy wodą (jak zaleca producent) skóra była lekko jaśniejsza, miała wyrównany koloryt i ładny blask. Wydawała się nawilżona i odprężona. Mam wrażenie, że te "nowe" wersje masek z serii Disney Princess są mocniej nasączone esencją, a przez to przyjemniejsze w użyciu.  

BONUS BONUS BONUS

Na zakończenie dla wytrwałych czytelników, którzy dotarli aż do tego miejsca w dzisiejszym wpisie zamieszczam jeszcze jedną "księżniczkową" recenzję. Jest to maska Jewel of the sea Ariel Disney marki Mad Beauty, którą dostałam w prezencie od przyjaciółki. Totalnie zauroczyło mnie opakowanie z wizerunkiem Arielki, ale gdy zobaczyłam płachtę to totalnie przepadłam! Maska miała nadrukowaną twarz syrenki.   Print był bardzo wyrazisty, chociaż trochę dziwnie w tym wyglądałam... Płachta była bardzo mocno nasączona esencją. Co ciekawe w miejscu ust i oczu nie było otworów na nacięcia, dzięki czemu można było zostawić płachtę np na skórze ust, czy podciągnąć wysoko pod oczy (ja jednak miałam obawy, żeby kłaść maskę na powieki). Mimo mocnego nawilżenia płachty maska nie zsuwała się z twarzy i bardzo przyjemnie nawodniała skórę. Według informacji na opakowaniu w składzie maski znajduje się ekstrakt z ogórka, który dobrze nawilża, nawadnia skórę i ją chłodzi. Maskę trzymałam na skórze 15 min, a po upływie tego czasu płachta nadal była lekko wilgotna. Skóra miała piękny blask po użyciu maski, była ładnie nawilżona i odświeżona. Bardzo fajna maska! 

Skład: Aqua, Butylene glycol, Glycerin, Propylene glycol, Trehalose, Betaine, Niacinamide, Panthenol, Glyceryl acrylate/acrylic acid copolymer, PVM/MA copolymer, Sodium hyaluronate, Carbomer, Potassium hydroxide, Dipotassium glycyrrhizate, Tocopheryl acetate, Phenoxyethanol, Polysorbate 20, Portulaca oleracea extract, Sericin, Disodium EDTA, Parfum, Cucumis sativus (cucumber)extract, Ethylhexylglycerin, Benzyl Salicylate, Punica granatum fruit extract, Citric acid, Potassium sorbate, Aloe barbadensis (Aloe vera) leaf extract.  


Chciałybyście zostać księżniczką z Disneya? Używałyście tych masek? A może macie inne bajkowe produkty do polecenia? Dajcie znać w komentarzach! 




Copyright © Nostami blog , Blogger