poniedziałek, 28 grudnia 2020

Recenzja: maseczki do twarzy Balea

Recenzja: maseczki do twarzy Balea

Ta recenzja, to jeden z moich dużych projektów w 2020 roku. Znajdziecie tutaj bowiem opisy i wrażenia po użyciu aż szesnastu różnych maseczek marki Balea! Oczywiście nie używałam ich dzień po dniu. Jednak spisywanie jak się sprawdzały przez ponad pół roku było niemałym wyzwaniem ;-) Zapraszam po szczegóły!

Kosmetyki marki Balea nie są dostępne w Polsce. Można je kupić w sieci drogerii DM popularnych w prawie całej Europie. Marka Balea to produkty dość tanie, o pięknych kolorowych opakowaniach i kuszących zapachach. Nic dziwnego, że są tak lubiane i często przywożone z podróży zagranicznych! Moje kosmetyki kupowałam głównie w Pradze (do której jeżdżę właściwie co roku), ale część przywiozłam też z Budapesztu. Maseczki, które dzisiaj opisuję, podzieliłam na "grupki" w zależności od ich zastosowania lub "serii". Przy każdej recenzji znajdziecie opis, w którym zawarłam "słowo od producenta" oraz "opis techniczny", czyli jaki maska miała kolor, konsystencję i co się działo podczas aplikacji. Następnie znajdziecie "działanie" czyli moje subiektywne odczucia i ocenę stanu skóry po użyciu maseczki. Dla zainteresowanych przygotowałam jeszcze odnośnik "skład", który spisywałam z opakowania maseczki (mam nadzieję, że udało się bez błędów!).

TOTES MEER MASKE - maska z morza martwego

Opis: intensywnie oczyszcza i jednocześnie koi skórę. Zawiera błoto z morza martwego, wyciąg z rumianku, aloes, pestki z moreli i bambusa. 

Maska miała konsystencję puszystego musu (spodziewałam się glinki po obrazku), pachniała błotem z morza martwego! Podczas aplikacji trochę szczypała mnie skóra, ale uczucie to szybko zniknęło. Maska mocno zaschnęła na skórze, aby ją zmyć potrzebowałam konjaca. 

Działanie: Po użyciu maski skóra bardzo dobrze oczyszczona, ale też chłodna w dotyku i ukojona. Nie było żadnego podrażnienia mimo początkowego szczypania. Bardzo fajny efekt oczyszczający!

Skład: Aqua, Silt, Kaolin, Zinc Oxide, Bambusa Arundinacea Extract, Hydrogenated Vegetable Glycerides, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Phenoxyethanol, Panthenol, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Glycerin, Polyisobutene, Coco-Glucose, Parfum, Magnesium Aluminium Silicate, Xanthan Gum, Prunus Armeniaca Seed Powder, Butylene Glyco, Cutric Acid, Ethylhexylglycerin, Chamomilla Recutita Flowe Extract, Sorbitan Oleate, Capryl/Capryl Glucoside, Pantolactone, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate


REINIGENDE MASKE - maska oczyszczająca

Opis: maska oczyszczająca pory i matująca skórę. Zawiera białą glinkę i cynk. 

Konsystencja maski dość wodnista, pół saszetki mogłoby z powodzeniem wystarczyć na dwa użycia. Maska nie miała zapachu. Podczas aplikacji czuć przyjemne chłodzenie skóry. Ciężko domywała się ze skóry, wspomagałam się myjką. 

Działanie: Skóra chłodniejsza w dotyku, wizualnie i w dotyku zmatowiona, ale nie sucha! Bardzo ładnie oczyszczona skóra, mniej widoczne pory. 

Skład: Aqua, Decyl Oleate, Kaolin, C12-15 Alkyl Benzoate, Alcohol Denat, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Zinc Oxide, Coco-Glucoside, Dimethylimidazolidinone Rice Starch, Hydrogenated Vegetable Glycerides, Phenoxyethanol, Panthenol, Xanthan Gum, Bisabolol, Whey Protein, Ethyl-HexylGlycerin, Sodium Hyaluronate, Pantolactone, Citric Acid, CI77891


MULTIMASKING - maska wielozadaniowa

Opis: w zależności od potrzeb maska oczyszczająca i pielęgnująca skórę twarzy z kolorowymi glinkami, dwie części maseczki dla różnych partii twarzy - oczyszczająca do strefy T z kwasem salicylowym i glinką oraz odżywcza do suchych partii, zawierająca wyciąg z jagód acai i olejek jojoba. 

Maska raczej na jednorazowe użycie, choć produktu jest całkiem sporo w saszetce (po 8 ml!), jednak nie wyobrażam sobie przechowywać otwartego opakowania. Glinkowa konsystencja bardzo łatwo i przyjemnie się aplikuje, ma ładny kwiatowy zapach. Wersja różowa chłodziła skórę na policzkach. Maska była dość łatwa do zmywania.

Działanie: skóra ładnie oczyszczona w strefie T, dobrze nawilżona na policzkach. Cała była lekko świecąca, wyglądała zdrowo i promiennie. Jeśli ktoś lubi takie "zabawy" z nakładaniem różnych masek na poszczególne partie twarzy, to warto kupić ;-)  

Skład: (różowa) Aqua, Kaolin, Glycerin, Cetearyl Alcohol, C12-15 Alkyl Benzoate, Helianthus Anuus Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Alkohol Denat, Sorbitol Cetearyl Glucoside, Panthenol, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Tocopherol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Cera Alba, Parfum, Sodium Cetearyl Sulfate, Ethylhexylglycerin, Limonene, Benzyl Alcohol, Citronellol, Benzyl Salicylate, Sodium Citrate, Pantolactone, Potassium Sorbate, Citric Acid, Sorbic Acid, CI 77891, CI 77499, CI 77491, CI 77492

Skład: (t-zone) Aqua, Kaolin, Cetearyl Alcohol, Alkohol Denat, C12-15 Alkyl Benzoate, Helianthus Anuus Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Sodium Lactate, Sorbitol Cetearyl Glucoside, Salicylic Acid, Panthenol, Macrocystis Pyrifera (Kelp) Extract, Tocopherol, Glycerin, Lactic Acid, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Cera Alba, Parfum, Sodium Cetearyl Sulfate, Ethylhexylglycerin, Pantolactone, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Linalool, CI 77891, CI 77288

PEEL OFF MASKE - maska peel off

Opis: głęboko oczyszcza cerę i odżywia dzięki obecności hamamelisu

Typowa maska peel off o bardzo intensywnym i drażniącym zapachu. Nakładałam jak wszystkie maski tego typu dość grubą warstwą, przez co dłużej musiałam czekać na wyschnięcie kosmetyku, za to udało mi się zerwać maskę w jednym kawałku. Kiedyś już jej używałam i wróciłam ponownie, ale jednak ten ostry zapach za mocno mnie podrażnia.

Działanie: skóra oczyszczona, gładka i miękka w dotyku. 

Skład: Aqua, Polyvinyl Alcohol, polyglyceryl-10 lau-rate, Propylene Glycol, Panthenol, Royal Jelly, Parfum, Hamamelis Virginiana Extract, Glycerin, Alcohol, Prunus Armeniaca Extract, Pantolac Tone, Potassium Sorbate, Caramel, Citric Acid, Sorbica Cid, Maltodextrin


PORENFEIN KLARENDE 3 MINUTEN MASKE - trzyminutowa maska oczyszczająca

Opis: szybka w działaniu maska ​​z glinką lawową, herbatą matcha i ekstraktem z limonki delikatnie i delikatnie usuwa nadmiar sebum, brud i martwy naskórek. Zawarty w niej olej jojoba i olej słonecznikowy pozostawiając skórę jedwabiście gładką. 

Nakładamy ją na skórę zwilżoną wodą i masujemy okrężnymi ruchami. Po około 3 minutach spłukujemy. Jedna saszetka z powodzeniem wystarczy na dwie aplikacje! Trochę bałam się, że mnie podrażni, bo miała intensywny zapach. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. 

Działanie: Bardzo dobrze oczyszcza i matuje skórę, dobra na te "gorsze" dni ;)

Skład: Aqua, Cetearyl alcohol, Kaolin, Glycerin, Alcohol Denat, C12-15 Alkyl Benzoate, Helianthus Annuus Seed Oil, Simmondisia Chinensis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Cetearyl Glucoside, Moroccan Lava Clay, Panthenol, Phenoxyethanol, Citric Acid, Xanthan Gum, Bambusa Arundinacea Steme Extract, Cera Alba, Propylen Glycol, Parfum, Sodium Cetearyl Sulfate, Allantoin, Etylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Tocopherol, Citrus Aurantifolia Juice, Camellia Sinensis Leaf Extract, Limonene, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Pantolactone, Potassium Sorbate, Rumex Acetosa Leaf Extract, Sodium Citrate, CI 77288, CI 77499, CI 77891


ANTI PICKEL WARME MASKE - maseczka antytrądzikowa

Opis: efekt głębokiego oczyszczania z efektem rozgrzewającym. W swoim składzie zawiera kwas salicylowy i cynk.

Maska zaskoczyła mnie konsystencją i kolorem. Nie wiem czemu spodziewałam się przeźroczystej maski typu peel off, a w opakowaniu była glinkowa, niebieskawa maska o kremowej konsystencji. Nakładało się ją bardzo komfortowo. Efekt rozgrzewający nie jest mocny (co bardzo sobie chwalę!) i maska jest bardzo przyjemna w użyciu. Po 15 minutach bez problemu zmyłam ją wodą i gąbeczką.

Działanie: Skóra była bardzo ładnie oczyszczona, ale nie była sucha, ani podrażniona. Maska świetnie poradziła sobie z krostami, a nie przesuszyła przy tym skóry. Bardzo jestem z niej zadowolona!

Skład: Glycerin, Kaolin, CI77891, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Aqua, Salicylic Acid, Zinc Gluconate, Cetearyl Glucoside, Parfum, Isodecyl Neopentanoate, Sodium Carbomer, Limonene, Sodium Chloride, Sodium Sulfate, CI42051, CI45100

MASKE VANILLA CHAI & KURBIS - maska dyniowo - waniliowa

Opis: kojąca, odżywcza maska z ekstraktem z dyni, pantenolem i lipidami nadaje skórze wyczuwalną jędrność. Zawiera wit. E o działaniu przeciwutleniającym. 

Trochę rozczarował mnie zapach, bo mocno nastawiłam się na tą "chai" a była bardziej "vanilla" ;-) Konsystencja kremowa, bardzo przyjemna w nakładaniu. Podczas aplikacji delikatnie chłodziła skórę. To taka maseczka, przy której można się totalnie zrelaksować!

Działanie: tuż po zauważyłam, że cera miała ładny, zdrowy koloryt i takie lekki połysk, jak to przy fajnie nawilżonej skórze. Skóra była mięciutka w dotyku i gładka. 

Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Helianthus Annuus Seed Oil, Zea Mays Germ Oil, C12-15 Alkyl Benzoate, Cetearyl Glucoside, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hippophae Rhamnoides Fruit Extract, Cucurbita Pepo Fruit Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Cera Alba, Parfum, Sodium Cetearyl Sulfate, Ethylhexylglycerin, Tocopherol, Pantolactone, Citric Acid, Sorbic Acid 


MASKE PEARL & GLOW - Perły i Glow

Opis: rozpieszczająca skórę maska z ekstraktami z pereł i kamienia księżycowego. Intensywnie nawilża i zmiękcza dzięki proteinom jedwabiu, kwasu hialuronowego i pantenolu. 

Przy nakładaniu zapach alkoholu prawie wyciskał mi łzy z oczu, czułam też na skórze niefajne pieczenie. Ale o dziwo podczas aplikacji było już wszystko dobrze, zapach się ulotnił, a czułam jedynie chłodzenie skóry. Perłowa poświata nie jest tak intensywna jak przy "kosmicznych" maskach, ale też robi efekt wow ;-) 

Działanie: skóra była miękka i nawilżona, mam też wrażenie, że była jaśniejsza. Jednak było mi już pod koniec aplikacji wręcz za zimno i może stąd zrobiła się taka biała? :-)

Skład: Aqua, Glycerin, Alcohol Denat, Betaine, Pullulan, Polyglyceryl-4 Caprate, Polyglyceryl-6 Caprylate, Panthenol, Moonstone Extract, Hydrolyzed Pearl, Hydrolyzed Silk, Phenoxyethanol, Carbomer, Mica, Xanthan Gum, Parum, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Disodium Edta, Sodium Hyaluronate, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Sodium Benzoate, Pantolactone, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Citric Acid, Sorbic Acid, Limonene, CI77891


CHAI TEA VANILLA MASKE - maska Vanilla Chai

Opis: relaksująca maseczka o kremowej, odświeżającej formule. Witamina E chroni przed wolnymi rodnikami, a pantenol działa na skórę nawilżająco i ochronnie.

Maseczka ma przepiękny waniliowo-orientalny zapach, podobny do zapachu kawy typu Chai w Costa jeśli wiecie o czym mówię ;-) W konsystencji przypomina wyglądem waniliowy pudding. Po nałożeniu na twarz ładnie się w nią wchłania. Moja po 10 min prawie się wchłonęła, a skóra była niesamowicie zmatowiona. Jednak po umyciu twarzy efekt zmatowienia zniknął. 

Działanie: maska ta miała za zadanie odświeżyć i odżywić skórę i z tego wywiązała się wyśmienicie. Tuż po nałożeniu czułam lekkie podrażnienie, ale z czasem skóra uspokoiła się i przy zmywaniu nie było śladu zaczerwienienia. Możliwe, że taka reakcja była wynikiem przewrażliwienia skóry po długotrwałym pobycie na dworze, a nie działania samej maseczki. Zapach maseczki jest przepiękny i działa bardzo relaksująco i kojąco. 

Skład: Aqua, Glycerin, Kaolin, C12-15 Alkyl Benozate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate Citrate, Stearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Camellia Sienensis Leaf Extract, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Hectorite, Parfum, Sodium Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Aplha-Isomethyl Ionone, Linalool, Geraniol

TROPICAL DREAM MASKE - maska tropikalny sen

Opis: odżywczy koktajl pielęgnacyjny z wodą kokosową, ekstraktem z ananasa i olejkiem migdałowym, które odżywią skórę i pobudzą zmysły!

Maska o konsystencji miękkiego, pachnącego tropikami budyniu. Bardzo przyjemna w nakładaniu! Podczas aplikacji chłodzi skórę. 

Działanie: po maseczce skóra była uspokojona, wygładzona i odżywiona. Czułam się zrelaksowana i wypoczęta ;-)

Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Cocoglycerides, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetearyl Alcohol, Coco Caprylate, Butyrospermum Butter, Panthenol, Cocos Nucifera Water, Hippophae Rhamnoides Extract, Helianthus Anuus Seed Oil, Tocopherol, Ananas Sativus Fruit Extract, Tapioca Starch, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Phenoxyethanol, Sodium Polyacrylate Starch, Parfum, Carbomer, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Disodium Edta Linalool, Geraniol, Pantolactone, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene, Citric Acid


WEISSER TEE & KIRSCHE MASKE - maska biała herbata i wiśnia

Opis: dba o jedwabiście gładką skórę ;-) Pantenol nawilża skórę, a witamina E chroni przed szkodliwym wpływem środowiska. Zawiera ekstrakt z białej herbaty, czereśni i olej migdałowy. Zmysłowy zapach ma poprawiać humor.

Niestety nie poczułam tego "oszałamiającego zapachu pobudzającego zmysły" xD Maska pachniała owocowo, ale bez szału ;-) Miała białą, gęstą i kremową konsystencję, była przyjemna w nakładaniu. Generalnie było dość dużo maski w saszetce, nakładałam grubą warstwą na skórę. Po nałożeniu maski czułam delikatne szczypanie skóry na policzkach, dlatego zmyłam ją nieco wcześniej, po 10 minutach. Później to "szczypanie" zmieniło się w chłodzenie (!). 

Działanie: Po zmyciu maski (konjakiem) skóra była ładnie odżywiona i przez to "chłodzenie" miałam takie fajne uczucie orzeźwienia. 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Coco-Caprylate, Cocoglycerides, Sodium Cetearyl Sulfate, Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Prunus Avium Friut Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopherol, Camellia Sinensis Leaf Extract, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Parfum, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Potassium Sorbate, Pantolactone, Sodium Citrate, Limonene, Geraniol, Sorbic Acid


GRUNER TEE & MANGO MASKE - maska zielona herbata i mango

Opis: Formuła z naturalnym olejkiem migdałowym i ekstraktami z zielonej herbaty i mango pielęgnuje skórę, nadając jej jędrność i delikatność. 

Łatwa w nakładaniu dzięki kremowej konsystencji. Miała delikatny, owocowy zapach. Podczas aplikacji delikatnie chłodziła skórę. Zmywałam ją myjką do twarzy. 

Działanie: dobrze nawilżona, wygładzona i ukojona skóra. To przyjemna maseczka o nadziałaniu odżywczym, która dzięki zapachowi zawsze przypomina mi lato ;-)

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glycerin, Coco-Caprylate, Cocoglycerides, Sodium Cetearyl Sulfate, Dicaprylyl Carbonate, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Mangifera Indica Friut Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopherol, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Parfum, Ethylhexylglycerin, Linalool, Citrinollol, Limonene, Citric Acid, Pantolactone


MASKE BERRY SMOOTHIE - maska jagodowe smoothie

Opis: Formuła antyoksydacyjna z pantenolem, żurawiną i ekstraktem z komosy ryżowej działa skutecznie na wolne rodniki, zapobiegają procesom degeneratywnym i opóźniają starzenie się skóry. Naturalne lipidy z oleju kokosowego i migdałowego pielęgnują skórę nadając jej jedwabistą gładkość.

Kremowa maseczka o różowym kolorze i delikatnym owocowym zapachu. Łatwo i przyjemnie się ją aplikuje. Producent zaleca pozostawić maseczkę do wchłonięcia, mi jednak nieco przeszkadzał tłusty "film" i zmyłam ją wodą z dodatkiem żelu myjącego.  

Działanie: Skóra po aplikacji była nawilżona, wygładzona, rozjaśniona i odżywiona. Po drugiej połowie saszetki miałam wrażenie, że drobne zmarszczki mimiczne były mniej widoczne - ale może było to moje "pobożne życzenie"? ;) 

Skład: Aqua, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Hydrogenated Vegetable Glycerides, Coco-Caprylate, Cocos Nucifera Oil, Octyldodecanol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Panthenol, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Chenopodium Quinoa Seed Extract, Tocopherol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Parfum, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Potassium Sorbate, Pantolactone, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Citronellol, Sodium Citrate, CI 77491

SPACE GLAM PEEL-OFF MASKE - gwiezdny błysk

Opis: oczyszczająca maska z ekstraktem z alg o metalicznym połysku

Nakładanie, jak w przypadku każdego "peel off'a" nie jest najprzyjemniejsze. Maska jest mocno gumowa, zbita, gęsta, ciężko się ją nakłada. W sposobie użycia polecali nałożyć 2mm warstwę. Ja wiem doskonale, że peel offy ogólnie łatwiej się zdejmuje jak są nałożone grubszą warstwą. I tym sposobem na jeden raz zużyłam obie części maski! Nie miałam problemów ze zdjęciem maski, odeszła całkiem sprawnie w jednym kawałku. 

Działanie: lekkie oczyszczenie skóry

Skład: Aqua, Alcohol Denat, Polvinyl Alcohol, Caprylyl/Capryl Glucoside, Panthenol, Macrocystis Pyrifera (Kelp) Extract, Glycerin, Mica, Xanthan Gum, Parfum, Pantolactone, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Citrate, CI42090, CI77891


COSMIC GLOW PEEL-OFF MASKE - kosmiczna poświata

Opis: oczyszczająca maska z ekstraktem z kamienia księżycowego, holograficzna. 

Myślałam, że będzie różowa i mocno brokatowo błyszcząca. Błysk to raczej poświata, która bardziej ma kolor niebieski niż różowy. Podobnie jak w przypadku poprzedniej "kosmicznej" maski zużyłam obie części saszetki na jeden raz. Maska wysychała dłużej, ale udało mi się zdjąć ją bez problemu w jednym kawałku. 

Działanie: lekkie oczyszczenie skóry. Maski tego typu pełnią raczej funkcję "zabawową" niż pielęgnacyjną, więc nie spodziewałam się po niej specjalnych efektów ;-) 

Skład: Aqua, Alcohol Denat, Polvinyl Alcohol, Caprylyl/Capryl Glucoside, Panthenol, Moonstone Extract, Glycerin, Xanthan Gum, Parfum, Mica, Calcium Sodium Borosilicate, Silica, Pantolactone, Sodium Benzoate, Citric Acid, Tin Oxide, CI77891, CI42090


SHINING STAR GEL MASKE - błyszcząca gwiazda

Opis: orzeźwiająca maska z ekstraktem z kryształków o lśniącym, holograficznym blasku

Myślałam, że będzie jakoś tak bardziej brokatowo-kosmiczna w wyglądzie, a była taka bardziej "holo efekt" ;-) Podczas nakładania szczypała mnie skóra w wielu miejscach, mimo że nie czułam alkoholu. Coś mnie ewidentnie podrażniało w niej. Na szczęście później czułam już tylko coraz większe chłodzenie skóry, a szczypanie ustępowało. 

Działanie: skóra po zmyciu maski rzeczywiście była wyczuwalnie orzeźwiona i miękka w dotyku, niestety w kilku miejscach dalej coś lekko szczypało. Z czasem to ustąpiło, mimo to użyłam szybko kremu, aby uspokoić skórę (u mnie zawsze sprawdza się w takich sytuacjach któryś z myWONDERbalm MIYA LINK)

Skład: Aqua, Glycerin, Caprylyl/Capryl Glucoside, Betaine, Panthenol, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Parfum, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Disodium Edta, Ethylhexylglycerin, Mica, Calcium Sodium Borosilicate, Carbomer, Biosaccharide Gum-1, Silica, Quartz, Pantolactone, Potassium Sorbate, Tin Oxide, Sorbic Acid, Citric Acid, Phosphoric Acid, CI77891, CI42090



Maseczki w saszetkach Balea są bardzo tanie i mają śliczne, atrakcyjne opakowania. To powoduje, że ilekroć jestem za granicą i odwiedzam drogerię DM, to jakoś tak same wpadają do mojego koszyka... Jednak jak widać po powyższym zestawieniu nie wszystkie okazały się być dobre dla mojej skóry. I mimo, że żadna z nich nie wywołała u mnie uczulenia, to wiele podczas aplikacji podrażniało skórę. Uważam, że głównie było to spowodowane alkoholem wysoko w składzie. Prawie każda maseczka podczas aplikacji miała większe lub mniejsze działanie chłodzące na skórę, dzięki czemu była ona później zrelaksowana i wypoczęta. To łagodziło też nieco te "alkoholowe" skutki. Mimo, że wiele maseczek było całkiem OK, to najbardziej zapadła mi w pamięć Vanilla Chai & Kurbis i to pomimo tego, że jej zapach nieco mnie rozczarował ;-) Pod marką Balea znajdziemy także maski w płachcie i ich także zebrało się trochę w moich zapasach, jednak zdecydowanie jest to temat na osobny wpis! ;-) Miałyście okazję używać maseczek Balea? Może znacie któreś z mojego zestawienia? Jak się u Was sprawdziły?

 


niedziela, 13 grudnia 2020

Rok... albo i dłużej z paznokciami hybrydowymi

Rok... albo i dłużej z paznokciami hybrydowymi

 W grudniu 2018 po raz pierwszy w życiu zdecydowałam się na hybrydy. Po prawie dwóch latach chcę podzielić się z Wami moimi odczuciami oraz pokazać jakie stylizacje miałam przyjemność nosić. Zapraszam do lektury wszystkie "manimaniaczki" i nie tylko!

Paznokcie hybrydowe zawsze robię w salonie Beauty Boutique prowadzonym przez Annę Krasowską we Wrocławiu. Nie umiem robić hybryd sama i szczerze mówiąc po kilku niezbyt udanych próbach nadania kształtu swoim paznokciom czy opracowaniu skórek po prostu dałam sobie spokój. Umówimy się, nie wszyscy ludzie nadają się do wykonywania wszystkich prac, więc po co tracić czas i robić sobie krzywdę, jak mogę oddać się w ręce specjalisty? ;-) A pani Ania to prawdziwa profesjonalistka, o czym mogą świadczyć liczne dyplomy i ukończone przez nią kursy i szkolenia. Zresztą obecnie to ona szkoli innych, więc jeśli interesuje Was rozwój swoich umiejętności w tym kierunku, to odsyłam na jej instagrama. 

Przygotowanie każdej stylizacji rozpoczyna się od zdjęcia poprzedniej hybrydy i jest to etap szczególnie ważny, bo zrobiony nieumiejętnie może nam zniszczyć płytkę paznokciową! Hybrydy zdejmowane są na dwa sposoby (a przynajmniej ja takie znam) - "chemicznie" za pomocą acetonu lub "mechanicznie" poprzez spiłowanie starej warstwy wraz z bazą. Pani Ania posługuje się tą drugą metodą i jest ona wbrew pozorom bezpieczniejsza, choć wymaga dużych umiejętności odpowiedniego prowadzenia frezarki. Nie obawiajcie się, to nic nie boli! 

W dalszej kolejności paznokcie zostają skrócone i jest im nadawany kształt. Są też opracowywane skórki wokół płytki, tzn. część z nich jest odsuwana, część wycinana i wygładzana. Ważne, żeby zawsze informować kosmetyczkę jeśli coś powoduje nasz dyskomfort lub szczypanie. Piękne paznokcie nie wymagają poświęcania i bólu! Tutaj moje paznokcie po trzeciej hybrydzie, czyli po prawie 3 miesiącach noszenia ;-)

Kolejny etap to już właściwa stylizacja i zdobienie, a możliwości jest tak dużo, że... mogłabym zmieniać hybrydę chyba każdego dnia, a i tak nie byłabym w stanie wypróbować wszystkich kombinacji! A jeśli do tego dodamy jeszcze zdobienia to.. uf.. zobaczcie sami!

Moje pierwsze paznokcie to nudziakowy kolor 05 marki Słowianka, na którym zostały dodane zimowe gwiazdeczki. To był kolor miłość od pierwszego razu i dalej bardzo lubię takie eleganckie, spokojne stylizacje o każdej porze roku ;-)

Dlatego pewnie nic dziwnego, że kolor ten pojawił się w kolejnym miesiącu, choć w połączeniu z kremową bielą i brokatem rose gold stylizacja nabrała bardziej sylwestrowego charakteru. 

Styczniowe mroźne dni umilały mi "zmrożone" paznokcie. Taki efekt uzyskałyśmy dzięki matującej bazie użytej na lakierze Mistero Milano numer 1058. To był mój własny lakier, z którym przyszłam do salonu, a więcej na jego temat możecie poczytać na moim blogu w tym poście LINK. Na końcówkach paznokci został nałożony różowy żel, dzięki któremu udało się uzyskać efekt ombre. A na palcach serdecznych dodatkowo pani Ania zrobiła mi delikatne zdobienia. 

Tym razem miałam ochotę na coś w kolorze szarym, a pani Ania namówiła mnie na takie Rock Star! Na paznokciach został użyty Glam topu z mieniącymi się drobinkami marki Słowianka, a sam lakier pochodzi z kolekcji Makear (obie marki są polskie!). 

A później znów zatęskniłam za nudziakami, więc poszły w ruch znane już kolory. Tym razem w połączeniu z malinowym różem, a ombre zostało wykonane "od boku" a nie jak to się typowo robi na końcówce. Dzięki czemu wyszedł fajny efekt przechodzenia kolorów. Po tej stylizacji zrobiłam sobie pierwszą przerwę w noszeniu hybryd i na wakacje pojechałam ze "zwykłym" lakierem. 

Wróciłam do hybryd i wiedziałam, że chcę coś spokojnego a pani Ania zaproponowała mi baby boomera wykonanego lakierami marki Makear a wykończonego błyszczącym topem ze Słowianki. I ja totalnie przepadłam! To jest przepiękna stylizacja - zarazem delikatna jak i elegancka. Dla mnie totalne LOVE!  

Do kolejnej stylizacji użyty został lakier 851 z najnowszej jesiennej kolekcji Makear. Na serdecznym palcu pani Ania użyła złotej folii ozdobnej. Bardzo fajnie czułam się w tym połączeniu oliwki i złota. 

Kolejna jesienna stylówka, tym razem na moja życzenie bardzo prosta i szara - bo pasowała mi do moich ukochanych mitenek ;-) Szary lakier to numer 106 Semilac, a żółty "kubusiowopuchatkowy" to numer 767 z Makear.

Czasami idąc na paznokcie totalnie nie wiem czego chcę i wychodzą takie niespodziane cuda, jak ta stylizacja z lakierem, który w zależności od światła mieni się od odcieni granatu po szmaragd. No CUDO! Niestety nie pamiętam kompletnie co to był za lakier, ale efekt był naprawdę super, zwłaszcza że pani Ania dodała złote zdobienia na serdecznych palcach (dwa różne!).

W okolicy Bożego Narodzenia 2019 zdałam sobie sprawę, że nie miałam jak dotąd czerwonych paznokci. No i powiem Wam, że czerwone paznokcie to jest jakiś zupełnie inny wymiar kobiecości i od razu człowiek się czuje +100% bardziej sexy ;) Na serdecznych palcach zostały wykonane zdobienia - świąteczna gwiazdka oraz bardziej sylwestrowe kryształki. Czyli w zależności od charakteru imprezy pokazywałam bardziej jedną, lub drugą rękę.. :D 

I znów zrobiłam kolejną przerwę trzymając się tej "zasady" że trzeba czasami dać płytce odpocząć od hybrydy. A tu przy okazji zaczęła się pandemia i pierwszy lock down, kiedy to nawet nie miałam możliwości pójść do Ani do salonu... A po przerwie zamarzyła mi się delikatna liliowa stylizacja ze złotymi drobinkami. Taka jak puszka z KIK, którą mam na półce! :D Umówmy się, nie jest ważne skąd czerpiemy inspirację na nasze paznokcie, ale jaki jest efekt i czy nam się podoba! Ja byłam zachwycona ;)

Przyszły wakacje i już wiedziałam, że absolutnie chcę mieć szalone paznokcie w tym czasie! No i się zaczęło ;-) Na początek różowo - pomarańczowe ombre w macie z czarnym zdobieniem. Pasują do wakacyjnych drinków i lodów! I tylko mój aparat jakoś totalnie nie dawał rady złapać tego "przejścia" między kolorami i na zdjęciach wychodziło to często jak "kreska"...

Inspiracją na kolejną wakacyjną stylizację był fuksjowy kolor mojego roweru. Ponieważ ciągle męczyłam Anię o "jakieś kropki" to zrobiła mi na serdecznych palcach wzorek z kropeczek, który bardzo mi się spodobał ;3

Po wakacyjnych wariactwach chciałam być bardziej elegancka i zdecydowałam się na kolor wina. Lakier oraz top ze złotymi drobinkami pochodzą z kolekcji Makrear. Wyszło super elegancko i kobieco!

No i ponownie baby boomer, bo czemu nie? Wiecie, że ten kolor "beżowy" to kolor samej bazy, która sama w sobie jest tak piękna, że czasami aż żal mi ją czymkolwiek przykrywać ;-)

Dawno nie było nudziaków, więc kolejna wariacja na ich temat. Każdy paznokieć pomalowany został innym kolorem lakieru, a całość pokryta błyszczącym topem. Wszystkie użyte produkty są marki Makear a zostały tu użyte kolory (od lewej) 836, 710, mieszanka 710 i 855, 855 oraz 829. 
                                                        
Po czym poznasz uzdolnioną stylistkę paznokci? Nie tylko po tym, że jej prace są estetyczne i dokładne oraz że sama potrafi zaproponować coś pięknego, gdy nie możemy podjąć decyzji, ale też po umiejętności oddania "o co mi chodziło" gdy mamy w głowie całkiem konkretną, choć nietypową wizję :D Tak było w moim przypadku w tym miesiącu, kiedy to wymyśliłam sobie, że chcę stylizację wzorowaną na... grze komputerowej! A dokładniej na dodatku Shadowlands do World of Warcrafts. 
                                                      
Pokazałam pani Ani grafikę z gry oraz herb rasy Kyrian, która występuje w tej grze, a ona.. no sami widzicie! Szare matowe paznokcie z ognisto-pomarańczowym ombre, a na serdecznym palcu prawej ręki herb z błyszczącym "oczkiem". Przepiękna stylizacja, którą docenili wszyscy moi koledzy grający w tą grę. Po prostu WOW! ;-) 

Zanim zdecydowałam się na hybrydy moje paznokcie często wyglądały tak brzydko, że wstyd mi było pokazywać dłonie. Płytka była bardzo krucha, a paznokcie zwłaszcza na kciukach łamały mi się u samej podstawy kiedy tylko zaczynały mieć kilka milimetrów długości! Nie wspomnę tutaj o tym, że nawet gdy próbowałam malować paznokcie różnego rodzaju odżywkami czy zwykłymi lakierami, to trzymały się one maksymalnie do 5-6 dni, a po zmyciu zmywaczem płytka była w jeszcze gorszym stanie.. Jednym słowem moja paznokcie były słabe i miały tendencję do łamania się, a sama płytka była cienka, wręcz miękka. I nie jest oczywiście tak, że przestały mi się łamać zupełnie, ale zdecydowanie zdarza im się to rzadziej, a sama płytka dzięki temu, że jest twardsza jest też bardziej odporna na wszelkie uszkodzenia. Pierwszą przerwę w noszeniu hybryd zrobiłam po ponad pół roku ich noszenia "bo tak każdy mówił, że się powinno". Szczerze? Okazało się, że z moją płytką nic się nie dzieje, a po dwumiesięcznej przerwie moje paznokcie ponownie wróciły do swoich typowych problemów, tzn. zaczęły się łamać i kruszyć... Wróciłam więc szybciutko do hybryd, a wniosek nasunął mi się sam - moje kruche paznokcie "potrzebują" hybryd, aby były mocniejsze, twardsze i nie łamały się tak bardzo. No i powiedzmy sobie szczerze, hybrydowe stylizacje są trwałe, wytrzymują nawet ponad miesiąc (tzn. wytrzymują znacznie dłużej, ale zazwyczaj jest już wtedy odrost i brzydko to wygląda), a do tego są prześliczne! No i nie muszę już chować dłoni w rękawach ;-) A wy lubicie kolorowe paznokcie? Nosicie hybrydy, czy zdecydowałyście się na inne metody? Jakie stylizacje najbardziej się Wam podobają? Pochwalcie się koniecznie w komentarzach! Pięknych inspiracji nigdy dość! ;-) 

poniedziałek, 9 listopada 2020

Denko WRZESIEŃ I PAŹDZIERNIK 2020

Denko WRZESIEŃ I PAŹDZIERNIK 2020

 Postanowiłam zrobić taką innowację i nie tylko łączyć denko z dwóch miesięcy w jeden wpis, ale też przygotowywać go na początku miesiąca. Jest więc przed połową listopada, a ja zapraszam Was na przegląd kosmetyków, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie. 

Tym razem zużyłam (lub wyrzuciłam) aż 35 kosmetyków oraz cztery próbki. Zrobiłam małe czystki wśród szminek przy okazji kolejnej edycji wyzwania "7 dni 7 szminek" na moim Instagramie, a także zużyłam rekordową ilość żeli pod prysznic i mydeł (to efekt otwierania kilku kosmetyków naraz).  

HIGIENA

- żel pod prysznic After Sun, Balea - ultra delikatny, dzięki czemu świetnie radził sobie zwłaszcza wtedy gdy moja skóra była spalona słońcem (były takie czasy w tym roku!). Dobrze się pienił, pachniał delikatnie kokosem i był bardzo przyjemny w użytkowaniu. 

- perfumowany żel pod prysznic Romantic L'Amour Senses, Avon - moja ostatnia butla z zapasów żelu, który pachniał jak perfumy. I już tęsknię! Pisałam o nim dawno LINK. Zachwyt pozostał <3 

- żel pod prysznic Himbeere & Limette, Balea - miał orzeźwiający zapach, w którym połączona słodką malinę i cytruskową limonkę. Jednak coś mi nie grało do końca z tym zapachem. Jak wszystkie żele tej marki dobrze się pienił, nie wysuszał skóry i miał prześliczne opakowanie.

- pianka do mycia dłoni Garten Eden, Balea - ultrawydajna pianka o kwiatowym zapachu, która dzięki pięknemu opakowaniu zdobiła moją umywalkę całkiem długo ;) Nie wysuszała dłoni i dobrze radziła sobie z wszystkimi zabrudzeniami. Myślę, że to też fajna opcja na prezent - jeśli macie dostęp do drogerii DM. 

- żel do higieny intymnej kora dębu, Tess - co bym nie pisała o jakichkolwiek żelach do higieny intymnej to te marki Tess są po prostu NIEPOWTARZALNE! Ultrawydajny, ultradelikatny, wygodny w użyciu dzięki pompce żel miał ziołowy zapach. Swój egzemplarz kupiłam w sklepiku z ziołami (wyczaiłam, że mają produkty tej marki!), ale można też zamawiać przez internet SKLEP. Każdy z nich ma podobne działanie, więc nie trzeba się bardzo sugerować opisami. Mój ulubiony to nagietek oraz przywrotnik. Mam nadzieje, że kiedyś przygotuję dla Was porządniejszy wpis o nich ;))

- żel do higieny intymnej Sensitive, Cien - a jak mi się skończył mój ulubiony żel to ratowałam się na szybko kosmetykiem z Lidla za śmieszną cenę około 4 zł. I mimo, że trochę się obawiałam, czy nie będzie podrażnień, to nic się nie działo i wszystko w porządku. Więc jak widać nie ma co się obawiać kosmetyków hipermarketowych :) 

- mini żel pod prysznic Tahitian Tiare, The Body Shop - pod koniec buteleczki zorientowałam się, dlaczego tak mi się ten żel spodobał. Jego zapach był podobny do żelu Nuxe ;))) Bardzo wydajna miniwersja, idealny na wyjazdy. Żele TBS to jest taka wyższa półka żelowa jednak, ale zdecydowanie najbardziej lubię właśnie te wersje mini.

- mini żel pod prysznic Wa - watermelon, Fruity Lab - kupiłam go w Kontigo mimo, że nie miałam wtedy potrzeby kupowania nowego żelu. Ale oczywiście skusiła mnie ta cała szafa pełna mini kolorowych żelików ;)) Zapach bardziej przypominał mi melona niż arbuza, ale kto by się zorientował? 

- mydło w kostce antybakteryjne Fresh, Protex - na fali odkażania wszystkich i wszystkiego kupiłam sobie antybakteryjną kostkę Protex do dłoni. I nie był to chyba najlepszy pomysł, bo wysusza mi skórę :/ Mam tylko nadzieję, że serio zabija te zarazki... 

- maska do włosów Heavenly Hydration Planet Spa, Avon - maska która wkradła się do zdjęcia z tej kategorii, bo mi jakoś tak pasowała do "kompozycji" ^^ Intensywnie nawilżająca, ciężka maska. Miała zapach oliwkowy, jak cała ta seria Planet Spa. Włosy były niej przyjemnie dociążone, ładniej się skręcały. To moje drugie opakowanie ;)

- różany peeling cukrowy, Maudi Naturals - cudo cudo! Pisałam więcej o kosmetykach tej marki we wpisie LINK. Po zdenkowaniu obu wersji stwierdzam, że jednak bardziej spodobała mi się wersja owocowa, ale także kwiatowy był WOW. Jeśli jeszcze nie znacie tych peelingów, to polecam przetestować, nie zawiodą Was!

- mydło kumquat & olive oil, Nymphes - glicerynowe mydełko z organiczną oliwką i ekstraktem z owocu kumkwatu. Dostałam je w prezencie od mamy, która przywiozła je prosto z Grecji ;) Miało ciekawy zapach i nie wysuszało skóry. Bardzo lubię takie prezenty-pamiątki z podróży!

- mydło Cool Yule Winter Pine, The Scottish Fine Soaps Company - czy wiecie jak pachnie świerkowy las? Ale taki mocno intensywnie pachnący? To właśnie tak pachniało to mydełko - prezent od koleżanki z UK. I to żadne tam sztuczne odpowiedniki, ten zapach był idealnie odzwierciedlony! I co najfajniejsze dość długo utrzymywał się też na skórze! Mydło zamknięte było w metalowej puszce, którą mam zamiar wykorzystać do przechowywania. 

HIGIENA, WŁOSY I TWARZ

- chusteczki do demakijażu Papaya, Sephora - kolejne moje podejście do produktów marki własnej Sephora. Chusteczki grube, wytrzymałe, jedna ze stron zawierała ostre drobiny ścierające. I to właśnie z tego powodu do mojej twarzy średnio się nadawały (były naprawdę ostre). Zużyłam je głównie do usuwania swatchy z rąk. Miały ładny, owocowy zapach i świetnie radziły sobie ze zmywaniem szminek, cieni i innych produktów do makijażu. Kosztowały około 30 złoty, a w opakowaniu znajdowało się 25 chusteczek. Dzięki dość szczelnemu zamknięciu wyschła mi tylko jedna, ostatnia sztuka ;) 

- reduktor trądziku punktowy, Ziaja - mój must have, jedyny skuteczny, jedyny łagodzący zmiany trądzikowe i.. niech za polecenie posłuży fakt, że to moja chyba z 10 opakowanie :D

- maska intensywnie regenerująca Biovax Botanic - wegańska formuła zawierała ocet jabłkowy oraz ekstrakt rozmaryn i tataraku, które miały za zadanie wzmocnić włosy i wydobyć ich blask. Saszetka miała 20 ml kosmetyku i wystarczyła mi na jednorazowe użycie, dlatego jedyne co mogę to powiedzieć, to moje "pierwsze wrażenie". Maskę nałożyłam na włosy i zmyłam po 15 minutach chłodną wodą, tak jak zalecał producent. Zapach maski na szczęście jest przyjemny, owocowy, a nie octowy ;) Włosy były bardziej sprężyste i miękkie, ale jak dla mnie w opakowaniu było nieco zbyt mało produktu. Sama maska była OK, ale nie wiem czy powaliła mnie na tyle na kolana, aby kupić pełne opakowanie. 

- suchy szampon Klorane - bezpłatna próbka i opakowanie wprost idealne na wyjazdy! Formuła szamponu na bazie owsa. Sam produkt miał delikatny zapach i nieznacznie bielił włosy. Jednak przy moim kolorze nie stanowiło to problemu. 

- krem intensywnie nawilżający Hyalurogel, Mixa - ten krem kupiłam sobie, po przetestowaniu przez tydzień próbek o czym pisałam w poście LINK. Formuła kremu wzbogacona została o czysty kwas hialuronowy, który zwiększa nawilżenie skóry. Dzięki niemu skóra natychmiast odczuwalnie jest ukojona i wygląda na gładszą. Krem ma lekką formułę, nieco żelową. Wchłania się super szybko i nie pozostawia świecącej skóry. Kosmetyki Mixa mają skład opracowany pod kontrolą medyczną i nadają się zwłaszcza także do cery wrażliwej. Hyalurogel to krem do którego z pewnością chętnie wrócę, bo używanie go było dla mnie prawdziwą przyjemnością! 

- szampon Grow Strong, Pantene Pro-V - bardzo odżywczy, bardzo kremowy, bardzo dociążający włosy szampon. Czyli taki idealny dla moich kręciołów, które po tym szamponie nabierały życia i pięknie się błyszczały. Włosy były miękkie w dotyku, po prostu piękne. Szampony tej marki od lat należą do moich ulubionych i jak na razie nie zapowiada się, aby miało się to zmienić ;) 

- płyn micelarny Sensibio H2O, Bioderma - mój faworyt w dziedzinie demakijażu oczu. Ultrałagodny i skuteczny płyn, który dodatkowo odświeża oczy i łagodzi ich podrażnienie. Nie znam kosmetyku, który miałby takie działanie nawilżająco-odświeżające jak on. Dlatego nic zapewne dziwnego, że to moja kolejna butla.

- aktywator blasku Perfect Skin Anew, Avon - czy "aktywator blasku" rzeczywiście funduje skórze ładniejszy koloryt i wygląd? Kiedyś wydawało mi się to przesadzone, ale teraz gdy moja skóra nie widzi za wiele promieni słonecznych, to muszę przyznać, że jednak po użyciu toniku jej koloryt jest ładniejszy. Zresztą, nawet jeśli to efekt placebo, to i tak lubię nakładać "aktywator" na skórę przede wszystkim z powodu jego pięknego zapachu, który bardzo lubię. Pamiętajcie, że ten produkt wymaga stosowania później kremów z filtrem, bo zawiera kwasy AHA.

- maska na tkaninie Odmłodzenie Premium Gold, Niuqi - kupiona w Biedronce maska na złotej płachcie zawierała kwas hialuronowy i wodę kokosową. Niestety płachta słabo nasączona, a w innych miejscach spływająca po brodzie, do tego intensywny i drażniący zapach. Jestem bardzo na NIE.

- plasterki na wypryski Spot Clear Patch, Cettua - no nie. Kolejny słaby kosmetyk tej marki niestety. No i kolejne słabe plasterki na krosty, a ja dalej dzielnie szukam idealnych ;) 

- krem nawilżający Mix Me Berry Charming one, Nivea - krem do wszystkiego o przepięknym zapachu malin. Opakowanie długi czas jeździło ze mną na wszelkie wycieczki jako krem do ciała. Jeśli zużyję wszystkie wersje to pewnie kupię kolejny raz właśnie te minisy, bo przy moich zapasach produktów do ciała długo jeszcze musiały by czekać w dużej wersji.

- Juicy Jelly Mask z kiwi i kaktusem, Bielenda - miał być wpis porównujący wszystkie trzy wersje Juicy Jelly mask od Bielendy, a jak się doczepiłam do tej maski - peelingu to zużyłam całą zanim zrobiłam zdjęcia i porównałam z pozostałymi, ehh (#blogerkibeautyzrozumieją)...  Maska Juicy Jelly miała podwójne działanie - mogła być zarówno typowym peelingiem, jak i maską oczyszczającą. Ja używałam jej zazwyczaj jako maski. Kosmetyk miał żelową konsystencję z widocznymi drobinkami, które delikatnie ścierały stary naskórek podczas zmywania maski. Maskę nakładałam na skórę twarzy i po około 15 min zmywałam wodą okrężnymi ruchami, wykonując przy okazji peeling. Maska miała słodki zapach, niestety zupełnie nie przypominał mi on kiwi. Trzeba też od razu jasno powiedzieć, że cały czas porównywałam jej działanie z Sugar Scrobs L'Oreal i ten drugi wypadł u mnie zdecydowanie lepiej LINK. Mimo wszystko Juicy Jelly Mask z kiwi i kaktusem była całkiem przyjemnym kosmetykiem do pielęgnacji. Niestety chyba została wycofana ze sprzedaży, bo nigdzie nie mogę jej znaleźć...

- krem do twarzy Shine Control Care Sun, Avon - wygląda jak krem do opalania, ale ja używam go też czasami na co dzień, zwłaszcza w dniach kiedy długo przebywam na dworze. Moja ulubiona wersja (bez dopiski shine control) nie została jednak na szczęście wycofana, ale cieszę się, że poznałam też wersję "bez błyszczenia" i.. teraz wiem że potrzebuję ich obu! ;) Wersja Shine Control rzeczywiście matowiła lekko cerę, dzięki czemu nie tylko była ona dobrze chroniona przed promieniami słonecznymi, ale też wyglądała piękniej. Krem miał przyjemny zapach (wcale nie jak środki do opalania!), dobrze się wchłaniał i nie rolował pod makijażem. Więcej o nim i wersji "świecącej" znajdziecie w starszym wpisie LINK.

- woda tonująca Tee Tree Water, Lush - będąc w Amsterdamie nie mogłam odmówić sobie, aby pójść w końcu do sklepu Lush'a (w Pradze mi jakoś zawsze wypadało nie po drodze). Ponieważ nie mam wanny w domu wiedziałam, że nie skuszę się na nic do kąpieli. O toniku herbacianym słyszałam gdzieś tam kiedyś same pozytywy, postanowiłam więc spróbować. W skrócie mówiąc przepadłam TOTALNIE i przy okazji wizyty za granicą będę już pewnie specjalnie szukała tego produktu! Piękny zapach herbaty i cytrusów działa odświeżająco i tonująco. W składzie znajdziemy ekstrakt z olejku z drzewa herbacianego i grejpfrutów, którym kosmetyk zawdzięcza działanie antybakteryjne. Co tu dużo gadać - to prawdziwy pogromca wszelkich niedoskonałości skóry! Już tęsknię!

- żel do mycia twarzy Tea Tree, The Body Shop - ta miniaturkę kupiłam kiedyś przypadkiem, a żel okazał się także bardzo dobrym pomocnikiem w walce z niedoskonałościami cery. Mimo niewielkiej buteleczki okazał się być bardzo wydajny. Chętnie do niego wrócę, choć cena jest dość wysoka. Dlatego poluję na niego właśnie w tej mini wersji ;)

ZAPACH, MAKIJAŻ I PRÓBKI

- Slip Into Daring, Avon - ładny, kobiecy, słodki i kwiatowy zapach w ciekawym flakonie. Mam już go jednak tak długo, że zmienił kolor i nabrał sporo "alkoholowych" nut. Dlatego rozstajemy się, a ponieważ nie ma go już w ofercie to będzie to pożegnanie ostateczne. 

- próbka kremu I'm Naturikke, Krystyna Janda - jak to napisał producent "krem na miły początek dnia". Miał piękny zapach, który kojarzy mi się z Hello Yellow Miya. Niestety o wiele wolniej od niego się wchłaniał i mimo, że w działaniu był całkiem poprawny i skóra wyglądała po nim pięknie, to jednak wolę żółtą Miy'kę.

- próbki kremu Black Sugar Detox, Bielenda - te próbki z Bielendy są tak minimalne, że dobrze że miałam ich dwie. Krem miał bardzo słodki zapach, taki cukrowy i ciągle kojarzył mi się z peelingiem. Dobrze się wchłaniał i świetnie współgrał z makijażem. Jednak ten zapach w mojej głowie jest zarezerwowany wyłącznie dla peelingów chyba :D

- tusz do rzęs Eyes Wide Open, Oriflame - świetny tusz, który bardzo fajnie "otwierał" mi oko. Miał szczoteczkę z włosia o kształcie klepsydry, dzięki czemu można precyzyjnie dotrzeć nawet do tych najkrótszych włosków. Myślę, że kiedyś wrócę ;)

- pomadki Avon oraz Faberlic - pozbywam się kilku starych pomadek, bo zdecydowanie czasy ich świetności już minęły. Nadal mam spore zapasy w tym temacie, więc nie martwię się o braki kolorków ;)

- próbka I'm Coco Nuts, Miya - próbka fajnego kremu Miya, który najbardziej lubię używać na noc. Treściwy, pachnący kokoskiem, dobrze się wchłania. Mam opakowanie w zapasach, choć mój ulubieniec tej marki to nadal Hello Yellow.

Tak oto wyglądają moje zużycia kosmetyczne ostatnich dwóch miesięcy. Zainteresował Was szczególnie któryś z kosmetyków? A jak tam Wasze denka? Dajcie znać w komentarzach jak Wam idzie zużywanie :-)  


 


środa, 30 września 2020

Recenzja: boostery MIYA ekspresowe nawilżenie i poprawa wyglądu skóry

Recenzja: boostery MIYA ekspresowe nawilżenie i poprawa wyglądu skóry

Moim mottem od lat jest zdanie "Doba ma tylko 24h? Kto to wymyślił?!", co w jasny sposób pokazuje, jak wygląda mój typowy dzień. Ciągle w biegu, przeskakując pomiędzy jednym zadaniem, a drugim rzadko kiedy mam czas na długotrwające zabiegi pielęgnacyjne i skomplikowane formuły. To dlatego tak zachwycają mnie kosmetyki o szybkim i prostym działaniu. Takie, które po otwarciu i nałożeniu pozwolą mi powiedzieć - "Jestem gotowa!". Poznajcie nowości polskiej marki MIYA.   

MIYA mySKINbooster
Nieomal równo rok temu pisałam Wam o moich ulubionych kosmetykach Miya. Od tego czasu marka zdecydowanie poszerzyła swoje portfolio o całą gamę produktów do pielęgnacji skóry. Dziś chcę pokazać Wam przede wszystkim ich najnowsze produkty - mySKINbooster w wersji rozświetlającej i matującej, a także wcześniej mi nie znane kosmetyki oczyszczające: myBEAUTYgel, myBEAUTYpeeling oraz BEAUTY.lab czyli tonik rozświetlający z kwasem glikolowym 5%. Wszystkie produkty miałam przyjemność testować w ramach współpracy z marką.

mySKINbooster Nawilżający żel-booster z peptydami

Wśród składników aktywnych obok peptydów zawiera hydrolat z kwiatów róży damasceńskiej, który wpływa na zmniejszenie widoczności naczynek oraz rozświetlenie i poprawę wyglądu skóry. To także jemu booster zawdzięcza swój przepiękny, różany zapach. W składzie znajduje się także ekstrakt z peonii i nasion bawełny oraz betaina o działaniu silnie nawilżającym. Witamina B3 i Prowitamina B5 odpowiadają za działanie przeciwmarszczkowe i wygładzające. Łagodzą stany zapalne i przywracają blask skóry. Z kolei obecność alantoiny (pochodna mocznika) ma działanie łagodzące i regenerujące uszkodzony naskórek. 

Skład: Aqua (Water)*, Rosa Damascena Flower Water*, Betaine*, Niacinamide, Panthenol, Palmitoyl Tripeptide-5, Glycerin*, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Extract*, Paeonia Officinalis (Peony) Flower Extract*, Allantoin, Carbomer, Sodium Hydroxide, Triethyl Citrate*, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Gluconolactone*,Parfum (Fragrance), Citronellol, Geraniol *składniki pochodzenia naturalnego - 95,6%

Booster bardzo szybko nawilża skórę i poprawia jej wygląd. Redukuje ślady zmęczenia i nieprzespanej nocy, wygładza drobne zmarszczki, napina i ujędrnia skórę. Lekka, żelowo-wodna formuła bardzo szybko się wchłania dostarczając skórze cennych składników. Kosmetyk doskonale sprawdzi się pod makijaż, gdyż nie obciążą skóry i nie powoduje uczucia lepkości. Wyjęty prosto z lodówki i aplikowany na okolice oczu ma natychmiastowe działanie kojące. Może być stosowany na kilka sposobów - jako żel na okolice oczu, żel pielęgnujący zamiast kremu, baza pod makijaż, dodatkowy booster nawilżający pod krem oraz jako pięciominutowa maseczka wygładzająca. U mnie najczęściej sprawdza się jako żel pielęgnujący zamiast kremu i na okolice oczu. Uwielbiam jego zapach i uczucie natychmiastowego nawilżenia skóry!    

my SKINbooster Matujący żel-booster z peptydami

W wersji matującej także znajdziemy peptydy oraz witaminę B3 i Prowitaminę B5 o działaniu przeciwzmarszczkowym i ujędrniającym. Właściwości łagodzące i kojące skórę zapewnią nam sok z aloesu i ekstrakt z owoców kokosa. To ich nuty wyczujemy w delikatnej, orzeźwiającej kompozycji zapachowej. Również w tym boosterze spotkamy w składzie nawilżającą betainę i alantoinę o właściwościach wygładzających. 

Skład: Aqua (Water)*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Betaine*, Niacinamide, Cocos Nucifera Fruit Extract*,, Palmitoyl Tripeptide-5, Panthenol, Glycerin*, Allantoin, Carbomer, Sodium Hydroxide, Triethyl Citrate*, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Parfum (Fragrance) *składnik pochodzenia naturalnego - 96,6%

Podobnie jak wersja "różowa", booster z sokiem z aloesu i wodą kokosową ekspresowo nawilża i napina skórę dzięki innowacyjnej żelowo-wodnej formule. Wyraźnie zmniejsza też jej błyszczenie i koi podrażnienia. Na mojej mieszanej skórze wręcz czuję jej zmatowienie, a w partiach, gdzie jest ona bardziej sucha mam potrzebę dołożenia kremu. Dlatego w moim przypadku matujący żel-booster najlepiej sprawdza się pod krem lub jako maseczka wygładzająca. Fajnie zadziałał też jako baza na mojej tłustej powiece, utrzymując w ryzach cienie. Zauważyłam także, że przy bolesnym trądziku szybko zmniejsza podrażnienie i bolesność skóry wokół zmian. Jednym słowem - jeśli macie cerę mieszaną, to najlepiej zaopatrzyć się w obie wersje boosterów MIYA i stosować w zależności od potrzeb, partii skóry czy też pory roku. Powinnam Was jeszcze przestrzec, że aplikacja jest tak przyjemne, że często można nałożyć nieco więcej żelu niż się planowało ;-) Ale bez obaw, wszystko i tak wchłonie się po chwili bez śladu! 

myBEAUTYgel - pielęgnujący żel do mycia i oczyszczania

Odświeżający żel nie tylko skutecznie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i resztek makijażu, ale też delikatnie ją tonizuje i przygotowuje do dalszych zabiegów. Zawiera ekstrakt z truskawki, który oczyszcza i nawilża skórę, ekstrakt z maliny o działaniu łagodzącym i tonizującym oraz ekstrakt z jeżyny, dzięki któremu skóra nabiera ładnego koloru i staje się ożywiona. Do tego jeszcze kwas mlekowy, znany ze swoich właściwości wzmacniających skórę. Te składniki powodują, że żel myBEAUTYgel jest zarazem skuteczny, jak i delikatny oraz dobrze sprawdzi się do oczyszczania każdego rodzaju skóry. Kosmetyk ma żelową, półpłynną konsystencję. Opakowanie z pompką jest wygodne w użyciu, a jedna doza z powodzeniem wystarcza na oczyszczenie twarzy. Ma owocowy zapach i nie pozostawia uczucia ściągnięcia skóry. 

Skład: Aqua (Water)*, Betaine*, Glycerin*, Cocamidopropyl Betaine, Xanthan gum*, Fragaria Ananassa (Strawberry) Fruit Extract*, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract*, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Extract*, Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate*, Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate*, Inulin*, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Lactic Acid*, Parfum (Fragrance), Linalool *składnik pochodzenia naturalnego  

myBEAUTYpeeling - naturalny peeling enzymatyczny

Ostrzegam! Ten kosmetyk uzależnia bez reszty! Ma śliczny, słodki owocowy zapach i mimo, że to peeling o działaniu enzymatycznym to w jego formule wyczujemy cząsteczki ścierające. Takie działanie zapewnia obecność drobin ryżowych i z orzecha włoskiego, które wygładzają martwy naskórek. W składzie znajdziemy też enzym papainy, prawdziwego pogromcę zaskórników. Reguluje on wydzielanie sebum i wygładza naskórek. Ekstrakty z truskawki, maliny i jeżyny przywracają blask skórze i nawilżają ją. To dzięki ich obecności możemy cieszyć się tak pięknym zapachem kosmetyku. Peeling zawiera też olejki ze słodkich migdałów, pestek malin i moreli, które regenerują i zmiękczają skórę. MyBEAUTYpeeling ma konsystencję pasty i możemy używać go do głębszego oczyszczania, pozostawiając na skórze na 5-10 min i spłukując, lub do szybkiego oczyszczenia rozmasowując na skórze i natychmiast spłukując wodą. Producent zaleca używanie kosmetyku 2-3 razy w tygodniu. Przyznaję, że skóra po aplikacji jest tak miękka i delikatna z dotyku, że bardzo ciężko trzymać się tych "przerw" w stosowaniu... ^.^

Skład: Aqua (Water)*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Cetearyl Alcohol*, Coco-Caprylate/Caprate*, Glycerin*, Silica*, Glyceryl Stearate*, Glyceryl Stearate Citrate*, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil*, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil*, Papain, Oryza Sativa (Rice) Powder*, Panthenol, Juglans Regia Shell Powder*, Fragaria Ananassa (Strawberry) Fruit Extract*, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract*, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Extract*, Tocopherol*, Beta-Sitosterol*, Squalene*, Glycine Soja (Soybean) Oil* Triethyl Citrate*, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Xanthan Gum*, Potassium Hydroxide Parfum (Fragrance), Limonene *składnik pochodzenia naturalnego

BEAUTY.lab - tonik rozświetlający z kwasem glikolowym 5%

Na koniec chciałam opowiedzieć trochę o produkcie do którego podchodziłam "z pewną taką nieśmiałością", która głównie wynika z faktu, że moja skóra jest wrażliwa na działanie promieni słonecznych. Wiadomo bowiem, że podczas używania kosmetyków z kwasami trzeba zwrócić większą uwagę na stosowanie wysokich filtrów SPF, zwłaszcza jeśli tak jak ja jeździcie do pracy rowerem :) Postanowiłam jednak oswoić się nieco z tematem i spróbować czy polubimy się z tym kosmetykiem. W aktywnej formule toniku rozświetlającego obok złuszczającego skórę kwasu glikolowego 5% znajdziemy także hydrolat z kwiatu róży damasceńskiej o działaniu nawilżającym i poprawiającym koloryt skóry. Ekstrakt z nasion bawełny i ekstrakt z aloesu nawilżają i regenerują naskórek oraz łagodzą podrażnienia. Tonik BEAUTY.lab tonizuje skórę i przywraca jej naturalne PH, a dodatkowo złuszcza i oczyszcza naskórek. Stosowany jako kuracja 2-3 razy w tygodniu przywraca skórze blask, poprawia jej kondycję i koloryt. Pamiętajcie tylko, aby używać go wieczorem i nie zapominać o filtrach nawet z pochmurny dzień! Jego działanie oczyszczające jest zauważalne natychmiastowo, ja jednak chcę potestować go nieco dłużej i wrócę do niego pewnie przy okazji kolejnej recenzji. 

Skład: Aqua (Water)*, Rosa Damascena Flower Water*, Glycolic Acid, Glycerin*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Inulin*, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Extract*, Sodium Phytate*, Alcohol*, Sodium Hydroxide, Gluconolactone*, Calcium Gluconate. Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Citral*, Citronellol* *składnik pochodzenia naturalnego

Moje drugie większe spotkanie z produktami do pielęgnacji marki Miya przyniosło same zachwyty. Wszystkie przedstawione dziś kosmetyki sprawdziły się u mnie świetnie! W kolejce do recenzji czekają jeszcze dwa serum BEAUTY.lab (choć planuję dokupić trzecie!), peeling myMAGICscrub oraz cały zestaw pielęgnujących szminek myLIPstick, który dostałam w prezencie! Chyba śmiało mogę nazwać się już "miyaholiczką". Po raz kolejny mogę też powiedzieć, że Miya, to moja ulubiona pielęgnacja, dzięki której czuję się i wyglądam pięknie ;-) Wiem, że teraz wiele z Was z lekkim zdenerwowaniem przelicza budżet. Dyskretnie dodam tylko, że wszystkie kosmetyki marki znajdziecie na ich stronie LINK oraz stacjonarnie w drogeriach (Hebe, Rossman, Superpharm). Czy Wy też należycie do teamu #miyaholiczki? Opowiedzcie o Waszych doświadczeniach z kosmetykami tej marki w komentarzach!  

Copyright © Nostami blog , Blogger