piątek, 13 maja 2022

Denko marzec i kwiecień 2022

 Denko marzec i kwiecień 2022

Nie wiem jak Wam, ale mi ostatnie dni i tygodnie mijają znacznie szybciej niż poprzednie. Wiosna wybuchła w całej okazałości i powoli zmieniam kosmetyki do pielęgnacji na te lżejsze, letnie. Zapraszam na zestawienie kosmetyków, które zużyłam w ostatnich dwóch miesiącach. Jest kilka prawdziwych perełek!

W marcu i kwietniu zużyłam w sumie aż 33 pełnowymiarowe kosmetyki, 1 mini oraz 7 próbek. Wśród tych "pełnych" znalazły się 4 produkty do makijażu oraz perfumy. Jeśli obserwujecie mnie dłuższy czas, to zapewne zorientowaliście się, że zapachy to moja pięta Achillesowa - ich zużywanie idzie mi ogromnie wolno. Nie oznacza to, że nie używam perfum jednak rzeczywiście jestem w tym działaniu dość oszczędna. 

DO CIAŁA

- żel pod prysznic Magic Wonderland, Balea - lubię żele pod prysznic tej marki i to zarówno wersje kremowe, jak i te "przeźroczyste". Magic Wonderland był akurat kremowy i miał kwiatowy zapach, w którym mocno czułam piwonie. Dobrze się pienił i nie wysuszał skóry. 

- żel pod prysznic Coconut, The Body Shop - do dziś nie wiem czemu kupiłam sobie akurat tą wersję zapachową żelu, bo nigdy nie byłam fanką kokosa. Na szczęście żel TBS miał dość przyjemną woń i nie drażnił mnie swoją wonią. Jakościowo jest to oczywiście lepszy kosmetyk niż popularna np. Balea. Czasami lubię sobie pozwolić na taki mini luksus - chociaż może niekoniecznie wrócę do kokosa :D

- body lotion Escape oraz Dazzling Naturals, Avon - lekkie lotiony o delikatnych zapachach. Escape miał pachnieć kokosem (znów!) i owocem karamboli. W zapachu najmocniej czułam owoce. Dazzling z kolei według opisu pachnie różowym grejpfrutem i miętą. Czy wiecie jak pachnie grejpfrut? No właśnie ja też nie bardzo. Zdecydowanie jednak nie tak, jak pachniał ten kosmetyk... Mimo tych dziwactw z zapachami oba lotiony były dla mojej skóry OK. Bardzo szybko się wchłaniały i dawały lekkie nawilżenie, jakie lubię najbardziej. Czyli nie tłusta, mocno otulona skóra ale właśnie lekki lotion. Mam jeszcze jedną wersję zapachową tego kosmetyku, aktualnie w użyciu.

- krem do rąk z papają Food for Skin, Cien - kosmetyk marki własnej z Lidla za kilka złoty. Dostałam go w prezencie i szczerze mówiąc nie spodziewałam się po nim szału - i niesłusznie! Przede wszystkim super szybko się wchłaniał, był lekki, ale przy tym skutecznie nawilżał skórę moich dłoni i naprawdę bardzo się z nim polubiłam. Polecam Waszej uwadze jeśli nie macie większych problemów z przesuszaniem się skóry.

- krem do rak Pure Calmilla, Yves Rocher - wygrałam go w konkursie marki. Produkt flagowy marki YR, o dość intensywnym zapachu rumiankowym. Skutecznie regenerował naskórek, dlatego używałam go głównie w sytuacjach "ratunkowych". Mimo niewielkiego opakowania wystarczył mi na naprawdę długo. Na tyle długo, że trochę się nim znudziłam ;-)

- żel aloesowy Holika Holika - o tym żelu pisałam już tyleee razy i bardzo często pojawia się w moich zestawieniach. Nic dziwnego - został w końcu moim ulubieńcem już w 2017 roku! LINK Wspomnę jedynie, że mimo testowania wielu tego typu produktów nadal nie znalazłam nic o takich właściwościach jak ten produkt. Nadal też wkurza mnie jego opakowanie, zwłaszcza gdy kosmetyk zaczyna przysłowiowo "sięgać dna".

DO WŁOSÓW

- suchy szampon do włosów Luxe, Batiste - ten kto wymyślił suche szampony zasługuje u mnie na Nobla :) Nie wspomnę ile razy ten kosmetyk ratował moje włosy, zwłaszcza zimą (kto ma długie włosy ten wie ile trwa ich suszenie). Wersja Luxe miała przyjemny, luksusowy i perfumeryjny zapach. Lekko bielił włosy, ale ja akurat mam taki kolor że zupełnie to nie przeszkadzało. Suchy szampon to taki kolejny "must have" produkt, który warto mieć w łazience - przynajmniej w czasie tej "zimniejszej" połowy roku. 

- szampon Flower Kiss Schauma, Schwarzkopf - moje włosy sa okropnie kapryśne i znalezienie odpowiadającego im szamponu graniczy prawie z cudem. Flower Kiss "kupił" mnie kolorowym opakowaniem i ślicznym, tropikalnym zapachem. Długo jednak czekał na swoją kolej w zapasach. Za to jak już go wypróbowałam to była miłość od pierwszego użycia! Dobrze się pienił, doskonale domywał skórę i włosy z zabrudzeń i nie powodował wysuszenie skalpu. Włosy były po nim miękkie, błyszczące i ładnie się układały. No wspaniały! Jeśli go jeszcze gdzieś znajdę, to z pewnością zakupię ponownie. 

- maska Sleeping Beauty, Anwen - po zachwytach nad innymi kosmetykami do włosów tej marki LINK chyba liczyłam na jakieś większe "wow". Albo akurat dla moich włosów maska Sleeping Beauty nie była do końca tym czego najbardziej potrzebowały. W każdym razie mam jakieś mieszane uczucia i trochę ucieszyłam się, że w końcu zdenkowałam ten kosmetyk. Nie mogę jednak powiedzieć nic złego - maska była poprawna, miała przyjemny zapach, dobrze opatulała moje włosy, ułatwiała rozczesywanie i generalnie była jak najbardziej OK. Jednak no właśnie czegoś tu zabrakło? No i przyznaję, że zawsze używałam ją jako normalną maskę, a nie jako produkt na noc, który spłukiwałabym dopiero rano. Możliwe też, że porowatość moich włosów w międzyczasie uległa zmianie - sama widzę, że mam jakby bardziej proste włosy. 

- mgiełka bez spłukiwania L'Alga SEAMIST - za to ten produkt skradł moje serce totalnie! Piękny zapach i działanie idealne dla moich włosów! Mgiełkę zazwyczaj stosowałam po umyciu włosów przed ich rozczesywaniem, co zdecydowanie ułatwiała, nie powodując przy tym obciążenia włosów. Zapach utrzymywał się na włosach dość długo. Aplikowanie za pomocą sprayu było bardzo wygodne. Gdyby nie moje zapasy tego typu produktów w kolejce do używania, to zaraz szukałabym po Internecie kolejnego egzemplarza! ;) Mgiełkę dostałam na targach Beauty Fair LINK

- micelarny krem myjący do włosów Low Shampoo, Avon - naprawdę nie wiem, czy coś zmieniło się z moimi włosami, ale szampon którego kiedyś uwielbiałam (tu możecie o nim poczytać LINK) tym razem był dla mnie źródłem udręki... Zużyć, zużyłam ale może i dobrze że wycofali go już ze sprzedaży. W każdym razie tym razem bez zachwytów.

HIGIENA

- Lanolina kosmetyczna, Ziaja - okropnie tłusta, o dziwnym zapachu i prostym składzie. Kupiłam walcząc z przesuszającymi się ustami, ale akurat na to lepiej od lat sprawdza mi się Blistex.

- Intensive Lip Relief, Blistex - powinnam zostać ambasadorką tego produktu ;-) Mój absolutny "must have" na przesuszone, spękane, piekące usta, leczenie opryszczki, skaleczenia i właściwie na każdy problem jaki tylko mam z ustami. O każdej porze roku. Nakładam na noc a rano skóra moich ust jest odnowiona, miękka i wyleczona. Love!

- pasta do zębów Advanced White Charcoal, Colgate - mimo że przez swój szaro-czarny kolor okropnie brudzi umywalkę, to jak moja ulubiona pasta. I choć obecnie próbuję innych produktów, to czuję, że będzie powrót. Miętowe orzeźwienie nie pali w usta a działa wiele godzin! 

- nawilżane chusteczki odświeżające Gentle & Pure, Cien - tanie chusteczki do torebki o przyjemnym zapachu ogórka. Dobrze domywają też próbki testowanie produktów do makijażu. Polecam!

- chusteczki nawilżane Face and Body, Byphasse - dostałam je dawno w jakiejś przesyłce PR-owej. Dość grube chusteczki, które mają jedną stronę szorstką. Ma to niby służyć do złuszczania naskórka, ale szczerze mówiąc ta strona była tak ostra, że nawet gdy używałam ich na skórze dłoni to nie było to zbyt przyjemne. Nie wyobrażam sobie pocierać tym skóry na twarzy! Jednak do zmywania próbek makijażowych na dłoniach były bardzo dobre. 

- mydło Vegan Soap Green Clay & Aloe Vera, Aromacology - tym razem zużyłam wersję z zieloną glinką i aloesem. Tak jak pisałam w poprzednim denko LINK, jestem ogromna fanką tych mydeł w kostce i zdecydowanie je polecam. Zielona kostka do końca wymydlania zachowała swój kształt. Samo mydło bardzo dobrze oczyszcza skórę i pozostawia ją lekko nawilżoną. Skład: Sodium Palmate, Aqua, Sodium Palm Kernelate, Kaolin, Parfum, Illite, Olea Europea Fruit Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Glycerin, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Etidronic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Linalool, Citral, CI 77891

- płyn do higieny jamy ustnej Plax Whitening, Colgate - po jego użyciu zawsze miałam wrażenie, że moje zęby stają się... niebieskie! Miał przyjemny, miętowy zapach. Nie za ostry (zero alkoholu!), ale odświeżający na dość długo. Całkiem OK produkt.

- krem barierowo - ochronny Sudocrem - znany wszystkim mamom i nie tylko krem leczący wszelkie podrażnienia skóry. Ja używam głównie na skórę podrażnioną po depilacją woskiem. Nie wyobrażam sobie, że nie mam go w łazience więc w użyciu kolejne opakowanie.  

- chusteczki antyperspiracyjne Medispirant, Alfoarm - fajny pomysł i całkiem dobre działanie jednak z czasem wiele chusteczek mi trochę podeschło i już nie działały jak na początku. Niby opakowanie było w porządku, jednak zdecydowanie "na świeżo" lepiej działały.  

DO TWARZY

- żel do mycia twarzy e.l.f. - miał mocno kokosowy zapach i wcale się nie pienił. Mimo swojej delikatności dość dobrze oczyszczał skórę i przygotowywał do dalszych zabiegów. Dostałam od koleżanki z UK.

- lekki krem nawilżająco-dotleniający do twarzy Baltic Home Spa, Ziaja - jejku jakie to jest CUDO! Miłość totalna od pierwszego użycia i jedyne do czego mogę się przyczepić to brak SPF! Ponieważ obecnie testuję w ramach Klubu Recenzentki Wizaż dwa inne kosmetyki z tej serii, to spodziewajcie się niebawem zbiorczej recenzji gdzie opiszę szerzej też ten krem. 

- krem rozświetlający Bio Beaute, Nuxe (mini) - miał piękny miodowy zapach i bardzo bogatą konsystencję. Jak na potrzeby mojej skóry nawet nieco zbyt bogatą, ale i tak zużyłam go z przyjemnością na noc :) Krem poprawiał koloryt skóry i dobrze ją wygładzał. Jeśli mają podobną wersję, ale przeznaczoną do skóry mieszanej to byłabym mocno zainteresowana. 

- zimowy krem Mroźna Żurawina ZIMA, Faberlic - w składzie kremu znajdziemy olej z nasion maliny, który zapobiega podrażnieniom oraz wyciąg z żurawiny łagodzący i wzmacniający skórę. Krem miał delikatny owocowy zapach i bardzo szybko się wchłaniał. Stosowałam go przez dwie zimy jako dodatkową ochronę w mroźne dni, na krem dzienny. Skóra była dzięki temu dobrze zabezpieczona, miękka w dotyku i odżywiona. Miałam też wrażenie, że było mi dzięki temu cieplej w buzię, zwłaszcza w bardzo mroźne dni. Oczywiście krem można też stosować samodzielnie. Szybko się wchłaniał i nie pozostawiał uczucia tłustej warstwy na skórze. Bardzo dobrze też współpracował z podkładem czy kremem BB. Na rynku coraz mniej jest kremów zimowych, zwłaszcza takich które nie są tłuste i nie powodują przetłuszczania się skóry czy wysypu trądziku. Ten z marki Faberlic zdecydowanie wart jest uwagi o ile... nadal będzie w sprzedaży w kolejnym sezonie. 

- serum z prebiotykami do skóry problematycznej BEAUTY.lab, Miya - z prawdziwym żalem skończyłam buteleczkę mojego ulubionego serium marki Miya. Dla potrzeb mojej mieszanej cery było ono wprost idealne! Niewykluczone więc, że wrócę do niego w przyszłości ;-) Więcej na temat tego kosmetyku możecie przeczytać na moim blogu LINK

- mleczko do demakijażu Naturally Good, Nivea - podobał mi się bardzo zapach tego kosmetyku i choć nie przepadam za formułą mleczka postanowiłam dać mu szansę. Produkt dostałam do przetestowania w ramach Klubu Nivea. Używałam go głównie do demakijażu skóry, do oczy zdecydowanie wolę formułę płynu micelarnego. Jednak te kilka razy gdy zmywałam mleczkiem oczy też były OK, więc to bardziej kwestia przyzwyczajenia. Mleczko było przyjemne w użyciu, delikatne ale zarazem skuteczne w zmywaniu makijażu. Sama pewnie bym go nie kupiła przez wspomniane wyżej preferencje do innych kosmetyków do demakijażu. Ale sam kosmetyk był OK. 

PRÓBKI

- mleczko Reve de miel, Nuxe - uwielbiam za zapach i super szybkie i mocne nawilżenie skóry. Może kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie?

- pianka do mycia twarzy Ginseng Royal Silk, Nature Republic - męski zapach sugerowałby, że to kosmetyk przeznaczony dla facetów. Kto by się jednak przejmował? Dobrze oczyszczał i nie podrażniał.

- krem na dzień z różeńcem górskim, Natura Siberica - przyjemny, lekki krem z SPF20. Niestety z powodu wojny już chyba raczej nie do dostania na rynku.

- krem do rak Bacche Di Goji, Derma Plus - na suche dłonie to było CUDO! 

- krem na dzień Cellular Filler, Nivea - przyjemny lekki krem. Gdybym nagle nie miała zapasów, to mogłabym nawet kupić pełne opakowanie ;-)

- krem na noc Sleep Potion Distillery, Avon - bardzo fajny krem na noc, taki jak lubię - otulający i mocno nawilżający. Uważam jednak, że cena za pełnowymiarowe opakowanie jest mocno przesadzona!

- krem Anew Vitale na dzień, Avon - kiedyś mój ulubieniec, ten jednak zdecydowanie się przeterminował.

MAKIJAŻ I ZAPACHY

- róż w kamieniu Heavenly Pink, Avon - zdecydowanie nie mój odcień i prawie nieużywany przeterminował się

- tusz do rzęs Ultimated Drama, Avon - szczoteczka z włosia więc tak jak lubię. Fajnie podkręcał rzęsy i bardzo go lubiłam. Niestety jego czas już minął. Może niebawem wrócę.

- krem BB, Missha - mój ulubiony krem i zarazem podkład bo większośc roku używam tylko jego. Kolor 23 jest trochę zbyt ziemisty dla mnie na letnie miesiące, ale na zimę był idealny. Ten krem BB kryje jak podkład i jak narazie nie znam nic lepszego dla mojej mieszanej cery!

- szminka w pudrze Powder Pen Mark, Avon - miałam kolor Free To Be i trochę za bardzo wpadał on według mnie w koralowy. Sama formuła bardzo mi odpowiadała, usta były matowe ale wyglądało to jakby kolor był wtopiony w skórę. 

- woda toaletowa Only Imagine, Avon - z bólem serca, ale zdecydowanie czas tego zapachu dawno już minął. Butelka Only Imagine jest niezwykła. Kształtem przypomina kroplę wody, której barwa przechodzi od fioletu poprzez róż, aż po żółty. Czubek butelki zwieńczony jest fioletową falbanką z materiału, która ma kojarzyć się z lekkością i ulotnością. I takie są te perfumy - lekkie i ulotne, jak marzenia. Zapach został wydany w 2013 roku, a jego głównymi nutami są owoce - zielone jabłko, maliny i jeżyny. W tzw. nucie serca możemy wyczuć fiołki, czarną porzeczkę i piwonię, z kolei nuty bazowe stanowi piżmo, cedr i drzewo sandałowe. Kompozycja lekka, kwiatowo - owocowa, a jak wiecie ja bardzo lubię takie warianty zapachowe. Nic więc dziwnego, że tak polubiłam Only Imagine! I to pomimo, że trwałość tego zapachu nie należy do największych. Only Imagine są delikatne, świeże, radosne. Wprawiają mnie zawsze w dobry humor. Był to zdecydowanie zapach na co dzień, na miłe rozpoczęcie dnia. 


Jak tam Wasze kosmetyczne zużycia? Znacie jakieś kosmetyki z mojego zestawienia? 

sobota, 30 kwietnia 2022

Relacja: targi kosmetyków naturalnych EKOCUDA we Wrocławiu

Relacja: targi kosmetyków naturalnych EKOCUDA we Wrocławiu


W dniach 26 - 27 marca 2022 odbyły się pierwsze we Wrocławiu targi Ekocuda. We wnętrzach Tarczyński Arena stadion zaprezentowały się marki kosmetyków naturalnych. Nie mogło zabraknąć mnie na tym wydarzeniu! Zapraszam do relacji.

Zrobione jest lepsze od zaplanowanego. Dlatego z lekkim poślizgiem dodaję relację z pierwszych we Wrocławiu Targów Kosmetyków Naturalnych Ekocuda, które odbyły się pod koniec marca tego roku. Nie były to oczywiście pierwsze tego typu targi w moim mieście, od kilka lat cyklicznie goszczą u nas targi Natual Beauty, o którym pisałam na moim blogu np. TUTAJ. Więcej linków do innych edycji Natural Beauty znajdziecie na końcu tego wpisu. 


Targi Kosmetyków Naturalnych Ekocuda odbywały się we wnętrzach stadionu Tarczyński Arena Wrocław. Sam stadion jest rzeczywiście dużym obiektem, gdzie z powodzeniem może zaprezentować się wielu wystawców. Jednak miejscówka jest zdecydowanie "na końcu świata", co przy aktualnych remontach ulic powoduje, że wyjazd na targi był prawdziwą wyprawą ;-) Miałam też to szczęście, że znam trochę wejścia na stadion i nie szukałam zbyt długo odpowiedniego. Sama impreza była zdecydowanie słabo widoczna, szczególnie dla odwiedzających przyjeżdżających komunikacją miejską. 

W targach udział pięćdziesięciu wystawców. Wśród marek wiele było takich, o których nigdy nie słyszałam. Tym bardziej więc byłam ciekawa czym się zajmują i jakie kosmetyki naturalne produkują. Nie będę oczywiście wymieniała i opisywała wszystkich, jedynie te które przykuły moją uwagę. Przy wejściu na targi dostałam płócienną torbę z logo Ekocuda. Taką torbę otrzymywał każdy z pierwszych tysiąca odwiedzających. Przydała się oczywiście na moje zakupy, o których wspomnę pod koniec tej recenzji. 

Wśród marek, które zdecydowanie ukradły moje serduszko już na wstępie wymienię AnMar Brush. Jest to producent szczotek do masażu ciała z naturalnych materiałów. Szczotki są po prostu PRZEPIĘKNE, a stoisko AnMar z daleka kusiło kolorami. Nie umiałam zdecydować się, która wersja kolorystyczne szczotki do ciała podoba mi się najbardziej. Szczotki miały też bardzo przyjazne ceny, nic więc dziwnego że dwie pojechały ze mną do domu ;-)

Avant - Gardiste to kolejna marka kosmetyczna, jaką poznałam podczas Ekocudów. Ich specjalnością są kosmetyki marokańskie - oleje arganowe, glinki, czarne mydło. Moja skóra nie przepada za olejowaniem i po kilku próbach przestałam interesować się tym rodzajem pielęgnacji. Dostałam jednak na stoisku próbkę oleju arganowego z dodatkiem olejku z drzewa herbacianego i muszę przyznać, że zdecydowanie lepiej zachowuje się on na mojej skórze niż te, które testowałam dotychczas. Przede wszystkim nie powoduje tak mocnego świecenia się skóry, a warstwa okluzyjna jest niewielka i nie drażni mnie. Na stoisku kusiło mnie też czarne mydło w wielu wersjach zapachowych, ale twardo opierałam się niezaplanowanym zakupom (zwłaszcza, że używam aktualnie innej marki). Mimo to marka Avant - Gardiste bardzo mnie zainteresowała i coś czuję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie. 

Z marek już mi znanych na Ekocudach swoje stoisko miał m.in. Mokosh, gdzie mogłam zapoznać się z ich jeszcze "ciepłą" nowością jakimi jest linia z bakuchiolem, w której znajdziemy wygładzające serum pod uczy oraz serum do twarzy. Moje największe zainteresowanie wzbudził jednak nawilżający lekki lotion do ciała o przepięknym zapachu drzewa sandałowego z bursztynem. Zapach marzenie!

Pierwszy raz widziałam na targach stoisko D'Alchemy, które swoją drogą było przepiękne! Na każdej takiej imprezie wyszukuję "najpiękniejszego stoiska" i tym razem D'Alchemy zdecydowanie wygrywa ;-) Marka jest mi trochę znana, używam ich serum do szyi i dekoltu. Dziwny przypadek, bo w próbkach mnie zachwyciło a już używane na co dzień nie robi takiego efektu "wow". Przyznaję jednak, że to może być problem z moją regularnością używania! 

Mydlarnia Cztery Szpaki oraz marka Nature Queen kusiły mnie kolorowymi opakowaniami i smakowitymi zapachami kosmetyków do twarzy i ciała. Udało mi się jednak oprzeć tej pokusie, choć głównie dlatego że mam spore zapasy, a jak wiadomo kosmetyki naturalne dość szybko powinny być używane. Nie ma więc sensu ich gromadzić na zapas. Jeśli jednak nigdy wcześniej nie byliście na żadnych targach kosmetycznych, to ich urok polega właśnie głównie na tym, że wszystko można powąchać, popróbować, sprawdzić konsystencję, zapach i.. totalnie się zakochać ;-) Dlatego tak lubię tego typu wydarzenia!

Na targach było mnóstwo marek, które specjalizują się w produkcji sojowych świec zapachowych. Jak na targi kosmetyczne było tych stoisk naprawdę sporo. Spośród nich moją uwagę przykuły Ładne Kwiatki. Ich świece miały niespotykane kompozycje zapachowe, śliczny design opakowań i ogromnie mi się podobały.    

Co zatem kupiłam podczas targów? Szczotkę do biustu (!) oraz szczoteczkę do rąk z naturalnego włosia marki AnMar Brush, glinkę z werbeną Avant - Gardiste jako prezent dla przyjaciółki (bardzo jej odpowiada, zwłaszcza zapach!) oraz nowości marki La-Le. Tak marka La-Le znów mnie pokusiła ;-) Kupiłam wcierkę do włosów i to zarówno dla siebie, jak i na prezent dla mamy i bratowej. A dla taty męski hydrolat do twarzy. I z tego miejsca już obiecuję, że przygotuję wpis z recenzjami kosmetykami marki La-Le, bo pojawia się ich u mnie dość sporo ;-) 


Cieszę się, że Ekocuda zawitały do Wrocławia i że mogłam poznać nowe marki kosmetyków naturalnych. Lubicie tego typu imprezy? Uczestniczycie w targach kosmetyków naturalnych? Dajcie znać w komentarzach! 


Relacje z innych targów - Natural Beauty:

Targi Natural Beauty kwiecień 2018 

Targi Natural Beauty wrzesień 2018

Targi Natural Beauty grudzień 2018

Targi Natural Beauty październik 2019

sobota, 2 kwietnia 2022

Recenzja: różane kosmetyki MAUDI Naturals

Recenzja: różane kosmetyki MAUDI Naturals

Ponad rok temu pisałam Wam o moim pierwszym spotkaniu z produktami MAUDI Naturals. To była miłość od pierwszego użycia! Dlatego widząc na półce drogerii nowości tej marki nie wahałam się włożyć ich do koszyka. Zapraszam do lektury moich wrażeń ze stosowania Szamponu do włosów z hydrolatem różanym, Mydła w płynie z hydrolatem różanym oraz Różanego mydła czarnego. 

Jak być może pamiętacie z mojego poprzedniego wpisu o kosmetykach MAUDI Naturals (w którym było m.in. o genialnych peelingach LINK), produkty te cechuje prosty skład oraz surowce pochodzenia naturalnego. Zwróćcie uwagę na opis wykorzystanych składników pod recenzjami! Wszystkie opisywane dziś kosmetyki kupiłam sobie samodzielnie w SuperPharm. Z tego co widzę oprócz mojej ulubionej linii różanej mydła, żele i szampony są też w serii Hydrolat z Kwiatów Pomarańczy, Hydrolat Rumiankowy oraz Hydrolat Aloesowy. 

Szampon do włosów z hydrolatem różanym MAUDI Naturals

Dawno nie opisywałam żadnego produktu przeznaczonego do włosów, dlatego dzisiaj zacznę właśnie "od głowy". Formuła szamponu została stworzona na bazie hydrolatu z róży damasceńskiej z dodatkiem Pantenolu i ekstraktu z bawełny. Szampon jest bardzo delikatny i zalecany do każdego rodzaju włosów. Ma przyjemny zapach różany i opakowanie z wygodną pompką. Nie pieni się mocno podczas nakładania na wilgotne włosy i mimo, że ja lubię dużo piany, to nauczyliśmy się współpracować. Szampon delikatnie oczyszcza włosy i skórę głowy z zanieczyszczeń. Ma działanie nawilżające i nie powoduje podrażnienia skalpu. Jest przeznaczony nawet do codziennego stosowania.

Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Coco Glucoside, Rosa Damascena Flower Water, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Panthenol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Lactic Acid, Citric Acid

Mydło w płynie z hydrolatem różanym MAUDI Naturals

Wygląda nieomal identycznie jak szampon i żel z tej samej serii, jego opakowanie to także butelka o pojemności 300 ml zakończona pompką ułatwiającą dozowanie. Mydło delikatnie oczyszcza skórę i nie powoduje jej wysuszania. W składzie obok środków myjących pochodzenia roślinnego znajdziemy hydrolat z róży damasceńskiej, Pantenol i wyciąg z aceroli. Ma piękny, różany zapach (kwiatowy, nie babciny!) i umiarkowanie się pieni. Myślę, że żel pod prysznic z tej serii może mieć bardzo podobne właściwości. Nie kupiłam go do testowania ze względu na duże zapasy żeli - musiałby długo czekać na zużycie. 

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Coco Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Rosa Damascena Flower Water, Panthenol, Malpighia Glabra (Acerola) Fruit Extract, Glyceryl Oleate, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Citric Acid, Parfum

Różane Mydło czarne MAUDI Naturals

Czarne mydło od wieków jest wyrabiane tradycyjnymi metodami przez mieszkańców Maroka, a do jego produkcji wykorzystywane są tylko dwa składniki: macerowane czarne lub zielone oliwki oraz oliwa z oliwek. Kosmetyk ten ma konsystencję pasty o charakterystycznym zapachu i kolorze. Mimo określenia "czarne" kolor może być zielonkawy, brązowy lub złocisty. Czarne mydło oprócz właściwości oczyszczających doskonale odżywia i regeneruje skórę, także tą problematyczną. Pozostawia na skórze delikatną warstwę okluzyjną, która zmiękcza i chroni naskórek. Zawarta w oliwkach witamina E działają jak naturalny antyoksydant, a witamina F chroni skórę przed utratą wilgoci. 

Czarne mydło dobrze sprawdza się także do mycia włosów, jako naturalny peeling enzymatyczny, maska na twarz (normalizuje wydzielania sebum) czy pasta do prania. Kosmetyk jest odpowiedni właściwie dla każdego rodzaju cery, zarówno dorosłych jak i dzieci. Różane Mydło Czarne MAUDI Naturals zawiera dodatkowo  olej z róży damasceńskiej, który dzięki dużej zawartości witaminy C rozjaśnia przebarwienia i działa regenerująco na skórę. Do używania czarnego mydła trzeba się nieco przyzwyczaić. Pastę nakładamy dłonią na skórę i masujemy. Warto czasami pozostawić kosmetyk na skórze kilka minut i dopiero po chwili spłukać ciepłą wodą. Uwaga pod prysznicem, resztki pasty w kontakcie z wodą stają się bardzo śliskie.

Skład: Aqua, Olea Europea Oil, Potassium Hydroxide, Rosa Damascena Oil 

Zdecydowanie moim faworytem dzisiejszej recenzji jest Różane Mydło Czarne. Skóra jest po nim miękka i odżywiona. Jak widać jest to też produkt o szerokim zastosowaniu. Z tego co widzę na stronie producenta kosmetyk ten marka ma także w wersji "saute" czyli samego mydła czarnego lub z dodatkiem czarnuszki. To ostatnie szczególnie polecane jest do cer tłustych i z niedoskonałościami. Muszę przyznać, że moje kolejne spotkanie z kosmetykami MAUDI Naturals jest bardzo udane. Przypomnę tylko, że produkty ten marki możecie znaleźć w SuperPharm, ale także w drogerii Natura, lub drogerii internetowej makeup.plUżywaliście kiedyś czarnego mydła lub innych kosmetyków MAUDI?   



 


niedziela, 13 marca 2022

Denko styczeń i luty 2022

Denko styczeń i luty 2022

 Coś ciężko zebrać mi się za opisywanie ostatnich zużyć... Jednak opakowania po kosmetykach zaczynają już nie mieścić się z moim denkowym kartoniku, co skutecznie motywuje mnie do pracy ;-) W styczniu i lutym zużyłam 68 pełnowymiarowych kosmetyków, 4 miniprodukty i 2 próbki. Wśród pełnowymiarowych kosmetyków było 48 kosmetyków do makijażu w tym aż 42 lakierów do paznokci, wśród których zrobiłam porządne czystki. Zapraszam po szczegóły!

Czystkę w lakierach do paznokci planowałam już dawno. Większość tych produktów miałam już od prawie 10 lat! Zdecydowanie nie chciałabym ryzykować nakładania ich na moją płytkę, zwłaszcza ze ciągle walczę z bardzo kruchymi paznokciami! No i ostatnie ponad 2 lata cały czas nosiłam hybrydy. Te lakiery już dawno powinny być wyrzucone! 

DO CIAŁA I HIGIENA

- morski żel rozjaśniający włosy GdanSkin, Ziaja - miał zapewniać rozjaśnione słońcem pasemka i planowałam używać go oczywiście latem. Ale tak planowałam, że zapomniałam i tak przeleżał kilka sezonów, aż się przeterminował. Dlatego nic o nim Wam nie powiem.

- mini peeling do stóp Its Magical Time, Balea - kosmetyk z kalendarza adwentowego Balea. Dobry zdzierak, wielkość dla moich potrzeb idealna :D Do tego pachniał migdałami!

- mini balsam do ciała Its Magical Time, Balea - miniaturka balsamu o słodkim zapachu karmelu i migdałów. Nawilżenie nie było jakoś mocne, ale dla mnie wystarczające.

- mini balsam DermaSpa, Dove - śliczny zapach i fajne nawilżenie skóry. Już kiedyś miałam w dużym opakowaniu.

- próbka eliksiru Hemp Sublime, Selective Professional - ostatnia zachomikowana próbka cudownego produktu do włosów, o którym pisałam daaawnoooo LINK. Nawet nie wiem, czy jest jeszcze w sprzedaży.

- mydła Vegan Soap, Aromacology - moje ulubione i w końcu mam pretekst, żeby Wam trochę o nich napisać! Kupuję je w Action i o ile na początku zaopatrywałam się w duże ich zapasy, to teraz widzę, że są normalnie dostępne i nie trzeba ich chomikować po szafach ;) Seria Vegan Soap ma cztery wersje: czarne - Charcoal, zielone - Green Clay & Aloe Vera, fioletowe - White Clay & Lavender oraz różowe - Red Clay & Damask Rose. Wszystkie mydła zapakowane są w kartonowe opakowania, mają po 100 gram, są wegańskie i mają 98% składników pochodzenia naturalnego. Mydła mają kształt prostokąta i do końca zachowują swoją zwartą postać - żadnego rozciapywania się. 

Mydło Vegan Soap Charcoal - z aktywnym węglem. Ma czarny kolor, który z czasem używania robi się bardziej szary. Dobrze oczyszcza skórę i jej nie wysusza. Skład: Sodium Palmate, Aqua, Sodium Palm Kernelate, Glyćerin, Charcoal Powder, Kaolin, Decyl Glucoside, Parfum, Sodium Chloride, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Sodium Hydrohide, Etidronic Acid, Pentaerythrityl, Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Butylpenthyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal

Mydło Vegan Soap White Clay & Lavender - z białą glinką, ekstraktem z lawendy i oliwy z oliwek. Ma kremową barwę i pięknie pachnie lawendą (a kiedyś nie znosiłam tego zapachu hihih!). Delikatnie oczyszcza skórę i jej nie wysusza. Dość dobrze się pieni. Skład: Sodium Palmate, Aqua, Sodium Palm Kernelate, Kaolin, Parfum, Olea Europea Fruit Oil, Lavandulla Angustifoila Flower Extract, Glycerin, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Etidronic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Linalool, Coumarin, Geraniol, CI77891

- deo kulka Action Control Anti Heat Peaks, Garnier - kolejny ulubieniec. Pudrowy zapach i skuteczna ochrona przeciw poceniu. To moje kolejne opakowanie i wrócę z pewnością! 

- pianka pod prysznic Cloudberry & Lychee Blossom, Being by Sanctuary - miała śliczny owocowy zapach, niestety dość ciężko wydobywała się z opakowania. Gęsta pianka dobrze oczyszczała skórę i nie powodowała jej wysuszania. Jednak przez te problemy z aplikacją jakoś nie specjalnie mnie do siebie przekonała. Wolę tego typu produkty np. z Balea.

- żel do higieny intymnej Tymianek, Tess - kolejny ulubieniec wśród produktów do higieny. O wszystkich wersjach tych żeli pisałam na blogu LINK

- balsam do ciała Sprakling Collection, Oriflame - perfumowany balsam o przyjemnym zapachu. Poprawnie nawilżał skórę i ładnie pachniał. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, więc nie widzę potrzeby wracania. 

- żel pod prysznic Let's Flamingle, Imperial Leathers - ostatni z testowanych przeze mnie żeli tej marki o słodkim zapachu liczi i malin. Tak jak pisałam w poprzednim denko LINK jestem zachwycona tymi żelami i nie wykluczam powrotu do nich w przyszłości.

- puder leczniczy, Daktarin - traktuję jak kosmetyk, choć to produkt bardziej medyczny. Dla osób, które często korzystają z basenu czy siłowni produkt wręcz obowiązkowy! Tworzy na skórze pudrową powłokę, która chroni przed zakażeniem grzybicą stóp. Polecam, bardzo wygodny i skuteczny. 

- balsam Green Tea Naturals, Avon - miał przyjemny, energetyzujący zapach zielonej herbaty i werbeny. Lekki, dość szybko się wchłaniał i umożliwiał dokładania produktu w razie potrzeby. Nie jest to otulające masło, raczej lekki lotion do skóry. Jak na moje potrzeby wystarczający (mam jeszcze kilka innych wersji zapachowych i chcę w końcu zużyć :D)

- szampon Daily Hydration, Shea Moisture - Zawierał on olejki kokosowy oraz shea, a także mleko kokosowe. To dzięki tym składnikom szampon pachniał jak świeży kokos! Receptura wolna od siarczanów, parabenów, ftalanów, parafiny, olejów naturalnych, nafty, formaldehydu i propylenu. Kosmetyk jest wegański i nie stosowany na zwierzętach. Podczas mycia nie pienił się. Delikatnie oczyszczał skórę i włosy z zanieczyszczeń. Niestety bardzo mocno obciążał moje włosy, stawały się oklapnięte i szybko się przetłuszczały. Zdecydowanie jest to kosmetyk dla posiadaczek suchych włosów, zniszczonych. Skład: Aqua, Decyl Glucoside, Sodium Lauroyl Lacylate, Glycol Distearate, Glycol Stearate, Sodium Cocoyl Isethionate, Cocamidopropyl Betaine, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Propanediol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Panthenol, Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice, Polyquaternium-7, Sodium Phytate, Laminaria Digitata Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Acacia Senegal Gum, Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, Tocopherol, Coconut Acid, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Rosa Canina (Dog Rose) Fruit Oil, Sodium Chloride, Triethyl Citrate, Cocos Nucifera (Coconut) Water, Sodium Benzocite, Citric Acid, Benzoic Acid, Parfum, Lactic Acid, Potassium Sorbate, Tetrasodium EDTA, Glyceryl Caprylate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Benzyl Salicylate, Coumarin, Linalool.

DO TWARZY

- pianka Deep Clear Moisture Foam Cleanser, SUR. +MEDIC - nawilżająca pianka oczyszczająca, po której skóra była tak czysta, że aż "skrzypiała". Mimo to nie była wcale wysuszona, czy podrażniona! Zawierała kwasy AHA, które złuszczały martwy naskórek oraz łagodzący pantenol i ekstrakty roślinne. Nakładałam ją na delikatnie wilgotną skórę, a podczas masowania zamieniała się w pienisty żel. Jak wiele tego typu produktów oczyszczających była prawdziwym tytanem wydajności. I mimo, że była wspaniała to serio miałam jej już trochę dość pod koniec :D 

- oczyszczający żel do mycia twarzy BIO, Marilou - w składzie znajduje się m.in. woda z bławatka, która ma za zadanie wygładzenie i zmiękczenie skóry. W plastykowej tubce znajduje się 75ml żelu o dość wodnistej konsystencji. Wystarczy jednak niewielka jego ilość, aby oczyścić skórę twarzy i szyi. Zapach świeży, delikatnie ziołowy, odprężający. Żel dobrze oczyszczał skórę z zanieczyszczeń i łoju, a przy tym nie wysuszał jej i nie podrażniał. Ma łagodną bazę bez SLS i SLES. Podczas mycia delikatnie się pieni. Skóra jest po nim oczyszczona, odświeżona i przygotowana do dalszych zabiegów. Widziałam wiele recenzji, w których użytkowniczki skarżyły się na jego niską wydajność. Nie zauważyłam, żeby była ona gorsza niż innych kosmetyków do oczyszczania twarzy, ale samo opakowanie jest nieco mniejsze niż "standardowo". Może to dlatego takie opinie? Moim zdaniem kosmetyk był bardzo fajny, dobrze radził sobie z problemami mojej skóry mieszanej i był przyjemny w użytkowaniu. Skład: Aqua (Water), Centaurea Cyanus Flower Water*, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Ammonium Lauryl Sulfate, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Cocoglucoside, Glyceryl Oleate, Parfum (Fragrance), Benzoic Acid, Citric Acid, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Tocopherol, Limonene, Linalool.

- fitoaktywny tonik-esencja nawilżający, Uzdrovisco - bardzo lubię zapachy kosmetyków tej marki, zwłaszcza serii z rokitnikiem, do której należał także tonik. Ponieważ planuję, że w końcu zrobię wpis recenzję kosmetyków tej marki, to teraz napiszę tylko krótko - sztos!

- peeling enzymatyczny, Esito - tu niestety nie mogę nic powiedzieć, bo kosmetyk mimo zamknięcia chyba się przeterminował. W każdym razie po otwarciu okropnie cuchnął i miał dziwną konsystencję. Niestety kosmetyki naturalne mają to do siebie, że nie można ich przechowywać.

- krem Collagen Specialist, Vichy - wygrałam w konkursie SuperPharm i trochę o nim zapomniałam :) Ostatecznie zużyłam go głównie na noc, mimo że nadawał skórze kolorytu i raczej był przeznaczony na dzień. Miał jednak bardzo odżywczą formułę i dość intensywnie pachniał, co trochę przeszkadzało mi w ciągu dnia. Mocno wygładzał skórę, to było aż widoczne gołym okiem! Miałam jednak wrażenie, że działa mocno na powierzchni, a pod spodem skóra jest słabo nawilżona. Nie wiem jak to wytłumaczyć - to oczywiście moja odczucia ;) Jako krem wyrównujący koloryt i wygładzający sprawdził się wyśmienicie, ja jednak potrzebowałam mocniejszego nawilżenia. 

- intensywny krem na noc, Ayumi - za to ten krem zaskoczył mnie na całej linii! W kremach na noc lubię formułę otulającą, lubię jak moja skóra jest taka ukojona i ugłaskana przed snem. I ten krem zdecydowanie był taki pielęgnujący i otulający. Miał przyjemny zapach, bardzo dobrze nawilżał i odżywiał moją skórę i jeśli znajdę go gdzieś w PL to być może znów się spotkamy (dostałam go od koleżanki z UK).

- mini żel do mycia twarzy NutraEffects, Avon - odświeżający żel do mycia twarzy o przyjemnym zapachu. Jego główną zaletą był niewielki rozmiar, dzięki czemu mogłam wozić go w podróżnej kosmetyczce ;)

- próbka kremu Timeexpert Rides Germaine de Capuccucini - próbka hiszpańskiego kremu o bogatej, odżywczej formule. Sam krem nieco zbyt odżywczy jak na moje potrzeby. No i kto robi takie próbki, które tak ciężko otworzyć? ;/

- plasterki na wypryski, Isana - mimo, że nie wypadły najlepiej w moim teście plasterków LINK, to jak widać i tak czasami do nich wracam ;)

- maseczka i peeling do twarzy Its Magical Time, Balea - Zgodnie z informacją na opakowaniu maseczka Moon Milk Maske zawierała mleko migdałowe, ekstrakt z różeńca i zapach cynamonu. Była bardzo kremowa i pachniała świętami Bożego Narodzenia  Maseczka miała różowy kolor, a saszetka z powodzeniem wystarczyła mi na dwie obfite aplikacje. Po aplikacji kosmetyku moja skóra była intensywnie nawilżona, delikatniejsza w dotyku i wyraźnie wygładzona. Za to peeling pachniał jak prawdziwe BUENO! Ten zapach był po prostu cudowny, słodki i bardzo miło mi się kojarzył.  Peeling miał w sobie ostre drobiny ścierające. Trzeba było uważać, żeby nie pocierać twarzy zbyt mocno. Jedna saszetka była dość spora i wystarczyła mi na użycie zarówno na twarzy, jak i na szyi i dekolcie. Skóra była pięknie oczyszczona, gładziutka w dotyku i rozpromieniona. Bardzo fajne kosmetyki, no i te zapachy! 

MAKIJAŻ I ZAPACHY

Oprócz wspominanych na początku 42 lakierów do paznokci (w tym kilka odżywek) do śmietnika wyrzuciłam trochę innych kosmetyków, które były już bardzo stare lub zniszczone. I tak do denka trafiły m.in.

- perfumetka Sassy Swirls Vanilla Bean, Avon - nie przepadam za zapachem wanilii poza ciastem, więc nie wiem czemu ja ją w sumie miałam? ;>

- rozgrzewający scrub do skórek, Avon - to jakiś wynalazek, którego i tak nie używałam

- kredki do oczu Sephora - złota i dwie żółte. Były fajne i niewielkie, ale naprawdę miałam je już bardzo długo.

- wygładzająca baza-primer w kompakcie, Avon - nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu przyzwyczaję się do używania bazy pod podkład...

- rozświetlacz w kamieniu Golden Oportunity, Revolution - jak widać zaliczył mocny wypadek, a że mam sporo innych rozswietlaczy więc nie miałam motywacji żeby go ratować. 


Na tym kończę moje pierwsze denko w 2022 roku. Jak tam Wasze zużycia? Udaje się Wam powoli wygrzebywać z zapasów? 

Copyright © Nostami blog , Blogger