środa, 27 lipca 2022

Denko maj i czerwiec 2022

Denko maj i czerwiec 2022

Jak patrzę na to denko, to wydaje mi się jakoś takie malutkie. A przecież jest tutaj aż 26 pełnowymiarowych opakowań kosmetyków! Są sprawdzone perełki i fajne nowości, zapraszam Was na porcję minirecenzji produktów, które zużyłam w ostatnim czasie do samego dna. 

W ramach przypomnienie wspomnę, że kosmetyki których nazwy zapisuję kolorem zielonym to totalne sztosy i HIT-y, które polecam bardzo bardzo. Czerwonym kolorem oznaczam produkty, które u mnie się nie sprawdziły. Czarny kolor jest zarezerwowany dla kosmetyków, które były poprawne w działaniu, ale bez ogromnego zachwytu, takie "OK" po prostu. Wspomnę jeszcze, że nic nie motywuje mnie tak mocno do opisywania denko jak zwiększająca się sterta "nowo zużytych" kosmetyków :)

DO CIAŁA I HIGIENA

- żel do higieny intymnej Nagietek, Tess - żele tej marki to moi faworyci i ulubieńcy od lat! Pisałam Wam o nich post LINK. Ciężko je dostać, ale są warte każdego wysiłku aby je zdobyć <3

- suchy szampon Dry Shampoo Instant Refresh, Schwarzkopf - miał piękny zapach i nie bielił włosów. Mam jednak wrażenie, że był o wiele mniej wydajny od stosowanych przeze mnie szamponów Batiste. Dostałam w prezencie od koleżanki. Raczej zostaje przy Batiste.

- dezodorant w sprayu Golden Summers, Balea - zużywałam go baaardzo długo, ale głównie dlatego że nie używam sprayów na co dzień, więc większość czasu stał i kurzył się na półce. Producent zapewnia, że pachnie on jak "orzeźwiający letni dzień pod palmami" ;) To produkt z mojego pierwszego SWOP-a na DressCloud! Był poprawny, ale dalej pozostaję głównie przy deo z kulce.

- antyperspirant Bloker, Ziaja - to moje kolejne podejście do tematu i zazwyczaj kończy się tak samo. Rozpoczynam kurację, trwam w niej około tygodnia i zapominam ;) Mimo wszystko, jak za niewielkie pieniądze Ziaja daje fajny produkt i jeśli nie macie problemów z nadmiernym poceniem się, to może być dla Was idealna opcja. Zapach i działanie są spoko!

- żel pod prysznic Love In Bloom Senses, Avon - lubię tę avonowskie żele i zazwyczaj mam jakiś w swoich zapasach. Tym razem zużyłam totalnie ostatni, więc TADAAM pierwszy raz od kilku lat mogę sobie w końcu jakiś nowy zamówić :D Żel miał piękny, jaśminowy zapach i fioletowy kolorek <3

- żel pod prysznic Stern Frucht & Melone, Balea - bardzo słodki, owocowy kosmetyk, którym wprowadzałam się w wakacyjny nastrój ;) Żel nie wysuszał skóry, ładnie pachniał i miał energetyczny, różowy kolor. Żele Balea to także moi faworyci, co widać po ilości ich zużyć w denko :D

- ujędrniające serum do dekoltu Haevenly Hydration Planet Spa, Avon - świetne, szybko wchłaniające się serum do okolic biustu i dekoltu o oliwkowym zapachu. To moje kolejne opakowanie i lubię do niego wracać. 

- mydło Vegan Soap, Aromacology - tym razem wersja z białą glinką i lawendą. Uwielbiam te kostki! Pisałam o nim w pierwszym denko tegorocznym LINK. Niedawno kupiłam też nowe wersje. Zdecydowanie to moje tegoroczne odkrycie!

- kostka Sprudel Badetab oraz sól do kąpieli Erhol Dich, Balea - nie mam wanny, więc kąpiel to dla mnie zawsze coś nowego ;) Produkty do kąpieli Balea bardzo lubię, bo mają ładne zapachy i nie wysuszają mojej skóry. Kostka miała nieco dziecięcą woń, za to sól to taki zdecydowanie kobiecy umilacz - słodki, owocowy zapach granatu i lekko różowa woda ;)

- żel aloesowy Bikini, Bielenda - wszelkiego rodzaju żele do ciała to produkty, które u mnie zawsze się zużyją. I choć zdecydowanym faworytem jest od lat Holika Holika, to żel Bielendy jako zdecydowanie tańszy również mogę polecić. Żel ma morską barwę, przyjemny, delikatny zapach i bardzo dobrze radzi sobie z nawilżeniem skóry, także tej podrażnionej przez słońce. Potrzebuje nieco więcej czasu na wchłonięcie (zwłaszcza, gdy nałożymy go grubszą warstwą). Skóra jest po nim od razu wygładzona i miękka. Żel dostałam od koleżanki z DressCloud w prezencie.

- body lotion Cocktail Collection Naturals, Avon - miałam w tym roku postanowienie noworoczne, żeby zużyć swoją kolekcję balsamów do ciała. Idzie średnio szybko, ale każde zużycie cieszy :D Lotiony serii Naturals z Avonu lubię za lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję i ładne zapachy. Dla mojej normalnej skóry nawilżenie jakie dają jest w porządku, myślę jednak że posiadaczkom suchej skóry może być ono jednak niewystarczające. 

- body lotion Cosmo Cat, Balea - kosmetyk Balea w porównaniu z Avonowym zdecydowanie więcej potrzebował czasu na wchłonięcie się (choć dalej było to dość krótko, bo to w końcu lotiony!). Zapach był słodki, ciasteczkowy. Porównując oba kosmetyki ze sobą (bo akurat używałam ich jeden po drugim), to Avon bardziej mi się spodobał. Mam jednak wrażenie, że Balea dawał większe otulenie skóry. Lotion Cosmo Cat dostałam w prezencie od koleżanki z DressCloud. 

DO TWARZY

- plasterki na wypryski Czysta Skóra, Isana - mimo, że w mojej recenzji plasterków tego typu LINK  nie dostały najwyższej noty, to jak widać używam ich najczęściej. Ich główną zaletą jest niska cena i dobra dostępność. Polecam każdemu, kto boryka się z problemem pojawiających się, nieplanowanych skórnych przyjaciół.

- żel delikatnie oczyszczający przeciw niedoskonałościom, Mixa - produkty tej marki uwielbiam! Mam takie trio, po które sięgam od czasu do czasu i wśród nich jest właśnie ten żel. Naprawdę nie wiem jak to się stało, że nie opisałam go porządniej na blogu. Obiecuję poprawę! Na zachętę dodam tylko, że mimo że kosmetyk jest przeznaczony do cery z niedoskonałościami, to jego działanie jest bardzo delikatne i nie ma obaw o wysuszenie skóry! 

- woda micelarna Flower Essence Jaśmin, AA - oh co to był za cudny kosmetyk! W środku pływały złociste płatki kwiatków i aż żałuję, że nie zrobiłam mu zdjęcia jak jeszcze był pełny ;-) Podczas używania jednak płatki przyklejały się do skóry, co było trochę wkurzające. Z czasem wzięłam się na sposób i nabierając wodę na płatek kosmetyczny przecierałam skórę drugą stroną, czyli tam gdzie nie było płatków :D Woda była bardzo przyjemna, delikatna dla skóry. Pozostawiała skórę ładnie oczyszczoną, lekko błyszczącą o zdrowym, pięknym kolorycie. Ja używałam jej bardziej jako tonik, do demakijażu oczu okazała się jak dla mnie zbyt pachnąca. Sam w sobie kosmetyk bardzo przyjemny, a dostałam go w prezencie od koleżanki z DressCloud.

- nawilżająco-koloryzujący krem na dzień Nutraeffect, Avon - kiedyś mój ulubieniec, ale albo mu się zmieniła formuła, albo zmieniła się moja skóra, albo jedno i drugie. W każdym razie obecnie uważam go za ok, ale bez szału. No i też najbardziej lubiłam go używać wiosną, bo dość szybko nadawał mojej twarzy piękną opaleniznę. Obecnie znam więcej tego typu kosmetyków, które mają działanie opalające na skórę, ale kiedyś to była dla mnie totalna nowość i to właśnie ten krem był pierwszym z tego rodzaju, który używałam.  

- nawiżająca maska Juicy Jelly Mask, Bielenda - miałam fazę na te maski kiedyś, kupiłam wszystkie i nawet nie zrobiłam zbiorczego posta xD Nawilżająca maska Juicy Jelly Mask z arbuzem i aloesem miała piękny, czerwony kolor i drobinki, którymi wykonywało się delikatny peeling. Pachniała słodko, owocowo. Skóra po jej użyciu miała ładniejszy koloryt i była rozświetlona. W sumie szkoda, że nie zrobiłam wpisu porównującego zanim nie zużyłam tej maski ;) Ale i tak nie ma już ich chyba w sprzedaży :D

- krem pod oczy myEYEhero, Miya - o tym kosmetyku możecie przeczytać obszerną recenzję na moim blogu LINK. Jak widać okazał się też prawdziwym tytanem wydajności ;-) Ostatnio bardziej wolę produkty pod oczy w opakowaniu-tubce, ale kto wie może w przyszłości spotkamy się ponownie?

- matujący krem nawilżająco-ochronny do twarzy Care Sun+, Avon - od wieelu lat mój ulubieniec jeśli chodzi o filtry. Nigdy mnie nie podrażnił, twarz nie wygląda po nim jakby świeciła się jak latarnia i przede wszystkim nigdy nie zawiódł mnie też przy ochronie przeciwsłonecznej. Mam fototyp skóry I więc wiem co mówię ;-) Kolejną ważna cechą, która go wyróżnia to fakt, że mimo że jest produktem dedykowanym do twarzy, to można go z powodzeniem używać na całe ciało. Idealnie na wakacje żeby zabrać tylko jedną, niedużą choć wydajną tubkę ;-) W tym roku mam nieco większe porównanie wysokich filtrów także innych marek. Jednak jestem przekonana, że wrócę do tego kosmetyku w przyszłości. 

MASECZKI, PRÓBKI

- maska w płachcie Cherry, Orange Creatches - kupiona w Actionie za niecałe 3 zł miała za zadanie głównie uprzyjemnić mi wieczór i zadanie to spełniła :D Nie spodziewałabym się większych efektów po tego typu maskach, no chyba że używanych regularnie. PS. Oprócz tej maski zużyłam jeszcze cały zestaw innych, ale o nich to będzie niebawem wpis osobny ;-)

- próbka mleczny olejek Algi Morskie, Bielenda - miałam ją już któryś raz i któryś raz nie powaliła mnie na kolana. 

- próbka Multi Modeling, Ziaja - zapach tego serum nie przypadł mi do gustu i niestety jedyne co o nim pamiętam, to tą woń ;/

- peeling z brązowym cukrem i nasinami chia, Balea - za to ten kosmetyk to jest total miłość od pierwszego użycia!! Kupiłam w DM w Pradze, ale widziałam że w Polsce też jest. Drobiny cukru pod wpływem wody rozpuszczają się, a na skórze pozostaje delikatne warstwa okluzyjna. Peeling dobrze oczyszcza i złuszcza martwy naskórek, przyjemnie pachnie i jest naprawdę świetny. Żałuję, że nie ma go w wielkiej tubie, kupiłabym chętnie większe opakowanie <3 

- próbka krem BB, Missha - próbka kremu BB, który lubię i do którego wracam. Na lato wydaje się ten kolor nieco zbyt ziemisty, ale na skórze zawsze ładnie sie wtapia więc nie ma ryzyka.

- próbka maska na noc ALGOMASK, Sensum Mare - maska, której używałam jako krem na noc. Dostałam na targach kosmetyków naturalnych. Bardzo piękny zapach, kolor, działanie otulające, mocne nawilżenie, no cudo! 

- próbka kremu i serum Multivitamin Everyday, Missha - nie znałam pielęgnacyjnych produktów tej marki, a widzę że warto bliżej się im przyjrzeć. Takie duopakiety są idealne na wyjazdy!

- Energising Citrus Booster, Ingrid Cosmetics - lejąca konsystencja serum wylała mi się zaraz po otwarciu na wszystko dokoła... Jedyne więc co mogę powiedzieć, to że miało ładny, cytrusowy zapach.

próbka serum normalizujące I love serum, Soraya - mimo że opakowanie totalnie jest nie w moim guście, to sam kosmetyk okazał się bardzo fajny dla mojej skóry i chętnie poużywałabym go dłużej. 

- próbki kremu na dzień Seboom Face Boom, Bielenda - pomijając, że Bielenda robi najmniejsze objętościowo próbki i często po jednej dalej nic się nie wie, to sam krem całkiem w porządku. Przeszkadza mi jakoś zapach tej serii, mimo że mam krem na noc. Niby jest ładny, ale jakoś tak mi nie pasuje. 

MAKIJAŻ I ZAPACHY

- MATTE lipglos, Cien (Wibo) - kupiony zupełnie przypadkiem w Lidlu okazał się ukochaną pomadką matową, którą miałam baaardzooo długo. Zupełnie zmienił moje podejście do kosmetyków z marketów ;)

- matowa podmadka Adoring Love, Avon - jedna z moich ukochanych szminek, niestety mam podejrzenie, że zaraziłam ją wirusem opryszczki więc się żegnamy. Miałam ją też z pewnością dłużej niż 2 lata, więc to już jej czas. 

- woda zapachowa Hello Kitty, Avon - jako fanka Hello Kitty kupiłam sobie kiedyś te zapachowe wody dla dziewczynek, ale szczerze mówiąc są to kosmetyki dla dzieci więc właściwie to przeleżały tylko w szufladzie ;) Zapachy słodkie, cukierkowe jak to w wodach dla dzieci. 

- pomadka do ust malinowa, LaLe - miała ładny malinowy zapach i lekko barwiła usta na różowo. Jednak grzebanie w słoiczkach to coś czego z czasem coraz bardziej nie lubię ;/ 


Tym sposobem dobrnęliśmy do końca majowego i czerwcowego denko. Znacie kosmetyki, które Wam dzisiaj przedstawiłam? Jak się u Was sprawdziły? Jak Wam idzie zużywanie w połowie roku? 

czwartek, 7 lipca 2022

Recenzja: kosmetyki linii Age Perfect Cell Renew L'Oreal Paris

Recenzja: kosmetyki linii Age Perfect Cell Renew L'Oreal Paris

Linia kosmetyków Age Perfect Cell Renew L'Oreal Paris, wzbogacona o kompleks antyoksydantów, ma za zadanie rewitalizować skórę oraz przywracać jej witalność i jędrność. W składzie serii znajduje się krem na dzień z SPF30, krem na noc, serum oraz krem pod oczy. Przetestowałam je wszystkie! Poczytajcie dalej, jak się u mnie sprawdziły. 

Ostatnio kilkukrotnie dostałam się do testowania kosmetyków do pielęgnacji twarzy w ramach Klubu Recenzentki Wizaż. Wiele z nich okazało się dla mojej skóry prawdziwymi perełkami i chętnie podzielę się z Wami (stopniowo) ich recenzjami. Jako pierwsze testowałam kosmetyki Age Perfect Cell Renew marki L'Oreal Paris. Wyróżnia je obecność kompleksu antyoksydantów - naohesperdyny oraz witaminy E. Antyoksydanty pomagają chronić komórki macierzyste skóry przed działaniem wolnych rodników. Neohespedryna jest antyoksydantem pochodzącym z wyciągu z gorzkiej pomarańczy. Witamina E jest naturalnie występującym w skórze antyoksydantem, jednak z wiekiem jej poziom maleje (głównie wskutek działania czynników zewnętrznych), dlatego często możemy spotkać ją w składzie produktów wspomagających regenerację skóry. Kosmetyki Age Perfect Cell Renew w swoim składzie zawierają także kombuchę, wyciąg z trufli letniej i czarnej oraz adenozynę i kwas LHA. Wszystkie za wyjątkiem kremu pod oczy posiadają kwas hialuronowy. Pełny skład każdego z kosmetyków (dla zainteresowanych) znajdziecie na końcu opisu ich działania na mojej skórze. Tytułem wstępu przypomnę tylko, że mam cerę mieszaną, miejscami wrażliwą, z pojawiającymi się pierwszymi zmarszczkami mimicznymi głównie w okolicy oczu. 

Midnight serum Age Perfect Cell Renew

Piękna, szklana buteleczka serum ozdobi nie jedną toaletkę, czy półkę w łazience. Midnight serum mimo nazwy może być używane zarówno na noc, jak i w dziennej pielęgnacji. Jako lekki, wodnisty preparat powinien być stosowany w pierwszym kroku, czyli pod krem lub samodzielnie. Ja stosowałam serum głównie na noc, a na nie nakładałam krem z tej samej serii. 

Midnight serum ma lekko pomarańczowe zabarwienie i przyjemny zapach. Bardzo szybko wchłania się w skórę, która w wyniku jego działania jest rozświetlona i napięta. W składzie obok kompleksu antyoksydantów znajduje się także kombucha, kwas hialuronowy i skwalan. Ten ostatni składnik zmiękcza, nawilża i natłuszcza skórę, dzięki czemu staje się ona bardziej jędrna i gładsza. Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam, że rano skóra była w dobrej kondycji, wyglądała promiennie i młodziej.

Skład: Aqua, Dimethicone, Glycerin, Alcohol Denat, PEG-8, Dipropylene Glycol, Saccharomyces/Xylinum/Black Tea Ferment, Propylene Glycol, Polysilicone-11, BIS-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Tuber Aestivum Extract, Tuber Melanosporum Extract, Adenosine, Caprylyl Salicylic Acid, Neohesperidin Dihydrochalcone, Sodium Hyaluronate, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Tocopherol, Octyldodecanol, Squalane, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Biosaccharide GUM-4, Biotin, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Hydoxyethylcellulose, PEG-20 Methyl Glucose Sesquisterate, Poloxamer 338, Sodium Citrate, Xanthan Gum, BIS-PEG/PPG-16/16 PEG/PPG-16/16 Dimethicone, Caprylic/Capric Triglyceride, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, CI 14700 / RED 4, CI 19140 / Yellow 5, Pentaerythrityl Tetra-DI-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Salicylate, Parfum

Rewitalizujący krem na dzień z SPF30 Age Perfect Cell Renew 

Mam cerę mieszaną, bardzo wrażliwą na słońce (fototyp I). Używam kremów z wysokim filtrem przez cały rok. Wiele z nich ma tendencje do bielenia skóry, ale nie krem Age Perfect Cell Renew. Krem ma beżowo-pomarańczowy odcień, bardzo ładnie rozświetla skórę i nadaje jej zdrowy koloryt. Skóra wygląda na zdrowszą, jest jędrniejsza i gładsza w dotyku. Czasami rezygnowałam z makijażu, bo wyglądała tak ładnie! Niestety na początku wiosny kilka razy miałam też reakcje uczuleniowe, prawdopodobnie któryś ze składników kremu był na mnie zbyt silny. Miałam wtedy uczucie pieczenia i podrażnienia skóry. Reakcja na szczęście szybko mijała po odstawieniu kremu na jeden dzień. Osoby z wrażliwą skórą powinny jednak sprawdzić najpierw jak ich skóra zareaguje na składniki kremu. 

Skład: Aqua, Glycerin, Ethylhexyl Salicylate, Dimethicone, Octocrylene, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Cetyl Alcohol, Octyldodecanol, Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid, Ethylhexyl Triazone, Behenyl Alcohol, Isopropyl Isostearate, Triethanolamine, Perlite, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Lauroyl Lysine, Tuber Aestivum Extract, Tuber Melanosporum Extract, Adenosine, Caprylyl Salicylic Acid, Hydroxyacetophenone, Neohesperidin Dihydrochalcone, Saccharomyces/Xylinum/Black Tea Ferment, Sodium Hyaluronate, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Tocopherol, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Biotin, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Citric Acid, Dimethyl Isosorbide, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taureate Copolymer, Hydroxyethylcellulose, Isohexadecane, Myristic Acid, Palmitic Acid, PEG-100 Stearate, Poly C10-30 Alkyl Acrylate, Polysorbate 60, Polysorbate 80, Propylene Glycol, Sodium Citrate, Sodium Polyacrylate Starch, Sodium Stearoyl Glutamate, Sorbitan Isostearate, Sorbitan Oleate, Stearic Acid, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, CI 14700 / Red 4, CI 19140 / Yellow 5, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Salicylate, Parfum.

Regenerujący krem na noc Age Perfect Cell Renew

Przede wszystkim krem ma konsystencję masełka i działanie otulające, co uwielbiam w produktach na noc. Jest mocno odżywczy, gęsty, ma beżowy kolor i piękny zapach. Używanie go to prawdziwa przyjemność! Przy czym stosowany nawet w okolicy oczu nie podrażniał ich i nie powodował uczulenia. W składzie kremu znajduje się kompleks antyoksydantów, a także kombucha, wyciąg z trufli letniej i czarnej, adenozyna, kwas hialuronowy oraz kwas LHA. Przy regularnym stosowaniu kremu na noc skóra wyraźnie stała się gładsza i milsza w dotyku. Wygląda na zdrowszą, jest rozświetlona i dobrze nawilżona. Mam cerę mieszaną, a krem regenerujący Age Perfect sprawdził się u mnie bardzo dobrze zarówno na suchych, jak i na tłustych partiach skóry. Z całej serii to zdecydowanie mój ulubieniec! 

Skład: Aqua, Glycerin, Homosalate, Octocrylene, Ethylhexyl Salicylate, Alcohol Denat., Butyl Methoxydibenzoylmethane, Hydrogenated Polyisobutene, Bis-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Dimethicone, Octyldodecanol, Cetearyl Alcohol, PEG-100 Stearate, PEG-20, Cetyl Alcohol, Tuber Aestivum Extract, Tuber Melanosporum Extract, Adenosine, Caprylyl Salicylic Acid, Neohesperidin Dihydrochalcone, Saccharomyces/Xylinum/Black Tea Ferment, Sodium Hyaluronate, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Tocopherol, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Biotin, Cetearyl Glucoside, Citric Acid, Dimethyl Isosorbide, Glyceryl Stearate, Hydroxyethylcellulose, Propylene Glycol, Sodium Citrate, T-Butyl Alcohol, Xanthan Gum, Dimethiconol, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, CI 14700/Red 4, CI 19140/Yellow 5, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Dehydroacetate, Sodium Salicylate, Parfum.

Rozświetlający krem pod oczy Age Perfect Cell Renew   

Mam dość wrażliwą skórę w okolicach oczu i wiele kosmetyków mnie tutaj uczula. Pierwszy DUŻY plus dla rozświetlającego kremu pod oczy jest taki,  że ani razu nie spowodował u mnie uczucia pieczenia, czy najmniejszego dyskomfortu. Obok znanych już w całej serii Age Perfect składników zawiera też olej z pestek moreli oraz kofeinę. Dobrze poradził sobie z moimi cieniami pod oczami, mimo że są one u mnie cechą dziedziczną. Zdecydowanie są one jaśniejsze, a w niektóre dni nieomal niewidoczne (ogromny wpływ ma tutaj oczywiście m.in. odpowiednie nawodnienie!). Krem ma lekką konsystencję, jest bezwonny. Aplikator posiada metalową, zaokrągloną końcówkę. Długo się do niej przymierzałam, ale okazuje się, że niepotrzebnie się tak czaiłam. Końcówka przyjemnie chłodzi i masuje okolice oczu, zwłaszcza rano przynosi to ogromną ulgę. Krem można też oczywiście nakładać palcem, jak kto woli. Ja jednak zdecydowanie polecam mini masaż. 

Skład: Aqua, Glycerin, C15-19 Alkane, Alcohol Denat., Prunus Armeniaca Kernel Oil/Apricot Kernel Oil, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Dimethicone, Stearic Acid, Palmitic Acid, PEG-100 Stearate, Cera Alba/Beeswax, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Silica, Tuber Aestivum Extract, Tuber Melanosporum Extract, Adenosine, Caffeine, Caprylyl Salicylic Acid, Citric Acid, Lauroyl Lysine, Neohesperidin Dihydrochalcone, Oxothiazolidinecarboxylic Acid, Saccharomyces/Xylinum/Black Tea Ferment, Triethanolamine, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Tocopherol, Octyldodecanol, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Biotin, CI 77891/Titanium Dioxide, Hydroxyethylcellulose, Isohexadecane, Myristic Acid, PEG-20 Stearate, Polysorbate 80, Propylene Glycol, Sodium Citrate, Sorbitan Oleate, Synthetic Fluorphlogpite, Tin Oxide, Dimethiconol, CI 16035/Red 40, CI 19140/Yellow 5, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Salicylate. 

Podsumowując serię kosmetyków Age Perfect Cell Rewiew L'Oreal Paris muszę wspomnieć o pięknym zapachu, charakterystycznym dla wszystkich produktów (prócz kremu pod oczy). Najbardziej spodobało mi się działanie na mojej skórze kremu na noc oraz pod oczy. Serum także dobrze wpłynęło na poprawę jędrności i kolorytu mojej cery. Jeśli czytacie mojego bloga już jakiś czas, to być może pamiętacie, że testowałam kiedyś inna linię tej samej marki - Revitalift Cicacream. TUTAJ znajdziecie jej recenzję. Kolejny raz przekonałam się, że marka L'Oreal Paris ma w swojej ofercie całkiem fajne kosmetyki. Używacie kosmetyków przeciwzmarszczkowych? Dajcie znać w komentarzach o Waszych faworytach! 


piątek, 13 maja 2022

Denko marzec i kwiecień 2022

 Denko marzec i kwiecień 2022

Nie wiem jak Wam, ale mi ostatnie dni i tygodnie mijają znacznie szybciej niż poprzednie. Wiosna wybuchła w całej okazałości i powoli zmieniam kosmetyki do pielęgnacji na te lżejsze, letnie. Zapraszam na zestawienie kosmetyków, które zużyłam w ostatnich dwóch miesiącach. Jest kilka prawdziwych perełek!

W marcu i kwietniu zużyłam w sumie aż 33 pełnowymiarowe kosmetyki, 1 mini oraz 7 próbek. Wśród tych "pełnych" znalazły się 4 produkty do makijażu oraz perfumy. Jeśli obserwujecie mnie dłuższy czas, to zapewne zorientowaliście się, że zapachy to moja pięta Achillesowa - ich zużywanie idzie mi ogromnie wolno. Nie oznacza to, że nie używam perfum jednak rzeczywiście jestem w tym działaniu dość oszczędna. 

DO CIAŁA

- żel pod prysznic Magic Wonderland, Balea - lubię żele pod prysznic tej marki i to zarówno wersje kremowe, jak i te "przeźroczyste". Magic Wonderland był akurat kremowy i miał kwiatowy zapach, w którym mocno czułam piwonie. Dobrze się pienił i nie wysuszał skóry. 

- żel pod prysznic Coconut, The Body Shop - do dziś nie wiem czemu kupiłam sobie akurat tą wersję zapachową żelu, bo nigdy nie byłam fanką kokosa. Na szczęście żel TBS miał dość przyjemną woń i nie drażnił mnie swoją wonią. Jakościowo jest to oczywiście lepszy kosmetyk niż popularna np. Balea. Czasami lubię sobie pozwolić na taki mini luksus - chociaż może niekoniecznie wrócę do kokosa :D

- body lotion Escape oraz Dazzling Naturals, Avon - lekkie lotiony o delikatnych zapachach. Escape miał pachnieć kokosem (znów!) i owocem karamboli. W zapachu najmocniej czułam owoce. Dazzling z kolei według opisu pachnie różowym grejpfrutem i miętą. Czy wiecie jak pachnie grejpfrut? No właśnie ja też nie bardzo. Zdecydowanie jednak nie tak, jak pachniał ten kosmetyk... Mimo tych dziwactw z zapachami oba lotiony były dla mojej skóry OK. Bardzo szybko się wchłaniały i dawały lekkie nawilżenie, jakie lubię najbardziej. Czyli nie tłusta, mocno otulona skóra ale właśnie lekki lotion. Mam jeszcze jedną wersję zapachową tego kosmetyku, aktualnie w użyciu.

- krem do rąk z papają Food for Skin, Cien - kosmetyk marki własnej z Lidla za kilka złoty. Dostałam go w prezencie i szczerze mówiąc nie spodziewałam się po nim szału - i niesłusznie! Przede wszystkim super szybko się wchłaniał, był lekki, ale przy tym skutecznie nawilżał skórę moich dłoni i naprawdę bardzo się z nim polubiłam. Polecam Waszej uwadze jeśli nie macie większych problemów z przesuszaniem się skóry.

- krem do rak Pure Calmilla, Yves Rocher - wygrałam go w konkursie marki. Produkt flagowy marki YR, o dość intensywnym zapachu rumiankowym. Skutecznie regenerował naskórek, dlatego używałam go głównie w sytuacjach "ratunkowych". Mimo niewielkiego opakowania wystarczył mi na naprawdę długo. Na tyle długo, że trochę się nim znudziłam ;-)

- żel aloesowy Holika Holika - o tym żelu pisałam już tyleee razy i bardzo często pojawia się w moich zestawieniach. Nic dziwnego - został w końcu moim ulubieńcem już w 2017 roku! LINK Wspomnę jedynie, że mimo testowania wielu tego typu produktów nadal nie znalazłam nic o takich właściwościach jak ten produkt. Nadal też wkurza mnie jego opakowanie, zwłaszcza gdy kosmetyk zaczyna przysłowiowo "sięgać dna".

DO WŁOSÓW

- suchy szampon do włosów Luxe, Batiste - ten kto wymyślił suche szampony zasługuje u mnie na Nobla :) Nie wspomnę ile razy ten kosmetyk ratował moje włosy, zwłaszcza zimą (kto ma długie włosy ten wie ile trwa ich suszenie). Wersja Luxe miała przyjemny, luksusowy i perfumeryjny zapach. Lekko bielił włosy, ale ja akurat mam taki kolor że zupełnie to nie przeszkadzało. Suchy szampon to taki kolejny "must have" produkt, który warto mieć w łazience - przynajmniej w czasie tej "zimniejszej" połowy roku. 

- szampon Flower Kiss Schauma, Schwarzkopf - moje włosy sa okropnie kapryśne i znalezienie odpowiadającego im szamponu graniczy prawie z cudem. Flower Kiss "kupił" mnie kolorowym opakowaniem i ślicznym, tropikalnym zapachem. Długo jednak czekał na swoją kolej w zapasach. Za to jak już go wypróbowałam to była miłość od pierwszego użycia! Dobrze się pienił, doskonale domywał skórę i włosy z zabrudzeń i nie powodował wysuszenie skalpu. Włosy były po nim miękkie, błyszczące i ładnie się układały. No wspaniały! Jeśli go jeszcze gdzieś znajdę, to z pewnością zakupię ponownie. 

- maska Sleeping Beauty, Anwen - po zachwytach nad innymi kosmetykami do włosów tej marki LINK chyba liczyłam na jakieś większe "wow". Albo akurat dla moich włosów maska Sleeping Beauty nie była do końca tym czego najbardziej potrzebowały. W każdym razie mam jakieś mieszane uczucia i trochę ucieszyłam się, że w końcu zdenkowałam ten kosmetyk. Nie mogę jednak powiedzieć nic złego - maska była poprawna, miała przyjemny zapach, dobrze opatulała moje włosy, ułatwiała rozczesywanie i generalnie była jak najbardziej OK. Jednak no właśnie czegoś tu zabrakło? No i przyznaję, że zawsze używałam ją jako normalną maskę, a nie jako produkt na noc, który spłukiwałabym dopiero rano. Możliwe też, że porowatość moich włosów w międzyczasie uległa zmianie - sama widzę, że mam jakby bardziej proste włosy. 

- mgiełka bez spłukiwania L'Alga SEAMIST - za to ten produkt skradł moje serce totalnie! Piękny zapach i działanie idealne dla moich włosów! Mgiełkę zazwyczaj stosowałam po umyciu włosów przed ich rozczesywaniem, co zdecydowanie ułatwiała, nie powodując przy tym obciążenia włosów. Zapach utrzymywał się na włosach dość długo. Aplikowanie za pomocą sprayu było bardzo wygodne. Gdyby nie moje zapasy tego typu produktów w kolejce do używania, to zaraz szukałabym po Internecie kolejnego egzemplarza! ;) Mgiełkę dostałam na targach Beauty Fair LINK

- micelarny krem myjący do włosów Low Shampoo, Avon - naprawdę nie wiem, czy coś zmieniło się z moimi włosami, ale szampon którego kiedyś uwielbiałam (tu możecie o nim poczytać LINK) tym razem był dla mnie źródłem udręki... Zużyć, zużyłam ale może i dobrze że wycofali go już ze sprzedaży. W każdym razie tym razem bez zachwytów.

HIGIENA

- Lanolina kosmetyczna, Ziaja - okropnie tłusta, o dziwnym zapachu i prostym składzie. Kupiłam walcząc z przesuszającymi się ustami, ale akurat na to lepiej od lat sprawdza mi się Blistex.

- Intensive Lip Relief, Blistex - powinnam zostać ambasadorką tego produktu ;-) Mój absolutny "must have" na przesuszone, spękane, piekące usta, leczenie opryszczki, skaleczenia i właściwie na każdy problem jaki tylko mam z ustami. O każdej porze roku. Nakładam na noc a rano skóra moich ust jest odnowiona, miękka i wyleczona. Love!

- pasta do zębów Advanced White Charcoal, Colgate - mimo że przez swój szaro-czarny kolor okropnie brudzi umywalkę, to jak moja ulubiona pasta. I choć obecnie próbuję innych produktów, to czuję, że będzie powrót. Miętowe orzeźwienie nie pali w usta a działa wiele godzin! 

- nawilżane chusteczki odświeżające Gentle & Pure, Cien - tanie chusteczki do torebki o przyjemnym zapachu ogórka. Dobrze domywają też próbki testowanie produktów do makijażu. Polecam!

- chusteczki nawilżane Face and Body, Byphasse - dostałam je dawno w jakiejś przesyłce PR-owej. Dość grube chusteczki, które mają jedną stronę szorstką. Ma to niby służyć do złuszczania naskórka, ale szczerze mówiąc ta strona była tak ostra, że nawet gdy używałam ich na skórze dłoni to nie było to zbyt przyjemne. Nie wyobrażam sobie pocierać tym skóry na twarzy! Jednak do zmywania próbek makijażowych na dłoniach były bardzo dobre. 

- mydło Vegan Soap Green Clay & Aloe Vera, Aromacology - tym razem zużyłam wersję z zieloną glinką i aloesem. Tak jak pisałam w poprzednim denko LINK, jestem ogromna fanką tych mydeł w kostce i zdecydowanie je polecam. Zielona kostka do końca wymydlania zachowała swój kształt. Samo mydło bardzo dobrze oczyszcza skórę i pozostawia ją lekko nawilżoną. Skład: Sodium Palmate, Aqua, Sodium Palm Kernelate, Kaolin, Parfum, Illite, Olea Europea Fruit Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Glycerin, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Etidronic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Linalool, Citral, CI 77891

- płyn do higieny jamy ustnej Plax Whitening, Colgate - po jego użyciu zawsze miałam wrażenie, że moje zęby stają się... niebieskie! Miał przyjemny, miętowy zapach. Nie za ostry (zero alkoholu!), ale odświeżający na dość długo. Całkiem OK produkt.

- krem barierowo - ochronny Sudocrem - znany wszystkim mamom i nie tylko krem leczący wszelkie podrażnienia skóry. Ja używam głównie na skórę podrażnioną po depilacją woskiem. Nie wyobrażam sobie, że nie mam go w łazience więc w użyciu kolejne opakowanie.  

- chusteczki antyperspiracyjne Medispirant, Alfoarm - fajny pomysł i całkiem dobre działanie jednak z czasem wiele chusteczek mi trochę podeschło i już nie działały jak na początku. Niby opakowanie było w porządku, jednak zdecydowanie "na świeżo" lepiej działały.  

DO TWARZY

- żel do mycia twarzy e.l.f. - miał mocno kokosowy zapach i wcale się nie pienił. Mimo swojej delikatności dość dobrze oczyszczał skórę i przygotowywał do dalszych zabiegów. Dostałam od koleżanki z UK.

- lekki krem nawilżająco-dotleniający do twarzy Baltic Home Spa, Ziaja - jejku jakie to jest CUDO! Miłość totalna od pierwszego użycia i jedyne do czego mogę się przyczepić to brak SPF! Ponieważ obecnie testuję w ramach Klubu Recenzentki Wizaż dwa inne kosmetyki z tej serii, to spodziewajcie się niebawem zbiorczej recenzji gdzie opiszę szerzej też ten krem. 

- krem rozświetlający Bio Beaute, Nuxe (mini) - miał piękny miodowy zapach i bardzo bogatą konsystencję. Jak na potrzeby mojej skóry nawet nieco zbyt bogatą, ale i tak zużyłam go z przyjemnością na noc :) Krem poprawiał koloryt skóry i dobrze ją wygładzał. Jeśli mają podobną wersję, ale przeznaczoną do skóry mieszanej to byłabym mocno zainteresowana. 

- zimowy krem Mroźna Żurawina ZIMA, Faberlic - w składzie kremu znajdziemy olej z nasion maliny, który zapobiega podrażnieniom oraz wyciąg z żurawiny łagodzący i wzmacniający skórę. Krem miał delikatny owocowy zapach i bardzo szybko się wchłaniał. Stosowałam go przez dwie zimy jako dodatkową ochronę w mroźne dni, na krem dzienny. Skóra była dzięki temu dobrze zabezpieczona, miękka w dotyku i odżywiona. Miałam też wrażenie, że było mi dzięki temu cieplej w buzię, zwłaszcza w bardzo mroźne dni. Oczywiście krem można też stosować samodzielnie. Szybko się wchłaniał i nie pozostawiał uczucia tłustej warstwy na skórze. Bardzo dobrze też współpracował z podkładem czy kremem BB. Na rynku coraz mniej jest kremów zimowych, zwłaszcza takich które nie są tłuste i nie powodują przetłuszczania się skóry czy wysypu trądziku. Ten z marki Faberlic zdecydowanie wart jest uwagi o ile... nadal będzie w sprzedaży w kolejnym sezonie. 

- serum z prebiotykami do skóry problematycznej BEAUTY.lab, Miya - z prawdziwym żalem skończyłam buteleczkę mojego ulubionego serium marki Miya. Dla potrzeb mojej mieszanej cery było ono wprost idealne! Niewykluczone więc, że wrócę do niego w przyszłości ;-) Więcej na temat tego kosmetyku możecie przeczytać na moim blogu LINK

- mleczko do demakijażu Naturally Good, Nivea - podobał mi się bardzo zapach tego kosmetyku i choć nie przepadam za formułą mleczka postanowiłam dać mu szansę. Produkt dostałam do przetestowania w ramach Klubu Nivea. Używałam go głównie do demakijażu skóry, do oczy zdecydowanie wolę formułę płynu micelarnego. Jednak te kilka razy gdy zmywałam mleczkiem oczy też były OK, więc to bardziej kwestia przyzwyczajenia. Mleczko było przyjemne w użyciu, delikatne ale zarazem skuteczne w zmywaniu makijażu. Sama pewnie bym go nie kupiła przez wspomniane wyżej preferencje do innych kosmetyków do demakijażu. Ale sam kosmetyk był OK. 

PRÓBKI

- mleczko Reve de miel, Nuxe - uwielbiam za zapach i super szybkie i mocne nawilżenie skóry. Może kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie?

- pianka do mycia twarzy Ginseng Royal Silk, Nature Republic - męski zapach sugerowałby, że to kosmetyk przeznaczony dla facetów. Kto by się jednak przejmował? Dobrze oczyszczał i nie podrażniał.

- krem na dzień z różeńcem górskim, Natura Siberica - przyjemny, lekki krem z SPF20. Niestety z powodu wojny już chyba raczej nie do dostania na rynku.

- krem do rak Bacche Di Goji, Derma Plus - na suche dłonie to było CUDO! 

- krem na dzień Cellular Filler, Nivea - przyjemny lekki krem. Gdybym nagle nie miała zapasów, to mogłabym nawet kupić pełne opakowanie ;-)

- krem na noc Sleep Potion Distillery, Avon - bardzo fajny krem na noc, taki jak lubię - otulający i mocno nawilżający. Uważam jednak, że cena za pełnowymiarowe opakowanie jest mocno przesadzona!

- krem Anew Vitale na dzień, Avon - kiedyś mój ulubieniec, ten jednak zdecydowanie się przeterminował.

MAKIJAŻ I ZAPACHY

- róż w kamieniu Heavenly Pink, Avon - zdecydowanie nie mój odcień i prawie nieużywany przeterminował się

- tusz do rzęs Ultimated Drama, Avon - szczoteczka z włosia więc tak jak lubię. Fajnie podkręcał rzęsy i bardzo go lubiłam. Niestety jego czas już minął. Może niebawem wrócę.

- krem BB, Missha - mój ulubiony krem i zarazem podkład bo większośc roku używam tylko jego. Kolor 23 jest trochę zbyt ziemisty dla mnie na letnie miesiące, ale na zimę był idealny. Ten krem BB kryje jak podkład i jak narazie nie znam nic lepszego dla mojej mieszanej cery!

- szminka w pudrze Powder Pen Mark, Avon - miałam kolor Free To Be i trochę za bardzo wpadał on według mnie w koralowy. Sama formuła bardzo mi odpowiadała, usta były matowe ale wyglądało to jakby kolor był wtopiony w skórę. 

- woda toaletowa Only Imagine, Avon - z bólem serca, ale zdecydowanie czas tego zapachu dawno już minął. Butelka Only Imagine jest niezwykła. Kształtem przypomina kroplę wody, której barwa przechodzi od fioletu poprzez róż, aż po żółty. Czubek butelki zwieńczony jest fioletową falbanką z materiału, która ma kojarzyć się z lekkością i ulotnością. I takie są te perfumy - lekkie i ulotne, jak marzenia. Zapach został wydany w 2013 roku, a jego głównymi nutami są owoce - zielone jabłko, maliny i jeżyny. W tzw. nucie serca możemy wyczuć fiołki, czarną porzeczkę i piwonię, z kolei nuty bazowe stanowi piżmo, cedr i drzewo sandałowe. Kompozycja lekka, kwiatowo - owocowa, a jak wiecie ja bardzo lubię takie warianty zapachowe. Nic więc dziwnego, że tak polubiłam Only Imagine! I to pomimo, że trwałość tego zapachu nie należy do największych. Only Imagine są delikatne, świeże, radosne. Wprawiają mnie zawsze w dobry humor. Był to zdecydowanie zapach na co dzień, na miłe rozpoczęcie dnia. 


Jak tam Wasze kosmetyczne zużycia? Znacie jakieś kosmetyki z mojego zestawienia? 

sobota, 30 kwietnia 2022

Relacja: targi kosmetyków naturalnych EKOCUDA we Wrocławiu

Relacja: targi kosmetyków naturalnych EKOCUDA we Wrocławiu


W dniach 26 - 27 marca 2022 odbyły się pierwsze we Wrocławiu targi Ekocuda. We wnętrzach Tarczyński Arena stadion zaprezentowały się marki kosmetyków naturalnych. Nie mogło zabraknąć mnie na tym wydarzeniu! Zapraszam do relacji.

Zrobione jest lepsze od zaplanowanego. Dlatego z lekkim poślizgiem dodaję relację z pierwszych we Wrocławiu Targów Kosmetyków Naturalnych Ekocuda, które odbyły się pod koniec marca tego roku. Nie były to oczywiście pierwsze tego typu targi w moim mieście, od kilka lat cyklicznie goszczą u nas targi Natual Beauty, o którym pisałam na moim blogu np. TUTAJ. Więcej linków do innych edycji Natural Beauty znajdziecie na końcu tego wpisu. 


Targi Kosmetyków Naturalnych Ekocuda odbywały się we wnętrzach stadionu Tarczyński Arena Wrocław. Sam stadion jest rzeczywiście dużym obiektem, gdzie z powodzeniem może zaprezentować się wielu wystawców. Jednak miejscówka jest zdecydowanie "na końcu świata", co przy aktualnych remontach ulic powoduje, że wyjazd na targi był prawdziwą wyprawą ;-) Miałam też to szczęście, że znam trochę wejścia na stadion i nie szukałam zbyt długo odpowiedniego. Sama impreza była zdecydowanie słabo widoczna, szczególnie dla odwiedzających przyjeżdżających komunikacją miejską. 

W targach udział pięćdziesięciu wystawców. Wśród marek wiele było takich, o których nigdy nie słyszałam. Tym bardziej więc byłam ciekawa czym się zajmują i jakie kosmetyki naturalne produkują. Nie będę oczywiście wymieniała i opisywała wszystkich, jedynie te które przykuły moją uwagę. Przy wejściu na targi dostałam płócienną torbę z logo Ekocuda. Taką torbę otrzymywał każdy z pierwszych tysiąca odwiedzających. Przydała się oczywiście na moje zakupy, o których wspomnę pod koniec tej recenzji. 

Wśród marek, które zdecydowanie ukradły moje serduszko już na wstępie wymienię AnMar Brush. Jest to producent szczotek do masażu ciała z naturalnych materiałów. Szczotki są po prostu PRZEPIĘKNE, a stoisko AnMar z daleka kusiło kolorami. Nie umiałam zdecydować się, która wersja kolorystyczne szczotki do ciała podoba mi się najbardziej. Szczotki miały też bardzo przyjazne ceny, nic więc dziwnego że dwie pojechały ze mną do domu ;-)

Avant - Gardiste to kolejna marka kosmetyczna, jaką poznałam podczas Ekocudów. Ich specjalnością są kosmetyki marokańskie - oleje arganowe, glinki, czarne mydło. Moja skóra nie przepada za olejowaniem i po kilku próbach przestałam interesować się tym rodzajem pielęgnacji. Dostałam jednak na stoisku próbkę oleju arganowego z dodatkiem olejku z drzewa herbacianego i muszę przyznać, że zdecydowanie lepiej zachowuje się on na mojej skórze niż te, które testowałam dotychczas. Przede wszystkim nie powoduje tak mocnego świecenia się skóry, a warstwa okluzyjna jest niewielka i nie drażni mnie. Na stoisku kusiło mnie też czarne mydło w wielu wersjach zapachowych, ale twardo opierałam się niezaplanowanym zakupom (zwłaszcza, że używam aktualnie innej marki). Mimo to marka Avant - Gardiste bardzo mnie zainteresowała i coś czuję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie. 

Z marek już mi znanych na Ekocudach swoje stoisko miał m.in. Mokosh, gdzie mogłam zapoznać się z ich jeszcze "ciepłą" nowością jakimi jest linia z bakuchiolem, w której znajdziemy wygładzające serum pod uczy oraz serum do twarzy. Moje największe zainteresowanie wzbudził jednak nawilżający lekki lotion do ciała o przepięknym zapachu drzewa sandałowego z bursztynem. Zapach marzenie!

Pierwszy raz widziałam na targach stoisko D'Alchemy, które swoją drogą było przepiękne! Na każdej takiej imprezie wyszukuję "najpiękniejszego stoiska" i tym razem D'Alchemy zdecydowanie wygrywa ;-) Marka jest mi trochę znana, używam ich serum do szyi i dekoltu. Dziwny przypadek, bo w próbkach mnie zachwyciło a już używane na co dzień nie robi takiego efektu "wow". Przyznaję jednak, że to może być problem z moją regularnością używania! 

Mydlarnia Cztery Szpaki oraz marka Nature Queen kusiły mnie kolorowymi opakowaniami i smakowitymi zapachami kosmetyków do twarzy i ciała. Udało mi się jednak oprzeć tej pokusie, choć głównie dlatego że mam spore zapasy, a jak wiadomo kosmetyki naturalne dość szybko powinny być używane. Nie ma więc sensu ich gromadzić na zapas. Jeśli jednak nigdy wcześniej nie byliście na żadnych targach kosmetycznych, to ich urok polega właśnie głównie na tym, że wszystko można powąchać, popróbować, sprawdzić konsystencję, zapach i.. totalnie się zakochać ;-) Dlatego tak lubię tego typu wydarzenia!

Na targach było mnóstwo marek, które specjalizują się w produkcji sojowych świec zapachowych. Jak na targi kosmetyczne było tych stoisk naprawdę sporo. Spośród nich moją uwagę przykuły Ładne Kwiatki. Ich świece miały niespotykane kompozycje zapachowe, śliczny design opakowań i ogromnie mi się podobały.    

Co zatem kupiłam podczas targów? Szczotkę do biustu (!) oraz szczoteczkę do rąk z naturalnego włosia marki AnMar Brush, glinkę z werbeną Avant - Gardiste jako prezent dla przyjaciółki (bardzo jej odpowiada, zwłaszcza zapach!) oraz nowości marki La-Le. Tak marka La-Le znów mnie pokusiła ;-) Kupiłam wcierkę do włosów i to zarówno dla siebie, jak i na prezent dla mamy i bratowej. A dla taty męski hydrolat do twarzy. I z tego miejsca już obiecuję, że przygotuję wpis z recenzjami kosmetykami marki La-Le, bo pojawia się ich u mnie dość sporo ;-) 


Cieszę się, że Ekocuda zawitały do Wrocławia i że mogłam poznać nowe marki kosmetyków naturalnych. Lubicie tego typu imprezy? Uczestniczycie w targach kosmetyków naturalnych? Dajcie znać w komentarzach! 


Relacje z innych targów - Natural Beauty:

Targi Natural Beauty kwiecień 2018 

Targi Natural Beauty wrzesień 2018

Targi Natural Beauty grudzień 2018

Targi Natural Beauty październik 2019

Copyright © Nostami blog , Blogger