Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lutego 2022

Recenzja: kosmetyki serii Mineral 89 Vichy

Recenzja: kosmetyki serii Mineral 89 Vichy

Nie będę nawet przyznawać się jak dawno temu otrzymałam do testowania kosmetyki z serii Mineral 89 Vichy w ramach Klubu Recenzentki Wizaż. Zwyczajnie zapomniałam dodać ich recenzję na bloga! Ponieważ jednak kosmetyki są świetne i warte Waszej uwagi pozwolę sobie nadrobić tą zaległość. Zapraszam po moje wrażenia z używania żelu pod oczy, maski w płachcie i oczywiście boostera-serum Mineral 89. 

Głównym składnikiem aktywnym wszystkich kosmetyków marki Vichy jest woda termalna, której źródło znajduje się w wulkanicznym regionie Francji, w Owernii. Woda ta zawiera wiele minerałów niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania skóry. Jest odpowiednia dla każdego typu skóry, także tej wrażliwej. Wzmacnia ją i regeneruje. Produkty linii Mineral 89 obok wody wulkanicznej mają w swoim składzie kwas hialuronowy, który nawilża i wygładza skórę. W serii znajdują się obecnie cztery kosmetyki: maska wzmacniająco-regenerująca w płachcie, krem i serum pod oczy, booster wzmacniająco-nawilżający oraz serium prebiotyczne (którego nie miałam okazji testować). 

Maska wzmacniająco-regenerująca w płachcie Mineral 89, Vichy

Zgodnie z informacją producenta maska ma wzmacniać barierę ochronną skóry i chronić ją przed szkodliwym działaniem czynników środowiska. Esencja w której składzie znajduje się woda wulkaniczna Vichy i kwas hialuronowy naturalnego pochodzenia nawilża i ujędrnia skórę oraz wygładza drobne zmarszczki. Co ja o niej sądzę? 

Ta maska to był prawdziwy SZTOS i jedynie jej wysoka cena odstrasza mnie od kupowania jej codziennie  W opakowaniu znajdowała się płachta i saszetka z esencją. Przed aplikacją należało przecisnąć esencję do komory z płachtą i ją nasączyć. Spodziewałam się, że będzie to skomplikowane, ale okazało się, że nie. Maska miała bardzo dobrze nasączoną esencją płachtę, która była z cienkiego materiału, łatwo dopasowującego się do kształtu twarzy. Alginianowa płachta była miękka, dobrze przylegała do skóry i przez cały czas aplikacji była mokra. Od razu po nałożeniu czułam na skórze przyjemne nawilżenia i schłodzenie skóry. Znacznie przedłużyłam długość aplikacji ponad zalecane 10 min, bo tak komfortowe było to uczucie. Po zdjęciu maski i wyschnięciu resztek esencji skóra była mocno nawilżona, wyraźnie gładsza w dotyku i miała ładniejszy koloryt. Poziom nawilżenia był znacznie większy niż w przypadku masek tego typu wielu innych marek. Rzadko mi się to zdarza, ale zostawiłam skórę po aplikacji maski bez kremu i to aż do kolejnego poranka (maskę stosowałam pod wieczór)! Skóra przez cały czas była odżywiona, nawodniona i nie czułam jej przesuszenia, nawet w partiach, które zazwyczaj mam suche. NO PO PROSTU CUDO! Wady: problem z dostępnością i wysoka cena 

Skład: Aqua / Water / Eau, Glycerin, Propanediol, Peg/ppg/polybutylene Glycol 8/5/3 Glycerin, Methyl Gluceth 20, Carbomer, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Hydroxyacetophenone, Biosaccharide Gum 1, Maltodextrin

Mineral 89 booster wzmacniający skórę wokół oczu (krem i serum pod oczy), Vichy

Bardzo lekki krem pod oczy o żelowej konsystencji. Ma opakowanie z pompką, która ułatwia dozowanie i zabezpiecza produkt przed dostawaniem się do środka bakterii. Formuła to połączenie wody wulkanicznej Vichy, kwasu hialuronowego oraz kofeiny, która ma właściwości obkurczające naczynia krwionośne. Takie połączenie składników ma zapewnić naszej skórze nawilżenie i wzmocnienie delikatnej skóry wokół oczu oraz wygładzenie drobnych zmarszczek i cieni pod oczami. Jak było u mnie? 

Przede wszystkim booster do skóry wokół oczu Mineral 89 to jeden z naprawdę niewielu kosmetyków pod oczy, który mnie nigdy nie podrażnił, nie spowodował szczypania, ani nawet malutkiego zaczerwienienia. Konsystencja lekkiego lotionu bardzo mi odpowiada, ponieważ bardzo szybko się wchłania - co ma duże znaczenie, zwłaszcza rano gdy każda minuta jest cenna. Do tej pory miałam problem z używaniem kosmetyków na okolice oczu, głównie z powodu licznych podrażnień oraz czasu wchłaniania. Mineral 89 pod tym względem odpowiada mi w 100%! Nie posiada zapachu, a skóra jest po nim dobrze nawilżona i lekko rozjaśniona. Mimo, że nie sypiam ostatnio zbyt dobrze, to moja skóra pod oczami jest w znacznie lepszej kondycji, a drobne zmarszczki wydają się mniejsze. 

Skład: Aqua/Water, Propanediol, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Glycerin, Carbomer, Caffeine, Sodium Hyaluronate, Adenosine, Phenoxyethanol, Chlorella Vulgaris Extract, Citric Acid, Caprylyl Glycol, Biosaccharide Gum-1

Booster wzmacniająco-nawilżający Mineral 89, Vichy

Ponad dwa lata temu miałam przyjemność po raz pierwszy używać booster Mineral 89 Vichy i... moje zdanie odnośnie tego kosmetyku wcale się nie zmieniło! Obszerną recenzję znajdziecie na moim blogu LINK. Ja dodam jedynie, że przetestowałam booster zarówno w temperaturach upalnych, jak i zimowych. Kosmetyk jest ultradelikatny i stosowany nawet na podrażnioną skórę koi ją i uspokaja. Często używam go jako pierwszy etap, pod krem lub olejek. Samodzielnie lepiej sprawdza mi się w cieplejszych miesiącach. 

Skład: Skład: Aqua / Water, PEG/PPG/Polybutylene Glycol-8/5/3 Glycerin, Glycerin, Butylene Glycol, Methyl Gluceth-20, Carbomer, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Biosaccharide Gum-1


Produkty Mineral 89 Vichy bardzo dobrze wpłynęły na wzmocnienie mojej skóry. Polubiłam ich lekkie formuły, uczucie orzeźwienia i długotrwałego nawilżenia skóry. Są bardzo delikatne i bezwonne, dlatego nawet osoby z wrażliwą cerą powinny być zadowolone z ich działania. Kusi mnie bardzo prebiotyczne serum z tej linii. Może kiedyś?... ;-) Znacie kosmetyki Mineral 89 marki Vichy?  





sobota, 30 października 2021

Recenzja: naturalne żele do higieny intymnej Tess Idea25

Recenzja: naturalne żele do higieny intymnej Tess Idea25

Ta recenzja jest dla mnie szczególna. Kiedy ponad cztery lata temu zakładałam bloga o kosmetykach to wpis o żelach Tess był już w planach. W międzyczasie produkty te zniknęły z mojego otoczenia. Na szczęście odkryłam je ponownie na jednych z pierwszych targów kosmetycznych, w których brałam udział. Później sporo się działo, poznałam wiele nowych kosmetyków, ale jak widać ciągle wracam do tych najlepszych :-) Dziś w końcu mogę przedstawić Wam pełną kosmetyki, które zachwyciły mnie już 20 lat temu!

Marka Tess należy do polskiej firmy Idea25, której korzenie sięgają 1983 roku. Poznałam ją dzięki mojej mamie, która w latach 90-tych była ich "konsultantką - przedstawicielką", bo produkty były sprzedawane metodą marketingu bezpośredniego. Już wtedy najbardziej spodobały mi się naturalne żele do higieny intymnej i ogromnie cieszę się, że to właśnie te produkty przetrwały wszystkie zawirowania i nadal można je kupić w sklepach ze zdrową żywnością, targach kosmetyków naturalnych, czy na stronie firmy: LINK

Wszystkie żele z gamy Tess są wyjątkowo łagodne, nie zawierają detergentów SLS, SLES, ftalanów, PEG i parabenów. Ich składy są krótkie, zawierają ekstrakty z polskich ziół. Wszystkie doskonale myją i pielęgnują okolice intymne, działają osłonowo na delikatny naskórek i chronią go przed wysuszeniem. Mają przeźroczyste formuły o delikatnie ziołowym zapachu. Są wegańskie, nie zawierają składników odzwierzęcych. Bardzo wydajne z wygodną w użyciu butelką z pompką o pojemności 270 ml. Żele Tess są przebadane w Klinice Ginekologiczno-Położniczej CMKP oraz w Klinice Położnictwa i Ginekologii AM w Warszawie. W gamie produktów marki Tess znajdują się żele do higieny intymnej Kora Dębu, Przywrotnik, Tymianek, Nagietek oraz delikatna pianka do mycia i demakijażu twarzy, o której wspomnę na końcu dzisiejszego wpisu. Wszystkie pokazane dziś kosmetyki kupiłam sobie sama - zresztą jeśli śledzicie moje wpisy denko, to wiecie doskonale, że wracam do nich regularnie. 

Kora Dębu - żel do higieny intymnej Tess

Z uwagi na ściągające właściwości ekstraktu z kory dębu ta wersja jest szczególnie polecana dla kobiet w ciąży i po porodzie. Bardzo dobrze sprawdzi się także u kobiet dojrzałych (i mężczyzn!). Żel łagodzi podrażnienia śluzówki i chroni barierę ochronną skóry. Dodatek estryfikowanej oliwy z oliwek pielęgnuje i nawilża skórę. 

Skład: Aqua, Propylene Glycol, Lauromidopropyl Betaine, Olive Oil Polyglyceryl-4 Esters, Cocamidopropyl Betaine, Quercus Petrae Bark Extract,  Hydroxyethylcellulose, Parfum, Disodium EDTA, Citric Acid

Przywrotnik - żel do higieny intymnej Tess

Obok nagietka to moja ulubiona wersja. Jest szczególnie polecany osobom, które długo siedzą w pracy ;-) Ekstrakt z przywrotnika ma właściwości osłaniające i pielęgnujące naskórek. Wspomaga regenerację, wygładza skórę i zabezpiecza przed wysychaniem śluzówki. 

Skład: Aqua, Propylene Glycol, Lauromidopropyl Betaine, Olive Oil Polyglyceryl-4 Esters,  Cocamidopropyl Betaine, Alchemilla Vulgaris Extract,  Hydroxyethylcellulose, Parfum, Disodium EDTA, Citric Acid

Tymianek - żel do higieny intymnej Tess

Tymianek działa optymalizująco na drobnoustroje skóry i pomaga w utrzymaniu właściwego pH. Z tego powodu wersja ta jest szczególnie zalecana osobom uprawiającym sport, czy podróżującym do ciepłych krajów. Żel zapewnia też odpowiednią higienę i komfortowe nawilżenie śluzówki przed i po stosunku. Jak we wszystkich wersjach żeli w składzie znajdziemy także oliwę z oliwek pielęgnującą skórę.

Skład: Aqua, Propylene Glycol, Lauramidopropyl Betaine, Olive Oil Polyglyceryl-4 Esters,  Cocamidopropyl Betaine, Thymus Vulgaris Flower/ Leaf/ Stem Extract, Hydroxyethylcellulose, Parfum, Disodium EDTA, Citric Acid

Możecie go kupić np. tutaj: LINK ALLEGRO

Nagietek - żel do higieny intymnej Tess 

Najdelikatniejszy z całej gamy żeli Tess, a zarazem polecany szczególnie młodym, aktywnym kobietom. Delikatnie pielęgnuje okolice intymne i przywraca optymalny stan śluzówki i skóry. Po tą wersję sięgam chyba najczęściej. Choć oczywiście mimo różnic w zaleceniach każdy z żeli może być z powodzeniem stosowany u wszystkich. Delikatne formuły nie podrażniają skóry, a zarazem zapewniają odpowiednią higienę i komfort okolic intymnych. 

Skład: Aqua, Propylene Glycol,Lauramidopropyl Betaine, Olive Oil Polyglyceryl-4 Esters, Cocamidopropyl Betaine, Calendula Officinalis Extract, Hydroxyethylcellulose, Parfum, Disodium EDTA, Citric Acid 

Możecie go kupić np. tutaj: LINK ALLEGRO

Na koniec chciałabym wspomnieć o hipoalergicznej piance z przywrotnikiem do codziennego mycia i demakijażu twarzy. Pianka zawiera wyciąg z przywrotnika o właściwościach osłonowych skóry. W składzie znajduje się także ecodermina, która łagodzi, tonizuje i nawilża skórę oraz betaina z melasy i oliwa z oliwek o działaniu nawilżającym i pielęgnującym skórę. Pianka oczyszcza skórę nie powodując uczucia ściągania. Na skórze pozostawia delikatną warstwę okluzyjną i trzeba się przyzwyczaić do tego uczucia. Tak samo jak inne produkty marki nie zawiera SLS, SLES, ftalanów, PEG i parabenów. Znacie kosmetyki marki Tess? 


środa, 25 sierpnia 2021

Recenzja: kosmetyki linii nawilżającej i maseczka oczyszczająca POLANA Herbapol

Recenzja: kosmetyki linii nawilżającej i maseczka oczyszczająca POLANA Herbapol

W styczniu udało mi się wygrać w instagramowym konkursie marki zestaw kosmetyków Polana Herbapol. Firmę Herbapol, pewnie tak jak i wiele z Was, znałam wcześniej z produkcji mieszanek ziołowych i herbat. Nie wiem Wy, ale ja zawsze głęboko wierzę, że kosmetyki do których wykorzystano rośliny rosnące w "naszej" szerokości geograficznej znacznie lepiej wpływają na naszą skórę i naturalne piękno Słowianek. Dlatego nic dziwnego, że bardzo zainteresowały mnie produkty Polana Herbapol.


Marka Polana pojawiła się na rynku na początku 2021 roku . Jej misją jest dwukierunkowa pielęgnacja, która obejmują zarówno kosmetyki działające na skórę z zewnątrz, jak i suplementy diety, które stymulują ją od wewnątrz. W konkursie wygrałam zestaw z serii nawilżającej, co bardzo mnie ucieszyło, bo jak wiecie mam "hopla" na punkcie nawilżania ;-)  Głównym składnikiem wyróżniającym produkty tej serii jest czerwona koniczyna, która redukuje negatywne skutki promieniowania UV i działanie wolnych rodników. Obok niej w składzie znajdziemy nawilżający ekstrakt z chabra bławatka, który ma przywracać zdrową kondycję skóry. W mojej paczce znalazł się kremowy olejek do mycia twarzy oraz krem-żel na dzień. Poza kosmetykami otrzymałam dobrany do pielęgnacji suplement diety - esencję z kwasem hialuronowym. 

Kremowy olejek do mycia twarzy Nawilżenie i łagodzenie

Posiada aż 98% składników pochodzących z natury, jak informuje nas producent. Wśród nich znajdują się ekstrakt z chabra bławatka, lnu i ogórka, które utrzymują odpowiedni poziom nawilżenia skóry oraz ekstrakt z kwiatu słonecznika o właściwościach regenerujących skórę. Opakowanie to wygodna butelka z pompką i etykietą z przesliczną grafiką. Ogólnie grafiki Polany ogromnie mi się spodobały i jestem nimi zachwycona!

Ma bardzo łagodną formułę. Mimo moich obaw skutecznie oczyszczał i usuwał pozostałości makijażu, a przy tym dawał uczucie nawilżonej i odświeżonej skóry. Stosowałam go tak jak żele do mycia twarzy, choć myślę, że z powodzeniem można także używać go na waciku np. do demakijażu samych oczu czy ust. Skóra po użyciu olejku jest oczyszczona, promienna i nawilżona. Zdecydowanie świetny kosmetyk!

Skład: Aqua, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Tripelargonin, Dicaprylyl Ether, Sodium Cocoamphoacetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Stearoyl Glutamate, Centaurea Cyanus Flower Extract, Trifolium Pratense Seed Extract, Linum Usitatissimum Extract, Cucumis Sativus Extract, Helianthus Annuus Flower Extract, Xanthan Gum, Sodium Chloride, Parfum, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Coconut Fatty Acid, Triethanolamine, Benzyl Alcohol, Citronellyl Methylcrotonate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid.

Krem - żel na dzień Nawilżenie i wygładzenie

Zawarte w kremie składniki zapewniają intensywne nawilżenie skóry, mają wygładzać skórę, redukować widoczność zmarszczek oraz przywracać jej zdrową kondycję i promienny wygląd. Obok ekstraktu z czerwonej koniczyny znajdziemy tutaj wyciąg z chabra bławatka, lilii wodnej, lnu i ogórka. Zgodnie z informacją na opakowaniu prawie 97% składników jest pochodzenia naturalnego. 

Krem ma lekką formułę i delikatny zapach. Jest nieco bardziej "odżywczy" niż inne znane mi kremy-żele, ale tak jak i one szybko się wchłania. Na skórze pozostawia delikatną warstwę okluzyjną o satynowym, gładkim wykończeniu. Od razu po nałożeniu czuć wzrost nawilżenia i ukojenia skóry, nie ma uczucia ściągnięcia. Przy dłuższym stosowaniu cera nabiera przyjemnego blasku, a drobne zmarszczki wydają się jakby mniej widoczne. Miałam trudność z używaniem tego kremu zimą, bo potrzebowałam wtedy mocniej odżywczej formuły na moje suche policzki (mam cerę mieszaną). Wróciłam więc do niego wiosną i był super, niestety nie znalazłam na nim informacji o filtrze UV, co dla mnie jest bardzo istotne w okresie wiosna-jesień. Dlatego od tamtej pory stosuję go jako krem na noc lub w ciągu dnia, gdy wiem, że nie będę już wychodzić (np. po popołudniowym maseczkowaniu). Na podstawie moich odczuć przy skórze mieszanej sądzę, że krem ten świetnie sprawdzi się u posiadaczek także skóry suchej oraz wrażliwej. Nietłusta konsystencja sprawia, że jest to bardzo dobry produkt pod makijaż. Jako krem na noc sprawdza się u mnie także bardzo dobrze, choć przyznaję bez bicia, że pozwalam sobie na zwiększoną aplikację co powoduje delikatne wyświecanie się skóry. Jednak przy normalnym używaniu nic takiego nie ma miejsca :-)

Skład: Aqua, Glycerin, Cannabis Sativa Seed Oil, Tripelargonin, Caprylic/Capric Triglyceride, Distarch Phosphate, Hydrogenated Coco-Glycerides, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, 1,2-Hexanediol, Glyceryl Stearate Citrate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/ VP Copolymer, Butylene Glycol, Nymphaea Alba Flower Extract, Linum Usitatissimum Extract, Cucumis Sativus Extract, Centaurea Cyanus Flower Extract, Trifolium Pratense Leaf Extract, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Glucose, Parfum, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Sodium Hyaluronate.

Esencja z kwasem hialuronowym - suplement diety

Produkt zawiera ekstrakt z ziela fiołka trójbarwnego, cynk i biotynę. Esencja ma postać proszku do rozpuszczania w wodzie, a jedna saszetka stanowi dzienną dawkę składników. W opakowaniu znajduje się 25 saszetek do przeprowadzenia prawie miesięcznej kuracji. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała suplementu już pierwszego dnia po otwarciu paczki z nagrodą  Potwierdzam, że po rozpuszczeniu wyczuwamy malinowy (choć dość sztuczny) zapach, ale smak jest raczej neutralny. Producent zaleca spożywać jedną saszetkę dziennie dla osiągnięcia korzystnego efektu nawilżającego skórę. Nie jestem niestety zbyt regularna w piciu esencji (ten sam problem mam z przyjmowaniem wszystkich leków, witamin i suplementów :D), dlatego nie potrafię powiedzieć Wam, czy działanie esencji rzeczywiście wpłynęło na sprężystość i nawilżenie mojej skóry. Owszem jest ona obecnie w znacznie lepszej kondycji, ale myślę, że wpływ na to w dużej mierze ma także wakacyjna zmiana trybu życia i żywienia ogólnie ;-) Myślę jednak, że jest to ciekawa idea, zwracająca uwagę, że kondycja naszej skóry zależy nie tylko od czynników "zewnętrznych". Dla zainteresowanych podaję skład z opakowania.

Składniki: glukoza, kwas hialuronowy, regulator kwasowości - kwas cytrynowy, ekstrakt z liści i kwiatów czerwonej koniczyny (Trifolum pratense L.), aromat, ekstrakt z ziela fiołka trójbarwnego (Viola tricolor L.), cynk, substancja przeciwzbrylająca - dwutlenek krzemu, biotyna. 

Maseczka do twarzy Oczyszczanie i zmniejszanie widoczności porów

Te prześliczne opakowania kosmetyków Polana kuszą mnie ogromnie, dlatego gdy zauważyłam w sprzedaży maseczki postanowiłam poszerzyć moje poznawanie marki. Mój wybór padł na maseczkę o działaniu oczyszczającym, w której składzie znajduje się m.in. czystek o właściwościach ujędrniających i zmniejszających widoczność porów, ekstrakt z tymianku oraz różowa glinka o działaniu oczyszczającym. Wewnątrz saszetki znajduje się kremowa, gęsta maska o glinkowej konsystencji. Mi jednorazowa saszetka wystarczyła na jedno zastosowanie, ale przyznaję, że specjalnie nałożyłam maskę nieco grubszą warstwą tak przyjemnie się ją aplikowało ^.^ 

Podczas aplikacji nie zauważyłam żadnego negatywnego odczucia, zapach kosmetyku był delikatny i nie drażniący. Po upływie zalecanego czasu aplikacji poszłam do łazienki zmyć maskę i sama byłam zaskoczona, jaką mam zmatowioną skórę. Po zmyciu maseczki myjką bawełnianą skora nadal pozostała zmatowiona, gładka w dotyku i lekko chłodniejsza. Efekt był naprawdę WOW, myślę że moja skóra potrzebowała w tym momencie idealnie tych składników! Cera wyglądała ładniej, promienniej. Wyszłam na miasto nie robiąc makijażu - to chyba najlepsza reklama? ;-)) Oczywiście nałożyłam jednak krem nawilżający, bo w miejscach gdzie mam bardziej suche partie po zmyciu maski odczuwałam delikatne ściągnięcie. Muszę jednak przyznać, że obietnica producenta o oczyszczonej, gładkiej i miękkiej skórze oraz promiennym wyglądzie sprawdziła się w 100%! 

Skład: Aqua (Water), Kaolin, Glycerin, Isostearyl Isostearate, Montmorillonite, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Tripelargonin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Illite, Glyceryl Stearate, Trifolium Pratense (Red Clover) Flower Extract, Cistus Incanus (Rock Rose) Flower/leaf/stem Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Flower/leaf/stem Extract, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Glycine Soja (Soybean) Oil, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Phytate, Parfum (Fragrance).

Podsumowując moje spotkanie z kosmetykami marki Polana Herbapol muszę przyznać, że jestem pozytywnie i miło zaskoczona. Kosmetyki mają dobre składy, dobrze działają na moją skórę, a do tego mają przystępne ceny (no i te grafiki!). Z całej czwórki najbardziej zachwyciła mnie maseczka oczyszczająca oraz olejek do demakijażu. Po tych miłych testowaniach mam ochotę wypróbować też ich olejowe sera oraz inne produkty. Poznałyście już produkty marki Polana?

niedziela, 8 sierpnia 2021

Recenzja: kosmetyki natleniająco-nawilżające Oxypure oraz krem aktywator Anew Hydra Pro Vita-D Avon

Recenzja: kosmetyki natleniająco-nawilżające Oxypure oraz krem aktywator Anew Hydra Pro Vita-D Avon

 Jestem prawdziwą fanką kosmetyków nawilżających i tych o działaniu dotleniającym. Dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok nowej linii Oxypure Avon. Jako konsultantka mogłam zamówić te kosmetyki wcześniej, aby móc je wypróbować. Zdecydowałam się na mgiełkę antyoksydacyjną oraz żel na noc. W dzisiejszym wpisie chcę Wam też opowiedzieć o kremie nawilżającym Anew Hydra, który mnie ostatnio zachwycił. Zapraszam! 

Nazwa mojego bloga Urbanbeautician nawiązuje do "miejskiej kosmetyczki". Mieszkam w dużym mieście i na co dzień dotyka mnie problem zanieczyszczonego powietrza. Mimo, że staram się spędzać na łonie natury jak najwięcej czasu, to moja cera wraz z wiekiem traci swój naturalny blask i koloryt. Dlatego zawsze z uwagą śledzę pojawianie się kosmetyków, które mają zapewnić skórze natlenienie. Obok nawilżenia jest to czynnik, który bardzo dobrze służy potrzebom mojej skóry. 

Strona z katalogu w www.mojavon.pl

W linii Oxypure znajduje się sześć produktów. Jest to głęboko oczyszczająca maska do twarzy (jednorazowa), oczyszczająca pianka do twarzy, mgiełka antyoksydacyjna, natleniające serum do twarzy, natleniający żel na noc oraz natleniający krem na dzień z filtrem SPF20. Ponieważ akurat skończył mi się krem na noc postanowiłam wypróbować żel oraz mgiełkę.   

Antyoksydacyjna mgiełka do twarzy Oxypure Avon

Zawiera kompleks algowo-sojowy, dzięki któremu wspomaga nawilżenie i ochronę skóry przed szkodliwymi czynnikami zanieczyszczenia środowiska. Ma delikatny zapach, a spryskana nią skóra rzeczywiście w odczuciu jest nawilżona i odświeżona. Niestety spray produkuje mocny strumień preparatu i nawet spryskując twarz z jak najdalszej odległości nie unikniemy strzałów wodnych, które nie są przyjemne w odczuciu i powodują, że cała twarz już po chwili staje się mokra. Mimo zapewnień producenta nie za bardzo widzę ją też w roli nawilżacza na makijaż - strumień wody robi "dziurki" na podkładzie, czy rozświetlaczu. Używając tego kosmetyku musimy się nastawić na ostre chlapanie i zupełnie mokrą twarz, a co za tym idzie również na nieco dłuższy czas wysychania. Po cudownych rozpylaczach z produktów Ziaja, czy La-Le był to dla mnie, nie ukrywam, problem, żeby się przestawić. Na szczęście efekty działania są dobre - skóra jest wyczuwalnie nawodniona, gładsza i przygotowana na dalszą pielęgnację. Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam, że stała się bardziej promienna i wyglądająca zdrowiej. Myślę, że ta mgiełka może być idealna na czas zwiększonej ilości smogu w moim mieście zimą! 

Skład: Aqua, Alcohol Denat., Glycerin, Bytulene Glycol, Polysorbate 20, Phenohyethanol, PVP, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA, Parfum, Sodium Hyaluronate, Sucralose, Tocopheryl Acetate, Sodium Hydroxide, Glycine Soja Seed Extract, Tetrahydrodiferuloylmethane, Avena Sativa Protein Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Algae Extract, Tetrahydrodemethoxydiferuloylmethane, Potassium Sorbate, Citric Acid, Tetrahydrobisdemethoxydiferuloylmethane, Potassium Benzoate. <1035681-004>   

Nawilżająco-regenerujący żel na noc Oxypure Avon

W składzie znajdziemy algi morskie i kompleks Oxypure, które intensywnie nawilżają i chronią skórę przed działaniem wolnych rodników. Kompleks Oxypure jest opatentowaną innowacją marki i ma za zadanie zwiększać ilość tlenu w komórkach skóry. Wrażenie robi już sam wygląd kosmetyku - przeźroczysty żel z pęcherzykami powietrza. Nie wiem jak Wam, ale mi ogromnie się podoba taka formuła ;-) Żel Oxypure ma delikatny zapach, identyczny jak mgiełka. Aplikacja jest wprost idealna! Kosmetyk przyjemnie rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Nie spowodował u mnie żadnych podrażnień, czy zaczerwienienia nawet na skórze w bliskim sąsiedztwie oczu. Pomimo, że na noc najbardziej lubię mocno odżywcze formuły, to żel nie jest wbrew pozorom taki "lekki". Wyraźnie czuć jego działanie od razu po nałożeniu. Skóra staje się nawilżona i lekko błyszcząca. Rano wygląda promiennie, nie ma mowy o suchych skórkach koło nosa czy na policzkach. Na teraz, na lato jest dla mnie idealny (mam cerę mieszaną). Jestem ciekawa, czy miłość będzie trwała także zimą, kiedy to wybieram mocniej "otulające" formuły. 

Skład: Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, Niacinamide, Hydroxyethyl Urea, Phenoxyethanol, Carbomer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Urea, Sodium Hyaluronate, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Tocopheryl, Acetate, Glycine Soja Seed Extract, Tetrahydrodiferuloymethane, Avena Sativa Protein Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Algae Extract, Tetrahydrodemethoxydiferuloylmethane, Potassium Sorbate, Potassium Benzoate, Tetrahydrobisdemethoxydiferuloylmethane, Citric Acid. <1036148-007>  

Nawilżający krem aktywujący wit. D Anew Hydra Pro Vita-D Water Cream Avon

Krem Hyrda Pro Vita-D jest ze mną z całej trójki opisywanych dziś kosmetyków najdłużej. Zamówiłam go sobie pod koniec maja i obecnie zbliża się on do denka. Zaciekawiła mnie formuła "water cream", bo na letnie miesiące moja pielęgnacja skóry jest zupełnie inna niż w pozostałym czasie, bardziej lekka i "wodnista". Poza tym kremy linii Anew od zawsze bardzo dobrze się u mnie sprawdzały, dlatego zdecydowałam się na ten zakup mimo braku w kremie SPF (w okresie od maja do końca października wysoki filtr to moje "must have" z uwagi na bardzo jasny fototyp skóry jaki posiadam). Z powodu braku SPF używałam go głównie jako krem na noc. 

Zgodnie z informacją producenta krem zawiera technologię Pro Vita-D, która wspomaga codzienną produkcję witaminy D. Niestety nie mogę sprawdzić, czy ilość tej witaminy zwiększyła się u mnie (oraz czy był to wynik działania kremu), ale mogę napisać to co zauważyłam i poczułam ;-) Przede wszystkim krem ma bardzo lekką, nietłustą, wodną formułę. Jest jakby żelowy i bardzo przyjemnie nakłada się go na skórę. Ma delikatny perfumeryjny i przyjemny dla nosa zapach. Skóra po użyciu kremu jest dobrze nawilżona, gładsza, lekko promieniejąca. Po ponad 2 miesiącach używania zauważyłam zdecydowaną poprawę jej wyglądu. Jest bardziej sprężysta, błyszcząca, ma ładny, zdrowy koloryt. Zdecydowanie polubiliśmy się z tym kremem i myślę, że chętnie wrócę do niego także w innej porze roku. Zwłaszcza, że można go używać zarówno jako krem na dzień, jak i na noc, czy w ramach dodatkowej kuracji nawilżającej pod zwykły krem. Umożliwia to jego lekka formuła i super szybkie wchłanianie. Hydra Pro Vita-D z powodzeniem nadaje się pod makijaż, nie powoduje rolowania się podkładu, czy powstawania suchych skórek na płatkach nosa. To moje odkrycie ostatnich miesięcy i zdecydowany ulubieniec jeśli chodzi o kremy do twarzy! Jedynie ten brak SPF powoduje, że nie jest to ideał ;-)

Skład: Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, PEG-8, Dimethicone, Phytol, Butyrospermum Parkii Butter, Carbomer, Methyl Gluceth-20, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Parfum, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Steardimonium Hydroxypropyl Panthenyl PEG-7 Dimethicone Phosphate Chloride, Isohexadecane, Dimethicone Crosspolymer, Thiazolylalanine, Polysorbate 60, Phosphoric Acid. <1035417-011>   

Przy mojej mieszanej skórze najbardziej cenię w kosmetykach do pielęgnacji twarzy działanie nawilżające i dotleniające. Kosmetyki z serii Oxypure Avon okazały się być bardzo odpowiednie dla mojej cery. A krem Anew Hydra Pro Vita-D trafił na listę moich ulubieńców. Znacie te kosmetyki? Jak się u Was sprawdziły? Lubicie kosmetyki dotleniające?

piątek, 8 maja 2020

Recenzja: całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco

Recenzja: całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco
Kiedy w listopadzie podczas Beauty Fair Influencer jako upominek do przetestowania wylosowałam całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco bardzo się ucieszyłam, bo to własnie ten produkt najmocniej zaciekawił mnie w ofercie marki. Już od pierwszego otworzenia słoiczka krem dosłownie mnie zachwycił. Teraz gdy słoiczek z kremem osiągnął dno mogę powiedzieć Wam o nim nieco więcej, zapraszam! 
W listopadzie byłam na konferencji Beauty Fair Influencer, z której relację możecie znaleźć we wpisie Relacja: Beauty Fair Influencedr Katowice 2019. Jednym z partnerów tego wydarzenia była polska marka kosmetyków naturalnych - Uzdrovisco. Podczas konferencji mieliśmy możliwość uczestniczenia w dwóch bardzo interesujących wykładach (z mini warsztatem!) na temat kosmetyków naturalnych i olejowania skóry prowadzonych przez Annę Bukowską, współtwórczynię i dyrektor ds. marketingu i rozwoju marki. Oprócz tego marka przygotowała dla każdej uczestniczki spotkania upominek do przetestowania, który losowałyśmy. Ja otrzymałam Całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco. Bardzo się ucieszyłam, bo ten produkt zainteresował mnie najbardziej z oferty tej marki (jestem fanką nawilżenia :D). 
Nie ukrywam, że już przy pierwszym otworzeniu słoiczka zostałam "kupiona" prześlicznym kwiatowym zapachem i lekką konsystencją kosmetyku. Używanie tego kremu każdego ranka było dla mnie prawdziwą przyjemnością!  Być może brzmi to jak tania reklama, jednak dla mnie wrażenia estetyczne są w kosmetykach równie ważne jak i ich działanie.  A tutaj miałam zarówno przyjemny zapach, jak i przyjemne odczucia podczas aplikacji.
Krem nawadniający ma mlecznobiałą barwę i konsystencję lekko lejącego się mleczka. Zgodnie z informacją producenta, ma same naturalne składniki - m.in. ekstrakt z rokitnika, mikroalgi, trehalozę (disacharyd), czy kwas hialuronowy i masło shea. Komponenty te mają wspomagać nawilżenie, ujędrnienie i wygładzenie skóry. Dodatkowo ekstrakt z rokitnika wpływa na poprawę wyglądu skóry i przeciwdziała jej wiotczeniu.
Skład: Aqua, C13-15 Alkane, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Propanediol, Tripelargonin, Squalane, Trehalose, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Maltodextrin, Hippophae Rhamnoides Kernel Extravt, Hyaluronic Acid, Sodium Carrageenan, Maris Salt, Sodium Stearoyl Glutamate, Caesalpinia Spinosa Gum, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Parfum, Hydroxyacetophenone, 1,2-Hexanediol, Phenoxyethanol
Jak być może wiecie, jestem posiadaczką cery mieszanej, miejscowo wrażliwej oraz ze skłonnością do wyprysków w strefie T. Od kremu na dzień oczekuję głównie nawilżenia skóry, ale też jej uspokojenia, czy wsparcia w walce z trądzikiem w te "gorsze" dni. Całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco używałam codziennie od końca listopada. Bardzo odpowiadało mi wrażenie delikatnej, miękkiej skóry tuż po aplikacji kremu. Ze skutków długofalowych zauważyłam znaczne polepszenie się stanu mojej skóry, także w czasie "wysypów" - zmian jest niewiele, są mniej dotkliwe, szybciej się goją. Cera wygląda na promienną, ma ładniejszy koloryt, jest odpowiednio nawilżona. Podczas pięciu miesięcy stosowania kremu (ta wydajność!) było jedynie kilka momentów, gdy kosmetyk nie sprostał moim potrzebom. To był czas kiedy temperatura spadła znacznie poniżej zera lub gdy byłam na śniegu w górach. Skóra na policzkach była wtedy lekko podrażniona, miałam uczucie "suchości". Jednak to są właśnie obszary gdzie generalnie mam bardziej suchą skórę i zastosowanie na krem Uzdrovisco dodatkowego kremu "zimowego" pomogło :-)
Całodniowy krem nawadniający dla mojej cery okazał się strzałem w dziesiątkę i już za nim tęsknię (trafił do majowego denko). Podczas wspomnianej już konferencji Beauty Fair Influencer kupiłam sobie także w katowickim Kontigo maseczki marki Uzdrovisco. Po bardzo dobrej współpracy mojej skóry z kremem nawadniającym coś czuję, że i tutaj będzie zachwyt. Choć brakuje mi trochę czegoś typowo do oczyszczenia skóry :) Znacie produkty marki Uzdrovisco? Jak się u Was sprawdziły?

poniedziałek, 16 września 2019

Recenzja: kosmetyki MIYA moja ulubiona pielęgnacja

Recenzja: kosmetyki MIYA moja ulubiona pielęgnacja
O kremach polskiej marki Miya pisałam już wielokrotnie na moim blogu, jednak jak dotąd nie przygotowałam porządnej recenzji na ich temat. Produkty te znalazły się nawet wśród moich ulubieńców roku 2018 i to na pierwszym miejscu! Czym zachwyciły mnie kosmetyki Miya dowiecie się z dzisiejszego posta.
Miya to polska marka kosmetyczna, której produkty inspirowane są stylem życia nowoczesnych, aktywnych kobiet. Ich motto #JestemGotowa ma nam zapewnić prostą, skuteczną pielęgnację, dzięki której mamy czuć się i wyglądać pięknie. Miya obiecuje piękną skórę, naturalne składniki i wygodę stosowania swoich produktów. Kosmetyki tej marki nie zawierają parabenów, silikonów, parafiny, olejów mineralnych, PEG, sztucznych barwników, czy glikolu. Nie są też testowane na zwierzętach.
W moim niedawnym poście dotyczącym codziennej pielęgnacji (LINK) jedynie wspominałam o produktach Miya, dzisiaj dowiecie się o nich zdecydowanie więcej. Do tej pory z produktów marki używałam czterech wersji kremu My Wonder Balm, serum My Power Elixir, esencji My Beauty Essence oraz kremu rozświetlającego My Secret Glow. Wszystkie kosmetyki kupiłam samodzielnie, zazwyczaj korzystając z promocji w drogerii Hebe. 
my WONDER BALM - Hello Yellow - nawilżająco-odżywczy krem z masłem mango
Mój pierwszy krem MIYA, który sprawdził się u mnie tak świetnie, że od tamtej pory chętnie sięgam po produkty tej marki. Ba! Jest to krem, który pomimo moich wielkich zapasów pojawia się w mojej pielęgnacji ponownie. Jest to także kosmetyk, którym "zaraziłam" mamę, bratową i kilka koleżanek... W czym więc tkwi jego fenomen? 
Krem Hello Yellow zawiera olejki i składniki roślinne, których działanie zapewnia nawilżenie i odżywienie skóry. Masło mango, olejek z pestek winogron, witamina E i prowitamina B5 odpowiadają za łagodzenie podrażnień i wygładzenie skóry. Twarz po użyciu kremu jest elastyczna, dobrze ujędrniona i gładka. Koloryt jest wyrównany, a skóra wygląda na zdrową i lekko rozjaśnioną takim "wewnętrznym" blaskiem. Krem Hello Yellow nie zawiera silikonów, parafiny, olejów mineralnych, PEG oraz barwników. Kosmetyk zamknięty jest w tubce o pojemności 75 ml, z zamknięciem na klik. Konsystencja jest biała, kremowa, najlżejsza ze wszystkich wersji my wonder balm. Hello Yellow wchłania się bardzo szybko i ma przyjemny, owocowy zapach. 
Krem Yello Yellow może być z powodzeniem stosowany nie tylko na skórę twarzy, ale i na dłonie, czy całe ciało. Dzięki szybkiemu wchłanianiu się i uniwersalności jest idealny na wszelkiego rodzaju wyjazdy. Możemy wtedy zapakować do torby tylko jeden krem! :) Jedynym minusem, jaki w nim znajduję jest brak filtrów SPF i ochrony UV. W przypadku mojej wrażliwej na słońce cery jest to warunek konieczny zwłaszcza w kremach na dzień! Mimo tej wady uważam go za swojego ulubieńca :)

Skład:  Aqua (Water), Propylheptyl Caprylate, Decyl Oleate, Glycerin, Potassium Cetyl Phosphate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Panthenol, Phenoxyethanol, Sodium Polyacrylate, Tocopheryl Acetate, Triethanolamine, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alcohol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool


my WONDER BALM - I Love Me - odżywczy krem z olejkiem z róży
Początkowo z wersją różaną miałam dość chłodne relacje, głównie z uwagi na zdecydowanie bardziej bogatą i "ciężką" konsystencję po Hello Yellow. Jednak po prostu musiał nadejść na niego odpowiedni czas! I kiedy tylko przyszły jesienne wiatry i obniżenie temperatury to I Love Me okazał się zbawieniem na wszystkie moje "skórne problemy". Zawarty w kremie olejek z róży tonizuje i lekko rozświetla skórę, a także łagodzi zaczerwienienia i wyrównuje koloryt. Olejki makadamia, sezamowy i słonecznikowy odżywiają i wygładzają skórę, nadają jej miękkości i dbają o odbudowę warstwy ochronnej. Dodatkowo ekstrakt z alg i witamina E wygładzają skórę i dodają jej elastyczności. Krem najlepiej stosowało mi się na noc, kiedy jego nieco bogatsza formuła nie przeszkadzała mi. I Love Me ma gęstszą konsystencję i biały kolor. W zapachu przypomina zeschnięte płatki róż, nie jest to jednak zapach babciny, ale przyjemny i kwiatowy. Z uwagi na nieco gęstszą formułę krem wchłania się nieco dłużej niż wersja z mango. Także i ten kosmetyk możemy stosować na skórę całego ciała. Ja zabierałam go ze sobą całą zimę na siłownię i gdy wracając do domu czułam suchość skóry dłoni, czy łydek, to właśnie I Love Me pomagał mi zniwelować ten dyskomfort. 

Skład: Aqua (Water), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Decyl Oleate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Stearic Acid, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil Unsaponifiables, Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Helianthus Annuus Seed Oil, Algae Extract, Plankton Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Crithmum Maritimum Extract, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance), Citronellol, Geraniol
my WONDER BALM - Call Me Later - regenerująco-odżywczy krem z masłem shea
Call Me Later ma najbardziej gęstą i bogatą formułę ze wszystkim kremów serii my wonder balm. Jest gęsty i treściwy, co jest zasługą obecności masła shea. Dodatkowo olejek jojoba, witamina E i prowitamina B5 wygładzają i odżywiają skórę oraz dodają jej sprężystości i chronią przed wysuszeniem. Call Me Later jest polecany do pielęgnacji cery normalnej i suchej. Przy mojej mieszanej świetnie sprawdza się jako krem na noc i tak go właśnie używam. Jak wszystkie my wonder balm nie posiada on filtra UV, ani ochrony przeciwsłonecznej. Mimo bogatszej formuły i wrażenia ciężkości na mojej mieszanej skórze krem ten sprawdził się bardzo dobrze. Szybko i skutecznie koi skórę i sprawia, że jest ona gładka. Pomimo niewielkich trudności z wydobyciem kosmetyku z tubki (jest gęsty!) i nieco dłuższym czasie wchłaniania nie zauważam w nim wad :) Aplikowany na przesuszone łokcie, czy dłonie radzi sobie z nimi bardzo dobrze. Myślę też, że mógłby się sprawdzić w charakterze maski nałożony grubszą warstwą. 

Skład: Aqua (Water), Propylheptyl Caprylate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetyl Alcohol, Glycerin, Decyl Oleate, Panthenol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed oil, Phenoxyethanol, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil Unsaponifiables, Ceteareth-20, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance)
my WONDER BALM - I'm Coco Nuts - intensywnie nawilżający krem z olejkiem kokosowym
Mój "najświeższy" wonder balm pachnie delikatnie kokosem, a konsystencję ma podobną do Hello Yellow, choć wydaje się być ciut treściwszy. Zawiera olejek kokosowy, olejek sezamowy, witaminę E oraz prowitaminę B5. Ostatnie składniki zapewniają skórze elastyczność i ujędrnienie. Dzięki olejkom skóra jest bardzo dobrze nawilżona i odżywiona, a wszelkie podrażnienia są ukojone. Krem ma lżejszą formułę i bardzo szybko się wchłania. Na mojej mieszanej skórze tworzy delikatny film, ale dobrze radzi sobie z podkładem i nadaje się jako krem na dzień. Wiele osób zarzuca mu uczucie ściągania, ja jednak nic takiego nie odczuwam. I'm Coco Nuts przyjemnie wygładza i nawilża skórę nie tylko twarzy, ale też i całego ciała. Jednak jeśli mamy mocniej przesuszone partie to zdecydowanie odpowiedniejsza będzie wersja różana lub z masłem shea.

Skład: Aqua (Water), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate SE, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamalaldehyde. 
my beauty essence Coco Beauty Juice - aktywna esencja w lekkiej mgiełce
Mgiełka MIYA zawiera ekstrakt z owocu kokosa, sok z aloesu, wodę termalną, kwas hialuronowy oraz witaminę B3 i prowitaminę B5. Po spryskaniu nią oczyszczonej twarzy poczujemy natychmiastowe nawilżenie, ale na skórze pozostanie delikatna warstewka odżywczej esencji (a przynajmniej ja to tak odczuwam). Z tego powodu używałam tej esencji zamiast kremu w upalne dni, a teraz włączyłam ją do wieczornej pielęgnacji, ma ona bowiem działanie bardziej pielęgnacyjne niż typowo odświeżające. Zapach jest przepiękny - jak czysta woda kokosowa!  Bardzo umila to aplikację. Zgodnie z informacją producenta esencja w mgiełce łagodzi stany zapalne skóry, wygładza ją i opóźnia procesy starzenia. Jest to bardzo przyjemny kosmetyk, którego atutem jest też brak parafiny, PEG-ów, parabenów, glikolu propylenowego, olejów mineralnych i silikonów. Ekstrakt z owocu kokosa nawilża, odżywia i tonizuje. Sok z aloesu łagodzi, koi, nawilża, przywraca komfort. Woda termalna dostarcza cennych mikroelementów i minerałów. Kwas hialuronowy przywraca i utrzymuje nawilżenie skóry. Prowitamina B5 i witamina B3  działają przeciwstarzeniowo, redukują drobne zmarszczki, ujędrniają.
Aktywna esencja w lekkiej mgiełce ma moim zdaniem trochę przesadzoną cenę. Jednak czasami można dostać ja w fajnej promocji np. w Hebe. W moim aplikatorze coś się przytkało i obecnie z jednej strony psika na mnie strumień wody, co nie jest przyjemne. Dlatego postanowiłam przelać zawartość do innej butelki. 

Skład: Aqua (Water), Cocos Nucifera Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua (Hot Spring Water), Niacinamide, Sodium Hyaluronate, Hyaluronic Acid, Panthenol, Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate, Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Phytate, Alcohol, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum (Fragrance), Benzyl Benzoate, Coumarin
my POWER ELIXIR - serum rewitalizujące
Tłustawe serum o konsystencji maści ma prześliczny cytruskowy zapach i wiele zastosowań. Malutki, szklany słoiczek zawiera 15 ml skoncentrowanego kosmetyku. Serum na skórze zamienia się w jedwabisty olejek, który ją  odżywia i rozświetla. Eliksir wygładza drobne zmarszczki, ujędrnia i napina skórę, dodając jej energii i młodzieńczego blasku. Wśród jedenastu składników znajdują się tutaj: olejek ze słodkich migdałów, olejek kokosowy, olejek jojoba, olejek ryżowy, olejek chia, olejek eteryczny z gorzkiej pomarańczy (to stąd ten cudny zapach!), ekstrakt z planktonu, wosk ze skórki pomarańczy, masło mango oraz witamina E i F. Jak wszystkie kosmetyki MIYA także i tutaj nie znajdziemy olejów mineralnych, silikonów, parafiny, PEG czy glikolu. Jako kosmetyk uniwersalny My Power Elixir ma wiele możliwości stosowania. Ja używam go najczęściej jako serum do ust, do pielęgnacji skórek czy jako krem-maska pod oczy. Ze względu na dość tłustą konsystencję olejku nie próbowałam używać go pod makijaż. Wydaje mi się, że przy mojej mieszanej skórze może to być kiepski pomysł. Wiem jednak, że są osoby które używają serum jako rozświetlacza. Mimo niewielkiego słoiczka kosmetyk ten jest bardzo wydajny. Nie ukrywam, że najbardziej uwielbiam w nim ten cytrusowo-pomarańczowy zapach. Gdyby istniał my wonder balm o takim zapachu, pewnie zużywałabym go na kilogramy! :-)

Skład: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Bitter Orange) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Wax, Hydrogenated Vegetable Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Cera Alba (Beeswax), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed oil, Salvia Hispanica (Chia) Oil, Tocopheryl Acetate, Aqua (Water), Glycerin, Artemia Extract, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Linolenate, Parfum (Fragrance), Coumarin, Hexyl Cinnamal, Limonene.
Secret GLOW - rozświetlający krem z witaminami all-in-one
To mój najświeższy nabytek MIYA, o czym wspominałam Wam przy okazji lipcowego haul'u (LINK). Ma to być krem o działaniu rozświetlającym i upiększającym, który ma zmniejszać widoczność cieni pod oczami i wygładzać skórę. Wśród składników znajdują się tutaj m.in. ekstrakt z kwiatów peonii, mika, olejki z pestek moreli i makadamia, kwas hialuronowy oraz witaminy C, E, B3 i  prowitamina B5. Niestety nie używałam tego kremu zbyt skrupulatnie i nie czuję się jeszcze gotowa na jego recenzję. Dlatego musicie mi wybaczyć, ale o nim poczytacie w kolejnym poście o kosmetykach tej marki. Myślę bowiem, że jak na razie moja skóra bardzo dobrze się z kosmetykami MIYA czuje i już planuję sprawdzenie kilku nowych produktów, m.in. masek do twarzy. Oczywiście pozostaję także wierna My Wonder Balm i zawsze mam któryś z nich w zapasie :-) Znacie kosmetyki MIYA? Jak się u Was sprawdziły? Podzielcie się swoimi odczuciami w komentarzach! 

sobota, 22 czerwca 2019

Recenzja: maski Icing Sweet Bar A'pieu

Recenzja: maski Icing Sweet Bar A'pieu
Tropikalne upały, jakie ostatnio mamy okazję czuć na własnej skórze w naszym kraju spowodowały zmianę mojej pielęgnacji. Z jednej strony moja skóra pod wpływem wysokiej temperatury mocno się przetłuszcza i zanieczyszcza, a z drugiej desperacko brakuje jej nawodnienia i ukojenia po palącym słońcu. Dlatego coraz częściej sięgam po maski w płachcie, a dziś chcę przedstawić Wam owocową serię marki A'pieu.
Z maskami w płachcie koreańskiej marki A'pieu mam same pozytywne doświadczenia. Całkiem niedawno, we wpisie o marcowym denko (LINK) zachwycałam się miodowymi maskami - Sweet Manuka Honey House Mask oraz Sweet Canola Honey House Mask, które bardzo dobrze wpłynęły na kondycję mojej skóry. Nieco wcześniej, bo w poście na temat styczniowych zużyć kosmetycznych (LINK) pisałam Wam też o jednej masce z serii "mlecznej", Greet Tea Milk One Pack, która także bardzo fajnie nawilżyła moją skórę. Marka A'pieu została stworzona w 2010 roku w Korei przez producenta znanej koreańskiej marki kosmetycznej Missha. Tym razem testowałam set maseczek z serii Icing Sweet Bar. Tradycyjnie już kolejność ich używania wylosował dla mnie mój narzeczony :D
Maski Icing Sweet Bar mają urocze opakowania w kształcie lodów na patyku. W serii znajdują się cztery owocowe maski o różnych właściwościach. Płachty są wykonane z Tenecelu, są delikatniejsze i cieńsze od masek innych marek, dzięki czemu dobrze dopasowują się do kształtu twarzy. Trzeba jednak ostrożnie je rozkładać, aby nieumyślnie nie rozedrzeć płachty. Esencje masek zostały przygotowane na bazie wody morskiej i owocowych ekstraktów.  
Icing Sweet Bar MELON (zielona) - odżywczo kojąca
Jako pierwszą testowałam wersję zieloną, z ekstraktem z melona. Po 25 km na rowerze w pełnym słońcu (32 stopnie!) moja twarz była bardzo czerwona i podrażniona. Postanowiłam w takich ekstremalnych nieco warunkach sprawdzić działanie maski melonowej. Jak już wspominałam - płachta jest zdecydowanie cieńsza niż wcześniej znane mi płachty, dlatego trzeba ją delikatnie wyciągać i rozkładać. Esencji było bardzo dużo w opakowaniu, a płachta była naprawdę mocno nasączona. Przy nakładaniu umoczyłam sobie nawet całe dłonie (jak dotąd zazwyczaj na płachcie było tak akurat, nigdy nie ściekało), ale nie marudziłam, bo przy tym upale każda woda jest na wagę złota ;D
Maseczka miała delikatny zapach, orzeźwiający, ale nie wyczułam w nim melona (być może był zbyt delikatny). Podczas aplikacji czułam przyjemne nawilżenie skóry. Chwilę po zdjęciu maski skóra była jeszcze wilgotna i trochę się kleiła od esencji. Poczekałam jednak do jej pełnego wyschnięcia. To co zaskoczyło mnie najbardziej to zupełnie ukojona i wcale nie czerwona skóra!. Gdybym 20 min wcześniej nie widziała siebie w lustrze spalonej od słońca, to chyba bym nie uwierzyła, że miała ona inny kolor! Maska świetnie ukoiła moją skórę w ten upalny dzień.
Icing Sweet Bar ANANAS (żółta) - wygładzająco nawadniająca
Zapach ananasa jest w tej masce bardzo delikatny, słodki. Zdecydowanie umila aplikację! Płachta jest miękka i dobrze przylegająca, a także dobrze nasączona. Tutaj już nic mi nie ściekało po rękach, ale nadal było tej esencji więcej niż zazwyczaj w tego typu produktach. Podczas aplikacji maski czułam nawodnienie skóry i lekkie chłodzenie, co było bardzo przyjemne (i to nawet bez wkładania wcześniej maski do lodówki!). Niestety po zdjęciu odczułam jakiś dziwny zapach podczas wysychania skóry, a sama twarz trochę się lepiła (choć miałam wrażenie, że mniej niż przy melonie). Tuż po zdjęciu płachty skóra była rozjaśniona i dobrze nawodniona, jednak uczucie klejenia skóry mnie denerwowało, więc zmyłam twarz. Podczas aplikacji maska działała super, ale po zdjęciu płachty coś poszło nie tak...
Icing Sweet Bar ARBUZ (różowa) - nawilżająca
O tej masce czytałam chyba najlepsze z całej serii recenzje w internecie, dlatego też miałam wobec niej wyższe oczekiwania. Esencja miała przyjemny zapach melona (przynajmniej dla mnie to bardziej melon niż arbuz), słodki i bardzo smakowity. Tak jak we wszystkich maskach tej serii miękka płachta z Tenecelu dobrze przylegała do skóry i była bardzo mocno nasączona esencją. Maska podczas aplikacji bardzo przyjemnie chłodziła skórę, czuć było jak wchłania ona esencję i staje się bardziej nawodniona. Wygląd skóry po aplikacji był WYJĄTKOWY! Skóra wyglądała wręcz cudownie - była nawilżona, miała wyrównany koloryt, wyglądała na zrelaksowaną i odświeżoną. Nie odczułam też żadnego klejenia - wspaniała maska! ;3;3;3
Icing Sweet Bar MANDARYNKA (pomarańczowa) - oczyszczająco rozjaśniająca
Ostatnia z masek z serii miała bardzo przyjemny, delikatny zapach słodkiej mandarynki. Tradycyjnie już płachta była obficie nasączona esencją, której zostało w opakowaniu na tyle, że nałożyłam ją sobie na szyję i dekolt. Podczas aplikacji nie czułam wyraźniejszego chłodzenia skóry (wszystkie maski używałam bez wcześniejszego trzymania ich w lodówce), ale skóra po była wyraźnie mocno nawilżona i odświeżona. Podobał mi się także jej koloryt, była lekko rozjaśniona i promienna. Ponieważ płachta była dość mokra także po zdjęciu jej z twarzy, to położyłam ją sobie na wierzchu dłoni - najpierw na jednaj, później na drugiej. Jest to fajny sposób na wykorzystanie esencji do pielęgnacji skóry nie tylko twarzy. Przy dużej ilości esencji w opakowaniu można też włożyć do niego także nową płachtę (np. z maseczek w tabletkach) i w ten sposób mieć dwie maski z jednej. Przy tak obfitym nasączeniu, jakie mają maski z serii Icing Sweet Bar A'pieu jest to z pewnością możliwe.
Podsumowując moja przygodę z maskami w płachcie Icing Sweet Bar marki A'pieu jestem nimi zdecydowanie zachwycona! Najbardziej spodobało mi się działanie maski nawilżającej z ekstraktem z arbuza oraz maski oczyszczająco-rozjaśniającej z ekstraktem z mandarynki. Wszystkie maski miały bardzo mocno nasączone płachty, które zostały wykonane z delikatnego materiału. Ich używanie było dla mnie prawdziwą przyjemnością i chętnie wrócę do nich w przyszłości. Swoje maski kupiłam w drogerii Douglas, ale ostatnio nie widziałam ich tam w ofercie. Można je jednak dostać w sklepach Missha - tym internetowym, ale też stacjonarnie, np. we wrocławskiej Renomie. Polecam zajrzeć też do sklepów z koreańskimi kosmetykami. Znacie maski marki A'pieu? Jak się u Was sprawdziły? Lubicie wspomagać swoją pielęgnację maskami w płachcie?


Copyright © Nostami blog , Blogger