Przejdź do głównej zawartości

Ochrona przeciwsłoneczna

Jako posiadaczka dość jasnej karnacji, która dodatkowo opala się zawsze na czerwono, wyjątkową uwagę przykładam do kwestii ochrony przeciwsłonecznej. Już od początku maja sięgam po kosmetyki z wysokim faktorem 30-50 spf i nie rozstaje się z nimi aż do zimy. Zresztą nawet zimą staram się aby mój krem na dzień miał filtr co najmniej 20 spf. 
Mimo tak dużej dbałości o ten temat, używam kosmetyków różnych firm, nie zawsze tych z najwyższej półki. Mam paru swoich "ulubieńców", jednak z różnych powodów nie spotkałam jeszcze swojego faworyta, stąd ciągle szukam. Dziś chciałam Wam przedstawić kilka z ostatnio testowanych produktów. Poniższy artykuł jest także pierwszym z podjętego przeze mnie wyzwania "Wakacyjny Poradnik Urody". 


Emulsja wodoodporna dla dzieci ziajka firmy Ziaja to kosmetyk, który zakupiłam będąc na wakacjach. Szukałam czegoś niedrogiego, a ponieważ jest to produkt dla dzieci spodziewałam się, że będzie zarówno delikatny dla skóry jak i wysoce skuteczny. Nie mam żadnych zastrzeżeń do działania ochronnego produktu. Rzeczywiście skóra jest po nim dobrze zabezpieczona. Muszę także przyznać, że jest to zdecydowanie wodoodporny kosmetyk - na powierzchni skóry tworzy tłusty film, który bardzo wolno się wchłania. Niestety przyczepia się do niego wszystko co możliwe - piasek, kurz, drobne paproszki itp. Emulsja jest bardzo zbita, właściwie jak dla mnie to bardziej krem. Stanowi nie lada wyzwanie wyciśnięcie jej z opakowania. Wyzwanie stanowi też próba wsmarowania emulsji w skórę, idzie dość opornie. Inne cechy produktu są OK - zapach jest "bobaskowy", ale nie przeszkadza. Jednak produkt te zdecydowanie nie nadaje się dla dorosłych, bo do szału może doprowadzać problem z wchłanianiem, czy tłusty film który pozostaje na skórze dość długo. Być może u dzieci sprawdza się znacznie lepiej, choć mam co do tego wątpliwości patrząc na to, że emulsja jest gęsta niczym krem i ciężko wydobyć ją z opakowania.


Kolejny produkt do opalania firmy Ziaja i niestety kolejny bubel. Bardzo cenię ta firmę za niektóre kosmetyki, ale z produktami do opalania zdecydowanie im nie wyszło, przynajmniej w moim odczuciu. Mleczko w sprayu nawilżające z wysokim filtrem SPF 50+ ma działanie wodoodporne. I znów mamy do czynienia z bardzo gęstą emulsją, która nie chce opuścić butelki. Niech was nie zwiedzie obecność spray'u - bardzo szybko się zapycha, a my możemy dociskać go z całych sił, a i tak nic z niego nie wycieknie. Ja zazwyczaj po paru próbach zirytowana odkręcam butelkę i używam produktu bezpośrednio na dłoń i na skórę. Jednak robię to w domu, w "terenie" byłoby chyba jeszcze trudniej, gdyż po takiej aplikacji zazwyczaj mamy w balsamie więcej niż przewidywaliśmy... Nie mam także zastrzeżeń do działania ochronnego produktu. Jego wchłanianie się w skórę mogłoby być lepsze, ale nie jest źle. Zapach jest przyjemny, kojarzący się z produktami do opalania. Po użyciu produktu na skórze pozostaje tłusty film, ale nie jest on już tak świecący jak przy produktach dla dzieci tej firmy. 


Następca jednego z moich ulubieńców, o którym pisałam TUTAJ, to nawilżająco-ochronny balsam SPF 50 do skóry wrażliwej firmy Avon. Produkt ma konsystencję lotionu, dzięki czemu dobrze i szybko wchłania się w skórę. Dodatkowo nie pozostawia na niej tłustej warstwy. Mimo to jest produktem w pełni wodoodpornym, co sprawdziłam na własnej skórze. Jego zapach przypomina większość zapachów balsamów do opalania. Zgodnie z zapewnieniem producenta może być z powodzeniem stosowany zarówno na twarz, jak i do ciała. Dzięki małemu opakowaniu stanowi świetne rozwiązanie na wszelkie wyprawy. Jednak także jest to też jego wadą - dość szybko się kończy jeśli używamy go na całe ciało. Formuła balsamy zawiera tzw. "technologię Derma 360", która ma za zadanie według producenta chronić skórę przed słońcem, nawilżać oraz chronić przed fotostarzeniem. Porównując ze sobą dwa produkty z Avonu - Nawilżająco-ochronny krem do twarzy SPF 30 oraz nawilżająco-ochronny balsam SPF 50 - ten drugi wypada lepiej. Głównie z uwagi na lżejszą konsystencję, wyższy filtr oraz lepsze wiązanie z podkładem, czy innymi produktami do makijażu. Choć wiadomo, że latem raczej o wiele rzadziej nakładamy make-up. 

Przedstawiłam Wam dzisiaj trzy produkty do opalania, które miałam okazję niedawno testować. Znacie te produkty? A może macie swoich własnych faworytów? Chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami! Tak jak wspominałam na początku - powyższy artykuł to także moja odpowiedź na wyzwanie "Wakacyjny Poradnik Urodowy", o którym więcej piszę w osobnym poście TUTAJ

Komentarze

  1. Ciężko mi się na ten temat wypowiedzieć, bowiem mimo iż moje opalanie to czerwony nalot, który po dwóch dniach znika i znów jestem biała, to ze wstydem muszę się przyznać, że zapominam o używaniu kremów z filtrem. Jedynie na wakacjach zdarza mi się takowy kupić, ale zazwyczaj jest to jakiś produkt, który aktualnie jest w promocji w Rossmannie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo - czerwona jak rak, a później schodzi skóra i od nowa. W końcu się zaparłam i smaruję, żeby przynajmniej nie szczypało i nie piekło. I widzę, że zupełnie inaczej reaguję na słońce ;-)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. I jak się sprawdza? Czytałam recenzje i same pozytywy jak dotąd!

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ja planuje kupić już drugi... ;-)))

      Usuń
  4. Nawet nie wiedziałam, że Ziaja ma spf 50, ale mnie nie kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dość trudny w obsłudze.. ;/

      Usuń
  5. Jestem kompletnym bladzioszkiem :D Często sięgam po filtry, tych z ziaji jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też - jak Królewna Śnieżka! ;-)

      Usuń
  6. Tych produktów akurat nie miałam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać faworyt na razie jest jeden ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Mania maseczkowania 4

Ostatnio pokochałam maski w płachcie, a że mam ich dość spore zapasy to decyduję się na pielęgnację z ich użyciem znacznie częściej. Można by mieć wątpliwość, czym może różnić się jedna maska tego typu od drugiej? Jednak okazuje się, że każda z nich jest inna, a działanie nie każdej mnie zachwyca. Zapraszam Was dziś na czwarty przegląd maseczek, tym razem same wersje na tkaninie.  Maski na tkaninie, inaczej nazywane maskami w płachcie przywędrowały do nas wraz z modą na koreańską pielęgnację skóry. Dotychczas były one dostępne jedynie poprzez strony typu ebay, czy też w sklepach internetowych specjalizujących się w sprzedaży kosmetyków z tej części świata. Pamiętam jak bardzo ucieszyłam się, kiedy w moim rodzimym mieście otworzył się sklep JJ Korean Beauty, a jakiś czas później firmowy sklep It's Skin.  W między czasie wiele innych firm rozpoczęło produkcję tego typu kosmetyków - Garnier, Bielenda, czy Selfie Project, a marki znane dotąd jedynie z internetu zaczęły pojawiać się na t…