Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 czerwca 2021

Recenzja: mySPFcream Miya - ochrona przeciwsłoneczna i nawilżenie

Recenzja: mySPFcream Miya - ochrona przeciwsłoneczna i nawilżenie

Czujecie już lato? Tropikalne temperatury znów zwiastują nadejście tej pory roku. Dla wielu osób to sygnał, że czas pomyśleć o ochronie przeciwsłonecznej. Do moich rąk trafił do testowania mySPFcream marki Miya Cosmetics i to o nim poczytacie w poniższym wpisie, zapraszam serdecznie! 

Jestem posiadaczką cery bardzo jasnej, fototypu I, zwanego celtyckim. Oznacza to, że moja skóra bardzo łatwo ulega podrażnieniom słonecznym i prawie wcale się nie opala. Scenariusz jest zawsze taki sam - nawet niezbyt mocne promienie słoneczne powodują u mnie zaczerwienienie i podrażnienie skóry, która następnie mi schodzi i... zaczynamy od nowa. Dlatego dobry krem z filtrem UV to u mnie podstawa pielęgnacji począwszy od wiosny, aż do późnej jesieni. Zwłaszcza, że jako zapalona rowerzystka wystawiam moją skórę na działanie słońca dosyć intensywnie. Miesiąc temu otrzymałam propozycję przetestowania kremu mySPFcream Miya. Jak wiecie wiele kosmetyków tej marki bardzo dobrze się u mnie sprawdziło, dlatego chętnie zgodziłam się sprawdzić tę "nowość". Zwłaszcza, że używam kremów z wysokim filtrem na co dzień i mam w tej kategorii swojego faworyta od kilku lat. Poprzeczka stanęła wysoko! 

Na początek kilka informacji od producenta odnośnie formuły kremy mySPFcream. Jak wszystkie kosmetyki marki Miya skład w większości jest pochodzenia naturalnego (90,1% składu). Działanie ochronne zapewniają fotostabilne filtry mineralne i organiczne SPF50, które blokując negatywny wpływ promieniowania UV zapobiegają przebarwieniom i fotostarzeniu się skóry. Krem ma nie tylko działanie ochronne, ale też nawilżające, co zapewnia obecność w składzie roślinnych polisacharydów i kwasu hialuronowego. Ekstrakt z granatu odżywia i wzmacnia skórę, a witamina E wpływa na jej jędrność. Wśród składników użytych do produkcji mySPFcream znajdziemy także ekstrakt z alg oraz olej ryżowy i z nasion słonecznika, które regenerują i wygładzają skórę. Z kolei woski z jojoby, słonecznika i mimozy oprócz działania nawilżającego odżywiają skórę i dodają jej miękkości. Pełną listę składników znajdziecie poniżej. 


Skład: Aqua*, C13-15 Alkane**, Propanediol*, Titanium Dioxide**, Caprylic/Capric Triglyceride**, Polyglyceryl-4 Laurate/Succinate*, Ethylhexyl Triazone, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Propanediol Dicaprylate**, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Sorbitan Laurate**, Cetearyl Alcohol*, Glyceryl Stearate**, Jojoba Esters / Helianthus Annuus Seed Wax / Acacia Decurrens Flower Wax / Polyglycerin-3**, Glycerin*, Galactoarabinan**, Oryza Sativa Bran Oil*, Distarch Phosphate**, Polyhydroxystearic Acid**, Tocopherol*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Punica Granatum Fruit Extract*, Hydrolyzed Algin**, Hydrolyzed Sodium Hyaluronate**, Microcrystalline Cellulose**, Cellulose Gum**, Stearic Acid**, Xanthan Gum**, Sodium Stearoyl Glutamate**, Biosaccharide Gum-1**, Tetrasodium Glutamate Diacetate**, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Glyceryl Caprylate*, Sodium Anisate*, Sodium Levulinate*, Alumina**, Citric Acid*, Parfum

*składnik pochodzenia naturalnego **składnik certyfikowany

MySPFcream Miya Cosmetics ma lekką, nietłustą formułę i przyjemny dla nosa zapach. Bardzo łatwo się rozprowadza, ma postać bliższą mleczka niż zbitego kremu, dzięki czemu szybko można pokryć nim skórę całej twarzy. Ma biały kolor i tuż po nałożeniu na skórę jest ona w tym miejscu nieco jaśniejsza. Mimo to szybko się wchłania i nie bieli skóry. Możecie zaobserwować to na zdjęciach z mojego bardzo amatorskiego testu. Porównywałam wchłanianie się mojego dotychczasowego ulubieńca w tej kategorii, którym był Matujący krem nawilżająco-ochronny do twarzy SPF50 marki Avon (LINK) z mySPFcream Miya Cosmetics. Na zdjęciach na górze znajduje się porcja kremu Avon, a poniżej Miya. Widać wyraźnie, że krem Avonu jest bardziej zbity i trudniej się rozprowadza na skórze. Za to podczas wchłaniania krem Miya pozostawia skórę jaśniejszą o kilka sekund dłużej. Spójrzcie jednak na ostatnie zdjęcie - oba kremy wchłonęły się bez śladu, a skóra w miejscu gdzie znajdował się krem Miya jest bardziej promienna i pełna blasku (czego akurat aparat za bardzo nie oddał, musicie mi wierzyć na słowo ;)). 

Od razu po nałożeniu kremu mySPFcream czuć nawilżenie skóry. Po aplikacji staje się ona promienna oraz ukojona. Przy regularnym, codziennym stosowaniu zauważyłam polepszenie się kolorytu skóry oraz jej ogólnego wyglądu. Jest ona wygładzona, wygląda zdrowiej, nie mam problemów z żadnymi wypryskami czy zapchanymi porami. MySPFcream nie roluje się na skórze, dobrze w nią wsiąka i świetnie nadaje się pod makijaż. Ale kto by tam się ukrywał pod makijażem mając tak piękną skórę?! ;-) W ostatnich tygodniach zupełnie zrezygnowałam nawet z kremów BB, a mój make up ograniczył się jedynie do tuszu do rzęs. 

Nakładam mySPFcream codziennie rano na całą twarz oraz szyję, dekolt i kark. Używam go zarówno na co dzień, jak i podczas weekendowych wycieczek w góry. Dzięki wysokiemu filtrowi SPF50 nie miałam w tym roku jeszcze ani razu poparzonej, czy zaczerwienionej skóry! Mimo to skóra jest opalona, ma ciemniejszy koloryt - to nie jest więc tak, że krem zablokował jej opalanie. Skuteczne działanie kremu w połączeniu z przyjemnością używania - szybkim wchłanianiem się i ładnym zapachem, te cechy ostatecznie przekonały mnie do kremu marki Miya. Naturalne składniki bardzo dobrze wpłynęły na moją skórę. No i mam już nowego ulubieńca :) Znacie mySPFcream Miya? Jak chronicie skórę latem? 


MOJE INNE RECENZJE KOSMETYKÓW MIYA:

- Naturalny makijaż z tuszami do rzęs i myBBcream od MIYA

- HAND.lab kuracja do suchych i zniszczonych dłoni MIYA

- Serum nawilżające Beauty.lab, krem pod oczy i esencja micelarna MIYA

- Boostery MIYA oraz kosmetyki do oczyszczania 

Kremy z serii myWONDERbalm MIYA




środa, 22 listopada 2017

Pielęgnacja ciała jesienią i zimą

Pielęgnacja ciała jesienią i zimą
Kiedy przychodzą chłodne dni i zaczynam nosić grube, ciężkie ubrania zapominam często o dbaniu o swoje ciało, opatulone od stóp po głowę. Przyznaję, że na te ciemne, zimne miesiące najchętniej zapadłabym w sen zimowy, dlatego i moja pielęgnacja skóry robi się minimalistyczna. Jeśli jesteście ciekawi, jak ona wygląda - to zapraszam do dalszej części wpisu. 
Jesienią moja skóra staje się bardziej sucha, podrażniona i swędząca. Nawet jeśli używam tych samych kosmetyków pod prysznic, to ich działanie jest zazwyczaj bardziej wysuszające, no i nie ma już takiej możliwości, żebym obeszła się bez balsamów chroniących skórę. Wiele kosmetyków, które latem były dla mnie zbyt "bogate" nagle okazuje się idealnymi i całe szczęście, że się ich wtedy nie pozbyłam! Jednym z takich powtórnych odkryć jest peeling do ciała Super Slim firmy Evree. Peeling ten zawiera mnóstwo dobrych i naturalnych składników, m.in. cukier trzcinowy i sól jodowaną. To kryształki tych składników są odpowiedzialne za działanie ścierające kosmetyku. Dodatkowo w peelingu znajduje się olejek perilla, któremu zawdzięczam cudowne nawilżenie skóry. Możecie zobaczyć jak dużo jest tego olejku o miodowej barwie - widać go pięknie na zdjęciach produktu. Peeling ma ładny, słodki zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze. Zapach jest bardzo przyjemny i jak tylko go czuję, to od razu mimowolnie się uśmiecham ;-) Peeling Super Slim ma za zadanie ujędrnić skórę i zredukować cellulit, a także usunąć martwy naskórek. Grube drobiny przyjemnie masują skórę, a dzięki olejkowi jest ona wyjątkowo miękka. Używanie go to prawdziwa przyjemność i aż sobie zaznaczam w kalendarzu kiedy mogę go ponownie aplikować, gdyż zgodnie z zaleceniem producenta nie powinno to być częściej niż 1-2 razy w tygodniu. Kosmetyk nie zawiera olejów mineralnych i parafiny. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji go wypróbować, to zdecydowanie polecam, zwłaszcza na jesienne i zimowe wieczory. 
Pod prysznicem sięgam teraz po olejek z tej samej linii co peeling. To także kosmetyk, który odstawiłam na półkę latem, a teraz nie wyobrażam sobie bez niego kąpieli! Olejek Super Slim zawiera olejki roślinne i także nie ma w swoim składzie olejów mineralnych i parafiny. Ma delikatny zapach, który kojarzy mi się z trawą cytrynową. W kontakcie z wodą zamienia się w biały płyn o oleistej konsystencji. Po umyciu nim skóra jest bardzo dobrze nawilżona i ma delikatny film ochronny. Dzięki temu możemy już nie używać balsamu. Ma jedną wadę - nie jest tak wydajny, jak "zwykłe" żele pod prysznic, ale akurat mi to zupełnie nie przeszkadza. Trzeba też pamiętać, że produkty te z uwagi na obecność naturalnych składników mają krótszy termin przydatności do zużycia i powinniśmy je zużyć w ciągu pół roku od otwarcia opakowania. 
Drugim produktem pod prysznic, który szczególnie cenię w zimne miesiące jest żel pod prysznic Dove, tutaj akurat wersja Dove Słodki Krem z Piwonią. Kosmetyk ma mlecznobiałą, kremową konsystencję. Dobrze się pieni i jest bardzo delikatny. ZAPACH JEST PO PROSTU OBŁĘDNY! Po umyciu żelem skóra jest przyjemnie miękka w dotyku, odżywiona i przez długi czas mamy uczucie jej nawilżenia. Dzięki temu kosmetykowi od razu czuję się piękniejsza ;-)
To prawda, że po użyciu tak bogatych w składniki żeli, czy olejków moja skóra nie wymaga już tak mocno nawilżenia, jednak nie mogę odmówić sobie przyjemności używania balsamów, zwłaszcza, że temperatura w łazience jest teraz na tyle umiarkowana, że po wysmarowaniu całego ciała nie ryzykuję, że zaraz wszystko spłynie ze mnie razem z potem ^.^ . Dlatego to właśnie chętniej i częściej sięgam po balsamy i masła wszelkiego rodzaju. Jednym z takich ulubieńców stał się balsam Skin So Soft Skindisiac Red z firmy Avon. Jest to kosmetyk o gładkiej, silikonowej konsystencji, który niesamowicie wygładza skórę i nadaje jej taką jakby "śliskość". Pachnie bardzo uwodzicielsko olejkiem z passiflory , dlatego lubię używać go przed randką z ukochanym ;-) Zapach utrzymuje się dość długo, tak jak i uczucie miękkości i nawilżenia skóry. Używanie tego balsamu to prawdziwa uczta dla zmysłów! 
Inny faworyt to balsam Frosted Cranberry z The Body Shop. Produkty TBS maja tak intensywne i soczyste zapachy, że wręcz zachwycają. Wersja, którą posiadam pachnie mrożonymi borówkami i bardzo kojarzy mi się ze świątecznym czasem. Ten zapach zupełnie nie działa na mnie w żadnym innym czasie jak tylko późną jesienią i zimą, dlatego zdecydowanie teraz jest jego czas. Balsam zamknięty jest w podłużnej butelce zakończonej wygodną w użyciu pompką. W konsystencji jest perłowobiały z połyskującą poświatą i dość dużą ilością malutkich, połyskujących drobinek. Ta poświata i drobinki po aplikacji trafiają na skórę, dlatego lubię użyć ten balsam przed wyjściem na mniejszą lub większą imprezę, bo oprócz pięknego, słodkiego zapachu borówek zyskuję także imprezowy błysk.
Olejek do ciała Fruit Power z Evree to taka "wisienka na torcie" dzisiejszego wpisu. Orzeźwiający, owocowy zapach i super nawilżenie to jedne z zalet tego produktu. Olejek ma dwufazową konsystencję i przed użyciem powinno się go mocno wstrząsnąć aby wymieszać ze sobą część z olejkami i z kwasem hialuronowym. Kosmetyk wchłania się w moją skórę nieco wolniej niż balsamy, dlatego zazwyczaj używam go wieczorem, gdy mogę nieco dłużej poczekać na wyschnięcie produktu. Skóra jest po nim bardzo dobrze nawilżona i gładka. Ten efekt utrzymuje się nawet do kilkunastu godzin i jeszcze rano mogę cieszyć się działaniem tego olejku. Opakowanie ma niewielkie, co wiele osób uważa za wadę. Jednak z uwagi na to, że mam w planach stanowcze uszczuplenie zapasów to akurat to mi wcale nie przeszkadza ;-) 

Dzisiejszy post powstał jako odpowiedź na wyzwanie dla blogerów "Piękna przed Świętami", którego organizatorami jest portal Trusted Cosmetics i autorka bloga Różowa Szminka. Znacie lub używałyście produkty z mojego dzisiejszego przeglądu? Podzielcie się opiniami w komentarzach ;-)     

Moje posty biorące udział w wyzwaniu "Piękna przed Świętami":
- Pielęgnacja twarzy i ust - LINK

niedziela, 8 października 2017

Przegląd antyperspirantów

Przegląd antyperspirantów
Dzisiejszy post będzie nieco sportowy, jako że niedawno rozpoczęłam trzeci etap FitMisji. O tym czym jest to wyzwanie napiszę pod koniec wpisu, a na początek zapraszam Was do mini przeglądu antyperspirantów.
Dezodoranty zwane antyperspirantami tym różnią się od swoich zwykłych kolegów, że mają za zadanie zmniejszać wydzielanie potu i w ten sposób maskować brzydki zapachu. Ich działanie opiera się głównie na zawartości solu glinu, która jest w różnym stężeniu i w związku z tym mają one różną skuteczność. Oczywiście to w ogromnym uproszczeniu, bo gdyby tylko od tego  miała zależeć ich skuteczność to raczej nie mieliśmy, aż takiego wyboru ;-) Antyperspiranty występują w różnej postaci - w kulce, w sztyfcie, w sprayu czy też w kremie. Jako że staram się prowadzić raczej aktywny tryb życia, dość często sięgam po różne rodzaje tych kosmetyków. Prezentowane dzisiaj zestawienie to produkty których aktualnie używam lub używałam.
Rexona Motionsense biorythm spray zgodnie z opinią producenta uaktywnia swoje działanie w momencie stresu lub wysiłku oraz działa zgodnie z naszym biorytmem. Czy tak się dzieje trudno ocenić, ale oczywiście to głównie z tego powodu postanowiłam wypróbować akurat ten produkt. Dezodorant ma dość mocny zapach i jego aplikacja przy mało wywietrzonym pomieszczeniu nie jest zbyt przyjemna dla otoczenia. Ponad to użyty na podrażnioną skórę pod pachami będzie szczypał, a na ubraniach może zostawiać nieznaczne jasne ślady (choć widziałam gorsze plamy). Co do działania 48 godzinnego to jest to lekka przesada, zresztą nie wiem jak miałabym to sprawdzić skoro biorę prysznic? ;-)
Podobnie silny zapach posiada dezodorant fresh comfort z Nivei, który ma nam zapewnić "długotrwałą świeżość do 48 h". Ten antyperspirant kupiłam głównie z uwagi na jego zapach - tzn. cotton czyli bawełna. I jest on rzeczywiście ładny. Niestety sam dezodorant potwornie piecze nawet gdy nie mam podrażnionej skóry, więc zużywam go psikając na ubrania. Na szczęście nie zostawia na nich białych śladów, uff... Oba dezodoranty w sprayu są wygodne w używaniu, ale ich działanie nie jest raczej powalające i pot dalej się z nas leje zwłaszcza przy intensywnym wysiłku, stresującym dniu itp. Podsumowując jak dla mnie są to raczej zwyklaki na co dzień o dość przyjemnym ale intensywnym zapachu, który może się gryźć z perfumami (jeśli ich później używamy).
Mój pierwszy dezodorant NEO firmy Garnier kupiłam zaciekawiona jego inną formułą. Jest to dezodorant w kremie, który jednak aplikujemy - dzięki specjalnej nakrętce - bezpośrednio na skórę pod pachami. Dezodorant ma kremową, białą konsystencję, która nie zostawia śladów na ubraniu. Ma przyjemny, pudrowy zapach. Rzeczywiście, tak jak zapewnia producent, daje uczucie suchej skóry. Jeśli chodzi o jego skuteczność, to jest on dość niezły, choć zapewnienia o dwóch dobach bez potu są mocno przesadzone ;-) Ten kosmetyk jest bardzo wydajny, poprzednie opakowanie miałam ponad rok - zobaczymy jak będzie z obecnym. Jest to dobra alternatywa na skórę podrażnioną, gdyż kosmetyk ten nie wpływa na jej dodatkowe szczypanie. Jego skuteczność w minimalizowaniu produkcji potu jest większa, ale też nie maksymalna. Dużym plusem jest delikatne działanie dla skóry, choć podczas używania resztki kosmetyku zostają na nakrętce, z której sypie się przy każdym otwarciu opakowania.
Kolejnym produktem w dzisiejszym zestawieniu jest antyperspirant Bloker z firmy Ziaja. Kupiłam go po pozytywnych recenzjach znalezionych na internetowych blogach. Produkt ten swoje prawdziwe właściwości ujawnia dopiero po czasie regularnego stosowania w określony sposób. Na początku mamy nakładać go co 2-3 dni na oczyszczoną skórę pod pachami na noc. Następnie aplikujemy rano jedynie 1-2 razy w tygodniu. To genialny produkt dla zapominalskich, a jego działanie w minimalizowaniu pocenia się wydaje się być bardzo skuteczne. Przy tym wszystkim ma ładny, delikatny, kwiatowy zapach który szybko się ulatnia. Nie używałam na podrażniona skórę, bo producent wyraźnie przed tym przestrzega. Ale poza tym nie odczułam żadnego pieczenia czy dyskomfortu, jak czasami w przypadku tych w sprayu. Bloker z Ziaji okazał się dobrym produktem w niskiej cenie, w dodatku jego wydajność jest bardzo duża i aż nie wiem czy zdążę przed terminem ważności... ;-)
Ostatni produkt w dzisiejszym przeglądzie to antyperspirant w kulce Only Imagine z Avonu. Z wszystkich powyższych ten jest najtańszy (oczywiście kupowany w promocyjnej cenie 5 zł!). Jest to dezodorant pachnący identycznie jak perfumy o tej samej nazwie. Avon często tworzy linie produktów, aby można było wzmocnić wybrany przez nas zapach. Jeśli chodzi o działanie tego produktu to jego skuteczność w walce z potem jest minimalnie większa niż przedstawionych dzisiaj produktów w sprayu. Jednak zdecydowanie jest ona mniejsza niż dezodorantu w kremie, czy blokera. Kulka ładnie pachnie, trochę chroni, nie podrażnia skóry, niestety może powodować plamy na ubraniach zwłaszcza, gdy użyjemy jej zbyt obficie lub nie poczekamy z jej wyschnięciem. Jeśli mamy perfumy o tym samym zapachu, to z pewnością fajnie jest użyć tych produktów w duecie. Nie wiem tylko, czy mając kilka różnych butelek perfum zdecydowałabym się na zakup do każdej z nich kolejnej kulki.
Dzisiejszy przegląd pokazuje, że mimo wielu produktów zmniejszających potliwość problem pozostaje, a każdy z nich ma swoje zalety, ale też i wady. Może właśnie dlatego nie mogę obejść się z tylko jednym tego typu produktem jednocześnie? Wracając do tematu FitMisji - w klubie Fitness Academy, sieci do której należę, w kwietniu tego roku ruszyło wyzwanie polegające na zbieraniu pieczątek za każdy odbyty trening dziennie. Każdy etap FitMisji ma inną ilość pieczątek do zebrania oraz inny czas trwania - ma to nas zmobilizować do częstszych, regularnych treningów. Po zakończeniu każdego z etapów otrzymujemy nagrody gwarantowane, jak np. shaker, godzinę treningu personalnego, ręcznik, kubek termiczny, torbę sportową czy tygodniowy karnet, który możemy podarować przyjacielowi. Oprócz tego po zakończeniu każdego etapu bierzemy udział w losowaniu nagrody głównej - jednej z siedmiu wycieczek na Tajwan! *.* Muszę przyznać, że wygranie wycieczki będzie raczej mało prawdopodobne, ale sama formuła zbierania pieczątek oraz tych gwarantowanych prezentów na mnie podziałała bardzo mobilizująco i od rozpoczęcia zabawy staram się zaliczać kolejne etapy i uczęszczam do fitness klubu z o wiele większym zapałem. Pomysłodawcy tego wyzwania kupili mnie całkowicie! Bardziej aktywny tryb życia przekłada się m.in. na większe zainteresowanie takimi kosmetykami, jak te z dzisiejszego przeglądu. No i mamy powód dzisiejszego posta ;-) 

A wy używacie na co dzień antyperspirantów? Może znacie, któryś z tych dzisiaj wymienionych? A może macie swojego faworyta i chcecie zdradzić który to jest? Chętnie poczytam Wasze komentarze!  
 

środa, 23 sierpnia 2017

Letnia pielęgnacja włosów - Wakacyjny Poradnik Urodowy

Letnia pielęgnacja włosów - Wakacyjny Poradnik Urodowy
Tego lata moje włosy wystawiły mnie na trudną próbę cierpliwości. Wyjątkowo się plątały i stały się bardzo suche i "sianowate". Przyznaję, że całe wakacje z nimi walczę i chyba jesień mnie zastanie w tej walce. A jakiego oręża używam do okiełznania moich włosów? Zapraszam Was na kolejną część Wakacyjnego Poradnika Urodowego. 
W czerwcowym denko zużyłam maskę do włosów Jasmine Kallosa i od tamtej pory moje włosy dawały mi sygnały, że inne produkty jakimi je próbowałam częstować nie są ich ulubionymi. Nie wiem czy też tak macie, ale moja pielęgnacja latem jest tak zupełnie inna niż zimą, czy w okresach nazwijmy to "przejściowych", że nawet nie próbuję przyzwyczajać się do danego kosmetyku, bo wiem, że za chwilę może on okazać się już zupełnie "nie taki". Tak też działo się i tym razem i mimo, że byłam całkiem zadowolona z maski Kallosa o czym możecie poczytać w poście TUTAJ, to postanowiłam poużywać innych produktów dostępnych w domu (też w formie próbek), aby zobaczyć jak zareagują na nie moje włosy. Niestety te próby nie były zbyt szczęśliwe, a dający się we znaki lipcowy upał zaważył na decyzji o ścięciu włosów. I chociaż dzień po już prawie żałowałam tej decyzji, to jednak z perspektywy czasu muszę przyznać, że jest mi znacznie lżej na głowie, łatwiej jest pielęgnować krótsze włosy, a najważniejsze, że w nowej fryzurze także mogę związać włosy w kitkę - dlatego nie przeszkadza mi ona w codziennych czynnościach czy ćwiczeniach. Włosy zostały ścięte z tyłu nieco krócej, a z przodu do wysokości podbródka, dzięki czemu przy twarzy właściwie dzieje się to samo co się działo, a mi łatwiej jest przyzwyczaić się do tej zmiany. Na samym dole dzisiejszego postu zamieszczam zdjęcia przed i po ścięciu.

Po zmianie fryzury przypomniałam sobie o masce do włosów Herbal Steam Bath z linii Planet Spa z Avonu. Ma ona postać gęstego masła, zamkniętego w opakowaniu-słoiku. Wśród nut zapachowych wyczujemy cedr i eukaliptus, co nadaje tej masce zdecydowanie relaksujący charakter. Maskę nakładam na umyte, wilgotne włosy i trzymam co najmniej 10 min. Tak długi czas trzymania kosmetyku na włosach zdecydowanie nie wpływa na wygodę jej użytkowania. Jednak czasami warto przecierpieć to czekanie ;-) Co otrzymuję w zamian? Pięknie pachnące, dobrze nawilżone i delikatne włosy oraz ładnie podkreślony skręt loka. Włosy są miłe w dotyku, odświeżone i dobrze się układają. Zapach maski utrzymuje się na nich dość długo po umyciu. Poszłam o krok dalej i używam tej maski podczas pobytu na saunie, dzięki czemu gorące powietrze dodatkowo wzmacnia jej działanie i nie ma problemu z utrzymaniem jej na włosach przez dłuższy czas. Złe wieści są takie, że firma Avon z niezrozumiałej dla mnie przyczyny nie prowadzi już sprzedaży tej linii Herbal Steam Bath, w związku z tym aby zdobyć ten produkt trzeba szukać go na wyprzedażach. A szkoda, bo kosmetyk wart polecenia, zresztą tak samo jak maseczka do twarzy z tej samej linii, o której pisałam w poście dotyczącym pielęgnacji twarzy LINK
Poszukując idealnego szamponu dla moich włosów w wersji na lato sięgnęłam do swoich zapasów po upiększający szampon BB Advance Techniques z Avonu. Jest to dość treściwy kosmetyk o mlecznobiałej konsystencji, który zgodnie z obietnicą producenta pomaga wzmocnić włosy i zapewnia ich nawilżenie. Widoczne na zdjęciu opakowanie to stara wersja produktu, obecnie butelka ma bardziej okrągły kształt zakończony nakrętką z dozownikiem. Szampon BB ma treściwą i gęstą formułę, którą bardzo polubiły moje włosy. Po umyciu są one dobrze nawilżone i miękkie, a fale są podkreślone. Szampon ma kwiatowy zapach i jest bardzo przyjemny w użytkowaniu. Zdecydowanie polecam! 
Ostatnie moje odkrycie to maseczki do włosów w saszetkach Cien Profssional z Lidla. Bywam codziennie w Lidlu, ale specjalnie nie przechodzę alejką "kosmetyczną", aby nie ulegać zbyt często pokusie. Dlatego wcześniej nie zauważyłam tych produktów, a podobno są one w sprzedaży już od czerwca. Maseczki do włosów Cien Professional są porównywane w składzie i działaniu do Biovaxa L'Biotica! Ja dla siebie wybrałam na próbę maskę dla włosów pozbawionych witalności i objętości z olejem z awokado i bambusem oraz dla włosów wypadających z sokiem z aloesu. Każda z nich kosztowała mnie zawrotną kwotę 1,29 zł. Jeśli chodzi o działanie obu tych masek to jeszcze ich nie przetestowałam. Zniechęciła mnie nieco formuła opakowania - już widzę te wyciskanie z saszetki brrr.. Z tego powodu nie chcę testować ich pod prysznicem w fitness klubie, a to tam ostatnio najczęściej myję głowę ;-) Fragment odnośnie działania tych masek będzie uzupełniony w najbliższym czasie. Prezentuję za to zdjęcia moich włosów przed i po obcięciu: 
Pod koniec wakacji moja pielęgnacja włosów jest dość prosta. Skupiam się na nawilżeniu i odżywieniu włosów, choć oczywiście nie moge odmówić sobie także ich perfumowania. Prześlicznie pachnący spray do włosów ETE to nadal mój numer jeden. Opisywałam go w poście dotyczącym letnich zapachów LINK

Dzisiejszy post stanowi kontynuację letniego wyzwania Wakacyjny Poradnik Urodowy, w którym biorę udział. Linki do innych postów tego wyzwania przedstawiam Wam poniżej. 
A jak wygląda Wasza pielęgnacja włosów przy końcówce lata? Znacie lub używałyście któregoś z produktów, które dziś prezentuję? Czekam z ciekawością na Wasze komentarze ;-) 

Poprzednie moje posty biorące udział w "Wakacyjnym Poradniku Urodowym":
- Ochrona przeciwsłoneczna - LINK
- Regeneracja skóry i włosów po opalaniu - LINK
- Letnia pielęgnacja stóp - LINK
- Letnia pielęgnacja dłoni i paznokci - LINK
- Ulubione letnie zapachy - LINK

 

       

środa, 26 lipca 2017

Żel i krem ATOPIS - duet do pielęgnacji skóry suchej i atopowej

Żel i krem ATOPIS - duet do pielęgnacji skóry suchej i atopowej
Mimo, że moja skóra na co dzień nie sprawia mi większych problemów, to jednak bywają momenty, gdy staje się mocno wrażliwa i podrażniona. Obserwując swoje ciało wiem, że wiąże się to zazwyczaj z moim cyklem. Sięgam wtedy po zupełnie inne produkty do pielęgnacji, a dziś chcę przedstawić Wam duet ATOPIS z firmy Novaclear.


Testowałam dwa produkty - płyn do mycia twarzy i ciała oraz krem natłuszczająco-nawilżający do twarzy i ciała. Właściwie, to powinnam napisać "testowaliśmy", bo produkty te świetnie sprawdziły się przy pielęgnacji skóry mojego narzeczonego ;-)


Płyn do mycia twarzy i ciała ATOPIS zawiera olej konopny i ekstrakt z korzenia lukrecji. Bardzo delikatnie oczyszcza skórę bez naruszania jej naturalnej bariery, dlatego z powodzeniem nadaje się do codziennego stosowania. Kosmetyk nie zawiera drażniących substancji chemicznych, jak np. silikonów, czy SLS. Nie zawiera także barwników, ani substancji zapachowych. W plastykowej tubie zamknięty jest półprzeźroczysty żel o dość leistej konsystencji. W sprzedaży jest także większe opakowanie z pompką, co moim zdaniem przy tej formule produktu może być wygodniejsze w stosowaniu. Żel nie pieni się, przez co mam wrażenie, że używam go więcej niż przy standardowym żelu od mycia. Łagodnie oczyszcza skórę i pozostawia na niej delikatnie wyczuwalną warstwę ochronną. Skóra po jego użyciu jest wyraźnie nawilżona, nawet w suchych partiach. Nic nie swędzi, nie piecze, nie podrażnia. Jednakże z uwagi na brak substancji zapachowych żel ten nie odświeża, a raczej pielęgnuje skórę.

Krem natłuszczająco-nawilżający do twarzy i ciała ma białą, kremową konsystencję. Nałożony na skórę twarzy był jak dla mnie zbyt bogaty, dlatego zazwyczaj stosowałam go na noc -  w lecie już wystarczająco świeci mi się skóra. Kosmetyk sprawdził się także przy pielęgnacji ciała, zwłaszcza suchych partii. Znacie to uczucie, gdy po kąpieli w wodzie nie użyjecie balsamu, a skóra zaraz zaczyna swędzieć? Tutaj krem ten sprawdził się doskonale i zupełnie nie przeszkadzała mi już bezzapachowa formuła. Produkt jest bardzo wydajny, niewielka ilość z powodzeniem wystarczy na duże obszary ciała. Nie jest to jednak krem pod makijaż - w połączeniu z podkładem, czy kremem BB skóra świeci się niemiłosiernie. No, ale przecież nie takie jest przeznaczenie tego produktu!


Kosmetyki ATOPIS mają za zadanie pielęgnację i ochronę skóry atopowej, suchej i wrażliwej. Przywracają naturalne PH skóry, a dzięki obecności organicznego oleju konopnego w składzie mają wpływ na odbudowę warstwy hydrolipidowej naskórka. W ich składzie znajdziemy także ekstrakt z lukrecji łagodzący podrażnienia, panthenol przyśpieszający regenerację naskórka (żel) oraz alantoinę (krem). Produkty ATOPIS można zakupić w aptece, koszt nie jest duży około 20 zł. Płyn do mycia twarzy i ciała występuje w opakowaniu o pojemności 200 ml oraz 500 ml z pompką. Krem natłuszczająco-nawilżający do twarzy i ciała odpowiednio w opakowaniu 100 ml oraz 250 ml. Więcej informacji na temat tych i innych kosmetyków ATOPIS, a także wiedzy o pielęgnacji skóry atopowej dowiecie się ze strony producenta TUTAJ

Znacie te produkty? A może w inny sposób radzicie sobie z problemami suchej lub atopowej skóry? Dajcie znać w komentarzach! 



zBLOGowani.pl

niedziela, 23 lipca 2017

Letnia pielęgnacja stóp

Letnia pielęgnacja stóp
Trzeci wpis wyzwania "Wakacyjny Poradnik Urodowy" poświęcony jest letniej pielęgnacji stóp. O tej porze roku częściej zwracamy uwagę na tą część naszego ciała - odkryte sandałki i kolorowe paznokcie nie lubią się z zaniedbaną skórą. Przyznaję, że nie przepadam za żmudną pielęgnacją stóp, jeśli więc lubisz szybkie i proste rozwiązania to zapraszam Cię do dalszej części tego posta.


Upały dają się nam ostatnio mocno we znaki. Coraz częściej też czuję, że moje stopy są ociężałe i zmęczone nawet rano! Na szczęście mam w domu kosmetyk, który świetnie radzi sobie z tym problemem - chłodząca pianka Foot Work z firmy Avon. Produkt ten po naciśnięciu sprayu pokrywa naszą skórę pianką, która ma silne działanie chłodzące. Trochę przypomina mi to zawsze używanie pianki Pantenol. Tutaj jednak natychmiast wyczuwamy przyjemny chłodek, który utrzymuje się na skórze dość długo, skutecznie odprężając i dodając energii. Nasze naczynie krwionośne dzięki temu obkurczają się, a my nie czujemy już tego niemiłego opuchnięcia spowodowanego wysokimi temperaturami. Proste i genialne! Oczywiście piankę, możemy także używać na nogi, zwłaszcza w okolicy kostek i łydek - nie tylko stopom należy się ulga w upalne dni.



Jeśli czytasz mojego bloga od jakiegoś czasu, to wiesz że w maju zafundowałam moim stopom po raz pierwszy kurację z maską złuszczającą. Byłam zaskoczona jej działaniem, które ujawnia się dopiero po jakimś czasie. Jednak zdecydowanie wygląd złuszczającej się płatami skóry nie należy do najprzyjemniejszych, poza tym niektóre zrogowacenia nadal pozostały. Używałam wtedy zastępczo płatków peelingujących z kwasami AHA z firmy Avon. O obu tych produktach pisałam w TYM poście.


Jednak, gdy skóra na moich stopach zaczyna być w złym stanie, a pięty robią się szorstkie sięgam po... masażer! Tak, nie przesłyszeliście się ;-) SCULPTOR to urządzenie masujące, które posiada wśród różnych rodzajów końcówek także ścierającą, a ze względu na dużą moc urządzenia okazało się, że jest to najlepszy sposób na pozbycie się zrogowaceń i starego naskórka ze stóp! Urządzenie dostałam w prezencie, ale było prawdopodobnie zakupione w Mango. Jednak jestem przekonana, że tego typu masażerów jest na rynku obecnych wiele. Jeśli chcecie używać ich do peelingu stóp polecam zwrócić uwagę na to, czy jest możliwość dokupienia końcówek ścierających (wbrew pozorom zużywają się!). Polecam także wybrać model zasilany kablem elektrycznym - dzięki temu urządzenie będzie miało zdecydowanie większą moc, a co za tym idzie - skuteczniejsze działanie. Dzięki Sculptorowi zapomniałam już jak używa się klasycznego pumeksu czy tarki do stóp, a skóra na moich stopach jest miękka przez całe lato ;-)


Oczywiście obok mechanicznego złuszczania wspomagam się kosmetykami i latem są to zazwyczaj specjalne, lżejsze wersje zapachowe popularnych produktów. W tym roku postawiłam na trio z firmy Avon - peeling i lotion o zapachu Mojito oraz spray odświeżający o zapachu zielonej herbaty i mięty. Peeling zawiera delikatne drobinki ścierające, dlatego używam go raczej do codziennej pielęgnacji, a większe zrogowacenia usuwam mechanicznie. Nawilżający balsam ma konsystencję lekkiego lotionu, który bardzo szybko wchłania się w skórę i nie pozostawia lepkiej warstwy. Oba produkty mają przepiękny i orzeźwiający limonkowy zapach, który dodatkowo chłodzi stópki. Spray także ma działanie chłodzące i można go używać zarówno do odświeżenia stóp w ciągu dnia, jak i do wnętrza butów. Pozostawia przyjemny zapach zielonej herbaty i mięty. 



Odkryte stopy latem są zazwyczaj bardziej wrażliwe na bodźce zewnętrzne. Zdarza się, że po całym intensywnym dniu mimo zachowanej pielęgnacji potrafią mnie piec i szczypać. Sięgam wtedy po kojąca kąpiel do stóp - gotowy produkt, który wystarczy wlać do miski z wodą i wymoczyć w niej stopy. Ostatnio zużywam jeszcze "zimowe" zapasy i jest to relaksująca kąpiel do stóp z orzechami makadamia firmy Avon, która przepięknie pachnie niczym ciasteczka petit beurre!!! Taką odświeżającą kąpiel można też przygotować dodając do wody soli kuchennej i dowolnego olejku zapachowego.

Być może sądząc po długości tego wpisu można odnieść wrażenie, że moja pielęgnacja stóp latem nie jest wcale taka prosta, jak zaznaczałam we wstępie. Trzeba jednak pamiętać, że niektóre etapy są włączane tylko w zależności od potrzeby, a nie na co dzień. Znacie przedstawione tu produkty? A może macie własne sposoby na letnią pielęgnację stóp? Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze ;-)

Dzisiejszy post to moja odpowiedź na wyzwanie "Wakacyjny Poradnik Urodowy", o którym pisałam w TYM poście. Przypominam, że nadal możecie dołączyć do tej zabawy, do czego Was bardzo zachęcam.      

Poprzednie moje wpisy biorące udział w "Wakacyjnym Poradniku Urodowym":
- Ochrona przeciwsłoneczna - LINK
- Regenereacja skóry i włosów po opalaniu - LINK

sobota, 15 lipca 2017

Regeneracja skóry i włosów po opalaniu

Regeneracja skóry i włosów po opalaniu
Tegoroczne lato jeszcze nie zmęczyło nas upałami - pogoda jest raczej umiarkowana. Jednak jeśli tak jak ja jesteście posiadaczkami jasnej karnacji, to nawet te umiarkowane słoneczko może wyrządzić skórze niemałe szkody. Dziś przedstawię Wam kosmetyki, które pomagają w ukojeniu skóry po słonecznej kąpieli. Jest to drugi post wyzwania "Wakacyjny Poradnik Urodowy".


Jestem posiadaczką dość jasnej i wrażliwej na słońce cery. Każdy kontakt ze słońcem kończy się u mnie zaczerwienieniem, a często też poparzeniem, gdy przebywam na dworze cały dzień, zwłaszcza nad wodą. Doskonale wiem jak reaguje moja skóra na słońce dlatego już od końca kwietnia nie wychodzę z domu bez kremu z filtrem (czasem także i wcześniej zwłaszcza przy sportach zimowych). Mimo to zdarza się jednak, że dochodzi u mnie do poparzenia skóry. Często po powrocie do domu po takim upalnym dniu mam dziwne uczucie - jest mi zarówno chłodno, z uwagi na niższą temperaturę wieczorem, ale też gorąco, bo pali mnie moja rozgrzana do czerwoności skóra. W takiej sytuacji najszybszym ukojeniem jest dla mnie okład z kefiru lub maślanki, albo pianka Panthenol. I nie znam nic bardziej skutecznego (i delikatniejszego). Tych sposobów raczej nie muszę nikomu przedstawiać, przekazywane są z pokolenia na pokolenie ;-) 


Jednak nawet wtedy kiedy jestem na słońcu kilka godzin, to mimo naprawdę skrupulatnego używania kremów z filtrem, czuję że moja skóra staje się bardziej wysuszona i podrażniona. Sięgam wtedy po kosmetyki, które skutecznie i łagodnie ją regenerują. Moim ostatnim odkryciem jest aloesowy żel firmy Holika Holika. Wiele razy czytałam recenzje o tym produkcie wśród blogerek, jednak odstraszała mnie konieczność zamawiania tego produktu i czekania na przesyłkę. Gdy więc w lokalnej drogerii znalazłam go na półce nie zastanawiałam się zbyt długo - wiedziałam, że chce go koniecznie przetestować. Jego działanie przerosło moje oczekiwania, a produkt okazał się naprawdę genialny! Kosmetyk na formę przeźroczystego żelu o delikatnym, świeżym zapachu. Nie bez znaczenia jest też jego bardzo efektowne opakowanie, które budzi duże zainteresowanie. Żel zamknięty jest w butelce zakończonej klipsem. Sama formuła jest dość lejąca, a zastosowanie bardzo wszechstronne. Żel zawiera 99% ekstraktu z aloesu, który ma działanie nawilżające. Szybko i skutecznie łagodzi zaczerwienienia i podrażnienia oraz naprawdę mocno nawilża! Dlatego jest niezastąpionym produktem do pielęgnacji skóry po opalaniu. Oprócz tego żel aloesowy świetnie nadaje się do łagodzenia śladów po ukąszeniach wszelkich owadów oraz jako nawilżająca odżywka do włosów. Produkt tak wszechstronnego zastosowania, że powinien być obecny w każdym domu!


Kolejny kosmetyk, który szybko i skutecznie nawilża skórę spragnioną wody, to orzeźwiający żel Endless Touch Skin So Soft z firmy Avon. Ten kosmetyk o żelowej konsystencji pachnie PRZEPIĘKNIE cytrusami, a skóra po jego użyciu staje się aksamitna w dotyku i satynowa. Produkt zawiera olejek arganowy. Żel zamknięty jest w stojącej tubie zamykanej na klips, dzięki czemu mamy pewność, że zużyjemy go do ostatniej kropli. Posiadam go ze swoich zapasów, nie jest on już niestety dostępny w regularnej ofercie Avon. A szkoda, bo jest naprawdę wart zainteresowania.


Opaloną słońcem skórę uwielbiam podkreślać olejkiem Huile Prodigieuse NUXE. Zaczęło się od zakupu malutkiego opakowania, które okazało się niesamowicie wydajne. W tym roku na jednej z promocji z Superpharm ujrzałam duże opakowanie, w dodatku ze sprayem za niecałe 30 zł! Nie mogłam przejść obojętnie obok! I tak stałam się szczęśliwą posiadaczką dużej wersji, która jest znacznie wygodniejsza w użytkowaniu. Suchy olejek NUXE delikatnie ozłaca skórę, co wygląda przepięknie gdy jest ona muśnięta słońcem. Nie są to żadne drobiny, ale delikatny połysk. Zapach olejku jest obłędny - taki miodowy. Wiem, że zazwyczaj kobiety dzielą się na te, które uwielbiają zapach produktów NUXE i te, które go nie znoszą. A zapach trzeba polubić, bo utrzymuje się dość długo (i o to chodzi). Kosmetyk ten zawiera olej z ogórecznika i ze słodkich migdałów, jest bogaty w witaminę E. Także ten produkt można stosować zarówno na skórę całego ciała, jak i na włosy, które dzięki niemu stają się pięknie odżywione i błyszczące.


Nawiązując do włosów, to one także mogą być bardziej przesuszone po kąpielach słonecznych. Do ich pielęgnacji dodaję wtedy odżywkę w sprayu Moisture Kick firmy Schwarzkopf, którą poleciła mi fryzjerka. Moje włosy są naturalnie lekko kręcone, a dzięki tej odzywce skręt loków ładnie zostaje podkreślony. Same włosy natychmiast stają się bardziej nawilżone i odżywione. Do tego przyjemnie pachną ;-)


Natychmiastowe działanie ma także nawilżająca mgiełka do ciała Hydration Moisturizing z Yves Rocher. Mgiełka zawiera żel z aloesu i rumianek, dlatego szybko i skutecznie koi skórę podrażnioną słońcem. Wygodne opakowanie z pompką pozwala na używanie jej w zależności od potrzeby w każdej chwili. Lekko ziołowy zapach odświeża i relaksuje.


Na zakończenie chciałam Wam jeszcze przedstawić dwa nawilżające balsamy z letnich serii. Oba należą do serii Naturals i są z firmy Avon. Pierwszy, o nazwie Escape to połączenie kokosu i karamboli, które przywodzi na myśl rajską plażę na zapomnianej wyspie. Drugi, czyli Dazzling pachnie różowym grapefruitem z nutką mięty - zupełnie jak owocowe drinki sączone na leżaku. Oba balsamy mają kremową konsystencję, a skóra po ich użyciu jest gładka i miękka w dotyku. Dzięki zapachowym nutom kojarzą się z wypoczynkiem i wakacjami. Wąskie opakowanie zmieści się do każdej letniej walizki, a zamykanie na klips ułatwi używanie w różnych warunkach. Choć może lepiej zostawić je na jesienną porę, aby przypominały nam wakacyjne, słoneczne chwile? ;-)

Przedstawiłam Wam dzisiaj sześć produktów, których działanie pomoże w regeneracji i ukojeniu skóry podrażnionej promieniami słonecznymi. Macie tutaj swoich faworytów? A może używacie zupełnie innych produktów? Koniecznie podzielcie się opiniami w komentarzach - uwielbiam Was czytać! ;-) 
Powyższy post to moja odpowiedź na wyzwanie "Wakacyjny Poradnik Urodowy", o którym pisałam w TYM poście. Przypominam, że dalej możecie dołączyć do tej zabawy, do czego Was bardzo zachęcam.      

Poprzednie wpisy biorące udział w "Wakacyjnym Poradniku Urodowym":
- Ochrona przeciwsłoneczna - LINK


sobota, 1 lipca 2017

Himalaya Herbals wielkie testowanie

Himalaya Herbals wielkie testowanie
Czy kiedykolwiek dostałyście w przesyłce od firmy KWIATY??? Mi się to jeszcze nie zdarzyło. Właściwie zupełnie nigdy bym się tego nie spodziewała! Dlatego musicie wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy otwierałam wielkie pudło dostarczone mi przez kuriera... Znajdowały się w nim dwa sekulenty! Prawdziwe! I to w całkiem niezłym stanie, jak na podróż paczką. W taki oto sposób firma Himalaya Herbals postanowiła zapoznać mnie ze swoimi kosmetykami ;-)


W paczce oprócz wspomnianych wyżej kwiatków znajdowały się także kosmetyki Himalaya: oczyszczająca pianka do mycia twarzy, peeling oraz maseczka wszystkie z linii antybakteryjnej, a do tego intensywnie nawilżający krem do twarzy i ciała oraz wybielająca pasta do zębów. Wszystkie te produkty zostały już przeze mnie przetestowane i chętnie podzielę się tutaj z Wami recenzjami z ich używania.


Jako pierwszą przetestowałam oczyszczającą piankę do mycia twarzy z serii Himalaya Neem. Neem to inaczej Miodla Indyjska - znane od tysięcy lat zioło o właściwościach antybakteryjnych. Pianka do mycia zawierająca Neem ma działanie oczyszczając i bakteriobójcze pomocne zwłaszcza przy tłustej cerze z tendencją do trądziku. Kosmetyk ma postać płynu, który po wyciśnięciu z atomizera tworzy delikatną piankę. Tą pianką zmywamy skórę twarzy. Pianka ma kolor lekko zielonkawy i przepięknie pachnie ziołami i eukaliptusem. Oprócz wspomnianego już Neem mamy tu także kurkumę. Pianka bardzo skutecznie oczyszcza skórę twarzy i ją matowi. Ja jestem posiadaczką cery normalnej-miejscowo wrażliwej z tendencją do trądziku. Stąd jak dla mnie pianka jest idealna, ale nie do stosowania na co dzień, gdyż jej działanie jest dość silne i czuję jak moja skóra jest po niej ściągnięta. Za to rewelacyjnie pomogła mi w pozbyciu się wszelkich zanieczyszczeń i wyprysków - po prostu zniknęły!

 
Peeling oczyszczający z Neem, to kolejny produkt z linii dedykowanej do skóry trądzikowej. Peeling posiada dość ostre drobinki dlatego posiadaczki wrażliwszej cery (jak ja) muszą bardzo uważać przy używaniu tego produktu. Produkt świetnie sprawdzi się za to u tych osób, które mają tłustą skórę i lubią uczucie mocnego, dokładnego oczyszczania. Sam peeling ma kremową konsystencję i bardzo przyjemny, ziołowy zapach. Dobrze usuwa wszelkie zanieczyszczenia ze skóry i przygotowuje ją od dalszych zabiegów. Zawiera granulki z pestek moreli. W połączeniu z pianką oczyszczającą jest dobrym wstępem do maseczki z tej samej linii.

 
Maseczka oczyszczająca z Neem czyli Miodlą Indyjską pomaga w leczeniu i zapobiega powstawaniu wyprysków. Maseczka w swoim składzie zawiera także krzem, tlenki żelaza, glin, magnez i wapń oraz glinkę Multani Mitti. Kosmetyk ma za zadanie oczyścić naszą skórę ze wszelkich zanieczyszczeń, ale także delikatnie ją wygładzić i ukoić. Nakładamy ją na oczyszczoną wcześniej skórę twarzy. Ja wcześniej użyłam pianki oczyszczającej i peelingu z tej samej serii. Maseczka wyglądem przypomina błoto ;-) Ma ziołowy zapach, który jest dość przyjemny i nie drażni. Po nałożeniu na twarz maska ma kolor brunatno-brązowy, a po zastygnięciu zmienia się na zielony. Pokazałam to Wam na zdjęciach ;-) Jako, że moja skóra jest czasami bardzo wrażliwa, to nie wytrzymałam zalecanych przez producenta 10-15 min i zaraz po zastygnięciu maseczki zmyłam ją ciepłą wodą z gąbeczką konjac. Nie wiem, czy udało by mi się to bez tej gąbeczki, bo maseczka ciężko zmywała się z twarzy. Skóra po zmyciu maseczki była bardzo mocno oczyszczona i zmatowiona. Producent zaleca stosowanie tej maseczki 1-2 razy w tygodniu, jednak myślę, że dla mojej skóry raz na tydzień to będzie zdecydowanie wystarczająco. Bardzo polecam ta maskę osobom, które borykają się z tłustą, zanieczyszczoną cerą!



Na kolejny testowy "ogień" poszedł intensywnie nawilżający krem do twarzy i ciała Himalaya Herbals. Przyznaję, że nie przepadam za tego typu kosmetykami "do wszystkiego", głównie dlatego, że ich konsystencja jest dla skóry mojej twarzy zazwyczaj zbyt bogata. Jednak tutaj wręcz zachwyciłam się składem i obecnością naturalnych składników: krem zawiera kiełki pszenicy bogate w witaminę E oraz słodkie migdały! Konsystencja kremu jest gęsta, dzięki czemu już niewielka ilość wystarczy na porządne nawilżenie skóry. Bo właściwości nawilżające ten krem ma SUPER. Nie wiem czy widać to na zdjęciu z moją ręką, ale skóra jest wyraźnie odżywiona i zauważalnie bardziej nawilżona zaraz po użyciu. Krem ma przyjemny zapach i duże, 150 ml opakowanie. Świetnie nadaje się także do pielęgnacji skóry całego ciała. Do mojej twarzy okazał się troszeczkę zbyt bogaty i powoduje nieco świecenie. Używam go więc na noc, aby skorzystać z dobroczynnych składników nawilżających, ale nie błyszczeć się jak choinka.



Wśród kosmetyków jakie dostałam do testowania znalazła się także pasta do zębów Sparkly White. Okazało się, że kosmetyk ten jest bardzo dobrze znany mojej mamie, która często sięga po pasty tej firmy, głównie z uwagi na to, że nie zawierają one fluoru. Dla mnie ten produkt był zupełną nowością, dlatego tym bardziej ochoczo zabrałam się za jego testowanie. Pasta Sparkly White zawiera naturalne składniki - enzymy roślinne z papai i ananasa, które w naturalny sposób usuwają przebarwienia i wybielają zęby. Na ten efekt będę musiała jednak nieco poczekać - w końcu żadna pasta wybielająca nie działa z dnia na dzień. Kosmetyk zawiera także wyciąg z drzewa arakowego, który ma za zadanie pielęgnować dziąsła i zapobiegać ich stanom zapalnym i krwawieniu. Jako, że jest to mój główny problem jeśli chodzi o higienę jamy ustnej to mam bardzo wielkie nadzieje względem działania tej pasty. Jednak myślę, że na ocenę tych właściwości jest jeszcze zbyt wcześnie. 
Co mogę ocenić już teraz? Konsystencja pasty jest jednolita, zapach ziołowy, delikatnie miętowy, ale nie nachalnie jak w niektórych pastach. Smak także nie ostry, co stanowi prawdziwą ulgę dla podrażnionych dziąseł. Mimo to w ustach pozostaje uczucie świeżości na długi czas. Sama pasta dobrze się pieni i oczyszcza zęby. Warto dodać, że nadmiar fluoru nie do końca jest dla naszego organizmu obojętny, dlatego pasta Himalaya, któa go nie zawiera może być świetną alternatywą.



To było moje pierwsze testowanie pochodzących z Indii kosmetyków firmy Himalaya Herbals. Przyznaję, że pozytywnie zaskoczyła mnie w nich obecność naturalnych składników, ale też skuteczne działanie. Kosmetyki z linii oczyszczającej z Neem okazały się bardzo dokładnie oczyszczać skórę i mocno ją matowić. To prawdziwe wybawienie w gorące, letnie dni ;-) Z kolei gęsty, odżywczy krem bardzo szybko i zauważalnie nawilża skórę i myślę, że przyda się także np. po opalaniu. Co do działania wybielającej pasty to wiąże z nią duże nadzieje, a czas oceni czy je spełniła (i mój dentysta!). A wy znacie kosmetyki Himalaya Herbals? Jak się u Was sprawdziły? 

Jeśli chciałybyście zapoznać się też z innymi produktami tej firmy to zapraszam na ich stronę TUTAJ

Copyright © Nostami blog , Blogger