Przejdź do głównej zawartości

Letnia pielęgnacja ciała

Latem odkrywamy nieco więcej naszego ciała i dlatego też większa uwagę zwracamy na jego pielęgnację. Więcej czasu spędzamy w ruchu i na świeżym powietrzu, przez co nasza skóra jest bardziej narażona na czynniki zewnętrzne. W jaki sposób dbałam tego lata o moją skórę? Dowiecie się z dalszej części tego posta, który jest siódmą częścią Wakacyjnego Poradnika Urodowego. 
W jednym z wcześniejszych postów pisałam Wam o tym, w jaki sposób dbam o skórę po opalaniu LINK. Wymieniłam tam produktu, z którymi przez całe lato nie rozstaję się i mam nadzieję, że przynajmniej niektóre z nich zagoszczą u mnie także i na chłodniejsze pory roku. Dzisiejszy post będzie zatem bardziej uzupełnieniem i pokażę Wam inne produkty do ciała, które zachwyciły mnie swoim działaniem i po które chętnie sięgam zwłaszcza u schyłku lata. Mimo, że kilka dni tegorocznych wakacji udało mi się spędzić nad przepięknym jeziorem, a pogoda bardzo nam dopisała, to moja opalenizna jest już niestety tylko wspomnieniem. Dlatego z ciekawością wypróbowałam kilka produktów, które obok właściwości pielęgnujących skórę mają za zadanie nieco ją przybrązowić. 
Sporo czasu spędzam ostatnio w fitness klubie, dlatego szczególnie cenę sobie produkty, których główną cechą jest wygoda stosowania. Taki właśnie jest balsam brązujący pod prysznic firmy Lirene. Po umyciu skóry pod prysznicem nakładamy do na całe ciało i czekamy około 3 min. Ponieważ w klubowej łazience nie ma zegara ja zazwyczaj liczę sobie w myślach do 180 ;-) Następnie spłukujemy skórę i wycieramy ręcznikiem. I - już! Balsam ma przepiękny zapach, wcale nie taki jak typowe samoopalacze. Bardzo dobrze nawilża też skórę. Uważam, że z powodzeniem można go używać zamiast normalnego balsamu w lecie w celu nawilżenia skóry. Jeśli chodzi o właściwości brązujące to są one delikatne. W miejscu, gdzie wcześniej chwyciło nas słoneczko pod wpływem balsamu opalenizna robi się jakby "świeższa" i widać różnicę. Jednak tam gdzie jesteśmy zupełnie białe efekt ten nie jest taki widoczny. Przyznaję jednak, że miałam problem z regularnym używaniem balsamu każdego dnia. Z pewnością ma to ogromne znaczenie przy ocenie właściwości brązujących. No i moje wersja balsamu jest przeznaczona do jasnej karnacji, stąd także działanie to może być słabsze.  Mimo to zakupiłam kolejne opakowanie tego balsamu. Dlaczego? Bo jest to świetny, przyjemny w użyciu balsam pod prysznic o ślicznym zapachu!
Zdecydowanie więcej opalenizny na mojej skórze zapewnił mi rozświetlający balsam do ciała 7 w 1 Satynowy blask firmy Avon (Skin so soft enchance & glow body lotion 7 in 1). Celowo podaję tutaj pełna nazwę tego produktu, gdyż jest jeszcze bardzo podobna wersja nadająca stopniową opaleniznę. Wersja, której używam jest do średniej karnacji, dlatego myślę efekt opalenizny jest u mnie znacznie bardziej widoczny. Balsam nakładam za pomocą rękawicy sunkissed. Rękawica ta służy do nakładania samoopalaczy i pomaga w uzyskaniu równomiernej warstwy produktu, bez przebarwień i smug. Balsam nadaje mojej skórze efekt lekko złocistej opalenizny, która wzmacnia się gdy używam go regularnie. Skóra ma ładny koloryt, wygląda zdrowiej i bardziej świeżo. Zapach nie jest już taki piękny jak balsamu Lirene, ale też można go znieść. Kosmetyk bardzo dobrze się wchłania, więc nie ma problemu z długim czekaniem i dość szybko możemy nakładać ubranie. Balsam zgodnie z opisem producenta zawiera ekstrakt z nasion amarantusa i olejek jojoba. Moja wersja to jeszcze stare opakowanie, obecnie w katalogu wygląda on nieco inaczej. Ja jestem z balsamu bardzo zadowolona, efekt brązujący jest ładny, ale nie rzucający się w oczy. Jednak trzeba pamiętać, że mam jasną karnację, więc u osób z ciemniejszym kolorem skóry może to wyglądać inaczej. 
Rękawica do nakładania samoopalacza o której wspominałam przy okazji opisu balsamu powyżej, to naprawdę świetny wynalazek! Nakładanie za jej pomocą balsamu brązującego czy samoopalacza jest o wiele wygodniejsze i łatwiejsze, a smugi czy nierównomierne pokrycie zdarzają się o wiele rzadziej. Moja rękawica "Sunkissed" jest rękawicą podwójną, co oznacza, że możemy jej używać z obu stron. Zakupiłam ją w hebe, ale z pewnością jest mnóstwo miejsc gdzie możemy spotkać różne wersje tego produktu. Rękawica jest mięciutka i bardzo przyjemnie się jej używa. Wygodniej też nałożyć samoopalacz na plecy, choć ja zazwyczaj proszę o pomoc narzeczonego ;-) Po użyciu rękawicę trzeba wyprać z resztek balsamu, aby nie utraciła swojej miękkości. Ja używam do tego celu zazwyczaj mydła w płynie. 
Tego lata obok różnego rodzaju produktów do ciała, o których pisałam w dzisiejszym poście, a także wspomnianym na wstępie (LINK) zaczęłam także szczotkować ciało za pomocą szczotki. Okazało się, że ten sposób pielęgnacji jest absolutnie G-E-N-I-A-L-N-Y i przygotowuję już posta na ten temat dla Was. Jedyny minus, że regularnie złuszczając swoją skórę pozbawiam się resztek opalenizny, ale nadrabiam to balsamami brązującymi ;-) 

A jak wygląda Wasza pielęgnacja ciała latem? Używałyście produktów o których dziś wspominałam, czy macie swoich innych ulubieńców? Zapraszam do podzielenia się opiniami w komentarzach! ;-)

Moje posty biorące udział w "Wakacyjnym Poradniku Urodowym":
- Ochrona przeciwsłoneczna - LINK
- Regeneracja skóry i włosów po opalaniu - LINK
- Letnia pielęgnacja stóp - LINK
- Letnia pielęgnacja dłoni i paznokci - LINK
- Ulubione letnie zapachy - LINK 
- Letnia pielęgnacja włosów - LINK



 

Komentarze

  1. Zawsze się obawiam produktów brązujących

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się obawiałam! Ale muszę przyznać, że przynajmniej jak na razie te produkty które stosowałam spisują się świetnie i nie było czego się bać ;-)

      Usuń
  2. Mam inny balsam brązujący od Lirene i nie jestem nim do końca zadowolona, ale to pewnie też kwestia mojej nieregularności w ich używaniu. Myślę więc, że ten pod prysznic sprawdziłby się u mnie najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzięłam go dlatego, że podejrzewałam że łatwiej będzie mi go używać z uwagi na łatwość stosowania. I jak dotąd okazało się to strzałem w dziesiątkę ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Mania maseczkowania 4

Ostatnio pokochałam maski w płachcie, a że mam ich dość spore zapasy to decyduję się na pielęgnację z ich użyciem znacznie częściej. Można by mieć wątpliwość, czym może różnić się jedna maska tego typu od drugiej? Jednak okazuje się, że każda z nich jest inna, a działanie nie każdej mnie zachwyca. Zapraszam Was dziś na czwarty przegląd maseczek, tym razem same wersje na tkaninie.  Maski na tkaninie, inaczej nazywane maskami w płachcie przywędrowały do nas wraz z modą na koreańską pielęgnację skóry. Dotychczas były one dostępne jedynie poprzez strony typu ebay, czy też w sklepach internetowych specjalizujących się w sprzedaży kosmetyków z tej części świata. Pamiętam jak bardzo ucieszyłam się, kiedy w moim rodzimym mieście otworzył się sklep JJ Korean Beauty, a jakiś czas później firmowy sklep It's Skin.  W między czasie wiele innych firm rozpoczęło produkcję tego typu kosmetyków - Garnier, Bielenda, czy Selfie Project, a marki znane dotąd jedynie z internetu zaczęły pojawiać się na t…