Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 września 2020

Recenzja: boostery MIYA ekspresowe nawilżenie i poprawa wyglądu skóry

Recenzja: boostery MIYA ekspresowe nawilżenie i poprawa wyglądu skóry

Moim mottem od lat jest zdanie "Doba ma tylko 24h? Kto to wymyślił?!", co w jasny sposób pokazuje, jak wygląda mój typowy dzień. Ciągle w biegu, przeskakując pomiędzy jednym zadaniem, a drugim rzadko kiedy mam czas na długotrwające zabiegi pielęgnacyjne i skomplikowane formuły. To dlatego tak zachwycają mnie kosmetyki o szybkim i prostym działaniu. Takie, które po otwarciu i nałożeniu pozwolą mi powiedzieć - "Jestem gotowa!". Poznajcie nowości polskiej marki MIYA.   

MIYA mySKINbooster
Nieomal równo rok temu pisałam Wam o moich ulubionych kosmetykach Miya. Od tego czasu marka zdecydowanie poszerzyła swoje portfolio o całą gamę produktów do pielęgnacji skóry. Dziś chcę pokazać Wam przede wszystkim ich najnowsze produkty - mySKINbooster w wersji rozświetlającej i matującej, a także wcześniej mi nie znane kosmetyki oczyszczające: myBEAUTYgel, myBEAUTYpeeling oraz BEAUTY.lab czyli tonik rozświetlający z kwasem glikolowym 5%. Wszystkie produkty miałam przyjemność testować w ramach współpracy z marką.

mySKINbooster Nawilżający żel-booster z peptydami

Wśród składników aktywnych obok peptydów zawiera hydrolat z kwiatów róży damasceńskiej, który wpływa na zmniejszenie widoczności naczynek oraz rozświetlenie i poprawę wyglądu skóry. To także jemu booster zawdzięcza swój przepiękny, różany zapach. W składzie znajduje się także ekstrakt z peonii i nasion bawełny oraz betaina o działaniu silnie nawilżającym. Witamina B3 i Prowitamina B5 odpowiadają za działanie przeciwmarszczkowe i wygładzające. Łagodzą stany zapalne i przywracają blask skóry. Z kolei obecność alantoiny (pochodna mocznika) ma działanie łagodzące i regenerujące uszkodzony naskórek. 

Skład: Aqua (Water)*, Rosa Damascena Flower Water*, Betaine*, Niacinamide, Panthenol, Palmitoyl Tripeptide-5, Glycerin*, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Extract*, Paeonia Officinalis (Peony) Flower Extract*, Allantoin, Carbomer, Sodium Hydroxide, Triethyl Citrate*, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Gluconolactone*,Parfum (Fragrance), Citronellol, Geraniol *składniki pochodzenia naturalnego - 95,6%

Booster bardzo szybko nawilża skórę i poprawia jej wygląd. Redukuje ślady zmęczenia i nieprzespanej nocy, wygładza drobne zmarszczki, napina i ujędrnia skórę. Lekka, żelowo-wodna formuła bardzo szybko się wchłania dostarczając skórze cennych składników. Kosmetyk doskonale sprawdzi się pod makijaż, gdyż nie obciążą skóry i nie powoduje uczucia lepkości. Wyjęty prosto z lodówki i aplikowany na okolice oczu ma natychmiastowe działanie kojące. Może być stosowany na kilka sposobów - jako żel na okolice oczu, żel pielęgnujący zamiast kremu, baza pod makijaż, dodatkowy booster nawilżający pod krem oraz jako pięciominutowa maseczka wygładzająca. U mnie najczęściej sprawdza się jako żel pielęgnujący zamiast kremu i na okolice oczu. Uwielbiam jego zapach i uczucie natychmiastowego nawilżenia skóry!    

my SKINbooster Matujący żel-booster z peptydami

W wersji matującej także znajdziemy peptydy oraz witaminę B3 i Prowitaminę B5 o działaniu przeciwzmarszczkowym i ujędrniającym. Właściwości łagodzące i kojące skórę zapewnią nam sok z aloesu i ekstrakt z owoców kokosa. To ich nuty wyczujemy w delikatnej, orzeźwiającej kompozycji zapachowej. Również w tym boosterze spotkamy w składzie nawilżającą betainę i alantoinę o właściwościach wygładzających. 

Skład: Aqua (Water)*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Betaine*, Niacinamide, Cocos Nucifera Fruit Extract*,, Palmitoyl Tripeptide-5, Panthenol, Glycerin*, Allantoin, Carbomer, Sodium Hydroxide, Triethyl Citrate*, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Parfum (Fragrance) *składnik pochodzenia naturalnego - 96,6%

Podobnie jak wersja "różowa", booster z sokiem z aloesu i wodą kokosową ekspresowo nawilża i napina skórę dzięki innowacyjnej żelowo-wodnej formule. Wyraźnie zmniejsza też jej błyszczenie i koi podrażnienia. Na mojej mieszanej skórze wręcz czuję jej zmatowienie, a w partiach, gdzie jest ona bardziej sucha mam potrzebę dołożenia kremu. Dlatego w moim przypadku matujący żel-booster najlepiej sprawdza się pod krem lub jako maseczka wygładzająca. Fajnie zadziałał też jako baza na mojej tłustej powiece, utrzymując w ryzach cienie. Zauważyłam także, że przy bolesnym trądziku szybko zmniejsza podrażnienie i bolesność skóry wokół zmian. Jednym słowem - jeśli macie cerę mieszaną, to najlepiej zaopatrzyć się w obie wersje boosterów MIYA i stosować w zależności od potrzeb, partii skóry czy też pory roku. Powinnam Was jeszcze przestrzec, że aplikacja jest tak przyjemne, że często można nałożyć nieco więcej żelu niż się planowało ;-) Ale bez obaw, wszystko i tak wchłonie się po chwili bez śladu! 

myBEAUTYgel - pielęgnujący żel do mycia i oczyszczania

Odświeżający żel nie tylko skutecznie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i resztek makijażu, ale też delikatnie ją tonizuje i przygotowuje do dalszych zabiegów. Zawiera ekstrakt z truskawki, który oczyszcza i nawilża skórę, ekstrakt z maliny o działaniu łagodzącym i tonizującym oraz ekstrakt z jeżyny, dzięki któremu skóra nabiera ładnego koloru i staje się ożywiona. Do tego jeszcze kwas mlekowy, znany ze swoich właściwości wzmacniających skórę. Te składniki powodują, że żel myBEAUTYgel jest zarazem skuteczny, jak i delikatny oraz dobrze sprawdzi się do oczyszczania każdego rodzaju skóry. Kosmetyk ma żelową, półpłynną konsystencję. Opakowanie z pompką jest wygodne w użyciu, a jedna doza z powodzeniem wystarcza na oczyszczenie twarzy. Ma owocowy zapach i nie pozostawia uczucia ściągnięcia skóry. 

Skład: Aqua (Water)*, Betaine*, Glycerin*, Cocamidopropyl Betaine, Xanthan gum*, Fragaria Ananassa (Strawberry) Fruit Extract*, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract*, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Extract*, Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate*, Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate*, Inulin*, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Lactic Acid*, Parfum (Fragrance), Linalool *składnik pochodzenia naturalnego  

myBEAUTYpeeling - naturalny peeling enzymatyczny

Ostrzegam! Ten kosmetyk uzależnia bez reszty! Ma śliczny, słodki owocowy zapach i mimo, że to peeling o działaniu enzymatycznym to w jego formule wyczujemy cząsteczki ścierające. Takie działanie zapewnia obecność drobin ryżowych i z orzecha włoskiego, które wygładzają martwy naskórek. W składzie znajdziemy też enzym papainy, prawdziwego pogromcę zaskórników. Reguluje on wydzielanie sebum i wygładza naskórek. Ekstrakty z truskawki, maliny i jeżyny przywracają blask skórze i nawilżają ją. To dzięki ich obecności możemy cieszyć się tak pięknym zapachem kosmetyku. Peeling zawiera też olejki ze słodkich migdałów, pestek malin i moreli, które regenerują i zmiękczają skórę. MyBEAUTYpeeling ma konsystencję pasty i możemy używać go do głębszego oczyszczania, pozostawiając na skórze na 5-10 min i spłukując, lub do szybkiego oczyszczenia rozmasowując na skórze i natychmiast spłukując wodą. Producent zaleca używanie kosmetyku 2-3 razy w tygodniu. Przyznaję, że skóra po aplikacji jest tak miękka i delikatna z dotyku, że bardzo ciężko trzymać się tych "przerw" w stosowaniu... ^.^

Skład: Aqua (Water)*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Cetearyl Alcohol*, Coco-Caprylate/Caprate*, Glycerin*, Silica*, Glyceryl Stearate*, Glyceryl Stearate Citrate*, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil*, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil*, Papain, Oryza Sativa (Rice) Powder*, Panthenol, Juglans Regia Shell Powder*, Fragaria Ananassa (Strawberry) Fruit Extract*, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract*, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Extract*, Tocopherol*, Beta-Sitosterol*, Squalene*, Glycine Soja (Soybean) Oil* Triethyl Citrate*, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Xanthan Gum*, Potassium Hydroxide Parfum (Fragrance), Limonene *składnik pochodzenia naturalnego

BEAUTY.lab - tonik rozświetlający z kwasem glikolowym 5%

Na koniec chciałam opowiedzieć trochę o produkcie do którego podchodziłam "z pewną taką nieśmiałością", która głównie wynika z faktu, że moja skóra jest wrażliwa na działanie promieni słonecznych. Wiadomo bowiem, że podczas używania kosmetyków z kwasami trzeba zwrócić większą uwagę na stosowanie wysokich filtrów SPF, zwłaszcza jeśli tak jak ja jeździcie do pracy rowerem :) Postanowiłam jednak oswoić się nieco z tematem i spróbować czy polubimy się z tym kosmetykiem. W aktywnej formule toniku rozświetlającego obok złuszczającego skórę kwasu glikolowego 5% znajdziemy także hydrolat z kwiatu róży damasceńskiej o działaniu nawilżającym i poprawiającym koloryt skóry. Ekstrakt z nasion bawełny i ekstrakt z aloesu nawilżają i regenerują naskórek oraz łagodzą podrażnienia. Tonik BEAUTY.lab tonizuje skórę i przywraca jej naturalne PH, a dodatkowo złuszcza i oczyszcza naskórek. Stosowany jako kuracja 2-3 razy w tygodniu przywraca skórze blask, poprawia jej kondycję i koloryt. Pamiętajcie tylko, aby używać go wieczorem i nie zapominać o filtrach nawet z pochmurny dzień! Jego działanie oczyszczające jest zauważalne natychmiastowo, ja jednak chcę potestować go nieco dłużej i wrócę do niego pewnie przy okazji kolejnej recenzji. 

Skład: Aqua (Water)*, Rosa Damascena Flower Water*, Glycolic Acid, Glycerin*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Inulin*, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Extract*, Sodium Phytate*, Alcohol*, Sodium Hydroxide, Gluconolactone*, Calcium Gluconate. Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Citral*, Citronellol* *składnik pochodzenia naturalnego

Moje drugie większe spotkanie z produktami do pielęgnacji marki Miya przyniosło same zachwyty. Wszystkie przedstawione dziś kosmetyki sprawdziły się u mnie świetnie! W kolejce do recenzji czekają jeszcze dwa serum BEAUTY.lab (choć planuję dokupić trzecie!), peeling myMAGICscrub oraz cały zestaw pielęgnujących szminek myLIPstick, który dostałam w prezencie! Chyba śmiało mogę nazwać się już "miyaholiczką". Po raz kolejny mogę też powiedzieć, że Miya, to moja ulubiona pielęgnacja, dzięki której czuję się i wyglądam pięknie ;-) Wiem, że teraz wiele z Was z lekkim zdenerwowaniem przelicza budżet. Dyskretnie dodam tylko, że wszystkie kosmetyki marki znajdziecie na ich stronie LINK oraz stacjonarnie w drogeriach (Hebe, Rossman, Superpharm). Czy Wy też należycie do teamu #miyaholiczki? Opowiedzcie o Waszych doświadczeniach z kosmetykami tej marki w komentarzach!  


piątek, 8 maja 2020

Recenzja: całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco

Recenzja: całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco
Kiedy w listopadzie podczas Beauty Fair Influencer jako upominek do przetestowania wylosowałam całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco bardzo się ucieszyłam, bo to własnie ten produkt najmocniej zaciekawił mnie w ofercie marki. Już od pierwszego otworzenia słoiczka krem dosłownie mnie zachwycił. Teraz gdy słoiczek z kremem osiągnął dno mogę powiedzieć Wam o nim nieco więcej, zapraszam! 
W listopadzie byłam na konferencji Beauty Fair Influencer, z której relację możecie znaleźć we wpisie Relacja: Beauty Fair Influencedr Katowice 2019. Jednym z partnerów tego wydarzenia była polska marka kosmetyków naturalnych - Uzdrovisco. Podczas konferencji mieliśmy możliwość uczestniczenia w dwóch bardzo interesujących wykładach (z mini warsztatem!) na temat kosmetyków naturalnych i olejowania skóry prowadzonych przez Annę Bukowską, współtwórczynię i dyrektor ds. marketingu i rozwoju marki. Oprócz tego marka przygotowała dla każdej uczestniczki spotkania upominek do przetestowania, który losowałyśmy. Ja otrzymałam Całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco. Bardzo się ucieszyłam, bo ten produkt zainteresował mnie najbardziej z oferty tej marki (jestem fanką nawilżenia :D). 
Nie ukrywam, że już przy pierwszym otworzeniu słoiczka zostałam "kupiona" prześlicznym kwiatowym zapachem i lekką konsystencją kosmetyku. Używanie tego kremu każdego ranka było dla mnie prawdziwą przyjemnością!  Być może brzmi to jak tania reklama, jednak dla mnie wrażenia estetyczne są w kosmetykach równie ważne jak i ich działanie.  A tutaj miałam zarówno przyjemny zapach, jak i przyjemne odczucia podczas aplikacji.
Krem nawadniający ma mlecznobiałą barwę i konsystencję lekko lejącego się mleczka. Zgodnie z informacją producenta, ma same naturalne składniki - m.in. ekstrakt z rokitnika, mikroalgi, trehalozę (disacharyd), czy kwas hialuronowy i masło shea. Komponenty te mają wspomagać nawilżenie, ujędrnienie i wygładzenie skóry. Dodatkowo ekstrakt z rokitnika wpływa na poprawę wyglądu skóry i przeciwdziała jej wiotczeniu.
Skład: Aqua, C13-15 Alkane, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Propanediol, Tripelargonin, Squalane, Trehalose, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Maltodextrin, Hippophae Rhamnoides Kernel Extravt, Hyaluronic Acid, Sodium Carrageenan, Maris Salt, Sodium Stearoyl Glutamate, Caesalpinia Spinosa Gum, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Parfum, Hydroxyacetophenone, 1,2-Hexanediol, Phenoxyethanol
Jak być może wiecie, jestem posiadaczką cery mieszanej, miejscowo wrażliwej oraz ze skłonnością do wyprysków w strefie T. Od kremu na dzień oczekuję głównie nawilżenia skóry, ale też jej uspokojenia, czy wsparcia w walce z trądzikiem w te "gorsze" dni. Całodniowy krem nawadniający Uzdrovisco używałam codziennie od końca listopada. Bardzo odpowiadało mi wrażenie delikatnej, miękkiej skóry tuż po aplikacji kremu. Ze skutków długofalowych zauważyłam znaczne polepszenie się stanu mojej skóry, także w czasie "wysypów" - zmian jest niewiele, są mniej dotkliwe, szybciej się goją. Cera wygląda na promienną, ma ładniejszy koloryt, jest odpowiednio nawilżona. Podczas pięciu miesięcy stosowania kremu (ta wydajność!) było jedynie kilka momentów, gdy kosmetyk nie sprostał moim potrzebom. To był czas kiedy temperatura spadła znacznie poniżej zera lub gdy byłam na śniegu w górach. Skóra na policzkach była wtedy lekko podrażniona, miałam uczucie "suchości". Jednak to są właśnie obszary gdzie generalnie mam bardziej suchą skórę i zastosowanie na krem Uzdrovisco dodatkowego kremu "zimowego" pomogło :-)
Całodniowy krem nawadniający dla mojej cery okazał się strzałem w dziesiątkę i już za nim tęsknię (trafił do majowego denko). Podczas wspomnianej już konferencji Beauty Fair Influencer kupiłam sobie także w katowickim Kontigo maseczki marki Uzdrovisco. Po bardzo dobrej współpracy mojej skóry z kremem nawadniającym coś czuję, że i tutaj będzie zachwyt. Choć brakuje mi trochę czegoś typowo do oczyszczenia skóry :) Znacie produkty marki Uzdrovisco? Jak się u Was sprawdziły?

sobota, 28 marca 2020

Recenzja: kosmetyki z serii Normaderm Phytosolution Vichy

Recenzja: kosmetyki z serii Normaderm Phytosolution Vichy
Pod koniec grudnia 2019 roku w ramach Klubu Recenzentki Wizaż dostałam do przetestowania zestaw dwóch produktów do cery z niedoskonałościami Vichy Normaderm. Bardzo się ucieszyłam, ponieważ kosmetyki tej marki jak dotąd świetnie się u mnie sprawdzały, no i moja walka z trądzikiem trwa już naprawdę wiele lat. Jeśli jesteście ciekawi, jak testowane produkty sprawdziły się u mnie po prawie trzech miesiącach używania, to zapraszam do dalszej części wpisu. 
W paczce od portalu wizaz.pl znajdowały się żel oczyszczający Intensive Purifying Gel oraz emulsja Double Correction Daily Care oba z linii Normaderm Phytosolution Vichy. Seria ta składa się z kosmetyków przeznaczonych do walki z sześcioma oznakami niedoskonałości skóry - wypryskami, zaczerwienieniami, rozszerzonymi porami, błyszczeniem, ziemistym kolorem cery i śladami po niedoskonałościach. Oprócz testowanych przeze mnie produktów w gamie Normaderm znajduje się także tonik oczyszczający oraz nawilżający krem do skóry trądzikowej dla dorosłych. Moja cera jest typowo mieszana: tłusta w strefie T i bardziej sucha na policzkach. Ma ona dużą skłonność do powstawania wyprysków i nieco mniejszą do zaskórników. Miejscami pory są większe, a skóra błyszczy się na czole i brodzie. Mam też wiele śladów po dawnych niedoskonałościach. Można więc powiedzieć, że to duet idealny do testowania przeze mnie! :)
Normaderm Phytosolution Intensive Purifying Gel, Vichy
 Żel oczyszczający przeznaczony do cery tłustej i mieszanej ze skłonnością do trądziku zgodnie z informacją producenta w składzie zawiera m.in. minerały i ekstrakt probiotyczny, dzięki którym doskonale usuwa zanieczyszczenia. Żel ma przeźroczysty kolor i jest dość gęsty. Mimo swojego działania antybakteryjnego nie wysusza skóry i nie powoduje uczucia ściągnięcia, czy napięcia naskórka nawet przy codziennym stosowaniu. Kosmetyk dobrze się pieni i z łatwością usuwa kurz, sebum czy makijaż. Żel ma lekko miętowy, świeży zapach. Pozostawia skórę z uczuciem odświeżenia i dobrego oczyszczenia. Opakowanie posiada pompkę co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Niecała jedna dawka wystarcza z powodzeniem do wymycia całej twarzy. Butelka ma pojemność 200 ml i mimo, że używam tego produktu od trzech miesięcy dwa razy dziennie, to myślę, że wystarczy mi jeszcze na co najmniej 2 tygodnie.

Skład: Aqua /Water, Coco, Betaine, Propanediol, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Chloride, Sodium Cocoyl Glycinate, Dipropylene Glycol, Zinc Gluconate, Salicylic Acid, Bifida Ferment Lysate, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Copper Gluconate, Caprylyl Glycol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Parfum / Fragrance

Normaderm Phytosolution Double Correction Daily Care, Vichy
Emulsja do pielęgnacji skóry na dzień zgodnie z informacją na opakowaniu jest wzbogacona o 2% kwas salicylowy i kwas hialuronowy. Dzięki tym składnikom ma skutecznie redukować niedoskonałości skóry, a przy tym ją nawilżać i regenerować. Bałam się, że mimo deklaracji producenta kosmetyk ten jednak będzie wysuszał moją skórę w miejscach gdzie jest ona mniej tłusta. Nic takiego jednak nie miało miejsca!  Krem jest bardzo lekki i świetnie nadaje się pod makijaż. Ma płynną konsystencję i odświeżający zapach. Na skórze pozostawia uczucie nawilżenia i odświeżenia skóry. Twarz jest zadbana, ale nie świeci się. Emulsja jest bardzo wydajna, a dzięki buteleczce (szklanej!) z pompką możemy dozować odpowiednią ilość kosmetyku. Zdarzyło mi się niejednokrotnie stosować emulsję na skórze dekoltu i tutaj także nie wystąpiły żadnego rodzaju podrażnienia. Mimo obecności kwasu salicylowego wysoko w składzie dla mojej cery ten kosmetyk okazał się być idealnie skomponowany. 

Skład: Aqua (Water), Glycerin, Salicylic Acid, Isononyl Isononanoate, Butylene Glycol, Kaolin, Zinc sulfate, Bifida Ferment Lysate, Sodium Hydroxide, Sodium Polyacrylate, Sodium Hyaluronate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Ascorbyl Glucoside, Caprylyl Glycol, Hydrolyzed Algin, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Biosaccharide Gum-1,acrylates/c10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum (Fragrance)

Podsumowując moją przygodę z testowaniem kosmetyków z serii Normaderm Phytosolutions Vichy jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Obawiałam się stosować produktów do cery trądzikowej na mojej mieszanej skórze, jednak wbrew moim czarnym wizjom ani żel ani emulsja nie przesuszyły mojej skóry mimo długiego i regularnego stosowania. Muszę także przyznać, że stan mojej cery znacznie poprawił się, mam mniejsze pory, wypryski pojawiają się znacznie rzadziej i przede wszystkim zmiany są mniej bolesne i szybciej znikają. Chętnie widziałabym ten duet w swojej codziennej pielęgnacji, zwłaszcza na te dni kiedy z powodu hormonów cera potrafi szaleć. To kolejne kosmetyki marki Vichy, które świetnie się u mnie sprawdziły i z których jestem zadowolona. Jeśli macie ochotę poczytać o innych tej marki, to odsyłam Was do wpisów poniżej. Znacie kosmetyki Normaderm Phytosolutions Vichy? Jak się u Was sprawdziły? A może macie innych faworytów na problemy skóry? Dajcie znać w komentarzach! 



poniedziałek, 16 września 2019

Recenzja: kosmetyki MIYA moja ulubiona pielęgnacja

Recenzja: kosmetyki MIYA moja ulubiona pielęgnacja
O kremach polskiej marki Miya pisałam już wielokrotnie na moim blogu, jednak jak dotąd nie przygotowałam porządnej recenzji na ich temat. Produkty te znalazły się nawet wśród moich ulubieńców roku 2018 i to na pierwszym miejscu! Czym zachwyciły mnie kosmetyki Miya dowiecie się z dzisiejszego posta.
Miya to polska marka kosmetyczna, której produkty inspirowane są stylem życia nowoczesnych, aktywnych kobiet. Ich motto #JestemGotowa ma nam zapewnić prostą, skuteczną pielęgnację, dzięki której mamy czuć się i wyglądać pięknie. Miya obiecuje piękną skórę, naturalne składniki i wygodę stosowania swoich produktów. Kosmetyki tej marki nie zawierają parabenów, silikonów, parafiny, olejów mineralnych, PEG, sztucznych barwników, czy glikolu. Nie są też testowane na zwierzętach.
W moim niedawnym poście dotyczącym codziennej pielęgnacji (LINK) jedynie wspominałam o produktach Miya, dzisiaj dowiecie się o nich zdecydowanie więcej. Do tej pory z produktów marki używałam czterech wersji kremu My Wonder Balm, serum My Power Elixir, esencji My Beauty Essence oraz kremu rozświetlającego My Secret Glow. Wszystkie kosmetyki kupiłam samodzielnie, zazwyczaj korzystając z promocji w drogerii Hebe. 
my WONDER BALM - Hello Yellow - nawilżająco-odżywczy krem z masłem mango
Mój pierwszy krem MIYA, który sprawdził się u mnie tak świetnie, że od tamtej pory chętnie sięgam po produkty tej marki. Ba! Jest to krem, który pomimo moich wielkich zapasów pojawia się w mojej pielęgnacji ponownie. Jest to także kosmetyk, którym "zaraziłam" mamę, bratową i kilka koleżanek... W czym więc tkwi jego fenomen? 
Krem Hello Yellow zawiera olejki i składniki roślinne, których działanie zapewnia nawilżenie i odżywienie skóry. Masło mango, olejek z pestek winogron, witamina E i prowitamina B5 odpowiadają za łagodzenie podrażnień i wygładzenie skóry. Twarz po użyciu kremu jest elastyczna, dobrze ujędrniona i gładka. Koloryt jest wyrównany, a skóra wygląda na zdrową i lekko rozjaśnioną takim "wewnętrznym" blaskiem. Krem Hello Yellow nie zawiera silikonów, parafiny, olejów mineralnych, PEG oraz barwników. Kosmetyk zamknięty jest w tubce o pojemności 75 ml, z zamknięciem na klik. Konsystencja jest biała, kremowa, najlżejsza ze wszystkich wersji my wonder balm. Hello Yellow wchłania się bardzo szybko i ma przyjemny, owocowy zapach. 
Krem Yello Yellow może być z powodzeniem stosowany nie tylko na skórę twarzy, ale i na dłonie, czy całe ciało. Dzięki szybkiemu wchłanianiu się i uniwersalności jest idealny na wszelkiego rodzaju wyjazdy. Możemy wtedy zapakować do torby tylko jeden krem! :) Jedynym minusem, jaki w nim znajduję jest brak filtrów SPF i ochrony UV. W przypadku mojej wrażliwej na słońce cery jest to warunek konieczny zwłaszcza w kremach na dzień! Mimo tej wady uważam go za swojego ulubieńca :)

Skład:  Aqua (Water), Propylheptyl Caprylate, Decyl Oleate, Glycerin, Potassium Cetyl Phosphate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Panthenol, Phenoxyethanol, Sodium Polyacrylate, Tocopheryl Acetate, Triethanolamine, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alcohol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool


my WONDER BALM - I Love Me - odżywczy krem z olejkiem z róży
Początkowo z wersją różaną miałam dość chłodne relacje, głównie z uwagi na zdecydowanie bardziej bogatą i "ciężką" konsystencję po Hello Yellow. Jednak po prostu musiał nadejść na niego odpowiedni czas! I kiedy tylko przyszły jesienne wiatry i obniżenie temperatury to I Love Me okazał się zbawieniem na wszystkie moje "skórne problemy". Zawarty w kremie olejek z róży tonizuje i lekko rozświetla skórę, a także łagodzi zaczerwienienia i wyrównuje koloryt. Olejki makadamia, sezamowy i słonecznikowy odżywiają i wygładzają skórę, nadają jej miękkości i dbają o odbudowę warstwy ochronnej. Dodatkowo ekstrakt z alg i witamina E wygładzają skórę i dodają jej elastyczności. Krem najlepiej stosowało mi się na noc, kiedy jego nieco bogatsza formuła nie przeszkadzała mi. I Love Me ma gęstszą konsystencję i biały kolor. W zapachu przypomina zeschnięte płatki róż, nie jest to jednak zapach babciny, ale przyjemny i kwiatowy. Z uwagi na nieco gęstszą formułę krem wchłania się nieco dłużej niż wersja z mango. Także i ten kosmetyk możemy stosować na skórę całego ciała. Ja zabierałam go ze sobą całą zimę na siłownię i gdy wracając do domu czułam suchość skóry dłoni, czy łydek, to właśnie I Love Me pomagał mi zniwelować ten dyskomfort. 

Skład: Aqua (Water), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Decyl Oleate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Stearic Acid, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil Unsaponifiables, Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Helianthus Annuus Seed Oil, Algae Extract, Plankton Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Crithmum Maritimum Extract, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance), Citronellol, Geraniol
my WONDER BALM - Call Me Later - regenerująco-odżywczy krem z masłem shea
Call Me Later ma najbardziej gęstą i bogatą formułę ze wszystkim kremów serii my wonder balm. Jest gęsty i treściwy, co jest zasługą obecności masła shea. Dodatkowo olejek jojoba, witamina E i prowitamina B5 wygładzają i odżywiają skórę oraz dodają jej sprężystości i chronią przed wysuszeniem. Call Me Later jest polecany do pielęgnacji cery normalnej i suchej. Przy mojej mieszanej świetnie sprawdza się jako krem na noc i tak go właśnie używam. Jak wszystkie my wonder balm nie posiada on filtra UV, ani ochrony przeciwsłonecznej. Mimo bogatszej formuły i wrażenia ciężkości na mojej mieszanej skórze krem ten sprawdził się bardzo dobrze. Szybko i skutecznie koi skórę i sprawia, że jest ona gładka. Pomimo niewielkich trudności z wydobyciem kosmetyku z tubki (jest gęsty!) i nieco dłuższym czasie wchłaniania nie zauważam w nim wad :) Aplikowany na przesuszone łokcie, czy dłonie radzi sobie z nimi bardzo dobrze. Myślę też, że mógłby się sprawdzić w charakterze maski nałożony grubszą warstwą. 

Skład: Aqua (Water), Propylheptyl Caprylate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetyl Alcohol, Glycerin, Decyl Oleate, Panthenol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed oil, Phenoxyethanol, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil Unsaponifiables, Ceteareth-20, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance)
my WONDER BALM - I'm Coco Nuts - intensywnie nawilżający krem z olejkiem kokosowym
Mój "najświeższy" wonder balm pachnie delikatnie kokosem, a konsystencję ma podobną do Hello Yellow, choć wydaje się być ciut treściwszy. Zawiera olejek kokosowy, olejek sezamowy, witaminę E oraz prowitaminę B5. Ostatnie składniki zapewniają skórze elastyczność i ujędrnienie. Dzięki olejkom skóra jest bardzo dobrze nawilżona i odżywiona, a wszelkie podrażnienia są ukojone. Krem ma lżejszą formułę i bardzo szybko się wchłania. Na mojej mieszanej skórze tworzy delikatny film, ale dobrze radzi sobie z podkładem i nadaje się jako krem na dzień. Wiele osób zarzuca mu uczucie ściągania, ja jednak nic takiego nie odczuwam. I'm Coco Nuts przyjemnie wygładza i nawilża skórę nie tylko twarzy, ale też i całego ciała. Jednak jeśli mamy mocniej przesuszone partie to zdecydowanie odpowiedniejsza będzie wersja różana lub z masłem shea.

Skład: Aqua (Water), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate SE, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamalaldehyde. 
my beauty essence Coco Beauty Juice - aktywna esencja w lekkiej mgiełce
Mgiełka MIYA zawiera ekstrakt z owocu kokosa, sok z aloesu, wodę termalną, kwas hialuronowy oraz witaminę B3 i prowitaminę B5. Po spryskaniu nią oczyszczonej twarzy poczujemy natychmiastowe nawilżenie, ale na skórze pozostanie delikatna warstewka odżywczej esencji (a przynajmniej ja to tak odczuwam). Z tego powodu używałam tej esencji zamiast kremu w upalne dni, a teraz włączyłam ją do wieczornej pielęgnacji, ma ona bowiem działanie bardziej pielęgnacyjne niż typowo odświeżające. Zapach jest przepiękny - jak czysta woda kokosowa!  Bardzo umila to aplikację. Zgodnie z informacją producenta esencja w mgiełce łagodzi stany zapalne skóry, wygładza ją i opóźnia procesy starzenia. Jest to bardzo przyjemny kosmetyk, którego atutem jest też brak parafiny, PEG-ów, parabenów, glikolu propylenowego, olejów mineralnych i silikonów. Ekstrakt z owocu kokosa nawilża, odżywia i tonizuje. Sok z aloesu łagodzi, koi, nawilża, przywraca komfort. Woda termalna dostarcza cennych mikroelementów i minerałów. Kwas hialuronowy przywraca i utrzymuje nawilżenie skóry. Prowitamina B5 i witamina B3  działają przeciwstarzeniowo, redukują drobne zmarszczki, ujędrniają.
Aktywna esencja w lekkiej mgiełce ma moim zdaniem trochę przesadzoną cenę. Jednak czasami można dostać ja w fajnej promocji np. w Hebe. W moim aplikatorze coś się przytkało i obecnie z jednej strony psika na mnie strumień wody, co nie jest przyjemne. Dlatego postanowiłam przelać zawartość do innej butelki. 

Skład: Aqua (Water), Cocos Nucifera Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua (Hot Spring Water), Niacinamide, Sodium Hyaluronate, Hyaluronic Acid, Panthenol, Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate, Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Phytate, Alcohol, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum (Fragrance), Benzyl Benzoate, Coumarin
my POWER ELIXIR - serum rewitalizujące
Tłustawe serum o konsystencji maści ma prześliczny cytruskowy zapach i wiele zastosowań. Malutki, szklany słoiczek zawiera 15 ml skoncentrowanego kosmetyku. Serum na skórze zamienia się w jedwabisty olejek, który ją  odżywia i rozświetla. Eliksir wygładza drobne zmarszczki, ujędrnia i napina skórę, dodając jej energii i młodzieńczego blasku. Wśród jedenastu składników znajdują się tutaj: olejek ze słodkich migdałów, olejek kokosowy, olejek jojoba, olejek ryżowy, olejek chia, olejek eteryczny z gorzkiej pomarańczy (to stąd ten cudny zapach!), ekstrakt z planktonu, wosk ze skórki pomarańczy, masło mango oraz witamina E i F. Jak wszystkie kosmetyki MIYA także i tutaj nie znajdziemy olejów mineralnych, silikonów, parafiny, PEG czy glikolu. Jako kosmetyk uniwersalny My Power Elixir ma wiele możliwości stosowania. Ja używam go najczęściej jako serum do ust, do pielęgnacji skórek czy jako krem-maska pod oczy. Ze względu na dość tłustą konsystencję olejku nie próbowałam używać go pod makijaż. Wydaje mi się, że przy mojej mieszanej skórze może to być kiepski pomysł. Wiem jednak, że są osoby które używają serum jako rozświetlacza. Mimo niewielkiego słoiczka kosmetyk ten jest bardzo wydajny. Nie ukrywam, że najbardziej uwielbiam w nim ten cytrusowo-pomarańczowy zapach. Gdyby istniał my wonder balm o takim zapachu, pewnie zużywałabym go na kilogramy! :-)

Skład: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Bitter Orange) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Wax, Hydrogenated Vegetable Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Cera Alba (Beeswax), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed oil, Salvia Hispanica (Chia) Oil, Tocopheryl Acetate, Aqua (Water), Glycerin, Artemia Extract, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Linolenate, Parfum (Fragrance), Coumarin, Hexyl Cinnamal, Limonene.
Secret GLOW - rozświetlający krem z witaminami all-in-one
To mój najświeższy nabytek MIYA, o czym wspominałam Wam przy okazji lipcowego haul'u (LINK). Ma to być krem o działaniu rozświetlającym i upiększającym, który ma zmniejszać widoczność cieni pod oczami i wygładzać skórę. Wśród składników znajdują się tutaj m.in. ekstrakt z kwiatów peonii, mika, olejki z pestek moreli i makadamia, kwas hialuronowy oraz witaminy C, E, B3 i  prowitamina B5. Niestety nie używałam tego kremu zbyt skrupulatnie i nie czuję się jeszcze gotowa na jego recenzję. Dlatego musicie mi wybaczyć, ale o nim poczytacie w kolejnym poście o kosmetykach tej marki. Myślę bowiem, że jak na razie moja skóra bardzo dobrze się z kosmetykami MIYA czuje i już planuję sprawdzenie kilku nowych produktów, m.in. masek do twarzy. Oczywiście pozostaję także wierna My Wonder Balm i zawsze mam któryś z nich w zapasie :-) Znacie kosmetyki MIYA? Jak się u Was sprawdziły? Podzielcie się swoimi odczuciami w komentarzach! 

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Recenzja: maseczki Cloud Mask, Bielenda

Recenzja: maseczki Cloud Mask, Bielenda
Od kiedy tylko chmurkowe maseczki Bielenda pojawiły się w sprzedaży, wiedziałam że prędzej czy później będę musiała je wypróbować. Spójrzcie tylko na te oczęta - sama słodycz! I mimo, że same maseczki pojawiły się u mnie dość dawno i nawet miały swoją sesję zdjęciową, to ich zużywanie wcale nie szło mi jakoś specjalnie dobrze. A dlaczego? O tym m.in. w dzisiejszym wpisie!
Maseczki bąbelkujące pojawiły się w Polsce tuż za szałem na pielęgnację w koreańskim stylu. Początkowo efekt taki można było uzyskać wyłącznie w maskach w płachcie i nawet kilka udało mi się swego czasu wypróbować, o czym pisałam Wam w poście o maskach Skin79 LINK. Później miałam styczność z maską bębelkową marki AA LINK i coś mi w tej masce nie do końca odpowiadało. Jednak nie zrażona postanowiłam spróbować, jak spodobają mi się zachwalane przez dziewczyny z blogosfery chmurki Bielenda. 
Bąbelkująca maseczka detoksykująca Merry Berry, Bielenda
Ma ładny owocowy zapach, taki jagodowo-borówkowy. Maseczka to koktajl z jagód acai, aktywnego węgla i ekstraktu z malin i żurawiny, które mają przywrócić naszej skórze promienność i świeżość. We wnętrzu uroczego opakowania-chmurki znajduje się niebieskawa galaretka, którą dość szybko musimy nałożyć na skórę. Trochę obawiałam się co oznacza to "szybko" wiadomo bowiem, że wyciskanie produktu z opakowania-saszetki czasami trochę trwa. Jednak okazało się, że idealnie na spokojnie nałożyłam maseczkę na całą twarz zanim zaczęła ona zmieniać się z piankę. 
Początkowo pianka była nawet przyjemna, jednak później znacznie urosła, a pęcherzyki powietrza zaczęły pękać i niesamowicie mnie łaskotać! I to właśnie pojawił się ten sam problem, co przy masce AA, bo o ile w tych na płachcie nie czułam tego tak mocno, o tyle przy bezpośrednim nałożeniu na skórę łaskotanie było dla mnie bardzo trudne do zniesienia i nie byłam w stanie wytrzymać zalecanych 10 min aplikacji :D Kiedy już działanie maseczki zaczynało mnie za mocno drażnić po prostu zmyłam ją ze skóry. Mimo krótszej aplikacji zauważyłam, że skóra po maseczce była delikatniejsza w dotyku i odświeżona.

Skład: Aqua (Water), Methyl Perfluorobutyl Ether, Methyl Perfluoroisobutyl Ether, Glycerin, Biosaccharide Gum-4, Propylene Glycol, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Acrylates Copolymer, Carbomer, Euterpe Oleracea (Assai) Fruit Extract, Charcoal Powder, Xanthan Gum, Coco-Glucoside, Cocoamidopropyl Betaine, Sodium Laureth Sulfate, Citric Acid, Maltodextrin, Triethanolamine, Disodium EDTA, Polysorbate-20, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, CI 42090
Bąbelkująca maseczka rozświetlająca Mohito Despacito, Bielenda
Miała piękny, świeży zapach, który zawdzięczała ekstraktowi z mięty i limonki. Aplikując ją na skórę wiedziałam już czego mogę się spodziewać po uczuciu łaskotania, postanowiłam jednak wytrzymać nieco dłużej niż poprzednio i nawet się udało, choć do 10 min zdecydowanie dużo mi jeszcze brakowało :D 
Maseczka przypominała w konsystencji zielonkawą galaretkę i bez problemu nakładała się na skórę. Tak jak i poprzedniczka po chwili zamieniała się w puszystą piankę, która rosła i rosła, aż pęcherzyki zaczynały pękać. To łaskotanie podczas pękania nie jest jakieś bardzo intensywne, jednak moja granica drażnienia już jest przekroczona no i niestety chyba formuła bąbelkująca po prostu nie jest dla mnie. Przyznaję jednak, że maseczka bardzo łatwo się zmywa, a po umyciu skóry moja twarz wyglądała promiennie i ładnie. 

Skład: Aqua (Water), Methyl Perfluorobutyl Ether, Methyl Perfluoroisobutyl Ether, Glycerin, Propylene Glycol, Citrus Aurantifolia (Lime) Fruit Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Panthenol, Acrylates Copolymer, Coco-Glucoside, Carbomer, Triethanolamine, Cocoamidopropyl Betaine, Xanthan Gum, 3-O-Ethyl Ascorbic Acid, Sodium Laureth Sulfate, Polysorbate-20, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil Expressed, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Limonene, CI 19140, CI 42090
Bąbelkująca maseczka energetyzująca Mango Balango, Bielenda
Ekstrakt z mango, papaji i olejku awokado to składniki trzeciej chmurki z Bielendy. To one zapewniają tak pyszny i słodko-owocowy zapach maseczki! Aplikacja przebiegała mi tak samo sprawnie, jak w przypadku poprzednich dwóch masek, jednak akurat tego dnia moja skóra była jakoś bardziej wrażliwa, a piana zrobiła się taka duża, że zaczęła mi wchodzić do oczu. Trochę mnie to zestresowało, ale okazało się, że piana nic a nic nie szczypie w oczy i zupełnie nie ma czego się obawiać! Jednak ponieważ piany było sporo to częściowo starłam ją zwłaszcza z miejsc, gdzie szczególnie drażniło mnie łaskotanie. I odkryłam, że wystarczy jak nie mam maseczki pod nosem i już bąbelkowanie robi się całkiem znośne! TADAM! Znalazłam sposób na maseczki-chmurki!
 Po zmyciu maseczki skórę miałam fajnie odżywioną i gładką. Piękny zapach i miękka skóra wprawiły mnie w dobry nastrój. Ta maseczka zdecydowanie najbardziej przypadła mi do gustu ze wszystkich chmurek. 

Skład: Aqua (Water), Methyl Perfluorobutyl Ether, Methyl Perfluoroisobutyl Ether, Glycerin, Betaine, Camellia Sinensis (Tea) Leaf Water, Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Acrylates Copolymer, Triethanolamine, Carbomer, Xanthan Gum, Coco-Glucoside, Cocoamidopropyl Betaine, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Vegetable Oil, Sodium Laureth Sulfate, Polysorbate-20, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Limonene, CI 14700, CI 19140
Bąbelkująca maseczka nawilżająca Banana Cabana, Bielenda
Od razu się przyznam, że nie należę do fanek zapachu banana, choć sam owoc uważam za całkiem smaczny. Jednak aromat zawsze kojarzy mi się w najlepszym razie z koktajlem bananowym i takie też miałam skojarzenie przy czwartej maseczce. Prócz ekstraktu z banana w składzie maseczki znajduje się także miód, a oba składniki mają zapewnić naszej skórze komfort, gładkość i promienny wygląd. 
Pamiętając o moim odkryciu dotyczącym aplikacji nie nałożyłam żółtej galaretki na skórę pod nosem, gdzie najgorzej znosiłam łaskotanie. Piana urosła, a ja w końcu mogłam cieszyć się tym "przyjemnym gilgotaniem", jak określały swoje odczucia przy tych maseczkach inne blogerki. Nie wytrzymałam zalecanych 10 min aplikacji, ale i tak było to zdecydowanie najdłuższe używanie ze wszystkich chmurek! Maska pozostawiła moją skórę delikatną i lekko rozświetloną. Bardzo mi się ten efekt podobał! 

Skład: Aqua (Water), Methyl Perfluorobutyl Ether, Methyl Perfluoroisobutyl Ether, Glycerin, Trehalose, Betaine, Propylene Glycol, Mel (Honey) Extract, Musa Sapientum (Banana) Fruit Extract, Carbomer, Acrylates Copolymer, Triethanolamine, Coco-Glucoside, Cocoamidopropyl Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Sodium Laureth Sulfate, Polysorbate-20, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Linalool, CI 19140

Podsumowując moją przygodę z maseczkami Cloud Mask marki Bielenda okazało się, że bąbelkowanie nie dla każdego jest "przyjemnym łaskotaniem". Ku mojemu zdziwieniu delikatnie pieniąca się maseczka zwłaszcza początkowo sprawiała mi więcej katuszy niż radości. Na szczęście odkryłam, że najwrażliwszą mam skórę tuż pod nosem i gdy tam nie nałożę maseczki, to da się to pękanie bąbelków nawet wytrzymać^^ Jedno trzeba przyznać maseczkom-chmurkom - sprawiają sporo radości! Zaczynając od tego łaskotania (nie zrażajcie się, naprawdę sporo osób mówi, że jest to dla nich bardzo przyjemne xd), aż po to jak wygląda się jako człowiek-chmurka. Wbrew pozorom też maseczki nie są tylko słodkim bajerem dla umilenia popołudnia, ale po ich aplikacji zauważymy odczuwalne działanie na skórze. Nie jest to może długotrwały efekt, bo zazwyczaj utrzymywał się około pół do jednego dnia, ale w zasadzie większość maseczek ma takie działanie. Uważam jednak, że maseczki Cloud Mask są ciągle jeszcze ciut za drogie, jednak obstawiam, że to dlatego iż wciąż są nowościami i raczej cena ta będzie spadać. Czy kupię chmurki ponownie? Przy moich bardzo dużych zapasach maseczkowych jest to mało prawdopodobne, jednak gdybym w przyszłości chciała znów poczuć się jak chmurka z pewnością sięgnę po wersję Mango Balango o przepięknym zapachu mango lub orzeźwiającą Mohito Despacito. Poznałyście już bąbelkujące maseczki Bielenda? Jak się u Was sprawdziły?  



piątek, 12 lipca 2019

Recenzja: serie Love Nature z olejkiem z drzewa herbacianego oraz z ogórkiem Oriflame

Recenzja: serie Love Nature z olejkiem z drzewa herbacianego oraz z ogórkiem Oriflame
Jakiś czas temu zrobiłam kilka zamówień kosmetycznych z Oriflame i... właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że to było ROK temu! Jak widać trochę czasu muszą przeleżeć u mnie kosmetyki, zanim zacznę ich używać. Miejmy nadzieję, że to już ostatnia taka sytuacja, a Was zapraszam na recenzję dwóch setów kosmetycznych - serii z olejkiem z drzewa herbacianego oraz z ogórkiem - oba z lini Love Nature firmy Oriflame.
W zeszłorocznym czerwcowym haul'u LINK pokazywałam Wam m.in. moje duże zamówienie z Oriflame. Znalazły się w nim m.in. kosmetyki z serii Love Nature z olejkiem z drzewa herbacianego: tonik, krem do twarzy na dzień, chusteczki do demakijażu oraz korektor. Chwilę wcześniej z okazji urodzin dostałam od Talarkowej wielką pakę kosmetyków, w której znalazł się m.in. żel oczyszczający do twarzy z tej samej serii. Ponieważ wcześniej przetestowałam też olejek z drzewa herbacianego Love Nature mogę dziś powiedzieć, że poznałam całą linię i to od niej chciałabym rozpocząć dzisiejszą recenzję. 

Seria Love Nature z olejkiem z drzewa herbacianego
W skład oczyszczającej serii z olejkiem z drzewa herbacianego Love Nature Oriflame wchodzą: żel oczyszczający, tonik, krem do twarzy, chusteczki oczyszczające, olejek oraz korektor. Wszystkie zawierają w swoim składzie mniejszym lub większym stopniu olejek z drzewa herbacianego, który jest znany ze swoich właściwości antybakteryjnych i kojących. Cała linia ma regulować produkcję sebum i wspomóc nas w walce z niechcianymi krostami. Jest dedykowana posiadaczkom cery tłustej, mieszanej w kierunku tłustej oraz trądzikowej. Produktem "flagowym" tej serii jest olejek z drzewa herbacianego, który jednak nie zrobił na mnie większego wrażenia. Pisałam o nim w poście poświęconym letniej pielęgnacji skóry twarzy LINK. Widzę, że aktualnie w sprzedaży jest wersja zawierająca dodatek limonki. 
Żel oczyszczający z olejkiem z drzewa herbacianego Love Nature
Posiada dość lejącą formułę i zielony kolor. Kosmetyk przyzwoicie się pieni i dobrze oczyszcza skórę twarzy, nie powodując przy tym jej podrażnienia, ani wysuszenia. Ogólnie cała linia zaskoczyła mnie tym, że działa oczyszczająco, ale nie ściąga skóry i nie przesusza, jest wręcz dla niej delikatna. Żel ma przyjemny zapach, tak samo zresztą pachną także i inne produkty z tej serii. Opakowanie to plastikowa butelka 150 ml z zakrętką i muszę powiedzieć, że jest ono zdecydowanie mało wygodne. Zdecydowanie lepsza była by pompka, którą wygodniej byłoby dozować kosmetyk. 
Skład (z opakowania): Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Coco-Glucoside, Disodium Cocoamphodiacetate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Cocoamphoacetate, Phenoxyethanol, Glyceryl Oleate, Sodium  Lauroyl Sarcosinate, PEG-18 Glyceryl Oleate/Cocoate, Parfum, DMDM Hydantoin, Disodium Edta, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Citric Acid, Sodium Citrate, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, CI 42090, CI 19140, CI 17200
No cóż, kosmetyk naturalny to na pewno nie jest, ale wiem że niektóre z Was lubią czytać składy, więc podaję :-)
Jak już wspominałam - żel dobrze oczyszcza skórę z sebum i resztek makijażu oraz wszelkich zanieczyszczeń. Skóra jest przygotowana do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, ale nie jest przesuszona. Do jednorazowej aplikacji wystarczy niewielka ilość kosmetyku, dlatego jest on dość wydajny. 

Tonik z olejkiem z drzewa herbacianego Love Nature
Ma zieloną barwę i pachnie tak jak cała seria, orzeźwiająco i świeżo. Tonik także znajduje się w butelce zakończonej zakrętką, ale akurat w jego przypadku taka formuła zupełnie mi nie przeszkadza. Nałożony na skórę za pomocą nasączonego wacika oczyszcza pory i łagodzi stany zapalne. Delikatnie matuje też skórę. To mój zdecydowany faworyt z tej serii i lubię przecierać nim twarz np. po treningu. Nie powoduje wysuszania skóry, a fajnie ją odświeża i oczyszcza. Przypomnę tylko, że mam skórę mieszaną, latem z tendencją ku tłustej.
Skład (z opakowania): Aqua, Alcohol Denat, Glycerin, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Sodium Citrate, Imidazolidinyl Urea, Citric Acid, Sodium Benzoate, Parfum, Benzophenone-4, Disodium Edta, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, CI 19140, CI 42090, CI 17200

Emulsja do twarzy z olejkiem z drzewa herbacianego Love Nature
Zamknięty w małym, plastikowym słoiczku krem ma bardzo lekką formułę - może stąd nazwa "emulsja". Krem ma przyjemny, orzeźwiający zapach taki sam jak cała seria i delikatnie zielonkawą barwę. Używanie go jest bardzo przyjemne, bo wchłania się bardzo szybko, jest też odpowiedni pod makijaż. Pozostawia skórę delikatnie nawilżoną, ukojoną, a zarazem pomaga w walce z niedoskonałościami. Czasami miałam po nim uczucie delikatnego ściągnięcia skóry, wtedy używałam dodatkowego kremu nawilżającego. Trzeba też pamiętać, że emulsja ta nie posiada filtrów SPF, dlatego zwłaszcza latem przyda się dodatkowy krem UV. Próbowałam też używać tego kosmetyku na noc, ale zdecydowanie ma jak dla mnie zbyt lekką formułę i potrzebowałam "czegoś więcej". 
Skład (z opakowania): Aqua, Butylene Glycol, Ethylhexyl Stearate Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Kaolin, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Cyclopentasiloxane, Carbomer Dimethicone, Phenoxyethanol Urea, Parfum, Sodium Hydroxide, Propylparaben, Methylparaben, Melaleuca Altenifolia Leaf Oil, Disodium EDTA, Ethylparaben, CI 42090 

W linii Love Nature z olejkiem z drzewa herbacianego są jeszcze chusteczki do demakijażu, o których pisałam Wam w majowym denko LINK. Jest tutaj także korektor w sztyfcie, który ma za zadanie nie tylko pomóc w ukryciu niechcianych krost, ale także działać na nie dodatkowo wysuszająco i łagodząco. Niestety nie poznałam go jeszcze na tyle, aby móc podzielić się z Wami moją opinią. Jedyne, co mogę w tej chwili o nim napisać, to że jest dwukolorowy (zielono-beżowy) oraz pachnie, jak pozostałe kosmetyki z tej serii. 
Najważniejsze jednak pytanie - czy kosmetyki z olejkiem z drzewa herbacianego Love Nature Oriflame pomagają w walce z niedoskonałościami? I tutaj powiem Wam, że mam mieszane uczucia. Używając całej serii naraz spodziewałam się naprawdę spektakularnych efektów, z drugiej jednak strony obawiałam się, że moja skóra może się przesuszyć, a nic takiego się nie stało (jak już podkreślałam wielokrotnie). Stan skóry na pewno uległ poprawie i kosmetyki Love Nature bardzo pomogły mi zwłaszcza w trudnym czasie dla mojej skóry, jakim były czerwcowe upały. Z całej serii najbardziej polubiłam się z tonikiem i to on zrobił na mnie najlepsze wrażenie. 
Seria Love Nature z ogórkiem
Ogórkowe trio miniproduktów (każdy ma zaledwie 30 ml) kupiłam jako kosmetyki do zabierania na wszelkie podróże. Spodziewałam się, że zużyję je bardzo szybko, jednak okazały się całkiem wydajne. Cała seria ma bardzo delikatny zapach ogórka, który umila używanie kosmetyków. Składają się na nią: żel do twarzy, peeling oraz maseczka (w kolejności od lewej).
Żel z ogórkiem Love Nature
Przez długi czas myślałam, że jest to kosmetyk do oczyszczania skóry, który można używać na zmianę z peelingiem z serii. Na szczęście jednak na naklejce w tyłu jest wyjaśnienie sposobu użycia, które rozwiało moje wątpliwości. Jest to żel nawilżający, który używamy w ostatnim kroku, zamiast lub pod krem nawilżający. Co ciekawe, kiedy użyłam go kilkukrotnie na zwilżonej skórze twarzy jako żel oczyszczający, to nie zauważyłam, abym miała niedoczyszczoną skórę, a jedynie zdziwił mnie fakt, że produkt się nie pienił :D I tu powtórzę się po raz n-ty: czytajcie sposób użycia zawsze, nawet gdy wydaje się wszystko oczywiste! 
Żel ma bardzo lekką formułę i szybko się wchłania. Pozostawia skórę nawilżoną i odświeżoną. Początkowo może się trochę kleić, ale po całkowitym wchłonięciu w skórę nic się nie lepi. Kosmetyk bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż, bo nic się na nim nie roluje. Skóra jest nawilżona, ukojona, napięta, wygląda świeżo. Trochę mi ten żel w działaniu przypomina aloesowy żel Holika Holika - jest równie przyjemny i delikatny dla skóry. 
Skład (z opakowania): Aqua, Glycerin, C12-13 Pareth-9, Oleth-20, Carbomer, Phenoxyethanol, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Disodium Edta, Cucumis Sativus Fruit Extract, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, CI 19140, CI 61570
Peeling do twarzy z ogórkiem Love Nature
Niech Was nie zwiedzie niepozorny wygląd tego kosmetyku! Mimo, że nie widać w nim drobin ścierających, to jest całkiem dobrym zdzierakiem i można nim bardzo dobrze oczyścić skórę. Jak wszystkie produkty ten serii ma delikatny  ogórkowy zapach. Niewielka ilość potrzebna jest do jednorazowej aplikacji, dlatego mimo niewielkiego opakowania jest to całkiem wydajny kosmetyk. Skóra po użyciu peelingu jest bardzo dobrze oczyszczona, wydaje się wręcz być jaśniejsza, rozświetlona. Jest przy tym miękka w dotyku i gładka. Bardzo polubiłam się z tym produktem i za każdym razem nie mogę się nadziwić, że wydaje się być jednorodny, a jednak podczas używania czuć w nim drobinki peelingujące. 
Skład (z opakowania): Aqua, Glycerin, Hydrated Silica, Phenoxyethanol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Sodium Hydroxide, Benzophenone-4, DMDM Hydantoin, Disodium Edta, Citric Acid, Cucumis Sativus Fruit Extract, Sodium Citrate Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, CI 19140, CI 61570  
Maseczka do twarzy z ogórkiem Love Nature 
Ma zielonkawą barwę, a w konsystencji przypomina satynową glinkę. Bardzo dobrze i gładko rozprowadza się po skórze i dość szybko wysycha. Zwłaszcza, gdy nałożymy ją cienszą warstwą. Maskę bardzo łatwo zmywa się samą wodą, nie ma problemów, żeby gdzieś pozostawała czy była trudna do usunięcia. Dlatego jest świetna też na wyjazdy, bo zmyjemy ją w każdych warunkach. Moja skóra po zmyciu maseczki jest bardzo fajnie zmatowiona i oczyszczona. Pory są mniejsze, a cała skóra wygląda na jasniejszą. Sama maseczka mogłaby być też sprzedawana w większym opakowaniu, bo chętnie sięgałabym po nią częściej! 
Skład (z opakowania): Aqua, Kaolin, Butylene Glycol, Glycerin, Bentonite Sodium Citrate, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Parfum, Imidazolidinyl Urea, Citric Acid, Cucumis Sativus Fruit Extract, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, CI 19140, CI 61570, CI 77891

Seria z ogórkiem Love Nature mimo swoich niewielkich opakowań robi świetną robotę. Dobrze oczyszcza, rozjaśnia i odświeża skórę, a przy tym jej nie podrażnia. Kosmetyki zabieram ze sobą na wszelkiego rodzaju wyjazdy i bardzo jestem z nich zadowolona. Maseczkę używałabym też chętnie częściej, gdyby była w większym opakowaniu. Nie umiem wskazać mojego faworyta tej serii, wszystkie kosmetyki są warte zainteresowania, a ich działanie razem jest zdecydowanie najlepsze. 

Jako wieloletnia konsultantka Avonu niewiele znam kosmetyków "konkurencyjnej" firmy Oriflame. Jednak te, które miałam możliwość przetestować zawsze okazywały się ciekawe i godne zauważenia. Myślę, że obie te firmy kosmetyczne mają w swojej ofercie produkty, które będą pasowały różnym cerom i różnym osobom. W wyborze kosmetyku dla siebie najlepiej kierować się potrzebami swojej skóry, a nie marką :-) Znacie kosmetyki z serii Love Nature Oriflame? Czy są to któreś, z przedstawionych dzisiaj przez mnie serii? A możne macie innych faworytów wśród produktów tej firmy? Dajcie koniecznie znać w komentarzach! 


Copyright © Nostami blog , Blogger