Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadżety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadżety. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2020

#haul nie tylko kosmetyczny LISTOPAD, GRUDZIEŃ 2019 oraz STYCZEŃ 2020

#haul nie tylko kosmetyczny LISTOPAD, GRUDZIEŃ 2019 oraz STYCZEŃ 2020
Szykuję tu dziś dla Was turbo wpis, w którym chcę pokazać moje nowości zakupowe i to z aż trzech miesięcy! Uspokajam jednak lojalnie, że nie trzeba gromadzić zapasów żywnościowych do czytania tego posta. Ostatnio udaje mi się bowiem kupować co raz mniej kosmetyków, co zresztą sami zaraz zobaczycie. Dlatego na długość dzisiejszy tekst powinien być "standardowy"... No dobrze, to co nowego pojawiło się nie tylko w mojej kosmetyczce w ostatnich trzech miesiącach? Ho ho ho... 
Na początek cofnijmy się wspomnieniami do mrocznego, deszczowego listopada... Chociaż o ile mnie pamięć nie myli to pogoda była wtedy znacznie lepsza, niż np. teraz w lutym. W tym miesiącu jednym z ważniejszych wydarzeń była kolejna edycja wyzwania "7 dni 7 szminek" na moim instagramie. Nie, nie kupiłam żadnej nowej pomadki (uff!), a jedynie korzystałam z tych, które już obecnie posiadam :) W skrócie wyzwanie to polega na używaniu codziennie innej pomadki (lub jej próbki) i wrzucaniu selfie na instastories. Niebawem odbędzie się kolejna edycja (23.02!) więc jeśli macie ochotę serdecznie Was zapraszam!
LISTOPAD
Drugi ważny zakup to stojący blender, który zdecydowanie usprawnia przygotowywanie odżywczych shejków! Kolejny raz zdecydowałam się na markę Russel Hobbs do której mam bardzo duże zaufanie, a sam blender kupiłam w sklepie internetowym Lidla. Najbardziej podoba mi się w nim jego wielki, szklany kielich. I choć jest dość ciężki i niewygodnie się go przez to myje, to i tak zdecydowanie wolę szkło niż plastyk. 
Jeśli chodzi o kosmetyki, to poszalałam na wyprzedaży marki FIT.friends by Oceanic, choć może "poszalałam" to delikatne określenie przy cenach kosmetyków rzędu 4-6 złoty to i tak się hamowałam :D Na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że żel pod prysznic już zużyłam i niebawem poczytacie o nim w denko :D
Moje ostatnie jak na razie zamówienie z Faberlic wyglądało jak na zdjęciu powyżej, przy czym maseczki dostałam w prezencie, mydełko porzeczkowe już zużyłam, krem do twarzy jest w użyciu a masujące, kolczaste kulki także używam na co dzień. 
W Action oraz KIK dokupiłam trochę pierdółek do zdjęć i dekoracji, bo w końcu zima zbliżała się wielki krokami :) Strasznie mi się spodobały zwłaszcza te futrzaste kartki, które mają warstwę przylepną po drugiej stronie. Marzy mi się notes z taką okładką (cena około 3-4 zł za dwa arkusze). W Action kupiłam też woreczki z mięciutkiego materiału przypominającego atłas. Z kolei z KIK zabrałam brokatową choinkę, ośnieżone kulki oraz styropianowe kulki o połyskującej poświacie.
Podczas Beauty Fair Influencer w Katowicach kupiłam kilka kosmetyków do makijażu, m.in. tusz do rzęs i klej do pigmentów i brokatów MIYO, czy cienie Mexmo. Dostałam też do testowania krem nawadniający z Uzdrovisco. Pełną relację z tego wydarzenia znajdziecie na moim blogu LINK. Krem do twarzy, tusz, cienie są w użyciu ;)  
Ostatnie listopadowe drobiazgi to zestaw świątecznych wosków Yankee Candle, który kupiłam na prezent. A że jeden z nich bardzo mi się spodobał (Evergreen Mist), to dokupiłam też go dla siebie. I słuchajcie ŚWIĘTO LASU! Ja go właśnie wczoraj zdenkowałam! Szok, to mój pierwszy wypalony do końca wosk w życiu! ;)
GRUDZIEŃ
W grudniu w Lidlu pojawiły się nowe maseczki marki Marion i jako totalna maseczkomaniaczka nie mogłam przejść obok nich obojętnie :D Po zakupie pojawił się pomysł, aby podarować je którejś z dziewczyn z DressCloud. Ostatecznie koleżanka, dla której przygotowywałam prezent dostała już je od kogoś innego, więc nic z tego podarunku nie wyszło. Ale co się odwlecze to nie uciecze, ja w każdym razie mam jeszcze sporo własnych maseczek... 
W ramach programu Hot Noty Avon otrzymałam do przetestowania nową szminkę Prism w kolorze Blast Off, lakier z drobinkami Black Magic i maskę Platinum Glow. O wszystkim pisałam Was w recenzji karnawałowych kosmetyków LINK.
Zamarzyły mi się w grudniu takie czerwone, świąteczne paznokcie. Zrobiłam je w moim ulubionym salonie Beauty Boutique. Na prawej ręce miałam świąteczną gwiazdkę, a na lewej delikatne kryształki (sylwestrowe?). Jednym słowem byłam gotowa na każdy rodzaj imprezy!  
Postanowiłam też odświeżyć nieco moje włosy, które były już bardzo długie i prawie proste. Odwiedziłam salon NENA, do którego chodziłam na początku studiów. Moją "metamorfozę" możecie zobaczyć na zdjęciach :)
Jak wiadomo jedną z bardzo ważnych aktywności w grudniu jest otwieranie kalendarza adwentowego :D U mnie w tym roku gościł kalendarz Balea, w związku z tym mam "trochę" miniaturkowych kosmetyków pielęgnacyjnych... Czy chcecie recenzję wszystkich miniaturek w jednym poście? 
Pod choinką znalazłam w tym roku naprawdę wspaniałe prezenty! Po pierwsze był to zestaw nowych pomadek myLIPstick mojej ukochanej marki MIYA we wszystkich kolorach! Nawet nie wiecie jak skakałam z radości :D To co przede wszystkim wyróżnia te pomadki spośród innych to ich skład, który jest w ponad 90% pochodzenia naturalnego! Pomadki mają działanie nawilżające i pielęgnacyjne dzięki obecności olejków ze skórki pomarańczy i rycynowego, wosków kandelila i karbauba oraz wit. E. Ten pierwszy składnik jest też odpowiedzialny za przepiękny, cytruskowy zapach, który czujemy podczas aplikacji. Wszystkie pomadki są komfortowe w noszeniu. Każda też może na ustach wyglądać bardziej delikatnie, gdy pokryjemy usta jedną warstwą lub mieć mocniejszy efekt, gdy nałożymy tych warstw więcej. W pudełku znajduje się aż sześć kolorów szminek - nude, rose, dusty rose, coral, red i fuchsia.
Kolejne prezenty to aparat Nikon D5000, który dostałam w spadku po tacie i mam nadzieję, że w końcu nauczę się robić porządne zdjęcia :) Dostałam też statyw Ubeesize, który może być używany zarówno do aparatu, jak i telefonu oraz jako selfie stick. A wiecie, co jest w tym statywie najgenialniejsze? Że posiada on pilota i teraz mogę robić zdjęcia zarówno w trudnej pozycji, jak i samej sobie! Juhu!!!
Od kochanej Beatki z DressCloud dostałam świąteczną kartkę z kilkoma maseczkami. Ona wie, co króliczki lubią najbardziej ;-)
A od mojej kochanej Kasi (która w końcu przyjechała chociaż na chwilę z UK!) dostałam piękny kosmetyczny prezent pełen zupełnie nieznanych mi produktów! Znalazły się tutaj produkty Blistex, które uwielbiam, a także maseczki, mydełko The Body Shop o moim ulubionym zapachu różowego grejpfruta, herbatka, słodycze i trochę produktów do makijażu - m.in. piękny eyeliner stylizowany na atrament z Harrego Pottera :D 
Pod koniec miesiąca z Klubu Recenzentki Wizaż dostałam do testowania duet kosmetyków z serii Normaderm Phytosolution marki Vichy. Powiem Wam tak trochę ubiegając recenzję, że oba produkty sprawdziły się u mnie świetnie i używam ich regularnie na co dzień! 
STYCZEŃ
Nie martwcie się moi drodzy czytelnicy, w styczniu udało mi się jeszcze bardziej zredukować kosmetyczne zakupy i pojawiły się jedynie TRZY odstępstwa. Kupiłam (na spółkę z mamą, bo obie jesteśmy w paznokciowej potrzebie) zestaw do japońskiego manicure marki P. Shine. I mam ogromną nadzieję, że pomoże on w regeneracji, bo zdjęłam hybrydy i oczywiście moje paznokcie natychmiast zaczęły się łamać i kruszyć... O japońskim manicure oraz tym zestawie z pewnością przygotuję dla Was osobny wpis. 
Skusiłam się na zestaw maseczek Disneya, które pojawiły się w moim Action. A już myślałam, że je przegapiłam, bo widziałam je dwa miesiące wcześniej u dziewczyn na DressCloud! Kosmetyki z podobiznami księżniczek tak się spodobały, że kilka osób poprosiło mnie o ich zakup i wysłanie. Czułam się jak "maseczkowy diler" :D W tym samym sklepie kupiłam jeszcze różowy tusz do rzęs za 4 złote, jednak na oczach wygląda on nieco na fiolet. 
Pod koniec miesiąca udało mi się wygrać już drugi raz (!) w konkursie instagramowym marki Nutka Fitokosmetyki. Tym razem w zestawie znalazłam emulsję do higieny intymnej z gruszką i bergamotką, żel pod prysznic i do kąpieli konopie polskie, szampon do włosów piwonia i słodki migdał, krem do stóp czarna porzeczka i białe kwiaty, kremowy żel do mycia twarzy len i echinacea oraz trochę próbek. Żel pod prysznic jest aktualnie w użyciu, bo w transporcie nieco uszkodziła się jego butelka. Emulsję do higieny intymnej oraz żel do mycia twarzy oddałam koleżankom. Tam samo planuję zrobić z kremem do stóp, a dla siebie zostawię jedynie szampon. Kosmetyki marki Nutka są bardzo delikatne dla skóry. Recenzję tych, które do tej pory przetestowałam znajdziecie na moim blogu LINK

I na tym zakończyły się moje kosmetyczne zakupy stycznia! Co prawda gwoli ścisłości kupiłam w tym miesiącu trochę ciuchów, pozwolicie jednak, że o nich wspomnę Wam już przy kolejnym haul'u. Znacie produkty z mojej listy nowości? Coś szczególnie Was zaciekawiło? A jak tam Wasze zakupowe szaleństwa ostatnimi czasy? Dajcie koniecznie znać w komentarzach!  



czwartek, 28 lutego 2019

#haul nie tylko kosmetyczny LUTY 2019

#haul nie tylko kosmetyczny LUTY 2019
Podobno te rzeczy, do których zabranie się sprawia nam największą trudność powinniśmy robić w pierwszej kolejności i jak najczęściej, po to aby dojść do wprawy i żeby przestały być kłopotliwe. Dlatego w tym miesiącu nietypowo najpierw zaprezentuję Wam wpis z zakupowymi nowościami miesiąca, a dopiero później ze zużyciami. Do dzieła!

Z początkiem roku powzięłam postanowienie, aby zużywać swoje zapasy kosmetyczne i starać się ograniczyć kupowanie. Jednak jak to zwykle z postanowieniami noworocznymi bywa, już kilka dni później poległam na styczniowych wyprzedażach, o czym mogliście przeczytać w styczniowym poście (LINK). Postanowiłam jednak nie poddawać się, zwłaszcza że kolejny miesiąc ma trochę mniej dni ;-) 
Zacznę od moich zakupów z Avonu. Jak na kilka zamówień poczynionych z dwóch katalogów, to wyszło w miarę OK. Przybyła mi oczyszczająca emulsja do twarzy linii Korean Charcoal Planet Spa o której pisałam w poście dotyczącym nowości tej firmy (LINK). Na spółkę z mamą kupiłyśmy też nowość - serum z vitaminą C Anew. Serum to ma działanie rozjaśniające i wyrównujące koloryt. Jego formuła jest dość oleista i w efekcie po kilku użyciach oddałam je mamie. Myślę, że więcej informacji o tym kosmetyku pojawi się w kolejnym poście z nowościami Avon. 
Jeszcze "na fali" styczniowych wyprzedaży udało mi się kupić drugą czapkę z uszkami w House. I to w zawrotnej cenie 6,90 zł! I ktoś może powiedzieć, że zima ma się ku końcowi, ale moje zatoki i tak wymagają ode mnie używania czapek nawet gdy jest już całkiem ciepło. Poza tym kiedy kupowałam wersję różową (LINK) miałam bardzo duży dylemat który kolor wybrać. I teraz mam obie! ;-) 
W sklepie Ziaja skusiłam się za to na punktowy reduktor trądziku. I muszę powiedzieć, że jak dotąd żaden inny kosmetyk tego typu nie zadowolił mnie jak ten kosmetyk!
W sklepie "Ładnie Pachnie", który słynie ze sprzedaży świec i wosków zapachowych natknęłam się na szczotkę do szczotkowania skóry twarzy na sucho marki Nested. Jakiś czas temu bardzo chętnie szczotkowałam swoje ciało  i byłam zachwycona efektami. Chciałabym wrócić do tych zabiegów, a w dodatku bardzo mnie ciekawi, jakie będą skutki szczotkowania twarzy. Jak na razie "poznajemy" się z moją nową szczotką, ale myślę, że gdy tylko nabiorę więcej wprawy i regularności, to obiecuję Wam wpis na ten temat. A tych z Was, którzy jeszcze nie znają mojego wpisu o szczotkowaniu ciała - zapraszam do lektury posta (LINK). Pod koniec informacji na temat techniki, jaką się posługuję znajdziecie tam też link do filmiku na YT, z którego ja "uczyłam" się szczotkowania. Polecam serdecznie! 
Z zakupem mojej szczotki było trochę przygód, bo przez pomyłkę pani w sklepie sprzedała mi wersję na ciemieniuchę dla dzieci. Ja nawet się nie zorientowałam, choć kształt rzeczywiście jest zupełnie inny! Pokazałam swój zakup na stories na Instagramie i wtedy własnie dostałam wiadomość od załogi sklepu o pomyłce. Na szczęście jeszcze nie zdążyłam użyć szczotki, umówiłyśmy się więc, że dwa dni później ponownie odwiedziłam "Ładnie Pachnie" i wymieniłam szczotkę na tą właściwą ;-) A ramach "rekompensaty" dostałam jeszcze małą wersję masła do ciała Mokosh o zapachu melona z ogórkiem. Strasznie się ucieszyłam, bo jeszcze nie miałam okazji nic tej firmy testować!
Irygator do czyszczenia przestrzeni między zębowych był takim moim małym "marzeniem" od kilku lat. Jednak modele dostępne w sprzedaży były albo zbyt drogie, albo ciągle nie wiedziałam czym kierować się przy wyborze. Kiedy więc w lutym okazało się, że takie urządzenie będzie do kupienia w Lidlu - nie wahałam się. Mam bowiem z tego marketu sporo urządzeń małego AGD i z wszystkich jestem bardzo zadowolona. Irygator kosztował niecałe 100 zł. Ma trzy poziomy czyszczenia i mimo, że ciągle używam najdelikatniejszego to uważam, że nieźle "wymiata". Oczywiście początki korzystania z niego są dość trudne - zazwyczaj pół łazienki mam zachlapane wodą. Ale myślę, że z czasem dojdę do wprawy. No i mam nadzieję, że przy kolejnej wizycie kontrolnej moja dentystka zauważy różnicę, bo to ona poleciła mi ten dodatkowy sposób na doczyszczenie jamy ustnej ;-) 
W lutym instagram i blogosferę zawojowały nowe maseczki z Bielenda i ja także uległam pokusie. Kupiłam całą serię masek Smoothie Mask, o których mogliście już poczytać na blogu (LINK). Pozostałe czekają na użycie, jednak mam zamiar nie dać im się za długo "zasiedzieć" w myśl zasady, że jeśli coś się kupiło i w tym samym miesiącu zużyło, to jakby tego nie było, prawda? :D
Tenisówki typu Slip On, to mój ulubiony model butów. Są wygodne, szybko się je zakłada i zdejmuje, a przy tym są lekkie. Swoją ostatnią parę kupioną w jakimś markecie dosłownie zajechałam, dlatego skorzystałam z wyprzedaży na Tchibo.pl i nabyłam kolejny egzemplarz. Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu będzie można zrzucić ciężkie botki i ubierać takie leciutkie buciki!
Kilka razy już wspominałam Wam o festiwalu kawy, który darzę specjalnym uczuciem <3 Podczas trwania Urban Coffee Marathonu w wybranych kawiarniach, które biorą udział w wydarzeniu możemy skosztować specjalnej kawy i deseru, przygotowanych na tą okazję. Każdy z festiwali ma bowiem temat przewodni. Festiwalowa kawa kosztuje 7 zł, a w zestawie z deserem 12 zł. We Wrocławiu sporo kawiarni bierze udział w tym wydarzeniu, a dla mnie jest to znakomity pretekst do poznawania nowych miejsc! 
Tematem aktualnego festiwalu były "wycieczki". I tak mieliśmy wycieczkę do Belgii (espresso z tonikiem, czekoladą i miętą a na deser "zupa" z belgijskiej czekolady z orzechami), Włoch (kawa z amaretto i pokruszonymi ciasteczkami Amaretti oraz Panna Cotta z musem z truskawek), Francji (cafe aromatise a la creme brulee oraz mini tartalette z kremem patissiere i owocami), Irlandii (Irishcoffe z irlandzką whiskey oraz crumble z sosem waniliowym) oraz do Australii (latte ananasowe a na deser pavlova z ananasem i kremem kokosowym). 
Wiem, że festiwal Urban Coffee Marathon powoli podbija także i inne miasta, jeśli więc jesteście kawoszami to polecam Wam wykorzystać ten czas maksymalnie. Sama impreza trwa bowiem przez tydzień i po jej zakończeniu urządzane jest głosowanie internetowe, gdzie goście głosują na najlepsze według nich menu festiwalowe.
Kolejny raz mogę pochwalić się Wam moim nowym manicure, które jak zawsze zrobiła mi pani Ania z salonu Beauty Boutique. Tym razem postawiłyśmy na kolor szary, a po dwa paznokcie u każdej ręki zostały przyozdobione uroczymi gwiazdkami. Szary lakier pochodzi z kolekcji MakeAR, a na nim nałożony został Glam Top ze Słownianki. Zdjęcie niestety nie do końca oddaje to, jak pięknie mienią się paznokcie w słońcu. 
Wracając do zakupowych nowości, to w sklepie Flying Tiger kupiłam takie oto bambusowe pudełko z drewnianą pokrywką. Jest ono niedużych rozmiarów i przyznaję, że jeszcze nie wiem co będę w nim trzymała, ale bardzo spodobała mi się jego kolorystyka i styl.  
Zrealizowałam też moje kolejne marzenie, którym był komplet pędzli do makijażu. Zdecydowałam się na zestaw pędzli z linii Sunset marki Blend It, który kupiłam w sklepie Mint.pl. Te pędzelki są po prostu tak piękne, tak śliczne że aż boję się ich używać! :D
W zestawie znajduje się sześć pędzli przeznaczonych do blendowania i nakładania cieni. Każdy z nich (na szczęście!) jest podpisany, więc mam nadzieję, że powolutku, małymi kroczkami nauczę się z nich korzystać. Pędzle przyszły w niewielkiej, plastikowej kosmetyczce z zapięciem. Jestem w nich totalnie zakochana! 
W okazji dni Life Style w Superpharm było wiele fajnych promocji. Udało mi się nie ulec tym kuszeniom, jednak obok informacji o kremach MIYA za 15 złoty nie mogłam przejść obojętnie. I tak oto do mojej kolekcji trafił czwarty i ostatni krem z tej serii. Niebawem więc będę w końcu mogła przygotować dla Was post porównawczy i mam nadzieję uda mi się opowiedzieć, dlatego tak bardzo pokochałam kremy tej marki.
W małym sklepiku "Pachnący Domek" kupiłam dwa woski z lutowej kolekcji Yankee Candle. Oba zapachy bardzo mi się podobają. Red Rasperry jest mocno owocowy, a Sun Drenched Apricot Rose to kompozycja zdecydowanie kwiatowa. Przyznaję, że woski kupiłam z myślą o planowanym przez mnie rozdaniu. I choć skradły moje serce bardzo, to prawdopodobnie powędrują do kogoś innego, ale o tym w swoim czasie ;-) 
Pod koniec lutego odbywały się Targi Natural Beauty, które oczywiście odwiedziłam. Tym razem jednak mocno trzymałam się postanowienia o nie kupowaniu! Dlatego mimo, że widziałam wiele wspaniałych kosmetyków - np. nowy hydrolat z MALIN (!!) od LaLe, czy kosmetyki Chlebowe, albo naturalne gąbki i pumeksy do ciała - to nie kupiłam zupełnie nic! Otrzymałam tylko w ramach przetestowania próbki dwóch kremów wrocławskiej marki si si bee - krem olejowy oraz z mocznikiem, a na stoisku Balja także próbki ekologicznego proszku do zmywarki. A że ja zmywarki nie mam, to te drugie powędrują do mojej mamy. Uff! Okazało się, że można fajnie przeżyć targi kosmetyczne bez szaleństwa zakupów!
Na koniec mój zakup z Pepco, czyli zestaw narzędzi do uprawiania ogródka ;D Postanowiłam w tym roku zadbać w końcu o moje kwiatki w domu i okazało się, że nawet nie mam czym ich przesadzić. Zestaw narzędzi zawiera dwie male łopatki oraz grabki. Wszystko wygląda jak dziecięce zabawki, ale są to normalne narzędzia. Ale za to jakie kolory! Taki zestaw kosztował 5 zł i mam nadzieję, że przyda mi się on przy porządkach ogrodniczych ;-) 

I tak właśnie przedstawiają się moje lutowe nowości nie tylko kosmetyczne. Jest tego zdecydowanie mniej, chociaż mogłoby być jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach mój kosmetyczny detoks wejdzie mi w krew i w końcu zacznie mi ubywać z zapasów w większym tempie! Jak podoba się Wam mój dzisiejszy haul? Coś Wam wpadło w oko? A może coś już znacie, używaliście i zechcecie podzielić się opinią? Dajcie znać w komentarzach! A na moim Instagramie @_nostami trwa wyzwanie "7 dni 7 szminek". Jeśli macie ochotę pobawić sie kolorami serdecznie zapraszam Was do wyróżnionego stories "challenge", gdzie wszystko jest opisane. 


sobota, 1 września 2018

#haul nie tylko kosmetyczny LIPIEC 2018

#haul nie tylko kosmetyczny LIPIEC 2018
Mamy wrzesień, a ja winna Wam jestem post na temat nowości lipca! Oczywiście miałam pomysł, aby zrobić wspólny, wakacyjny wpis na ten temat, z dwóch miesięcy. Jednak zrobiłby się z tego koszmarny tasiemiec i nie wiem, czy ktokolwiek byłby w stanie to przeczytać. Dlatego dzisiaj, jeszcze wakacyjnie, zapraszam Was na małe wspomnienie zakupów z lata.
Zacznę tradycyjnie kosmetycznie, bo jednak to właśnie ta kategoria dominuje w moich nowościach miesiąca. W lipcu stałam się szczęśliwą właścicielką SWOPA #1290 z portalu DressCloud. Przypomnę tylko w skrócie, że portal ten skupia głównie dziewczyny, które dzielą się ze sobą inspiracjami na temat kosmetyków, ciuchów, makijaży i wszystkiego co może interesować babki. Za publikacje nazywaną tutaj "chmurką" otrzymuje się "kryształki", czyli "lajki" od innych dziewczyn zwanych tu Clouders. Te kryształki możemy wykorzystać do licytowania SWOP-ów, czyli zestawów maksymalnie 4 produktów, zazwyczaj kosmetycznych, ale też akcesoriów, dekoracji, czy nawet ubrań. SWOPy są przeróżne i to my decydujemy, w którym z nich chcemy brać udział i ile kryształków na dany zestaw postawimy. Mi udało się w lipcu wygrać zestaw, który mnie totalnie oczarował. Znajduje się w nim przeurocza maska w płachcie z wizerunkiem jednorożca Clear Up, Skin, a także żel pod prysznic z baleriną z firmy Balea i śliczny, różowy błyszczyk z Yves Rocher. Do tego znalazła się tutaj bawełniana torba z logiem Dress Cloud, o której już dawno marzyłam, a teraz mam swoją! Cały SWOP, jak zawsze, był przepięknie zapakowany w pachnące pudełeczko, które zawsze wzbudza zainteresowanie pań na poczcie. W środku znalazły się także kupony rabatowe i próbki, czyli coś co tygryski lubią bardzo! 
Rzadko poluję specjalnie na gazety z dodatkami, ale przyznaję, że tutaj dałam się skusić. Do lipcowego Zwierciadła dodawane były kosmetyki z nowej lini Sylveco - Aloesove. Mnie najbardziej zainteresował żel myjący do twarzy, ale gdy w kiosku zobaczyłam, że są też płyny micelarne natychmiast skontaktowałam się z dwoma koleżankami z DC i kupiłam ja dla nich. Ja zdecydowanie pozostaje przy swoim ulubionym płynie micelarnym z Biodermy. 
Ograniczanie wielkości zamówień z Avonu przychodzi mi już coraz łatwiej. Nie żebym coś nagle miała do firmy, ale znam już większość ich kosmetyków i dalej mam ich sporo, dlatego łatwiej jest mi nie ulec pokusie. No chyba, że pojawi się nowy, pięknie pachnący żel pod prysznic, na przykład taki o zapachu kokosa... Co najlepsze, nigdy wcześniej nie przepadałam jakoś szczególnie za kokosami, a tego lata kompletnie zwariowałam na punkcie tego aromatu! Zamówiłam także szminkę w płynie w kolorze Nude Vibes. Kolor pomogła mi wybrać koleżanka za co jej bardzo dziękuję, bo szminka jest przepiękna! Ponieważ spełniłam warunki sprzedażowe w tym katalogu, to mogłam wybrać sobie zestaw za 3 zł. Zdecydowałam się na perełki brązujące Warm Glow oraz pomadkę Rose Kisses. 
W lipcu w sprzedaży pojawiły się długo przez mnie wyczekiwane galaretkowe maski Juicy Jelly z Bielenda. I mimo, że początkowo obiecywałam sobie, że nie muszę ich kupować w tym samym czasie i że "później też będą", to wyszło na to, że kupiłam je wszystkie, choć w różnych miejscach. Pierwsza była odświeżająca maska z ananasem Bielenda, którą kupiłam przy okazji zakupów w Rossmanie. Wzięłam też wtedy nowa maseczki diamentowe z Selfie Project, jednak jeszcze ich nie próbowałam. Skuszona niską ceną zapakowałam także maskę do włosów o zapachu borówek Natura Siberica. Ktoś już jej używał? Bardzo liczę na jej piękny, owocowy zapach, ale ponieważ mam aktualnie otwartą inną, to ta jeszcze chwilkę poczeka. Te piękne chusteczki higieniczne przyciągnęły moją uwagę swoimi kolorowymi opakowaniami. W domu okazało się, że przy okazji prześlicznie pachną i teraz są moimi ulubionymi chusteczkami do torebki. 
Kolejne zakupy w Rossmanie, tym razem bardziej praktyczne. Głównym ich powodem były kończące się zapasy produktów do higieny jamy ustnej. Skusiłam się także na maseczki do skórek w ciekawej formie nakładek na palce. Nigdy wcześniej nie widziałam ich w tej drogerii, a były opatrzone naklejką "cena na do widzenia". Kupiłam także jedną z najlepszych masek oczyszczających jakie ostatnio używałam - maskę z Neem firmy Himalaya, o której możecie przeczytać TUTAJ. Opakowanie w saszetce kupiłam z myślą o podarowaniu komuś na spróbowanie, bo ja przecież mam jeszcze swoją tubę. 
Temperatury w lipcu były trudne do wytrzymania, a wszystko co choć na chwilę przynosiło ulgę w upale było na wagę złota. Dlatego na promocji w HEBE bez wahania zdecydowałam się na mgiełkę kokosową MIYA, która wielokrotnie pomogła mi odświeżyć się w ciągu dnia. No i znów ten przepiękny kokosowy zapach! 
Kolejna maska Juicy Jelly z Bielendy - wersja nawilżająca z arbuzem i aloesem - przyjechała ze mną aż z Warki. Będąc bowiem u rodziny w okolicy postanowiłam odwiedzić Lavende Drogeria, której profil od wielu miesięcy obserwuję na Instagramie. W sklepie byliśmy na 10 min przed zamknięciem, więc dosłownie przebiegłam pomiędzy regałami po drodze wydając z siebie co chwilę piski i oohy, bo tutaj było dosłownie wszystko czego tylko byśmy poszukiwały! Warka nie jest zbyt dużym miastem, ale na pólkach drogerii Lavende można znaleźć najbardziej topowe marki i najnowsze produkty, naprawdę wielkie brawa dla tego sklepu! Ja złapałam w biegu maskę arbuzową oraz gruszkowy szampon z firmy Nutka. 
Trzecią maskę Bielenda - matującą i normalizującą do cery mieszanej i tłustej z kiwi i kaktusem - kupiłam już pod koniec miesiąca w moim rodzinnym mieście w jednym z Rossmanów. Tym sposobem mam je wszystkie, więc możecie spodziewać się zbiorczej recenzji ;-)
Tym razem nie odpuściłam promocji na produkty Catrice w HEBE i kupiłam w końcu sławny korektor Liquid Camouflage i to za połowę normalnej ceny! Ponieważ nie byłam do końca pewna, jaki wybrać kolor - zdecydowałam się na dwa odcienie - 010 czyli Porcelain taki jak podkład, który mam oraz 005, czyli jeszcze nieco jaśniejszy. Z dwojga złego łatwiej przyciemnić zbyt jasny korektor, niż rozjaśniać zbyt ciemny więc myślę, że będzie OK.
W lipcu swoją premierę miały także produkty z nowej linii Ziaja - GdanSkin. Tutaj także bardzo mocno starałam się ograniczać, bo najchętniej kupiłabym ją chyba w całości! Zdecydowałam się jednak (na szczęście!) tylko na dwie rzeczy - morski żel rozjaśniający włosy, który ma robić efekt słonecznych letnich pasemek oraz hydrożelową maskę do twarzy i ciała o działaniu mocno nawilżającym. Maskę już używałam i tak bardzo zachwyciłam się jej działaniem, zapachem, no całą nią, że coś czuję że to będzie dłuższa przyjaźń. Co do żelu, to trochę wystraszyłam się opisu, że trzeba go używać w rękawiczkach, ale ciekawość efektu jaki będzie na włosach była i jest silniejsza ;-)
Jeśli już złapaliście się za głowę ilością kosmetyków, jakie przybyły u mnie w lipcu to uspokajam, że to już koniec tej kategorii, ale nie koniec zakupów. Wakacyjne wyprzedaże zbierają swoje żniwo ;-) W KIK-u skusiłam się na dwie śliczne szklanki Summer Time, talerzyk w kształcie rybki i gipsową ozdobę w kształcie muszli, czy bardziej kawałka rafy koralowej. Każda z tych rzeczy kosztowała mnie 4 złote! 
W Home & You kupiłam prześliczne magnesy, spinacze i rurki. Początkowo z myślą o dodaniu ich do prezentów, ale okazało się, że tak pięknie wychodzą na zdjęciach, że chyba jednak zostaną ze mną ;-)
Z innych dekoracji przyszły do mnie z Aliekspressu gwiazdki i serduszka, które mnie totalnie zauroczyły i musiałam się mocno pilnować, aby nie zrobić z ich wykorzystaniem wszystkich zdjęć wszystkiego co mam! Sami zobaczcie te cuda! 
Gwiazdki podobno przychodzą w losowej kolorystyce, więc można różnie trafić. ja jednak jestem bardzo zadowolona z nich. Niestety widzę, że mój link wygasł, ale z pewnością znajdziecie je pod hasłem "star beads".
W lipcu kupiłam sobie...WROTKI! I nie ukrywam, że było to moje największe marzenie od wielu wielu lat! Wrotki są czarne, skórzane i naprawdę profesjonalne. Kupiłam je jako używane, ale zupełnie nie widać na nich śladu noszenia. Oczywiście zaraz po ich zakupie okazało się, jak wiele nagle potrzebuję nowych rzeczy ;-) I tak oto, po kilku wyprawach do Decathlonu (ja prawie nigdy nie kupuję wszystkiego za jednym  "rzutem") zostałam szczęśliwą posiadaczką zestawu ochraniaczy na wszystkie części ciała, świetnej torby do przenoszenia wrotek oraz pary spodni i legginsów, które podczas wyprzedaży kosztowały po 20 zł! Do tego dokupiłam ręcznik z mikrofibry, bo te ręczniki są u nas w bardzo częstym użyciu. Jazda na wrotkach okazała się niestety trudniejsza niż myślałam, jednak jestem pełna dobrych myśli i nie mam zamiaru się poddawać. Wakacje jednak okazały się być u mnie bardzo intensywne i nawet nie miałam kiedy porządnie ich wypróbować. Mam nadzieję, że we wrześniu będzie jeszcze pogoda na jazdę na powietrzu... 
Z Aliexpressu przyszła do mnie kolejna kolorowanka. Tym razem będzie to górki widoczek, który zażyczył sobie mój tata. Farby i pędzle zabrałam ze sobą na sierpniowy wyjazd nad morze i tam trochę pomalowałam. 
Muszę przyznać, że takie kolorowanie niesamowicie mnie wycisza i redukuje stres, mimo że wymaga naprawdę maksymalnej ilości skupienia. Górski widoczek jest jeszcze w powijakach, ale dla przypomnienia pokazuję Wam, jak wyglądało malowanie poprzedniego obrazka - papug.

W domu mieliśmy także potrzebę małego przemeblowania i wizyty w IKEA. Nie mamy samochodu i wyprawa do salonu jest dla nas niemałym wyzwaniem. Dlatego chętnie skorzystaliśmy z... wypożyczalni samochodów elektrycznych Vozilla. Zwłaszcza, że mieliśmy też kupon na kilka darmowych minut! 
Takie auto wypożycza się za pomocą aplikacji i jak się okazało nie ma większych problemów ze znalezieniem wolnego samochodu. Jest to też świetna alternatywa dla osób, które przyjeżdżają do Wrocławia na krótszy czas bez własnego auta. Zdecydowanie polecam, oczywiście posiadaczom prawa jazdy! 
W lipcu odbywały się dwa festiwale kawowe, które uwielbiam. Jeden z nich w moim rodzinnym Wrocławiu, a drugi akurat wtedy, gdy byliśmy przejazdem w Warszawie. Podczas Coffee Marathon można poznać ciekawe kawowe inspiracje, a także poznać nowe kawiarnie. Dlatego nadrobiłam wszelkie towarzyskie zaległości ;-) I muszę Wam powiedzieć, że wszystko było przepyszne, nawet gdy po zamówieniu miałam co do napoju mieszane uczucia (bo przecież najbardziej lubię mocno mleczną latte). 

Na tym kończę ten ogromny haul lipcowy. Mam nadzieję, że wszyscy czytelnicy dotrwali do końca? Spodobały się Wam moje zakupy? Znacie któreś produkty? Dajcie koniecznie znać w komentarzach ;-) 


Copyright © Nostami blog , Blogger