Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapach. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 grudnia 2019

Recenzja: mgiełki z serii Aromatherapy Planet Spa, Avon

Recenzja: mgiełki z serii Aromatherapy Planet Spa, Avon
Kiedyś nie wierzyłam w moc aromaterapii. Te wszystkie opowieści o zapachach uśmierzających ból, czy poprawiających samopoczucie kwitowałam zazwyczaj lakonicznym "aha!". Od jakiegoś czasu wiele się jednak w tej kwestii u mnie zmieniło. I tak oto postanowiłam sprawdzić serię mgiełek Aromatherapy Planet Spa od Avon. 
Jeśli chodzi o moje zainteresowanie aromaterapią, to tak jak wspominałam nigdy nie było ono szczególnie mocne. Owszem słyszałam o temacie, owszem lubiłam od czasu do czasu powąchać jakiś przyjemny zapach, czy nie uciekałam z pomieszczeń w których ktoś rozpalił wonny wosk, czy kadziło. Ale bez szczególnego zainteresowania jeśli chodzi o moje własne działania w tym kierunku. Czytając blogi innych beauty blogerek miałam nagle styczność z recenzjami wosków czy świec zapachowych. Zaczęłam się interesować jak te zapachy "wyglądają", jak to jest że ludzie umieją tak ładnie opisać poszczególne nuty i czy ja byłabym w stanie poczuć to samo? Pewnego razu wybrałam się z koleżanką do sklepu z woskami i świecami zapachowymi ("Ładnie pachnie"), gdzie okazało się, że mój nos wyłapuje zupełnie inne nuty zapachowe niż jej. To był szok! Ja po prostu zupełnie nie czułam niektórych zapachów! Później niespodziewanie kupiłam sobie dyfuzor zapachowy na olejki eteryczne, o czym pisałam Wam we wrześniowym haul'u LINK. Powoli rosnące zainteresowanie zapachami poskutkowało z czasem zakupem trzech mgiełek z serii Aromatherapy Planet Spa od Avon. Najpierw sięgnęłam po Energise, a zachwycona jej zapachem w kolejnym miesiącu dokupiłam także wersję Calm. Co najzabawniejsze tą trzecią, Beauty Sleep miałam w swoich zapasach (tylko w innym opakowaniu), wystarczyło więc zacząć ją używać. A czym tak zachwyciły mnie te produkty? 
Planet Spa Aromatherapy, Energise with Italian Bergamot & Lemon Essential Oils Body Mist
Mgiełka do ciała Energize z serii Aromatherapy Planet Spa od Avon to połączenie bergamotki i olejku z cytryny. Zapach tej mgiełki jest po prostu WSPANIAŁY! Cytrusowe nuty dodają mu świeżości i naprawdę dodają energii do działania. Opakowanie zawiera 100 ml kosmetyku i jest to plastykowa butelka ze sprayem. Zapach jest intensywny i dość długo utrzymuje się na skórze. Co ciekawe zapach jest przyjemny zarówno dla kobiecych, jak i męskich nosów ;-) O ile oczywiście lubicie cytrusy! Mgiełką możemy spryskiwać całe ciało, a także pościel, czy pomieszczenie. Mimo, że każda z mgiełek serii Aromatherapy nich na swój sposób mnie zachwyca, to własnie Energise uwielbiam najbardziej! 
Skład: Alcohol Denat, Aqua, Parfum, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citral, Geraniol, Citronellol, Eugenol <1032866-001>
Planet Spa Aromatherapy, Calm with Chinese Eucalyptus & Mint Essential Oils Body Mist
Ta wersja mgiełki do ciała to mieszanka eukaliptusa i olejku miętowego, które mają nas zgodnie z nazwą uspokoić i wyciszyć. Zapach w moim odczuciu jest bardziej eukaliptusowy, słodkawy. Mięta stanowi dalszy plan, czuć ją jakby z głębi. Mgiełka podobnie jak inne wersje znajduje się w plastykowej butelce w ciemnym kolorze o pojemności 100 ml. Zatyczka ze sprayem umożliwia dozowanie produktu. Mgiełkę możemy używać w zależności od potrzeby i humoru na skórę ciała. Zapach jest dość trwały, utrzymuje się znacznie dłużej niż w innych mgiełkach. Czy uspokaja? Ciężko to sprawdzić, jednak sam aromat jest przyjemny dla nosa, a obecność mięty działa kojąco co może uspokajać. 
Skład: Alcohol Denat, Aqua, Parfum, Linalool, Coumarin, Limonene, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol 
Planet Spa Aromatherapy, Beauty Sleep with French Lavender & Chamomile Essential Oils Pillow Mist
Ostatnia z mgiełek jest przeznaczona do spryskiwania nią poduszki, lub odświeżania pomieszczenia zwłaszcza przed snem. Zawarte w niej bowiem nuty lawendy i rumianku działają uspokajająco i kojąco. Oczywiście poprzednie dwie mgiełki także mogą nam posłużyć do nadania delikatnego zapachu pomieszczeniom w domu, jednak ich moc jest nieco mniejsza niż Beauty Sleep i efekt ten nie będzie działał zbyt długo. Lawendowa mgiełka także znajduje się w 100 ml buteleczce ze sprayem. 
Skład: Aqua, Alcohol Denat, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Hexyl Cinnamal, Linalool, Coumarin, Geraniol, Hydroxycitronellal, Limonene, Citronellol, Citral <16901-003> 


Wyświetl ten post na Instagramie.

Dzień dobry! Kiedyś nie wierzyłam w aromaterapię, te wszystkie opowieści o zapachach uśmierzających ból, czy poprawiających samopoczucie kwitowałam zazwyczaj lakonicznym "aha!". Od jakiegoś czasu wiele się zmieniło w tej kwestii. Zaczynając od fajnej wycieczki do sklepu ze świecami zapachowymi z @jtaracha, a kończąc na moim nagłym zakupie dyfuzora zapachowego na olejki eteryczne. Zainteresowanie zapachami skutkuje też zakupem trzech mgiełek z serii Aromatherapy Planet Spa firmy @avon_polska. Początkowo planowałam tylko jedną - Energise, jednak jej zapach tak mi się spodobał, że skusiłam się na kolejne! Mgiełki Energise i Calm (bargamotka i cytryna, eukaliptus i miętą) możemy używać do ciała. Trzecia - Beauty Sleep to mgiełka, którą możemy spryskać pościel przed snem, by ukoił nas zapach lawendy i rumianku. O wszystkich mgiełkach tej serii poczytacie już jutro na moim blogu, a link pojawi się w bio ⬆️⬆️⬆️ A co Wy sądzicie o aromaterapii w ogólnym ujęciu? 😊😍😘 #aromaterapia #aromatherapy #zapachy #mgielkadociala #bodymist #avon #planetspa #mgiełkizapachowe #energise #calm #beautysleep #blogerkakosmetyczna #kosmetycznyblog #bblogerka #blogerkabeauty #blogokosmetykach #recenzjakosmetykow #beautybloggers
Post udostępniony przez Urbanbeautician (@_nostami)
Mgiełki Planet Spa z serii Aromatherapy bardzo mi się spodobały i z przyjemnością sięgam po nie, gdy chcę dodać sobie energii (najczęściej!), czy wyciszyć się (w pracy), lub zapewnić sobie milszy sen. Kompozycje zapachowe przypadły do gustu mojemu węchowi, a jak się okazuje każdy z nas ma zupełnie inną wrażliwość na poszczególne aromaty. W chłodniejszych miesiącach jakoś chętniej sięgam po różnego rodzaju zapachy w różnych formach. I kto wie, może kiedyś nawet spotkacie na moim blogu jakiś typowo woskowo-świeczkowy post? :) A jak to jest u Was? Lubicie otaczać się zapachami? Korzystacie z mgiełek do ciała, czy raczej perfum? Podzielcie się w komentarzach swoimi opiniami!  

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Ulubione zimowe zapachy

Ulubione zimowe zapachy
Kiedy dni stają się coraz zimniejsze i krótsze częściej sięgam po zapachy, na które nawet nie spoglądam wiosną czy latem. Instynktownie poszukuję kompozycji zapachowych, które osłodzą chłodne wieczory i brzydką aurę. Perfumy na bazie wanilii, piżma i drzewa sandałowego rozgrzewają mnie swoją wonią i wprawiają w dobry nastrój. Jesteście ciekawi moich faworytów? Zapraszam do zmysłowej podróży!   

Jak powszechnie wiadomo w perfumach nuty bazowe mimo, że nie są zbyt mocno wyczuwalne, mają decydujące znaczenie dla charakteru całej kompozycji zapachowej. Tak zwane nuty głowy mają najbardziej intensywny zapach i to je czujemy najmocniej zaraz po otwarciu flakonu, ale po skropieniu nimi skóry dość szybko zanikają. Z kolei pośrednie do wymienionych nuty serca często nie są świadomie przez nas wyczuwane, jednak ich obecność świadczy o unikalności kompozycji i dopełnia mieszankę zapachową. Zapachy dzielone są też na kategorie w zależności od użytych do ich produkcji składników. I tak mamy zapachy cytrusowe i kwiatowe, po które chętnie sięgam wiosną oraz latem, a obok - zapachy z kategorii drzewnej, orientalnej czy szyprowej, które bardzo lubię w zimniejszych miesiącach.  
BIJOU, Avon
BIJOU, Christian Lacroix, Avon
Moje zestawienie ulubionych zimowych zapachów otwierają orientalno-waniliowe perfumy przygotowane dla firmy Avon w 2015 przez dom francuskiego projektanta Cristian Lacroix. Perfumy zamknięte są w pudrowo-różowej płaskiej butelce z kryształową zatyczką. Piękni prezentują się na toaletce, gdy światło odbija się na nierównościach szklanej butelki czy korka. Kompozycję zapachową otwiera soczysta mandarynka oraz jabłko i gruszka. W nutach serca wyczujemy jaśmin i orchideę, a bazę stanowi mocno wyczuwalna wanilia, piżmo i drzewo sandałowe. Podobno w nutach bazy znajduje się także anyż, na szczęście mój nos go nie wyczuwa (a ja nie przepadam za jego zapachem). Wbrew "ciężkiej" w opisie kompozycji sam zapach Bijou nie jest przytłaczający ani duszący i często używam go zarówno na co dzień, jak i na wieczorne wyjście. Lubię jego słodycz wanilii i świeżość owoców. Kojarzy mi się zawsze z obietnicą dobrej zabawy i radością. 
TODAY, Avon
TODAY, Avon
Zapach ten należy do rodziny zapachów "Today - Tommorow - Always - Forver". Ciekawostką jest, że unikalny składnik kompozycji Today - kwiat budlei - został opracowany specjalnie dla Avon przez dom perfumeryjny Firmenich. Te perfumy oszałamiają wręcz słodyczą, a ich trwałość jest bardzo duża. Spryskane nimi ubrania zachowują zapach nawet do kilku dni! Przede wszystkich wyczuwalne są tutaj kwiaty - wspomniany już kwiat budlei, hibiskus, frezje, kwiat pomarańczy, tuberoza i strelicja. Elegancji dodają zapachowi znajdujące się w nutach bazy piżmo, cedr czy nuty drzewne i woda różana. Cała kompozycja zamknięta jest w przepięknym kwadratowym flakonie z grubego szkła. Idealne na wszelkie "większe wyjścia" i uroczystości, których w zimowych miesiącach mamy całkiem niemało. Today to chyba jedyne perfumy, których zapach podoba mi się o każdej porze roku. Kojarzą mi się z miłością i kobiecością. Są tak charakterystyczne, że potrafię wyczuć osobę nimi spryskaną np. w tramwaju ;-)  
Aspire, Avon
Aspire, Avon
Aspire należą do zapachów kwiatowo-drzewno-piżmowych, a twórcą kompozycji w 2011 roku była Nathalie Feisthauer. Moje pierwsze zetknięcie z tym zapachem przypadło na styczniowy, wyjątkowo mroźny poranek. Po spryskaniu nadgarstka testerem wyczułam rozchodzące się ciepło, tak jakby sam zapach rozgrzewał mnie i moją skórę. Do tej pory ilekroć sięgam po kanciasty flakonik, w którym zamknięty jest ten zapach, mam wrażenie ciepła i spokoju. Wśród nut zapachowych znajdziemy tutaj piżmo i drzewo sandałowe oraz cedr, a także jaśmin, różę, irysy i aldehydy. Sam zapach ma wśród odbiorców zarówno zagorzałych zwolenników (to ja!), jak i przeciwników. Podobnie jak z zapachem linii Nuxe - albo się ją kocha, albo nienawidzi ;-) Jedno jest pewne, po Aspire nigdy nie sięgam, gdy temperatury za oknem zaczynają przekraczać 15 stopni. Ten zapach według mnie po prostu wymaga mroźnej aury.
ROUGE, Avon
ROUGE, Cristian Lacroix, Avon 
Kolejne dwa zapachy także zostały zaprojektowane przez Christian Lacroix, który zdobył światową sławę kreując luksusowe, wspaniałe i bajecznie kolorowe stroje inspirowane jego pasją do teatru i opery. Rouge to najstarsze z wymienianych dzisiaj perfum, bo zostały one wydane w 2007 roku. Zapach zamknięty jest w czerwono-bordowej buteleczce z koronkowym zdobieniem. Sam kształt flakonika kojarzy mi się z kształtami kobiety. Rouge to szyprowo-kwiatowe perfumy, dosyć ciężkie i zapadające w pamięć. Wśród nut zapachowych bazy znajduje się paczula, piżmo i drzewo kaszmirowe. Nutami głowy są pomarańcza, piwonia i..biały pieprz. Kompozycję dopełnia zapach kwiatów lotosu i osmantusu. Te perfumy zdecydowanie ubieram do eleganckich sukienek i na uroczyste wyjścia, czy randkę. Zapach jest zmysłowy, bardzo kobiecy i sensualny.      
AMBRE, Avon
AMBRE, Cristian Lacroix, Avon
Nieco lżejsze od swojej "czerwonej siostry" są perfumy Ambre. Przygotowane także w domu projektanta Cristian Lacroix, ale znacznie później, bo w 2014 roku. Najbardziej wyczuwalny w nich jest aromat mandarynki i jagód, do którego dołączają nuty różane i jaśminu. Jako baza występuje tutaj bursztyn i karmel. To jedyne perfumy wśród przedstawionych dzisiaj, które nie zawierają nut piżma. Należą one do kategorii zapachów szyprowo-gourmand. W noszeniu są zdecydowanie lżejsze od Rouge czy nawet Today. Mimo eleganckiego flakonu lubię sięgać po nie także na co dzień, zwłaszcza że zapach utrzymuje się przez wiele godzin. Mimo obecności wanilii, której zapach drażni mnie w ciepłych miesiącach, po Ambre sięgam czasami nawet późną wiosną choć wtedy już raczej w wersji na wieczór. 
TODAY, Avon
Dzisiejsza piątka zapachów to moi ulubieńcy na zimowe miesiące. Zdominowały ją zapachy z domu perfumeryjnego Christian Lacroix! Wszystkie też pochodzą z firmy Avon. To akurat nie jest o tyle dziwne, że jako konsultantka mam łatwiejszy do nich dostęp, niż do innych firm. Mimo wszystko sama jestem ciekawa jakie inne zapachy, w miarę kończenia się tych ulubieńców, zaczną wypierać tą Avonową "rodzinkę" ;-) Jednak patrząc na to, w jakim tempie zużywam zapachy to może jeszcze trochę czasu upłynąć... Lubicie pokazane dziś przez mnie zapachy? Znacie? A może macie ochotę podzielić się opiniami o swoich faworytach? Z przyjemnością poczytam Wasze komentarze! 

Przy dzisiejszym poście wspierałam się wiedzą z portalu Fragrantica.pl. Koniecznie do nich zajrzyjcie - o perfumach wiedzą wszystko (nie tylko tych z Avonu)!      

środa, 22 listopada 2017

Pielęgnacja ciała jesienią i zimą

Pielęgnacja ciała jesienią i zimą
Kiedy przychodzą chłodne dni i zaczynam nosić grube, ciężkie ubrania zapominam często o dbaniu o swoje ciało, opatulone od stóp po głowę. Przyznaję, że na te ciemne, zimne miesiące najchętniej zapadłabym w sen zimowy, dlatego i moja pielęgnacja skóry robi się minimalistyczna. Jeśli jesteście ciekawi, jak ona wygląda - to zapraszam do dalszej części wpisu. 
Jesienią moja skóra staje się bardziej sucha, podrażniona i swędząca. Nawet jeśli używam tych samych kosmetyków pod prysznic, to ich działanie jest zazwyczaj bardziej wysuszające, no i nie ma już takiej możliwości, żebym obeszła się bez balsamów chroniących skórę. Wiele kosmetyków, które latem były dla mnie zbyt "bogate" nagle okazuje się idealnymi i całe szczęście, że się ich wtedy nie pozbyłam! Jednym z takich powtórnych odkryć jest peeling do ciała Super Slim firmy Evree. Peeling ten zawiera mnóstwo dobrych i naturalnych składników, m.in. cukier trzcinowy i sól jodowaną. To kryształki tych składników są odpowiedzialne za działanie ścierające kosmetyku. Dodatkowo w peelingu znajduje się olejek perilla, któremu zawdzięczam cudowne nawilżenie skóry. Możecie zobaczyć jak dużo jest tego olejku o miodowej barwie - widać go pięknie na zdjęciach produktu. Peeling ma ładny, słodki zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze. Zapach jest bardzo przyjemny i jak tylko go czuję, to od razu mimowolnie się uśmiecham ;-) Peeling Super Slim ma za zadanie ujędrnić skórę i zredukować cellulit, a także usunąć martwy naskórek. Grube drobiny przyjemnie masują skórę, a dzięki olejkowi jest ona wyjątkowo miękka. Używanie go to prawdziwa przyjemność i aż sobie zaznaczam w kalendarzu kiedy mogę go ponownie aplikować, gdyż zgodnie z zaleceniem producenta nie powinno to być częściej niż 1-2 razy w tygodniu. Kosmetyk nie zawiera olejów mineralnych i parafiny. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji go wypróbować, to zdecydowanie polecam, zwłaszcza na jesienne i zimowe wieczory. 
Pod prysznicem sięgam teraz po olejek z tej samej linii co peeling. To także kosmetyk, który odstawiłam na półkę latem, a teraz nie wyobrażam sobie bez niego kąpieli! Olejek Super Slim zawiera olejki roślinne i także nie ma w swoim składzie olejów mineralnych i parafiny. Ma delikatny zapach, który kojarzy mi się z trawą cytrynową. W kontakcie z wodą zamienia się w biały płyn o oleistej konsystencji. Po umyciu nim skóra jest bardzo dobrze nawilżona i ma delikatny film ochronny. Dzięki temu możemy już nie używać balsamu. Ma jedną wadę - nie jest tak wydajny, jak "zwykłe" żele pod prysznic, ale akurat mi to zupełnie nie przeszkadza. Trzeba też pamiętać, że produkty te z uwagi na obecność naturalnych składników mają krótszy termin przydatności do zużycia i powinniśmy je zużyć w ciągu pół roku od otwarcia opakowania. 
Drugim produktem pod prysznic, który szczególnie cenię w zimne miesiące jest żel pod prysznic Dove, tutaj akurat wersja Dove Słodki Krem z Piwonią. Kosmetyk ma mlecznobiałą, kremową konsystencję. Dobrze się pieni i jest bardzo delikatny. ZAPACH JEST PO PROSTU OBŁĘDNY! Po umyciu żelem skóra jest przyjemnie miękka w dotyku, odżywiona i przez długi czas mamy uczucie jej nawilżenia. Dzięki temu kosmetykowi od razu czuję się piękniejsza ;-)
To prawda, że po użyciu tak bogatych w składniki żeli, czy olejków moja skóra nie wymaga już tak mocno nawilżenia, jednak nie mogę odmówić sobie przyjemności używania balsamów, zwłaszcza, że temperatura w łazience jest teraz na tyle umiarkowana, że po wysmarowaniu całego ciała nie ryzykuję, że zaraz wszystko spłynie ze mnie razem z potem ^.^ . Dlatego to właśnie chętniej i częściej sięgam po balsamy i masła wszelkiego rodzaju. Jednym z takich ulubieńców stał się balsam Skin So Soft Skindisiac Red z firmy Avon. Jest to kosmetyk o gładkiej, silikonowej konsystencji, który niesamowicie wygładza skórę i nadaje jej taką jakby "śliskość". Pachnie bardzo uwodzicielsko olejkiem z passiflory , dlatego lubię używać go przed randką z ukochanym ;-) Zapach utrzymuje się dość długo, tak jak i uczucie miękkości i nawilżenia skóry. Używanie tego balsamu to prawdziwa uczta dla zmysłów! 
Inny faworyt to balsam Frosted Cranberry z The Body Shop. Produkty TBS maja tak intensywne i soczyste zapachy, że wręcz zachwycają. Wersja, którą posiadam pachnie mrożonymi borówkami i bardzo kojarzy mi się ze świątecznym czasem. Ten zapach zupełnie nie działa na mnie w żadnym innym czasie jak tylko późną jesienią i zimą, dlatego zdecydowanie teraz jest jego czas. Balsam zamknięty jest w podłużnej butelce zakończonej wygodną w użyciu pompką. W konsystencji jest perłowobiały z połyskującą poświatą i dość dużą ilością malutkich, połyskujących drobinek. Ta poświata i drobinki po aplikacji trafiają na skórę, dlatego lubię użyć ten balsam przed wyjściem na mniejszą lub większą imprezę, bo oprócz pięknego, słodkiego zapachu borówek zyskuję także imprezowy błysk.
Olejek do ciała Fruit Power z Evree to taka "wisienka na torcie" dzisiejszego wpisu. Orzeźwiający, owocowy zapach i super nawilżenie to jedne z zalet tego produktu. Olejek ma dwufazową konsystencję i przed użyciem powinno się go mocno wstrząsnąć aby wymieszać ze sobą część z olejkami i z kwasem hialuronowym. Kosmetyk wchłania się w moją skórę nieco wolniej niż balsamy, dlatego zazwyczaj używam go wieczorem, gdy mogę nieco dłużej poczekać na wyschnięcie produktu. Skóra jest po nim bardzo dobrze nawilżona i gładka. Ten efekt utrzymuje się nawet do kilkunastu godzin i jeszcze rano mogę cieszyć się działaniem tego olejku. Opakowanie ma niewielkie, co wiele osób uważa za wadę. Jednak z uwagi na to, że mam w planach stanowcze uszczuplenie zapasów to akurat to mi wcale nie przeszkadza ;-) 

Dzisiejszy post powstał jako odpowiedź na wyzwanie dla blogerów "Piękna przed Świętami", którego organizatorami jest portal Trusted Cosmetics i autorka bloga Różowa Szminka. Znacie lub używałyście produkty z mojego dzisiejszego przeglądu? Podzielcie się opiniami w komentarzach ;-)     

Moje posty biorące udział w wyzwaniu "Piękna przed Świętami":
- Pielęgnacja twarzy i ust - LINK

niedziela, 8 października 2017

Przegląd antyperspirantów

Przegląd antyperspirantów
Dzisiejszy post będzie nieco sportowy, jako że niedawno rozpoczęłam trzeci etap FitMisji. O tym czym jest to wyzwanie napiszę pod koniec wpisu, a na początek zapraszam Was do mini przeglądu antyperspirantów.
Dezodoranty zwane antyperspirantami tym różnią się od swoich zwykłych kolegów, że mają za zadanie zmniejszać wydzielanie potu i w ten sposób maskować brzydki zapachu. Ich działanie opiera się głównie na zawartości solu glinu, która jest w różnym stężeniu i w związku z tym mają one różną skuteczność. Oczywiście to w ogromnym uproszczeniu, bo gdyby tylko od tego  miała zależeć ich skuteczność to raczej nie mieliśmy, aż takiego wyboru ;-) Antyperspiranty występują w różnej postaci - w kulce, w sztyfcie, w sprayu czy też w kremie. Jako że staram się prowadzić raczej aktywny tryb życia, dość często sięgam po różne rodzaje tych kosmetyków. Prezentowane dzisiaj zestawienie to produkty których aktualnie używam lub używałam.
Rexona Motionsense biorythm spray zgodnie z opinią producenta uaktywnia swoje działanie w momencie stresu lub wysiłku oraz działa zgodnie z naszym biorytmem. Czy tak się dzieje trudno ocenić, ale oczywiście to głównie z tego powodu postanowiłam wypróbować akurat ten produkt. Dezodorant ma dość mocny zapach i jego aplikacja przy mało wywietrzonym pomieszczeniu nie jest zbyt przyjemna dla otoczenia. Ponad to użyty na podrażnioną skórę pod pachami będzie szczypał, a na ubraniach może zostawiać nieznaczne jasne ślady (choć widziałam gorsze plamy). Co do działania 48 godzinnego to jest to lekka przesada, zresztą nie wiem jak miałabym to sprawdzić skoro biorę prysznic? ;-)
Podobnie silny zapach posiada dezodorant fresh comfort z Nivei, który ma nam zapewnić "długotrwałą świeżość do 48 h". Ten antyperspirant kupiłam głównie z uwagi na jego zapach - tzn. cotton czyli bawełna. I jest on rzeczywiście ładny. Niestety sam dezodorant potwornie piecze nawet gdy nie mam podrażnionej skóry, więc zużywam go psikając na ubrania. Na szczęście nie zostawia na nich białych śladów, uff... Oba dezodoranty w sprayu są wygodne w używaniu, ale ich działanie nie jest raczej powalające i pot dalej się z nas leje zwłaszcza przy intensywnym wysiłku, stresującym dniu itp. Podsumowując jak dla mnie są to raczej zwyklaki na co dzień o dość przyjemnym ale intensywnym zapachu, który może się gryźć z perfumami (jeśli ich później używamy).
Mój pierwszy dezodorant NEO firmy Garnier kupiłam zaciekawiona jego inną formułą. Jest to dezodorant w kremie, który jednak aplikujemy - dzięki specjalnej nakrętce - bezpośrednio na skórę pod pachami. Dezodorant ma kremową, białą konsystencję, która nie zostawia śladów na ubraniu. Ma przyjemny, pudrowy zapach. Rzeczywiście, tak jak zapewnia producent, daje uczucie suchej skóry. Jeśli chodzi o jego skuteczność, to jest on dość niezły, choć zapewnienia o dwóch dobach bez potu są mocno przesadzone ;-) Ten kosmetyk jest bardzo wydajny, poprzednie opakowanie miałam ponad rok - zobaczymy jak będzie z obecnym. Jest to dobra alternatywa na skórę podrażnioną, gdyż kosmetyk ten nie wpływa na jej dodatkowe szczypanie. Jego skuteczność w minimalizowaniu produkcji potu jest większa, ale też nie maksymalna. Dużym plusem jest delikatne działanie dla skóry, choć podczas używania resztki kosmetyku zostają na nakrętce, z której sypie się przy każdym otwarciu opakowania.
Kolejnym produktem w dzisiejszym zestawieniu jest antyperspirant Bloker z firmy Ziaja. Kupiłam go po pozytywnych recenzjach znalezionych na internetowych blogach. Produkt ten swoje prawdziwe właściwości ujawnia dopiero po czasie regularnego stosowania w określony sposób. Na początku mamy nakładać go co 2-3 dni na oczyszczoną skórę pod pachami na noc. Następnie aplikujemy rano jedynie 1-2 razy w tygodniu. To genialny produkt dla zapominalskich, a jego działanie w minimalizowaniu pocenia się wydaje się być bardzo skuteczne. Przy tym wszystkim ma ładny, delikatny, kwiatowy zapach który szybko się ulatnia. Nie używałam na podrażniona skórę, bo producent wyraźnie przed tym przestrzega. Ale poza tym nie odczułam żadnego pieczenia czy dyskomfortu, jak czasami w przypadku tych w sprayu. Bloker z Ziaji okazał się dobrym produktem w niskiej cenie, w dodatku jego wydajność jest bardzo duża i aż nie wiem czy zdążę przed terminem ważności... ;-)
Ostatni produkt w dzisiejszym przeglądzie to antyperspirant w kulce Only Imagine z Avonu. Z wszystkich powyższych ten jest najtańszy (oczywiście kupowany w promocyjnej cenie 5 zł!). Jest to dezodorant pachnący identycznie jak perfumy o tej samej nazwie. Avon często tworzy linie produktów, aby można było wzmocnić wybrany przez nas zapach. Jeśli chodzi o działanie tego produktu to jego skuteczność w walce z potem jest minimalnie większa niż przedstawionych dzisiaj produktów w sprayu. Jednak zdecydowanie jest ona mniejsza niż dezodorantu w kremie, czy blokera. Kulka ładnie pachnie, trochę chroni, nie podrażnia skóry, niestety może powodować plamy na ubraniach zwłaszcza, gdy użyjemy jej zbyt obficie lub nie poczekamy z jej wyschnięciem. Jeśli mamy perfumy o tym samym zapachu, to z pewnością fajnie jest użyć tych produktów w duecie. Nie wiem tylko, czy mając kilka różnych butelek perfum zdecydowałabym się na zakup do każdej z nich kolejnej kulki.
Dzisiejszy przegląd pokazuje, że mimo wielu produktów zmniejszających potliwość problem pozostaje, a każdy z nich ma swoje zalety, ale też i wady. Może właśnie dlatego nie mogę obejść się z tylko jednym tego typu produktem jednocześnie? Wracając do tematu FitMisji - w klubie Fitness Academy, sieci do której należę, w kwietniu tego roku ruszyło wyzwanie polegające na zbieraniu pieczątek za każdy odbyty trening dziennie. Każdy etap FitMisji ma inną ilość pieczątek do zebrania oraz inny czas trwania - ma to nas zmobilizować do częstszych, regularnych treningów. Po zakończeniu każdego z etapów otrzymujemy nagrody gwarantowane, jak np. shaker, godzinę treningu personalnego, ręcznik, kubek termiczny, torbę sportową czy tygodniowy karnet, który możemy podarować przyjacielowi. Oprócz tego po zakończeniu każdego etapu bierzemy udział w losowaniu nagrody głównej - jednej z siedmiu wycieczek na Tajwan! *.* Muszę przyznać, że wygranie wycieczki będzie raczej mało prawdopodobne, ale sama formuła zbierania pieczątek oraz tych gwarantowanych prezentów na mnie podziałała bardzo mobilizująco i od rozpoczęcia zabawy staram się zaliczać kolejne etapy i uczęszczam do fitness klubu z o wiele większym zapałem. Pomysłodawcy tego wyzwania kupili mnie całkowicie! Bardziej aktywny tryb życia przekłada się m.in. na większe zainteresowanie takimi kosmetykami, jak te z dzisiejszego przeglądu. No i mamy powód dzisiejszego posta ;-) 

A wy używacie na co dzień antyperspirantów? Może znacie, któryś z tych dzisiaj wymienionych? A może macie swojego faworyta i chcecie zdradzić który to jest? Chętnie poczytam Wasze komentarze!  
 

poniedziałek, 2 października 2017

Denko WRZESIEŃ 2017

Denko WRZESIEŃ 2017
Początek miesiąca to dobry czas na kolejne, tym razem wrześniowe denko. Przyznaję, że miniony miesiąc przeleciał mi bardzo szybko i aż dziw, że tyle kosmetyków udało mi się przy okazji zużyć!
Tym razem w kategorii CIAŁO zużyłam:
- żel pod prysznic ISANA z limitowanej serii Around The World zapach Tahiti - muszę się przyznać, że to był mój pierwszy żel tej firmy i jestem zachwycona! Zawsze myślałam, że przy tak niskiej cenie będzie on słabej jakości ale nic bardziej mylnego. Żel świetnie się pieni, dobrze myje skórę i jej nie wysusza. Przy tym pachnie przepięknie - ta wersja kokosem i owocami, zupełnie jak na karaibskich wyspach. Już wiem, że będę sięgała po żele tj firmy częściej, zwłaszcza że ich cena w Rossmanie to około 4 zł.
- szampon Moisture Kick firmy Schwarzkopf - ten kosmetyk poleciła mi pani fryzjerka i kupiłam go w salonie. Jest to nawilżający szampon, który delikatnie oczyszcza włosy i pozostawia je dobrze odżywione i błyszczące. Bardzo ładnie pachnie i rzeczywiście skręt loka jest po nim ładniejszy, niestety jak z każdym szamponem moje włosy przyzwyczaiły się do niego dość szybko i mimo, że używałam go zamiennie z innym, to już nie było takiego efektu jak na początku. Szampon jest rzeczywiście lepszym produktem, niż inne z "niższej półki cenowej", jednak mam co do niego mieszane uczucia i chcę poszukać czegoś równie dobrego, ale tańszego
- żel do skóry atopowej URIAGE D.S. - hypoalergiczny żel do mycia głównie twarzy, ale i ciała był głównie używany przez mojego narzeczonego, a przez mnie jedynie sporadycznie. Żel dokładnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, ale nie narusza jej warstwy lipidowej. Jest bardzo delikatny w działaniu i ma neutralny zapach. Ma wysoką wydajność i nawet mała jego ilość wystarcza  do umycia twarzy. Zdecydowanie kupimy go znowu, mimo dość wysokiej ceny, bo jest to najskuteczniejszy preparat dla osób zmagających się ze skórą atopową.

Ubyło mi sporo kosmetyków z kategorii TWARZ, a były to:
- tonik Solutions Freshes Pure z firmy Avon - o tym produkcie pisałam w poście dotyczącym tonizowania skóry LINK. Po wakacjach, kiedy moja skóra była bardziej wysuszona używałam tego toniku w nieco inny sposób. Nalewałam większa ilość w zagłębienie dłoni i ochlapywałam dokładnie twarz aż była mokra. Skóra ładnie wchłaniała produkt i zdecydowanie wzmocniło to jego działanie nawilżające i odświeżające. 
- woda micelarna Sensiobio H2O Bioderma - idealny według mnie micelar do demakijażu. To moje kolejne opakowanie i średnio 250 ml wystarcza mi na 4- 5 miesięcy. Recenzja znajduje się we wpisie dotyczącym oczyszczania skóry twarzy LINK
- krem Revitalising Harmony z linii Planet Spa Avon - przepięknie pachnący krem nawilżający na noc, którego używanie było dla mnie prawdziwa przyjemnością <3 Pisałam o nim przy okazji letniej pielęgnacji twarzy LINK
- peeling z granatem z linii Naturals z firmy Avon - przyjemny peeling o ładnym owocowym zapachu. Zawierał dość drobne drobinki i delikatnie ścierał naskórek. Miałam go już naprawdę sporo czasu, ale nic złego się z nim nie działo. Jak dla mnie peelingi do twarzy mogły by mieć jeszcze mniejsze opakowania, bo zużywam je naprawdę bardzo długo...  
- Naturals Herbal mleczko oczyszczające do twarzy Echinacea i biała herbata oraz maseczka nawilżająca z aloesem oba produkty firmy Avon - te kosmetyki przetrminowały się już tak znacznie, że nie ryzykowałam ich używania i postanowiłam je zdenkować
- nawilżająca maska w płachcie Moisture Comfort + Garnier - ona także stanowiła element mojej letniej pielęgnacji twarzy o czym pisałam we wspomnianym wyżej poście LINK Mimo, że jej działanie było OK to myślę, że w przyszłości sięgnę raczej po niebieską wersję.

W kategorii higieny JAMY USTNEJ do denka trafiły:
- pasta do zębów Sensodyne Whitening - delikatna pasta o przyjemnym i nie drażniącym smaku
- miniaturka pasty do zębów Blend-a-med Expert All in One - mój dentysta uraczył mnie taką ilością miniaturk tejże pasty, że chyba przez najbliższe kilka miesięcy nie będę musiała kupować żadnej innej pasty ;-) Pasta ma niebieski kolor i lekko żelową konsystencję. Nie jest tak delikatna w smaku jak Sensodyne, ale można się przyzwyczaić. Dobrze odświeża oddech!

Ostatnia kategoria to MAKIJAŻ I INNE i tutaj wśród zużytych kosmetyków znalazły się:
- krem BB Anew Vitale firmy Avon - jego dokładny opis znajdziecie w poście dotyczącym letniego makijażu LINK. Jest to krem, który delikatnie ukrywa nasze niedoskonałości na skórze twarzy i nadaje jej ładniejszy koloryt. Latem, ale też gdy moja skóra jest w lepszej kondycji używam go zamiast podkładu. 
- eyeliner LUXE firmy Avon - zamknięty w złotym, eleganckim opakowaniu cieniutki eyeliner, który niestety zupełnie wysechł i został zdenkowany. 
- pomadka w krdce Color Trend kolor raven Avon - bardzo mocny kolor ale bardzo słabe krycie i szybkie zjadanie. Prawdopodobnie z tego powodu dośc rzadko sięgałam po tą pomadkę i nie zdązyłam jej zużyć przed terminem ważności. A że zaczęła zmieniać kolor i zapach to już najwyższy czas ją wyrzucić... 
- maść-balsam do ust Blistex - jeden z genialnych produktów do ust, intensywnie nawilżający balsam, który ratował moje spierzchnięte wargi i w szybki sposób poprawiał ich wygląd. Kiedyś po produty tej firmy jeździłam specjalnie do UK lub zawracałam głowę znajomym, na szczęscie od kilku lat mamy je już w Polsce.
- zapach Amazonian Wild Lily The Body Shop - zamknięty w maleńkim flakoniku przesliczny zapach, który można było zabrać ze sobą do torebki. Nie wiem dlaczego firma wycofała się z produkcji tych maleńkich wersji zapachowych ale były świetne! Zapach był bardzo odświeżający i dość trwały. 

Na tym kończy się moje wrześniowe denko. Znacie lub używaliście któryś z przedstawionych dziś produktów? Koniecznie podzielcie się wrażeniami w komentarzach ;-) 

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Ulubione letnie zapachy

Ulubione letnie zapachy
Gdyby zapytać jak pachnie lato to część odpowiedzi mogłaby się powtarzać. Zapewne pojawiły by się wśród nich nuty owocowe, kwiatowe, ale i leśne. Jeśli jesteście ciekawi jakie są moje ulubione letnie zapachy to zapraszam na piąty artykuł Wakacyjnego Poradnika Urodowego

Zapachy, których używamy latem oprócz funkcji maskującej pot musza także mieć nieco inne składy niż te, po które sięgamy w innych porach roku. Głównie dlatego, że słońce i gorące temperatury nie lubią się z alkoholem, który jest częstym składnikiem perfum. To dlatego w upalne dni popularnością cieszą się znacznie lżejsze mgiełki zapachowe. Także i ja chętnie po nie sięgam. Avon ma w swojej ofercie tak dużą ilość mgiełek zapachowych, że chyba każdy może już znaleźć swój ulubiony zapach. Ponieważ lubię zapachy kwiatowe i owocowe podoba mi się większość z nich ;-) Mgiełki, które używam w tym roku najczęściej to Passionfruit & Peony oraz Green Tea & Verbena. 

Passionfruit & Peony to mgiełka o zapachu marakui i peonii. Zapach jest odświeżający i słodki, ale nie utrzymuje się zbyt długo na ciele. Ta wersja posiada błyszcząc drobinki, które pozostawiają na skórze bardzo delikatną poświatę. Dlatego lubię używać jej na opaloną skórę, bo ładnie podkreśla opaleniznę. 


 Green Tea & Verbena, czyli mgiełka o zapachu zielonej herbaty i werbeny błyskawicznie odświeża i orzeźwia. Bardzo lubię to połączenie zapachowe, które kojarzy mi się ze świeżością i energią. Także i ten zapach nie utrzymuje się na skórze zbyt długo, ale ponieważ mgiełki są dość tanie (od około 6 zł) to możemy się nimi psikać nieco częściej. Zwłaszcza, że opakowanie ma zaledwie 100 ml i zmieści się do każdej torebki.

Na letni wieczór wybieram nieco mocniejszy, choć nadal utrzymany w tonacji owocowo-kwiatowej zapach AQUA firmy Avon. Wśród nut zapachowych znajdziemy tutaj lotos, aromat gruszki, drzew tropikalnych oraz zmysłowego piżma. Wyczuwam też tutaj zapach morskiej bryzy i cytrusów. Utrzymany w różowo-błękitnych nutach flakonik kojarzy mi się z ciepłymi krajami i tropikami. Sam zapach utrzymuje się na skórze do paru godzin. Ponieważ jest to woda toaletowa trzeba uważać, gdzie się pryskamy, aby nie podrażniać spalonej słońcem skóry. 

Na podrażnioną skórę zdecydowanie bardziej polecam inną mgiełkę z Avonu - Refreshing lagoon Senses. Jest to nawilżająca mgiełką, która po spryskaniu nią skóry zamienia się w pachnący lotion. Wsmarowany z skórę nie tylko otula nas przyjemnym zapachem błękitnej laguny, gdzie odnajdziemy wśród nut zapachowych wodne kwiaty oraz gruszkę, ale także nawilża naszą skórę i koi podrażnienia i przesuszenia. Zapach tej mgiełki jest identyczny, jak żelu pod prysznic z tej samej marki, o którym wspominałam w przeglądzie żeli LINK.

Lubię, gdy latem pachną także moje włosy, dlatego chętnie sięgam po perfumowaną mgiełkę do włosów COLLECTION ETE z Yves Rocher. Jest to letnia limitowana kolekcja, w której oprócz mgiełki znajdziemy także wodę toaletową i żel pod prysznic. Zapach jest świeży i słodki. Znajdziemy w nim nuty cytrusów, owoców oraz mięty. Włosy po spryskaniu mgiełką długo są pachnące i świeże. Aż szkoda, że to limitowana linia! 

Letnie zapachy mają jeszcze jedną bardzo miłą funkcję - użyte deszczową, jesienną porą przypominają o beztroskich i słonecznych wakacjach. Dlatego staram się od czasu do czasu sięgnąc po nie w mniej przyjemnych porach roku. A wy jakich zapachów używacie latem? Może znacie moich faworytów? Koniecznie podzielcie się w komentarzach ;-)

Poprzednie moje wpisy biorące udział w "Wakacyjnym Poradniku Urodowym":
- Ochrona przeciwsłoneczna - LINK
- Regeneracja skóry i włosów po opalaniu - LINK
- Letnia pielęgnacja stóp - LINK
- Letnia pielęgnacja dłoni i paznokci - LINK



wtorek, 18 kwietnia 2017

FIT kosmetyki, czyli co do torby na siłownię?

FIT kosmetyki, czyli co do torby na siłownię?
Moja przygoda z fitnessem rozpoczęła się już jakiś czas temu. Cały zeszłoroczny sezon jesienno-zimowy regularnie chodziłam na treningi na siłowni, które ułożył mi trener. I dwa lata temu też. Nie były to jakieś wydumane treningi, za które musiałabym zapłacić krocie. Raczej ogólny plan i propozycje, żebym będąc na miejscu wiedziała co ze sobą zrobić, a przy okazji budowała kondycję i wytrzymałość. Najtrudniejsza w tej całej przygodzie jest oczywiście REGULARNOŚĆ i SYSTEMATYCZNOŚĆ. Dlatego bardzo dbałam o to, aby nie opuszczać ani jednego zaplanowanego wyjścia, bo wystarczy jedna luka i już cała determinacja spadała na łeb na szyję. A tygodniowa przerwa = powrót do kondycji sprzed rozpoczęcia treningów. Czyli poziom zero... Ale wracając do tematu, bo nie o siłkowych perypetiach chciałam tutaj dzisiaj pisać, to niezmiernie ważne w moim przypadku okazują się "rytuały" towarzyszące treningom. Jak to zazwyczaj powtarzam "Z treningów najbardziej lubię prysznic po". Do fitness klubu chodzę zazwyczaj od razu po pracy. Jak wiadomo taka sportowa torba jest zawsze wielka i ciężka, dlatego każdy sposób na ograniczenie jej wielkości jest na wagę złota. Stąd większość moich "fitnessowych" kosmetyków ma mniejsze pojemności i to jest ich największą zaletą. Zapraszam na przegląd kosmetyków, które zabieram do mojej sportowej torby.

Przychodząc na ćwiczenia po pracy zaczynam od zmycia z twarzy makijażu. Dobrze wiem, że za chwilę i tak będę tak spocona że wszystko spłynie ze mnie, więc po co stwarzać pozory? Na siłowni, w odróżnieniu od sali fitness gdzie czasami można poczuć się jak na pokazie mody czy dyskotece, ludzie są jakoś bardziej "naturalni" i szybko oduczyłam się przejmować brakiem makijażu czy potarganą fryzurą. Do demakijażu używam zazwyczaj nasączanych chusteczek. Ostatnio są to chusteczki do demakijażu firmy Cień, które zakupiłam w Lidlu w promocji za Dzień Kobiet za niecałe 3 złote ;D Opakowanie zawiera 25 chusteczek i jest zamykane na zatrzask-naklejkę. Same chusteczki są nawilżone olejkiem migdałowym z witaminą E i alantoiną. Chusteczki rzeczywiście dobrze oczyszczają i zmywają makijaż, ale trzeba przyznać, że mój codzienny makijaż nie jest zbyt mocny. Chusteczki przyjemnie pachną i są dość wilgotne. Ich zapach jest podobny do tych z Nivea. 


Po ćwiczeniach zazwyczaj jestem tam spocona, że nie ma mowy o wyjściu w takim stanie pomiędzy ludzi cywilizowanych. Pora więc na prysznic, który rozpoczynam od przemycia twarzy oczyszczającym żelem Reve de Miel firmy NUXE. Jest to jeden z miniproduktów, jakie zakupiłam w zestawie w cenie około 30 zł. Żel oczyszczający Reve de Miel posiada roślinną bazę myjącą, dzięki czemu jest produktem bardzo delikatnym, który z powodzeniem mogą stosować nawet osoby o wrażliwej cerze. Nie wysusza, nie podrażnia skóry, nawilża ją i dobrze oczyszcza z resztek makijażu i zabrudzeń. W konsystencji jest nieco gęściejszy niż "normalny" żel, dodatkowo zawiera delikatne drobinki. Używając go zauważymy też nieco mniejszą ilość piany. Reve de Miel przepięknie pachnie miodowym zapachem. Zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo i wpływa kojąco i uspokajająco. Żel odświeża skórę i przygotowuje ją do kolejnych zabiegów, kremów itp. Jest bardzo wydajny - okazało się, że nawet miniaturowe opakowanie może posłużyć mi bardzo długo. Pełnowartościowy produkt ma butelkę z pompką.


Pod prysznicem sięgam po miniaturki The Body Shop. Na zdjęciu od lewej peeling, masło oraz żel pod prysznic o zapachu RÓŻOWEGO GRAPEFRUITA. Peeling jest gruboziarnisty, dobrze ściera naskórek, nie pieni się. Masło jest gęste i bardzo odżywcze. Natomiast żel doskonale oczyszcza skórę, dobrze się pieni i pozostawia uczuci nawilżenia. Cała linia dzięki intensywnemu zapachowi cytrusów wprawia w dobry nastrój i dodaje sił na powrót do domu. Zapach jest orzeźwiający i bardzo soczysty - aż chciałoby się zjeść te produkty. Bardzo lubię miniaturki z TBS, a zapach różowego grapefruita należy do moich ulubionych. 


Przed wyjściem do domu na twarz obowiązkowo nakładam jeszcze krem, ponieważ moje skóra źle reaguje na słońce, wiatr, zimno, gorąco, kurz itp. Żeby nie obciążać zmęczonej wysiłkiem skóry używałam ostatnio lekkiego kremu odżywczego Nivea Soft w miniwersji. Krem ten jednak mi się skończył i aktualnie zużywałam próbki różnych kremów, które miałam w zapasach. Na koniec delikatnie spryskuję się wodą toaletową Sport for Her Vitality z firmy Avon. Jest to zapach świeży, cytrusowo-kwiatowo-owocowy, w którym zgodnie z opisem producenta odnajdziemy cytrynę, zielone jabłko i lilię wodną. Woda nie jest bardzo trwała, ale ma łagodny i nienachalny zapach. Mała buteleczka (50 ml) o prostym kształcie mieści się do torby, a ja czuję się od razu pachnąca. Zapach kojarzy mi się z zapachem różowego Adidas sport.


Oto moi sprzymierzeńcy w wycieczkach na siłownię ;-) Oczywiście skład tych kosmetycznych "pocieszaczy" może się nieco zmieniać, np. wtedy gdy zdecyduję się na umycie głowy w łazience klubowej (co zdarza się rzadko, bo wolę jednak w domu), lub gdy chce np. skorzystać z sauny. Jednak wymienione wyżej produkty towarzyszą mi najczęściej, pomagają szybciej zregenerować się po wysiłku i zwiększają mój komfort. A Wy uprawiacie regularnie sport? Macie swoje ulubione kosmetyki "fitnessowe"? 
Copyright © Nostami blog , Blogger