Przejdź do głównej zawartości

FIT kosmetyki, czyli co do torby na siłownię?

Moja przygoda z fitnessem rozpoczęła się już jakiś czas temu. Cały zeszłoroczny sezon jesienno-zimowy regularnie chodziłam na treningi na siłowni, które ułożył mi trener. I dwa lata temu też. Nie były to jakieś wydumane treningi, za które musiałabym zapłacić krocie. Raczej ogólny plan i propozycje, żebym będąc na miejscu wiedziała co ze sobą zrobić, a przy okazji budowała kondycję i wytrzymałość. Najtrudniejsza w tej całej przygodzie jest oczywiście REGULARNOŚĆ i SYSTEMATYCZNOŚĆ. Dlatego bardzo dbałam o to, aby nie opuszczać ani jednego zaplanowanego wyjścia, bo wystarczy jedna luka i już cała determinacja spadała na łeb na szyję. A tygodniowa przerwa = powrót do kondycji sprzed rozpoczęcia treningów. Czyli poziom zero... Ale wracając do tematu, bo nie o siłkowych perypetiach chciałam tutaj dzisiaj pisać, to niezmiernie ważne w moim przypadku okazują się "rytuały" towarzyszące treningom. Jak to zazwyczaj powtarzam "Z treningów najbardziej lubię prysznic po". Do fitness klubu chodzę zazwyczaj od razu po pracy. Jak wiadomo taka sportowa torba jest zawsze wielka i ciężka, dlatego każdy sposób na ograniczenie jej wielkości jest na wagę złota. Stąd większość moich "fitnessowych" kosmetyków ma mniejsze pojemności i to jest ich największą zaletą. Zapraszam na przegląd kosmetyków, które zabieram do mojej sportowej torby.

Przychodząc na ćwiczenia po pracy zaczynam od zmycia z twarzy makijażu. Dobrze wiem, że za chwilę i tak będę tak spocona że wszystko spłynie ze mnie, więc po co stwarzać pozory? Na siłowni, w odróżnieniu od sali fitness gdzie czasami można poczuć się jak na pokazie mody czy dyskotece, ludzie są jakoś bardziej "naturalni" i szybko oduczyłam się przejmować brakiem makijażu czy potarganą fryzurą. Do demakijażu używam zazwyczaj nasączanych chusteczek. Ostatnio są to chusteczki do demakijażu firmy Cień, które zakupiłam w Lidlu w promocji za Dzień Kobiet za niecałe 3 złote ;D Opakowanie zawiera 25 chusteczek i jest zamykane na zatrzask-naklejkę. Same chusteczki są nawilżone olejkiem migdałowym z witaminą E i alantoiną. Chusteczki rzeczywiście dobrze oczyszczają i zmywają makijaż, ale trzeba przyznać, że mój codzienny makijaż nie jest zbyt mocny. Chusteczki przyjemnie pachną i są dość wilgotne. Ich zapach jest podobny do tych z Nivea. 


Po ćwiczeniach zazwyczaj jestem tam spocona, że nie ma mowy o wyjściu w takim stanie pomiędzy ludzi cywilizowanych. Pora więc na prysznic, który rozpoczynam od przemycia twarzy oczyszczającym żelem Reve de Miel firmy NUXE. Jest to jeden z miniproduktów, jakie zakupiłam w zestawie w cenie około 30 zł. Żel oczyszczający Reve de Miel posiada roślinną bazę myjącą, dzięki czemu jest produktem bardzo delikatnym, który z powodzeniem mogą stosować nawet osoby o wrażliwej cerze. Nie wysusza, nie podrażnia skóry, nawilża ją i dobrze oczyszcza z resztek makijażu i zabrudzeń. W konsystencji jest nieco gęściejszy niż "normalny" żel, dodatkowo zawiera delikatne drobinki. Używając go zauważymy też nieco mniejszą ilość piany. Reve de Miel przepięknie pachnie miodowym zapachem. Zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo i wpływa kojąco i uspokajająco. Żel odświeża skórę i przygotowuje ją do kolejnych zabiegów, kremów itp. Jest bardzo wydajny - okazało się, że nawet miniaturowe opakowanie może posłużyć mi bardzo długo. Pełnowartościowy produkt ma butelkę z pompką.


Pod prysznicem sięgam po miniaturki The Body Shop. Na zdjęciu od lewej peeling, masło oraz żel pod prysznic o zapachu RÓŻOWEGO GRAPEFRUITA. Peeling jest gruboziarnisty, dobrze ściera naskórek, nie pieni się. Masło jest gęste i bardzo odżywcze. Natomiast żel doskonale oczyszcza skórę, dobrze się pieni i pozostawia uczuci nawilżenia. Cała linia dzięki intensywnemu zapachowi cytrusów wprawia w dobry nastrój i dodaje sił na powrót do domu. Zapach jest orzeźwiający i bardzo soczysty - aż chciałoby się zjeść te produkty. Bardzo lubię miniaturki z TBS, a zapach różowego grapefruita należy do moich ulubionych. 


Przed wyjściem do domu na twarz obowiązkowo nakładam jeszcze krem, ponieważ moje skóra źle reaguje na słońce, wiatr, zimno, gorąco, kurz itp. Żeby nie obciążać zmęczonej wysiłkiem skóry używałam ostatnio lekkiego kremu odżywczego Nivea Soft w miniwersji. Krem ten jednak mi się skończył i aktualnie zużywałam próbki różnych kremów, które miałam w zapasach. Na koniec delikatnie spryskuję się wodą toaletową Sport for Her Vitality z firmy Avon. Jest to zapach świeży, cytrusowo-kwiatowo-owocowy, w którym zgodnie z opisem producenta odnajdziemy cytrynę, zielone jabłko i lilię wodną. Woda nie jest bardzo trwała, ale ma łagodny i nienachalny zapach. Mała buteleczka (50 ml) o prostym kształcie mieści się do torby, a ja czuję się od razu pachnąca. Zapach kojarzy mi się z zapachem różowego Adidas sport.


Oto moi sprzymierzeńcy w wycieczkach na siłownię ;-) Oczywiście skład tych kosmetycznych "pocieszaczy" może się nieco zmieniać, np. wtedy gdy zdecyduję się na umycie głowy w łazience klubowej (co zdarza się rzadko, bo wolę jednak w domu), lub gdy chce np. skorzystać z sauny. Jednak wymienione wyżej produkty towarzyszą mi najczęściej, pomagają szybciej zregenerować się po wysiłku i zwiększają mój komfort. A Wy uprawiacie regularnie sport? Macie swoje ulubione kosmetyki "fitnessowe"? 

Komentarze

  1. Nie chodzę na siłownie więc nie mam co się wypowiedzieć na ten temat, ale na pewno chusteczki i miniatury to trafiony wybór :) Ja bym pewnie jeszcze żel antybakteryjny do rąk brała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo masz rację! Nigdy o tym nie pomyślałam, bo na siłowni są spraye którymi można zdezynfekować sprzęt przed i po ćwiczeniach. Ale jednak własny żel do dłoni mógłby się czasem przydać mimo to!

      Usuń
  2. Uwielbiam produkty TBS ich peelingi pięknie pachną!

    OdpowiedzUsuń
  3. Temat jest mi całkowicie obcy, bo moja "siłownia" jest pod blokiem i gdy wracam ze biegania, to prysznic biorę u siebie, nie muszę więc niczego ze sobą zabierać, bo wszystko mam pod ręką :) Ale dzięki temu postowi przypomniałam sobie, że muszę w końcu przetestować kosmetyki z the body shop, bo zabieram się za to już od jakiegoś czasu i wciąż nie poznałam jeszcze ów marki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przetestuj, bo pachną cudownie ;-)

      Usuń
  4. Uwielbiam takie kremy, o orzeźwiającym zapachu. I pudełeczko super! Na pewno skorzystam kochana z tych polecanych rzeczy :*
    Zapraszam i buziaki od VISSIEN-klik

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy post. Nie miałam jeszcze żadnego z tych produktów, ale gdy w końcu zapiszę się na siłownie to na pewno skorzystam z tej listy :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Recenzja: Krem uniwersalny z witaminą C Bielenda

Tęsknicie już trochę za wiosną? Ja przyznam się, że trochę tak mimo że w mojej okolicy nawet nie zaznałam ani trochę mroźnej zimy w tym roku. Ciągle mamy taką ciapowatą aurę, niby ciepło ale ponuro i dobijająco. Dlatego z prawdziwą radością powitałam możliwość przetestowania jednego z kremów uniwersalnych z Bielendy. Spójrzcie tylko na opakowanie - czy nie czujecie natychmiast przypływu energii?  Zostałam wybrana do testowania kremu Bielenda po wypełnieniu ankiety na Facebooku. Tak, tak to jest możliwe i te "konkursy" wygrywają realne osoby! Dlatego tym bardziej zachęcam Was do próbowania, zwłaszcza jeśli jesteście zainteresowani tematyką kosmetyków i urody. Ponieważ w ankiecie miałam możliwość wyboru wersji kremu zdecydowałam się na krem odżywczy z witaminą C. Nie ukrywam, że głównym powodem mojej decyzji były rysunki cytrusów na opakowaniu, które uwielbiam (cytrusy, nie rysunki).  Odżywczy krem uniwersalny do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda to kosmetyk o wielorakim zast…