Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2017

Denko LISTOPAD 2017

Denko LISTOPAD 2017
Wiem, że prawie co miesiąc sugeruję, że "moja aktualne denko jest małe", ale tym razem to już NAPRAWDĘ tak jest! Co prawda zdarzyło mi się małe przeziębienie, kiedy jak wiadomo człowiek nie myśli o niczym innym jak o spaniu, ale i tak przyznaję, że sama jestem nieco zaskoczona. Jedno jest pewne - dzisiejszy post nie zanudzi Was swoją długością^^ Zapraszam! 

Listopadowe denko podzieliłam na nieco inne niż dotychczas kategorie - do twarzy, do ciała oraz higiena. Musicie wybaczyć mi jakość zdjęć, ale aura ostatnimi czasy nie rozpieszcza i ciężko jest uzyskać światło. Oto lista osiemnastu zużytych przeze mnie w listopadzie produktów kosmetycznych. 
DO TWARZY
- maska oczyszczająca Avon Naturals Rasperry Avon - pięknie pachnąca maseczka, którą nakłada się na twarz, a po upływie około 10 min należy zmyć okrężnymi ruchami. Maska zawierała delikatna drobinki, dlatego czasami używałam jej też jako peelingu do twarzy i w tej roli także sprawdzała się wyśmienicie. Skóra po użyciu maski była gładka w dotyku i wyraźnie oczyszczona, a także rozjaśniona. Trochę szkoda, że tego produktu nie ma już w ofercie firmy.

- Prodigieux huile de douche NUXE - jak sama nazwa wskazuje, jest to olejek do kąpieli, a raczej żel o lekko oleistej formule. Ja jednak pod koniec używałam go głównie jako żel do mycia twarzy i stąd ta kategoria. Kosmetyk ma piękny, miodowy zapach charakterystyczny dla wszystkich produktów Nuxe z linii Prodigieux. Jak wiadomo ludzie dzielą się na zdecydowanych fanów tego zapachu, lub na przeciwników. Ja należę do tej pierwszej grupy, dlatego z prawdziwą przyjemnością używałam tego perłowo-złocistego żelu. Skóra po umyciu była dobrze oczyszczona, ale też miękka w dotyku i odżywiona. No i ten zapach... ;3

- krem Nutra effects Hydration Avon - krem na dzień, który przeleżał w mojej lodówce od wiosny, gdyż okazało się, że na lato jego konsystencja jest już dla mnie zbyt bogata i powodował świecenie się skóry. Teraz okazał się w sam raz, więc udało mi się dokończyć opakowanie. Krem dobrze nawilżał skórę i pozostawiał ją gładką i uspokojoną. Kosmetyk zawiera nasiona chia znane z właściwości absorbujących wodę. Jedyne co mogą mu zarzucić to jak dla mnie zbyt niski filtr SPF - krem ma SPF 15, ja wolę jednak chronić na co dzień moją twarz SPF 20+.

- krem Anew Vitale Avon - krem na noc, mój ulubieniec o którym pisałam już nie raz. W październikowym denko znalazła się jego miniwersja, która używam podczas wyjazdów. Teraz przyszedł także czas na opakowanie które używam w domu. Krem ma konsystencję lekkiego krem-żelu. Wzmacnia strukturę skóry i chroni ją przed oznakami wczesnego starzenia. Rano skóra jest wypoczęta i zrelaksowana, bez śladu zmęczenia nawet po małej ilości snu. Krem ładnie się rozprowadza, nie roluje się, dobrze się wchłania. Posiada przepiękny zapach i to właśnie za ten zapach oraz przepiękny różowy słoiczek się w nim prawdziwie zakochałam. Z pewnością sięgnę jeszcze po niejedno opakowanie, choć aktualnie używam na noc zupełnie innego.

- reduktor trądziku punktowy Ziaja - to kolejny mój ulubieniec, którego staram się mieć zawsze w łazience. Po naprawdę długich poszukiwaniach produktu idealnego na pojawiające się krosty ten okazał się najlepszy. Nie tylko skutecznie wysusza niedoskonałości, ale także skutecznie łagodzi podrażnienia i ból spowodowany ich pojawianiem się. Żelowa konsystencja jest wygodna w stosowaniu i niewidoczna pod makijażem.

- Pure Active 3 w 1 Garnier saszetki - otrzymałam do testowania od firmy z zaleceniem używania regularni przez tydzień i sprawdzenia "polepszenia stanu skóry". Po pierwszym użyciu jednak zauważyłam, że jak dla mnie produkt jest zbyt silny i raczej nadaje się jedynie do sporadycznego używania. Fajna jest formuła produktu - można go używać zarówno jako żel myjący, peeling oraz jako maseczka oczyszczająca. Ja najczęściej używałam go jako żel myjący i muszę przyznać, że bardzo dobrze oczyszczał skórę z sebum w trudnych okresach czasu. Nie wiem jednak, czy zdecydowałabym się na zakup 200 ml tuby. Zdecydowanie bardziej odpowiadają mi saszetki, które mogę sobie zużyć w zależności od potrzeby. Mimo, że w saszetce jest zaledwie 4 ml produktu to i tak wystarcza ona nawet na 4-5 dni. 

- pasta cynkowa - maść-pasta kupiona w aptece, którą miałam już wieeele lat, ale na szczęście temu produktowi nic się nie dzieje nawet z upływem czasu. Niby niewielkie opakowanie, ale też i zużycie nie za duże. W końcu maść tą stosujemy jedynie do wysuszania zmian na skórze. Dobrze jest mieć taki produkt w swojej kosmetyczce, ale aktualnie zdecydowałam się na bardziej higieniczną moim zdaniem wersję w zakręcanej tubce.
DO CIAŁA
- olejek pod prysznic Super Slim Evree - pisałam o nim całkiem niedawno przy okazji posta dotyczącego pielęgnacji ciała jesienią i zimą TUTAJ. Jest to jeden z najszybciej zużytych przez mnie produktów pod prysznic, więc jego wydajność nie jest najwyższa, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało po przeprowadzonych ostatnio porządkach kosmetycznych i zorientowaniu się w ilości posiadanych kosmetyków do tego celu. Olejek sprawdził się bardzo fajnie, choć zdecydowanie nie polubiliśmy się latem. Za to teraz moja skóra wręcz go pokochała, planuję więc powrót do tego produktu w przyszłości. 

- żel The Body Shop Strawberry - mini wersja żelu pod prysznic TBS o zapachu truskawki. Pachniał prześlicznie, a zużyłam go głównie na wyjazdach i na siłowni. Jak wszystkie żele z tej firmy bardzo ładnie nawilżał skórę i pozostawiał na niej śliczny zapach. Wrócę z pewnością! 

- oliwka dla dzieci firmy Avon - pachniała i działała jak wszystkie tego typu produkty, jednak z upływem czasu zaczęła zmieniać konsystencję. Nie ryzykowałam - wylałam zawartość opakowania. Nie wiem czy wrócę, obecnie i tak nie ma tego produktu w ofercie firmy. 

- żel pod prysznic Melon & Pitaya Cien - ogromny żel pod prysznic z letniej kolekcji kupiony w Lidlu. Ze zużycia tego kosmetyku jestem naprawdę dumna, bo butla była przeogromna i wydawało się, że wieki całe upłyną nim produkt się skończy. Ale jak widać udało się :D Żel ładnie pachniał i dobrze mył skórę. Był też bardzo wydajny i dobrze się pienił. Niestety po umyciu skóra nieco się wysuszała, może jednak być tak, że to własnie był ten moment w roku. Nie wiem jak wy, ale ja mam zawsze tak, że o ile latem mogłabym prawie wcale nie używać balsamów, o tyle jesienią i zimą jest to dla mnie absolutny mus, ponieważ skórą o wiele bardziej mi się wysusza i wręcz swędzi i piecze domagając się balsamowania. Dlatego ciężko mi ocenić czy lekko wysuszona skóra po używaniu tego kosmetyku to wina tylko produktu. Czy wrócę do niego? Raczej nie, znam i mam o wiele lepsze ;-)
HIGIENA
Ostatnią kategorią są produkty, które zebrałam pod wspólnym hasłem "higiena". Są tutaj znane już z poprzednich denko pasty do zębów Blend-a-Med, którymi uszczęśliwił mnie mój dentysta. To już prawie ostatnie opakowania i będę mogła w końcu kupić sobie inna pastę! ;-) W tej grupie znajduje się także opakowanie po mydle peelingującym z drobinkami maku Cien z Lidla, które miało mleczną barwę i śliczny zapach. Wypróbujcie kiedyś, zwłaszcza, że kosztuje gorsze! Opakowanie po patyczkach kosmetycznych i chusteczkach do demakijażu także tej firmy zużywałam dość długo. Patyczków było aż 300 sztuk! Za to chusteczki były zwyczajne, oczyszczające. Najczęściej używałam ich na siłowni, stąd wyglądają jakby były mocno zmaltretowane. Nie do końca radziły sobie z demakijażem oczu, ale to co mamy na twarzy schodziło całkiem ok. Ostatni produkt to turystyczna szczoteczka i pasta do zębów firmy Jordan GO. W małym prostokątnym opakowaniu mamy składaną szczoteczkę i mini pastę. Pasta skończyła mi się już dawno, ale szczoteczki używałam dość długo i stwierdziłam, że na nią także przyszedł już czas. Jedyną wadą tego produktu jest to, że szczoteczka jest naprawdę mała i mamy ważenie, jakbyśmy myli jednego zęba po drugim. Można się jednak przyzwyczaić, a dzięki małemu opakowaniu zaoszczędzamy miejsce w walizce czy plecaku. Myślę, że sięgnę po nią ponownie, chyba że znacie lepszych kandydatów do tej roli?  

I to już wszystkie produkty z mojego listopadowego denko. A jak Wam udały się zużycia? Pochwalcie się w komentarzach i życzcie mi proszę lepszych rezultatów w przyszłym miesiącu ;-)   

poniedziałek, 27 listopada 2017

Lato w środku listopada - jak przetrwać chłodne dni?

Lato w środku listopada - jak przetrwać chłodne dni?
Mamy koniec listopada i mało kto już z nas pamięta o lecie. Szare, ponure widoki za oknem nie nastrajają zbyt pozytywnie. Co gorsza do wiosny jeszcze dobrych kilka miesięcy, a słoneczne lato wydaje się być odległe niczym inna planeta... Jak sobie radzić w te zimne dni i przetrwać zimę w dobrym samopoczuciu?
Ludzie od zawsze interesowali się podłożem poczucia szczęścia i dobrego samopoczucia. Zainteresowanych tematem zachęcam do poczytania badań ojca psychologii pozytywnej, za którego uważa się Martina Seligmana. Nie trzeba jednak być badaczem psychologi, aby samemu zauważyć, że nasze nastawienie ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Innymi słowy - to my sami, swoimi myślami powodujemy, że czujemy się lepiej lub gorzej. Można by więc powiedzieć, że jeśli będziemy uprzyjemniali sobie każdą możliwą chwilę, to zima wcale nie będzie taka straszna! Zapraszam na moje sposoby na przetrwanie zimowej aury ;-) 
To, za co najbardziej kocham lato to duża ilość słońca. Oczywiście wiadomo, że teraz są na nie niewielkie szanse. Dni stały się znacznie krótsze, a słońce nawet jeśli wyjrzy nieśmiało zza chmury, to nie ma takiej mocy jak w czerwcu czy lipcu. Jednak mimo, że dni bywają zupełnie deszczowe i pochmurne warto jak najwięcej czasu spędzać na dworze przy świetle dziennym. Zaspokoi to nasze dzienne zapotrzebowanie na wit. D, a poza tym zazwyczaj okazuje się, że gdy wyjdziemy już na dwór, to świat wcale nie jest taki okropny jaki wydawał się zza okna. Odpowiednie przygotowanie, ubranie na cebulkę i można spacerować!  
W ciepłych miesiącach większą uwagę poświęcam swojemu ciału. Dbamy o jego odpowiednie nawilżenie i wygładzenie, depilujemy się i poświęcamy uwagę naszym stopom. Wiele z nas, także i ja, wraz z nastaniem chłodniejszej aury zapomina o jego potrzebach. A jest to świetny sposób na poprawę samopoczucia! To co sprawiało mi przyjemność latem - szczotkowanie ciała na sucho, czy gruboziarniste peelingi - nadal działa i ogromnie polepsza humor. Jedyne o co trzeba zadbać, to podwyższenie temperatury w łazience - nikt nie lubi ściągać ubrań w chłodnym pomieszczeniu. Na gładkie ciało nakładam nieco balsamu brązującego, aby moja skóra nie świeciła już bielą. I od razu przypomina mi się słoneczne lato ;-) Podobny efekt można uzyskać korzystając z solarium, jednak akurat dla mojej skóry nie jest ono wskazane, więc zdecydowanie skłaniam się ku korzystaniu z balsamów brązujących i samoopalaczy. 
Wiosną i latem otacza nas feeria barw i wspaniałych zapachów. Oddziaływają one na nasze zmysły i zapewniają wiele radości. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby i zimą sięgnąć po te zapachy w postaci np. kosmetyków. Niedawno zostałam Ambasadorką Le Petit Marseiliais i miałam przyjemność przetestować ich najnowszy żel pod prysznic o zapachu truskawki. Zamknięty w dużym (aż 400 ml!), kwadratowym opakowaniu żel ma półprzeźroczystą, różową barwę. Dobrze się pieni i doskonale zmywa z ciała wszelkie zanieczyszczenia, dając uczucie orzeźwienia i czystości. Jego największą zaletą jest niesamowicie intensywny zapach, do złudzenia przypominający świeże truskawki. I to takie zerwane prosto z krzaczka. Zapach czujemy nie tylko podczas używania żelu, ale także długo później zarówno na skórze, jak i w całej łazience. Skojarzenie z błogim, wakacyjnym czasem jest jak najbardziej naturalne. 
Delikatny żel truskawkowy LPM ma pH neutralne dla skóry i biodegradowalną bazę myjącą. Został wzbogacony o składniki pochodzenia roślinnego. Sama marka powstała w słonecznej Prowansji i szczyci się tym, że w ich produktach poczujemy "zapach słonecznej natury". Nie wiem, jak w innych kosmetykach LPM, ale w zapachu żelu truskawkowego rzeczywiście możemy doszukać się słońca, a po umyciu ciała tym produktem, z pewnością poczujemy się szczęśliwsze. Na mnie zapach ten działa bardzo odżywczo i radośnie. Jednakże jeśli tak jak ja macie dość wrażliwą skórę, to może się okazać, że mimo delikatności żelu po kąpieli wasza skóra będzie potrzebowała dodatkowej warstwy balsamu. Nie trzeba traktować tego jako wadę, w końcu jesienią i zimą potrzeby naszej skóry zmieniają się i często może ona potrzebować więcej warstewek ochronnych. O sposobach na pielęgnację ciała w chłodne miesiące pisałam w ostatnim poście LINK. Tutaj jednak chciałabym wskazać na to, że wybierając apetyczny, soczysty zapach balsamu do ciała także wpływamy pozytywnie na nasze samopoczucie. A owocowych zapachów mamy wśród kosmetyków całe mnóstwo!  
Kolejną przyjemnością jakiej oddajemy się latem jest jedzenie dużej ilości owoców i warzyw. Dlaczego więc miałabym rezygnować z tego teraz, zwłaszcza, że przez cały rok możemy teraz kupić większość świeżych owoców, a te których brakuje zazwyczaj są dostępne w wersji mrożonek. Dlatego zwłaszcza jesienią i zimą mój blender i sokowirówka mają dużo pracy, bo Żaden sok czy smoothie kupione nawet w najlepszym sklepie nie zastąpi przygotowanego własnoręcznie. Ten zapach, smak - sama radość! I do tego jeszcze porcja witamin, które zwłaszcza teraz są nam bardzo potrzebne. Przepisów na soki i koktajle znajduje się w internecie mnóstwo. Ja zazwyczaj miksuję co mam w domu pod ręką. Mogą to być słoneczne soki z marchewki i jabłka, czy bardziej pożywne miksy banana z mlekiem, lub mrożonki owoców leśnych. Zobaczcie sami na te kolory!
Do astronomicznej wiosny zostało jeszcze całkiem sporo czasu warto więc zadbać o dobre samopoczucie, aby przeżyć ten czas w pozytywnym nastroju. Moimi sposobami na to są m.in. spacery na świeżym powietrzu, własnoręcznie miksowane soki i smoothies oraz pielęgnacja ciała kosmetykami o soczystych, owocowych zapachach. Jednym z takich kosmetyków jest wspomniany przez mnie truskawkowy żel Le Petit Marseiliais, który ostatnio testuję. A jakie są Wasze sposoby na przedłużenie lata? Jak uprzyjemniacie sobie te zimne, ciemne dni w oczekiwaniu na wiosnę? Koniecznie podzielcie się opiniami w komentarzach ;-)
#truskawkowylpm #ambasadorkalpm #lpmprzedluzalato 

poniedziałek, 2 października 2017

Denko WRZESIEŃ 2017

Denko WRZESIEŃ 2017
Początek miesiąca to dobry czas na kolejne, tym razem wrześniowe denko. Przyznaję, że miniony miesiąc przeleciał mi bardzo szybko i aż dziw, że tyle kosmetyków udało mi się przy okazji zużyć!
Tym razem w kategorii CIAŁO zużyłam:
- żel pod prysznic ISANA z limitowanej serii Around The World zapach Tahiti - muszę się przyznać, że to był mój pierwszy żel tej firmy i jestem zachwycona! Zawsze myślałam, że przy tak niskiej cenie będzie on słabej jakości ale nic bardziej mylnego. Żel świetnie się pieni, dobrze myje skórę i jej nie wysusza. Przy tym pachnie przepięknie - ta wersja kokosem i owocami, zupełnie jak na karaibskich wyspach. Już wiem, że będę sięgała po żele tj firmy częściej, zwłaszcza że ich cena w Rossmanie to około 4 zł.
- szampon Moisture Kick firmy Schwarzkopf - ten kosmetyk poleciła mi pani fryzjerka i kupiłam go w salonie. Jest to nawilżający szampon, który delikatnie oczyszcza włosy i pozostawia je dobrze odżywione i błyszczące. Bardzo ładnie pachnie i rzeczywiście skręt loka jest po nim ładniejszy, niestety jak z każdym szamponem moje włosy przyzwyczaiły się do niego dość szybko i mimo, że używałam go zamiennie z innym, to już nie było takiego efektu jak na początku. Szampon jest rzeczywiście lepszym produktem, niż inne z "niższej półki cenowej", jednak mam co do niego mieszane uczucia i chcę poszukać czegoś równie dobrego, ale tańszego
- żel do skóry atopowej URIAGE D.S. - hypoalergiczny żel do mycia głównie twarzy, ale i ciała był głównie używany przez mojego narzeczonego, a przez mnie jedynie sporadycznie. Żel dokładnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, ale nie narusza jej warstwy lipidowej. Jest bardzo delikatny w działaniu i ma neutralny zapach. Ma wysoką wydajność i nawet mała jego ilość wystarcza  do umycia twarzy. Zdecydowanie kupimy go znowu, mimo dość wysokiej ceny, bo jest to najskuteczniejszy preparat dla osób zmagających się ze skórą atopową.

Ubyło mi sporo kosmetyków z kategorii TWARZ, a były to:
- tonik Solutions Freshes Pure z firmy Avon - o tym produkcie pisałam w poście dotyczącym tonizowania skóry LINK. Po wakacjach, kiedy moja skóra była bardziej wysuszona używałam tego toniku w nieco inny sposób. Nalewałam większa ilość w zagłębienie dłoni i ochlapywałam dokładnie twarz aż była mokra. Skóra ładnie wchłaniała produkt i zdecydowanie wzmocniło to jego działanie nawilżające i odświeżające. 
- woda micelarna Sensiobio H2O Bioderma - idealny według mnie micelar do demakijażu. To moje kolejne opakowanie i średnio 250 ml wystarcza mi na 4- 5 miesięcy. Recenzja znajduje się we wpisie dotyczącym oczyszczania skóry twarzy LINK
- krem Revitalising Harmony z linii Planet Spa Avon - przepięknie pachnący krem nawilżający na noc, którego używanie było dla mnie prawdziwa przyjemnością <3 Pisałam o nim przy okazji letniej pielęgnacji twarzy LINK
- peeling z granatem z linii Naturals z firmy Avon - przyjemny peeling o ładnym owocowym zapachu. Zawierał dość drobne drobinki i delikatnie ścierał naskórek. Miałam go już naprawdę sporo czasu, ale nic złego się z nim nie działo. Jak dla mnie peelingi do twarzy mogły by mieć jeszcze mniejsze opakowania, bo zużywam je naprawdę bardzo długo...  
- Naturals Herbal mleczko oczyszczające do twarzy Echinacea i biała herbata oraz maseczka nawilżająca z aloesem oba produkty firmy Avon - te kosmetyki przetrminowały się już tak znacznie, że nie ryzykowałam ich używania i postanowiłam je zdenkować
- nawilżająca maska w płachcie Moisture Comfort + Garnier - ona także stanowiła element mojej letniej pielęgnacji twarzy o czym pisałam we wspomnianym wyżej poście LINK Mimo, że jej działanie było OK to myślę, że w przyszłości sięgnę raczej po niebieską wersję.

W kategorii higieny JAMY USTNEJ do denka trafiły:
- pasta do zębów Sensodyne Whitening - delikatna pasta o przyjemnym i nie drażniącym smaku
- miniaturka pasty do zębów Blend-a-med Expert All in One - mój dentysta uraczył mnie taką ilością miniaturk tejże pasty, że chyba przez najbliższe kilka miesięcy nie będę musiała kupować żadnej innej pasty ;-) Pasta ma niebieski kolor i lekko żelową konsystencję. Nie jest tak delikatna w smaku jak Sensodyne, ale można się przyzwyczaić. Dobrze odświeża oddech!

Ostatnia kategoria to MAKIJAŻ I INNE i tutaj wśród zużytych kosmetyków znalazły się:
- krem BB Anew Vitale firmy Avon - jego dokładny opis znajdziecie w poście dotyczącym letniego makijażu LINK. Jest to krem, który delikatnie ukrywa nasze niedoskonałości na skórze twarzy i nadaje jej ładniejszy koloryt. Latem, ale też gdy moja skóra jest w lepszej kondycji używam go zamiast podkładu. 
- eyeliner LUXE firmy Avon - zamknięty w złotym, eleganckim opakowaniu cieniutki eyeliner, który niestety zupełnie wysechł i został zdenkowany. 
- pomadka w krdce Color Trend kolor raven Avon - bardzo mocny kolor ale bardzo słabe krycie i szybkie zjadanie. Prawdopodobnie z tego powodu dośc rzadko sięgałam po tą pomadkę i nie zdązyłam jej zużyć przed terminem ważności. A że zaczęła zmieniać kolor i zapach to już najwyższy czas ją wyrzucić... 
- maść-balsam do ust Blistex - jeden z genialnych produktów do ust, intensywnie nawilżający balsam, który ratował moje spierzchnięte wargi i w szybki sposób poprawiał ich wygląd. Kiedyś po produty tej firmy jeździłam specjalnie do UK lub zawracałam głowę znajomym, na szczęscie od kilku lat mamy je już w Polsce.
- zapach Amazonian Wild Lily The Body Shop - zamknięty w maleńkim flakoniku przesliczny zapach, który można było zabrać ze sobą do torebki. Nie wiem dlaczego firma wycofała się z produkcji tych maleńkich wersji zapachowych ale były świetne! Zapach był bardzo odświeżający i dość trwały. 

Na tym kończy się moje wrześniowe denko. Znacie lub używaliście któryś z przedstawionych dziś produktów? Koniecznie podzielcie się wrażeniami w komentarzach ;-) 

środa, 10 maja 2017

Wiosenny multimodeling - czyli konkurs firmy Ziaja

Wiosenny multimodeling - czyli konkurs firmy Ziaja
Dziś chciałam podzielić się z Wami recenzją produktów, które wygrałam w konkursie #wiosennymultimodeling na Instagramie. Konkurs organizowała firma Ziaja i moje zdjęcie z boiska do kosza znalazło się wśród wyróżnionych prac. Strasznie miła niespodzianka! Po kilku dniach otrzymałam przesyłkę z nagrodą - koszulką z napisem "Kocham Ziaję" w różnych językach oraz dwoma balsamami z linii Multi Modeling - rozgrzewającym i chłodzącym. Ponieważ niedawno wróciłam do regularnych treningów w fitness klubie nie mogłam wyobrazić sobie lepszego momentu na taką wygraną!




Przyznaję jednak, że sam moment rozpoczęcia testowania przeciągnęłam nieco w czasie. Miałam obawy, jak moja skóra zareaguje zwłaszcza na balsam o formule rozgrzewającej, ponieważ wcześniej miałam nieprzyjemne wspomnienia z tego typu produktem z innej firmy. Jednak na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione.




Żel rozgrzewający Multi Modeling przeznaczony jest do stosowania przed rozpoczęciem ćwiczeń. Dzięki obecności kapsaicyny z papryczki cayenne ma za zadanie rozgrzać nasza skórę, a przez to przyczynić się do poprawy w niej mikrokrążenia i metabolizmu komórkowego. Poprzez te działanie żel przyczynia się do ujędrnienia skóry oraz jej wyszczuplenia. Zgodnie z zaleceniem żelem smarujemy skórę nóg, ud, pośladków i brzucha kierując się od łydek ku górze. Po użyciu kosmetyku należy umyć ręce, aby nie podrażniał on skóry dłoni i przedramion (i aby nie wetrzeć go sobie do oka itp). Efekt po nałożeniu żelu nie był zbyt mocny, uczucie rozgrzewania skóry było stopniowe, ale nie ostre co mi osobiście bardzo odpowiadało. Ćwiczyłam na siłowni nieco ponad godzinę i pod koniec prawie już nie czułam żadnego działania rozgrzewającego, choć dy przyłożyłam dłoń do skóry to czułam, że jest ona cieplejsza. Bardzo ucieszyłam się, że skóra po użyciu kosmetyku nie jest zaczerwieniona ani podrażniona, jak to miało miejsce z tym poprzednim. Na szczęście także nie piekły mnie dłonie, którymi nakładałam ten kosmetyk. 



Po zakończonych ćwiczeniach i prysznicu użyłam drugi do kompletu - żel chłodzący po ćwiczeniach Multi Modeling firmy Ziaja. Ten żel zawiera olejek z liści mięty, który ma za zadanie schłodzić naszą skórę. Oprócz tego kosmetyk ma za zadanie wyszczuplić nasze ciało oraz ujędrnić skórę i pomóc w pozbyciu się cellulitu. Jestem tą szczęściarą, że nie mam za dużych problemów z cellulitem, jednakże lubię produkty ujędrniające i wyszczuplające. Skóra jest po ich użyciu ładnie napięta i gładka w dotyku. Tak też było po użyciu żelu chłodzącego. Aż przyjemnie było ją dotknąć ;-) Niestety nie zauważyłam efektów chłodzenia. Myślałam, że może początkowo skóra była zbyt rozgrzana i nie poczułam różnicy, ale efektu nie było nawet po pewnym czasie. Szkoda, liczyłam na to działanie zwłaszcza gdy nadejdą w końcu upragnione letnie upały. 




Oba produkty w duecie sprawują się bardzo dobrze. Skóra jest po ich użyciu wyraźnie wygładzona, miękka i ujędrniona. Używam tych żeli przed i po treningach na siłowni kilka razy w tygodniu. Żel chłodzący mógłby jak dla mnie mocniej chłodzić, ale poza tym nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Ponieważ każdy z tych produktów ma dość duże opakowanie - bo aż 270 ml, rozważam przełożenie mniejszej ilości do małych buteleczek i używanie takiej mniejszej wersji z uwagi na wiecznie zbyt ciężką torbę sportową. A wy używałyście tych produktów? A może macie doświadczenie z innym kosmetykami linii Multi Modeling firmy Ziaja? 

wtorek, 18 kwietnia 2017

FIT kosmetyki, czyli co do torby na siłownię?

FIT kosmetyki, czyli co do torby na siłownię?
Moja przygoda z fitnessem rozpoczęła się już jakiś czas temu. Cały zeszłoroczny sezon jesienno-zimowy regularnie chodziłam na treningi na siłowni, które ułożył mi trener. I dwa lata temu też. Nie były to jakieś wydumane treningi, za które musiałabym zapłacić krocie. Raczej ogólny plan i propozycje, żebym będąc na miejscu wiedziała co ze sobą zrobić, a przy okazji budowała kondycję i wytrzymałość. Najtrudniejsza w tej całej przygodzie jest oczywiście REGULARNOŚĆ i SYSTEMATYCZNOŚĆ. Dlatego bardzo dbałam o to, aby nie opuszczać ani jednego zaplanowanego wyjścia, bo wystarczy jedna luka i już cała determinacja spadała na łeb na szyję. A tygodniowa przerwa = powrót do kondycji sprzed rozpoczęcia treningów. Czyli poziom zero... Ale wracając do tematu, bo nie o siłkowych perypetiach chciałam tutaj dzisiaj pisać, to niezmiernie ważne w moim przypadku okazują się "rytuały" towarzyszące treningom. Jak to zazwyczaj powtarzam "Z treningów najbardziej lubię prysznic po". Do fitness klubu chodzę zazwyczaj od razu po pracy. Jak wiadomo taka sportowa torba jest zawsze wielka i ciężka, dlatego każdy sposób na ograniczenie jej wielkości jest na wagę złota. Stąd większość moich "fitnessowych" kosmetyków ma mniejsze pojemności i to jest ich największą zaletą. Zapraszam na przegląd kosmetyków, które zabieram do mojej sportowej torby.

Przychodząc na ćwiczenia po pracy zaczynam od zmycia z twarzy makijażu. Dobrze wiem, że za chwilę i tak będę tak spocona że wszystko spłynie ze mnie, więc po co stwarzać pozory? Na siłowni, w odróżnieniu od sali fitness gdzie czasami można poczuć się jak na pokazie mody czy dyskotece, ludzie są jakoś bardziej "naturalni" i szybko oduczyłam się przejmować brakiem makijażu czy potarganą fryzurą. Do demakijażu używam zazwyczaj nasączanych chusteczek. Ostatnio są to chusteczki do demakijażu firmy Cień, które zakupiłam w Lidlu w promocji za Dzień Kobiet za niecałe 3 złote ;D Opakowanie zawiera 25 chusteczek i jest zamykane na zatrzask-naklejkę. Same chusteczki są nawilżone olejkiem migdałowym z witaminą E i alantoiną. Chusteczki rzeczywiście dobrze oczyszczają i zmywają makijaż, ale trzeba przyznać, że mój codzienny makijaż nie jest zbyt mocny. Chusteczki przyjemnie pachną i są dość wilgotne. Ich zapach jest podobny do tych z Nivea. 


Po ćwiczeniach zazwyczaj jestem tam spocona, że nie ma mowy o wyjściu w takim stanie pomiędzy ludzi cywilizowanych. Pora więc na prysznic, który rozpoczynam od przemycia twarzy oczyszczającym żelem Reve de Miel firmy NUXE. Jest to jeden z miniproduktów, jakie zakupiłam w zestawie w cenie około 30 zł. Żel oczyszczający Reve de Miel posiada roślinną bazę myjącą, dzięki czemu jest produktem bardzo delikatnym, który z powodzeniem mogą stosować nawet osoby o wrażliwej cerze. Nie wysusza, nie podrażnia skóry, nawilża ją i dobrze oczyszcza z resztek makijażu i zabrudzeń. W konsystencji jest nieco gęściejszy niż "normalny" żel, dodatkowo zawiera delikatne drobinki. Używając go zauważymy też nieco mniejszą ilość piany. Reve de Miel przepięknie pachnie miodowym zapachem. Zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo i wpływa kojąco i uspokajająco. Żel odświeża skórę i przygotowuje ją do kolejnych zabiegów, kremów itp. Jest bardzo wydajny - okazało się, że nawet miniaturowe opakowanie może posłużyć mi bardzo długo. Pełnowartościowy produkt ma butelkę z pompką.


Pod prysznicem sięgam po miniaturki The Body Shop. Na zdjęciu od lewej peeling, masło oraz żel pod prysznic o zapachu RÓŻOWEGO GRAPEFRUITA. Peeling jest gruboziarnisty, dobrze ściera naskórek, nie pieni się. Masło jest gęste i bardzo odżywcze. Natomiast żel doskonale oczyszcza skórę, dobrze się pieni i pozostawia uczuci nawilżenia. Cała linia dzięki intensywnemu zapachowi cytrusów wprawia w dobry nastrój i dodaje sił na powrót do domu. Zapach jest orzeźwiający i bardzo soczysty - aż chciałoby się zjeść te produkty. Bardzo lubię miniaturki z TBS, a zapach różowego grapefruita należy do moich ulubionych. 


Przed wyjściem do domu na twarz obowiązkowo nakładam jeszcze krem, ponieważ moje skóra źle reaguje na słońce, wiatr, zimno, gorąco, kurz itp. Żeby nie obciążać zmęczonej wysiłkiem skóry używałam ostatnio lekkiego kremu odżywczego Nivea Soft w miniwersji. Krem ten jednak mi się skończył i aktualnie zużywałam próbki różnych kremów, które miałam w zapasach. Na koniec delikatnie spryskuję się wodą toaletową Sport for Her Vitality z firmy Avon. Jest to zapach świeży, cytrusowo-kwiatowo-owocowy, w którym zgodnie z opisem producenta odnajdziemy cytrynę, zielone jabłko i lilię wodną. Woda nie jest bardzo trwała, ale ma łagodny i nienachalny zapach. Mała buteleczka (50 ml) o prostym kształcie mieści się do torby, a ja czuję się od razu pachnąca. Zapach kojarzy mi się z zapachem różowego Adidas sport.


Oto moi sprzymierzeńcy w wycieczkach na siłownię ;-) Oczywiście skład tych kosmetycznych "pocieszaczy" może się nieco zmieniać, np. wtedy gdy zdecyduję się na umycie głowy w łazience klubowej (co zdarza się rzadko, bo wolę jednak w domu), lub gdy chce np. skorzystać z sauny. Jednak wymienione wyżej produkty towarzyszą mi najczęściej, pomagają szybciej zregenerować się po wysiłku i zwiększają mój komfort. A Wy uprawiacie regularnie sport? Macie swoje ulubione kosmetyki "fitnessowe"? 

niedziela, 9 kwietnia 2017

Oczyszczanie skóry twarzy

Oczyszczanie skóry twarzy
Wychodzę z założenia, że piękna skóra wymaga dobrego oczyszczenia, dlatego przykładam dużą wagę do tej części pielęgnacji cery. Nie używam jednego, a paru produktów w zależności od potrzeb czy kondycji skóry, pory roku, specjalnych oczekiwań. Dziś chciałabym zaprezentować Wam kilka z nich. 


Olejek aragonowy do oczyszczania i mycia twarzy firmy Bielenda zakupiłam zafascynowana artykułami na temat japońskiego stylu oczyszczania twarzy. Nie jest to może "oryginalne olejowanie", ale dla mnie okazał się strzałem w dziesiątkę. Olejek nie ma zbyt tłustej konsystencji, mimo swojej nazwy. W kontakcie z wodą zamienia się w biały, delikatnie pieniący się płyn. Skóra jest po nim dobrze oczyszczona i nawilżona. Olejek zawiera w składzie kwas hialuronowy, słynący ze swoich właściwości do wiązania wody. Kosmetyk ma specyficzny, olejowy zapach, ale można się do niego przyzwyczaić. Opakowanie zawiera praktyczną pompkę. Cena około 20 zł. To mój pierwszy - i coś sądzę, że nie ostatni - olejek do oczyszczania twarzy z firmy Bielenda. 


Żel do oczyszczania twarzy Visibly Clear Neutrogena przepięknie pachnie różowym grejpfrutem. Zapach jest tak przyjemny, że nastraja pozytywnie na cały dzień;-) Produkt dobrze oczyszcza skórę z wszelkich zabrudzeń i makijażu, dobrze się pieni i nie podrażnia skóry. Twarz jest po nim odświeżona i przygotowana do kolejnych zabiegów. Kosmetyk jest bardzo wydajny, wystarczy jedna porcja, aby umyć całą twarz i szyję. Opakowanie ma 250zl i kosztowało około 12 zł. Pierwszy raz próbuję żelu tej firmy i jestem bardzo zadowolona. Zdecydowanie polecam!


Płyn micelarny Sensibio H2O firmy Bioderma używam do demakijażu oczu. Płyn ma konsystencję wody, a wśród innych produktów tego typu wyróżnia się wyczuwalnym uczuciem oczyszczenia. Próbowałam kilku przeróżnych rodzajów płynów micelarnych, jednak zawsze wracam do produktu Biodermy. Płyn ten przypomina w odczuciu wodę, nie pachnie i jest bezbarwny. Łatwo i szybko usuwa wszelki makijaż z oka, a skóra po nim jest nawilżona i odświeżona. NIGDY nie szczypały mnie po nim oczy, co zdarzało się przy użyciu innych produktów. Produkt zawiera wyciąg z ogórka, który łagodzi podrażnienia i ogranicza zaczerwienienie skóry. Istnieje też wersja nawilżająca (niebieskie opakowanie, linia Hydrabio), ale w mojej opinii jego działanie oczyszczające jest słabsze, bardziej jak woda tonująca. Sensiobio H2O polecam do nawet najbardziej wrażliwej skóry i oczu. Produkt nie jest zbyt tani, można jednak spotkać go na różnych promocjach w aptekach Zikko, czy Superpharm. Moje opakowanie to 250 ml, ale są też mniejsze - 100 ml - szalenie wygodne na wyjazdy wakacyjne i weekendowe. Te mniejsze bywają w cenie około 12 zł. Za 250 ml zapłacimy około 40 zł.

Produkty, które wymieniłam wyżej używam na co dzień. Bez niektórych (zwłaszcza płynu Biodermy) nie wyobrażam sobie pielęgnacji skóry. A jakie są Wasze ulubione kosmetyki do oczyszczania twarzy?  

czwartek, 30 marca 2017

Przegląd żeli pod prysznic Senses firmy Avon

Przegląd żeli pod prysznic Senses firmy Avon
Zainspirowana pojawieniem się w sprzedaży nowego żelu z linii Senses Avon postanowiłam zrobić mały przegląd żeli tej marki. Zacznę od tej "nowości".



Perfumowany żel pod prysznic Romantic L'amour w sprzedaży katalogowej będzie dopiero od maja 2017, jednak mi jako konsultantce udało się kupić go już teraz "do wypróbowania". Wczoraj pierwszy raz dokonałam testów i byłam tak zachwycona, że zaraz skoro świt rano, jeszcze zanim słoneczko wstało robiłam dla Was fotkę produktu ;-) Ale po kolei.
Żel Romantic L'amour ma kremową konsystencję. Dobrze się pieni pod prysznicem,a skóra jest po nim gładka, miękka i nawilżona. Jednak największą zaletą tego żelu jest jego OBŁĘDNY ZAPACH!!! Jest on inspirowany perfumami i rzeczywiści pachnie jak słodkie damskie perfumy. Nie jest on duszący, ale jest tak piękny, że po umyciu czułam się jak księżniczka albo po prostu ktoś wyjątkowy. Wśród nut zapachowych jakie możemy wyczuć pojawia się róża, irysy oraz bursztyn. Zapach utrzymuje się dość długo na ciele, także po wysuszeniu. Żel ma standardową pojemność 250 ml, ale będzie też w większej butelce 500 ml. I już myślę o tym, że skuszę się na to większe opakowanie, bo obawiam się, że to pierwsze szybko się skończy. Cena to 7zł za 250 ml i 11zł za 500 ml. Z uwagi na przeuroczy zapach żel świetnie sprawdzi się przed randką, dodatkowo wprawiając nas w cudowny nastrój. Lub po ciężkim dniu w pracy dla zrelaksowania i odprężenia.



Kolejny jest żel Oriental Sanctuary Senses. Czekał on na swoją kolej trochę czasu, gdyż zniechęcona nazwą bałam się, że będzie to ciężki, korzenny zapach, a takich nie lubię. Na szczęście zapach jest cytrusowy, więc moje obawy nie potwierdziły się. Według zapewnień producenta żel Oriental Sanctuary pachnie kwiatem lotosu i cytrusów satsuma. W moim odczuciu to raczej "mandarynka", której ekstrakt także zawiera ten produkt. Przeźroczysty żel dobrze pieni się pod prysznicem, pozostawia skórę nawilżoną i odświeżoną. Świetnie sprawdzi się zarówno przy porannym, pobudzającym prysznicu, jak i po wieczornym treningu na siłowni.



Ostatni w dzisiejszym zestawieniu, choć wcale nie "ostatni" na liście jest żel Lagoon. Jest to przeźroczysty żel o zapachu wodnych kwiatów oraz gruszki. Żel jest bardzo energetyzujący, a jego zapach odświeża i pobudza do działania. Świetnie sprawdzi się przy porannym prysznicu. Jest to mój jak dotąd ulubiony żel z linii Senses(choć napotyka poważną konkurencję w postaci Romantic L'amour) i co ważniejsze odpowiada też mojemu narzeczonemu ;-) Skóra po użyciu tego żelu jest dobrze nawilżona, a dzięki świeżemu zapachowi wydaje się być lekko schłodzona. Super sprawdza się w upalne dni! Obecnie używam tylko dużych opakowań, ale oczywiście produkt występuje też w mniejszej wersji 250 ml.

To już koniec przeglądu żeli Senses na dziś. Oczywiście pokazałam jedynie kilka z portfolio firmy Avon. Macie wśród tych produktów swoich faworytów?
Orzeźwiającego wieczoru! ^^

Copyright © Nostami blog , Blogger