Przejdź do głównej zawartości

Lato w środku listopada - jak przetrwać chłodne dni?

Mamy koniec listopada i mało kto już z nas pamięta o lecie. Szare, ponure widoki za oknem nie nastrajają zbyt pozytywnie. Co gorsza do wiosny jeszcze dobrych kilka miesięcy, a słoneczne lato wydaje się być odległe niczym inna planeta... Jak sobie radzić w te zimne dni i przetrwać zimę w dobrym samopoczuciu?
Ludzie od zawsze interesowali się podłożem poczucia szczęścia i dobrego samopoczucia. Zainteresowanych tematem zachęcam do poczytania badań ojca psychologii pozytywnej, za którego uważa się Martina Seligmana. Nie trzeba jednak być badaczem psychologi, aby samemu zauważyć, że nasze nastawienie ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Innymi słowy - to my sami, swoimi myślami powodujemy, że czujemy się lepiej lub gorzej. Można by więc powiedzieć, że jeśli będziemy uprzyjemniali sobie każdą możliwą chwilę, to zima wcale nie będzie taka straszna! Zapraszam na moje sposoby na przetrwanie zimowej aury ;-) 
To, za co najbardziej kocham lato to duża ilość słońca. Oczywiście wiadomo, że teraz są na nie niewielkie szanse. Dni stały się znacznie krótsze, a słońce nawet jeśli wyjrzy nieśmiało zza chmury, to nie ma takiej mocy jak w czerwcu czy lipcu. Jednak mimo, że dni bywają zupełnie deszczowe i pochmurne warto jak najwięcej czasu spędzać na dworze przy świetle dziennym. Zaspokoi to nasze dzienne zapotrzebowanie na wit. D, a poza tym zazwyczaj okazuje się, że gdy wyjdziemy już na dwór, to świat wcale nie jest taki okropny jaki wydawał się zza okna. Odpowiednie przygotowanie, ubranie na cebulkę i można spacerować!  
W ciepłych miesiącach większą uwagę poświęcam swojemu ciału. Dbamy o jego odpowiednie nawilżenie i wygładzenie, depilujemy się i poświęcamy uwagę naszym stopom. Wiele z nas, także i ja, wraz z nastaniem chłodniejszej aury zapomina o jego potrzebach. A jest to świetny sposób na poprawę samopoczucia! To co sprawiało mi przyjemność latem - szczotkowanie ciała na sucho, czy gruboziarniste peelingi - nadal działa i ogromnie polepsza humor. Jedyne o co trzeba zadbać, to podwyższenie temperatury w łazience - nikt nie lubi ściągać ubrań w chłodnym pomieszczeniu. Na gładkie ciało nakładam nieco balsamu brązującego, aby moja skóra nie świeciła już bielą. I od razu przypomina mi się słoneczne lato ;-) Podobny efekt można uzyskać korzystając z solarium, jednak akurat dla mojej skóry nie jest ono wskazane, więc zdecydowanie skłaniam się ku korzystaniu z balsamów brązujących i samoopalaczy. 
Wiosną i latem otacza nas feeria barw i wspaniałych zapachów. Oddziaływają one na nasze zmysły i zapewniają wiele radości. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby i zimą sięgnąć po te zapachy w postaci np. kosmetyków. Niedawno zostałam Ambasadorką Le Petit Marseiliais i miałam przyjemność przetestować ich najnowszy żel pod prysznic o zapachu truskawki. Zamknięty w dużym (aż 400 ml!), kwadratowym opakowaniu żel ma półprzeźroczystą, różową barwę. Dobrze się pieni i doskonale zmywa z ciała wszelkie zanieczyszczenia, dając uczucie orzeźwienia i czystości. Jego największą zaletą jest niesamowicie intensywny zapach, do złudzenia przypominający świeże truskawki. I to takie zerwane prosto z krzaczka. Zapach czujemy nie tylko podczas używania żelu, ale także długo później zarówno na skórze, jak i w całej łazience. Skojarzenie z błogim, wakacyjnym czasem jest jak najbardziej naturalne. 
Delikatny żel truskawkowy LPM ma pH neutralne dla skóry i biodegradowalną bazę myjącą. Został wzbogacony o składniki pochodzenia roślinnego. Sama marka powstała w słonecznej Prowansji i szczyci się tym, że w ich produktach poczujemy "zapach słonecznej natury". Nie wiem, jak w innych kosmetykach LPM, ale w zapachu żelu truskawkowego rzeczywiście możemy doszukać się słońca, a po umyciu ciała tym produktem, z pewnością poczujemy się szczęśliwsze. Na mnie zapach ten działa bardzo odżywczo i radośnie. Jednakże jeśli tak jak ja macie dość wrażliwą skórę, to może się okazać, że mimo delikatności żelu po kąpieli wasza skóra będzie potrzebowała dodatkowej warstwy balsamu. Nie trzeba traktować tego jako wadę, w końcu jesienią i zimą potrzeby naszej skóry zmieniają się i często może ona potrzebować więcej warstewek ochronnych. O sposobach na pielęgnację ciała w chłodne miesiące pisałam w ostatnim poście LINK. Tutaj jednak chciałabym wskazać na to, że wybierając apetyczny, soczysty zapach balsamu do ciała także wpływamy pozytywnie na nasze samopoczucie. A owocowych zapachów mamy wśród kosmetyków całe mnóstwo!  
Kolejną przyjemnością jakiej oddajemy się latem jest jedzenie dużej ilości owoców i warzyw. Dlaczego więc miałabym rezygnować z tego teraz, zwłaszcza, że przez cały rok możemy teraz kupić większość świeżych owoców, a te których brakuje zazwyczaj są dostępne w wersji mrożonek. Dlatego zwłaszcza jesienią i zimą mój blender i sokowirówka mają dużo pracy, bo Żaden sok czy smoothie kupione nawet w najlepszym sklepie nie zastąpi przygotowanego własnoręcznie. Ten zapach, smak - sama radość! I do tego jeszcze porcja witamin, które zwłaszcza teraz są nam bardzo potrzebne. Przepisów na soki i koktajle znajduje się w internecie mnóstwo. Ja zazwyczaj miksuję co mam w domu pod ręką. Mogą to być słoneczne soki z marchewki i jabłka, czy bardziej pożywne miksy banana z mlekiem, lub mrożonki owoców leśnych. Zobaczcie sami na te kolory!
Do astronomicznej wiosny zostało jeszcze całkiem sporo czasu warto więc zadbać o dobre samopoczucie, aby przeżyć ten czas w pozytywnym nastroju. Moimi sposobami na to są m.in. spacery na świeżym powietrzu, własnoręcznie miksowane soki i smoothies oraz pielęgnacja ciała kosmetykami o soczystych, owocowych zapachach. Jednym z takich kosmetyków jest wspomniany przez mnie truskawkowy żel Le Petit Marseiliais, który ostatnio testuję. A jakie są Wasze sposoby na przedłużenie lata? Jak uprzyjemniacie sobie te zimne, ciemne dni w oczekiwaniu na wiosnę? Koniecznie podzielcie się opiniami w komentarzach ;-)
#truskawkowylpm #ambasadorkalpm #lpmprzedluzalato 

Komentarze

  1. Najgorzej, gdy lato wcale nie jest latem, jak to było w tym roku. Ale u Ciebie widzę duuużo recept na niezwariowanie w tych ponurych dniach i, kurczę!, przypomniałaś mi,że muszę wrócić do robienia koktajli, to mi taką frajdę przynosiło, a ile energii! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I te smaki, zapachy, kolory.... ;-))

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Mogę wysłać Ci próbki, jeśli wyślesz mi swój adres na maila ;-)))

      Usuń
  3. Ja również mam przygotowany post o truskawkach :) Zimą też goszczą w mojej kuchni - mam zamrożonych kilka pudełek truskawek i nie tylko <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Truskawki są dobre na wszystko!!! ;-)

      Usuń
  4. Na listopad najlepszy jest dla mnie ciepły kocyk i pachnąca świeca :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Mania maseczkowania 4

Ostatnio pokochałam maski w płachcie, a że mam ich dość spore zapasy to decyduję się na pielęgnację z ich użyciem znacznie częściej. Można by mieć wątpliwość, czym może różnić się jedna maska tego typu od drugiej? Jednak okazuje się, że każda z nich jest inna, a działanie nie każdej mnie zachwyca. Zapraszam Was dziś na czwarty przegląd maseczek, tym razem same wersje na tkaninie.  Maski na tkaninie, inaczej nazywane maskami w płachcie przywędrowały do nas wraz z modą na koreańską pielęgnację skóry. Dotychczas były one dostępne jedynie poprzez strony typu ebay, czy też w sklepach internetowych specjalizujących się w sprzedaży kosmetyków z tej części świata. Pamiętam jak bardzo ucieszyłam się, kiedy w moim rodzimym mieście otworzył się sklep JJ Korean Beauty, a jakiś czas później firmowy sklep It's Skin.  W między czasie wiele innych firm rozpoczęło produkcję tego typu kosmetyków - Garnier, Bielenda, czy Selfie Project, a marki znane dotąd jedynie z internetu zaczęły pojawiać się na t…