Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczotkowanie ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczotkowanie ciała. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Kosmetyczne odkrycia i ulubieńcy 2017 roku

Kosmetyczne odkrycia i ulubieńcy 2017 roku
Witajcie w Nowym 2018 Roku! Oby był dla Was wszystkich prawdziwie szczęśliwy i pomyślny. Życzę Wam także wielu sukcesów oraz determinacji w dążeniu do realizacji Waszych celów. Jednym z moich celów na ten rok, jest aby pisać regularnie posty na blogu, dlatego postaram się, aby pojawiały się one mimo wszelkich przeciwności losu i braku czasu. W dzisiejszym wpisie chciałabym podsumować miniony rok i przedstawić Wam moje kosmetyczne odkrycia i ulubieńców roku 2017. Zapraszam do lektury! 
W marcu 2017 roku dołączyłam do społeczności Dress Cloud o czym pisałam trochę więcej w poście dotyczącym wygranego tam SWOPA. Niedługo później zaczęłam też prowadzić bloga. Do tej pory znałam głównie kosmetyki firmy Avon, jako ich konsultantka i pasjonatka od wielu, wielu lat. Dzięki dziewczynom z DC oraz społeczności blogosfery zaczęłam jednak poznawać też inne firmy i inne produkty. Wiele z nich przebiło ulubione dotąd kosmetyki z Avonu, a kilka zdobyło moje serce. Dzisiaj przedstawię Wam parę produktów, które poznałam w minionym roku i które stały się moimi ulubieńcami. 
1. ŻEL ALOESOWY HOLIKA HOLIKA
Ten produkt podbił serca chyba większości blogerek kosmetycznych i nie tylko. Żel aloesowy, bo o nim tu mowa, jest produktem tak uniwersalnym, że można go używać na wiele problemów skóry. Doskonale nawilża skórę, włosy, łagodzi wszelkiego rodzaju ukąszenia i podrażnienia. A przy tym jest kompletnie neutralny i bezpieczny. Piękne, fotogeniczne opakowanie to zwieńczenie jego wszystkich zalet. Jedyne co można mu zarzucić, to że zawsze zbyt szybko się kończy. Raz, że z powodu dość dużego otworu z którego wydostaje się duża ilość kosmetyku. A dwa, że z powodu jego uniwersalności okazuje się być przydatny nieomal do wszystkiego, stąd i większe zużycie. Jedno jest pewne - nie wyobrażam sobie już kosmetyczki bez tego typu produktu, stąd trafił on na samą górę moich kosmetycznych ulubieńców. 
2. GĄBECZKA KONJAC
Gąbeczkę typu konjac kupiłam w Avonie i choć początkowo dość sceptycznie podchodziłam do tego wynalazku, szybko jednak okazało się, że wbrew niepozornemu wyglądowi jest to świetny produkt. Nieużywana gąbeczka konjac jest zbita i twarda niczym pumeks, jednak po namoczeniu zwiększa swój rozmiar i staje się miękką gąbką, która skutecznie pomaga w umyciu skóry twarzy zarówno z makijażu jak i resztek maseczki - i to nawet tych ciężko zmywalnych, jak np. czarnych masek węglowych! Gąbeczkę można używać do demakijażu nawet samą wodą. Skóra jest po niej miękka, ale wyraźnie oczyszczona, co aż się czuje. Ten kto jeszcze nie próbował, powinien się skusić, zwłaszcza że na rynku jest już sporo tego typu produktów i nie kosztują wiele. Trzeba jednak pamiętać o każdorazowym dokładnym wypłukaniu gąbeczki i odwieszeniu do wyschnięcia, a po około 3 miesiącach o jej wymianie na nową. 
3. KOSMETYKI BALEA I ISANA
Może to być dla Was niejakim zaskoczeniem, ale mimo, że jestem klientką drogerii Rossman, to nigdy wcześniej nie używałam produktów marki ISANA. Po pozytywnych recenzjach Clouders kupiłam kilka żeli pod prysznic i rzeczywiście jestem oczarowana. Żele te mają piękne zapachy i dobrze się pienią. A że kosztują bardzo niewiele, to zaraz stały się moimi ulubieńcami. Mimo, że zapasy żeli nie należą u mnie do najmniejszych... 
Żele Isana zaczęły pojawiać się w moich denkach począwszy od września. Wcześniej jednak dzięki urodzinowej paczce od Bożenki z Dress Cloud (mamy tam taki zwyczaj, że każdy kto ma ochotę może przygotować i wysłać komuś paczuszkę z okazji urodzin. Jest to przeogromna frajda zarówno otrzymywać takie podarunki jak i je przygotowywać!) poznałam kilka produktów z firmy Balea. Poznałam i przepadłam ;-) Produkty tej firmy mają przepiękną szatę graficzną opakowań oraz wspaniałe zapachy. W działaniu także są skuteczne - nie podrażniają, nie wysuszają, dobrze się pienią, w dodatku mają niskie ceny! No po prostu cudo! Kto raz przetestuje Baleę to już zazwyczaj jest nią zachwycony. Oczywiście mówię tutaj o produktach popularnych i nie dla skór wymagających. Jedyny problem, to że nie są one dostępne w Polsce, a jedynie w Niemczech lub w Czechach w drogeriach DM. I to dlatego będąc na wycieczce w Pradze dosłownie "napadłam" na jedną z nich ;-) Oczywiście kosmetyki tej firmy można kupić w sklepach internetowych i czasami na bazarku, gdy ktoś przywiezie coś na sprzedaż. Jednak nie ma to już takiego uroku i możliwości wyboru jak w drogerii. Produkty Balea trafiły na moją listę ulubieńców 2017 i mam cichą nadzieję, że może i u nas powstaną drogerie DM.
4. PODKŁAD CATRICE HD
O podkładzie Catrice czytałam i czytałam i jakoś tak nie mogłam uwierzyć, że on niby taki super jest. Ciągle jednak miałam zapasy podkładów, więc nawet nie sięgałam po nic nowego. Aż przyszła kolej na bardzo dużą promocję w Hebe podczas której skusiłam się na zakup tego produktu. I na szczęście przy kasie sprzedawczyni zwróciła mi uwagę na wybrany kolor i zasugerowała zmianę na najjaśniejszy, bo pewnie nie była bym zachwycona. Ten podkład bowiem pod wpływem utleniania się ciemnieje nieco na skórze i przy nieumiejętnym nakładaniu można sobie nim zrobić przysłowiową "krzywdę". Ja na szczęście skończyłam z kolorem 010, który okazał się idealny dla mnie po zejściu wakacyjnej opalenizny. Sam podkład jest w płynie i nakłada się go za pomocą szklanej pipetki. Dzięki temu można nakładać go warstwami, może więc dawać od średniego do mocnego krycia. Kosmetyk bardzo dobrze się trzyma i matuje skórę na cały dzień! Wszelkie niedoskonałości są dokładnie zamaskowane, a cera wygląda na świeżą i wypoczętą. Co prawda nakładanie tego podkładu nadal jest dla mnie wyzwaniem (może dlatego że mam podróbę gąbeczki blend it i kompletnie nie umiem się nią posługiwać?), ale uzyskany efekt rekompensuje wszystko. I dlatego ten podkład trafił do moich kosmetycznych ulubieńców roku 2017. 
5. SZCZOTKA DO CIAŁA 
Ostatni faworyt z dzisiejszego zestawienia to bardziej ulubiona pielęgnacja, jaką stało się dla mnie szczotkowanie ciała na sucho. Pisałam o tym sporo w TYM POŚCIE. Tam też przeczytacie o metodzie z której korzystam, a także znajdziecie link do filmiku który ją prezentuje. Sama szczotka do ciała jest tutaj bardziej narzędziem, choć ta z Rossmana okazała się być całkiem niezłym egzemplarzem. Oprócz mocnego włosia posiada także wypustki dodatkowo masujące skórę. Jedynym minusem szczotkowania ciała na sucho, jeśli ogólnie można to tak nazwać, jest to, że nasza skóra jest bardzo miękka, a co za tym idzie zbędne stają się wszelkie peelingi do ciała. Dlatego jeśli macie duże zapasy tych produktów to nawet nie próbujcie... ^^ A tak na poważnie, to zawsze będę zachęcała Was do spróbowania tego typu pielęgnacji, bo oprócz właściwości typowo pielęgnacyjnych w postaci oczyszczonej z martwego naskórka skóry ciała, szczotkowanie ma też element terapeutyczny i pobudza zdecydowanie lepiej niż poranna kawa! 

Na tym kończę moje dzisiejsze zestawienie, mimo że lista odkryć nie jest oczywiście zamknięta. W 2017 roku poznałam naprawdę wiele nowych kosmetyków i zmieniło się moje podejście do pielęgnacji, makijażu i dbania o siebie. Nie wymieniłam tutaj dzisiaj wspaniałych produktów do pielęgnacji takich firm jak MIXA czy Himalaya, ani świetnych cieni do powiek z Make Up Revolutions. Jednak firmy te i ich produkty nadal poznaję i mimo, że mogłyby one trafić z pewnością do odkryć 2017 roku, to jednak zdecydowałam się nie umieszczać ich w tym zestawieniu. Jeszcze. Ale co się odwlecze to.. wiadomo ;-) Znacie któregoś z moich faworytów 2017 roku? A może macie ochotę podzielić się w komentarzach swoimi ulubieńcami? Serdecznie zapraszam Was do dyskusji!  

poniedziałek, 27 listopada 2017

Lato w środku listopada - jak przetrwać chłodne dni?

Lato w środku listopada - jak przetrwać chłodne dni?
Mamy koniec listopada i mało kto już z nas pamięta o lecie. Szare, ponure widoki za oknem nie nastrajają zbyt pozytywnie. Co gorsza do wiosny jeszcze dobrych kilka miesięcy, a słoneczne lato wydaje się być odległe niczym inna planeta... Jak sobie radzić w te zimne dni i przetrwać zimę w dobrym samopoczuciu?
Ludzie od zawsze interesowali się podłożem poczucia szczęścia i dobrego samopoczucia. Zainteresowanych tematem zachęcam do poczytania badań ojca psychologii pozytywnej, za którego uważa się Martina Seligmana. Nie trzeba jednak być badaczem psychologi, aby samemu zauważyć, że nasze nastawienie ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Innymi słowy - to my sami, swoimi myślami powodujemy, że czujemy się lepiej lub gorzej. Można by więc powiedzieć, że jeśli będziemy uprzyjemniali sobie każdą możliwą chwilę, to zima wcale nie będzie taka straszna! Zapraszam na moje sposoby na przetrwanie zimowej aury ;-) 
To, za co najbardziej kocham lato to duża ilość słońca. Oczywiście wiadomo, że teraz są na nie niewielkie szanse. Dni stały się znacznie krótsze, a słońce nawet jeśli wyjrzy nieśmiało zza chmury, to nie ma takiej mocy jak w czerwcu czy lipcu. Jednak mimo, że dni bywają zupełnie deszczowe i pochmurne warto jak najwięcej czasu spędzać na dworze przy świetle dziennym. Zaspokoi to nasze dzienne zapotrzebowanie na wit. D, a poza tym zazwyczaj okazuje się, że gdy wyjdziemy już na dwór, to świat wcale nie jest taki okropny jaki wydawał się zza okna. Odpowiednie przygotowanie, ubranie na cebulkę i można spacerować!  
W ciepłych miesiącach większą uwagę poświęcam swojemu ciału. Dbamy o jego odpowiednie nawilżenie i wygładzenie, depilujemy się i poświęcamy uwagę naszym stopom. Wiele z nas, także i ja, wraz z nastaniem chłodniejszej aury zapomina o jego potrzebach. A jest to świetny sposób na poprawę samopoczucia! To co sprawiało mi przyjemność latem - szczotkowanie ciała na sucho, czy gruboziarniste peelingi - nadal działa i ogromnie polepsza humor. Jedyne o co trzeba zadbać, to podwyższenie temperatury w łazience - nikt nie lubi ściągać ubrań w chłodnym pomieszczeniu. Na gładkie ciało nakładam nieco balsamu brązującego, aby moja skóra nie świeciła już bielą. I od razu przypomina mi się słoneczne lato ;-) Podobny efekt można uzyskać korzystając z solarium, jednak akurat dla mojej skóry nie jest ono wskazane, więc zdecydowanie skłaniam się ku korzystaniu z balsamów brązujących i samoopalaczy. 
Wiosną i latem otacza nas feeria barw i wspaniałych zapachów. Oddziaływają one na nasze zmysły i zapewniają wiele radości. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby i zimą sięgnąć po te zapachy w postaci np. kosmetyków. Niedawno zostałam Ambasadorką Le Petit Marseiliais i miałam przyjemność przetestować ich najnowszy żel pod prysznic o zapachu truskawki. Zamknięty w dużym (aż 400 ml!), kwadratowym opakowaniu żel ma półprzeźroczystą, różową barwę. Dobrze się pieni i doskonale zmywa z ciała wszelkie zanieczyszczenia, dając uczucie orzeźwienia i czystości. Jego największą zaletą jest niesamowicie intensywny zapach, do złudzenia przypominający świeże truskawki. I to takie zerwane prosto z krzaczka. Zapach czujemy nie tylko podczas używania żelu, ale także długo później zarówno na skórze, jak i w całej łazience. Skojarzenie z błogim, wakacyjnym czasem jest jak najbardziej naturalne. 
Delikatny żel truskawkowy LPM ma pH neutralne dla skóry i biodegradowalną bazę myjącą. Został wzbogacony o składniki pochodzenia roślinnego. Sama marka powstała w słonecznej Prowansji i szczyci się tym, że w ich produktach poczujemy "zapach słonecznej natury". Nie wiem, jak w innych kosmetykach LPM, ale w zapachu żelu truskawkowego rzeczywiście możemy doszukać się słońca, a po umyciu ciała tym produktem, z pewnością poczujemy się szczęśliwsze. Na mnie zapach ten działa bardzo odżywczo i radośnie. Jednakże jeśli tak jak ja macie dość wrażliwą skórę, to może się okazać, że mimo delikatności żelu po kąpieli wasza skóra będzie potrzebowała dodatkowej warstwy balsamu. Nie trzeba traktować tego jako wadę, w końcu jesienią i zimą potrzeby naszej skóry zmieniają się i często może ona potrzebować więcej warstewek ochronnych. O sposobach na pielęgnację ciała w chłodne miesiące pisałam w ostatnim poście LINK. Tutaj jednak chciałabym wskazać na to, że wybierając apetyczny, soczysty zapach balsamu do ciała także wpływamy pozytywnie na nasze samopoczucie. A owocowych zapachów mamy wśród kosmetyków całe mnóstwo!  
Kolejną przyjemnością jakiej oddajemy się latem jest jedzenie dużej ilości owoców i warzyw. Dlaczego więc miałabym rezygnować z tego teraz, zwłaszcza, że przez cały rok możemy teraz kupić większość świeżych owoców, a te których brakuje zazwyczaj są dostępne w wersji mrożonek. Dlatego zwłaszcza jesienią i zimą mój blender i sokowirówka mają dużo pracy, bo Żaden sok czy smoothie kupione nawet w najlepszym sklepie nie zastąpi przygotowanego własnoręcznie. Ten zapach, smak - sama radość! I do tego jeszcze porcja witamin, które zwłaszcza teraz są nam bardzo potrzebne. Przepisów na soki i koktajle znajduje się w internecie mnóstwo. Ja zazwyczaj miksuję co mam w domu pod ręką. Mogą to być słoneczne soki z marchewki i jabłka, czy bardziej pożywne miksy banana z mlekiem, lub mrożonki owoców leśnych. Zobaczcie sami na te kolory!
Do astronomicznej wiosny zostało jeszcze całkiem sporo czasu warto więc zadbać o dobre samopoczucie, aby przeżyć ten czas w pozytywnym nastroju. Moimi sposobami na to są m.in. spacery na świeżym powietrzu, własnoręcznie miksowane soki i smoothies oraz pielęgnacja ciała kosmetykami o soczystych, owocowych zapachach. Jednym z takich kosmetyków jest wspomniany przez mnie truskawkowy żel Le Petit Marseiliais, który ostatnio testuję. A jakie są Wasze sposoby na przedłużenie lata? Jak uprzyjemniacie sobie te zimne, ciemne dni w oczekiwaniu na wiosnę? Koniecznie podzielcie się opiniami w komentarzach ;-)
#truskawkowylpm #ambasadorkalpm #lpmprzedluzalato 

niedziela, 24 września 2017

Szczotkowanie ciała na sucho

Szczotkowanie ciała na sucho
Skuszona promocją zakupiłam pewnego dnia w Rossmannie szczotkę do ciała. Planowałam wykorzystać ją pod prysznicem, jako wspomagacz przy pielęgnacji antycellulitowej. Jednak przed pierwszym użyciem natrafiłam w internecie na informacje na temat szczotkowania ciała na sucho. Przeczytałam z zainteresowaniem, obejrzałam kilka filmików i wiecie co? Odkryłam genialny sposób na pielęgnację i już nigdy nie użyłam tej szczotki na mokro!
Szczotkowanie na sucho nie jest zabiegiem wymagającym umiejętności, drogich preparatów, czy dużej ilości czasu. Jedyne co jest nam potrzebne to szczotka oraz chęci ;-) Szczotka powinna być wykonana z naturalnego włosia i być dość sztywna. Moja została zakupiona w Rossmannie za niecałe 10 zł. Oprócz włosia posiada też gumowe wypustki, a z drugiej strony wygodny uchwyt do trzymania. Jeśli planujecie szczotkować sobie plecy,a nie ma kto wam w tym pomóc, to zachęcam do zakupu szczotki z rączką. 
Jeśli chodzi o technikę szczotkowania ciała, to zasadniczo są one dwie. Jedna polega na "głaskaniu" ruchem do góry po prostej linii. Druga, to zataczanie małych kółeczek na skórze. Pamiętamy, aby nasze ruchy były ZAWSZE W KIERUNKU SERCA. Zaczynamy od stóp i kierujemy się do góry. Najpierw jedna noga (z każdej strony), później druga, pośladki, a następnie korpus. Brzuch możemy szczotkować ruchami od dołu do góry, a następnie zrobić na nim parę okrążeń szczotką. Pamiętamy, aby były one raczej zgodne z kierunkiem ruchów zegara. Po wyszczotkowaniu brzucha zabieramy się za ręce i barki oraz plecy i klatkę piersiową. Dalej trzymamy się zasady "w kierunku serca", więc klatkę piersiową szczotkujemy w dół. Oczywiście tutaj działamy bardzo delikatnie, a jeśli czujecie, że jest to dla was nieprzyjemne, to lepiej zrezygnować z tego odcinka niż czuć się źle. Ogólnie podczas całego zabiegu staramy się nie dociskać szczotką do skóry. Samo tarcie spowoduje już pożądane działanie, a masaż ma być dla nas przyjemny i orzeźwiający. Ja za pierwszym razem szczotkowałam swoje ciało okrężnymi ruchami, ale dość szybko przeszłam na technikę "głaskania", która moim zdaniem jest zdecydowanie szybsza, a jest to bardzo ważny aspekt rano ;-) Ciało najlepiej jest szczotkować codziennie rano, a po zabiegu skorzystać z prysznica. Jednak nawet jeśli nie zdążycie już schłodzić skóry ożywczym tuszem wodnym, mogę was zapewnić, że sam masaż pobudzi was lepiej niż mocna kawa!
Regularne szczotkowanie przyniesie wam wiele korzyści dla waszej skóry i samopoczucia. Skóra będzie miała ładniejszy odcień, będzie miękka i pozbawiona martwego naskórka. Zapomnicie o wrastających włoskach i szorstkich kolanach, czy łokciach. Skóra będzie też bardziej sprężysta i ujędrniona, a użyte później kosmetyki będą działały lepiej z uwagi na lepsze wnikanie wgłąb naskórka. Poranny pobudzający masaż jest bardzo przyjemny i pomaga milej rozpocząć dzień. Wiem, że niektóre osoby z braku czasu szczotkują ciało jedynie kilka razy w tygodniu. Uwierzcie mi jednak, że jeśli tylko uda się Wam robić to codziennie to efekty przyjdą bardzo szybko, a wy będziecie zaskoczone jak taki prosty zabieg może wiele zmienić. Co ważne szczotka nie niszczy się za szybko i jedyne o czym należałoby pamiętać, to żeby ją od czasu do czasu wyprać. Ja używam do tego szamponu dla dzieci, ale dość dobrze może się też przy tym sprawdzić olejek z Isany, czy mydło w płynie. 

Szczotkowanie ciała na sucho okazało się lepszą pielęgnacją niż się spodziewałam! Dzięki regularnemu złuszczaniu naskórka moja skóra stała się wyjątkowo miękka w dotyku i jakoś tak jakby rozświetlona od wewnątrz. Owszem regularne szczotkowanie przyczyniło się z pewnością do szybszej utraty mojej letniej opalenizny, ale nadrabiałam ten fakt balsamami brązującymi ;-) Szczotkowanie stało się moim codziennym rytuałem i nigdy nie przypuszczałabym, że zmieni tak wiele zarówno w kondycji mojej skóry, jak i samopoczucia. Poniżej wklejam wam link do filmiku, którym inspirowałam się przy nauce szczotkowania. Jest on co prawda w języku angielskim, ale myślę, że to zupełnie nie będzie przeszkadzało w jego odbiorze.


Gorąco zachęcam Was do wprowadzenia szczotkowania ciała na sucho do swojej pielęgnacji. A może już próbowałyście? Koniecznie podzielcie się opiniami w komentarzach ;-)   
Copyright © Nostami blog , Blogger