Przejdź do głównej zawartości

Mój pierwszy SWOP

W dzisiejszym poście przedstawiam Wam mój pierwszy wygrany SWOP, który udało mi się wylicytować po pół roku od założenia konta na Dress Cloud. Jeśli jesteście ciekawi o czym mowa, albo interesuje Was co znalazło się w wygranej i jak u mnie sprawdziły się te produkty to zapraszam do dalszej części wpisu.
Zanim założyłam bloga trafiłam przypadkiem na stronę Dress Cloud. Znalazłam odnośnik u kogoś na Instagramie i z ciekawości zajrzałam. Okazało się, że jest to portal społecznościowy skupiający osoby, które interesują się kosmetykami, ciuchami i różnymi ładnymi rzeczami. Na portalu jego użytkowniczki (bo takich jest to zdecydowanie większość, o ile nie 100%) dodają własne recenzje oraz zdjęcia produktów, które używały i dzielą się opiniami na ich temat. Takie recenzje nazywają się "chmurkami". Jest tutaj także forum, na którym królują prawdziwie babskie tematy, a Clouders, czyli użytkowniczki portalu, nierzadko dzielą się informacjami o ciekawych promocjach, konkursach, czy darmowych próbkach które można zdobyć w internecie. Społeczność Dress Cloud jest bardzo sympatyczna i nie spotkamy się tutaj z brakiem akceptacji, czy hejtem, mimo że każda z nas może mieć inny gust i pasje. Po dodaniu chmurki inne użytkowniczki mogą ją "polubić", a my otrzymamy za to tzn. kryształki. Diamenty te są nam potrzebne do udziału w licytacji ciekawych zestawów kosmetyków, które otrzymujemy zupełnie za darmo! Te zestawy nazywane są SWOP-ami od skrótu "słodki wyjątkowy okazały pachnący". To określenie najlepiej opisuje chyba jakie są te SWOP-y ;-)
Mój swop ma numer #1035 i to była prawdziwa radość i przyjemność go otrzymać i otwierać. W płaskim, białym pudełeczku, które niesamowicie pachniało (ciekawe jak zareagował na nie pan listonosz? ^^) znajdowały się trzy wylicytowane przez mnie produkty oraz drobne "gratisy". Znalazł się tutaj dezodorant do ciała Golden Summer firmy Balea, cień w kredce firmy Manhattan oraz maseczka Moc Rozświetlenia z firmy Pefecta.
Dezodorant Golden Summer Balea ma przepiękna szatę graficzną i pachnie wprost cudownie! Producent zapewnia, że pachnie on jak "orzeźwiający letni dzień pod palmami". Dezodorant nie zawiera aluminium i ma działanie minimalizujące pocenie się. Ponieważ niedawno przeprowadzałam małe testy antyperspirantów będę mogła porównać też jego działanie z innymi produktami. Dezodorant nie podrażnia skóry pod pachami i nie pozostawia białych ani żółtych plam na ubraniach. Nie wyczułam w nim mięty jak wskazywał opis producenta, za to nuty owocowe i tropikalne. Opakowanie jest bardzo barwne i wpada w oko. Jest tak ładne, że z pewnością będzie ozdobą niejednej półki w łazience. Utrzymane jest w wakacyjnych barwach i z grafikami kojarzącymi się z latem. Nie umiem potwierdzić 24h działania antyperspiracyjnego, ale po użyciu rano, aż do wieczora jest wyczuwalny delikatny zapach. Produkty Balea można jak dotąd zakupić jedynie w sieci drogerii DM, które nie są dostępne w Polsce. Ceny nie są zbyt wysokie bo 4-10 zł, ale ta trudna dostępność robi z nich trochę produkty "kultowe".
W swopie znalazł się także cień w kredce firmy Manhattan odcień numer 50 Misty Mauve. Bardzo byłam ciekawa tego produktu i ciągle jeszcze uczę się go używać i poznaję jego właściwości. Cień jest w kredce, więc jego aplikacja na powiekę jest nieco łatwiejsza od tradycyjnej, chociaż to kwestia pewnie przyzwyczajenia. Nie bez znaczenia jest jednak to, że dzięki zaostrzonej końcówce można tym cieniem robić kreski. Cień ma bogatą, lekko tłustawą konsystencję która bardzo trwale wiąże się z powieką. Jest wodoodporny, dość miękki i gładko się rozprowadza. Kolor jest specyficzny - myślałam, że to brąz, jednak jest to raczej odcień szarości, z nutką brązu i fioletu. Ja nazwałam sobie ten kolor "mgłą" i teraz mogę powiedzieć, że mam mgliste spojrzenie, albo zamglone oczy ;D Z wodoodpornością cienia wiąże się też fakt, że nieco trudniej się go zmywa i trzeba użyć do niego płynu do demakijażu wodoodpornego, zwłaszcza gdy nałożyłyśmy go grubszą warstwą. Kolor cienia możecie podejrzeć na zdjęciu.

Trzecim produktem w moim swopie jest maseczka Moc Rozświetlenia z Pefecty. Jest to świetna alternatywa przed wielkim wyjściem na szybkie odświeżenie cery. Dzięki obecności kwasu hialuronowego ładnie wygładza i zmiękcza skórę. Maska ma złote drobinki, które zapewniają rozświetlenie cery. Co ciekawe nie było ich widać od razu, a dopiero po nałożeniu produktu. Drobinki są bardzo błyszczące i niektóre ciężej było mi zmyć, dlatego jeśli przeszkadza Wam świecenie, to nie będziecie zadowolone z tej maski ;-) Skóra po zastosowaniu maski była fajnie odżywiona, napięta i nawilżona. Mam także wrażenie, że poprawił się jej koloryt i była rozjaśniona, zwłaszcza było to zauważalne po nałożeniu podkładu. Efekt utrzymał się jednak tylko na ten wieczór, a przynajmniej rano nie widziałam już większej różnicy. Opakowanie zawiera dwie saszetki, które można z powodzeniem rozdzielić. Każda z saszetek tak naprawdę wystarczy nawet na dwie aplikacje, lub jedną porządniejszą. Ja użyłam jej na jeden raz i po zmyciu miałam wrażenie, że mam na skórze delikatną warstewkę. Dlatego przed wykonaniem makijażu oczyściłam strategiczne miejsca, aby podkład się nie rolował (chodzi mi o wszelkie zgięcia i zakamarki). Najładniej rozświetlenie było widoczne na policzkach, cała twarz wyglądała na wypoczętą. Maska nie jest droga, dlatego myślę, że warto mieć ją w zapasie dla szybkiego odświeżenia cery przed większym wyjściem. 
W swopie w ramach dodatków otrzymałam peeling w kostce PumiceSPA, a także kupon zniżkowy do sklepu Golden Rose, naklejkę i ulotkę ze sklepu Inspiro. Bardzo dawno nie używałam peelingu w kostce będzie to więc miły powrót to dawniej używanej pielęgnacji. Cały swop bardzo mi się spodobał i jestem z niego zadowolona. Nie ukrywam też że byłam mocno zaskoczona, gdy udało mi się go wygrać. Początkowo kryształki zbierały się u mnie dość wolno. Poza tym wygrane licytacje wskazywały, że trzeba włożyć znacznie więcej kryształków niż miałam. Dlatego też nie za często brałam w nich udział, mimo, że w sumie nic nie tracę na tym jeśli nie wygram. Oprócz zbierania kryształków za "lajki" od innych Clouders możemy je kolekcjonowac także wykonując dzienne zadania. Jest także tzw. "Program Partnerski" zgodnie z którym otrzymuje się kryształki za aktywność każdej Clouders, która zapisała się z naszego polecenia. Ja jak narazie nie mam aktywnych użytkowniczek tego portalu, ale gdyby ktoś z Was chciał spróbować, to zostawiam link polecający: http://dresscloud.pl/ref/F2n48/
Serdecznie polecam Wam portal Dress Cloud jeśli lubicie pisać i czytać recenzje produktów, kosmetyków, ubrań, butów, biżuterii, torebek i wszystkiego, co tylko kochają kobiety ;-)

Jak spodobały się Wam moje wygrane kosmetyki ze SWOP-a? Znacie lub używałyście któregoś z nich? Co sądzicie o pomyśle autorów DressCloud? 


Komentarze

  1. Kochana, jeszcze raz gratuluję wylicytowania! I tak sobie myślę, że co ja bym teraz bez DC zrobiła? Dzięki niemu poznałam świetne osoby, m. in. Ciebie, i kosmetyki! :) Także pomysł na taki portal wg mnie się jak najbardziej udał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 <3 <3 Dziękuję! Ja też poznałam dzięki DC wiele wspaniałych osób i wiele świetnych kosmetyków, no i zainspirowałam się do pisania bloga! ;-)

      Usuń
  2. Gratuluję <3 Ja nie mam żadnego swopa, kiszę tych kryształków już tyle, że mogę spokojnie ze trzy wylicytować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj zagrać! To wspaniałe uczucie wygrać, a sama paczuszka jest magiczna i pachnąca! ;-)

      Usuń
  3. Gratulacje <3 Ja właśnie zbieram na swojego drugiego swopa, mam nadzieję, że w końcu uda mi się wylicytować coś równie fajnego co mój pierwszy swop :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję wygranego zestawu, jednak szczerze mówić nie zawiera on nic co by mnie zaciekawiło :) Również mam tam konto, ale rzadko zaglądam z barku czasu, więc nie biorę udziału w swopach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! ;-) Są różne swopy więc każdy znajdzie coś dla siebie ;-)))

      Usuń
  5. Kiedyś już słyszałam o tym portalu, może w końcu założę konto ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz pisać, czytać recenzje to serdecznie zapraszam ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Recenzja: Krem uniwersalny z witaminą C Bielenda

Tęsknicie już trochę za wiosną? Ja przyznam się, że trochę tak mimo że w mojej okolicy nawet nie zaznałam ani trochę mroźnej zimy w tym roku. Ciągle mamy taką ciapowatą aurę, niby ciepło ale ponuro i dobijająco. Dlatego z prawdziwą radością powitałam możliwość przetestowania jednego z kremów uniwersalnych z Bielendy. Spójrzcie tylko na opakowanie - czy nie czujecie natychmiast przypływu energii?  Zostałam wybrana do testowania kremu Bielenda po wypełnieniu ankiety na Facebooku. Tak, tak to jest możliwe i te "konkursy" wygrywają realne osoby! Dlatego tym bardziej zachęcam Was do próbowania, zwłaszcza jeśli jesteście zainteresowani tematyką kosmetyków i urody. Ponieważ w ankiecie miałam możliwość wyboru wersji kremu zdecydowałam się na krem odżywczy z witaminą C. Nie ukrywam, że głównym powodem mojej decyzji były rysunki cytrusów na opakowaniu, które uwielbiam (cytrusy, nie rysunki).  Odżywczy krem uniwersalny do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda to kosmetyk o wielorakim zast…