Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2020

#haul nie tylko kosmetyczny LISTOPAD, GRUDZIEŃ 2019 oraz STYCZEŃ 2020

#haul nie tylko kosmetyczny LISTOPAD, GRUDZIEŃ 2019 oraz STYCZEŃ 2020
Szykuję tu dziś dla Was turbo wpis, w którym chcę pokazać moje nowości zakupowe i to z aż trzech miesięcy! Uspokajam jednak lojalnie, że nie trzeba gromadzić zapasów żywnościowych do czytania tego posta. Ostatnio udaje mi się bowiem kupować co raz mniej kosmetyków, co zresztą sami zaraz zobaczycie. Dlatego na długość dzisiejszy tekst powinien być "standardowy"... No dobrze, to co nowego pojawiło się nie tylko w mojej kosmetyczce w ostatnich trzech miesiącach? Ho ho ho... 
Na początek cofnijmy się wspomnieniami do mrocznego, deszczowego listopada... Chociaż o ile mnie pamięć nie myli to pogoda była wtedy znacznie lepsza, niż np. teraz w lutym. W tym miesiącu jednym z ważniejszych wydarzeń była kolejna edycja wyzwania "7 dni 7 szminek" na moim instagramie. Nie, nie kupiłam żadnej nowej pomadki (uff!), a jedynie korzystałam z tych, które już obecnie posiadam :) W skrócie wyzwanie to polega na używaniu codziennie innej pomadki (lub jej próbki) i wrzucaniu selfie na instastories. Niebawem odbędzie się kolejna edycja (23.02!) więc jeśli macie ochotę serdecznie Was zapraszam!
LISTOPAD
Drugi ważny zakup to stojący blender, który zdecydowanie usprawnia przygotowywanie odżywczych shejków! Kolejny raz zdecydowałam się na markę Russel Hobbs do której mam bardzo duże zaufanie, a sam blender kupiłam w sklepie internetowym Lidla. Najbardziej podoba mi się w nim jego wielki, szklany kielich. I choć jest dość ciężki i niewygodnie się go przez to myje, to i tak zdecydowanie wolę szkło niż plastyk. 
Jeśli chodzi o kosmetyki, to poszalałam na wyprzedaży marki FIT.friends by Oceanic, choć może "poszalałam" to delikatne określenie przy cenach kosmetyków rzędu 4-6 złoty to i tak się hamowałam :D Na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że żel pod prysznic już zużyłam i niebawem poczytacie o nim w denko :D
Moje ostatnie jak na razie zamówienie z Faberlic wyglądało jak na zdjęciu powyżej, przy czym maseczki dostałam w prezencie, mydełko porzeczkowe już zużyłam, krem do twarzy jest w użyciu a masujące, kolczaste kulki także używam na co dzień. 
W Action oraz KIK dokupiłam trochę pierdółek do zdjęć i dekoracji, bo w końcu zima zbliżała się wielki krokami :) Strasznie mi się spodobały zwłaszcza te futrzaste kartki, które mają warstwę przylepną po drugiej stronie. Marzy mi się notes z taką okładką (cena około 3-4 zł za dwa arkusze). W Action kupiłam też woreczki z mięciutkiego materiału przypominającego atłas. Z kolei z KIK zabrałam brokatową choinkę, ośnieżone kulki oraz styropianowe kulki o połyskującej poświacie.
Podczas Beauty Fair Influencer w Katowicach kupiłam kilka kosmetyków do makijażu, m.in. tusz do rzęs i klej do pigmentów i brokatów MIYO, czy cienie Mexmo. Dostałam też do testowania krem nawadniający z Uzdrovisco. Pełną relację z tego wydarzenia znajdziecie na moim blogu LINK. Krem do twarzy, tusz, cienie są w użyciu ;)  
Ostatnie listopadowe drobiazgi to zestaw świątecznych wosków Yankee Candle, który kupiłam na prezent. A że jeden z nich bardzo mi się spodobał (Evergreen Mist), to dokupiłam też go dla siebie. I słuchajcie ŚWIĘTO LASU! Ja go właśnie wczoraj zdenkowałam! Szok, to mój pierwszy wypalony do końca wosk w życiu! ;)
GRUDZIEŃ
W grudniu w Lidlu pojawiły się nowe maseczki marki Marion i jako totalna maseczkomaniaczka nie mogłam przejść obok nich obojętnie :D Po zakupie pojawił się pomysł, aby podarować je którejś z dziewczyn z DressCloud. Ostatecznie koleżanka, dla której przygotowywałam prezent dostała już je od kogoś innego, więc nic z tego podarunku nie wyszło. Ale co się odwlecze to nie uciecze, ja w każdym razie mam jeszcze sporo własnych maseczek... 
W ramach programu Hot Noty Avon otrzymałam do przetestowania nową szminkę Prism w kolorze Blast Off, lakier z drobinkami Black Magic i maskę Platinum Glow. O wszystkim pisałam Was w recenzji karnawałowych kosmetyków LINK.
Zamarzyły mi się w grudniu takie czerwone, świąteczne paznokcie. Zrobiłam je w moim ulubionym salonie Beauty Boutique. Na prawej ręce miałam świąteczną gwiazdkę, a na lewej delikatne kryształki (sylwestrowe?). Jednym słowem byłam gotowa na każdy rodzaj imprezy!  
Postanowiłam też odświeżyć nieco moje włosy, które były już bardzo długie i prawie proste. Odwiedziłam salon NENA, do którego chodziłam na początku studiów. Moją "metamorfozę" możecie zobaczyć na zdjęciach :)
Jak wiadomo jedną z bardzo ważnych aktywności w grudniu jest otwieranie kalendarza adwentowego :D U mnie w tym roku gościł kalendarz Balea, w związku z tym mam "trochę" miniaturkowych kosmetyków pielęgnacyjnych... Czy chcecie recenzję wszystkich miniaturek w jednym poście? 
Pod choinką znalazłam w tym roku naprawdę wspaniałe prezenty! Po pierwsze był to zestaw nowych pomadek myLIPstick mojej ukochanej marki MIYA we wszystkich kolorach! Nawet nie wiecie jak skakałam z radości :D To co przede wszystkim wyróżnia te pomadki spośród innych to ich skład, który jest w ponad 90% pochodzenia naturalnego! Pomadki mają działanie nawilżające i pielęgnacyjne dzięki obecności olejków ze skórki pomarańczy i rycynowego, wosków kandelila i karbauba oraz wit. E. Ten pierwszy składnik jest też odpowiedzialny za przepiękny, cytruskowy zapach, który czujemy podczas aplikacji. Wszystkie pomadki są komfortowe w noszeniu. Każda też może na ustach wyglądać bardziej delikatnie, gdy pokryjemy usta jedną warstwą lub mieć mocniejszy efekt, gdy nałożymy tych warstw więcej. W pudełku znajduje się aż sześć kolorów szminek - nude, rose, dusty rose, coral, red i fuchsia.
Kolejne prezenty to aparat Nikon D5000, który dostałam w spadku po tacie i mam nadzieję, że w końcu nauczę się robić porządne zdjęcia :) Dostałam też statyw Ubeesize, który może być używany zarówno do aparatu, jak i telefonu oraz jako selfie stick. A wiecie, co jest w tym statywie najgenialniejsze? Że posiada on pilota i teraz mogę robić zdjęcia zarówno w trudnej pozycji, jak i samej sobie! Juhu!!!
Od kochanej Beatki z DressCloud dostałam świąteczną kartkę z kilkoma maseczkami. Ona wie, co króliczki lubią najbardziej ;-)
A od mojej kochanej Kasi (która w końcu przyjechała chociaż na chwilę z UK!) dostałam piękny kosmetyczny prezent pełen zupełnie nieznanych mi produktów! Znalazły się tutaj produkty Blistex, które uwielbiam, a także maseczki, mydełko The Body Shop o moim ulubionym zapachu różowego grejpfruta, herbatka, słodycze i trochę produktów do makijażu - m.in. piękny eyeliner stylizowany na atrament z Harrego Pottera :D 
Pod koniec miesiąca z Klubu Recenzentki Wizaż dostałam do testowania duet kosmetyków z serii Normaderm Phytosolution marki Vichy. Powiem Wam tak trochę ubiegając recenzję, że oba produkty sprawdziły się u mnie świetnie i używam ich regularnie na co dzień! 
STYCZEŃ
Nie martwcie się moi drodzy czytelnicy, w styczniu udało mi się jeszcze bardziej zredukować kosmetyczne zakupy i pojawiły się jedynie TRZY odstępstwa. Kupiłam (na spółkę z mamą, bo obie jesteśmy w paznokciowej potrzebie) zestaw do japońskiego manicure marki P. Shine. I mam ogromną nadzieję, że pomoże on w regeneracji, bo zdjęłam hybrydy i oczywiście moje paznokcie natychmiast zaczęły się łamać i kruszyć... O japońskim manicure oraz tym zestawie z pewnością przygotuję dla Was osobny wpis. 
Skusiłam się na zestaw maseczek Disneya, które pojawiły się w moim Action. A już myślałam, że je przegapiłam, bo widziałam je dwa miesiące wcześniej u dziewczyn na DressCloud! Kosmetyki z podobiznami księżniczek tak się spodobały, że kilka osób poprosiło mnie o ich zakup i wysłanie. Czułam się jak "maseczkowy diler" :D W tym samym sklepie kupiłam jeszcze różowy tusz do rzęs za 4 złote, jednak na oczach wygląda on nieco na fiolet. 
Pod koniec miesiąca udało mi się wygrać już drugi raz (!) w konkursie instagramowym marki Nutka Fitokosmetyki. Tym razem w zestawie znalazłam emulsję do higieny intymnej z gruszką i bergamotką, żel pod prysznic i do kąpieli konopie polskie, szampon do włosów piwonia i słodki migdał, krem do stóp czarna porzeczka i białe kwiaty, kremowy żel do mycia twarzy len i echinacea oraz trochę próbek. Żel pod prysznic jest aktualnie w użyciu, bo w transporcie nieco uszkodziła się jego butelka. Emulsję do higieny intymnej oraz żel do mycia twarzy oddałam koleżankom. Tam samo planuję zrobić z kremem do stóp, a dla siebie zostawię jedynie szampon. Kosmetyki marki Nutka są bardzo delikatne dla skóry. Recenzję tych, które do tej pory przetestowałam znajdziecie na moim blogu LINK

I na tym zakończyły się moje kosmetyczne zakupy stycznia! Co prawda gwoli ścisłości kupiłam w tym miesiącu trochę ciuchów, pozwolicie jednak, że o nich wspomnę Wam już przy kolejnym haul'u. Znacie produkty z mojej listy nowości? Coś szczególnie Was zaciekawiło? A jak tam Wasze zakupowe szaleństwa ostatnimi czasy? Dajcie koniecznie znać w komentarzach!  



niedziela, 7 lipca 2019

#haul nie tylko kosmetyczny CZERWIEC 2019

#haul nie tylko kosmetyczny CZERWIEC 2019
Trochę mnie te tegoroczne, czerwcowe, tropikalne upały rozleniwiły, jednak już wracam do blogowania. A na początek nowego miesiąca zaprezentuję Wam co nowego pojawiło się u mnie ostatnio, nie tylko z kosmetyków. Bez zbędnej zwłoki zapraszam do lektury czerwcowego haul'u! 
Mimo, że po majowych szaleństwach urodzinowych i ogromnej ilości prezentów, o czym pisałam w poprzednim haulu (LINK) obiecywałam sobie omijać drogerię i regały z kosmetykami szerokim łukiem, to wiadomo, że nie raz i nie dwa zbłądziłam ^^. Starałam się jednak skupiać na produktach, które mi się skończyły, których absolutnie potrzebuję, lub które uda mi się szybko zużyć :D Tym sposobem trafiła do mnie ta czwórka - płyn do płukania jamy ustnej Listerine (wersja z alkoholem - tak, nie lubię tych z alkoholem, ale ostatnio mam wrażenie, że z kolei te bez niego zupełnie nie działają), pumeks hammam, maseczki nawilżające oraz wielofunkcyjny żel ze smoczą krwią (!). Trzy pierwsze kosmetyki pochodzą z Rossmana, z nich najbardziej ciekawi mnie pumeks, o którym wielokrotnie czytałam w internecie same pochlebne opinie. Żel Miracle Island kupiłam w Lidlu i miałam ogromny dylemat, bo w sprzedaży pojawiły się trzy wersje - ze smoczą krwią, z aloesem oraz z wodą lodowcową. I o ile aloes mnie nie kusił (bo mam w zapasach jeszcze żel Holika Holika), to ten z wodą lodowcową bardzo. Jednak zdecydowałam się na smocza krew, czyli z sokiem z drzewa Croton Lechleri rosnącego w Peru. Ma on poprawiać stan skóry i ją ujędrniać. Musicie przyznać, że opakowanie jest bardzo fotogeniczne. 
W moim mieście otworzono drogerię Kontigo. Z okazji otwarcia było sporo okazji cenowych. Ja skusiłam się na kilka maseczek w płachcie oraz dwa mini żele pod prysznic. Później jednak widziałam, że maski miały jeszcze bardziej korzystną ofertę. Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię takich sytuacji... żeby chociaż więcej czasu upłynęło... 
Z wycieczki do Kutnej Hory, gdzie byłam na początku czerwca przywiozłam 1000 elementowe puzzle z najsłynniejszym widokiem z tego miasta. Jest to kościół św. Małgorzaty, patronki górników. To małe miasteczko było w średniowieczu słynne głównie z kopalni srebra, które znajdowały się dosłownie pod nim. To był mój czwarty raz w Kutnej Horze i nieustannie jestem zachwycona. Myślę, że koniecznie muszę Wam kiedyś o więcej na ten temat opowiedzieć! 
Z Klubu Nivea otrzymałam do przetestowania spray modelujący do włosów. Wersja Curl przeznaczona jest do włosów falowanych i kręconych. Lakier nie zawiera w swoim składzie alkoholu etylowego, a jego formuła umożliwia podobno o wiele dłuższy czas modelowania, niż w przypadku innych lakierów. Nie używam praktycznie wcale sprayów do włosów, więc ciężko będzie mi ocenić, czy ten czas jest rzeczywiście dłuższy. Jedno jest pewne - spryskanie włosów PRZED ich rozczesaniem jest bardzo głupim pomysłem... :D Kosmetyk ma ładny zapach i rzeczywiście nie skleja włosów, myślę też że umiejętnie stosowany pokaże swoje możliwości. Na razie uczę się go używać i obserwować swoje włosy, więc testowanie go zajmie mi nieco więcej czasu niż produktów pielęgnacyjnych pewnie.
A taką cudowną tacę znalazłam w DH Feniks. To taki dom handlowy "starego typu" we Wrocławiu, czyli gdzie stoiska tematyczne potrafią zajmować całe piętra i zakupy robimy w jednym dziale, a nie w poszczególnych butikach marek. Przyznaję, że lubię czasami zaglądać do tego sklepu, bo można tutaj znaleźć wiele ciekawych rzeczy niedostępnych w innych miejscach! No i w dodatku nie wiem, gdzie jeszcze w moim mieście jest Drogeria Jasmin poza tym miejscem. Wracając do tacy, to jest to plastykowa taca, którą kupiłam głównie jako tło do zdjęć (oczywiste!). Kosztowała około 10 złoty. 
Po rekomendacjach mamy zamówiłam sobie z Avonu szampon micelarny do włosów Advanced Techniques. Postanowiłam go wypróbować, mimo że jest to kosmetyk o niskopieniącej formule, a ja uwielbiam dużo piany... Szampon ma rzeczywiście formułę kremu i nakładając go po raz pierwszy miałam wrażenie jakbym myła włosy odżywką. Aplikacja była jednak tak przyjemna dla mojej skóry głowy, że niezrażona brakiem piany kontynuowałam mycie. Żeby jeszcze bardziej sprawdzić delikatność tego kosmetyku nie użyłam po myciu żadnej maski (!), ani nawet odżywki (mam nadzieję że nie czyta tego mój fryzjer). I wiecie co? Szok, bo moje wiecznie plączące się włosy wyglądały całkiem ok, miały ładnie podkręcony skręt, ale nie były splątane! Skóra głowy ukojona, nic mnie nie swędziało (ten produkt nie zawiera SLS) i generalnie rzecz ujmując "WOW". 
Do szamponu dobrałam krem do twarzy Shine Control z filtrem SPF50, nawilżająca mgiełkę do twarzy z antyoksydantami Nutra Effect oraz kilka próbek nowych pomadek, w tym jedną w intrygującym kolorze zielonym. Jeśli chodzi o próbki pomadek to możliwa do użycia, a nawet bardzo ładna okazała się pierwsza z lewej o nazwie Hint Hint. Mam wrażenie, że kiedy mam nią pomalowane usta, to cała twarz wydaje się być bardziej opalona. Pozostałe dwa kolory, czyli różowa Safe Bei oraz zielona Twisted są zdecydowanie nie do mojej karnacji i wyglądam w nich bardzo źle. Jeśli chodzi o mgiełkę, to jej pełna recenzję przedstawię Wam na blogu w nieco późniejszym czasie. 
Krem do twarzy Shine Control to podobno ulepszona wersja mojego ulubionego kremu z wysokim filtrem z Avonu, który używam od kilku lat i bardzo sobie chwalę. Na zdjęciu powyżej pokazuję właśnie tą wersję, której używałam do tej pory oraz "nowy" Shine Control. Wersja po lewej ("stara") ma działanie nawilżające, jest wodoodporna i przeznaczone jest zarówno do twarzy jak i do całego ciała. Ja zazwyczaj używam tego kremu zarówno na twarz, jak i na ramiona, szyję i wszystkie odkryte części ciała podczas jazdy rowerem. Wersja po prawej ("nowa") nie do końca jest tym samym, bo przede wszystkim przeznaczona jest tylko do twarzy. Oba kremy mają SPF50 PA+++ i taką sama pojemność 50 ml. Krem Shine Control rzeczywiście powoduje mniejsze świecenie się skóry, ale nie jest tak, że tego świecenia nie ma wcale. Niestety nie ma tak dobrze :) Ma on jednak zdecydowanie przyjemniejszy zapach i mam wrażenie, że szybciej się wchłania. Czy zamienię zupełnie starszą wersję na nową? Nie do końca, bo tamta ma szersze zastosowanie. Ale ponieważ używam kremów z wysokim filtrem od kwietnia do października, to nie boję się o zużycie :)
Z programu HOT NOTY Avon otrzymałam tym razem do przetestowania cały zestaw kosmetyków kolorowych. Znalazł się tutaj bardzo wakacyjny lakier do paznokci w kolorze Rushing Coral, tusz do rzęs Super Shock w kolorze Mesmerized jest dedykowany do niebieskich oczu i ma podkreślać barwę tęczówki. Bardzo ciekawi mnie cień do brwi Perfect Brow Powder Liner, który ma cieniutki pędzelek oraz wykończenie sypkie, pudrowe. Kredka do oczu Alluring zawiera delikatne, diamentowe drobinki. Ostatnim kosmetykiem w zestawie jest matowa, czerwona pomadka w odcieniu Sunbaked Red. Wszystkie produkty zostały już przez mnie przetestowane, ba! Tuszu do rzęs oraz cieni do brwi używam na co dzień, a i po pomadkę sięgam nierzadko. Myślę, że czas na nowy makijażowy post!
W czerwcu przyszło do mnie trochę zamówień z Aliexpressu - jak zawsze same szalone i niezbędne drobiazgi ;-) Kupiłam m.in. wkładki pod palce do butów jednakże nie spodziewam się, że będą dobrze spełniały swoja rolę, bo widziałam, że klej jest kiepskiej jakości. Zamówiłam w końcu także mini mydelniczkę, o której myślałam już prawie rok, bo od zeszłych wakacji. Podczas wyjazdów lubię mieć wszystkie kosmetyki w miniwersji i często się zdarzało, że może i mydło miałam "mini", ale już opakowanie na nie nie bardzo.
Zamówiłam też z ciekawości bambusowe szczoteczki do zębów oraz patyczki. Przyszły zapakowane w woreczki foliowe, ale nie spodziewałabym się innej formy opakowania, jeśli miały być tanie. Szczoteczki mają bardzo miękkie włosie i nie wiem jak będzie mi się ich używało, natomiast patyczki są świetne! A ponieważ całe zamówienie przyszło do mnie jakoś tak szybciej niż zazwyczaj, możliwe, że będę częściej korzystała z drewnianych patyczków niż plastikowych. Zostawiam Wam linki, gdyby ktoś był zainteresowany - oba z tego samego sklepu.
Ostatnim zakupem z Aliexpressu był ten zegarek znanej marki w wakacyjnym stylu. Oczywiście jego cena dobitnie sugeruje, że nie jest to zdecydowanie oryginał. Jednak nie ma to dla mnie większego znaczenia, bo po prostu mi się spodobał :) 
W czerwcu też udało mi się skończyć malowanie obrazu dla taty. Przypomnę jedynie, że jest to kolorowanka, którą także zamówiłam na Aliexpressie. Obraz jest już gotowy, ale nie ma jeszcze ramy więc nie do końca wygląda już tak jak powinien. Pokazuję Wam jednak taką surową wersję i zachęcam do spróbowania swoich sił w kolorowaniu po numerkach - bardzo odprężające zajęcie! Przyszły tez do mnie dwie grafiki, ale one także wymagają oprawienia więc pokażę je jak już będą gotowe.
Z wycieczki do Francji mama przywiozła mi w prezencie marsylskie mydełko o przepięknym zapachu werbeny oraz maskę glinkę Rhassoul z Aleppi (to akurat nie francuski podarunek, ale akurat trafili się kupcy z Syrii). Ciekawa jestem czy zauważę różnicę podczas stosowania tej glinki, a tych kupionych w Polsce. 
Koleżanka z USA widząc mój maseczkowy fanatyzm podarowała mi w prezencie cały zestaw maseczek, które widzicie na zdjęciu. Trzy z nich to tzw. maski całonocne, które nakładamy na skórę zamiast kremu. Trzy pozostałe mają formuły oparte na glinkach i są to maski do samodzielnego przygotowania. Już nie mogę się doczekać, aż je przetestuję ;-) 
W Lidlu kupiłam letnią koszulę z bawełny w marynarskim stylu. W sierpniu jadę nad morze, więc będzie jak znalazł, choć raczej na wietrzne popołudnia niż upalne dni z uwagi na dłuższe rękawy. A na tropikalne upały postawiłam na lnianą sukienkę, którą kupiłam w TK MAXXX. Jest bardzo miękka i przyjemna w noszeniu, niestety dość szybko się gniecie. Przetestowałam ją w ekstremalnych temperaturach powyżej 30 stopni i rzeczywiście mniej się w niej pociłam!
Także w TK MAXXX skusiłam się na mydło do rąk Faith in Nature. Nie narzekam na brak kosmetyków do mycia dłoni (od ponad pół roku męczę Yope :P), jednak zapach tego kosmetyku tak mnie zachwycił, że nie mogłam się oprzeć. Mydło pachnie bowiem bardzo intensywnie zieloną herbatą (jak dla mnie z domieszką werbeny) i zapach ten jest nie tylko bardzo ładny, ale także długotrwały. Świetnie też pomaga pozbyć się nieprzyjemnego zapachu np. po krojeniu cebuli czy czosnku. Kosmetyk zgodnie z informacją na opakowaniu ma 99% naturalnych składników i nie zawiera SLS, ani parabenów. Rzadko bywam w TK MAXXX, ale jak już tam dotrę to zawsze uda mi się znaleźć jakieś fajne perełki z których jestem bardzo zadowolona. Zauważyłam też, że trzeba uważnie studiować u nich metki z ceną, bo można trafić na prawdziwe okazje. Lubicie chodzić do tego sklepu? I to już koniec moich czerwcowych nowości kosmetycznych. Co Was szczególnie zainteresowało? A może macie ochotę podzielić się swoimi perełkami zakupowymi? Zapraszam do aktywności w komentarzach!

niedziela, 9 czerwca 2019

#haul nie tylko kosmetyczny MAJ 2019

#haul nie tylko kosmetyczny MAJ 2019
Chyba powinnam zmienić majowy tytuł posta na "haul wyłącznie kosmetyczny", bowiem w maju przybyło mi mnóstwo nowych kosmetyków i tylko jedna rzecz nie z tej kategorii. To wszystko wina moich urodzin, a jak wiadomo gdy blogerka beauty obchodzi swoje święto, to można spodziewać się wielu kosmetycznych nowości... Zaparzcie kawę lub herbatkę, bo dzisiaj będzie trochę do oglądania i czytania! ;-) 
Jak co roku maj był dla mnie bardzo intensywnym miesiącem pod względem wyjazdów. Samą majówkę spędziłam w Tatrach, później w jeden z weekendów odwiedziłam Poznań na Influencer LIVE (relacja TUTAJ), a na koniec wyjechałam na parę dni do przepięknego miasteczka niedaleko Pragi - Kutnej Hory. W sumie poza domem spędziłam 14 dni, tym bardziej aż dziwi mnie ile zdążyłam w tym czasie zakupić i otrzymać nowości :D Ale do rzeczy...
Staram się co raz bardziej, aby moje zamówienia z Avonu były coraz skromniejsze. Jednakże zawsze ulegnę jakiejś nowej pokusie ;-) Tym razem postawiłam na maseczki. W pierwszym zamówieniu nowość bananowa maseczka nawilżająca z serii Avon Care, a do tego znany mi już lawendowy spray do pościeli i pomieszczeń Planet Spa i kolejna nowość dla mnie, czyli złota maseczka peel off z serii Anew. Ta ostatnia była nagrodą w programie konsultanckim. 
Pod koniec maja, w kolejnym katalogu, zdecydowałam się na zakup czterech masek w płachcie (same nowości!). Trzy z nich należą do serii NutraEffect i są to od lewej odmładzająca maska z ekstraktem czerwonego wina, nawilżająca z kwasem hialuronowym i ekstraktem z kaktusa oraz rozświetlająca z ekstraktem z grejpfruta. Ostatnią jest maska z serii Planet Spa - wygładzająca z ekstraktem z alg. O pozostałych maskach w płachcie z tej serii pisałam w TYM poście.
W ubiegłym miesiącu dostałam się w ramach Klubu Recenzentki Wizaż do testowania podkładu Teint Idole Ultra Wear z Lancome. Jest to mój pierwszy kosmetyk tej marki i jestem pod wielkim wrażeniem jego działania. Kolor jaki testuję to 03 Beige Diaphane. Myślę, że niebawem możecie spodziewać się już obszernej recenzji tego produktu.
Moje szalone zakupy na promocji 2+2 w HEBE. Ponieważ uwielbiam kremy Miya nie mogłam przepuścić takiej okazji, gdzie za połowę normalnej ceny mogę mieć ich super kremik. Zwłaszcza ten z mango, Hello Yellow należy do moich ukochanych! Jednak nie martwcie się, dla mnie jest tylko jeden z nich. Dwa pozostałe trafiły już do mojej mamusi oraz bratowej, które także zapragnęły przetestować czy i na ich skórze ten kosmetyk okaże się być tak fenomenalny.  Jako czwarty produkt wzięłam dla siebie serum nawilżające z sokiem z pomarańczy Fresh Juice z nowej linii Bielenda. Już przeszło miesiąc o nim myślałam :-) Kupiłam jeszcze nowe szczoteczki dla mnie i mojego narzeczonego. Ja najbardziej lubię te marki Curaprox, bo mają dużo włosia i dobrze doczyszczają płytkę zębową.
W jednej z paczek urodzinowych dostałam maskę w płachcie z serii Niuqi, wersję rozświetlającą z ekstraktem z białej lilii. Ja dokupiłam jeszcze nawilżającą z hydrolatem z bławatka i kwasem hialuronowym, odmładzającą z wodą różaną i nektarem z agawy oraz oczyszczającą z ekstraktem z orchidei i czarnej herbaty. Muszę przyznać, że opakowania masek są przepiękne i mam nadzieję, że także ich działanie będzie dla mnie przyjemnym doświadczeniem! Te maski były po 3 zł, więc aż żal nie sprawdzić ich działania ;-)
Skusiłam się w końcu na jedną z maseczek Cien Food for Skin. Byłam taka cwana, że poczytałam opinie z internecie i wybrałam tą, która miała więcej pozytywnych :P Jak na razie zużyłam tylko górną część opakowania i muszę przyznać, że działanie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Skóra była dobrze doczyszczona i lekko rozjaśniona. Ciekawe, jak sprawdzi się "dolna" część saszetki?
Czerwcowy numer miesięcznika "Zwierciadło" można było kupić z dodatkiem w postaci minirękawiczki Glow. Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to wiecie, że bardzo lubię tą wersję do zmywania makijażu zwłaszcza na siłowni. Swoją minirękwiczkę mam już prawie rok, postanowiłam więc zaopatrzyć się w nową, zwłaszcza że cena była bardzo atrakcyjna. 
Podczas konferencji Influencer LIVE w Poznaniu otrzymałam do wypróbowania dwa peelingi marki Body Boom. Wybrałam dla siebie same owocowe wersje, bo to jednak chyba moja ulubiona grupa zapachów. Wersję z mango przyozdobiłam sobie autorsko naklejkami dostępnymi na stoisku :P
W maju otrzymałam do testowania wodę perfumowaną Rare Flowers od Avon, w ramach programu HOT NOTY. Jej pełną recenzję możecie przeczytać w poście o wiosennych zapachach.
Moja jedyna niekosmetyczna nowość maja to świetna opaska - kokarda Myszki Mickey, którą dostałam w prezencie :D Wiem, że została zakupiona na Pyrkonie. Zresztą na tym zdjęciu są także skarpetki Myszki, które także dostałam w prezencie. Chyba nie muszę Was przekonywać, że bardzo podobają mi się te dodatki? :-) <3 Jeśli chodzi o paczki urodzinowe, to w tym roku dosłownie jestem totalnie rozpieszczana! Naprawdę nie spodziewałam się takich pięknych upominków i od tylu osób! Pozwólcie, że pochwalę się tymi cudownościami, bo przecież pewnie zasypię Was recenzjami w najbliższym hmm.. roku? W każdym razie obawiam się, że trochę może mi to zająć! :P 
Ten wspaniały zestaw to paczka od Kasi, autorki bloga Porady Mamy Kasi. Z Kasią znamy się dzięki portalowi Dress Cloud. Jak widzicie jest tutaj sporo produktów zarówno do pielęgnacji, jak i makijażu. W tych maleńkich pudełeczkach znajduje się mineralny korektor oraz róż. Ja jeszcze nie używałam kosmetyków mineralnych, więc jest to dla mnie zupełna nowość. Zresztą jak wszystkie te produkty! Kosmetyki aktualnie testuję i sprawdzam, poza żelem pod prysznic który schowałam na "zimniejsze" miesiące bo ma taki ciepły otulający waniliowy zapach, jakie lubię używać zimą.
Autorką tej kolorowej paczki urodzinowej jest Sufcia72, którą także poznałam na portalu Dress Cloud. To dzięki Bożence poznałam i pokochałam kosmetyki Balea, a teraz po raz pierwszy mam styczność z produktami marki Dushka. I powiem Wam, że te tęczowe cuda pachną tak pięknie, że aż chce się je zjeść, a w dodatku zawierają naturalne składniki! Bożenka podarowała mi także żółte jajko z Make Up Revolution, które zawiera dwa rozświetlacze oraz pięć mocno napigmentowanych cieni. To mydełko, to nic innego jak szampon w kostce Dushka. Same nowości!
Skarpetki z Myszką Miki dostałam w prezencie od Kasi "icecold". Naszą znajomość również umożliwił portal Dress Cloud :D Jak widać na załączonym obrazku Kasia totalnie poszalała i podarowała mi kosmetyki co najmniej na najbliższy rok! Jest tutaj dosłownie WSZYSTKO, do każdej części ciała! Są także produkty "dla ducha", jak przeurocza lama-skarbonka, czy bardzo pojemna i praktyczna kosmetyczka gruum. Jakbym kiedyś mówiła, że czegoś mi brakuje, to przypomnijcie mi proszę to zdjęcie ^^ Tradycyjnie - same nowe kosmetyki, o większości nawet nie wiedziałam, że istnieją. Są maseczki, balsamy, kremy, płyn micelarny z jagodami acai (sprawdzałam i pachnie ślicznie!), nawet róż-tint z The Body Shop i piękna szczotka Angel TT!. Ta paczka to totalne szaleństwo.
A to prezent bardzo angielski od mojej realnej przyjaciółki jeszcze z czasów liceum :-) Jest dużo maseczek, czyli coś co uwielbiam! W dodatku wszystkie znów dla mnie nowe, a myślałam już że "trochę" poznałam tych produktów! Bardzo ciekawi mnie maska Dr. Jart+, jej cena w Sephora była zabójcza! No i coś czuję, że moje serie maseczkowych postów nie skończą się zbyt szybko :D
Jakby mi było mało maseczek, to skusiłam się na maski po opalaniu marki Cien z Lidla. Mają one za zadanie głęboko nawilżyć i ukoić skórę podrażnioną przez promienie słoneczne. Tych, którzy właśnie doznali palpitacji serca uspokajam, że dla mnie jest jedna sztuka^^.
I na sam koniec drobne i same potrzebne zakupy z Drogerii Jasmin :-) Sól do kąpieli stóp SheFoot tak mnie zachwyciła po jednym zastosowaniu, że skusiłam się na dwie kolejne saszetki, zwłaszcza że taką jedną zużywa się na jedną kąpiel. Recenzję tego produktu znajdziecie niebawem na moim blogu. Kupiłam także zachwalaną przez wiele blogerek maskę drożdżową Bania Agafi, a także w ramach odmiany emulsję do higieny intymnej marki Biały Jeleń. Emulsję już używam. Jest ona dość gęsta i niestety dość łatwo spływa z dłoni, czy gąbki. Nie wyczuwam także zupełnie jej zapachu. W działaniu jest bardzo delikatna i całkiem, a jednak tęsknię już do moich ulubionych produktów Lactacyd lub Tess. Pewnie przy kolejnych zakupach wrócę właśnie do któregoś z nich. 

Tym, którzy dobrnęli do końca tego posta serdecznie gratuluję. Maj na szczęście w końcu się zakończył i nic więcej mi nie przybyło / nie zostało zakupione. Całe szczęście, że urodziny ma się tylko raz w roku! Bo mogłoby mi miejsca w domu zabraknąć :D A jak tam Wasze majowe zakupy? Dużo kosmetycznych nowinek pojawiło się w Waszych kosmetyczkach?   

  
Copyright © Nostami blog , Blogger