Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2017

Denko LISTOPAD 2017

Denko LISTOPAD 2017
Wiem, że prawie co miesiąc sugeruję, że "moja aktualne denko jest małe", ale tym razem to już NAPRAWDĘ tak jest! Co prawda zdarzyło mi się małe przeziębienie, kiedy jak wiadomo człowiek nie myśli o niczym innym jak o spaniu, ale i tak przyznaję, że sama jestem nieco zaskoczona. Jedno jest pewne - dzisiejszy post nie zanudzi Was swoją długością^^ Zapraszam! 

Listopadowe denko podzieliłam na nieco inne niż dotychczas kategorie - do twarzy, do ciała oraz higiena. Musicie wybaczyć mi jakość zdjęć, ale aura ostatnimi czasy nie rozpieszcza i ciężko jest uzyskać światło. Oto lista osiemnastu zużytych przeze mnie w listopadzie produktów kosmetycznych. 
DO TWARZY
- maska oczyszczająca Avon Naturals Rasperry Avon - pięknie pachnąca maseczka, którą nakłada się na twarz, a po upływie około 10 min należy zmyć okrężnymi ruchami. Maska zawierała delikatna drobinki, dlatego czasami używałam jej też jako peelingu do twarzy i w tej roli także sprawdzała się wyśmienicie. Skóra po użyciu maski była gładka w dotyku i wyraźnie oczyszczona, a także rozjaśniona. Trochę szkoda, że tego produktu nie ma już w ofercie firmy.

- Prodigieux huile de douche NUXE - jak sama nazwa wskazuje, jest to olejek do kąpieli, a raczej żel o lekko oleistej formule. Ja jednak pod koniec używałam go głównie jako żel do mycia twarzy i stąd ta kategoria. Kosmetyk ma piękny, miodowy zapach charakterystyczny dla wszystkich produktów Nuxe z linii Prodigieux. Jak wiadomo ludzie dzielą się na zdecydowanych fanów tego zapachu, lub na przeciwników. Ja należę do tej pierwszej grupy, dlatego z prawdziwą przyjemnością używałam tego perłowo-złocistego żelu. Skóra po umyciu była dobrze oczyszczona, ale też miękka w dotyku i odżywiona. No i ten zapach... ;3

- krem Nutra effects Hydration Avon - krem na dzień, który przeleżał w mojej lodówce od wiosny, gdyż okazało się, że na lato jego konsystencja jest już dla mnie zbyt bogata i powodował świecenie się skóry. Teraz okazał się w sam raz, więc udało mi się dokończyć opakowanie. Krem dobrze nawilżał skórę i pozostawiał ją gładką i uspokojoną. Kosmetyk zawiera nasiona chia znane z właściwości absorbujących wodę. Jedyne co mogą mu zarzucić to jak dla mnie zbyt niski filtr SPF - krem ma SPF 15, ja wolę jednak chronić na co dzień moją twarz SPF 20+.

- krem Anew Vitale Avon - krem na noc, mój ulubieniec o którym pisałam już nie raz. W październikowym denko znalazła się jego miniwersja, która używam podczas wyjazdów. Teraz przyszedł także czas na opakowanie które używam w domu. Krem ma konsystencję lekkiego krem-żelu. Wzmacnia strukturę skóry i chroni ją przed oznakami wczesnego starzenia. Rano skóra jest wypoczęta i zrelaksowana, bez śladu zmęczenia nawet po małej ilości snu. Krem ładnie się rozprowadza, nie roluje się, dobrze się wchłania. Posiada przepiękny zapach i to właśnie za ten zapach oraz przepiękny różowy słoiczek się w nim prawdziwie zakochałam. Z pewnością sięgnę jeszcze po niejedno opakowanie, choć aktualnie używam na noc zupełnie innego.

- reduktor trądziku punktowy Ziaja - to kolejny mój ulubieniec, którego staram się mieć zawsze w łazience. Po naprawdę długich poszukiwaniach produktu idealnego na pojawiające się krosty ten okazał się najlepszy. Nie tylko skutecznie wysusza niedoskonałości, ale także skutecznie łagodzi podrażnienia i ból spowodowany ich pojawianiem się. Żelowa konsystencja jest wygodna w stosowaniu i niewidoczna pod makijażem.

- Pure Active 3 w 1 Garnier saszetki - otrzymałam do testowania od firmy z zaleceniem używania regularni przez tydzień i sprawdzenia "polepszenia stanu skóry". Po pierwszym użyciu jednak zauważyłam, że jak dla mnie produkt jest zbyt silny i raczej nadaje się jedynie do sporadycznego używania. Fajna jest formuła produktu - można go używać zarówno jako żel myjący, peeling oraz jako maseczka oczyszczająca. Ja najczęściej używałam go jako żel myjący i muszę przyznać, że bardzo dobrze oczyszczał skórę z sebum w trudnych okresach czasu. Nie wiem jednak, czy zdecydowałabym się na zakup 200 ml tuby. Zdecydowanie bardziej odpowiadają mi saszetki, które mogę sobie zużyć w zależności od potrzeby. Mimo, że w saszetce jest zaledwie 4 ml produktu to i tak wystarcza ona nawet na 4-5 dni. 

- pasta cynkowa - maść-pasta kupiona w aptece, którą miałam już wieeele lat, ale na szczęście temu produktowi nic się nie dzieje nawet z upływem czasu. Niby niewielkie opakowanie, ale też i zużycie nie za duże. W końcu maść tą stosujemy jedynie do wysuszania zmian na skórze. Dobrze jest mieć taki produkt w swojej kosmetyczce, ale aktualnie zdecydowałam się na bardziej higieniczną moim zdaniem wersję w zakręcanej tubce.
DO CIAŁA
- olejek pod prysznic Super Slim Evree - pisałam o nim całkiem niedawno przy okazji posta dotyczącego pielęgnacji ciała jesienią i zimą TUTAJ. Jest to jeden z najszybciej zużytych przez mnie produktów pod prysznic, więc jego wydajność nie jest najwyższa, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało po przeprowadzonych ostatnio porządkach kosmetycznych i zorientowaniu się w ilości posiadanych kosmetyków do tego celu. Olejek sprawdził się bardzo fajnie, choć zdecydowanie nie polubiliśmy się latem. Za to teraz moja skóra wręcz go pokochała, planuję więc powrót do tego produktu w przyszłości. 

- żel The Body Shop Strawberry - mini wersja żelu pod prysznic TBS o zapachu truskawki. Pachniał prześlicznie, a zużyłam go głównie na wyjazdach i na siłowni. Jak wszystkie żele z tej firmy bardzo ładnie nawilżał skórę i pozostawiał na niej śliczny zapach. Wrócę z pewnością! 

- oliwka dla dzieci firmy Avon - pachniała i działała jak wszystkie tego typu produkty, jednak z upływem czasu zaczęła zmieniać konsystencję. Nie ryzykowałam - wylałam zawartość opakowania. Nie wiem czy wrócę, obecnie i tak nie ma tego produktu w ofercie firmy. 

- żel pod prysznic Melon & Pitaya Cien - ogromny żel pod prysznic z letniej kolekcji kupiony w Lidlu. Ze zużycia tego kosmetyku jestem naprawdę dumna, bo butla była przeogromna i wydawało się, że wieki całe upłyną nim produkt się skończy. Ale jak widać udało się :D Żel ładnie pachniał i dobrze mył skórę. Był też bardzo wydajny i dobrze się pienił. Niestety po umyciu skóra nieco się wysuszała, może jednak być tak, że to własnie był ten moment w roku. Nie wiem jak wy, ale ja mam zawsze tak, że o ile latem mogłabym prawie wcale nie używać balsamów, o tyle jesienią i zimą jest to dla mnie absolutny mus, ponieważ skórą o wiele bardziej mi się wysusza i wręcz swędzi i piecze domagając się balsamowania. Dlatego ciężko mi ocenić czy lekko wysuszona skóra po używaniu tego kosmetyku to wina tylko produktu. Czy wrócę do niego? Raczej nie, znam i mam o wiele lepsze ;-)
HIGIENA
Ostatnią kategorią są produkty, które zebrałam pod wspólnym hasłem "higiena". Są tutaj znane już z poprzednich denko pasty do zębów Blend-a-Med, którymi uszczęśliwił mnie mój dentysta. To już prawie ostatnie opakowania i będę mogła w końcu kupić sobie inna pastę! ;-) W tej grupie znajduje się także opakowanie po mydle peelingującym z drobinkami maku Cien z Lidla, które miało mleczną barwę i śliczny zapach. Wypróbujcie kiedyś, zwłaszcza, że kosztuje gorsze! Opakowanie po patyczkach kosmetycznych i chusteczkach do demakijażu także tej firmy zużywałam dość długo. Patyczków było aż 300 sztuk! Za to chusteczki były zwyczajne, oczyszczające. Najczęściej używałam ich na siłowni, stąd wyglądają jakby były mocno zmaltretowane. Nie do końca radziły sobie z demakijażem oczu, ale to co mamy na twarzy schodziło całkiem ok. Ostatni produkt to turystyczna szczoteczka i pasta do zębów firmy Jordan GO. W małym prostokątnym opakowaniu mamy składaną szczoteczkę i mini pastę. Pasta skończyła mi się już dawno, ale szczoteczki używałam dość długo i stwierdziłam, że na nią także przyszedł już czas. Jedyną wadą tego produktu jest to, że szczoteczka jest naprawdę mała i mamy ważenie, jakbyśmy myli jednego zęba po drugim. Można się jednak przyzwyczaić, a dzięki małemu opakowaniu zaoszczędzamy miejsce w walizce czy plecaku. Myślę, że sięgnę po nią ponownie, chyba że znacie lepszych kandydatów do tej roli?  

I to już wszystkie produkty z mojego listopadowego denko. A jak Wam udały się zużycia? Pochwalcie się w komentarzach i życzcie mi proszę lepszych rezultatów w przyszłym miesiącu ;-)   

środa, 22 listopada 2017

Pielęgnacja ciała jesienią i zimą

Pielęgnacja ciała jesienią i zimą
Kiedy przychodzą chłodne dni i zaczynam nosić grube, ciężkie ubrania zapominam często o dbaniu o swoje ciało, opatulone od stóp po głowę. Przyznaję, że na te ciemne, zimne miesiące najchętniej zapadłabym w sen zimowy, dlatego i moja pielęgnacja skóry robi się minimalistyczna. Jeśli jesteście ciekawi, jak ona wygląda - to zapraszam do dalszej części wpisu. 
Jesienią moja skóra staje się bardziej sucha, podrażniona i swędząca. Nawet jeśli używam tych samych kosmetyków pod prysznic, to ich działanie jest zazwyczaj bardziej wysuszające, no i nie ma już takiej możliwości, żebym obeszła się bez balsamów chroniących skórę. Wiele kosmetyków, które latem były dla mnie zbyt "bogate" nagle okazuje się idealnymi i całe szczęście, że się ich wtedy nie pozbyłam! Jednym z takich powtórnych odkryć jest peeling do ciała Super Slim firmy Evree. Peeling ten zawiera mnóstwo dobrych i naturalnych składników, m.in. cukier trzcinowy i sól jodowaną. To kryształki tych składników są odpowiedzialne za działanie ścierające kosmetyku. Dodatkowo w peelingu znajduje się olejek perilla, któremu zawdzięczam cudowne nawilżenie skóry. Możecie zobaczyć jak dużo jest tego olejku o miodowej barwie - widać go pięknie na zdjęciach produktu. Peeling ma ładny, słodki zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze. Zapach jest bardzo przyjemny i jak tylko go czuję, to od razu mimowolnie się uśmiecham ;-) Peeling Super Slim ma za zadanie ujędrnić skórę i zredukować cellulit, a także usunąć martwy naskórek. Grube drobiny przyjemnie masują skórę, a dzięki olejkowi jest ona wyjątkowo miękka. Używanie go to prawdziwa przyjemność i aż sobie zaznaczam w kalendarzu kiedy mogę go ponownie aplikować, gdyż zgodnie z zaleceniem producenta nie powinno to być częściej niż 1-2 razy w tygodniu. Kosmetyk nie zawiera olejów mineralnych i parafiny. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji go wypróbować, to zdecydowanie polecam, zwłaszcza na jesienne i zimowe wieczory. 
Pod prysznicem sięgam teraz po olejek z tej samej linii co peeling. To także kosmetyk, który odstawiłam na półkę latem, a teraz nie wyobrażam sobie bez niego kąpieli! Olejek Super Slim zawiera olejki roślinne i także nie ma w swoim składzie olejów mineralnych i parafiny. Ma delikatny zapach, który kojarzy mi się z trawą cytrynową. W kontakcie z wodą zamienia się w biały płyn o oleistej konsystencji. Po umyciu nim skóra jest bardzo dobrze nawilżona i ma delikatny film ochronny. Dzięki temu możemy już nie używać balsamu. Ma jedną wadę - nie jest tak wydajny, jak "zwykłe" żele pod prysznic, ale akurat mi to zupełnie nie przeszkadza. Trzeba też pamiętać, że produkty te z uwagi na obecność naturalnych składników mają krótszy termin przydatności do zużycia i powinniśmy je zużyć w ciągu pół roku od otwarcia opakowania. 
Drugim produktem pod prysznic, który szczególnie cenię w zimne miesiące jest żel pod prysznic Dove, tutaj akurat wersja Dove Słodki Krem z Piwonią. Kosmetyk ma mlecznobiałą, kremową konsystencję. Dobrze się pieni i jest bardzo delikatny. ZAPACH JEST PO PROSTU OBŁĘDNY! Po umyciu żelem skóra jest przyjemnie miękka w dotyku, odżywiona i przez długi czas mamy uczucie jej nawilżenia. Dzięki temu kosmetykowi od razu czuję się piękniejsza ;-)
To prawda, że po użyciu tak bogatych w składniki żeli, czy olejków moja skóra nie wymaga już tak mocno nawilżenia, jednak nie mogę odmówić sobie przyjemności używania balsamów, zwłaszcza, że temperatura w łazience jest teraz na tyle umiarkowana, że po wysmarowaniu całego ciała nie ryzykuję, że zaraz wszystko spłynie ze mnie razem z potem ^.^ . Dlatego to właśnie chętniej i częściej sięgam po balsamy i masła wszelkiego rodzaju. Jednym z takich ulubieńców stał się balsam Skin So Soft Skindisiac Red z firmy Avon. Jest to kosmetyk o gładkiej, silikonowej konsystencji, który niesamowicie wygładza skórę i nadaje jej taką jakby "śliskość". Pachnie bardzo uwodzicielsko olejkiem z passiflory , dlatego lubię używać go przed randką z ukochanym ;-) Zapach utrzymuje się dość długo, tak jak i uczucie miękkości i nawilżenia skóry. Używanie tego balsamu to prawdziwa uczta dla zmysłów! 
Inny faworyt to balsam Frosted Cranberry z The Body Shop. Produkty TBS maja tak intensywne i soczyste zapachy, że wręcz zachwycają. Wersja, którą posiadam pachnie mrożonymi borówkami i bardzo kojarzy mi się ze świątecznym czasem. Ten zapach zupełnie nie działa na mnie w żadnym innym czasie jak tylko późną jesienią i zimą, dlatego zdecydowanie teraz jest jego czas. Balsam zamknięty jest w podłużnej butelce zakończonej wygodną w użyciu pompką. W konsystencji jest perłowobiały z połyskującą poświatą i dość dużą ilością malutkich, połyskujących drobinek. Ta poświata i drobinki po aplikacji trafiają na skórę, dlatego lubię użyć ten balsam przed wyjściem na mniejszą lub większą imprezę, bo oprócz pięknego, słodkiego zapachu borówek zyskuję także imprezowy błysk.
Olejek do ciała Fruit Power z Evree to taka "wisienka na torcie" dzisiejszego wpisu. Orzeźwiający, owocowy zapach i super nawilżenie to jedne z zalet tego produktu. Olejek ma dwufazową konsystencję i przed użyciem powinno się go mocno wstrząsnąć aby wymieszać ze sobą część z olejkami i z kwasem hialuronowym. Kosmetyk wchłania się w moją skórę nieco wolniej niż balsamy, dlatego zazwyczaj używam go wieczorem, gdy mogę nieco dłużej poczekać na wyschnięcie produktu. Skóra jest po nim bardzo dobrze nawilżona i gładka. Ten efekt utrzymuje się nawet do kilkunastu godzin i jeszcze rano mogę cieszyć się działaniem tego olejku. Opakowanie ma niewielkie, co wiele osób uważa za wadę. Jednak z uwagi na to, że mam w planach stanowcze uszczuplenie zapasów to akurat to mi wcale nie przeszkadza ;-) 

Dzisiejszy post powstał jako odpowiedź na wyzwanie dla blogerów "Piękna przed Świętami", którego organizatorami jest portal Trusted Cosmetics i autorka bloga Różowa Szminka. Znacie lub używałyście produkty z mojego dzisiejszego przeglądu? Podzielcie się opiniami w komentarzach ;-)     

Moje posty biorące udział w wyzwaniu "Piękna przed Świętami":
- Pielęgnacja twarzy i ust - LINK

czwartek, 16 listopada 2017

Pielęgnacja twarzy i ust jesienią - wyzwanie urodowe Piękna przed Świętami

Pielęgnacja twarzy i ust jesienią - wyzwanie urodowe Piękna przed Świętami
Latem stawiałam w pielęgnacji cery na lekkie formuły i wysokie filtry przeciwsłoneczne. Wraz z nadejściem jesieni kremy-żele stały się niewystarczające, moja skóra domaga się teraz zdecydowanie bogatszych konsystencji i odżywienia. Niestety bywa też ona bardzo kapryśna i zdarzają się dni gdy przetłuszcza się i jest zanieczyszczona. Moje pielęgnacja w tym czasie skupia się na dwóch głównych aspektach: nawilżeniu i odżywieniu cery na co dzień oraz oczyszczaniu jej w czasie, gdy tego bardziej potrzebuje. Zimne temperatury i wiejące częściej wiatry źle wpływają także na stan moich ust, dlatego to pielęgnacji tej części ciała także poświęcę kawałek dzisiejszego wpisu.

Nawilżanie i odżywianie
Pierwszym krokiem w mojej codziennej pielęgnacji cery jest jej oczyszczanie. O tej porze roku chętniej sięgam po delikatniejsze formuły, olejki czy też mleczka. Znów polubiłam się z olejkiem aragonowym do oczyszczania i mycia twarzy z Bielendy, o którym pisałam w TYM poście.
Zachwyciłam się także Aksamitnym żelem do mycia twarzy Mixa, o którym czytałam wiele pozytywnych opinii w blogosferze. I wiecie co? Wszystko to sprawdziło się i u mnie! Żel ma delikatną, aksamitną konsystencję i łagodnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń. Przy czym nie podrażnia i zachowuje jej nawilżenie. Skóra po umyciu żelem jest miękka i uspokojona, dlatego jak dla mnie jest to idealny kosmetyk na okres przejściowy i wszystkie inne momenty gdy moja skóra wariuje. Żel pachnie ślicznie gruszką, a w konsystencji jest mlecznobiały. Opakowanie posiada wygodną w użyciu pompkę i już jedna dawka wystarcza na zmycie z twarzy resztek makijażu i sebum pod koniec dnia. Jest tak przyjemny w używaniu, że ogromnie cieszę się, że go poznałam i z pewnością wrócę do niego także w przyszłości.
Na dzień stosuję krem Nivea Urban Skin, o którym pisałam całkiem niedawno w TYM poście. Ten produkt bardzo ładnie wpisał się w potrzeby mojej skóry i jestem z niego zadowolona. Krem Nivea Urban Skin zawiera wysoki filtr SPF 20, dzięki czemu chroni moją skórę przez promieniami słonecznymi. Jak wiecie moja skóra reaguje na słońce dość mocno, dlatego przez cały rok dbam o to, aby pielęgnować ją produktami z filtrem. Na noc stosuję w tym momencie zwykły nawilżający krem, ale nie jestem z niego specjalnie zadowolona. Lubię, gdy kosmetyk na noc ma bogatszą, nawet "tłustszą" konsystencję i aktualnie poszukuję swojego faworyta. Mam oczywiście swojego ulubieńca - krem na noc z linii Anew Avon, który sprawdza się u mnie o każdej porze roku, ale chciałabym spróbować czegoś nowego. Być może zdecyduję się na krem na noc także z linii Urban Skin.
Oczyszczanie
Jak już wspomniałam we wstępie w okresie przejściowym moja skóra miewa momenty, gdy o wiele bardziej niż zazwyczaj przetłuszcza się i zanieczyszcza. Sięgam wtedy po nieco silniejsze kosmetyki, aby ją dokładniej oczyścić i pozbyć się niechcianych krost. Jednym z takich produktów jest tonik oczyszczający pory Clearskin firmy Avon, o którym wspominałam przy okazji ostatniego kosmetycznego denka TUTAJ. Przyznaję, że dość długo testowałam różnego rodzaju produkty, którymi mogłabym oczyścić skórę, ale nie wysuszyć jej nadmiernie. I tutaj ten kosmetyk spisuje się jak dotąd najlepiej. Tonik zawiera 0,5 % spirytusu salicylowego, co jest na tyle niewielką ilością, że nie wysusza i nie podrażnia skóry, a z drugiej strony dobrze oczyszcza pory i wągry oraz wszelkiego rodzaju krosty. Wśród produktów tej linii jest też wersja z 2% kwasem salicylowym, gdyby komuś ta wersja była zbyt słaba (fioletowy). Tonik oczyszczający używam sporadycznie w zależności od potrzeby - czyli w niektórych dniach codziennie, a w niektórych wcale.
Gdy na mojej skórze pojawia się więcej zanieczyszczeń i grudek nakładam na noc krem z liśćmi manuka z firmy Ziaja. Zawiera on mikrozłuszczający kwas migdałowy, który jest znany z właściwości oczyszczających cerę. Złuszcza i odnawia skórę nie powodując podrażnień oraz rozjaśnia ją i poprawia jej elastyczność. Ekstrakt z liści manuka ma działanie antybakteryjna, a zawarty w kremie cynk łagodzi uszkodzenia powstałe po krostach. Ma przystępną cenę i jest to jeden z tych kosmetyków, które lubię mieć zawsze na półce w łazience "na wszelki wypadek". Wiem, że niektórym osobom on nie służy, jednak dla mnie okazał się strzałem w dziesiątkę.
Ostatnio odkryłam świetne działanie olejku z drzewa herbacianego. Tak prosta rzecz, a tak często zapominana w świecie, gdzie mamy już specyfiki chyba na każdą część ciała i każdy rodzaj problemu ;-) Zwykły olejek kupiony za około 10 zł w aptece (mój jest firmy KEJ) zmieszałam w proporcji 1:5 z najzwyklejszą oliwką dla dzieci z Rossmana (najlepiej, żeby miała jak najkrótszy skład). Tak doradziła mi pani z apteki - chodzi o to, że nie można używać olejku bezpośrednio na skórę, bo może to spowodować jej przesuszenie i podrażnienie. Wacikiem nasączonym tą miksturą przecieram pojawiające się krosty. Olejek z drzewa herbacianego działa bakteriobójczo i przeciwzapalnie, a ponieważ jest połaczony z delikatną oliwką - nie podrażnia skóry. Zdecydowanie polecam Wam ten przepis, jeśli jeszcze nie próbowaliście, efekty działania są widoczne w bardzo szybkim czasie. 
Innym moim sposobem na oczyszczenie skóry twarzy są maseczki oczyszczające. Sięgam po znane już Wam oraz opisane w poście "Mania Maseczkowania" maski z Planet Spa Avon oraz Neem z Himalaya, ale także po glinki. O tych drugich przygotowuję niebawem osobny wpis, na który już dziś serdecznie Was zapraszam.
Pielęgnacja skóry ust
Wiatr i zimne powietrze powodują, że jesienią i zimą skóra na moich ustach częściej robi się spierzchnięta i wysuszona. Z tego powodu wyjście z domu bez jakiejkolwiek pomadki nie jest już komfortowe. Jak wiecie z poprzednich moich wpisów bardzo lubię malować usta przeróżnymi szminkami, ale nawet gdy nie mam na sobie żadnego koloru to staram się zabezpieczyć skórę warstwą ochronną. Niedawno byłam w Pradze, gdzie odwiedziłam drogerię DM i zaopatrzyłam się w kilka produktów niedostępnej u nas firmy Balea. Kupiłam wtedy m.in. pomadkę ochronną, bo dziwnym trafem zapomniałam jej ze sobą na wyjazd. Pomadka Balea Sensitive zawiera wosk pszczeli, olej awokado oraz olej z migdałów, dzięki czemu pielęgnuje skórę ust i łagodzi jej podrażnienie. Nie zawiera konserwantów i parafiny. Jest też bezzapachowa. Ma bezbarwny kolor, można ją więc także polecić panom. W smaku jest podobna do wazeliny kosmetycznej. Oczywiście używam jej do codziennej pielęgnacji, a gdy skóra na moich ustach zrobi się przesuszona lub pojawią się na niej niechciane skórki sięgam po prawdziwego killera - maść Blistex, o której pisałam w poście na temat ust TUTAJ. Maść tą nakładam grubszą warstwą na noc i zapominam o problemie, a rano budzę się z gładkimi ustami, wprost stworzonymi do tego, by pomalować je jakąś śliczną pomadką.

W okresie jesiennym moja skóra zmienia się, tak samo jak i jej potrzeby. Niestety nie jest to dla niej dobry czas i często zdarza się, że staje się na zmianę przesuszona, przetłuszczona, zanieczyszczona i bardzo wrażliwa. Dodatkowo wahania pogody sprawiają, że ciężko doprowadzić ją do ładu. Zmienia się zatem cała moja pielęgnacja. Kiedy temperatury zaczynają spadać poniżej zera sięgam po tzw. kremy zimowe - o tłustej konsystencji, chroniące przed zimnem, wiatrem i mrozem. Do tej pory bardzo dobrze służyły mi te z Avonu, niestety firma wycofała je ze sprzedaży i nic nie wiadomo o nowych edycjach, dlatego też będę poszukiwała idealnego zastępcy moich faworytów. Może znacie kosmetyki tego typu godne uwagi? Podzielcie się opiniami w komentarzach ;-) 

Dzisiejszy post powstał w ramach nowego wyzwania dla blogerek ;-) Portal Trusted Cosmetics wraz z Pauliną, autorką bloga Różowa Szminka zaproponowali wyzwanie urodowe "Piękna przed Świętami". Każda osoba prowadząca bloga, ale nie tylko może wziąć w nim udział, a szczegóły dotyczące całego wydarzenia znajdują się pod tym LINKIEM. Już teraz serdecznie zapraszam Was na kolejne wpisy dotyczące tematyki z wyzwania oraz zachęcam do wzięcia udziału w tym niecodziennym konkursie.

 
Copyright © Nostami blog , Blogger