Przejdź do głównej zawartości

Denko, czyli zużycia kosmetyczne KWIECIEŃ 2019

Maj ma to do siebie, że zawsze mam wrażenie, że doba nagle ulega skróceniu. Dzieje się bardzo dużo i ciężko jest mi wyrobić się z zaplanowanymi aktywnościami. Jednak nie mogłabym zignorować co miesięcznego podsumowania kosmetycznych zużyć, tym bardziej, że trochę się ich w kwietniu nazbierało. Zapraszam Was więc na kwietniowy projekt denko kosmetyczne. 
Szybki rzut na całość zużytych kosmetyków i już na pierwszy rzut oka widać, że połowa z nich to maseczki. To efekt drugiego miesiąca wyzwania, jakie zrobiłyśmy sobie z dziewczynami na forum portalu Dress Cloud. Postanowiłyśmy, że przez cały kwiecień będziemy starały się częściej wykonywać ten zabieg pielęgnacyjny, aby zużywać nasze gigantyczne zapasy. Jak wszystkie kosmetykomaniaczki mamy bowiem szczególną słabość do kosmetyków :-) 
DO CIAŁA (I TWARZY)
- sól do kąpieli stóp Lovely, Balea - zamknięta jest w saszetce z 40 g kosmetyku, co wystarcza na dwa przyjemne użycia. Sól zawiera olejek miętowy oraz ekstrakty z czerwonej pomarańczy, które nadają jej niepowtarzalny i orzeźwiający zapach. Zapach jest dość intensywny i wspaniale odświeża stopy oraz umila stosowanie tego produktu. Sól dodajemy do ciepłej wody w misce i moczymy około 10-20 minut. Pod wpływem soli woda barwi się na lekko żółty kolor. Dzięki zawartości aloesu, alantoiny oraz olejów: z jojoby i z sezamu skóra stóp po wymoczeniu ich w takiej kąpieli jest mocno odżywiona i wygładzona. Ja najbardziej lubię takie kąpiele po ciężkim dniu, lub długotrwałym chodzeniu na obcasach. Kąpiel z dodatkiem soli niesamowicie wtedy odpręża i łagodzi podrażnienia czy otwarcia. Kosmetyk kupiłam swego czasu w drogerii DM w Pradze.
- miniaturka kremu do rąk z linii Reve de miel, Nuxe - krem ten już nie raz uratował moją skórę dłoni spierzchniętych od zimna i wiatru. Krem ma nietłustą konsystencję koloru białego. Pięknie pachnie miodowym zapachem, który utrzymuje się dość długo na skórze. Krem regeneruje skórę i odżywia ją. Zaraz po zastosowaniu czuć nawilżenie. Krem szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filtru. Skóra na moich dłoniach przesusza się tylko zimą i wczesną wiosną i ten krem był dla mnie idealnym rozwiązaniem.
- musująca pastylka kapielowa Huhu papaja, MARBA - jak już nie raz wspominałam nie mam niestety wanny, jednak czasami udaje mi się skorzystać z odprężającej kąpieli. Ta pastylka spowodowała, że woda w wannie zabarwiła się na lekko żółty kolor, a skóra po kąpieli była bardziej nawilżona i miękka. Kosmetyk kupiłam w Lidlu i jest to produkt dla dzieci. Kosztuje kilka złoty, więc może kiedyś jeszcze się na niego skuszę?
- skoncentrowany żel pod prysznic mango i kolendra, Yves Rocher- to zdecydowanie mój kosmetyczny hit!  Jest bardzo wydajny, a sam producent zapewnia że wystarczy nam na około 40 prysznicy Towarzyszył mi podczas wielu, wielu podróży - m.in. do gorącego Budapesztu w czerwcu, pod namiot nad jezioro w lipcu, w sierpniu nad morze...  Aż dziwne ile kąpieli może zafundować ta mała buteleczka! Żel przepięknie, owocowo pachnie, wyraźnie czuć w nim mango. Bardzo dobrze się pieni i jest delikatny dla skóry, nawet tej spalonej słońcem. Dobrze oczyszcza ją z kurzu i sebum pozostawiając uczucie odświeżenia i nawilżenia skóry. Zawsze podczas wyjazdów boję się, że inna woda spowoduje, że moja skóra zacznie się przesuszać - z tym żelem nic takiego się nie działo i nawet nie musiałam po kąpieli używać balsamu! Żel ma nakrętkę dozującą kosmetyk. Trzeba bowiem pamiętać, że jest to KONCENTRAT, czyli że powinniśmy używać go nieco mniej. Nakrętka dozuje nam porcję żelu wystarczającą z powodzeniem "na raz", choć ja oczywiście używałam takich doz zazwyczaj kilka  Z jednej strony nakrętka dozująca jest super, bo pomaga nam się opamiętać w laniu kosmetyku, ale z drugiej kiedy chcemy wziąć dosłownie kropelkę to jest to bardzo utrudnione. Nie policzyłam ile ostatecznie kąpieli udało mi się wziąć z udziałem tego kosmetyku, ale uważam, że jest on bardzo wydajny. Butelka ma niewielkie rozmiary, z powodzeniem więc można ją ze sobą zabrać dosłownie wszędzie - to dlatego tak ze mną ten kosmetyk podróżuje ;-) Baza myjąca jest pochodzenia roślinnego, a sam żel ma formułę składającą się z 97% składników pochodzenia naturalnego. Jestem w nim absolutnie zakochana! W tym roku podobno jest więcej wersji zapachowych i z pewnością sięgnę jeszcze po ten kosmetyk, własnie z przeznaczeniem do wyjazdowej kosmetyczki. 
- krem Luxuriously Refining Planet Spa, Avon - po dwóch innych kremach na noc z tej serii wersja z czarnym kawiorem także okazała się bardzo przyzwoita. Tutaj opisałam PIERWSZY z nich, a tutaj DRUGIPrzede wszystkim krem miał działanie rewitalizujące i nawilżające, skóra go dobrze wchłaniała, a ja czułam, że jest ona dobrze odżywiona. Krem Luxuriously Refining miał lekko żelową konsystencję, perłowy kolor i był szalenie wydajny (tak samo zresztą jak jego poprzednie wersje). Obecnie używam nieco "bogatszej" formuły, ale nie wykluczone że wrócę do któregoś z kremów na noc serii Planet Spa, bo lubię ich szybkie wchłanianie się i tą lekką formułę. 
- płyn do płukania jamy ustnej Listerine Total Care - tradycyjnie już u mnie gości płyn mojej ulubionej marki, jednakże za wiele o nim Wam nie napiszę, poza tym, że działa, odświeża i pomaga w higienie :-)
- płyn do higieny intymnej z wyciągiem z nagietku, Tess - wspominałam Wam przy okazji relacji z targów Natural Beauty (na przykład TUTAJ), że żele do higieny intymnej uważam za najlepsze i gdy tylko mam taką możliwość to je kupuję. Wersja z nagietkiem jest chyba najbardziej uniwersalna i może być stosowana nawet przez osoby bardzo młode. Żel delikatnie myje i pielęgnuje okolice intymne, zabezpiecza je przed wysuszaniem śluzówki. Ma delikatny ziołowy zapach i jest bardzo, bardzo wydajny. Opakowanie z pompką jest  bardzo wygodne w stosowaniu, a sam kosmetyk możemy z powodzeniem używać także do mycia całego ciała. Czy kupię ponownie? OCZYWIŚCIE! 
- mydło w płynie Joyful Warm Orange, Cien - mydło z limitowanej serii świątecznej marki Cien z Lidla było moim pierwszym kosmetykiem tego typu z tej firmy. Mydło dość dobrze się pieniło, nie zauważyłam zwiększonego wysuszania dłoni. Jeśli chodzi o wydajność to oceniłabym ją raczej jako średnią, zapewniam jednak, że wcale mi to nie przeszkadzało. Zapach był delikatny, lekko pomarańczowy. Mydło kosztowało 3 złote, uważam więc, że za taką cenę jest warte wypróbowania. 
- balsam do ciała Naturals wanilia, Avon - balsam w opakowaniu które niezmiennie kojarzy mi się z jogurtem :-) Ta linia była w Avonie już dość dawno, lepiej nie mówić kiedy! Sam balsam miał bardzo lejącą konsystencję mleczka i dość długo się wchłaniał. Do tego ten zapach wanilii - który toleruję jedynie w zimowych miesiącach. Wszystko to sprawiło, że dno powitałam z prawdziwą ulgą... 
- żel pod prysznic Jeżynowy, Le Petit Marseiliais - z żelami tej marki mam w miarę pozytywną relację, to znaczy żaden mnie jeszcze nie zawiódł. Pienią się całkiem poprawnie, nie wysuszają nadmiernie mojej skóry, mają raczej fajne zapachy. Wersja jeżynowa miała jak dla mnie jak dotąd najgorszy zapach, była jakaś taka zbyt słodka. Jednakże nie był to zapach nieprzyjemny, czy irytujący. Ten żel miał pojemność 250 ml i miałam przyjemność poznać go dzięki pomocy Talarkowej, która w odpowiednim czasie zapolowała na niego dla mnie w Biedronce :-)
MAKIJAŻ (I TWARZ)
- płyn micelarny 3w1 skóra wrażliwa, Garnier - bardzo słynny płyn micelarny, który zna już cała blogosfera, a który ja miałam przyjemność odkryć dopiero niedawno :D Ogromna butla o pojemności 400 ml z zamknięciem na klik wystarczyła mi na dość długo. Płyn dobrze zmywał wszelki makijaż i zabrudzenia na skórze. Nie piekł mnie w oczy przy normalnym stosowaniu, jednakże czasami, gdy dostał się blisko oka to niestety było szczypanie. Zauważyłam także przy demakijażu ust, że jest on dość... gorzki. Oczywiście jego przeznaczeniem jest zmywanie makijażu, a nie konsumpcja jednakże mimo swoich wielkich zalet (w tym przyzwoitej ceny w promocji) nie zdołał on zdetronizować mojej ukochanej różowej Biodermy. 
- nawilżający płyn micelarny Hydrabio, Bioderma - a to jest ciekawy kosmetyk, bo mimo, że jest to płyn micelarny to mi znacznie lepiej stosowało się go jako tonik nawilżający i ostatecznie do takiego celu go zużyłam. Woda nie ma zapachu, jest hypoalergiczna, nie podrażnia, nie wysusza skóry. Jednakże do demakijażu wolę różową wersję Sensibio. 
- perełki do makijażu, Avon - wyrzucam, bo są bardzo stare, nie mam już do nich zakrętki, a poza tym zdecydowanie pora na nową wersję, bo widoczne na zdjęciu mają prawie... 10 lat! Tak się jakoś zagapiłam :-) Perełki są fajnym wykończeniem makijażu, w zależności od koloru mogą nadawał twarzy koloru, lub delikatnie rozświetlać skronie. 
- tusz do rzęs, BIOCURA Beauty - dostałam od mamy, miał fajną szczoteczkę z włosiem i ładnie otwierał oko. niestety nic więcej o nim nie wiem, a nie powalił mnie aż tak bardzo aby go szukać i ponownie kupować. 
- kredka do ust w kolorze Risque Rose, lekki podkład Ideal Flawless; oba AVON - te kosmetyki wyrzucam z uwagi na bardzo odległą datę ważności. Kredka miała drobinki i jej kolor obecnie średnio mi się już podoba. 
- kremowy róż do policzków, Bell - totalnie nie moja konsystencja! Nie dość, że róży używam naprawdę rzadko, to jeszcze zupełnie nie radzę sobie z kremowymi konsystencjami. Dlatego musimy się pożegnać z tym produktem. Chociaż myślę, że znam osobę, której właśnie taka formuła będzie odpowiadała :-)
MASECZKI
- maska do stóp, na dłonie oraz maska z olejkiem z dzikiej róży, L'Biotica - o tych maskach pisałam Wam niedawno posta, a tutaj znajduje się LINK
- seria masek w płachcie Seoul's Girl, Skin79 - a o tej serii niebawem pojawi się post na moim blogu, dlatego proszę o jeszcze chwilkę cierpliwości :-)
- oczyszczająca maska do twarzy z miętą i drzewem herbacianym, 7th Heaven - pachniała bardzo intensywnie niczym miętowa guma do żucia. Płachta była dość gruba, średnio nasączona i przez to ciężko było dopasować ją do twarzy. W niektórych miejscach przez cały czas odstawała. Maskę nałożyłam na 5 min na oczyszczoną skórę. Podczas aplikacji producent zaleca "zrelaksowanie się" i rzeczywiście lepiej w tej masce nie łazić, bo potrafi się lekko zsuwać. Myślę jednak, że to kwestia słabszego nasączenia. Płachta ma nadruk z motywem roślinnym. Maska zgodnie z informacją na opakowaniu ma dodać energii i ożywić skórę. Rzeczywiście ten intensywny zapach i uczucie chłodzenia skóry znacznie ją pobudza. Myślę, że ta maska mogłaby być super w letnie dni, o ile nie będziemy mieć skóry podrażnionej słońcem, bo.. no właśnie. Po 5 minutach zdjęłam maskę i pozostawiłam resztki esencji do wyschnięcia. Wtedy skóra zaczęła mnie trochę szczypać i piec, więc zmyłam twarz wodą. Teraz widzę, że producent pisze aby po aplikacji maski umyć skórę. Zawsze czytajcie sposób użycia!! Jeśli chodzi o efekty na skórze, to nie zauważyłam żadnego działania. Myślę, że ta maska to raczej produkt do relaksacji niż pielęgnacji, przynajmniej przy jednorazowym użyciu.
 - witaminowa maska intensywnie nawilżająca Vitamin Energy, Lirene - zawiera ekstrakty z wiśni z Barbadosu, wyciąg z kukurydzy i alantoiny, który uelastycznia naskórek i wspomaga jego odbudowę. Pierwsze zaskoczenie to konsystencja. Po barwnym, energetycznym opakowaniu spodziewałam się jakoś owocowej, żelowej formuły. A tu zaskoczenie, bo maska jest kremowa i biała. Zapach ładny, kwiatowy, delikatny. Aplikacja kosmetyku jest bardzo przyjemna, tak jakbyśmy nakładały krem na twarz. Podczas wsiąkania maseczki w skórę czułam lekkie chłodzenie. Po 10 minutach od nałożenia większość z maseczki wchłonęła się w skórę, a pozostałe resztki wytarłam płatkiem kosmetycznym. Po użyciu tej maseczki skóra była bardzo dobrze nawilżona i przyjemnie zregenerowana. Nie miałam potrzeby używać już kremu nawilżającego. Skóra miała wygładzoną powierzchnię i była przyjemna w dotyku. 
- próbka naturalnego kremowego peelingu papaja i żeń-szeń indyjski, Orientana - to moja pierwsza styczność z produktami tej firmy. Peeling zawiera pestki moreli i orzecha, olejki, ekstrakt z papai i żeń-szenia. Pierwsze co mnie zaskoczyło po otworzeniu saszetki to przepiękny zapach  Początkowo nie wiem czemu skojarzył mi się z zapachem róż, dopiero po chwili wyczułam bardziej owocową nutę. Peeling ma kremową konsystencję z ostrymi drobinami, których nie jest za dużo. Nałożony na wilgotną skórę przyjemnie oczyszcza ją, a przy tym jest dla niej delikatny. Mimo, że drobin nie jest za dużo, to i tak świetnie masują naskórek. Bez obawy - nie drapią mimo, że wydają się ostre  Próbka ma pojemność 3 ml i zużyłam ją na jeden raz zarówno na skórze twarzy, jak i szyi i dekoltu. Skóra po peelingu była pięknie oczyszczona, ale też gładka i nie podrażniona. Zauważyłam też, że jest tak jakby nawilżona. Peeling marki Orientana bardzo mi się spodobał i chętnie w przyszłości sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie!
- ujędrniająca maseczka na twarz, szyję i dekolt do cery z pierwszymi oznakami starzenia, Vianek - to ostatnia maska z tej firmy, której jak dotąd nie testowałam (LINK). Dlatego moja ciekawość była wręcz rozpalona do czerwoności, zwłaszcza po bardzo pozytywnych doświadczeniach z wersją łagodzącą z białą glinką. Maseczka ujędrniająca zawiera ekstrakt z owoców truskawek oraz oleje - lniany, wiesiołkowy, z pestek truskawek i malin. Znajduje się tutaj także kwas hialuronowy, a przynajmniej obiecuje to producent. Maseczkę zużyłam na jeden raz, choć na upartego wystarczyła by może na dwie cieńsze aplikacje. Maska ma kremową konsystencję z widocznymi pojedynczymi drobinkami, które kojarzyły mi się z tymi "kropkami" od truskawek. Zapach mnie niestety mocno rozczarował. Spodziewałam się soczyście owocowego, a zamiast tego przypominał mi raczej pierogi z truskawkami. Czyli owszem owocki są, ale jakby przykryte mąką  Maska ma trochę nieapetyczny brązowawy kolor, ale przyjemnie się nakłada na skórę i dość sprawnie też z niej zmywa. Maskę nałożyłam na 15 minut, a po tym czasie zmyłam wodą. Pomimo, że zapach nie do końca przypadł mi do gustu, to muszę przyznać, że efekt na skórze był świetny. Skóra wyglądała na wygładzoną i ujędrnioną, miała też równy koloryt. Aż żałuję, że nie rozsmarowałam jej na szyję, aby i tam sprawdzić efekt wygładzenia  Maska ujędrniająca z Vianka okazała się bardzo przyjemnym kosmetykiem, a drobiny "truskawek" podczas zmywania delikatnie peelingowały skórę.
- maska nawilżająca z zieloną glinką, Ziaja - przeznaczona do suchej i normalnej cery. Obok glinki zielonej znanej ze swoich właściwości nawilżających zawiera ona także olej Canola, glicerydy kokosowe oraz ekstrakt z owoców drzewa Tara, który tworzy naturalny film ochronny wzmacniający barierę hydrolipidową skóry. Zawartość saszetki to 7 ml i taka ilość wystarcza na dość obfitą aplikację. Maseczkę nałożyłam na oczyszczoną skórę na około 10 min. Kosmetyk ma konsystencję pasty i przyjemnie rozprowadza się po skórze twarzy. W czasie aplikacji sporo maseczki wchłania się w skórę, a pozostałe resztki należy zmyć letnią wodą. Po nałożeniu maseczki na skórę odczułam delikatne pieczenie w niektórych miejscach. Na opakowaniu zauważyłam, że termin ważności tego kosmetyku już minął i to mogło być powodem reakcji mojej skóry. Dlatego zmyłam produkt z twarzy zdecydowanie wcześniej! Po zmyciu maseczki nic mnie już nie szczypało i nie miałam zaczerwienionej skóry. Zauważyłam za to, że jest ona bardziej miękka i tak jakby była pokryta lekkim kremem. Mimo małych przeciwności uważam, że jest to bardzo dobra maseczka i rzeczywiście skutecznie nawilża skórę. 
- maseczka ogórek mięta papaina, Ziaja - to naprawdę przyjemny kosmetyk! W saszetce mamy zamknięty przeźroczysty, zielony żelik z mikrogranulkami enzymatycznymi. Te drobiny delikatnie peelingują naskórek podczas zmywania maski. Kosmetyk zawiera ekstrakt z ogórka, mięty i papainy, która ma działanie bakteriobójcze. Maskę nakładany na oczyszczoną skórę twarzy na około 10-15 min. Ja nałożyłam całą zawartość saszetki, ale na upartego możliwe że wystarczyłoby na dwie, cienkie aplikacje. Podczas aplikacji czuć bardzo przyjemne, choć delikatne chłodzenie skóry. Maseczka odczuwalnie i bardzo szybko nawilża naskórek oraz koi skórę. Po zmyciu wyraźnie czułam orzeźwienie skóry! Świetna maseczka, do której chętnie jeszcze wrócę!
- maseczka głęboko nawilżająca, Cien - kolejny produkt z Lidla, który działa poprawnie, jednak na tle innych maseczek wypada dość słabiutko. 
- żelowa maseczka normalizująco-matująca, Bielenda - lubię do niej wracać ze względu na jej galaretkowatą konsystencję o cytrynowej barwie. Maseczka dość przyjemnie pachnie i bardzo miło mi się jej używa. Po aplikacji skóra jest zauważalnie mocniej nawilżona i zmatowiona. Chętnie sięgnęłabym po ten kosmetyk w normalnym opakowaniu typu np. tuba.
- próbka kremu różanego, Bielenda - przyjemny krem do twarzy przeznaczony do wrażliwej cery o bardzo lekkiej konsystencji i szybkim wchłanianiu. Chętnie przekonałabym się nieco dłużej, jak sprawdziłby się na mojej skórze, niestety jedna próbka wystarcza z ledwością na jedną aplikację i jest to zdecydowanie zbyt mało, aby przetestować krem. Dlatego mogę tylko powiedzieć, że wydaje się być całkiem OK, ale pewności nie mam... :D

Tak prezentuje się moje całkiem spore denko z kwietnia. Znalazło się tutaj 15 (!) maseczek (z czego 9 w płachcie), 17 pełnowymiarowych kosmetyków i 4 próbki (albo ja już liczyć nie umiem :D). Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać zużywanie na takim poziomie także w szalonym maju, kiedy to wyjazd goni wyjazd. Właśnie już jutro jadę na Influencer Live do Poznania, gdzie mam nadzieję naładować blogerskie akumulatory i zdobyć tonę wiedzy od "starszych" kolegów i koleżanek z blogosfery :-) A jak tam Wasze zużywanie kosmetyków? Do lata coraz bliżej, może warto sprawdzić na sobie, czy te wszystkie obietnice producentów się sprawdzają ;-) Dajcie znać z komentarzach co ciekawego kosmetycznego obecnie się u Was sprawdza! 


  

Komentarze

  1. Maseczkowy szał-ciał :D mnóstwo ich :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję zużyć :) Ciekawe produkty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za motywację do kolejnych zużyć! ;-)

      Usuń
  3. No masek sporo! Znam 3 z nich : 2 ziaję i Cien. Ta ostatnia jest całkiem okej, ale jak piszesz bez większego szału. Nawilżającą Ziaję kiedyś baaaaardzo lubiłam - ba! Chyba uważałam ją za ulubioną maskę :D Ta z ogórkiem i miętą była super! Na lato moim zdaniem idealna, przyjemnie chłodziła i odświeżała cerę, muszę do niej wrócić. Ciekawią mnie maski Vianka i Bielendy żelowa, ta 2 długo za mną chodzi, ale teraz ciężej je dostać z tego co wiem.. Płyn Garniera też był ok, ale nie na tyle by do niego wrócić - wolę ukochaną niebieską wersję Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zobacz, nie znam płynów micelarnych z Bielendy. No i jak pisałam - do ogórka z Ziaji chętnie wrócę własnie latem, mam nadzieję, że będzie trochę upałów^^ Widziałam żelowa maskę Bielendy wczoraj w Drogerii Jaśmin, myślę, że jeszcze da się ja dostać w sprzedaży ogólnie.

      Usuń
  4. Też nie przepadam za kremowymi różami, lecz po tradycyjne sięgam praktycznie codziennie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pomyśleć, że kiedyś uważałam zapach różany za zarezerwowany tylko dla babci... ;-)

      Usuń
  5. Wielu z tych kosmetyków nie miałam nawet w ręce i chętnie sięgnęłabym po nie by sprawdzić jak będą u mnie działały. Chętnie sięgnęłabym po produkty L'biotica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często ich maski są w fajnych promocjach w Hebe! ;-)

      Usuń
  6. hoho spore denko :) Znam chyba tylko zmywacz z Isany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czasami mam, że czytam kogoś ogromniaste denko i...nic nie znam :D

      Usuń
  7. Ależ wynik w kwietniu natłukłaś, pogratulować, bo pierwsze-to ogólne zdjęcie robi niesamowite wrażenie! Sporo tu tego i nawet kilka produktów miałam okazję używać, jak np. jeżynowy żel pod prysznic LPM czy micel z Garniera (może to dlatego, że oba te produkty kupowałyśmy "na spółkę"?:D). Znam też zmywacz z Isany i większą część zużytych przez Ciebie maseczek. Nie znam za to tych koncentratów pod prysznic z Yves Rocher, o których słyszałam już tyle ciepłych słów, że aż sama mam ochotę je wypróbować. A że wyjazdów Ci u mnie pod dostatkiem, myślę, że ten kosmetyk miałby niezłe pole do popisu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Zwłaszcza, że ma mniejszą buteleczkę i można go wszędzie wcisnąć nawet w najmniejszą walizeczkę ;-) Spółki są fajne, można później porównać jak co u kogo się sprawdziło. Tylko moje tempo zużywania znacznie wolniejsze od Ciebie ;-)))

      Usuń
  8. Takie zużycia są dla mnie bardzo mobilizujące! Gratuluję Ci tylu zużyć! A skoncentorwane żele Yves Rocher to moja ogromna miłość. Zabieram je na wszystkie wyjazdy. Jestem zakochana również w skoncentrowanym szamponie, genialnie sobie radzi z oczyszczaniem moich przetłuszczających się włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie! Słyszałam o tym skoncentrowanym szamponie, ale przyznaję, że jeszcze go nie próbowałam. Czy on się dobrze pieni, czy raczej słabo?

      Usuń
  9. Jest tego sporo, natomiast ja znam glownie te maski z bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bielenda szaleje z tymi nowościami, czasami ciężko nadążyć :D

      Usuń
  10. Imponujacy rozmiar tego Denka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Oby kolejne udało się takie utrzymać :D

      Usuń
  11. Też byłam w Poznaniu na tym wydarzeniu:)Szkoda że sie nie poznałyśmy:)Spore denko:)Mnie interesuje ten żel skoncentrowany z YR:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz! Może powinnam informować tez na blogu jak się wybieram na takie wydarzenia, a nie tylko na IG :D Podobno YR ma też tego typu szampony do włosów, bardzo jestem ich ciekawa!

      Usuń
  12. Spore denko!
    Ja uwielbiam maski z Ziaji. Niestety w Niemczech w Polskich sklepach nie ma wszystkim rodzai :(

    fascyNATKA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że to i tak super, że są produkty Ziaja do kupienia za granicą. Bo wielu zagranicznych marek w Polsce jednak nadal nie mamy ;-)))

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: Nawadniająco - liftingujący krem do twarzy SupremeLAB Bielenda Professional

Już od jakiegoś czasu kusiły mnie kosmetyki z linii Bielenda Professional. Marką tą objęte są produkty przeznaczone do użytku w gabinetach kosmetycznych, jednakże od jakiegoś czasu sukcesywnie dołączają do niej także kosmetyki do użytku "domowego", także jako przedłużenie trwałości profesjonalnych zabiegów kosmetycznych. Musicie przyznać, że już w samej nazwie czuje się ten prestiż i profesjonalizm, nic więc dziwnego, że tak bardzo zapragnęłam je przetestować. Mój wybór padł na nawadniająco-liftingujący krem do twarzy z kwasem hialuronowym, który szczęśliwie udało mi się dostać w jednej z drogerii Hebe i to w promocyjnej cenie! Szczęśliwie, ponieważ wcześniej już widziałam informację na Instagramie, że firma wprowadza markę do tych drogerii, a mimo to nigdzie nie mogłam ich znaleźć.  Kremy z linii SupremeLAB zawierają wyższe stężenia składników aktywnych, niż ich drogeryjne odpowiedniki. Nawadniająco-liftingujący krem do twarzy posiada technologię HYDRA-HYAL2 odpowiedzialną za…

Recenzja: maseczki Smoothie Mask Bielenda

Firma Bielenda co rusz zaskakuje nas zupełnie nowymi kosmetykami, które kuszą swoimi formułami i opakowaniami. Całkiem niedawno pojawiły się w Rossmanach dwie serie nowych masek tej firmy - Skin Shot oraz Smoothie Mask. Pomimo ogromnych zapasów maseczek do twarzy postanowiłam kupić i przetestować serię Smoothie i dziś zapraszam Was na ich recenzje.  Owocowe maseczki Smoothie Bielenda zamknięte są w opakowaniu - saszetce, która kształtem przypomina butelkę koktajlu. Każda z nich ma pojemność 10 gram i jest przeznaczona na dwa użycia. Pomimo moich obaw rzeczywiście kosmetyku wystarcza na dwa razy i jest to odpowiednia ilość. Saszetki są w miejscu szyjki butelki nacięte i nie ma problemu z ich otworzeniem. Wszystkie maseczki z linii Smoothie prócz owocowych ekstraktów zawierają prebiotyk, który ma za zadanie wzmacniać barierę ochronną skóry na działanie niekorzystnych czynników oraz wspomagać jej regenerację.  Prebiotyczna maseczka detoksykująca z brzoskwinią i papają Smoothie Mask Jako pie…

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…