Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: maski Seoul Beauty Mask Skin79

Parę dni temu pisałam Wam na blogu o moich zużyciach kosmetycznych kwietnia (LINK), wśród których znalazło się aż 15 maseczek! Przyznaję, że jest to mój ulubiony sposób pielęgnacji skóry twarzy, a zarazem chwila relaksu. Pośród zdenkowanych w kwietniu kosmetyków znalazła się cała seria koreańskich masek w płachcie marki Skin79. Dzisiaj chciałam przedstawić Wam, jak sprawdziły się one na mojej skórze. 
Zgodnie z dziesięcioma krokami koreańskiej pielęgnacji maseczka jest siódmym etapem, a większość kobiet stosuje nasączone esencja płachty nawet codziennie. Taka jest także dewiza serii masek Seoul Beauty Mask marki Skin79 : 1 dzień = 1 maska. Cały set składa się obecnie z pięciu masek odpowiadających na różne potrzeby skóry. Wspólny dla nich jest skład bazowy - każda bowiem zawiera esencję wzbogaconą o wyciąg z żeń-szenia, wyciąg z liści aloesu, ekstrakt z morwy białej oraz wyciąg z łzawicy ogrodowej i badianu. Żeń-szeń odpowiada za odżywienie i dotlenienie komórek skóry, a także pobudzenie procesu odnowy naskórka. Aloes wygładza, ujędrnia i wspomaga utrzymanie wilgoci. Ekstrakt z morwy białej uelastycznia skórę, a także chroni ją przed procesem starzenia. Łzawica ogrodowa ma działać przeciwzapalnie, a wyciąg z badianu właściwego chronić skórę przed bakteriami. Wszystkie maski z serii posiadają na opakowaniu grafikę - młodą dziewczynę, nierzadko ze swoim psem. Nazwa serii sugeruje, że jest to mieszkanka Seulu. Wszystkie maski stosowałam wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy. Kolejność ich używania wybrałam metodą losową.
Maska Seoul Girl's beauty mask - Brightening Care - rozjaśniająca
Oprócz wspomnianej wyżej roślinnej bazy w esencji, wspólnej dla wszystkich masek tej serii, wersja rozjaśniająca zawiera wyciąg z kwiatów wiśni Yoshino, który ma działanie łagodzące i lekko rozjaśniające. Płachta była dobrze nasączona esencją, której była wystarczająca ilość. Maska miała kwiatowy zapach z delikatnie cytruskowymi nutami, który ogromnie mi się spodobał. Sam krój płachty był dla mnie nieco zbyt krótki na czole i nieco trudny do dopasowania dla mnie pod nosem. Ten sam krój mają wszystkie maski tej marki, widocznie nie jestem "wymiarowa" :-) Nie wpływa to znacznie na używanie kosmetyku, trzeba jedynie nieco więcej czasu poświęcić na dopasowanie płachty i nie przejmować się, że nie leży ona idealnie. Sam materiał płachty jest bardzo miękki w dotyku. Nałożyłam maskę na około 10 min, a po zdjęciu płachty skóra nadal pozostawała wilgotna. Efektem była ładnie nawilżona skóra, delikatnie rozjaśniona, mocno odświeżona i uspokojona.
Maska Seoul Girl's beauty mask - Soothing Care - wygładzająca
Tutaj płachta była bardzo mocno nasączona esencją zawierającą ziołowy kompleks roślinny (z nagietkiem lekarskim), hydrolatem i wyciągiem z lawendy oraz rumianku. Te składniki mają odpowiadać za ukojenie podrażnionej skóry oraz działać przeciwzapalnie. Podczas aplikacji maska była przyjemnie mokra i lekko chłodziła skórę. Bardzo dużym MINUSEM jest brak sposobu użycia w języku polskim, mimo że na opakowaniu jest naklejka z opisem kosmetyku i informacją o dystrybutorze. Na szczęście sposób użycia jest po angielsku, bo nie wiem ile osób byłoby w stanie przeczytać go w języku koreańskim? Owszem są obrazki, ale nie zawierają cyfr-informacji o czasie aplikacji. To własnie z angielskiej instrukcji dowiedziałam się, że płachtę należy pozostawić na skórze do 15 min. Po tym czasie moja skóra była chłodna w dotyku, delikatniejsza, uspokojona i taka jakby wilgotna z wierzchu. Po kolejnych kilku minutach od zdjęcia płachty skóra wyglądała na nawilżoną i delikatnie jaśniejszą. Uczucie chłodu trwało jeszcze jakiś czas po aplikacji.
Maska Seoul Girl's beauty mask - Moisturizing Care - nawilżająca 
Zgodnie z informacją na odwrocie esencja zawiera kwiatowy wyciąg z lotosu i róży damasceńskiej, które mają wpłynąć na długotrwałe nawodnienie skóry. Płachta była mokra, choć jak na razie najmniej nasączona ze wszystkich przetestowanych dotychczas z tej serii. Aplikowałam ją na 15 min (znów brakowało polskiej instrukcji!), a w tym czasie maska przyjemnie koiła moją skórę. Po zdjęciu płachty na skórze pozostała delikatna warstwa okluzyjna. Nie lubię tego uczucia "oblepienia", na szczęście trwało ono dość krótko. Skóra po użyciu maski rzeczywiście wyglądała na dobrze nawilżoną i uspokojoną. 
Maska Seoul Girl's beauty mask - Wrinkle Care - przeciwzmarszczkowa
Jest to "najświeższa" z mojej kolekcji masek Skin79 i dokupiłam ją całkiem niedawno. Ta niestety nie miała wcale polskich napisów na opakowaniu. Nie było nawet naklejki z informacją od dystrybutora... Na stronie internetowej wyczytałam, że wersja przeciwzmarszczkowa zawiera kwiat hibiskusa, liście ginkgo biloba oraz wyciąg z liści miłorzębu japońskiego. Te składniki mają odpowiadać za wzmacnianie naczyń krwionośnych, regenerację komórek i stymulowanie ich odnowy, czyli działanie przeciwstarzeniowe. W porównaniu do pozostałych masek serii Seoul Girl's zapach był tutaj prawie niewyczuwalny. Płachta była bardzo mocno nasączona, a w opakowaniu zostało całkiem sporo esencji. Podczas aplikacji esencja miło nawadniała moją skórę. Maskę nałożyłam na 20 min, zgodnie ze sposobem użycia ze strony www. Skóra po użyciu była delikatniejsza i gładsza w dotyku. Miałam wrażenie też, że stała się bardziej napięta i nawilżona. 
Maska Seoul Girl's beauty mask - Vital Care - odżywcza
Płachta tej maski była mocno nawilżona i bardzo delikatnie pachnąca. W esencji, zgodnie z informacją od dystrybutora, znajdował się wyciąg z wiesiołka dwuletniego, który łagodzi podrażnienia i stany zapalne skóry, a także opóźnia procesy starzenia. Miękki bawełniany płat maski dobrze przylegał do skóry. Podczas aplikacji czułam delikatne chłodzenie, które ustępowało po zdjęciu płachty. Skóra była dobrze nawilżona i nawodniona, a także lekko rozjaśniona. Po pięciodniowej kuracji maskami w płachcie generalnie jej stan się poprawił, nabrała jakiegoś takiego ładniejszego koloru i przede wszystkim wyglądała na zdrowszą i gładszą. 

Maski Seoul Girl's beauty mask używałam dzień po dniu, wcześniej oczyszczając skórę peelingiem micelarnym (marki Avon). Może być tak, że maski użyte w pierwszych dniach kuracji przygotowały moja skórę na lepsze wnikanie składników odżywczych i stąd te efekty na skórze nie były równomierne. Generalnie taka kilkudniowa kuracja bardzo się mojej skórze spodobała i zdecydowanie wyglądała ona na bardziej nawilżoną, wygładzoną i piękniejszą. Ciężko jednak jest mi zauważyć działanie poszczególnych masek, zwłaszcza w obrębie tych właściwości, do których nawiązuje ich nazwa i składniki zawarte w esencji. Żadna z masek jednak nie uczuliła mnie i nie spowodowała podrażnień, a wiele przyjemnie koiło i chłodziło moją skórę. Wszystkie maski miały miękkie, bawełniane płachty dość dobrze nasączone esencją. Minusem moim zdaniem jest brak informacji o sposobie użycia w języku polskim, a czasami brak jakiejkolwiek informacji o produkcie w naszym języku. Nie każdy lubi szukać w internecie takich informacji, a jak wiemy czasami sposób używania nawet pozornie "tych samych" kosmetyków może się różnić. Nie potrafię też wskazać absolutnego faworyta z tego setu, jednak cały zestaw masek Seoul Girl's Skin79 sprawdził się u mnie bardzo przyjemnie i jestem zadowolona z efektów na mojej skórze. Myślę, że właśnie tutaj leży klucz do jak najlepszego wykorzystania właściwości tych produktów - aby używać ich zgodnie z dewizą "1 dzień = 1 maska". Wszystkie maski kupiłam w sklepie internetowym SKIN79, najpierw korzystając z promocji na czteropak, a niedawno dokupując pojedynczo maskę przeciwzmarszczkową (której wtedy nie było). Znacie maski serii Seoul Girl's Skin79? Jakie są Wasze doświadczenia z nimi? A może znacie inne maski w płachcie tej marki, które są godne polecenia? 


Komentarze

  1. Nie znam tych masek, ze Skin 79 testowałam głównie kremy BB. Ale ogólnie uwielbiam maski w płacie, choć sama u siebie nie zauważyłam, aby służyło mi codzienne stosowanie - raczej co trzeci dzień, bo gdy raz zrobiłam taki maraton, to od trzeciego dnia moja twarz przestała w ogóle cokolwiek wchłaniać xD była aż nadto nawilżona, ale to pewnie też kwestia cery, która jest tłusta i choć wymaga nawilżenia, to nie aż takiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może być też kwestia pory roku! Zauważyłam, że moja skóra wiosną jakoś bardziej potrzebuje nawilżenia niż w innym czasie ;-) A ja z kolei nie testowałam kremów BB ze Skin79, a chętnie bym sprawdziła czym się różnią od innych tego typu ;-)

      Usuń
  2. Trochę to dziwne, bo jeśli sprzedają na polskim, rynku to chyba powinni umieszczać informacje po polsku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, że na niektórych była naklejka z informacją od dystrybutora... Albo może to ja się za bardzo przyzwyczaiłam do takich luksusów jak na maskach A'Pieu gdzie wszystko jest w naszym języku napisane? :D

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że to jest wymagane prawnie, by każdy produkt sprzedawany na naszym rynku miał info w j. polskim :P

      Usuń
    3. Też mi się coś obiło o uszy, tylko szczegółów nie znam. A na naklejce było napisane co to za produkt, opis oraz informacja o dystrybucji. Tylko wersja przeciwzmarszczkowa nie miała zupełnie nic po polsku. I teraz bądź tu mądry, jaka informacja powinna być na opakowaniu?

      Usuń
    4. Znalazłam coś takiego:
      https://allekurier.pl/blog/oznakowanie-kosmetykow-importowanych-spoza-ue

      Usuń
    5. Z tego artykułu wynika, że nie ma obowiązku podawania sposobu użycia :D Jedynie co to, pojemność i skład ;-)

      Usuń
  3. Nie znam masek które pokazałaś, ale sama również bardzo lubie ten sposób pielęgnacji. Jest szybko, łatwo i z ekspresowym efektem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, a przy tym przyjemne chłodzenie i relaksik ;-)

      Usuń
  4. Miałam te maski, ale tylko cztery z nich, nazwijmy je tymi pierwszymi w dystrybucji :D Tej nowej, piątej w serii, nie miałam okazji używać. Ba, gdyby nie Ty to nie wiedziałabym o jej istnieniu ;) Same maseczki wspominam miło, może nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia, ale były bardzo przyjemne w użyciu i nie zrobiły mi krzywdy. Ja jeszcze miłośniczką maseczek w płachcie, mimo że ostatnio częściej sięgam po te w kremie, ale to akurat kwestia aktualnie posiadanych zapasów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że mamy bardzo podobne odczucia, przynajmniej w kwestii tych masek :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Recenzja: maseczki Smoothie Mask Bielenda

Firma Bielenda co rusz zaskakuje nas zupełnie nowymi kosmetykami, które kuszą swoimi formułami i opakowaniami. Całkiem niedawno pojawiły się w Rossmanach dwie serie nowych masek tej firmy - Skin Shot oraz Smoothie Mask. Pomimo ogromnych zapasów maseczek do twarzy postanowiłam kupić i przetestować serię Smoothie i dziś zapraszam Was na ich recenzje.  Owocowe maseczki Smoothie Bielenda zamknięte są w opakowaniu - saszetce, która kształtem przypomina butelkę koktajlu. Każda z nich ma pojemność 10 gram i jest przeznaczona na dwa użycia. Pomimo moich obaw rzeczywiście kosmetyku wystarcza na dwa razy i jest to odpowiednia ilość. Saszetki są w miejscu szyjki butelki nacięte i nie ma problemu z ich otworzeniem. Wszystkie maseczki z linii Smoothie prócz owocowych ekstraktów zawierają prebiotyk, który ma za zadanie wzmacniać barierę ochronną skóry na działanie niekorzystnych czynników oraz wspomagać jej regenerację.  Prebiotyczna maseczka detoksykująca z brzoskwinią i papają Smoothie Mask Jako pie…

Recenzja: Nawadniająco - liftingujący krem do twarzy SupremeLAB Bielenda Professional

Już od jakiegoś czasu kusiły mnie kosmetyki z linii Bielenda Professional. Marką tą objęte są produkty przeznaczone do użytku w gabinetach kosmetycznych, jednakże od jakiegoś czasu sukcesywnie dołączają do niej także kosmetyki do użytku "domowego", także jako przedłużenie trwałości profesjonalnych zabiegów kosmetycznych. Musicie przyznać, że już w samej nazwie czuje się ten prestiż i profesjonalizm, nic więc dziwnego, że tak bardzo zapragnęłam je przetestować. Mój wybór padł na nawadniająco-liftingujący krem do twarzy z kwasem hialuronowym, który szczęśliwie udało mi się dostać w jednej z drogerii Hebe i to w promocyjnej cenie! Szczęśliwie, ponieważ wcześniej już widziałam informację na Instagramie, że firma wprowadza markę do tych drogerii, a mimo to nigdzie nie mogłam ich znaleźć.  Kremy z linii SupremeLAB zawierają wyższe stężenia składników aktywnych, niż ich drogeryjne odpowiedniki. Nawadniająco-liftingujący krem do twarzy posiada technologię HYDRA-HYAL2 odpowiedzialną za…