Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aliexpress. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aliexpress. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 listopada 2019

#haul nie tylko kosmetyczny PAŹDZIERNIK 2019

#haul nie tylko kosmetyczny PAŹDZIERNIK 2019
Znów nieco "przysnęłam" z pisaniem haulowego posta - mamy już nieomal grudzień, a ja cofam się w swoich wspomnieniach aż do października! Nie chcę jednak przytłoczyć czytelników dwumiesięcznym zestawieniem, dlatego raz-dwa zabieram się za przedstawienie nowości nie tylko kosmetycznych, jakie pojawiły się u mnie w minionym miesiącu. 
Nie rozpoczynam zbyt chronologicznie, bo od pokazania Wam, co przywiozłam sobie z pobytu w Pradze, w której byłam pod koniec października. Oczywiście nie mogło obyć się tam bez wizyty w DM! A nawet w czterech! Szukałam bowiem kalendarzy adwentowych, które pojawiły się już w Niemczech oraz kilku limitowanych serii. Niestety albo źle trafiłam, albo asortyment czeskich DM różni się nieco od tych niemieckich i nie znalazłam nic z tego, co szukałam najbardziej. Za to zaopatrzyłam się m.in. w taki zestawik maluszków Balea - żeli pod prysznic w świątecznych zapachach. Let it Snow to zapach kokosa i owocu smoka (czyli pitaja), jest bardzo wakacyjny, moim zdaniem najpiękniejszy w całego zestawu. Magic Time to połączenie kwiatu lilii i żurawiny, mocno owocowy, kojarzy mi się z jakimś słodkim napojem. Stay Magical to zapach czerwonych jagód, owocowy, słodki (znów mam skojarzenie z jakimiś sokiem dla dzieci). Winter's Charm pachnie malinami i wanilią, choć tutaj zdecydowanie najmocniej czuję właśnie wanilię. Każdy z żeli ma 60 ml pojemności. Wszystkie pachną ładnie podczas kąpieli, ale już po niej nie wyczujemy ich na skórze. Żele dobrze się pienią, nie wysuszają skóry, są wegańskie. Oczywiście nie potrzebuję aż dwóch opakowań - drugi zapewne zostanie komuś podarowany :) 
W październiku odbywała się we Wrocławiu już jedenasta edycja targów Natural Beauty, z której recenzję możecie poczytać na moim blogu LINK. To moje zakupy poczynione w tamtym czasie :) Jak na razie używałam jedynie dezodorantu w kostce z LaLe i bardzo jest to ciekawy kosmetyk, choć nieco kłopotliwy w używaniu. Ale o tym w przyszłej recenzji... 
Lubię bardzo wszelkiego rodzaju nowości i wynalazki, dlatego nic dziwnego, że zainteresowałam się szminką w pudrze Epic Lip Powder Pen, nowością marki Avon. Szminka znajduje się w plastikowym opakowaniu-pisaku z zakręcaną zatyczką i aplikatorem gąbeczką. Szminka ma pudrową formułę, co powoduje bardzo naturalny efekt. Zwłaszcza przy tym kolorze jaki mam - Free To Be - dość jasny róż. Kolor nakładamy aplikatorem z gąbeczką, a jeśli chcemy go więcej, to zanurzamy go wcześniej w skuwce. 
Mimo wrażenia delikatności szminka na ustach utrzymuje się całkiem przyzwoicie, choć nie jest oczywiście tak trwała jak te w płynie (np. Power Stay). Jeśli lubicie mieć makijaż "no make up" to jest to idealny produkt, zwłaszcza w tak jasnym odcieniu. Mimo wrażenia pudrowości moje usta nie robią się wysuszone. Uważam jedynie, że cena 26 zł jest nieco przesadzona. Ale to już moja opinia :-)
Staram się trzymać w ryzach jeśli chodzi o moje kosmetyczne zakupy, choć oczywiście nie jest to wcale łatwe. Tutaj na zdjęciu kilka moich nowości, taki misz-masz. Skarpetki pochodzą z AliExpressu i strasznie spodobał mi się ich kolor, choć niestety są na mnie za małe. Szczoteczka do przestrzeni między zębowych Curaprox to mój must have. Z Avonu zdecydowałam się na mocno kryjący podkład Power Stay, który przeznaczam jednak na jeszcze zimniejsze miesiące. Chciałam też wypróbować nowy pędzelek do brwi, ale średnio jestem z niego zadowolona - przeszkadza mi w nim głownie kiepskie opakowanie ochronne na końcówki, co w przypadku gdy jest on dwustronny jest trochę problemem... 
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam matowy cień do powiek z kolekcji Nude Look Golden Rose (kolor Caramel Nude) to po prostu przepadłam!!! I mimo, że zwlekałam z zakupem ponad 2 miesiące zastanawiając się siedemnaście razy czy NA PEWNO potrzebuję kolejnego cienia do powiek, to teraz widzę, że trzeba było nie zwlekać ani chwili! :D 
Cień ma wypiekaną formułę i jest bardzo satynowy i miękki w nakładaniu. Ma delikatny kolorek nude, który świetnie nadaje się do codziennego makijażu. Zwłaszcza gdy ktoś jest totalną amatorką w malowaniu... Nie ma zbyt mocnej pigmentacji, ale można go dokładać i zwiększać głębię koloru. Wydaje mi się, że kolor jest odpowiedni dla takich bladziochów jak ja. Z uwagi na matową formułę można też pokusić się o użycie go jako bronzera, chociaż może to być bardzo subtelny efekt. Cień wykorzystuję do makijaży dziennych, zazwyczaj jako samodzielny kolor na powiece. Opakowanie jest wykonane z plastiku, z przeźroczystą klapką. Swój egzemplarz kupiłam na stoisku Golden Rose wykorzystując promocję 20% na wszystko. Obecnie cień kosztuje 15,90 zł. Cień Carmel Nude to mój towarzysz codziennych makijaży, jak się Wam podoba?
W Actionie znalazłam tym razem bardzo fajny kalendarz adwentowy do samodzielnego wypełnienia czym tylko się nam zamarzy :) Zestaw 24 kartonowych pudełek kosztował około 9 zł i oczywiście kupiłam go na prezent. Nie mam jeszcze ostatecznej koncepcji co do niego włożyć i muszę się z tym pospieszyć, bo przecież adwent zaczyna się już niebawem! 
Moje piękne oliwkowo-złote paznokcie zastąpiły w tym miesiącu te szaraki przełamane żółcią w odcieniu Kubusia Puchatka (a przynajmniej ja zawsze ten odcień tak określam). Szary kolor to lakier Semilac numer 106. Z kolei ten piękny żółty, to lakier numer 767 z Makear. Na całość został nałożony nabłyszczający top. Paznokcie są "zwyczajne" ale kolorystyką nawiązują do jesieni. Muszę przyznać, że dobrze czuję się w szarościach, czy kolorach nude. Mam wtedy poczucie, że pasuje to do każdej stylizacji. Paznokcie zrobiła mi oczywiście Ania z salonu Beauty Boutique.
Głównym powodem dla tych zakupów były plasterki na trądzik marki L'Biotica, ale oczywiście dałam się namówić jeszcze na dwie maseczki... Plasterki zdążyłam już zużyć i ich recenzję znajdziecie w listopadowym denko. Maseczki czekają na swoją kolej, nie jestem pewna czy tej When nie podaruję komuś w prezencie, bo nie doczytałam, że jest do suchej cery (a ja mam mieszaną).
Kolejne drobne zakupy - maseczka monster z Bielendy sprawiła mi wiele radości. Już ją zużyłam, recenzja będzie w kolejnym denko. Potrzebowałam jeszcze nowej nici dentystycznej, ta z Oral B jest moim zdaniem najlepsza. Skończył mi się także suchy szampon, a w sezonie jesienno-zimowym to moje wybawienie. Tym razem postawiłam na wersję Blush od Batiste. 
Jak wiadomo paczki z AliExpressu przychodzą bardzo różnie i tutaj mamy przykład przesyłki, która miała do mnie dotrzeć w wakacje, ale trochę się opóźniła. Nie szkodzi, myślę że za rok z miłą chęcią sięgnę po te wakacyjne gumki do włosów, które swoją drogą są bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. 
Ostatnie kosmetyki w tym miesiącu to moje kolejne zamówienie z Faberlic. Tym razem pokusiłam się o przetestowanie dwóch tlenowych masek w płachcie i kremu tlenowego na noc (ta firma kiedyś słynęła głównie z kosmetyków z tlenem). Zamówiłam także grapefruitową pastę do zębów Nuki, serum na porost brwi, wkładki higieniczne, rajstopy z mikrofibry w kolorze szarifowym (!) oraz druciaki do czyszczenia garnków. W gratisie otrzymałam oczyszczającą maskę z węglem. Jak widać same "przydatne" rzeczy się tu znalazły :-)
Zawsze marzyłam o ciepłym, szarym swetrze i choć nie narzekam na brak tej części garderoby (choć 90% moich swetrów jest bawełniana i nie grzeje tak mocno), to kupiłam sobie nowy, nieco oversizowy. Mój sweter jest marki Esmara i kupiłam go w Lidlu. Jest bardzo ciepły, chwilami nawet za bardzo i mam nadzieję, że posłuży mi długo.
Te skarpetki z H&M to jest coś pięknego! Są mięciutkie, ciepłe no i te zwierzęce nadruki! <3 Dlatego, gdy po raz trzeci weszłam do sklepu tylko po to, żeby je pooglądać to zdecydowanym ruchem wsadziłam je do koszyka :-) Każdy wie, że pięknych skarpetek nigdy dość! 
A na koniec przesyłam Wam pozdrowienia z mojej dziesiątej w życiu podróży do Pragi, która nieustannie mnie zachwyca! <3 I choć nadal kosmetyczne nowości przeważają w moich zakupach, to mam wrażenie, że stopniowo jest ich coraz mniej, a zapasy znacznie mi się kurczą. Co najbardziej zaciekawiło Was z dzisiejszego zestawienia? Dajcie znać w komentarzach!   

wtorek, 22 października 2019

#haul nie tylko kosmetyczny WRZESIEŃ 2019

#haul nie tylko kosmetyczny WRZESIEŃ 2019
We wrześniu skupiłam się na przygotowywaniu paczek urodzinowych dla kilku wspaniałych dziewczyn, które poznałam na portalu Dress Cloud. Dlatego mam wrażenie, że przybyło mi nieco mniej nowości. A jak było naprawdę? Przekonajcie się sami, zapraszam do lektury! 
Mój tradycyjny haul zakupowy rozpocznę tym razem od ślicznych, marmurkowych kubeczków ARBRE z Hoomla, które tak mnie oczarowały, że zaraz złapałam za telefon i wysłałam zdjęcia do ukochanego. I mimo, że nie narzekamy na brak naczyń, to jak widać trafiły do naszego domu :) Kubki mają kanciaste krawędzie, pojemność 0,4 l i oprócz wersji w różowym i czarnym kolorze była jeszcze biała. Ich cena była dodatkowo atrakcyjna, bo trafiłam na dzień gdzie drugi produkt z działu kuchnia był -50%. Lubię takie promocje! :D
Marzyłam, marzyłam i w końcu kupiłam dyfuzor zapachowy, który nawilża powietrze, a przy okazji sprawia że w domu przepięknie pachnie. Przy pomocy ultradźwięków wytwarzana jest delikatna, wodna mgiełka. Są trzy tryby działania - na pierwszym mamy zmienne kolory podświetlenia LED (zajrzyjcie na filmik!), na drugim trybie zatrzymujemy ten jeden ulubiony kolor i on się ciągle świeci, a na trzecim mamy parę bez światełka. Zmian oświetlenia LED jest kilka, m.in. jest to światło białe, czerwone, niebieskie, różowe, fioletowe. 
                                       DYFUZOR ZAPACHOWY - JAK DZIAŁA?
W zestawie z dyfuzorem były dwa olejki eteryczne - lawendowy oraz z drzewa sandałowego. I jak nie przepadam za zapachem lawendy, tak ten bardzo mi się spodobał  Dyfuzor działa tyle czasu, ile wody wlaliśmy do urządzenia (max. 4h). Ja swój kupiłam na stronie lidl.pl za niecałe 60 zł (trafiłam na dodatkową promocję).
Mówiłam Wam już, że sklep Action to zło wcielone! Wiedziałam o tym, gdy po raz pierwszy zrobiłam tam zakupy, że będzie mnie kusiło zaglądanie tam częściej. Tym razem kupiłam kilka drobiazgów do dekoracji pod kątem zdjęć - mniejszą wersję lusterkowej tacki, naturalne łupiny oraz drewnianą tacę (za 12 złoty!). Do tego pudełeczko, które przeznaczyłam jako opakowanie na próbki, małą świeczkę zapachową z zebrami (jak ona ładnie pachnie!) oraz dwie maseczki glinkowe w płachcie, które mnie zaciekawiły. Generalnie wszystkie kosmetyki z Actiona, które do tej pory kupiłam zostały już przez mnie przetestowane i myślę, że przygotuję jakiś zbiorczy post na ich temat. Dzięki temu dział ten już nieco mniej mnie kusi. Jednak alejki z produktami dekoracyjnymi i do kwiatów, to wciąż miejsce moich pielgrzymek :)
Zaczęłam na zakupy ciuchowe chodzić z aparatem i fotografować się w każdym ubraniu, które potencjalnie mi się podoba. Pewnie to żadne odkrycie Ameryki, choć akurat ja nigdy wcześniej tak nie robiłam. Dzięki temu najpierw robię ogólne rozeznanie co jest w różnych sklepach, a później już ewentualnie przymierzam drugi raz tylko to co mnie zachwyciło i w czym wyglądam "dobrze". Oczywiście robię sobie też zdjęcia metki z rozmiarem, bo nie raz już przekonałam się, że rozpiętość rozmiarowa bywa naprawdę przeróżna! We wrześniu potrzebowałam trochę ubrań o bardziej eleganckim charakterze. Przede wszystkim kupiłam sobie oversizową marynarkę z kratę, która ma podwinięte rękawy. Strasznie jestem w niej rozkochana i lubię ja nosić nie tylko na "specjalne okazje". Kupiłam też bardziej elegancką koszulę w kolorze złota oraz czarne, materiałowe spodnie. Wszystkie ubrania pochodzą ze sklepu C&A i o ile rzadko tam coś kupuję, to jak widać trafił mi się całkiem niezły komplet ;-) 
Z mojego ulubionego sklepu na eBay zamówiłam sobie kilka masek w płachcie A'Pieu. Oczywiście nie tylko dla mnie, ale też do podzielenia się z koleżankami. Przesyłka przyszła bardzo szybko i dostałam sporo próbek! 
Przyszło też do mnie zamówienie z AliExpressu z myślą o pewnej młodej damie :) Szczerze mówiąc to jest własnie ta chwila kiedy bardzo żałuję, że nie jestem już uczennicą :D Zobaczcie, jak to wszystko się mieni!
Wróćmy jednak do kosmetyków. Skusiłam się na nową pomadkę w płynie Power Stay, która ma utrzymywać się na ustach nawet do 16 godzin podobno. Wybrałam kolor Relentless Rose, który miał być przyjemnym różowym nudziakiem, a na ustach wpadał mi nieznacznie w koral (chociaż i tak tego nie widać na zdjęciach). Pomadka ma formułę w płynie i nakładamy ją za pomocą gąbeczki-aplikatora. Jest matowa i mocno wgryza się kolorem w usta. Rzeczywiście jest trwała i nie poddaje się łatwo jedzeniu, piciu, czy pocałunkom. Niestety są dni, kiedy nawet Power Stay się ściera  Zazwyczaj od środka, ku krawędziom, co jest o tyle spoko, że jeśli w miarę szybko zorientuję się, co się dzieje, to mogę ją łatwo uzupełnić. W najgorszym razie wygląda się jak z obrysowaną konturówką ustami. Jak każda matowa szminka także i ta może lekko wysuszać usta, choć formułę ma kremową i nie jest to taki efekt maski jak przy GR. Raczej podobny do tych poprzednich wersji avonowych matowych pomadek w płynie.




Hejka! Niedawno odkryłam, że zapachy mają duże znaczenie na mój nastrój. Poprawiają mi humor, a czasami wyciszają. Mgiełkę Energise z linii Aromatherapy Planet Spa od @avon_polska kupiłam sobie tak trochę na próbę. Mam sporo "pachnideł" a ich zużywanie idzie mi dość opornie. Dałam więc sobie samej wyzwanie, że jeśli nie sięgnę po nią za często, to szybko ją komuś podaruję. Niestety rozczaruję wszystkich potencjalnie zainteresowanych tym prezentem, bo od prawie dwóch tygodni sięgam po nią nawet kilka razy w ciągu dnia, co mi się dotąd absolutnie nie zdarzało! 😍 Tak mnie zachwyciła kompozycja zapachowa włoskiej bergamotki z cytryną 😍 Zapach jest odświeżający, bardzo energetyczny, znacznie intensywniejszy niż "zwykłe" mgiełki. Mam wrażenie, że rzeczywiście budzi mnie do działania, a na pewno poprawia mi humor 💚💚 Zapach nie utrzymuje się na skórze jakoś bardzo długo, ale zawsze możemy go odnowić kolejnym psiknięciem 😊 Mgiełka Energise tak mi się spodobała, że zamówiłam sobie wersję Calm - eukaliptus i mięta. Znacie już te nowości? #aromatherapy #aromaterapia #energise #avon #planetspa #zapach #mgielkadociala #bodymist #bergamotka #cytryna #bergamot #lemon #beautyblogerka #blogerkakosmetyczna #bblogerka #blogerkabeauty #fragrance #fresh #cosmeticslover
Post udostępniony przez Urbanbeautician (@_nostami)
Zamówiłam też dla siebie nową, energizująca mgiełkę do ciała z linii Planet Spa, Avon.  Tych mgiełek marka wprowadziła trzy i tak się składa, że w październiku dokupiłam koleją, a w domu mam starszą wersję tej ostatniej. Szykujcie się więc na post porównanie!  
W ramach programu Hot Noty od września testuję dwa przepiękne zapachy marki Avon. Jest to woda perfumowana Maxima dla niej oraz woda toaletowa Maxime dla niego. Oba zapachy mają pomóc nam w "uwolnieniu swojego potencjału i pokazaniu maksimum siebie". Oczywiście to w sensie metaforycznym. Opakowania są równie piękne, co nuty zapachowe. MAXIMA to przepiękna kompozycja kwiatu Immortelle, soczystej nektarynki i jaśminu. Zapach jest szykowny, elegancki, aksamitny i ciepły. MAXIME to połączenie nut żywicy olibanowej z akordami liści mandarynki i drzewa żywicznego. Całość kompozycji jest energetyczna i odświeżająca. Oba zapachy to świetna propozycja na jesienne i zimowe wieczory! Myślę, że pojawi się o nich nieco więcej na moim blogu :)
Tak dawno nie testowałam nic z portalu Streetcom, że już nieomal traciłam nadzieję, a tu taka niespodzianka! Dostałam się do kampanii serum Mineral 89 Vichy! Pamiętam, że marzyłam o przetestowaniu tego kosmetyku od czasu, gdy widziałam go u dziewczyn na instagramie. Chyba nie muszę ukrywać, jak wysoko skakałam z radości? 
I tak dla dopełnienia w ramach Klubu Recenzentki Wizaż testuję kolejne produkty marki Vichy - Neovadiol Phytosculpt, czyli krem do pielęgnacji skóry szyi i twarzy oraz Neovadiol Rose Platinum - różany krem wzmacniający z odżywczym woskiem pszczelim i wzmacniającym wapniem. Oba kosmetyki są przeznaczone dla osób nieco starszych, dlatego właściwym testującym będzie... moja MAMA! Powiem Wam w sekrecie, że trochę jej zazdroszczę, bo oba kosmetyki Vichy wyglądają pięknie i bardzo ładnie pachną. Oczywiście po testowaniu będzie nasza wspólna recenzja (mama opinuje, ja opisuję), ciekawe jak to wyjdzie? :)
Na początku października już przyszło moje pierwsze zamówienie z firmy Faberlic. Większość produktów zamówiłam do prezentów do testowania dla dziewczyn, a ponieważ już prawie wszystkie paczki ode mnie wyszły, to mogę pokazać wam co to było :D Zamówiłam set masek w płachcie o różnym działaniu, tonik i żel do mycia twarzy z werbeną, pastę do zębów z aloesem (właśnie jest w użyciu i to miła odmiana po tych wszystkich miętowych!), peeeling owocowy, spray do ust malinowy, odkamieniacz do czajników (super się sprawdza i jest w jednorazowych ampułkach - mega wygodne!) oraz trochę mydełek. 
Również na przełomie września i października zmieniłam paznokcie z wakacyjnych na "jesienne". Oczywiście w salonie Beauty Boutique! Tym razem bardzo skróciłam paznokcie, bo już mi ich długość przeszkadzała, a kolor jaki wybrałam to khaki numer 851 marki MakeAR. Poprosiłam tez o zdobienie ze złotej folii, które zdecydowanie ożywiło tą stylizację. No i tak mi teraz do tych paznokci pasują militarne ubrania. I przypomniałam sobie, dlaczego kiedyś tak lubiłam je nosić! 
Jak widzicie mimo, że ten miesiąc niby był "mniej zakupowy", to i tak trochę się tych nowości nazbierało. Dajcie znać w komentarzach, co szczególnie Was zaciekawiło :) We wrześniu miałam jeszcze przyjemność być na kilkudniowej wycieczce po Holandii, gdzie mimo deszczowej pogody bardzo mi się podobało. Zwłaszcza za serce ujęły mnie te mniejsze miejscowości, jak Delph czy Haga. 



niedziela, 22 września 2019

#haul nie tylko kosmetyczny SIERPIEŃ 2019

#haul nie tylko kosmetyczny SIERPIEŃ 2019
Mamy już prawie końcówkę września, a ja zalegam z sierpniowymi szaleństwami zakupowymi! I choć było ich zdecydowanie mniej niż w poprzednich miesiącach (a przynajmniej tak mi się wydaje), to nie chciałabym ich łączyć w niekończący się tasiemiec z tymi z września.. Dlatego dziś w ramach wspominania lata zapraszam Was na sierpniowy haul nie tylko kosmetyczny! :-)
Rozpocznę od skromnego tym razem zamówienia z Avonu, w którym znalazły się dwie nowości - żelowa maska na noc oraz kapsułki do twarzy z wit. C. Maska na noc zawiera mikrokapsułki antyoksydantów, które w kontakcie ze skórą uwalniają witaminę E i olejek marula. Dzięki kapsułkom do twarzy ze skoncentrowaną Wit. C każdy krem możemy wzbogacić o dawkę silnie skoncentrowanej witaminy, która doda naszej skórze blasku i rozświetlenia. W niewielkim słoiczku znajduje się 12 kapsułek do bezpośredniego użycia. Jest to odpowiednia ilość do przeprowadzenia miesięcznej kuracji. Po aplikacji skoncentrowanej wit. C powinniśmy chronić naszą skórę przed nadmierną ekspozycją na słońce. Dlatego ja ze swoją kuracją czekam jeszcze do bardziej pochmurnych miesięcy. Żel na noc używam regularnie od kilku tygodni i podoba mi się moja rozświetlona skóra po nim! Zwłaszcza, że wakacyjna opalenizna niestety tak szybko znika... :/ Pozostałe produkty dołożyłam do zdjęcia, bo mi kolorystycznie pasowały, ale nie są to nowości^^.
Początek sierpnia spędziłam w Ustce nad naszym polskim morzem. Tak mi się spodobało w zeszłym roku, że jak widać wybrałam się ponownie :D Pogodę mieliśmy wspaniałą, morze jak zawsze cudowne, wypoczynek pełną gębą! Do tego jeszcze trafiłam na premierę nowej palety rozświetlaczy Insta Glam marki MIYO, która to marka swoją siedzibę ma własnie w Ustce. I tak oto przywiozłam sobie fajną pamiątkę z wakacji! Paleta powstała we współpracy marki z influencerką Beautyvtricks, czyli Vanessą. 
Wewnątrz kartonowego opakowania z dużym lusterkiem znajduje się pięć brokatowych topperów oraz trzy rozświetlacze. Nazwy wszystkich produktów nawiązują do znaków zodiaku. Toppery mają różnokolorowe, bardzo błyszczące i brokatowe wykończenie. Świetnie wyglądają też nałożone na powiekę samodzielnie. Ostatnio dużo u mnie makijażowych nowości, myślę więc że czas na post o kosmetykach tej kategorii niebawem! 
Ujędrniająco - wygładzający aqua żel z linii Body Positive marki Bielenda zawiera kofeinę, rozświetlającą perłę oraz kwas hialuronowy. Takie zestawienie nawilża skórę i poprawia jej elastyczność. Balsam ma lekką, żelową konsystencję i bardzo szybko się wchłania. Na skórze pozostawia delikatną poświatę, która optycznie koryguje kształty. Fajnie mieć czasami skórę jak syrenka! Ten balsam także przyjechał ze mną znad morza. 
Sierpniowe nadmorskie słoneczko przypiekło mnie nieco zbyt mocno, dlatego bez wahania wrzuciłam do koszyka w Lidlu bambusowy żel. Zwłaszcza przy jego śmiesznie niskiej cenie - 5,49 zł! Kosmetyk ten ma działanie uniwersalne, bardzo podobne do żeli aloesowych. Bardzo szybko koił moją spaloną słońcem skórę, nawilżał i chłodził. Aktualnie używam go po depilacji skóry i tu także sprawdza mi się wyśmienicie. Mogłabym się trochę przyczepić do wydajności, ale..może po prostu go nadużywam?
Nie raz już zachwalałam Wam ubrania z Tchibo. Lubię tę markę, za wysoką jakość - ich ubrania można nosić latami i nie widać śladów użytkowania! Tym razem kupiłam sobie nowe sportowe legginsy, które w promocyjnej cenie wyniosły mnie 35 zł. Co bardzo miłe jeśli jest się członkiem klubu Tchibo to przesyłkę mamy zawsze za darmo! Polecam Waszej uwadze ;)
W ramach programu Hot Noty Avon otrzymałam tym razem produkty do pielęgnacji - mgiełkę hydrate & protect oraz krem koloryzujący NutraEffects. Nawilżająco - koloryzujący krem na dzień Nutra Effects posiada formułę z mikrodrobinkami, które podczas aplikacji uwalniają kolor i sprawiają, że skóra wygląda na lekko opaloną. Mam wrażenie, że w starszej wersji, którą swego czasu używałam bardzo często efekt opalenizny był bardziej subtelny. Krem ma lekką formułę i nadaje się świetnie pod makijaż. Dobrze nawilża skórę mieszaną i działa rozświetlająco. Posiada także filtr SPF 20 co czyni go idealnym kremem a dzień, zwłaszcza wczesną wiosną gdy chcemy już wyglądać na opalone, jak i jesienią aby podtrzymać kolory lata. Recenzję mgiełki znajdziecie w moim poście dotyczącym pielęgnacji skóry (LINK). 
W sierpniu poszczęściło mi się w konkursach, co pokazuje tylko, że ABY WYGRAĆ TRZEBA GRAĆ! I zawsze będę to wszystkim powtarzać, że warto spróbować, bo może się uda i będzie nam miło? Tak jak miło mi się zrobiło, gdy okazało się, że wygrałam w konkursie ogłoszonym przez portal Dress Cloud. Nagrodą był zestaw kosmetyków nieznanej mi marki MAUDI, specjalizującej się w pielęgnacji naturalnej. W zestawie znalazł się peeling, masło do ciała oraz hydrolat. Peeling truskawkowy zawiera masło shea oraz cukier, który delikatnie złuszcza martwy naskórek. Pomarańczowe masło shea można używać nie tylko na ciało, ale i na twarz oraz włosy. Z kolei hydrolat z róży damasceńskiej odświeża i nawilża skórę i mam nadzieję, że ukoi mój ból po różanej wodzie z Evree, która przestała być produkowana (choć wiadomo, że moc hydrolatu jest tysiąckrotnie lepsza!). 
Szczęście uśmiechnęło się także do mnie w instagramowym konkursie marki Yves Rocher, zwłaszcza że nagrodą był m.in. skoncentrowany żel pod prysznic, który bardzo sobię cenię! Miałam już kiedyś wersję z mango, tym razem będę testowała malinę z miętą. Cudownie! Tym bardziej, że nawet chciałam sobie kupić taki żel i nie mogłam się zdecydować o jakim zapachu, bo jest ich już kilka rodzajów :) W zestawie nagrodowym otrzymałam też skoncentrowany szampon do włosów i miniaturki trzech "flagowych" kosmetyków YR: krem do rąk z arniką, mleczko do ciała z rumiankiem oraz płyn do demakijażu oczu z bławatkiem. Wszystkie kosmetyki są dla mnie nowościami, tym większa więc radość na ich testowanie!
Dostałam troszkę spóźniony, ale za to oszałamiający prezent urodzinowy od Lidki, autorki bloga Talarkowa Pisze. Jest nim zestaw pędzli marki Jessup, w którym znajduje się aż 25 pędzli do wykonania kompletnego makijażu! Lidka wiedziała, że zapasów kosmetycznych mam sporo, ale że nie mam narzędzi do nauki make up'u i wpadła na taki piękny pomysł. Pędzle są przecudne, jestem w nich totalnie zakochana i choć nauka idzie mi opornie (coraz bardziej widzę, jak nic nie umiem!), to jestem przekonana że z takim sprzętem pójdzie mi z pewnością bardzo dobrze! 
Pędzlom kupiłam stosowne "mieszkanko" w kolorze rose gold :) Jest to pojemnik ze sklepu MRP Home, który znajduje się we wrocławskiej Magnolii. Uwielbiam ten sklep, bo mają śliczne przedmioty i bardzo fajne promocje (które lubię jeszcze bardziej :D).
Zostałam ambasadorką marki Biovene Barcelona - włoskiego producenta kosmetyków z naturalnymi składami! Pierwszym produktem, jaki otrzymałam jest szampon w kostce Pink Heaven. Od jakiegoś już czasu interesowała mnie formuła takich szamponów, jednak nie wiedzieć czemu ciągle byłam przekonana, że plączą one niemiłosiernie włosy. Nic bardziej mylnego! I choć po umyciu włosy są po nim nieco bardziej sztywniejsze, to użyta później odżywka czy maska z powodzeniem załatwiają ten problem. Ponieważ okazało się, że mam w domu już TRZY zupełnie różne szampony w kostce, różnych marek (a używałam dopiero tego z Biovene), to szykuję niebawem post porównawczy. Także "stay tunned"!
Wakacyjne, różowe paznokcie zamieniłam z końcem sierpnia na delikatne baby boomer. Oczywiście w moim ulubionym salonie kosmetycznym Beauty Boutique we Wrocławiu! Zdobienie baby boomer zostało zrobione produktami marki Makear oraz Słowianka. Bardzo mi się podoba takie delikatne mani!
Nie jestem jakąś wielką "fashionistką", ale lubię czasami zaadaptować dla siebie pomysły projektantów czy stylistów. Tak było z tą wielką gumką XXL z organzy, którą podpatrzyłam u Karoliny Domaradzkiej. Na jej wzór moja koleżanka Gosia uszyła mi podobną :D Gumka jest sporych rozmiarów, przez co stanowi nie tylko podtrzymanie włosów, ale i stylową ozdobę. Ja jestem nią zachwycona, a co wy o tym sądzicie? :-)
Z aliexpressu przyszła mi bransoletka - kotwica, która idealnie uzupełniła mój marynistyczny look :D Od powrotu znad morza bardzo, bardzo tęsknię za szumem fal i skrzekiem mew i w ten sposób chociaż drobne elementy przypominają mi te miłe, wakacyjne chwile. Bransoletka idealnie też wpisała się w design mojego zegarka i choć nie umiem robić zdjęć typu "fashion", to myślę że domyślacie się jak to wygląda? 
We Wrocławiu otworzyli sklep Action i już mogę stwierdzić, że jest to ZŁO totalne! Dużo produktów do dekoracji wnętrz, kosmetyków, wszystko w tak niskiej cenie, że ciężko się oprzeć! Staram się nie zaglądac tam za często, ale ten sklep to uzależnienie! ^^ :D Na zdjęciu moje pierwsze zakupy - lusterko/podkładka do zdjęć oraz dwie maseczki do ust i maseczka do skórek wokół paznokci. Maseczki przetestowane, może zrobię jakiś zbiorczy post o produktach z tego sklepu :D I choć jak zawsze wydawało mi się, że w sierpniu przecież wcale mi tak dużo nie przybyło, to pisząc tego posta okazywało się, że jeszcze to i jeszcze tamto... No i efekt jak widać... Muszę jednak przyznać, że wszystkie nowości, które już udało mi się przetestować okazały się świetne i jestem z nich bardzo zadowolona. Znacie produkty z mojego sierpniowego haula? Coś Was szczególnie zaciekawiło? Dajcie znać w komentarzach! 

  


piątek, 9 sierpnia 2019

#haul nie tylko kosmetyczny LIPIEC 2019

#haul nie tylko kosmetyczny LIPIEC 2019
Każdego miesiąca obiecuję sobie, że już nic więcej nie kupię. I każdego, gdy piszę posta zakupowego, uświadamiam sobie jak dużo było tego "nic" :D Zapraszam Was na garść nowości z lipca, czyli haul nie tylko kosmetyczny. 
Bardzo lubię zakupy w The Body Shop i dlatego staram się omijać go szerokim łukiem. Brzmi jak hipokryzja? Nic podobnego, ja po prostu zawsze na coś się tam skuszę! I to dlatego! :) Jednak tym razem miałam pretekst w postaci drewnianego grzebienia, o którym pisałam Wam w moim wpisie na temat pielęgnacji włosów (LINK). Grzebień sprawdza się doskonale, tak samo zresztą jak i inne produkty, jak gąbka-myjka do twarzy oraz miniaturowy żel i miniaturowe masło z serii Fuji Green Tea. Ahh! jak te kosmetyki pięknie i orzeźwiająco pachną! 
W tym roku mój wyjazd wakacyjny przypadał na przełom lipca i sierpnia, dlatego część zakupów to sprawunki z myślą właśnie o tej wyprawie. Tak było z klapkami w paski oraz nowym etui na okulary z Sinsay. Cenowo nie były drogie, a poprzednie tego typu etui miałam kilka lat i zepsuł się już w nim zamek. Oczywiście klapki nie są zbyt wygodne, ale kupiłam je z myślą o wkładaniu pod prysznicem i w tej funkcji sprawdziły się bardzo dobrze. 
Także z myślą o wszelkich wyjazdach kupiłam podróżną wersję szczotki Olivia Garden. O niej także poczytacie we "włosowym" wpisie (LINK). Dodam tylko, że nadal nie zdjęłam naklejki z lusterka, bo moim zdaniem jest ono jednak zbyt małe, ale można się w nim przejrzeć ;). 
W Hoomla spełniłam moje małe marzenie jakim było posiadanie widelczyków do ciasta lub do owoców. Wiem, że to żaden szał, ani nowość, ja jednak jak dotąd nie miałam takich sztućców. Widelczyki mają ciemny kolor i zostały już przetestowane na domowym tiramisu. Test wypadł pomyślnie! 
Od kiedy zobaczyłam na IG marki Neonail informację o ich GUM Peel - Off to ciągle o niej myślałam. W założeniu miał to być dla mnie idealny produkt, dzięki któremu w końcu mogłabym malować ładnie swoje paznokcie samodzielnie! Gumą "maluje" się skórki wokół paznokci, a po jej zaschnięciu możemy ją łatwo zdjąć niczym maskę peel-off. Malując płytkę paznokciową nawet gdy wyjedziemy na skórki, to możemy łatwo ten błąd naprawić i nasz mani wygląda świetnie. Brzmi nieźle, prawda? Niestety nie umiem posługiwać się tym kosmetykiem i jak na razie nie ma miedzy nami takiej miłości, jakiej się spodziewałam. Guma nakłada mi się zbyt grubą warstwą, długo wysycha, jak wysycha to sama ją sobie przypadkiem zdejmuję, albo po pomalowaniu okazuje się, że tam gdzie mi najbardziej zależało to i tak wyjechałam, albo że lakier się rozwarstwił w tym miejscu itp. Słowem - jest to produkt, którego używania trzeba się nauczyć. Jednak nie zrażajcie się moją opinią, bo ja mam naprawdę dwie lewe ręce w dziedzinie paznokci...
Herbatki Five O'Clock to totalny zakup pod wpływem chwili. Przed stoiskiem była wielka reklama herbaty Iced Tea, którą można przygotowywać na zimno (herbatę, nie reklamę!). Weszłam zaciekawiona i efekty jak widać... Najbardziej posmakowała mi herbata Fresh Mint Ice Tea. Jest to herbata typu rooibos, czyli czerwona. Zaparzam ją na zimno tzn. kilka łyżeczek zalewam zimną wodą w dzbanku i wstawiam na parę godzin do lodówki (np robię to wieczorem i akurat na rano). W smaku jest wspaniała - czuć zarówno typowy smak rooibosa oraz orzeźwiającą miętę. Wszystkie sklepowe "iced tea" mogą się schować! Oczywiście gdy dodamy jeszcze cytrynkę, dodatkowe listki mięty, to już zupełnie niebo w gębie :) :) 
Talerze - rybki kupiłam na wyprzedaży w DUKA i mogliście je już widzieć na moich niektórych zdjęciach. Musicie przyznać, że są bardzo fotogeniczne, co jak wiadomo dla blogerek jest bardzo pożądaną cechą^^ Przed wyjazdem nad morze bardzo mnie ciągnie w takie "morskie" klimaty i choć kupiłam je z myślą o prezencie dla kogoś, to nie wiem czy ostatecznie nie zostaną ze mną na zawsze.
Jak wyjazdy, to wiadomo przyda się walizka. Zwłaszcza że moja po majowych eskapadach totalnie się rozpadła (aż nie byłam pewna, czy wrócę do domu z nią, czy w reklamówkach). Tą walizkę znalazłam zupełnie przypadkiem w Auchanie no i wiecie, znów ten "morski" motyw... Wzięłam ją więc ze sobą :D Walizka ma wymiary tzw. "kabinowe" i może być zabierana jako bagaż podręczny, chociaż podobno teraz to już nie jest takie uniwersalne i trzeba zawsze sprawdzać, co podaje konkretny przewoźnik. Pokrywa jest pół-sztywna i taką własnie chciałam. Jedyne czego mi brakuje to mniejszej kieszonki z przodu, ale nie jest to duży problem, bo w starej walizce i tak ta kieszonka miała dziurę, więc jej nie używałam. Morska walizka kosztowała około 60 zł, uważam to więc za "deal" miesiąca! 
Z AliExpressu przyszedł do mnie kolejny obraz do kolorowania po numerach. Jak wiecie, chociażby z mojego poprzedniego haul'u (LINK) bardzo lubię tego typu kolorowanki i obecna jest już moją trzecią. Tym razem postawiłam na miejski widoczek kojarzący się z ulicą w słonecznej Hiszpanii. Dla zainteresowanych pozostawiam link do aukcji
Drugi raz w tym miesiącu trafiłam do The Body Shop! Zauważyłam bowiem, że mój najulubieńszy żel pod prysznic o zamachu różowego grapefruita spodobał się także mojemu narzeczonemu oraz że znika w dość szybkim tempie... Skorzystałam więc z letnich wyprzedaży i kupiłam butlę na zapas w cenie 13,90 zł (normalnie prawie tyle kosztuje miniwersja!).
Od koleżanki z Dress Cloud, autorki bloga Takie Moje Oderwanie, czyli Magdy dostałam spóźnioną paczkę urodzinową. Od ilości kosmetyków może wręcz rozboleć głowa! Co najlepsze wszystkie są dla mnie totalnymi nowościami i naprawdę nie wiem, jak dziewczyny to robią, że udaje im się trafić idealnie :) Zaczęłam z tego zestawu używać kremu BB Missha i powiem, że jest zachwycona! Po zawartości śmiem jednak podejrzewać, że będzie tu więcej prawdziwych perełek ;3 Dzięki dziewczynom z DC moje urodziny trwają bardzo długo, co zupełnie mi nie przeszkadza^^ ;-))
Z Avonu starałam się skromnie i poprzestałam na trzech nowych maskach w płachcie oraz dwufazowym kremie pod oczy. Jeśli chodzi o maski, to czuję, że nadchodzi czas małego przeglądu, bo trochę się ich ostatnio nazbierało. Do kremu pod oczy mam któreś z kolei podejście i do tej pory kończyło się tak, że go komuś oddawałam. Może więc w końcu i ja się przekonam, jak się u mnie sprawdzi? 
To jednak nie koniec kosmetyków marki Avon w tym miesiącu, bo z programu Hot Noty otrzymałam do testowania zestaw zapachów Attraction Sensation dla niej i dla niego. Avon Attraction Sensation to zapachy, które mają pobudzić wszystkie nasze zmysły. Kolekcja została zaprojektowana przez Laurenta Le Guernec i Michelle DaFina, jak podaje portal fragrantica.pl. Attraction Sensation for Her to połączenie mandarynki i śliwki z akcentem imbiru, otulone indyjskim jaśminem, nutami kaszmiru i skóry. Nie jest to zapach ciężki, czy przytłaczający choć spodoba się raczej wielbicielkom słodkich perfum. Attraction Sensation for Her to kompozycja bardzo zmysłowa i intensywna, którą będziemy cieszyć się wiele godzin od aplikacji.
W wersji męskiej jako pierwsze poczujemy nuty czarnego pieprzu, olejku imbirowego i aromatycznego kardamonu. Serce kompozycji to zapach lawendy, a głębię tworzy luksusowa skóra z nutą paczuli. Całość tworzy aromatyczny i zmysłowy zapach, który długo utrzymuje się na skórze. Co ciekawe opakowania obu zapachów zostały zaprojektowane tak, aby idealnie do siebie pasowały :) Więcej informacji o zapachach znajdziecie pod tym linkiem: http://u.grubo.io/2ib 
Jak bardzo trzeba kochać swój rower, aby nawet paznokcie zrobić sobie pod jego kolor? :D W stworzeniu mojego wakacyjnego looku jak zawsze nieoceniony był salon Beauty Boutique i pani Ania, która cierpliwie zajęła się zarówno moimi stopami, jak i dłońmi. Z kolorku jestem bardzo zadowolona i znów widzę, jak szybko mi jednak rosną paznokcie! :-)) 



Wyświetl ten post na Instagramie.

Dzień dobry! To moje wczorajsze zakupy z @drogerialilaroz którą odwiedziłam po raz pierwszy, bo jakoś ciągle mi było nie po drodze... Esencja do demakijażu @polny.warkocz, odżywka nawilżająca z moim ulubionym bzem @kosmetykianwen, woda eukaliptusowa @your_natural_side oraz biała glinka, która była do niego dodatkiem za symboliczną złotówkę, a na deser plastry zmiękczające @lbiotica 😊 Wszystkie kosmetyki są dla mnie nowościami, bo choć esencja już gościła chwilkę w moim domu, to oddałam ją w prezencie zanim się z nią zapoznałam :) Znacie któreś z tych produktów? Jak się u Was sprawdziły? 😍 #zakupykosmetyczne #zakupy #nowości #shopping #shoppingismycardio #drogerialilaroz #kosmetykinaturalne #naturalne #naturalnekosmetyki #anwen #yournaturalside #lbiotica #polnywarkocz #esencja #odzywka #hydrolat #glinka #bialaglinka
Post udostępniony przez Urbanbeautician (@_nostami)
Skuszona relacjami dziewczyn na Instagramie odwiedziłam w końcu wrocławską drogerię Lila Róż. Weszłam i... oniemiałam, bo okazało się, że większość marek kosmetyków naturalnych na które do tej pory specjalnie "polowałam" na targach czy w internecie mogę po prostu zakupić na miejscu! Oczywiście wizyta musiała zaowocować zakupami, choć uwierzcie mi, że naprawdę starałam się ograniczać! 
Plasterki na wypryski marki Isana z Rossmana poleciła mi koleżanka. Ja nawet nie wiedziałam wcześniej o ich istnieniu! Okazały się świetną alternatywą dla koreańskich Corxs, czy stanowczo zbyt drogich z Sephory. Kupiłam już kolejne opakowanie, więc jak widać przydają się zdecydowanie :)
Tuż przed wyjazdem, kiedy już obiecałam sobie, że NIC absolutnie nie będę kupować okazało się, że w HEBE jest promocja na krem rozświetlający Secret Glow z Miya. O nie, niektórych rzeczy się tak po prostu nie odpuszcza! :D Krem jest bardzo delikatny i tworzy na skórze bardzo subtelną poświatę. Zdecydowanie muszę napisać coś więcej o produktach tej marki, bo jak na razie każdym po kolei jestem absolutnie zachwycona! 
Wytrzymałym czytelnikom, którzy dobrnęli do tego momentu serdecznie gratuluję, to już koniec :D W nagrodę pokazuję jeszcze ładny widoczek z nad naszego pięknego, polskiego morza, które jest moim zdaniem najlepsze na świecie! Znacie któreś z przedstawionych przez mnie dziś produktów? Co nowego pojawiło się u Was w lipcu nie tylko z kosmetyków? Dajcie koniecznie znać!  

Copyright © Nostami blog , Blogger