Znów nieco "przysnęłam" z pisaniem haulowego posta - mamy już nieomal grudzień, a ja cofam się w swoich wspomnieniach aż do października! Nie chcę jednak przytłoczyć czytelników dwumiesięcznym zestawieniem, dlatego raz-dwa zabieram się za przedstawienie nowości nie tylko kosmetycznych, jakie pojawiły się u mnie w minionym miesiącu.
Nie rozpoczynam zbyt chronologicznie, bo od pokazania Wam, co przywiozłam sobie z pobytu w Pradze, w której byłam pod koniec października. Oczywiście nie mogło obyć się tam bez wizyty w DM! A nawet w czterech! Szukałam bowiem kalendarzy adwentowych, które pojawiły się już w Niemczech oraz kilku limitowanych serii. Niestety albo źle trafiłam, albo asortyment czeskich DM różni się nieco od tych niemieckich i nie znalazłam nic z tego, co szukałam najbardziej. Za to zaopatrzyłam się m.in. w taki zestawik maluszków Balea - żeli pod prysznic w świątecznych zapachach. Let it Snow to zapach kokosa i owocu smoka (czyli pitaja), jest bardzo wakacyjny, moim zdaniem najpiękniejszy w całego zestawu. Magic Time to połączenie kwiatu lilii i żurawiny, mocno owocowy, kojarzy mi się z jakimś słodkim napojem. Stay Magical to zapach czerwonych jagód, owocowy, słodki (znów mam skojarzenie z jakimiś sokiem dla dzieci). Winter's Charm pachnie malinami i wanilią, choć tutaj zdecydowanie najmocniej czuję właśnie wanilię. Każdy z żeli ma 60 ml pojemności. Wszystkie pachną ładnie podczas kąpieli, ale już po niej nie wyczujemy ich na skórze. Żele dobrze się pienią, nie wysuszają skóry, są wegańskie. Oczywiście nie potrzebuję aż dwóch opakowań - drugi zapewne zostanie komuś podarowany :)
W październiku odbywała się we Wrocławiu już jedenasta edycja targów Natural Beauty, z której recenzję możecie poczytać na moim blogu LINK. To moje zakupy poczynione w tamtym czasie :) Jak na razie używałam jedynie dezodorantu w kostce z LaLe i bardzo jest to ciekawy kosmetyk, choć nieco kłopotliwy w używaniu. Ale o tym w przyszłej recenzji...
Lubię bardzo wszelkiego rodzaju nowości i wynalazki, dlatego nic dziwnego, że zainteresowałam się szminką w pudrze Epic Lip Powder Pen, nowością marki Avon. Szminka znajduje się w plastikowym opakowaniu-pisaku z zakręcaną zatyczką i aplikatorem gąbeczką. Szminka ma pudrową formułę, co powoduje bardzo naturalny efekt. Zwłaszcza przy tym kolorze jaki mam - Free To Be - dość jasny róż. Kolor nakładamy aplikatorem z gąbeczką, a jeśli chcemy go więcej, to zanurzamy go wcześniej w skuwce.
Mimo wrażenia delikatności szminka na ustach utrzymuje się całkiem przyzwoicie, choć nie jest oczywiście tak trwała jak te w płynie (np. Power Stay). Jeśli lubicie mieć makijaż "no make up" to jest to idealny produkt, zwłaszcza w tak jasnym odcieniu. Mimo wrażenia pudrowości moje usta nie robią się wysuszone. Uważam jedynie, że cena 26 zł jest nieco przesadzona. Ale to już moja opinia :-)
Staram się trzymać w ryzach jeśli chodzi o moje kosmetyczne zakupy, choć oczywiście nie jest to wcale łatwe. Tutaj na zdjęciu kilka moich nowości, taki misz-masz. Skarpetki pochodzą z AliExpressu i strasznie spodobał mi się ich kolor, choć niestety są na mnie za małe. Szczoteczka do przestrzeni między zębowych Curaprox to mój must have. Z Avonu zdecydowałam się na mocno kryjący podkład Power Stay, który przeznaczam jednak na jeszcze zimniejsze miesiące. Chciałam też wypróbować nowy pędzelek do brwi, ale średnio jestem z niego zadowolona - przeszkadza mi w nim głownie kiepskie opakowanie ochronne na końcówki, co w przypadku gdy jest on dwustronny jest trochę problemem...
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam matowy cień do powiek z kolekcji Nude Look Golden Rose (kolor Caramel Nude) to po prostu przepadłam!!! I mimo, że zwlekałam z zakupem ponad 2 miesiące zastanawiając się siedemnaście razy czy NA PEWNO potrzebuję kolejnego cienia do powiek, to teraz widzę, że trzeba było nie zwlekać ani chwili! :D
Cień ma wypiekaną formułę i jest bardzo satynowy i miękki w nakładaniu. Ma delikatny kolorek nude, który świetnie nadaje się do codziennego makijażu. Zwłaszcza gdy ktoś jest totalną amatorką w malowaniu... Nie ma zbyt mocnej pigmentacji, ale można go dokładać i zwiększać głębię koloru. Wydaje mi się, że kolor jest odpowiedni dla takich bladziochów jak ja. Z uwagi na matową formułę można też pokusić się o użycie go jako bronzera, chociaż może to być bardzo subtelny efekt. Cień wykorzystuję do makijaży dziennych, zazwyczaj jako samodzielny kolor na powiece. Opakowanie jest wykonane z plastiku, z przeźroczystą klapką. Swój egzemplarz kupiłam na stoisku Golden Rose wykorzystując promocję 20% na wszystko. Obecnie cień kosztuje 15,90 zł. Cień Carmel Nude to mój towarzysz codziennych makijaży, jak się Wam podoba?
W Actionie znalazłam tym razem bardzo fajny kalendarz adwentowy do samodzielnego wypełnienia czym tylko się nam zamarzy :) Zestaw 24 kartonowych pudełek kosztował około 9 zł i oczywiście kupiłam go na prezent. Nie mam jeszcze ostatecznej koncepcji co do niego włożyć i muszę się z tym pospieszyć, bo przecież adwent zaczyna się już niebawem!
Moje piękne oliwkowo-złote paznokcie zastąpiły w tym miesiącu te szaraki przełamane żółcią w odcieniu Kubusia Puchatka (a przynajmniej ja zawsze ten odcień tak określam). Szary kolor to lakier Semilac numer 106. Z kolei ten piękny żółty, to lakier numer 767 z Makear. Na całość został nałożony nabłyszczający top. Paznokcie są "zwyczajne" ale kolorystyką nawiązują do jesieni. Muszę przyznać, że dobrze czuję się w szarościach, czy kolorach nude. Mam wtedy poczucie, że pasuje to do każdej stylizacji. Paznokcie zrobiła mi oczywiście Ania z salonu Beauty Boutique.
Głównym powodem dla tych zakupów były plasterki na trądzik marki L'Biotica, ale oczywiście dałam się namówić jeszcze na dwie maseczki... Plasterki zdążyłam już zużyć i ich recenzję znajdziecie w listopadowym denko. Maseczki czekają na swoją kolej, nie jestem pewna czy tej When nie podaruję komuś w prezencie, bo nie doczytałam, że jest do suchej cery (a ja mam mieszaną).
Kolejne drobne zakupy - maseczka monster z Bielendy sprawiła mi wiele radości. Już ją zużyłam, recenzja będzie w kolejnym denko. Potrzebowałam jeszcze nowej nici dentystycznej, ta z Oral B jest moim zdaniem najlepsza. Skończył mi się także suchy szampon, a w sezonie jesienno-zimowym to moje wybawienie. Tym razem postawiłam na wersję Blush od Batiste.
Jak wiadomo paczki z AliExpressu przychodzą bardzo różnie i tutaj mamy przykład przesyłki, która miała do mnie dotrzeć w wakacje, ale trochę się opóźniła. Nie szkodzi, myślę że za rok z miłą chęcią sięgnę po te wakacyjne gumki do włosów, które swoją drogą są bardzo miękkie i przyjemne w dotyku.
Ostatnie kosmetyki w tym miesiącu to moje kolejne zamówienie z Faberlic. Tym razem pokusiłam się o przetestowanie dwóch tlenowych masek w płachcie i kremu tlenowego na noc (ta firma kiedyś słynęła głównie z kosmetyków z tlenem). Zamówiłam także grapefruitową pastę do zębów Nuki, serum na porost brwi, wkładki higieniczne, rajstopy z mikrofibry w kolorze szarifowym (!) oraz druciaki do czyszczenia garnków. W gratisie otrzymałam oczyszczającą maskę z węglem. Jak widać same "przydatne" rzeczy się tu znalazły :-)
Zawsze marzyłam o ciepłym, szarym swetrze i choć nie narzekam na brak tej części garderoby (choć 90% moich swetrów jest bawełniana i nie grzeje tak mocno), to kupiłam sobie nowy, nieco oversizowy. Mój sweter jest marki Esmara i kupiłam go w Lidlu. Jest bardzo ciepły, chwilami nawet za bardzo i mam nadzieję, że posłuży mi długo.
Te skarpetki z H&M to jest coś pięknego! Są mięciutkie, ciepłe no i te zwierzęce nadruki! <3 Dlatego, gdy po raz trzeci weszłam do sklepu tylko po to, żeby je pooglądać to zdecydowanym ruchem wsadziłam je do koszyka :-) Każdy wie, że pięknych skarpetek nigdy dość!
A na koniec przesyłam Wam pozdrowienia z mojej dziesiątej w życiu podróży do Pragi, która nieustannie mnie zachwyca! <3 I choć nadal kosmetyczne nowości przeważają w moich zakupach, to mam wrażenie, że stopniowo jest ich coraz mniej, a zapasy znacznie mi się kurczą. Co najbardziej zaciekawiło Was z dzisiejszego zestawienia? Dajcie znać w komentarzach!


























































