Przejdź do głównej zawartości

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.  
Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co. 
- mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 

- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O perfumach pisałam przy okazji ulubionych zimowych zapachów. I o ile zapach perfum mnie zachwyca, o tyle zapach tego żelu już jakoś mniej. W każdym razie nie do końca zgadzam się, że pachnie identycznie jak perfumy. Do tego przesuszał mi skórę. 
- peeling do ciała Planet Spa Bali, Avon - zawiera ekstrakty z kwiatu frangipani i trawy cytrynowej. Jest to peeling typu gommage, więc drobinki są niewielkie i raczej nie jest to mocny zdzierak. W konsystencji jest lejący - bliżej mu więc do żelu pod prysznic niż peelingu. Kosmetyk ma ciekawy zapach, który ciężko opisać. Zresztą jak większość zapachów z serii Planet Spa. W każdym razie jeśli tak pachnie na Bali to chętnie się tam wybiorę! ;-) Produkt był z serii limitowanej i nie ma go już w ofercie. 

- peeling do ciała Super Slim, Evree - za to ten peeling to dopiero był zdzierak! Grube drobiny soli i cukru, do tego olejek perilla i powstał naprawdę świetny produkt do którego wrócę z pewnością! Pisałam o nim przy okazji jesiennej pielęgnacji ciała. Przyznaję, że ostatnimi czasy bardzo go oszczędzałam, bo aż żal było mi go kończyć - stąd takie długie zużywanie. Pamiętajcie jednak, że wiele produktów Evree zawiera naturalne składniki i dlatego powinno się je zużyć w czasie pół roku od otworzenia opakowania.  

- masło do ciała Milk and Honey Gold, Oriflame - zawiera ekstrakty miodu i mleka. Jest dość gęste i ma bogatą konsystencję, która przypomina nieco budyń. Dobrze się wchłania, ale trzeba dać mu nieco dłuższą chwilkę czasu. Jednak efekt po użyciu zrekompensuje nam to - skóra jest miękka w dotyku i wygładzona. Masło ma piękny zapach mleka z miodem. Zapach jest wyczuwalny, ale nienachalny i utrzymuje się na skórze nawet kilka godzin. Opakowanie zawsze kojarzy mi się z miodkiem Kubusia Puchatka. Wrócę z pewnością!
- pasta do zębów Sprakly White, Himalaya Herbals - w końcu udało mi się zużyć wszystkie próbki od dentysty i przetestować normalne opakowanie pasty! Ta z Himalaya w swoim składzie ma naturalne składniki roślinne, które mają usuwać przebarwienia i wybielać zęby. Pasta nie zawiera fluoru. Czy zauważyłam wybielenie? Tak, choć delikatne co ma ten plus że wyglądało naturalnie. Myślę, że wrócę do tej pasty jeszcze w przyszłości. Więcej o niej możecie poczytać przy okazji testowania kosmetyków Himalaya.

- płyn do płukania jamy ustnej Sensitive Plus, Elmex - przyjemny płyn, który lubię mieć pod ręką gdy moje zęby stają się nadwrażliwe. Delikatny w smaku nie podrażnia dziąseł, za to pozostawia świeży oddech na długi czas. 

- pianka do golenia Gilette Mach3 - podbierana narzeczonemu zanim zaopatrzyłam się w swoją, damską wersję. Bardzo gęsta i wydajna, chociaż zapach - wiadomo - zbyt męski ;-)
- krem na noc Urban Skin Essentials, Nivea - kupiłam zachwycona kremem z tej serii na dzień, o czym pisałam we wpisie NIVEA. Niestety wersja na noc już mnie tak nie zachwyciła, ale być może mam bardziej wygórowane oczekiwania. Krem przyjemnie pachniał, jednak w mojej opinii nawilżał tak jak kremy "dzienne". A od kosmetyków na noc oczekuję jednak większego nawilżenia, bogatszej konsystencji i większych efektów odżywczych. Tutaj było dość zwyczajnie i czasami zastanawiałam się czym różnią się te oba kremy. Dlatego o ile do kremu na dzień planuję wrócić, o tyle na noc poszukam innego ulubieńca. 

- skoncentrowany krem do rąk Neutrogena - był potwornie tłusty i potwornie wydajny i przyznam, że myślałam już, że nigdy go nie zużyję do końca. Niewielka ilość wystarczała na porządne natłuszczenie i nawilżenie skóry dłoni, a działanie miał natychmiastowe. Dlatego szczególnie dobrze używało mi się go przez całą zimę i być może z myślą o tej porze roku wrócę do niego ponownie za jakiś czas.

- mydła i płatki kosmetyczne Cien, z Lidla - mydła w kostce Cien są tanie i fajnie pachnące. Ja zdecydowanie bardziej lubię ich wersję glicerynową. Widoczne na zdjęciu opakowanie jest po takim właśnie mydełku o zapachu jaśminu. Drugie, białe to mydło mleczne o zapachu kwiatu pomarańczy. Te mydła dobrze mi służą i z pewnością sięgnę po nie jeszcze nie raz. Płatki kosmetyczne wrzuciłam podczas zakupów, bo przyznaję, że nie chciało mi się specjalnie biegać tylko po ten produkt do drogerii. Płatki były w porządku i spełniały swoją funkcję, nie zauważyłam istotnych różnic pomiędzy nimi a produktami z Isany, które kupuję najczęściej. 
- odżywka do brwi i rzęs The One, Oriflame - od początku nie polubiłyśmy się z tym produktem. Albo miałam felerny egzemplarz, albo ta odżywka kompletnie i totalnie nic nie robi. Mało tego - szczoteczka nakładała tak mało produktu, że wręcz drapała mnie w łuk brwiowy. To i tak dziwne, że dałam jej tak długo szansę. 

- tusz Eyes Wide Open, Oriflame - za to tusz, który kupiłam w zestawie z ww. odżywką był CUDOWNY. Pięknie otwierał oko, podkreślał długość rzęs, ładnie je pogrubiał. Bardzo, bardzo mi odpowiadał i z pewnością wrócę do niego w przyszłości! Nawet przyznaję, że już wcześniej powinnam go była wyrzucić, bo jak wiemy tusze do rzęs po 3 miesiącach tracą swoje właściwości. Ale mimo, że już nie działał tak super jak na początku to i tak dalej mi się podobał, stąd tak długo go trzymałam. 

- tusz do rzęs Color Trend, Avon - szczoteczka z włosiem o standardowym kroju podkreślałam rzęsy, ale nie robiła efektu WOW. W dodatku tusz był już nieco stary i zeschnięty, dlatego pożegnałam się z nim bez specjalnego żalu. Linia Color Trend jest dedykowana nastolatkom,a ja już wyrosłam z tego wieku, więc raczej nie wrócę do tego tuszu. Zwłaszcza, że znam o wiele lepsze.

Na tym kończę moje lutowe denko i tradycyjnie zapytam Was - znacie, używałyście któryś z przedstawionych tu dzisiaj kosmetyków? Jak się u Was sprawdził? 
Przy okazji chciałam poinformować Was, że planuję brać udział w Blog Beauty Day podczas Targów Look Beauty Vision w Poznaniu pod koniec marca. Będzie to moja pierwsza tego typu impreza w takim charakterze, dlatego już nie mogę się doczekać. Look Beauty Vision to profesjonalne targi kosmetyczne i fryzjerskie liczę więc na to, że poznam też wiele nowinek w dziedzinie pielęgnacji włosów. To z kim się widzimy na Blog Beauty Day? ;-) 





  

Komentarze

  1. Ze mną, oczywiście! Bardzo się cieszę, że za 2 tygodnie się spotkamy :) Co do denka - choć mniejsze, to ważne, że zużywanie idzie ku dobremu, do przodu :) Ja znam tylko krem do ciała Milk&Honey i bardzo go lubię, natomiast reszta jest mi bliżej nieznana. Życzę dobrych zużyć w marcu i... do zobaczenia <3 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tego chcę się trzymać - że może i mniej, ale do przodu. Bo przecież o to w tym chodzi, aby nie stało na półce bo wtedy nie działa :D Ja też odliczam do spotkania! ;-))

      Usuń
  2. sporo udało Ci się zuzyć. niestety nie kojarzę żadnego z produktów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo, a ja się stresowałam, że mało... ;-)

      Usuń
  3. U mnie tez ostatnio pojawilo sie denko :D widze ze i u Ciebie sporo produktow ! Brawo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idę poczytać, uwielbiam posty tego typu! ;-)

      Usuń
  4. Ze zdzierakiem evree muszę się kiedyś poznać 😎

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj warto! Tylko zaplanuj go sobie w odpowiedni moment, bo trzeba go zużyć w ciągu pół roku od otworzenia opakowania. Niby to sporo czasu, ale czasami różnie to bywa ;-)

      Usuń
  5. Z Oriflame miałam ostatnio balsam tej serii - jest świetny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo spodobał mi się jego zapach ;-))

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. O masz, a według mnie on jest jak dotąd najsłabszy z ich żeli ;-)))

      Usuń
  7. Ten krem z neutrogeny również posiadałam i swietnie mi sie sprawdzał!
    Pozdrawiam cieplutko
    Zapraszam: Mój Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię go zimą, latem nie mogę nawet na niego patrzeć ^^

      Usuń
  8. Peeling z Evree bardzo sobie chwalę :) Obserwuję i zapraszam do siebie w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. A ja się martwiłam, że małe! ;-))

      Usuń
  10. Nigdy nie używałam żadnego z kosmetyków. Po płyn do płukania jamy ustnej bardzo chętnie sięgne, bo jestem bardzo zadowolona z pozostałych kosmetyków tej marki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także lubię ich pasty, są odpowiednie do wrażliwych zębów!

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Recenzja: Krem uniwersalny z witaminą C Bielenda

Tęsknicie już trochę za wiosną? Ja przyznam się, że trochę tak mimo że w mojej okolicy nawet nie zaznałam ani trochę mroźnej zimy w tym roku. Ciągle mamy taką ciapowatą aurę, niby ciepło ale ponuro i dobijająco. Dlatego z prawdziwą radością powitałam możliwość przetestowania jednego z kremów uniwersalnych z Bielendy. Spójrzcie tylko na opakowanie - czy nie czujecie natychmiast przypływu energii?  Zostałam wybrana do testowania kremu Bielenda po wypełnieniu ankiety na Facebooku. Tak, tak to jest możliwe i te "konkursy" wygrywają realne osoby! Dlatego tym bardziej zachęcam Was do próbowania, zwłaszcza jeśli jesteście zainteresowani tematyką kosmetyków i urody. Ponieważ w ankiecie miałam możliwość wyboru wersji kremu zdecydowałam się na krem odżywczy z witaminą C. Nie ukrywam, że głównym powodem mojej decyzji były rysunki cytrusów na opakowaniu, które uwielbiam (cytrusy, nie rysunki).  Odżywczy krem uniwersalny do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda to kosmetyk o wielorakim zast…