Przejdź do głównej zawartości

Denko MAJ 2018

Maj przeleciał mi z prędkością światła. Działo się tak wiele, że nie mam pojęcia jakim cudem udało mi się zużyć tyle kosmetyków! Bo aktualne denko prezentuje się całkiem imponująco - 16 pełnowymiarowych produktów do pielęgnacji, 10 masek w płachcie plus próbki, maseczki w saszetkach, kosmetyki do makijażu. Chyba robi wrażenie? Jeśli jesteście zainteresowani co znalazło się w moim majowym denko, to zapraszam do dalszej części wpisu. 
Wiosenne słońce zachęca do zwiększonej aktywności fizycznej. Dodatkowo w kwietniu rozpoczęła się nowa FitMisja w klubie Fitness Academy, do którego uczęszczam. Z tego powodu częściej teraz spędzam czas w ruchu i zdecydowanie bardziej stawiam na pielęgnację, niż makijaż. Widać to m.in. po produktach, które zużyłam w minionym miesiącu - tych do makijażu jest tutaj niewiele, a te, które zostały zdenkowane i tak w większości były już wyschnięte lub stare. 
Pochwalę się Wam moimi osiągnięciami rowerowymi z minionego miesiąca. Według Endomondo - przejechałam ponad 200 km! W czasie całego miesiąca może wydawać się to niewielkim wyczynem, jednak trzeba pamiętać, że to tylko to, co przejechałam niejako przypadkiem, bo po drodze do i z pracy. 
Wśród kosmetyków DO TWARZY zużyłam:
- emulsja do mycia twarzy Planet Spa, Avon - wracam do tego produktu raz na jakiś czas, bo lubię jego zapach oraz poczucie oczyszczenia i odświeżenia skóry. Emulsja jest bardzo wydajna i może się znudzić, zanim ją zużyjemy ;-) To chyba jej jedyna wada! Więcej o tym produkcie w przeglądzie katalogu 6 Avon.
- hydrolat z czarnej porzeczki, La-Le - świetny kosmetyk, w którym totalnie się zakochałam, mimo ze po pierwszym użyciu nieco rozczarował mnie zapach, bo spodziewałam się owoców czarnej porzeczki, a ja tu czuję raczej liście malin ;-) To jeden z produktów, który kupiłam podczas targów Natural Beauty. Chętnie wrócę do niego w przyszłości. 
chłodząca mgiełka z mentolem i wit. C, Ziaja - nie wiem czy też tak macie, że doceniacie kosmetyk, jak już prawie sięga dna? Tak własnie było w przypadku tej mgiełki - stała i stała na mojej półce, aż w końcu postanowiłam ją zużyć. I co - okazało się, że jest świetna! Tak świetna, że wczoraj kupiłam kolejne opakowanie, zwłaszcza że kosztuje naprawdę niewiele, bo 7,20 zł! Jak wszystkie mgiełki tej firmy tworzy na twarzy delikatny wodny tusz. Pachnie przyjemnie i delikatnie, a do tego delikatnie chłodzi i odświeża skórę. Na obecne upały jest jak znalazł i zdecydowanie ją wam polecam! 
- krem My Wonderbalm Hello Yellow, Miya - ach co to był za krem! No po prostu cudo! Ale ponieważ szykuję dla Was post na jego temat oraz kremu różanego także z tej serii to na razie wspomnę tylko, że idealnie się wchłaniał, pięknie pachniał mango, nawilżał skórę i poprawiał lekko jej koloryt, tak że wyglądała naprawdę WOW. I właściwie jedyne co mogłabym mu zarzucić, to że nie miał filtrów SPF, co dla mnie jest akurat bardzo ważne w kremach na dzień. Myślę, że wrócę do niego ponownie, ale raczej po wakacjach. 
- żel-kuracja antybakteryjna, Ziaja - nie znam nic lepszego na zmiany trądzikowe i jest to mój absolutny "must have", którego używam już od dość dawna - wspominając chociażby o tym, że jego recenzję znajdziecie w denko z czerwca ubiegłego roku. Oczywiście kupiłam kolejne opakowanie ;-)
- nawilżający żel do mycia twarzy Aloe Vera, Himalaya Herbals - odkąd rok temu poznałam produkty firmy Himalaya Herbals lubię czasami sięgnąć po nie na sklepowej półce. Ten żel wzięłam z myślą o delikatnym oczyszczaniu skóry twarzy i sprawdził się wyśmienicie. Gęsty, pachnący mydłem żel o zielonoperłowej barwie był przyjemny w użyciu. I choć wiele osób zarzuca mu średnie doczyszczanie skóry, to dla mnie był całkiem OK, ponieważ kupiłam go własnie z myślą o delikatnym oczyszczeniu, a nie szorowaniu. Jeśli więc miewacie podrażnioną skórę, to warto kupić ten produkt. Zwłaszcza, że nie jest on drogi, około 8 zł. 
- rozświetlający żel krem do twarzy na noc Caribbean Escape, Planet Spa, Avon - ma za zadanie rozświetlić naszą skórę, wyrównać koloryt i sprawić, aby rano była ona pełna blasku i wypoczęta. Zawiera ekstrakt z alg i pył perłowy, dzięki któremu ma taki piękny perłowy kolor. Ten kolor kremu sprawia, że używa się go z prawdziwą przyjemnością, a dodatkowo ładnie, delikatnie pachnie  Krem ma lekką konsystencję, żelową. Bardzo dobrze i szybko się wchłania i fajnie nawilża skórę. Mimo perłowego połysku nie powoduje świecenia skóry, zresztą to krem na noc więc nie sprawiałoby to większego problemu  Rano budzę się z nawilżoną skórą, ale ciężko mi ocenić czy rzeczywiście jest ona jakoś bardziej rozświetlona niż zazwyczaj. Jeśli miałabym porównać krem Carribean Escape z bardzo podobnym Revitalising Harmony Planet Spa także z Avonu, o ten drugi wypadał nieco lepiej. Ale być może na jego korzyść przemawiał bardziej intensywny zapach który szalenie mi się podobał. O Revitalising Harmony pisałam w zeszłym roku przy okazji letniej pielęgnacji twarzy 
- krem pod oczy Anew Aqua Youth, Avon - z kremami pod oczy jakoś mi nie po drodze o ile nie posiadają żelowej konsystencji. Ten krem zdecydowanie się już przeterminował, trudno więc ocenić mi jego działanie. Wrócić, nie wrócę, bo nie ma go już w ofercie firmy. 
- kompleksowa pielęgnacja naprawcza okolic oczu Anew Reversalist, Avon - ten kosmetyk składał się z dwóch produktów. W dolnej komorze znajdował się krem na okolice oczu, który powinniśmy używać wieczorem, a na górze w zakrętce umieszczono rozświetlacz, dzięki któremu spojrzenie miało nabrać blasku. Tyle teorii i zapewnień producenta. Niestety u mnie kosmetyk ten też przeleżał i mimo, że krzywdy mi żadnej nie zrobił, to efektu WOW także nie było. Być może kiedyś wrócę do niego aby sprawdzić, czy rzeczywiście działa, jednak nie pozwolę mu już wtedy na takie leżenie. 
Kosmetyki DO CIAŁA
- żel chłodzący Multi Modeling, Ziaja - zawiera olejek z liści mięty, który ma za zadanie schłodzić naszą skórę rozgrzaną wcześniej ćwiczeniami. Oprócz tego żel ma za zadanie wyszczuplić nasze ciało oraz ujędrnić skórę i pomóc w pozbyciu się cellulitu. Jak już wspominałam nie mam za dużych problemów z cellulitem, jednakże lubię produkty ujędrniające i wyszczuplające. Skóra po użyciu tego żelu była wyraźnie mocniej napięta i ujędrniona. Aż przyjemnie było ją dotknąć ;-) Niestety nie zauważyłam efektów chłodzenia. Myślałam, że może początkowo skóra była zbyt rozgrzana i nie poczułam różnicy, ale efektu nie było nawet po pewnym czasie. Szkoda, liczyłam na to działanie bardzo. Dalej więc szukam swojego ideału chłodzącego do ciała. 
- emulsja do higieny intymnej łagodząca podrażnienia, Lactacyd - produkty tej marki należą do moich ulubionych i zawsze staram się mieć przynajmniej jeden w zapasie. Kupiłam go w lutym o czym informował mój post zakupowy. I jak widać wystarczył mi na około 3 miesiące używania - idealne zużycie kosmetyku! 
- płyn do mycia twarzy i ciała Atopis, Novaclear - testowałam w ramach akcji na portalu zblogowani i przyznaję, że używałam bardzo oszczędnie i stąd takie długie zużycie. Żel był ultra delikatny i świetnie sprawdzał się gdy tylko z jakiegokolwiek powodu miałam podrażnioną skórę. Przyznaję jednak, że jego półprzeźroczysta konsystencja o żółtawym kolorze i dziwny zapach pod koniec używania nieco mnie drażniły i mimo, że w działaniu był bardzo fajny, to nie planuję powrotu. 
- żel pod prysznic Secret Kiss, Senses, Avon - przyjemny w użyciu żel pachnący różą i jaśminem o półprzeźroczystej, różowej konsystencji. Dobrze się pienił, pozostawiał skórę czystą i odświeżoną. Bardzo lubię żele pod prysznic tej serii, a jest ich tak wiele że nie nadążam z dodawaniem recenzji ;-)
- płyn do płukania jamy ustnej Colgate Plax Tea & Lemon, Colgate - przyjemny w użyciu, bez alkoholu, więc nie szczypie w buzi, a działa skutecznie i odświeżająco. Co prawda spodziewałam się mocniejszego ekstraktu herbaty, a mamy w smaku delikatną miętę, ale jest OK i bardzo się polubiliśmy. 
- odżywka Winter Nourishment, Naturals, Avon - jako, że zima się już skończyła dawno to zużyłam w końcu zimową odżywkę do włosów o pięknym zapachu gruszki i wanilii. Bogata odżywka w formie kremowego mleczka dobrze nawilżała moje włosy, ale pod koniec używania miałam jej już nieco dość ;-) 
- suchy szampon na bazie mleczka z owsa, Klorane - to mój pierwszy produkt tej firmy oraz drugi suchy szampon jaki miałam okazję używać. Dlatego mogę go jedynie porównać do tego typu produktu z Avonu, o którym pisałam w styczniowym denko. Odnosząc się do szamponu z Avonu, to Klorane zdecydowanie bardziej bielił mi włosy. Akurat moje są dość jasne, więc nie robiło mi to dużej trudności, ale osoby o ciemnych włosach mogłyby nie być zadowolone. Poza tym robił to co suchy szampon robić powinien - odświeżał włosy i sprawiał, że wydawały się czyste. Mam jednak wrażenie, że w porównaniu do avonowskiego był nieco mniej wydajny. 
- zużyłam także patyczki kosmetyczne Isana z Rossmana oraz mydło w kostce o zapachu jaśminu Cien z Lidla.
MASKI
W tym miesiącu przetestowałam pięć masek w płachcie firmy Cettua - oczyszczającą, rozjaśniająca, przeciwstarzeniową, nawilżającą oraz przeciwko zaczerwienieniom. Jak zapewne się domyślacie szykuje się post dotyczących tych produktów, nie będę więc zdradzać więcej szczegółów.

Zużyłam także maskę CoolKoala Selfie Project, BAMBOO firmy It's Skin, GREEN TEA firmy It's Skin, czarną maskę z ekstraktem z herbaty Garnier oraz maskę kolagenową L'Biotica. O pierwszych trzech możecie poczytać w ostatnim poście maseczkowym. Maska Garniera miała świetne nasączenie, ładnie pachniała i fajnie nawilżała i zmatowiła skórę. Powtórzę się, ale jak dotąd z masek tej firmy jestem najbardziej zadowolona. Maska kolagenowa L'Biotica także spodobała mi się w działaniu i chętnie sięgnę też po inne maski tej firmy. 
MAKIJAŻ I PRÓBKI
Wśród produktów do makijażu do denko trafił tusz Big & Daring Volume z Avonu oraz rozświetlający korektor pod oczy Calming Effect także z tej firmy. Oba zdążyły już wyschnąć. Wyrzuciłam także masełko do ust o zapachu malinowym z Nivea, które było cudowne, ale zdecydowanie jego czas już minął. 
Wśród próbek trafiły mi się same perełki! 
- żel pod prysznic Le Petit Marseiliais o zapachu truskawkowym jest mi znany i chętnie sięgam po pozostałości próbek wyjeżdżając poza miasto. Więcej na temat samego żelu przeczytacie w poście na jego temat. I tu przy okazji informuję, że mimo moich starań nie udało mi się zakwalifikować do żadnej z ostatnich kampanii tej firmy. No cóż, może następnym razem ;-)
- świetna była sól do kąpieli stóp GEHWOL. Pachniała przepięknie ziołami, a stopy po jej użyciu były mięciutki i odprężone. Jestem zachwycona tym produktem i chętnie sięgnę po duże opakowanie. 
- próbki szamponu i odżywki do włosów z linii Hydra marki Stylish is Professional otrzymałam z przesyłce z portalu Ambasadorka Kosmetyczna, o czym szerzej będzie w najbliższym poście o majowych haul'ach. Oba kosmetyki sprawdziły się wspaniale i możecie spodziewać się szerszych recenzji. 
- kremy Mixa zdecydowanie należą do moich faworytów. Nawet gdy używam bardzo bogatej wersji dla skóry suchej, to mam gwarancję, że kosmetyk świetnie się wchłonie i nie pozostawi mnie świecącej jak latarnia. Tak było i w przypadku tej próbki bogatego kremu odżywczego z olejkiem. Użyłam go na noc, po dniu spędzonym na słońcu gdy moja skóra była podrażniona. Krem szybko się wchłonął i ładnie ukoił skórę. Zniwelował też wszelkie podrażnienia i zaczerwienienia. Miał ładny, kwiatowy zapach. Mam w swoich zapasach krem nawilżający tej firmy, dlatego na kolejny raczej w najbliższym czasie się nie skuszę, ale przyznaję, że dzięki próbkom mogę uratować swoją skórę w nagłej potrzebie na wyjazdach - i bardzo mi to odpowiada. 
- maseczka Peel Off, Balea - wiele osób zarzuca jej zbyt silne działanie i podrażnienie, jednak na mojej wrażliwej skórze sprawdza się całkiem dobrze. Pisałam o niej przy okazji pierwszego postu maseczkowego.

Tym, którzy dotrwali szczęśliwie do końca tego długiego postu serdecznie gratuluję wytrwałości! Zużycia majowe były dosyć duże, stąd i opisów produktów sporo. Najbardziej dziwi mnie przy tym fakt, że w minionym miesiącu sześć dni spędziłam poza domem, więc naprawdę nie wiem kiedy ja to wszystko zużywałam? A jak tam Wasze denka z maja? Pochwalcie się koniecznie w komentarzach! Dajcie też oczywiście znać, czy wśród moich zużyć macie też swoich ulubieńców? 

Komentarze

  1. piękne denko :D miałam kiedyś ten żel do mycia twarzy Himalaya i byłam z niego bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to była nowość i muszę przyznać, że przyjemnie się nam pracowało ;-)

      Usuń
  2. Dla mnie maj w tym roku był szczególnym miesiącem, bo udało mi się wyrwać na tydzień do Polski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wakacje są później, a to właśnie w maju są najfajniejsze wyjazdy :D

      Usuń
  3. Wow, wow, wow! Wielki szacun, zwłaszcza, że wiem, że sporo czasu Cię w minionym miesiącu w domu nie było. Ale wiesz co? U mnie też tak często jest, że im mniej czasu spędzam w domu, tym większe denko? XD Może w tym tkwi sekret! Ty wiesz, że ja bardzobardzobardzo czekam na post z maseczkami Cettua - miałam tylko jedną z nich, więc chętnie poczytam o całej serii :) Poza tym z Twojego denka znam jeszcze maseczkę z Garnier (od Ciebie <3) oraz krem Miya mango, który wyląduje w przyszłym denku, bo już resztki z niego wyskrobuję :D Moje denko majowe też całkiem niezłe, a też mnie w chacie sporo nie było (mówiłam??:)).
    Cieszę się, że już wróciłaś i mam nadzieję, że do przeczytania teraz o wiele szybciej niż ostatnio <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, może coś w tym jest - że nasze zużycia wbrew pozorom nie zależą od ilości czasu spędzonego w domowej łazience :D Myślę, że post z maseczkami pojawi się jeszcze w tym miesiącu i wtedy okaże się, które wersje spodobały mi się najbardziej ;-)

      Usuń
  4. Zaciekawił mnie hydrolat i sól do kąpieli nóg, w takie upały to czysta przyjemność. Widzę że podobnie jak ja jesteś miłośniczką maseczek. Ja bez nich nie wyobrażam sobie pielęgnacji już teraz . :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także! A jest tyle ciekawych masek do przetestowania, że właściwie można ich używać prawie na co dzień! ;-)

      Usuń
  5. Ojej ile tego jest. Mega zużycie kosmetyczne pewnie nie które panie w rok takie robią hi hi. Kosmetyki atopis znam i bardzo lubię są naprawdę delikatne .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda i przydają się gdy mamy tendencję do podrażnionej skóry!

      Usuń
  6. czy taka ilosc robi wrazenie?! zdecydowanie :D wow

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, to Ci napiszę,że nieźle poszalałaś w maju! Denko jest naprawdę sporo :p Widzę maseczki - ja też w maju ich troche poużywałam, żeby moja cera bywa świeższa (myślę,że tak jest) :D Kilka produktów miałam okazję wypróbować:) miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samą mnie zaskakuje to zużycie, zobaczymy jak pójdzie w czerwcu, pozdrawiam!

      Usuń
  8. Wow, sporo tych kosmetyków! :D Naprawdę ostro poszłaś w maju haha :) Chociaż widząc takie perełki też nie mogłabym przejść obok nich obojętnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ile ich jeszcze zostało.... ;-)

      Usuń
  9. Ogromne zużycia :D Ten żel Himalaya Herbals kusi mnie, w sumie od dłuższego czasu zastanawiam się nad zakupem ich produktów. Atopis żel też miałam i lubiłam :) No i widzę wiele ciekawych maseczek zużytych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Himalaya Herbals ma świetne kosmetyki i uważam, że są bardzo nie doceniane! Zresztą spójrz na ich składy i cenę ;-)

      Usuń
  10. Oj, mi miesiąc maj też bardzo szybko przeleciał bo w zasadzie cały był skupiony na intensywnej nauce, robieniu projektów i przygotowywaniu się do sesji letniej, także nawet nie wiem kiedy minął :P Co do denka, to nie znam żadnego produktu, ale nazbierało się ich całkiem sporo! Zainteresowałaś mnie tym hydrolatem z czarnej porzeczki :)

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam go pod wpływem impulsu i już tęsknię do kolejnego opakowania tego hydrolatu! ;p

      Usuń
  11. ja za bardzo nie zwracam uwagi u siebie na denka. nie robię takich postów. a u Ciebie nawet dość sporo jest tych zużytych kosmetyków. maj tak szybko zleciał , masakra. nim się nie obejrzymy to pewnie będzie już po wakacjach. z tych wszystkich kosmetyków to jedynie testowałam produkt z ATOPIS.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zawsze boję, że jakoś wiosna i lato szybciej mijają niż te zimne, ciemne pory roku ;/

      Usuń
  12. jej ale dużo zużyłaś, mi zdecydowanie słabo idzie pozbywanie się zapasów :P Z tego co pokazałaś to miałam jedynie żel Atopis, przyzwoity ale szału większego nie robił. Miałam żel Himalaya Herbals, ale szczerze bardziej lubię ich piankę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piankę też używałam i także byłam zadowolona, jednak dla mojej cery była lekko zbyt silnie działająca, a żel z ogórkiem spisał się w sam raz! ;-)

      Usuń
  13. Sporo tego Ci się uzbierało :) Ja bardzo lubię ten krem z mango od Miya Cosmetics. Właśnie planuję kupić już drugie opakowanie, ponieważ super nawilża. Różany kupię może do rąk :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam różany i już przebieram nóżkami żeby skończyć ten krem co mam otwarty i zacząć używać własnie jego :D

      Usuń
  14. Sporo tego, próbowałam chyba tylko maseczki z cettua. Ja czekam aż mój rower wróci z naprawy tak to próbuje dużo chodzić i robię ćwiczenia na nogi + oczywiście dieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam rowerrr!!! A ostatnio przy tych upałach kompletnie nie mam siły ćwiczyć w domu ;/ Za gorąco jest!

      Usuń
  15. Ogromne denko :) muszę się wziąć za swoje produkty w saszetkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie - saszetki szybko się zużywa i jest satysfakcja, że się użyło :D

      Usuń
  16. No no denko, że proszę siadać. Ja niestety nie mam czasu wykończyć aż tyle produktów, który kochana najbardziej polecasz? Szczerzę to wypróbowałabym wszystkie te maseczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naj naj najbardziej? Hydrolat, krem Miya oraz wodę tonującą z Ziaja ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Recenzja: Krem uniwersalny z witaminą C Bielenda

Tęsknicie już trochę za wiosną? Ja przyznam się, że trochę tak mimo że w mojej okolicy nawet nie zaznałam ani trochę mroźnej zimy w tym roku. Ciągle mamy taką ciapowatą aurę, niby ciepło ale ponuro i dobijająco. Dlatego z prawdziwą radością powitałam możliwość przetestowania jednego z kremów uniwersalnych z Bielendy. Spójrzcie tylko na opakowanie - czy nie czujecie natychmiast przypływu energii?  Zostałam wybrana do testowania kremu Bielenda po wypełnieniu ankiety na Facebooku. Tak, tak to jest możliwe i te "konkursy" wygrywają realne osoby! Dlatego tym bardziej zachęcam Was do próbowania, zwłaszcza jeśli jesteście zainteresowani tematyką kosmetyków i urody. Ponieważ w ankiecie miałam możliwość wyboru wersji kremu zdecydowałam się na krem odżywczy z witaminą C. Nie ukrywam, że głównym powodem mojej decyzji były rysunki cytrusów na opakowaniu, które uwielbiam (cytrusy, nie rysunki).  Odżywczy krem uniwersalny do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda to kosmetyk o wielorakim zast…