Przejdź do głównej zawartości

Mania maseczkowania

Maseczki do twarzy to kosmetyki, które potrafią zdziałać bardzo wiele dla naszej cery. Są to też produkty, wobec których pokładamy chyba największe nadzieje - w końcu producenci obiecują nam takie cuda po ich zastosowaniu! Przedstawiam Wam dzisiaj kilka starszych i nowszych maseczek, które miałam przyjemność używać.


Na początek maseczka Pure Clay firmy Loreal, którą miałam okazję testować dzięki urodzinowej paczce od wirtualnej koleżanki z Dress Cloud ;-) Maska pięknie oczyszcza i matowi cerę. Bardzo spodobał mi się jej eukaliptusowy zapach, który jest dość intensywny więc może drażnić wrażliwsze nosy. Maska jest z kolorze zielonkawym, a po wyschnięciu staje się prawie biała. Próbka, którą testowałam ma 7 ml i wystarcza spokojnie na dwa użycia. Kosmetyk nałożyłam na oczyszczoną twarz i po około 10 minutach zmyłam. Podczas wysychania zauważyłam, że w wielu miejscach na twarzy w masce utworzyły się małe dziurki, niczym pory. Zmywanie było trochę utrudnione, ale wspomogłam się gąbką konjac i udało się. Skóra po użyciu tej maski była dobrze oczyszczona, ale nie wysuszona. W dotyku dało się wyczuć miękkość i gładkość. Zauważyłam też, że pory stały się mniej widoczne, a skóra o wiele mniej błyszcząca. Ten produkt możemy kupić w wersji w słoiku, która podobno wystarcza na około 10 użyć. 

Mimo świetnego działania maski z Loreala to widoczna na zdjęciu powyżej zielona maseczka oczyszczająca z linii Plant Spa firmy Avon jest nadal moim ulubieńcem. Pisałam o niej przy okazji posta na temat kosmetyków do oczyszczania TUTAJ


Tym razem w wersji próbki, choć sama maseczka występuje w postaci tuby o pojemności 75 ml - maseczka głęboko oczyszczająca z minerałami z morza martwego Planet Spa z firmy Avon. Zanim poznałam wersję zieloną to właśnie ta maseczka była moim faworytem. Maska ma specyficzny zapach, który bardzo ciężko opisać, ale jest on przyjemny. Nakładam ją na całą twarz z pominięciem okolic oczu i czekam do jej wyschnięcia około 10-15 min. Następnie zmywam ją wodą przy pomocy gąbeczki konjac. Po zabiegu skóra jest odświeżona i głęboko oczyszczona. Drobne zaskórniki są mniej widoczne, a cała skóra jest znacznie bardziej matowa. 


Bardzo dobre właściwości oczyszczające, choć jak dla mojej cery nieco zbyt silne działanie ma maseczka z Neem Himalaya Herbals. Pisałam o niej przy okazji testowania także innych kosmetyków tej firmy TUTAJ.


Łagodząco-kojący zabieg redukujący zaczerwienienia Eveline Cosmetics kupiłam zaciekawiona formułą "multimaskingu", czyli jednoczesnego nakładania na twarz dwóch różnych typów maseczek w zależności od potrzeb danej partii. W jednej części znalazła się zatem oczyszczająca i matująca maseczka z zieloną glinką, którą użyłam w strefie T. Z kolei na policzkach skorzystałam z maseczki uszczelniającej naczynka z wyciągiem z kasztanowca, która znajduje się w drugiej części opakowania. Zasadniczo nie mam niby cery naczynkowej, choć zdarza się, że kosmetyczki zwracają mi uwagę, że mam obszary, gdzie jestem nadmiernie zaczerwieniona. Mam natomiast cerę dość wrażliwą. Po użyciu tej maseczki moja skóra była niestety podrażniona w tych miejscach, gdzie używałam maseczki oczyszczającej. Owszem skóra była matowa i dobrze oczyszczona, jednak mocno zaczerwieniona. W opakowaniu jest dwa razy po 5 ml i taka ilość wystarcza spokojnie na użycie maseczki co najmniej dwukrotnie. Drugi test potwierdził jednak, że nie jest to produkt dla mnie. Jeśli chodzi o używanie tej maseczki, to polecam wcześniej rozciąć obie części i używać oddzielnie - znacznie ułatwia to nakładanie maseczki. Sam produkt jest bardzo gęsty i przyjemny w użyciu. Maseczka oczyszczająca jest w kolorze zielonkawym, a uszczelniająca naczynka w kolorze beżowym. Aplikujemy je na około 10 min. Producent zaleca po upływie tego czasu nadmiar zetrzeć lub wmasować do wchłonięcia. Ja z uwagi na szczypanie skóry zmyłam obie maseczki wodą.  


Maseczka peel off Balea (różowa) - to typowa maseczka, która po nałożeniu na skórę zastyga, a po wyschnięciu zrywamy ją niczym drugą skórę. Maska dość intensywnie pachnie, co nieco podrażniło moje oczy, ale na szczęście nie mocno. W opakowaniu mamy dwie saszetki po 8 ml. To spokojnie wystarczy na więcej niż dwa użycia. Mi wystarczyło dokładnie na cztery. Maskę nałożyłam grubszą warstwą na skórę, aby po zastygnięciu łatwiej ją ściągać. Po użyciu kosmetyku skóra była bardzo ładnie oczyszczona i gładka. Maski typu peel off są dobrym sposobem na oczyszczenie skóry. Szczerze polecam, zwłaszcza przy niskich cenach kosmetyków tej firmy.


Jeśli jesteśmy przy firmie Balea, to Absolutnie spodobała mi się ich lawendowa łagodząca maseczka w musie! Pisałam o niej w poście dotyczącym kilku kosmetyków tej firmy W TYM MIEJSCU.

Ufff... temat maseczek, to prawie jak temat - rzeka i uwierzcie, że przedstawiłam Wam dzisiaj zaledwie ułamek ;-) Jednak, aby nie zmęczyć czytelników poprzestanę tym razem na tym zestawieniu. Używałyście którejś ze wspomnianych przez mnie maseczek? Sprawdziły się w działaniu? Jakie macie wobec nich odczucia? Koniecznie podzielcie się opiniami w komentarzach ;-) 



Komentarze

  1. u mnie ostatnio hitem jest maseczka oczyszczająca z bielendy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Która, która? Srebrna? Złota? Czy raczej ta seria z aktywnym węglem? ;D

      Usuń
  2. ja za to jestem duuza fanka maseczek czysta glinka loreal :) zauwazylam duza poprawe stanu skory odkad jej uzywam :)
    Mój nailbook

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę! Ja jak na razie przetestowałam ją tylko jednorazowo ;-))

      Usuń
  3. Dobrze wspominam maseczki z Avonu z serii Planet Spa. Obecnie jednak sięgam po czyste glinki, które sama mieszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam też glinki, ale nie ukrywam, że nieco więcej zabawy z ich przygotowaniem, stąd częściej jednak sięgam po "gotowce" ;-)

      Usuń
  4. Zielonej z Loreal nie miałam, ale mam czarną i bardzo lubię. W dni, kiedy nie mam ochoty bawić się z mieszaniem glinek sięgam po tego gotowca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam też czarną, ale boję się jej użyć bo wydaje mi się, że jest mocniejsza od zielonej, a moja skóra od słońca jest nieco bardziej ostatnio wrażliwa.. Jak się sprawdza ta czarna?

      Usuń
  5. Marzą mi się te maseczki z Balea, koniecznie muszę je wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, są świetne! Szkoda, że nie mamy w Polsce sklepów DM..

      Usuń
  6. Ja głównie preferuję tylko maski które są w płacie albo które się potem zrywa z twarzy :D Choć wszelkie maski z Balei bym przetestowała bo uwielbiam tę firmę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam kilka masek w płachcie w zapasach, ale przyznaję, że jeszcze nie testowałam ;-)

      Usuń
  7. Ja tyle masek zużywam w pół roku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre to "jedno-" lub "dwu-" razówki, więc idzie szybciej^^ ;-))

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Regeneracja skóry i włosów po opalaniu

Tegoroczne lato jeszcze nie zmęczyło nas upałami - pogoda jest raczej umiarkowana. Jednak jeśli tak jak ja jesteście posiadaczkami jasnej karnacji, to nawet te umiarkowane słoneczko może wyrządzić skórze niemałe szkody. Dziś przedstawię Wam kosmetyki, które pomagają w ukojeniu skóry po słonecznej kąpieli. Jest to drugi post wyzwania "Wakacyjny Poradnik Urodowy".

Jestem posiadaczką dość jasnej i wrażliwej na słońce cery. Każdy kontakt ze słońcem kończy się u mnie zaczerwienieniem, a często też poparzeniem, gdy przebywam na dworze cały dzień, zwłaszcza nad wodą. Doskonale wiem jak reaguje moja skóra na słońce dlatego już od końca kwietnia nie wychodzę z domu bez kremu z filtrem (czasem także i wcześniej zwłaszcza przy sportach zimowych). Mimo to zdarza się jednak, że dochodzi u mnie do poparzenia skóry. Często po powrocie do domu po takim upalnym dniu mam dziwne uczucie - jest mi zarówno chłodno, z uwagi na niższą temperaturę wieczorem, ale też gorąco, bo pali mnie moja rozgrza…

Nivea Urban Skin - tarcza antysmogowa

Mam przyjemność testować krem na dzień z linii Urban Skin Nivea jako Ambasadorka Kosmetyczna. Przyznaję, że odkąd słyszałam że ta linia pojawi się w sprzedaży bardzo byłam nią zainteresowana, dlatego ogromnie ucieszyłam się z tego wyróżnienia i możliwości wypróbowania kremu. Jestem już po dwóch tygodniach testów, myślę więc że mogę podzielić się z Wami opinią na temat tego kosmetyku. Linia Urban Skin przeznaczona jest dla cery zmęczonej i pozbawionej blasku. Docelowo dla mieszkanek dużych miast, gdzie zanieczyszczenia środowiska jest większe, co bardzo niekorzystanie wpływa na skórę twarzy. W skład linii wchodzą obok kremu na dzień, także krem na noc oraz oczyszczająca maseczka do twarzy. Ja używałam jedynie kremu na dzień, choć nie ukrywam, że kuszą mnie też inne produkty tej serii.  Na co dzień mieszkam w dużym mieście, dlatego doceniam w kremie Nivea Urban Skin, że pomaga mi on chronić skórę przed zanieczyszczeniami środowiska i smogiem dzięki obecności antyoksydantów i ekstraktu z z…