Przejdź do głównej zawartości

Denko, czyli zużycia kosmetyczne LIPIEC 2019

Mogłam się tego spodziewać, że po czerwcowym dużym denko to lipcowe będzie raczej "standardowe". Mimo wszystko jednak 17 pełnowymiarowych produktów, 6 maseczek i 8 próbek to nie takie mało, jakby na to nie patrzeć. Zapraszam do przeglądu kosmetyków, które udało mi się zużyć w minionym miesiącu. 
Lipiec minął mi zdecydowanie zbyt szybko. Upały nie nastrajały do zbytniej aktywności, nawet testowanie niektórych kosmetyków było trudne. Chyba najlepiej szło mi ze zużywaniem produktów pod prysznic :D Przyznaję, że nie czuję się najlepiej w takich temperaturach. Zdecydowanie bardziej wolę takie 21-23 stopnie. Zwłaszcza, że na moim poddaszu nawet nocą potrafiło być 29 stopni! Uff. Całe szczęście, że te gorące dni już powoli za nami! 
DO TWARZY
- peeling micelarny do twarzy Nutra Effects, Avon - ma konsystencję żelu z dużą ilością drobin ścierających, które dobrze oczyszczają skórę. Kosmetyk był bardzo wydajny, ale przyjemny w stosowaniu i chętnie wrócę do niego w przyszłości. Więcej o nim pisałam w poście o nowościach Avon (1) LINK 
- tonik z olejkiem z drzewa herbacianego Love Nature, Oriflame - delikatny, odświeżający tonik o przyjemnym zapachu. Mój zdecydowany faworyt z tej serii Love Nature. Więcej o nim poczytacie we wpisie o kosmetykach Love Nature LINK
- różany tonik do twarzy Magic Rose, Evree - mój ulubieniec i faworyt, do którego lubiłam wracać. Pachniał przepięknie różami, odświeżał i koił skórę, a przy tym miał najlepszy spray na świecie, który robił delikatną mgiełkę ;3 Niestety firma z powodów kłopotów została podobno rozwiązana, a ja od jakiegoś czasu bezskutecznie szukam w sklepach, czy nie ostały się gdzieś choćby ostatnie sztuki tego kosmetyku. O nim i o kolejnym toniku tej marki pisałam kiedyś przy okazji pielęgnacji twarzy LINK
- hamamelisowy tonik odświeżający do twarzy, Evree - ten produkt już nie przypadł mi tak mocno do serca głównie z powodu nieciekawego dla mojego nosa zapachu. I mimo małego opakowania męczyłam się z nim dość długo. Aż w końcu "wymęczyłam"...
- krem na dzień Reversalist Blur 3 w 1, Avon - krem z linii Reversalist, ale o działaniu "upiększającym". Zawierał małe drobinki samoopalające, dzięki którym nasza skóra dzień po dniu nabierała ładnego kolorytu i lekkiej opalenizny. Nie był to taki mocny i natychmiastowy efekt, jak po innym kremie tej marki (Nutra Effects Radiance), ale dawał dzięki temu bardzo naturalną opaleniznę i ładny koloryt. Krem miał lekką konsystencję, szybko się wchłaniał i z powodzeniem nadawał się pod makijaż. Posiadał przy tym filtr SPF 20, co czyniło go idealnym kremem na całą wiosnę. Chętnie do niego wrócę w przyszłości, bo moja skóra bardzo się z nim polubiła. Problemem jest tylko jego dostępność, bo pojawia się tylko w niektórych katalogach i trzeba "polować".
- masło do ciała Dornröschen, Alverde - używałam uniwersalnie do wszystkiego zazwyczaj do rak i ciała, choć zdarzyło mi się i do twarzy. "Dornröschen" to urocza nazwa na "Śpiącą Królewnę" i muszę przyznać, że nigdy bym się tego sama nie domyśliła :D Masło było zamknięte w niewielkim, plastykowym opakowaniu o pojemności 50 ml. Kosmetyk był dość treściwy i miał przyjemny lekko ziołowy zapach. Poznałam go dzięki uprzejmości Talarkowej, która swego czasu podarowała mi je w prezencie :)
- próbka kremu pod oczy Inspired by Autumn, Senelle - bardzo treściwy kremik pod oczy, który otrzymałam do wypróbowania podczas targów kosmetyków naturalnych. Niestety jego bogata, wręcz tłustawa formuła oraz ziołowy zapach nie przypadły mi do gustu i ostatecznie nie jestem zainteresowana pełnowymiarowym produktem.
- sztyft do opalania Sun Care, Oriflame - mimo, że zupełnie nie zmienił swojej konsystencji, czy zapachu to nie sądzę, aby po ponad 7 latach od terminu ważności zachował jakiekolwiek ze swoich właściwości. Innymi słowy: zawieruszył się gdzieś przy poprzednich porządkach, więc w końcu go wyrzucam.
- podkład Age Defying Foundation Giordani Gold, Oriflame - ujędrniający podkład o bardzo przyzwoitym kryciu i przyjemnej konsystencji. Zakrywa wszelkie niedoskonałości, jednak nie robi efektu maski, a skóra wygląda naturalnie i świeżo. Idealnie wygładzał i ujędrniał skórę, a także dawał efekt delikatnego rozświetlenia. Podkład długotrwale nawilżał skórę i chronił ją przed czynnikami atmosferycznymi, jak zimno i wiatr. Miałam odcień Light Ivory, który był dla mnie idealny przez całą zimę i wczesną wiosnę. Później może troszeczkę ciut za jasny, ale dało się go łatwo przybrązowić. Podkład zamknięty był w szklanej butelce z pompką. I o ile szklane opakowania są rzeczywiście ekskluzywne i przyjemne, o tyle zawsze jest problem z wydobyciem końcówki kosmetyku. I tak było też i tutaj, dlatego do denka leci dopiero ostatecznie dopiero teraz. 
- roletka Celebre, Avon - zapach do nakladania punktowego, dość gęsta konsystencja. Chciałam ją sobie przelać do butelki z piskaczem, żeby mi się wygodniej korzystało i..rozwaliłam butelkę oryginalną.
- krem do stóp Lipidro, Gehwol Med - przeznaczony jest do pielęgnacji suchej skóry. Krem zawiera mocznik, olejek z sandałowca i awokado oraz wyciąg z alg. Skutecznie zapobiega rogowaceniu naskórka, a także pielęgnuje wrażliwą skórę. Krem ma białą konsystencję, jest bezwonny, a tubka zawiera 20 ml. Mimo niewielkiej ilości krem był dość wydajny, bo niewielka ilość jest potrzebna na wysmarowanie całych stóp. Już jednorazowa aplikacja znacznie przyczynia się do poprawy wyglądu skóry. Chętnie do niego wrócę, gdy odkopię się z zapasów. Oczywiście to NIE JEST kosmetyk do twarzy, tylko mi się do zdjęcia zaplątał... :)
DO CIAŁA
- balsam do ciała DermaSpa Goodness, Dove - ma przepiękny zapach i nadaje skórze miękkość i gładkość. Skóra po użyciu tego kosmetyku jest jedwabista w dotyku i delikatnie rozświetlona, no cudo!  Pamiętam, że kiedyś dłuugo czaiłam się, aż ten balsam będzie w promocyjnej cenie, a później przepadł w czeluściach moich zapasów. Całe szczęście, że przypomniałam sobie o nim i zaczęłam używać! To co podoba mi się w nim najbardziej to przepiękny, otulający zapach, który utrzymuje się dość długo po aplikacji balsamu. Ten kosmetyk sprawia, że od razu czuję się piękniejsza i właśnie za to uczucie tak bardzo go polubiłam ;3 
Balsam jest dość gęsty, w konsystencji przypomina prawie masło do ciała, ale dzięki opakowaniu-tubie wygodnie wydobywa się go z butelki. Wchłania się bardzo dobrze i można go dokładać, jeśli czujemy, że w danej partii ciała chciałybyśmy nieco więcej nawilżenia. Skóra po balsamie jest gładka, miękka i miła w dotyku. Ten efekt utrzymuje się na wiele godzin. Zdecydowanie chętnie wrócę w przyszłości!
- rozświetlający balsam do ciała 7 w 1 Satynowy blask, Avon (Skin so soft enchance & glow body lotion 7 in 1) - celowo podaję tutaj pełna nazwę tego produktu, gdyż jest jeszcze bardzo podobna wersja nadająca stopniową opaleniznę. Wersja, której używam jest do średniej karnacji, dlatego myślę efekt opalenizny był u mnie znacznie bardziej widoczny. Balsam nakładałam za pomocą rękawicy. Balsam nadawał mojej skórze efekt lekko złocistej opalenizny, która była mocniejsza gdy używałam go regularnie :D Skóra miała ładny koloryt, wyglądała zdrowiej i bardziej świeżo. Zapach jest charakterystyczny dla produktów brązujących, ale też można go znieść. Kosmetyk bardzo dobrze się wchłaniał i nie było problemu z długim czekaniem przed nakładaniem ubranie. Balsam zgodnie z opisem producenta zawiera ekstrakt z nasion amarantusa i olejek jojoba. Moja wersja to jeszcze stare opakowanie, obecnie w katalogu wygląda on nieco inaczej. Ja jestem z balsamu bardzo zadowolona, efekt brązujący jest ładny, ale nie rzucający się w oczy. Jednak trzeba pamiętać, że mam dość jasną karnację, więc u osób z ciemniejszym kolorem skóry może to wyglądać inaczej.  
- żel pod prysznic X-treme Senses, Avon - męski żel pod prysznic o formule 2w1, czyli można nim także umyc włosy. W zapachu można było wyczuć nuty grejpfruta i cedru. Żel dobrze się pienił i nie powodował uczucia suchości skóry po myciu. 
- żel pod prysznic Prowansalska Figa, Le Petit Marseillais - otrzymałam go do testowania w ramach Klubu Recenzentki Wizaż w kwietniu. Żel ma lekko różową, przeźroczystą konsystencję. Dobrze się pieni oraz doskonale zmywa z ciała wszelkie zanieczyszczenia, dając uczucie orzeźwienia i czystości.Największym zaskoczeniem był dla mnie jego zapach. Po nazwie Prowansalska Figa spodziewałam się bardzo słodkiego zapachu, ten jednak jest zupełnie inny! Obok delikatnej słodkawej nuty wyraźnie wyczuwam w nim nuty roślinne i ziemne. Ten żel pachnie jak sad lub ogród po deszczu! Kosmetyk ma pH neutralne dla skóry i biodegradowalną bazę myjącą. Został wzbogacony o składniki pochodzenia roślinnego. Łagodna pianka oczyszcza skórę i nie powoduje jej wysuszania. Ja mam skórę mieszaną i dla mnie nawilżenie po użyciu tego kosmetyku jest odpowiednie. Kosmetyk ma standardową wydajność, a dzięki płaskiej nakrętce, na której możemy ustawić butelkę pod koniec używania butli, zużyjemy go do ostatniej kropelki. 
- płyn do higieny jamy ustnej Tea & Lemon, Colgate - jeden z moich ulubionych płynów do higieny z powodu delikatnego smaku, który nie podrażnia moich dziąseł. 
- żel pod prysznic o zapachu różowych grejpfrutów, The Body Shop - mój totalny ulubieniec jeśli chodzi o zapach, o czym zresztą pisałam Wam przy okazji ostatniego haul'u zakupowego LINK. Kosmetyk zawiera w swoim składzie miód z Etiopii i jak wszystkie produkty tej marki jest produkowany zgodnie z zasadami uczciwego handlu. Opakowania kosmetyków The Body Shop mogą w całości zostać poddane recyklingowi. Żel przyzwoicie się pieni i dobrze oczyszcza skórę nie wysuszając jej. Orzeźwiający zapach grapefruita czuć jeszcze jakiś czas po aplikacji. Używany nawet na podrażnioną np. słońcem skórę jest dla niej delikatny. Zapach jest intensywny i przyjemny zarówno dla mnie, jak i dla mojego narzeczonego. To chyba dlatego mam wrażenie, że znikał mi jakoś szybciej... Bo sam kosmetyk jest raczej wydajny i niewielka ilość wystarcza na umycie całego ciała. Co ciekawe jeśli przypadkiem poczujecie smak tego żelu, to..jest on bardzo gorzki! Pewnie, aby zniechęcić ludzi do zjadania go :D
- emulsja do higieny intymnej z szałwią i ogórkiem, Biały Jeleń - to moje pierwsze spotkanie z kosmetykami tej firmy i wyszło całkiem dobrze. Żel ma delikatną formułę, bardzo subtelny zapach i prawie wcale się nie pieni. Myje i pielęgnuje okolice intymne bez podrażniania. Nie jest jednak zbyt wydajny. Działa poprawnie, ale szału nie robi. Bardzo już tęsknię za żelem z Tess... Muszę zrobić sobie większe zapasy! 
PRÓBKI I MASECZKI
Pomimo, że sezon wyjazdowy w pełni, to nie zauważyłam jakiejś szalonej ilości próbek w zużyciach :) Pokrótce mówiąc kremy serii Roval Velvet Oriflame (na dzień i na noc) oraz krem Hydro-Advance Anew z Avonu były w działaniu całkiem poprawne, o lżejszych formułach i dość szybkim wchłanianiu. Podobnie jak o serum NovaAge z Oriflame niewiele mogę o nich powiedzieć po jednorazowej przygodzie, jak tylko to że działały dobrze, nawilżenie było w porządku, ale też szczególnie się nie wyróżniły bym je zapamiętała. Próbki koreańskich masek na noc - Moisturing Honey i Nourishing Rice z COSRX zużyłam jako kremy na noc. Były przyjemne, ale niewiele więcej pamiętam z ich działania :D Zaskoczyła mnie za to konsystencja Water Drop Sleeping Pack marki Lioele, bo była rzeczywiście jak krople wody! Wodniste serum było bardzo wydajne i przyjemnie nawilżało skórę. Chętnie wypróbowałabym je nieco dłużej (choć nawet ta mała próbka wystarczyła mi na kilka użyć).
 - próbka naturalny żel regenerujący pod prysznic Yunnan, Yope - ultradelikatny i bardzo przyjemny z stosowaniu żel, który bardzo przypominał mi mydło w płynie tej samej marki. Być może dlatego, że tylko z tym produktem miałam wcześniej od czynienia :) Zapach herbaty był naprawdę piękny, a przy tym nie duszący. Myślę, że gdyby udało mi sie odkopać z zapasów żeli pod prysznic, to taki produkt z Yope byłby ciekawą odmianą. 
- plasterki przeciw wypryskom Isana Young, Isana - kupiłam je z polecenia koleżanki i okazały się prawdziwym strzałem w dziesiątkę! Zawierają alkohol i kwas salicylowy, dzięki czemu bardzo szybko wysuszają pryszcze. Najczęściej wystarczy nakleić taki plasterek na całą noc, a rano wszystko jest już zagojone. W opakowaniu są trzy listki po 12 sztuk, razem 36 sztuk za około 9 zł. To zdecydowanie czyni je jak dotąd najtańszymi plasterkami, dlatego z pewnością będę do nich wracać.
- mikropeeling wygładzający Głębokie Oczyszczanie, Lirene - przyjemny peeling-maseczka o ładnym kwiatowym zapachu. Zawierał wyciągi z lotosu, bambusu, lilii wodnej i cytryny. Drobiny ścierające były nieduże, ale dobrze radziły sobie ze ścieraniem martwego naskórka. Jedyny, co mogę zarzucić temu produktowi, to że nie został on zamknięty w tubie, a jedynie w jednorazowej saszetce. Myślę, że wiele osób sięgałoby po niego częściej :)
- maseczki z serii Be Beauty, Marion - pozostałości po testowaniu maseczek z Biedronki, o których pisałam Wam w poście im poświęconym - zapraszam LINK
- maseczki z serii Cloud Mask, Bielenda - doczekały się swojej recenzji, która pojawi się dosłownie na dniach, więc "stay tuned!". 

I choć samą mnie to nieźle zaskoczyło to...KONIEC MASECZEK! Po prostu w minionym miesiącu częściej sięgałam po maski z tubkach oraz glinkowe, które jeszcze nie dobiły dna :) Znacie któreś z kosmetyków z mojego denko? Jak się u Was sprawdziły? Dajcie też znać, jak tam Wasze zużycia w lipcu! 

Komentarze

  1. Różany tonik Evree - również mój ulubieniec :) Zostało mi pół opakowania, rozglądam się za nim w każdym stacjonarnym sklepie kosmetycznym, jeszcze muszę przejrzeć internetowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też go szukam, gdybyś znalazła daj koniecznie znać! ;-))

      Usuń
  2. Sporo tego, ale ja z całego denka miałam okazję testować tylko tonik różany z Evree. Kiedyś się z nim lubiłam, ale teraz zdecydowanie wolę naturalny hydrolat różany :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam właśnie hydrolat różany z Maudi, więc będę mogła porównać ;-)

      Usuń
  3. Znam podkład GG i bardzo go lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się spodobał! W sumie, gdyby nie to że obecnie mam kilka podkładów, to pewnie bym się za nim już rozglądała ;-)

      Usuń
  4. Nie stosowałam żadnego z tych kosmetyków. Chętnie bym sie skusiła na ten żel z the body shop. Często kupuje tam masla do ciała i ich kosmetyki zawsze obłędnie pachną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tam bywasz, to myślę że tym bardziej warto spróbować. Zwłaszcza, że można zobaczyć minisa najpierw ;-)

      Usuń
  5. bardzo ładne denko! i zazdroszczę zużycia tylu próek, musze znowu się spiąć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na próbki nie ma innej rady jak zacisnąć zęby i używać ;D

      Usuń
  6. Najwięcej chyba znam masek z tego grona :D Bardzo lubiłam chmurki Bielendy, a te z biedronki już mniej :P Miałam także tonik evree i miło go wspominam, jak gdzieś wspominałam. A zapachu Celebre używałam za małolaty, a w sumie podkradałam go siostrze hahah :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten zapach Celebre to tak mi się właśnie kojarzy z byciem nastolatką hihihi, kultowy! ;-))

      Usuń
  7. Miałam kiedyś ten peeling micelarny z Avon, tonik z drzewa herbacianego z Oriflame, hamamelisowy tonik z Evree (a wiesz, że marka upadła i już jej nie będzie?), maseczki chmurki Bielenda, peeling Lirene a i maseczki z Biedronki :) Ten podkład z Oriflame mnie ciekawi! Uwielbiam zapach Celebre u mnie też dobił dna podobnie jak płyn do płukania z Colgate! Spore denko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem własnie o Evree i bardzo ubolewam nad tym, bo mieli kilka takich produktów których nigdzie indziej nie spotkałam i jak na złość strasznie je polubiłam... Czasami jeszcze oglądam w jakiś dziwnych sklepach i marketach czy coś się nie ostało ;D

      Usuń
  8. Dużo się tego nazbierało :) Ciągle sobie powtarzam, że wezmę się za swoje maseczki i różne saszetki, a potem i tak nic z tego nie wychodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Połóż je sobie gdzieś na wierzchu, tak żebyś często na nie spoglądała - mnie to motywuje do zużywania :D

      Usuń
  9. Co Ty mówisz, bardzo pokaźne denko! Choć znam z niego tylko dwa kosmetyki - tonik z Love Nature oraz podkład GG. Oba te kosmetyki bardzo lubię i dobrze się u mnie sprawdziły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównując do poprzedniego miesiąca to wydaje się małe ;D Ale robię porządki, więc kolejne będzie trochę większe myślę^^

      Usuń
  10. A zaglądałaś na półkę z miniaturami w Rossmannie, może tam ostała się chociaż mini wersja różanego toniku Evree? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaglądałam! ;o W sumie racja, wszędzie można go teraz szukać ;-) Wiem, że swego czasu wyprzedawali go w Tesco, niestety akurat nie miałam jak podjechać ;/

      Usuń
  11. Całkiem sympatycznie Ci to poszło :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: Nawadniająco - liftingujący krem do twarzy SupremeLAB Bielenda Professional

Już od jakiegoś czasu kusiły mnie kosmetyki z linii Bielenda Professional. Marką tą objęte są produkty przeznaczone do użytku w gabinetach kosmetycznych, jednakże od jakiegoś czasu sukcesywnie dołączają do niej także kosmetyki do użytku "domowego", także jako przedłużenie trwałości profesjonalnych zabiegów kosmetycznych. Musicie przyznać, że już w samej nazwie czuje się ten prestiż i profesjonalizm, nic więc dziwnego, że tak bardzo zapragnęłam je przetestować. Mój wybór padł na nawadniająco-liftingujący krem do twarzy z kwasem hialuronowym, który szczęśliwie udało mi się dostać w jednej z drogerii Hebe i to w promocyjnej cenie! Szczęśliwie, ponieważ wcześniej już widziałam informację na Instagramie, że firma wprowadza markę do tych drogerii, a mimo to nigdzie nie mogłam ich znaleźć.  Kremy z linii SupremeLAB zawierają wyższe stężenia składników aktywnych, niż ich drogeryjne odpowiedniki. Nawadniająco-liftingujący krem do twarzy posiada technologię HYDRA-HYAL2 odpowiedzialną za…

Recenzja: maseczki Smoothie Mask Bielenda

Firma Bielenda co rusz zaskakuje nas zupełnie nowymi kosmetykami, które kuszą swoimi formułami i opakowaniami. Całkiem niedawno pojawiły się w Rossmanach dwie serie nowych masek tej firmy - Skin Shot oraz Smoothie Mask. Pomimo ogromnych zapasów maseczek do twarzy postanowiłam kupić i przetestować serię Smoothie i dziś zapraszam Was na ich recenzje.  Owocowe maseczki Smoothie Bielenda zamknięte są w opakowaniu - saszetce, która kształtem przypomina butelkę koktajlu. Każda z nich ma pojemność 10 gram i jest przeznaczona na dwa użycia. Pomimo moich obaw rzeczywiście kosmetyku wystarcza na dwa razy i jest to odpowiednia ilość. Saszetki są w miejscu szyjki butelki nacięte i nie ma problemu z ich otworzeniem. Wszystkie maseczki z linii Smoothie prócz owocowych ekstraktów zawierają prebiotyk, który ma za zadanie wzmacniać barierę ochronną skóry na działanie niekorzystnych czynników oraz wspomagać jej regenerację.  Prebiotyczna maseczka detoksykująca z brzoskwinią i papają Smoothie Mask Jako pie…

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…