Przejdź do głównej zawartości

Tak daleko jak nogi poniosą

Przyznaję, że nigdy nie poświęcałam zbyt dużej uwagi pielęgnacji moich stóp, a przecież to one noszą mnie na co dzień i muszą znosić niewygody drogi, dziwnych butów, czy ciężkie torby. Ostatnio, gdy miałam przyjemność być w górach dobitnie odczułam, jak ważne są stopy. Wędrowaliśmy całymi dniami, a one znosiły wszystko bardzo dzielnie i bez problemów. Dlatego postanowiłam, że odwdzięczę się im i nie będę już traktować tak po "macoszemu".



Jeszcze przed wyjazdem postanowiłam wypróbować złuszczającą maskę do stóp firmy Botanical Choice. Maska ta ma postać skarpet z folii, wewnątrz których znajduje się płyn zawierający m.in. papaję, cytrynę, jabłko, pomarańcz i inne naturalne ekstrakty roślinne, które mają za zadanie usunąć ze stóp wszelkie zrogowacenia i odciski. Oczywiście to skład zgodnie z zapewnieniem producenta. Po wyjęciu skarpet z opakowania należy rozciąć je na jednym z końców i włożyć stopy. Przyznaję, że trochę bałam się jak moja skóra zareaguje na tą maskę, ponieważ jest ona dość wrażliwa i często silnie reaguje przy kosmetykach, które na innych nie robią wrażenia. Dlatego trochę z duszą na ramieniu odczekałam 60 min zanim zdjęłam maskę (producent sugeruje od 60-90 min użytkowania, ja wolałam nie ryzykować). Po zdjęciu skarpet moja skóra od razu była wyraźnie gładsza, a szorstki naskórek znacznie mniejszy. Jednak prawdziwe działanie tego produktu ujawniło się dopiero po kilku dniach, kiedy to mój naskórek złuszczał się i samoistnie "wymieniał" na nowy, ładniejszy. Wyglądało to okropnie, ale okazało się dość skuteczne i wbrew moim obawom całkowicie bezbolesne. Moja skóra jest teraz znacznie delikatniejsza, a zgrubienia naskórka znacznie mniejsze. Nadal jednak w niektórych miejscach trochę się złuszcza, a minęło już ponad półtorej tygodnia od kiedy ją używałam.


Złuszczająca maska do stóp nie do końca dała sobie radę z moimi zrogowaceniami, a sezon sandałkowy już tuż - tuż, przypomniałam więc sobie o zakupionym kiedyś "bajerze", który okazał się całkiem niezłym produktem. Mowa tutaj o płatkach peelingujących do stóp firmy Avon. W opakowaniu-słoiczku znajdziemy 55 płatków nasączonych kwasem alfa-hydroksylowym (AHA). Same płatki mają chropowatą powierzchnię (widać na drugim zdjęciu). Płatki "przyklejamy" w miejscu przesuszonej skóry na piętach. Są one mocno nasączone więc trzymają się za pomocą tego nasączenia, ja zazwyczaj dodatkowo je przydeptywałam na te pare chwil. Po dość krótkim czasie, u mnie około 3-5 min możemy przekleić płatek w inne miejsce lub jeśli jest już zbyt suchy wymienić go na nowy. W miejscu gdzie znajdował się płatek skóra staje się natychmiastowo bardziej miękka i zauważalnie w lepszym stanie. Myślałam, że to bajer, ale okazało się że na moich stopach działa super. Minusem jest to, że jeśli chcemy potraktować produktem całe stopy to trwa to nieco czasu, albo jesteśmy całe poobklejane i ruszyć się nie możemy^^ Trzeba także pamiętać, że kwas AHA zwiększa wrażliwość na słońce i nie nadaje się do podrażnionej, czy skaleczonej skóry. Najbardziej bałam się, że płatki powysychają mi w pudełku zanim zdążę je zużyć. Na szczęście opakowanie jest szczelne i nic takiego się nie dzieje.


Spraye do stóp zawsze uważałam za lekką przesadę, jednak chyba czas zmienić zdanie ;-) Chłodzący spray o zapachu mięty i zielonej herbaty firmy Avon okazał się strzałem w dziesiątkę zwłaszcza w te dni, gdy upały dają się nam ostro we znaki, lub gdy mamy w planach całodniową wędrówkę, lub gdy chcemy odświeżyć się w ciągu dnia itp. Właściwie okazuje się nagle, że ten kosmetyk jest niezbędny w tak wielu sytuacjach, że zaczynam się zastanawiać jak mogłam bez niego funkcjonować? I tak właśnie handlowcy spowodowali moją zmianę potrzeb^^. Ale wróćmy do produktu. Zamknięty w małej buteleczce ze sprayem płyn ma właściwości lekko chłodzące oraz orzeźwiający i dość trwały zapach. Spryskane nim stopy natychmiast stają się odświeżone i wypoczęte. Płyn dość szybko wysycha i po chwili możemy ubrać skarpetkę, czy buty. Zapach utrzymuje się bardzo długo i uwierzcie mi o wiele przyjemniej wyjmuje się z buta stopę, której zapachu nie trzeba się wstydzić. 


Na zakończenie produkt bardziej leczniczy, albo raczej profilaktyczny - puder w sprayu Daktarin zakupicie w aptece. Ma on za zadanie zabezpieczyć skórę naszych stóp przed bakteriami grzybicowymi. Świetnie nadaje się więc dla osób korzystających z publicznych basenów, siłowni, fitness klubów, saun itp. Po rozpyleniu na skórze pojawia się biała, pudrowa warstwa, która może nieco ubrudzić skarpetki, ale łatwo się ściera. Produkt ten ma też działanie lecznicze, gdyby jednak bakterie zdążyły już nas zaatakować. 




Przedstawiłam Wam kilka produktów do stóp, które sama wypróbowałam lub używam na co dzień. Dobrze jest dbać o stopy, aby mogły zanieść nas na koniec świata, np. taki jak na zdjęciach powyżej ;) Czy pamiętacie o tym, żeby dbać o swoje stopy? Jakich kosmetyków do tego używacie? 


Komentarze

  1. Mam tę maskę i bardzo ją lubię :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również nigdy nie zwracałam uwagi na dbanie o stopy. Jednak jakiś czas temu zastanawiałam się nad taką pielęgnacją. Muszę się skusić na któryś z Twoich produktów <3
    buziaki od VISSIEN-klik

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy post :) Płatki do stóp muszę sobie kupić, za to maseczki do stóp koreańskie uwielbiam, chociaż u mnie troszkę za słabo działają :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda są dość delikatne i jak ktoś chce porządnie złuszczyć skórę to musi dodać do tego coś jeszcze.

      Usuń
  4. Oj, ja również mam tendencję do zwracania mniejszej uwagi na skórę stóp - w swojej pielęgnacji najbardziej skupiam się na skórze twarzy oraz włosach, a resztę tak jak wspomniałaś traktuję po macoszemu :P Co do skarpetek złuszczających, to po prostu kocham ten wynalazek bo jest bardzo szybki i wygodny w użyciu. Zaciekawiły mnie te płatki z Avona - nigdy o nich nie słyszałam, a wydają się interesujące skoro tak mocno zmiękczają zrogowaciały naskórek <3

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - ja myślałam, że to taki bajer a sprawdziły się bardzo dobrze. Nie zawsze bywają w katalogu, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość i zapolować ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Recenzja: Krem uniwersalny z witaminą C Bielenda

Tęsknicie już trochę za wiosną? Ja przyznam się, że trochę tak mimo że w mojej okolicy nawet nie zaznałam ani trochę mroźnej zimy w tym roku. Ciągle mamy taką ciapowatą aurę, niby ciepło ale ponuro i dobijająco. Dlatego z prawdziwą radością powitałam możliwość przetestowania jednego z kremów uniwersalnych z Bielendy. Spójrzcie tylko na opakowanie - czy nie czujecie natychmiast przypływu energii?  Zostałam wybrana do testowania kremu Bielenda po wypełnieniu ankiety na Facebooku. Tak, tak to jest możliwe i te "konkursy" wygrywają realne osoby! Dlatego tym bardziej zachęcam Was do próbowania, zwłaszcza jeśli jesteście zainteresowani tematyką kosmetyków i urody. Ponieważ w ankiecie miałam możliwość wyboru wersji kremu zdecydowałam się na krem odżywczy z witaminą C. Nie ukrywam, że głównym powodem mojej decyzji były rysunki cytrusów na opakowaniu, które uwielbiam (cytrusy, nie rysunki).  Odżywczy krem uniwersalny do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda to kosmetyk o wielorakim zast…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…