sobota, 11 września 2021

Denko lipiec i sierpień 2021

Wakacje upłynęły mi zdecydowanie za szybko, właściwie zaraz będzie połowa września. Najwyższa to pora, aby rozprawić się z kosmetycznymi zużyciami ostatnich dwóch miesięcy, czyli tzw. denko. 

Zastanawiałam się nad zmianą formuły albo rezygnacją ze wpisów na blogu tego typu, głównie dlatego, że wbrew pozorom kosztują naprawdę sporo wysiłku. Znajduje się tutaj najwięcej mini recenzji naraz, co jest pracochłonne do opisywania i czytania, a samo zbieranie opakowań także wymaga dyscypliny. Jednak osobiście strasznie lubię czytać u innych blogerek wpisy tego typu, jak więc mogłabym pozbawiać tej przyjemności moje czytelniczki? Dlatego nic w tej kwestii przynajmniej na razie się nie zmieni. Przy okazji wspomnę tylko, że kolorem zielonym oznaczam moje super hity, a czerwonym kosmetyki, które u mnie zupełnie się nie sprawdziły. 

DO CIAŁA I HIGIENA

- mydło hipoalergiczne Linda do skóry wrażliwej (z Biedronki) - nie wypowiem się o tym, czy jest rzeczywiście hipoalergiczne bo nie mam problemów skórnych. Mogę na pewno powiedzieć, że było delikatne w działaniu, miało przyjemny zapach, dość dobrze się pieniło, a kostka do samego końca nie rozciapywała się, co jest wielkim plusem! Spodobało mi się także opakowanie kartonik.

- dwufazowa odżywka w sprayu wzmacniająca, Ziaja - kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym miała bardzo słodki zapach i opakowanie z tymi fajnymi sprayami z Ziaja, które idealnie nakładają produkt a nie leją strumieniami <3 Używałam tego kosmetyku głównie do rozczesywania włosów, które lubią się puszyć i plątać. I jestem z jego działania ogromnie zadowolona! Szczerze mówiąc gdyby nie spore zapasy produktów tego typu jakie posiadam, to natychmiast kupiłabym po prostu drugie opakowanie. Do tego cena jest naprawdę niewysoka, więc jeśli macie problem z plątaniem włosów to zdecydowanie polecam!

Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Phenyl Trimethicone, Cetrimonium Chloride, Sodium Chloride, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Amaranthus Cruentus Seed Oil, Hydrolyzed Keratin, Silicone Quaternium-16, Undeceth-11, Butyloctanol, Undeceth-5, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Citric Acid, Cl 17200

- odżywczy olejek do włosów, Vianek - mój pierwszy i jak dotąd ostatni produkt do olejowania włosów. Niestety moje kręcioły chyba nie za bardzo polubiły się z ta metoda pielęgnacji... Sam kosmetyk miał przyjemny zapach, jednak wyjątkowo krotką datę ważności po otwarciu, bo zaledwie 3 miesiące! Oczywiście próbowałam używać po tym terminie, bo nie byłabym w stanie zużyć tak dużej butli w tak krótkim czasie. Za każdym jednak razem włosy robiły się oklapnięte i miały brzydszy koloryt - mimo, że oczywiście porządnie wymywałam je po olejowaniu. Może kiedyś wrócę do kolejnej próby tej metody pielęgnacji, a na razie bardziej mi odpowiada mycie OMO.

- naturalne mydło w płynie Werbena, Yope - ta butelka już tu się kiedyś pojawiała, bo zazwyczaj dokupuję do niej kolejny wkład i przelewam ;-) Naturalne mydło w płynie Yope jest bardzo delikatne dla dłoni. Mi najbardziej odpowiada wersja o zapachu cytruskowej werbeny i chętnie do niej wracam. 

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Cetyl Betaine, Verbena Officinalis Flower/Leaf Extract, Sodium Sunflowerseedamphoacetate, Glyceryl Oleate, Lactic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potasium Sorbate, Sodium Chloride, Panthenol, Allantoin, Benzyl Benzoate, Citral, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

- naturalny żel do higieny intymnej Aloes i Lukrecja, Yope - zawiera naturalne składniki - sok z aloesu, ekstrakt z lukrecji, hydrolat z jaśminu, alantoinę i pantenol. Delikatnie myje i pielęgnuje okolice intymne, na długo zapewniając uczucie świeżości i komfortowego nawilżenia. Żel ma delikatny, ziołowy zapach lukrecji. Jest przeźroczysty. Nie ukrywam, że na pierwsze wrażenie zachwyciło mnie to śliczne opakowanie. Kolor butelki, naklejka, detale - no śliczne! Opakowanie pochodzi z materiałów z recyklingu. Butelka ma wygodną pompkę, która zdecydowanie ułatwia dozowanie produktu. Używałam ten kosmetyk z prawdziwą przyjemnością i wiem, że z pewnością kiedyś do niego wrócę. Jest jeszcze wersja z geranium i żurawiną, znacie?

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sorbitol, Lauryl Glucoside, Disodium Cocoamphodiacetate, Lactic Acid, Disodium Cocoyl Glutamate, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Levulinic Acid, Parfum, Sodium Anisate, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Panthenol, Sodium Levulinate, Glycerin, Fructose, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Saccharomyces/Rice Ferment Filtrate, Pentylene Glycol, Jasminum Officinale Flower Water, Polyglyceryl-6 Caprylate, Polyglyceryl-4 Caprate, Citric Acid, Sodium Benzoate.

- odżywka do włosów Tame and Define, Trevor Sorbie - dostałam ją w prezencie od koleżanki z UK. Jest to kosmetyk, który w składzie zawiera aż 90% składników pochodzenia naturalnego i jest wegański oraz nie testowany na zwierzętach. Miał postać beżowej pasty o lekko lejącej konsystencji. Zapach pudrowy, ale nie perfumeryjny. Odżywkę nakładałam na włosy po umyciu i po kilku minutach spłukiwałam. Włosy stawały się po nie lekko sztywnawe, co zdecydowanie wpływało na skręt loka i fale! Trochę miałam mieszane uczucia przez to lekkie sztywnienie, ale muszę przyznać, że włosy stawały się okiełznane i rzeczywiście fajniej się układały. Jeden z niewielu produktów do włosów kręconych o którym mogę powiedzieć, że naprawdę u mnie działał. 

- peeling cukrowy owoce lata pestki moreli, Bioleev - przede wszystkim kupił mnie swoim ślicznym owocowym zapachem, totalnie przepadłam! Był dość mocnym zdzierakiem i musiałam pilnować się, żeby nie przesadzić z tarciem skóry. Obok cukru trzcinowego i pudru z pestek moreli zawierał masło kakaowe i olej z pestek moreli, dzięki czemu pozostawiał na skórę tłustawą warstwę okluzyjną. Ale ja to jednak lubię - takie 2w1 że nie muszę już później używać dzięki temu balsamu, a skóra jest ujędrniona i odżywiona równocześnie. Jak wiele kosmetyków naturalnych miał dość krótki czas przydatności do użycia po otwarciu, bo jedynie 6 miesięcy. Ale jako że bardzo lubię peelingi do ciała i znów zrobiłam przerwę w szczotkowaniu na sucho, to zużyłam go w czasie wakacji z przyjemnością. Zastanawiałam się nawet nad zakupem tego kosmetyku podczas ostatnich Natural Beauty, ale mam jeszcze trochę zapasów więc może w przyszłości. 

Skład: Sucrose, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, Cera Alba, Parfum, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Linalool.

- deo kulka Action Control Thermic, Garnier - kolejne opakowanie mojego ulubionego od jakiegoś czas antyperspirantu. Ma przyjemny zapach i przede wszystkim skutecznie chroni mnie przed nadmiernym poceniem się, zwłaszcza w upalne dni. Już mam następne opakowanie (często bywa w promocji w SuperPharm!).

- złuszczający żel pod prysznic Mięta i malina Love Nature, Oriflame - kupiłam po pozytywnej opinii Talarkowej i WOHOHO miała rację! Zapach cudo - orzeźwiająca mięta wyraźnie wyczuwalna, a do niej owocowe nuty malin. Na lato wprost idealny! Drobiny ścierające były dość mocne, ale trzeba pamiętać, że to jednak bardziej żel pod prysznic niż peeling. Dobrze się pienił i nie wysuszał skóry. Trochę sztywne opakowanie i trzeba było mocniej ściskać butelkę, żeby wydobyć go pod koniec. Ostateczna ocena jednak na PLUS, może jeszcze kiedyś wrócę.

- żel pod prysznic Mit Mir, Balea - owocowo-kokosowa kompozycja zapachowa, kosmetyk totalnie na lato! Żele Balea goszczą u mnie dość często, lubię je za piękne opakowania i zapachy. W dodatku nie wysuszają mojej skóry, dobrze się pienią. Jedynie nadal nie można ich kupić w Polsce, ale słyszałam plotkę że może się to niebawem zmienić bo DM Drogerie planuje otwarcie swoich sklepów w naszym kraju ;-)

- żel pod prysznic Caribbean Colada Senses, Avon - żele marki Avon także bardzo lubię i często możecie znaleźć je w moich denko. Wersja Caribbean Colada pachniała słodkim kokosem i papają. Jak widać wykorzystałam totalnie wakacyjne zapachy w tym najgorętszym okresie lata.

- miniwersja żel pod prysznic Fuji Green Tea, The Body Shop - bardzo lubię żele TBS właśnie te miniaturki! Zazwyczaj towarzyszą mi we wszelkich podróżach i tak też było i tym razem. Fuji Green Tea pachniał bardzo orzeźwiająco, herbacianie. Zapach długo utrzymywał się na ciele. Ja mam teorię, że te minisy są fajniejsze niż te duże butle - może to kwestia efektu "świeżości" że mam je krócej więc bardziej mnie interesują?

- nawilżający krem aktywujący wit. D Anew Hydra Pro Vita-D Water Cream, Avon - świetny, lekki "water cream", którego pełną recenzję znajdziecie w TYM wpisie. Zastanawiam się mocno, czy wrócić do niego na jesień bo bardzo polubiła się z nim moja skóra. 

- żel do mycia twarzy Fresh Start lemon, Himalaya - orzeźwiający, delikatnie peelingujący żel o cytrusowym zapachu trzymał w ryzach produkcję mojego sebum, nawet podczas tych koszmarnych, letnich upałów. Już to kiedyś mówiłam - uważam, że ta marka jest bardzo niedoceniania, a kosmetyki ma świetne i dodatku mają dość niskie ceny! 

- pianka micelarna do oczyszczania twarzy malinowa Eco Sorbet, Bielenda - dawno nie było u mnie nic z Bielendy! Na malinową serię Eco Sorbet MUSIAŁAM się skusić, bo bardzo lubię malinowy zapach. Akurat miałam potrzebę nowego produktu do oczyszczania więc padło na piankę. Muszę przyznać, że mimo że miałam czasami wrażenie, że mam niedoczyszczoną skórę po niej, to raczej było jedynie wrażenie, bo przecieranie wacikiem nic nie wykazywało ;-) Pianka była odpowiednio gęsta i przyjemnie pachniała. Jedna pompka wystarczała na porządne umycie twarzy i szyi. Trochę mnie kuszą inne wersje zapachowe, ale myślę, że malina i tak będzie moją ulubioną ;-)

- woda zapachowa Melone, Balea - bardzo mocna pachnąca woda tonująca, która używałam do twarzy. Niestety robiła wielki strumień wody, w dodatku szczypała mnie od niej skóra. Po pewnym czasie zastanawiałam się, czy może ona jest jako odświeżenie ciała? Ale znów ten wielki strumień powodował, że cała byłam mokra. Ostatecznie był to pachnący bajer, z którym nie bardzo umiałam nawiązać relacji i nie planuję powrotów. 

- nawilżająca esencja micelarna do demakijażu myMICELARwater, Miya - mimo moich obaw sprawdziła się na mojej skórze wyśmienicie i to nawet przy demakijażu oczu! Pisałam o niej więcej w TYM wpisie. Co ciekawe zapach, który mi początkowo trochę przeszkadzał pod koniec opakowania był dla mnie całkiem OK. Obecnie jednak znów wróciłam do ukochanej Biodermy.

- nawilżający krem SPF50+ mySPFcream, Miya - towarzyszył mi przez całe wakacje i był to pierwszy rok, kiedy to nie złapało mnie żadne poparzenie skóry! Miał przyjemny zapach, skuteczne działanie i ładnie pielęgnował moją skórę. Pisałam o nim we wpisie TUTAJ.

- reduktor zmian potrądzikowych Liście Manuka, Ziaja - nie mogę mu zarzucić braku działania, ale jednak spodziewałam się czegoś bardziej "wow". Dlatego nie planuję powrotu i szukam dalej ideału...

- mini krem Mix Me Oasis, Nivea - ostatni z trio pachnących kremów uniwersalnych o działaniu nawilżającym. Miał orzeźwiający, owocowy zapach, nawilżał skórę i nie pozostawiał tłustej warstwy. Dobrze sprawdził się w podróżnej kosmetyczce jako "krem do wszystkiego", dlatego myślałam nad powrotem - ale też do tych mini wersji właśnie. 

- krem na noc Anti Age Sleeping Cream, Garnier - idealny krem na noc, czyli mocno otulający, o treściwej formule, dobrze nawilżający i odżywczy i do tego pachniał relaksująca lawendą! I kupiłam go w jakiejś mega promocji za 8 złoty! Chciałam oczywiście wypróbować coś innego, ale coś czuję że wrócę do tego kosmetyku jeśli jeszcze gdzieś go znajdę.

MAKIJAŻ

Nie ma co tu się za wiele rozpisywać, bo większość z tych produktów zwyczajnie się przeterminowała. Z kolei nawet jeśli były super, to i tak nie ma już ich w produkcji więc powrotów nie będzie niestety... Zauważyłam, że nadal mam ogromne zapasy lakierów tradycyjnych, z którymi jakoś ciężko mi się rozstać a przecież od ponad 2 lat noszę ciągle hybrydy :D Przydały by się także ostre porządki wśród szminek - to co może jesienna edycja wyzwania na Instagramie? :>

MASECZKI

Udało mi się poużywać trochę zapasów masek w płachcie. Większość opisałam we wpisie o maseczkach z księżniczkami Disneya TUTAJ. O oczyszczającej maseczce POLANA Herbapol pisałam przy okazji wpisu o tych kosmetykach TUTAJ. Zostały mi zatem dwie... ;D

- maseczka oczyszczająca City Lover, MUJU GIRLS - na opakowaniu to totalnie ja i mój różowy rower :D W składzie esencji znajdował się ekstrakt z borówki i kolagen. Jak każda maska w płachcie ta również miała działanie nawilżające i tonujące. Płachta wykonana była z tkaniny mocno nasączonej esencją. Na płachcie były nadruki z symbolami miast świata, można było się poczuć jak prawdziwy "city lover". Skóra po użyciu maski była odświeżona, wygładzona i pełna blasku. Samo leżenie z maską na twarzy fajnie relaksowało, zwłaszcza w czasie tych tropikalnych upałów. Miałam dwie sztuki tych masek, obie dostałam w prezencie. Przy moich zapasach nie planuję jak na razie powrotów :D 

- maska wzmacniająco-regenerująca w płachcie Mineral 89, Vichy - ta maska to był prawdziwy SZTOS i jedynie jej wysoka cena odstrasza mnie od kupowania jej codziennie :D W opakowaniu znajdowała się płachta i saszetka z esencją. Przed aplikacją należało przecisnąć esencję do komory z płachtą i ją nasączyć. Spodziewałam się, że będzie to skomplikowane ale okazało się, że nie. Maska miała bardzo dobrze nasączoną esencją płachtę alginianową, która była z cienkiego materiału, łatwo dopasowującego się do kształtu twarzy. Płachta była miękka, dobrze przylegała do skóry i przez cały czas aplikacji była mokra. Od razu po nałożeniu czułam na skórze przyjemne nawilżenia i schłodzenie skóry. Znacznie przedłużyłam długość aplikacji ponad zalecane 10 min, bo tak komfortowe było to uczucie. Po zdjęciu maski i wyschnięciu resztek esencji skóra była mocno nawilżona, gładsza, wyraźnie gładsza w dotyku i miała ładniejszy koloryt. Poziom nawilżenia był znacznie większy niż w przypadku masek tego typu wielu innych marek. Rzadko mi się to zdarza, ale zostawiłam skórę po aplikacji maski bez kremu i to aż do kolejnego poranka (maskę stosowałam pod wieczór)! Skóra przez cały czas była odżywiona, nawodniona i nie czułam jej przesuszenia, nawet w partiach, które zazwyczaj mam suche. NO PO PROSTU CUDO! Wady: problem z dostępnością i zabójcza cena :D

DO WŁOSÓW

Było już dzisiaj sporo produktów do włosów, ale zapomniałam o tych trzech :-)

- zmiękczająca maska do włosów Soften and Smooth oraz wygładzająca maska do włosów Smooth and Sleek obie marki Mascot Europe - kupione w Actionie super maski, które miały tak podobne dla moich włosów działanie, że opisze je wspólnie. Pierwsza zawierała olejkiem arganowym, druga keratynę. Obie wygładziły moje puszące się włosy i dodały im blasku. Zabrałam je ze sobą na wakacje, gdzie myłam włosy szamponem w kostce. Bałam się że takie mycie mocno spuszy mi włosy i poplącze. Dzięki tym maskom nic takiego nie miało miejsca, a ja już wiem, że wiele masek do włosów z Actiona dobrze służy moim włosom. Na co dzień wolę maski w większych opakowaniach, ale przy kolejnych wyjazdach na pewno zastanowię się nad takimi saszetkami, zwłaszcza ze kosztowały 3-4 złote ;-) 

- szampon aktywator wzrostu włosów ze skłonnością do wypadania Babuszka Agafi - to moja tajna broń i sposób na aktywację moich włosów do wzrastania ;-) Ziołowy szampon w saszetce powoduje, że na mojej głowie wyrasta mnóstwo baby hair! Lubię czasami do niego wrócić i zdecydowanie jest to jeden z moich ulubieńców.

PRÓBKI

Podczas urlopu postanowiłam zredukować nieco swoją kolekcję próbek i zabrałam je ze sobą do kosmetyczki ;-) Udało mi się zużyć ich dokładnie 14, a do tego jeszcze  8 opakowań płatków pod oczy, których zapomniałam dodać do zdjęć, ale o których niebawem będzie wpis z wielkim testem (SPOILER!). Te próbki są na zdjęciu w nieco innej kolejności, ale myślę że bez problemu znajdziecie gdzie jest co: 

- kremowa pasta do oczyszczania twarzy Isanghessi POKEMON, Tony Moly - bardzo wydajna i gęsta pasta do oczyszczania o przyjemnym zapachu zielonej herbaty. Miałam już kiedyś pełnowymiarową wersję z Pikachu i byłam zadowolona, nic więc dziwnego że i ta mi się spodobała 

- Low pH Good Morning Gel Clenaser CORSX - próbka żelu do oczyszczania o przyjemnym zapachu i delikatnym, ale skutecznym działaniu. Bardzo polubiłam się z tym produktem, więc jeśli będę kiedyś szukała żelu do twarzy to z pewnością będę o tej wersji pamiętać!

- Africa Bird - to krem nawilżający typu all-in-one dla.. mężczyzn! ;-) Jak widać krzywdy mi nie zrobił i ja bym raczej powiedziała, że to lekki lotion.

- Time Revolution serum i krem na noc - miały wspaniałą konsystencję, zapach, a skóra po nich była miękka i gładsza w dotyku, cudo!

- L'Oreal Hyaluron Specialist - krem na dzień z kwasem hialuronowym, ja używałam go na noc ;-) Miał bardzo ładny, perfumeryjny zapach i dość lekka konsystencję. Myślę, że mogłabym się z nim polubić! Ma filtr SPF20 więc na jesień jak znalazł.

- Visionnaire Lancome - jak przystało na "okropnie drogi krem" był on satynowy w dotyku i pachniał perfumami. Skóra była po nim dobrze nawilżona i miała piękny koloryt. Używałam na noc (a to produkt na dzień).

- Cellular Boost Neutrogena - po opakowaniu myślałam, że to produkt do ciała a to był krem do twarzy. Miał przyjemny zapach i fajną konsystencję. Nie podobało mi się jedynie to opakowanie, jakoś tak źle mi się kojarzy. Ale sam krem w środku bardzo fajny i mogłabym się z nim polubić ;-)

- Zinc Cream TENA - krem maść, taki plasterek na wszelkie podrażnienia skóry. U mnie sprawdził się super na odparzenia. Zawierał cynk.

- żel do higieny intymnej Simply Delicate Avon - jedna z moich ostatnich saszetek tego kosmetyku. Takie duże opakowanie, że wystarczyło mi na tydzień używania. Szkoda, że już nie produkują 

- Caviar Body Mousse, Clarena - lekki mus do ciała ale po którym czuć, że skóra wyraźnie była dobrze odżywiona. Tą próbkę miałam już bardzo długo, nie wiem czy ten kosmetyk jeszcze jest w produkcji.

- Colageno Espanol - balsam hiszpańskiej marki, który miałam kiedyś w pełnowymiarowym opakowaniu. I był super   Super nawilżenie, odżywienie skóry, zero podrażnień, fajny zapach - idealny!

- Lipikar Baume AP+ La Roche-Posay - tłuściutki i bardzo odżywczy balsam o neutralnym zapachu. Dla mnie aż za bardzo bogaty w składniki.

- Perfumed Body Balm FM group - pachnący ale bardzo lekki i poza ładnym zapachem nie odczułam nawilżenia skóry. Ale raczej tego się spodziewałam trochę.

Próbki KLAIRS

- żel pod oczy Fundamental Eye Awakening Gel - super lekka, żelowa konsystencja, szybko się wchłaniał, totalnie się zakochałam!

- tonik Supple Preparation Facial Toner - gęsta formuła, taka prawie jak lotion, przyjemny, odświeżający zapach

- maska Freshly Juiced Vitamin E Mask - używałam na noc pod krem, trochę drażnił mnie jej zapach

- krem pod oczy Fundamental Nourishing Eye Butter - gęste masełko i mocne odżywienie skóry, zdecydowanie na noc, polubiłam

- krem na noc Midnight Blue Calming Cream - niebieski krem na noc o bogatej formule, zdecydowanie jest LOVE

- krem koloryzujący na dzień z UV Illuminating Supple Blemish Cream SPF 40PA++ - początkowo bielił skórę, później idealnie wtapiał się w karnację, miał mocne krycie, to nie był lekki BB to było krycie jak podkład. Źle mi się korzystało z próbki, bo był mega wydajny i niewiele go było potrzeba na całą twarz. Myślę, że może być super jako alternatywa dla podkładu w mocno słoneczne dni. 

Podsumowując - największa miłość była do żelu pod oczy na dzień oraz kremu na noc. Wszystkie produkty zrobiły jednak na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Próbki dostałam do zakupów w sklepie Skingarden. 

Tym, którzy dobrnęli do tego momentu chcę serdecznie pogratulować wytrwałości w czytaniu ;-) To już wszystkie kosmetyki, jakie zużyłam w czasie wakacji 2021. Znacie coś z tego zestawienia? Jakie są Wasze odczucia o tych produktach?  

11 komentarzy:

  1. Podziwiam każdego kto zbiera i opisuje denka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też bardzo lubię pisać o zużyciach i o nich czytać u innych :) Z Twojego znam wodę arbuzową, ale totalnie nie widziałam dla niej zastosowania. Miałam chyba też szampon Babuszki i kojarzę, że był świetny. Muszę do niego wrócić, bo baby hair by się przydały! Znam też maskę Herbapol i jak Ci pisałam była bardzo fajna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama myślę o kupieniu nowego szamponu Babuszki, zwłaszcza że on kosztuje około 8 zł ;)) O i widzę, że nie ja jedyna nie wiedziałam co z tą arbuzową wodą zrobić :D

      Usuń
  3. Polecam na bieżąco opisywać zużyte produkty, przynajmniej mi tak jest łatwiej. Robię też wpisy co miesiąc i pomijam próbki i saszetki, wolę skupić się na pełnowymiarowych kosmetykach :) Z Twojego denka znam jedynie kosmetyki Miya i też je polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję to super podpowiedź ;-) Czasami piszę "na bieżąco" ale generalnie zazwyczaj skupiam się na innych rzeczach. O saszetkach piszę bo wychodzę z założenia, że czasami najłatwiej jest je kupić i wypróbować (niska cena). Z kolei o próbkach tak trochę "ku pamięci" jakbym kiedyś nie wiedziała jaki krem kupić itp :D

      Usuń
  4. Haha, totalnie się z Tobą zgadzam :D nigdy mi się nie chce pisać denek, ale również lubię je oglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze ogromnie ciężko mi się zabrać za pisanie i później zawsze jakoś dużoo wychodzi ;-) Ale muszę przyznać, że satysfakcja jest duża z takiego BIG tekstu ;)

      Usuń
  5. Podziwiam za zużycie próbek :D A kolorówka lubi się przeterminować ;))

    OdpowiedzUsuń

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Copyright © Nostami blog , Blogger