Przejdź do głównej zawartości

Denko KWIECIEŃ 2018

Przez cały kwiecień skrupulatnie dokładałam zużyte opakowania do pudełka na szafie, tego w którym gromadzę swoje "denko". Powoli zaczęło się już z niego wysypywać, a tu z początkiem maja zaczęły dochodzić zużycia z obecnego miesiąca. Jeśli jesteście ciekawi co udało mi się wykorzystać do dna oraz które kosmetyki okazały się hitami, a które bublami, to zapraszam do dalszej części posta. 

Kwietniowe denko rozpocznę nietypowo, bo od produktów DO WŁOSÓW. Nie często zdarza mi się zużyć ich kilka w jednym miesiącu ;-)
- odżywka w piance pod prysznic, Pantene Pro-v - o ile bardzo lubię szampony tej firmy, które są dla moich włosów po prostu świetne, o tyle odżywka w piance zupełnie nie spełniła moich oczekiwań i przyznaję, że męczyłam się już tylko aby ją zużyć do końca... Formuła pianki i sposób użycia pod prysznicem jak najbardziej super, jednak moje włosy były po niej jedynie sklejone i nic poza tym. Dlatego - nigdy więcej!
- szampon Supreme Oil z kompleksem Nutri 5, Advance Techniques, Avon - odżywczy szampon zawierający pięć różnych olejków. W barwie bursztynowy, dobrze się pienił i miał ładny zapach. Moje włosy nawet się z nim polubiły i całe szczęście, bo wydaje mi się, że mam jeszcze jedną butlę w zapasach.
- maska do włosów Herbal Steam Bath, Planet Spa, Avon - oj jak ja lubiłam tą maskę! Przepiękny zapach oraz treściwa konsystencja masła <3 Pod koniec zużywałam już tylko na czwartkowych pobytach w saunie (bo jak wiadomo pod wpływem ciepła maski do włosów lepiej wnikają we włosy i super działają). Moje włosy były po niej porządnie nawilżone i ładnie się kręciły. Niestety tej linii nie ma już w Avonie, a szkoda bo zachwycała mnie zarówno maska do włosów, jak i do twarzy. O tej drugiej pisałam w moim pierwszym poście na blogu TUTAJ
- saszetki eliksiru i szamponu z linii Hemp Sublime, Selective Professional - otrzymałam je w paczce od sponsorów podczas Blog Beauty Day, o którym pisałam w relacji. Przyznaję, że nie spodziewałam się rewelacji - bo co można powiedzieć po takiej małej próbeczce? Właściwie to przy szamponie spodziewałam się, że nawet nie wystarczy mi na umycie włosów. A tu niespodzianka! Szampon był gęsty, dobrze się pienił, miał przepiękny zapach i mleczną barwę. Ta mała saszetka z powodzeniem wystarczyła mi na umycie moich średnio długich włosów. Eliksir miał formułę olejku i użyłam go zarówno przed umyciem włosów, a także po ich wysuszeniu na same końcówki. I jeszcze raz w taki sam sposób. Jak widać więc mimo niewielkiej saszetki kosmetyk ten jest bardzo wydajny. Zapach - znów marzenie! A jeśli chodzi o działanie, to ten duet zachwycił mnie do tego stopnia, że koniecznie muszę po testować go dłużej. Bo jeśli będzie tak dalej to znalazłam swój ideał! Moje włosy były po tej dwójce pięknie nawilżone, łatwo się rozczesywały i błyszczały. Były też cudownie miękkie w dotyku i pachnące. Już nie dziwi mnie slogan reklamowy tej linii mówiący że "od działania Hemp Sublime można się uzależnić".
Jeśli chodzi o produkty DO CIAŁA, to w kwietniu udało mi się zużyć: 
- żel pod prysznic Naturals pomarańcza i imbir, Avon - przyznaję, że nie lubię zapachu imbiru, ale ten żel pachniał całkiem przyjemnie i zupełnie nie czułam w nim tej przyprawy. Żel miał kremową konsystencję o perłowym połysku, dobrze się pienił, przyzwoicie działał i nie wysuszał skóry. Czy do niego wrócę? Nie jestem pewna czy jest jeszcze w ofercie Avon, ale jeśli już odkopię się z zapasów i będzie akurat czas około świąteczny, to może... 
- żel pod prysznic Amazon Jungle, Senses, Avon - to żel mojego narzeczonego, który pachniał jak męskie perfumy i niestety ale naprawdę nie umiem określić i rozróżnić dokładnie męskich zapachów. 
- krem do rąk z minerałami morza martwego Planet Spa, Avon - lubię serię z minerałami z morza martwego, bo podoba mi się jej zapach. Niestety ten krem przeleżał u mnie już zdecydowanie zbyt długo i miałam wrażenie, że zaczął się rozwarstwiać, dlatego nie czekałam aż zacznie chodzić samodzielnie, tylko się go pozbyłam.
- puder leczniczy Daktarin - to puder do rozpylania na skórę, który chroni ją przed mikrobami i grzybami, a jeśli już coś się do nas przyczepiło to jeszcze leczy. Po spryskaniu skóry zamienia się w biały puder. Szalenie wygodny i wprost niezbędny jeśli często korzystacie z siłowni, basenu itp. Nie wiem już które to moje opakowanie i będę kupowała kolejne chyba, że wymyślą coś lepszego. Jak na razie to jest według mnie najlepszy produkt ochronny.
- złuszczająca maska do stóp, Beauty Home Spa - dostałam ją w prezencie od Reni w marcu i postanowiłam użyć przed sezonem sandałkowym. Niestety zaraz po włożeniu stóp do woreczków z płynem bardzo piekła mnie skóra, dlatego zdjęłam maskę po 30 min (producent zalecał trzymać ją nawet 90 minut). Skóra zaczęła mi się złuszczać po około 5 dniach i w sumie złuszcza się nadal, dlatego niestety nie opowiem wam dokładnie  jakie jest do końca działanie tego kosmetyku. Jednak patrząc na to, że używałam go znacznie krócej niż zalecano, to i tak jestem mile zaskoczona, że coś działa. Oczywiście ponownie nie kupię, bo zbyt dużym pieczeniem to przypłaciłam, ale może nie jest mi pisane używanie takich produktów?
- regenerująca maska na dłonie, Beauty Home Spa - tą maskę także dostałam w prezencie i postanowiłam podzielić się nią z moim narzeczonym, który na wiosnę miał okropnie przesuszone dłonie. Formuła kosmetyku bardzo fajna - nakładamy rękawiczki nasączone ekstraktami i po pół godzinie ściągamy i cieszymy się efektem. I co mnie podkusiło, żeby namówić go na trzymanie tej maski całą noc?! Rano skóra była pomarszczona i potwornie biała, jakby odmoczona wiele godzin w wodzie. Całe szczęście, że efekt ten dość szybko minął i nic złego się nie stało. Maska rzeczywiście wygładziła dłonie, ale na jeden dzień, więc przynajmniej w tym przypadku nie do końca się sprawdziła. Pamiętajcie, żeby używać kosmetyków zgodnie z zaleceniem producenta! 
- mgiełka do ciała Hydration Moisturizing, Yves Rocher - odłożyłam po lecie i wyciągnęłam ponownie wiosną. Pisałam o niej przy okazji pielęgnacji ciała latem i muszę przyznać, że im dłużej jej używałam tym bardziej mnie zachwycała. I jak już zdecydowałam, że muszę mieć koniecznie kolejny egzemplarz, to okazało się, że nie ma już jej w ofercie Yves Rocher ;(  Gdyby więc kiedyś wróciła, to z pewnością zakupię, bo nawilżała wyśmienicie, a przy tym miała wygodną formę mgiełki i ładny zapach. 
- żel do brzucha i biustu Optimals Body, Oriflame - nie wiem co takiego jest w tym kosmetyku, ale bardzo go lubię i co jakiś czas do niego wracam. Konsystencja żelowa, super szybko się wchłania i powoduje, że skóra jest mocno napięta i piękna. Jeśli tylko pamiętam, żeby używać go zarówno rano, jak i wieczorem, to efekty utrzymują się także w ciągu dnia - warto więc być regularnym. Mam kolejne opakowanie już w zapasach ;-)
- aktywny żel z kasztanowcem, Donum Naturea - kupiłam w aptece przy jakiejś promocji za 7 zł. Żel miał działanie odświeżające i chłodzące. Nie spodziewałam się po nim za wiele, ale zaskoczył mnie bardzo pozytywnie - po jego użyciu natychmiast odczuwałam ulgę dla nóg, a mentolowy zapach chłodził na długi czas. Żel szybko się wchłaniał, a skóra była po nim lekko napięta i wygładzona. Naprawdę jak za taką cenę to nic nie mogę mu zarzucić! 
- krem na rozstępy Multi Modeling, Ziaja - przyjemny produkt, którego zawsze zapominałam użyć ;-) Lekki krem o delikatnym zapachu, z wyczuwalnym mentolem. Szybko się wchłaniał, a po użyciu skóra była mocniej napięta i lekko wygładzona. Jeśli chodzi o niwelowanie rozstępów, to zbyt nieregularnie go używałam, żeby móc to potwierdzić lub zaprzeczyć. Ale jako balsam ujędrniający był całkiem OK. 
- body lotion o zapachu malin, The Body Shop - o mamuusiu jak on pięknie pachniał!!! Balsamy z TBS mają tak piękne zapachy, że ciężko się im oprzeć. Bogaty w konsystencji pozostawiał skórę mocno nawilżoną i wygładzoną. Na szczęście dość szybko się wchłaniał, ale pod koniec używałam go już jedynie na noc, kiedy mogłam nieco dłużej poczekać z ubieraniem się. Pompka była bardzo wygodna do używania, jednak pod koniec miałam trochę problem z wydobyciem samej końcówki kosmetyku. Czy wrócę do niego? Z przyjemnością! Jak tylko zużyję swoje zapasy...
- orzeźwiający żel Endless Touch Skin So Soft, Avon - przepięknie pachniał cytrusami, a przede wszystkim miał ultra lekką konsystencję i szybko się wchłaniał. Skóra po nim była aksamitna w dotyku i był to mój ulubiony balsam na gorące dni. Szkoda, że nie ma go już w ofercie firmy. 
W kategorii HIGIENA do denko trafił płyn do płukania jamy ustnej Listerine, pasta Whitening Colgate (fajny smak i lekkie działanie wybielające), spirytus salicylowy, patyczki kosmetyczne Cien z Lidla (to opakowanie zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż z Isany i przesypałam obecne patyczki właśnie do tego pudełka), chusteczki do demakijażu Cleanic różowe (lubię, wracam co jakiś czas). Wśród ZAPACHÓW udało mi się zdenkować wodę toaletową City Rush Glamour, Avon i jak to zazwyczaj bywa - im mniej jej miałam, tym bardziej mi się podobała ;-)
W tym miesiącu poużywałam trochę MASECZEK, choć dalej daleko mi jeszcze do takich zużyć jakie chciałabym mieć w tej kategorii. Jednak trzeba pamiętać, że oprócz jednorazowych saszetek czy płacht używam też masek w tubie, które zdecydowanie wolniej "schodzą". 
- saszetka maseczki oczyszczającej z minerałami morza martwego Planet Spa, Avon - zużywam zapasy tej maski w saszetkach, choć jest to jedna z moich ulubionych masek więc z pewnością kiedyś znów sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie. Lubię jej nietypowy zapach oraz działanie oczyszczające. Taka saszetka wystarcza na 2-3 użycia, ale zdecydowanie wolę produkty w tubie.
- saszetka nawilżającego peelingu enzymatycznego, AA - kosmetyk ma ładny, odświeżający zapach. Po zmyciu produktu skóra była ładnie rozjaśniona i oczyszczona, a przy tym bez żadnych podrażnień. Zdecydowanie fajny produkt, tylko dlaczego nie robią go w tubce? Ten peeling dostałam od Magdy w paczce wielkanocnej. 
- oczyszczająca czarnej masce w płachcie z węglem bambusowym i ekstraktem z czarnych alg z linii SkinActive, GARNIER - tak mi się spodobała ta maska (pisałam o niej TUTAJ), że możecie sobie jedynie wyobrazić jak bardzo ucieszyłam się, gdy pewnego dnia przypadkiem spotkałam ją w... polskim HEBE! Kupiłam oczywiście natychmiast, a także drugą wersję z ekstraktem z czarnej herbaty, której jeszcze nie używałam. Jeśli jeszcze nie znacie tych masek, to zdecydowanie warto je wypróbować! Są bardzo mocno nasączone i mają świetne działanie zarówno oczyszczające, jak i nawilżające.
- maska w płachcie BAMBOO, it's SKIN - od początku aplikacji czułam szczypanie na policzkach i niestety nie do końca byłam z niej zadowolona. Pełna recenzja już niebawem ukaże się w poście "maseczkowym".  
- maska w płachcie Fan od Poland, Skin 79 - tę maskę wygrałam w konkursie na Instagramie i zużyłam podczas spotkania z Talarkową w Poznaniu. Więcej na temat tego kosmetyku także niebawem.
- maska w płachcie Moisture + Freshness, GARNIER - przyzwoita maska od Garniera o której napiszę w kolejnej "Manii Maseczkowania"
- maska w płachcie Lucky Seal, Selfie Project - i także ta maska trafi do najbliższego przeglądu, na który już dziś Was zapraszam ;-)
- żelowa maseczka ultra nawilżająca hydro booster jelly mask, Bielenda - jedna z moich ulubionych i pisałam o niej TUTAJ. Uwielbiam tą galaretkę i z pewnością sięgnę jeszcze nie raz po nią ;-)
- aktywna maska nawilżająca Super Power Mezo Maska, Bielenda - maska jest w formie nasączonego płatu, który nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to znacznie mniejsze nasączenie płachty niż w typowych maskach koreańskich. Po rozłożeniu i dopasowaniu jej na twarz skrajne fragmenty były lekko suchawe i nie przyklejały się za dobrze do skóry. Esencji nie zostało też w opakowaniu za wiele, przez co nie było co "dołożyć, jak to jest zazwyczaj przy tego typu maskach. Po zdjęciu maski zauważyłam, że moja skóra wygląda na dobrze nawilżoną i matową. Odniosłam też wrażenie, że jest rozjaśniona i jakaś taka ładniejsza. Skóra była też zdecydowanie chłodna. Po około 15 minutach nałożyłam na twarz standardową ilość kremu i... okazało się, że z powodzeniem mogłam użyć go o połowę mniej, ponieważ skóra była bardzo miękka i krem wręcz się po niej ślizgał! Godzinę po aplikacji maski dalej czułam, że moja skóra na twarzy jest chłodniejsza niż reszty ciała. Nie miałam też żadnych rumieńców, a skóra wyglądała na odświeżoną i młodszą. Wrócę do tej maski z pewnością, zwłaszcza w upalne dni! 

Podsumowując w kwietniu zużyłam piętnaście pełnowymiarowych produktów, jedenaście masek różnego rodzaju (w tym do stóp i do rąk) oraz trochę produktów higienicznych. Najbardziej jestem zadowolona ze zdenkowania kosmetyków, których zużywani idzie mi wolno i opornie - jak perfumy, czy kremy do rąk. A jak tam Wasze denka? A może znacie kosmetyki o których dzisiaj pisałam? Dajcie znać w komentarzach! 


Komentarze

  1. Spore to denko :) Ja to chyba za mało rzeczy zużywam,a za dużo kupuję :D Pora to zmienic. Z tych wszystkich kosmetyków znam tylko maseczkę Jelly z Bielendy - fajna jest, ale wolę wersję pomarańczową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze wydawało mi się, że prawie nic nie zużywam i dlatego wprowadziłam u siebie "projekt denko". Oprócz tego, że okazało się, że nie jest tak źle to mam większą motywację, żeby dokańczać kosmetyki i je zużywać, a nie jedynie oglądać :D A maseczkę Bielendy pomarańczową uwielbiam ;-))

      Usuń
  2. Wow, jaka ogromna ilość kosmetyków! Sama nie zużyłabym jej chyba w rok, nie mówiąc o miesiącu hahahahaha :D Kojarzę większość marek, ale przyznaję szczerze że samych kosmetyków nie miałam okazji stosować, a słyszałam jedynie o płynie Listerine - podobno jest mega ostry xD

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Cię, że gdybyś tylko się zawzięła i odkładała przez miesiąc puste opakowania to okazało by się, że nie jest tak źle ze zużyciami ;-)) Płyn Listerine rzeczywiście dość mocny, osobiście wole wszystkie te płyny bez alkoholu ;-)

      Usuń
  3. Matko jaka ilość :-) ja chyba nie zużywam aż tylu w miesiąc. Sporo Avon widzę, ja jakoś za nimi nie przepadam. Nazwy produktów są mi znane ale nie używałam nic poza Listerine :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz kiedyś sprawdzić dla własnej satysfakcji ile średnio wychodzi Ci w miesiącu ;-) Mam ogromne zapasy kosmetyków z Avonu i staram się je sukcesywnie zużywać. Niektóre ich produkty bardzo lubię, a niektóre średnio - jak wszystkich firm ;-)

      Usuń
  4. Kochana, gratuluję tego ogromnego denka! Świetnie Ci poszło, zwłaszcza te perfumy - w końcu wiem, jak Ci to opornie idzie :D U mnie denko kwietniowe dość przeciętne, pojawi się w połowie miesiąca na blogu, to sama zobaczysz. Choć pewnie odbiję sobie to w maju, już mam tyle zużytych opakować w pudełku, a to dopiero dziewiąty! Mało który z Twoich użyć znam, ale zaraz idę przetestować tę czarną maseczkę z Garniera :D Zobaczymy, jak się u mnie sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak z perfumami i zapachami idzie mi bardzo opornie ;-)) Czekam na twoje denko z niecierpliwością, a maskę z Garniera bardzo polecam. Naprawdę aż mnie zaskoczyła ta firma że tak im te produkty fajnie wyszły ;-)

      Usuń
  5. Pokaźne denko :) Ja właśnie też szykuję swoje, ale to dopiero na dniach się pojawi - mam opóźnienie w tym miesiącu :D z Twoich zużyć nie znam w sumie za wiele kosmetyków, ale gratuluję zużycia tylu maseczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią poczytam o Twoich zużyciach ;-) A co do maseczek, to kiedyś obiecywałam sobie maseczkę co drugi dzień, czyli około 15 w miesiącu. Ale to jeszcze daleeeka droga ;-)))

      Usuń
  6. wow ale dużo tego zużyłaś, ja kompletnie nie daję rady ostatnio wykańczać kosmetyków, jakoś tak jestem trochę na bakier z pielęgnacją :D widzę że chętnie sięgasz po marki katalogowe jak YR, Avon czy Oriflame, ja osobiście uwielbiam YR :-) maseczki w płachcie u mnie też rządzą, są bardzo wygodne w stosowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że lubię pielęgnację nawet bardziej niż makijaż ;-) YR kupuję sporadycznie, Avon i Oriflame częściej. A masek w płachcie używam dopiero od około pół roku, więc taki "szał" mam teraz na nie :D

      Usuń
  7. Też robiłam kiedyś takie posty, ale przestałam.
    Co do twoich produktów to uwielbiam odżywkę w piance z PANTENE, ale aqua light - najlepiej się u mnie sprawdziła. raz w życiu robiłam sobie zabieg tymi skarpetkami złuszczającymi i póki co - nigdy więcej , chociaż efekt był świetny, ale przez jakiś tydzień stopy mnie swędziały około 4:00 w nocy i ciągle się budziłam, masakra. Uwielbiam testować maseczki, ale z tych co pokazałaś nie miałam nic - muszę nadrobić braki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde włosy lubią coś innego i najważniejsze jest żeby znaleźć dla siebie odpowiednie produkty, bo to co u mnie się nie sprawdzi u kogoś innego może sprawdzić się idealnie ;-) Mnie na szczęście stopy nie swędziały, ale wyglądały okropnie, wstydziłam się z nimi chodzić na siłownię :D Na szczęście już przestają się złuszczać. I chyba też na razie dam sobie spokój z tego typu maskami do stóp ;-)

      Usuń
  8. Ja mam zawsze problem aby zrobić denko. WSZYSKTko kończę na począstku miesiąca. Widzę że tobie lepiej to idzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko kwestia, żeby to odłożyć do końca miesiąca w jakieś miejsce i po miesiącu obejrzeć co tam się znalazło ;-)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. A co najbardziej Cię zainteresowało?

      Usuń
  10. Ojeju, co za denko bogate - mnóstwo tych produktów! ja z nich miałam produkt cleanic i kosmetyki z avon. reszty nie miałam jeszcze okazji testować. maskę do stóp złuszczającą też mam, ale innej firmy. życzę kochana miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję! A jak u Ciebie sprawdza się maska złuszczająca? Piecze Cię skóra podczas aplikacji? A efekty zadowalające? ;-)

      Usuń
  11. Wiele ciekawych, zużytych produktów. ja to zapominam zbierać zużyte opakowania - z reguły zawsze wywalam puste ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że mnie też to czasami kusi, ale zorganizowałam sobie wygodne miejsce na gromadzenia śmieci na szafie dzięki czemu nie przeszkadza mi to w ciągu miesiąca :D

      Usuń
  12. No no kochana to się nazywa nie złe zużycie. Ale do rzeczy z produktów które pokazałaś ja bardzo lubię maski złuszczające. Działają one u mnie lepiej niż kosmetyczka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jednak kosmetyczka wygrywa ta batalię hihihih, a przynajmniej nie szczypie skóry w trakcie :D:D

      Usuń
  13. Naprawdę duże denko! Kilka rzeczy chętnie sprawdzę na sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci produkty Hemp Sublime Selective Professional oraz mgiełkę z YR i balsam TBS ;-)

      Usuń
  14. U mnie odżywka Pantene w piance też zupełnie nie dała rady :(. Szkoda, bo miła forma aplikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to może jednak więcej nas było niezadowolonych ;-) Ale pomysł z aplikacją mieli świetny!

      Usuń
  15. U mnie ta pianka z Pantene też się nie sprawdziła Widzę, z kilka kosmetyków z Avonu zdążyło już wpaść z obiegu, a u Ciebie miło sobie je powspominać. Koniecznie chcę przetestować te czarne maski z Garniera. Ja zrezygnowałam z Denka na blogu, dodaję tygodniówki na Dresscloud :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarne maski Garniera jak na razie według mnie są the best! A moje zapasy Avonowe jak widać końca nie mają ;-)))

      Usuń
  16. o, widzę ze też polubiłaś tą maskę w płachcie z Bielendy, faktycznie nasączenie nie jest jakieś ogromne ale cena też nie jest wygórowana w porównaniu do innych masek, uwielbiam ją za te nawilzająco kojace właściwosci <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam - nawilża świetnie i z wieeelu przetestowanych przez mnie ostatnio masek jest jedną z lepszych ;-)

      Usuń
  17. Bardzo ciekawy wpis !
    Mega denko, sporo udało Ci się przetestować :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. spore denko, ja już nie zbieram zużyć. sporo z tym zachodu dlatego podziwiam osoby, które robią takie posty,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się motywować do zużywania zapasów ;-)

      Usuń
  19. Ciekawi mnie boski zapach tego malinowego balsamu TBS :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Recenzja: Krem uniwersalny z witaminą C Bielenda

Tęsknicie już trochę za wiosną? Ja przyznam się, że trochę tak mimo że w mojej okolicy nawet nie zaznałam ani trochę mroźnej zimy w tym roku. Ciągle mamy taką ciapowatą aurę, niby ciepło ale ponuro i dobijająco. Dlatego z prawdziwą radością powitałam możliwość przetestowania jednego z kremów uniwersalnych z Bielendy. Spójrzcie tylko na opakowanie - czy nie czujecie natychmiast przypływu energii?  Zostałam wybrana do testowania kremu Bielenda po wypełnieniu ankiety na Facebooku. Tak, tak to jest możliwe i te "konkursy" wygrywają realne osoby! Dlatego tym bardziej zachęcam Was do próbowania, zwłaszcza jeśli jesteście zainteresowani tematyką kosmetyków i urody. Ponieważ w ankiecie miałam możliwość wyboru wersji kremu zdecydowałam się na krem odżywczy z witaminą C. Nie ukrywam, że głównym powodem mojej decyzji były rysunki cytrusów na opakowaniu, które uwielbiam (cytrusy, nie rysunki).  Odżywczy krem uniwersalny do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda to kosmetyk o wielorakim zast…