Przejdź do głównej zawartości

Natural Beauty i kosmetyki nauralne

Na początku kwietnia we wrocławskiej starej zajezdni tramwajowej Dąbie odbywały się targi Natural Beauty, czyli kosmetyków naturalnych. Zapraszam Was dziś na króciutką relację z tego wydarzenia oraz recenzje produktów, które kupiłam podczas targów. 
Na Natural Beauty udałam się w towarzystwie Magdy, autorki bloga Takie Moje Oderwanie. Niestety mimo iż była to sobota, to tego dnia musiałam być w pracy, dlatego na miejsce wydarzenia przyjechałam porządnie zmęczona. To wpłynęło na moje pośpieszne oglądanie stoisk i dlatego też wróciłam tutaj jeszcze raz kolejnego dnia już sama. Same targi zorganizowane były w starej zajezdni tramwajowej, gdzie prezentowali się także producenci niszowych marek ubrań i dodatków oraz roślin. Wszystko w stylu EKO. Miało to ten ogromny plus, że powierzchnia nie była duża i można było sobie spokojnie wszystko obejrzeć nawet po kilka razy. Na stoiskach firm królowały aromatyczne peelingi do ciała, masła i hydrolaty. Wszędzie dookoła unosiły się przepiękne zapachy, a opakowania nawiązywały kolorystyką do przyrody i stylu ekologicznego. Największe wrażenie zrobiło na mnie stoisko Alchemia Lasu, które wyglądało jak wycinek lasu z kawałkami uciętych bali jako podstawki na prezentowane kosmetyki. Sądząc po ilości wpisów i zdjęć tego stoiska w blogosferze, nie ja jedyna się nim zachwyciłam.
Kawałek dalej natknęłam się na stoisko firmy, którą znałam jeszcze jako nastolatka. Mowa o firmie Idea25 (obecnie Ideal 25 Hennet), której sztandarowym produktem są płyny do higieny intymnej z wyciągiem z różnych roślin. Obecnie firma jest także dystrybutorem hiszpańskiej marki Geoderm Cosmetic. Wiedziona sentymentem zakupiłam dwa żele - z wyciągiem z kory dębu oraz z czerwoną koniczyną.   
Wersja z korą dębu była kiedyś kupowana przez mnie najczęściej, z kolei z czerwoną koniczyną to nowość firmy, którą wzięłam z myślą o mojej mamie. Oba żele zamknięte są w podłużnych butelkach zakończonych pompką. Mają półprzezroczystą, lekko mleczną konsystencję oraz delikatny, ziołowy zapach. Wersja z korą dębu ma za zadanie łagodzić podrażnienia i działać lekko ściągająco. Wersja z czerwoną koniczyną osłania i nawilża śluzówkę. Oba żele zawierają też oliwę z oliwek i mają kwaśny odczyn pH, który zabezpiecza przed wysuszeniem śluzówki i jej podrażnieniem. Żele do higieny intymnej Tess nie zawierają detergentów, SLS/SLES'ów, parabenów, ftalanów czy PEG, są też odpowiednie dla wegan. Poniżej prezentuję skład z opakowania żelu z korą dębu:
Oprócz wersji zakupionych przez mnie jest także żel z przywrotnikiem, polecany do skóry skłonnej do podrażnień i odparzeń oraz z nagietkiem - o działaniu antybakteryjnym i gojącym. Poza higieną intymną można tych płynów używać do mycia twarzy, mimo że w ofercie firmy jest także delikatna pianka z przywrotnikiem, która z pewnością nadaje się do tego lepiej. Podczas targów kosmetyki miały promocyjną cenę 20 zł za butelkę, ale na stronie internetowej producenta można je kupić w cenie 26,90 zł. Wygodne w użyciu o miłym, ziołowym zapachu, nie podrażniają, a wręcz koją i pielęgnują delikatną skórę okolic intymnych. Zdecydowanie są to produkty godne uwagi, które szczerze polecam! 
Do stoiska La-Le podchodziłam kilkukrotnie zachęcona opinią Magdy o maśle kawowym pod oczy. Ten kremik pachniał zupełnie jak świeżo przygotowane przepyszne latte! Jednak mimo, że jego pojemność była niewielka, to wciąż obawiałam się, że nie zdążę zużyć go przed upływem terminu ważności. Zwłaszcza, że miał dość tłustą konsystencję, a wiem z doświadczenia, że wiosną i latem oleiste formuły mnie odrzucają. Jednak na stoisku La-Le było wiele innych kuszących produktów i ostatecznie zdecydowałam się na hydrolat z czarnej porzeczki. Nie ukrywam, że ta wersja skusiła mnie swoim słodkim, owocowym zapachem, który poczułam wąchając kosmetyk na stoisku. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy po użyciu na skórze zapach był zupełnie inny - ziołowy, przypominający mi bardziej suszone liście i kwiaty malin. Jednak mimo to postanowiłam dać mu szansę, a sam zapach także jest przyjemny, choć inny niż się spodziewałam. Hydrolat, czyli woda tonizująca, zamknięty jest w butelce z ciemnego szkła ze sprayem. Skład jest powalający - spójrzcie na zdjęcie etykiety. 
Hydrolat z czarnej porzeczki Używam na oczyszczoną skórę twarzy pod krem. Spray jest wygodny w użyciu, posiada drobne otworki, dzięki czemu tworzy na skórze delikatny tusz a nie moczy nam połowy twarzy. Kosmetyk szybko się wchłania w skórę i nie pozostawia na niej żadnej powłoki. Hydrolat firmy La-Le nie zawiera konserwantów i jest odpowiedni dla wegan i wegetarian. Po otwarciu mamy zaledwie 16 tygodni na jego zużycie (4 miesiące), dlatego ostro zabrałam się do używania i psikam się nim zarówno rano, wieczorem, jak i czasami w ciągu dnia. Skóra po użyciu hydrolatu jest przyjemnie odświeżona. Nie wiem czy to jego zasługa, ale mam zdecydowanie mniej krost i zanieczyszczeń od kiedy zaczęłam go używać. Zdecydowanie polecam nie tylko maniaczkom nawilżenia ;-) Hydrolat kosztował 20 zł, a poza targami kosmetycznymi można go kupić w sklepie internetowym La-Le.

Przyznaję, że nie poszalałam z zakupami podczas targów Natural Beauty, ale jednak trzeba pamiętać, że zapasy mam spore, a kosmetyki naturalne mają dość krótkie terminy ważności. Jednak same targi stały się chyba imprezą cykliczną, bo już wiem, że kolejna edycja odbędzie się w tym samym miejscu w dniach 2-3 czerwca. Jeśli lubicie kosmetyki naturalne to jest to świetna okazja, aby powąchać i potestować wiele fajnych produktów. Znacie firmy lub produkty o których dzisiaj pisałam? Lubicie kosmetyki naturalne? Koniecznie podzielcie się opiniami w komentarzach. 

A ja dodam jeszcze, że biorę udział w kampanii na ambasadorkę nowych produktów Le Petit Marseillais, która słynie z kosmetyków ze składnikami pochodzenia naturalnego. Jeśli jeszcze nie próbowałyście, a macie ochotę to zachęcam do spróbowania swoich sił na portalu Ambasadorka LPM. Powodzenia! #rozświetlającyrytuał #ambasadorkaLPM   

Komentarze

  1. Super! Naturalne kosmetyki są najlepsze na świecie!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. trzymam kciuki, by tym razem udało się dostać do kampanii Le Petit! :)
    ponadto żałuję, że nie dałam rady przyjechać na te targi, ale w sumie co się odwlecze to nie uciecze, zwłaszcza, że tego typu wydarzenia są coraz bardziej popularne. z jednej strony to naprawdę świetna sprawa, ale z drugiej... nie wiem jak moje zapasy wytrzymają kolejne pokusy i nowe nabytki :D może więc lepiej, że nie dałam rady być?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli rzeczywiście te targi staną się cykliczne, to warto zajrzeć - zawsze to bliżej trochę niż np. Kraków ;-) Myślę też, że musiałabyś przyjechać z twardym postanowieniem na jeden kosmetyk i nie dać się pokusie :D

      Usuń
    2. O i jeszcze przypomniało mi się... Było sporo cudownych mydełek na targach, a to akurat zawsze się zużyje <3

      Usuń
  3. Takie targi to super sprawa! Mozna poznac marki, ktore zazwyczaj sa dostepne tylko przez internet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! I można wszystko obwąchać i sprawdzić czy odpowiada nam konsystencja, zapach, formuła, porównać z produktami konkurencji itp.

      Usuń
  4. oj ile cudów tam widzę :D wszystko bym chciała;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ot jest własnie problem z fajnymi kosmetykami - że chciałoby się je wszystkie :D

      Usuń
  5. Nie słyszałam nigdy o hydrolacie z czarnej porzeczki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wcześniej też! Ale jak widać istnieje ;-)

      Usuń
  6. Bardzo żałuję że mnie nie było. Nadal dość słabo znam kosmetyki naturalne, a taka wiedza bardzo mi by się przydała. Z tego co widze było dużo stoisk i marek. Mam nadzieję, że w przyszłym roku się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz czekać cały rok - kolejna edycja odbędzie się na początku czerwca! ;-)

      Usuń
  7. Bardzo lubię kosmetyki Tess, zwłaszcza piankę do twarzy. Mam żel do higieny intymnej, ale w innej wersji i też mi się dobrze sprawdza. Kosmetyków LaLe jeszcze nie miałam okazji używac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie używałam pianki z Tess ale przyznaję, że bardzo mnie kusi. A hydrolat z LaLe dobija dna i okazał się fantastyczny!

      Usuń
  8. słyszałam o tych targach, bardzo podobne do warszawskich Ekocudów, można tam znaleźć same naturalne perełki. Fajne stoisko zawsze ma Alchemia Lasu, muszę w końcu skusić się na jakiś ich kosmetyk, bo zapachy z ich stoiska zawsze są boskie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ich stoisko było przepiękne! A ja staram się jak najwięcej zapasów po zużywać, żeby móc kupić sobie może jakieś ich masełko do ciała? ;-)

      Usuń
  9. Ostatnio więcej słyszy się o wszelakich targach
    Być może są bardziej opłacalne dla firm niż kiedyś? Wszystko w jednym miejscu na tle innej konkurencji? ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo wygodne, bo można obejrzeć i "pomacać" kosmetyki dostępne raczej jedynie w internecie. A tutaj od razu mogę sprawdzić, czy kolor, zapach, konsystencja mi odpowiada.

      Usuń
  10. brałam udział w nowej kampanii LPM , czekam na wyniki. widze, że LPM szaleje, jeszcze jedna kampania sie nie skonczyla, a juz robią drugą :P . lubie kosmetyki naturalne, i fajnie że coraz wiecej osob ma świadomosc i kupują naturalne a nie te napakowane toną chemii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem tylko w tym, że ze wszystkich kosmetyków to najczęściej te z naturalnymi składami mnie uczulają ;-)) Ale wiadomo wszystko zależy od naszej skóry i tego co lubi, a to jest najważniejsze!

      Usuń
  11. Bardzo chętnie wzięłabym udział w takich targach. Ale ja zawsze słyszę za późno, albo zapomnę, że coś takiego jest :p Kosmetyki naturalne coraz częściej goszczą u mnie i jestem w nich absolutnie zakochana :) mam nadzieję,że uda Ci się zostać ambasadorką - ja chyba też spróbuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już teraz zapisz sobie w kalendarzu 2/3.06 we Wrocławiu odbędą się ponownie targi Natural Beauty ;-) ;-) I trzymam kciuki, abyś dostała się do kampanii Le Petit Marseiliais! ;-)

      Usuń
  12. Fajne są takie wydarzenia :) Ostatnio coraz częściej sięgam po naturalne produkty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także, a kiedyś wydawało mi się to fanaberią ;-) Ale też jest ich zdecydowanie większy wybór!

      Usuń
  13. Na podobnych targach byłam ostatnio, ekocuda w Gdańsku :) i właśnie byłam na stoisku po ulubiona pianke Tess. Lubiłam też ich płyn do higieny intymnej i na pewno kuedys jeszcze kupię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kolejna osoba, która chwali tą piankę z Tess - a ja jej nie znam, więc widzę, że tym bardziej muszę to nadrobić ;D

      Usuń
  14. Jeśli chodzi o składy kosmetyków to ja totalnie się nie znam. Ale mimo wszystko lubię trafiać na takie targi. Tyle tam cudowności zawsze można znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda i można sobie wszystko powąchać i spróbować, a zapachy są wprost cudowne ;-)

      Usuń
  15. Jak już zużyjemy to wszystko, co kupiłyśmy, to znów się wybierzemy :) Bardzo mi się podobały te targi i fantastyczna oprawa. Wspaniale było Cię poznać osobiście i spędzić wspólnie ten dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja własnie zużyłam hydrolat! Więc teoretycznie mam pretekst żeby iść na czerwcową edycję :D Co Ty na to? ;-))

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Mania maseczkowania 4

Ostatnio pokochałam maski w płachcie, a że mam ich dość spore zapasy to decyduję się na pielęgnację z ich użyciem znacznie częściej. Można by mieć wątpliwość, czym może różnić się jedna maska tego typu od drugiej? Jednak okazuje się, że każda z nich jest inna, a działanie nie każdej mnie zachwyca. Zapraszam Was dziś na czwarty przegląd maseczek, tym razem same wersje na tkaninie.  Maski na tkaninie, inaczej nazywane maskami w płachcie przywędrowały do nas wraz z modą na koreańską pielęgnację skóry. Dotychczas były one dostępne jedynie poprzez strony typu ebay, czy też w sklepach internetowych specjalizujących się w sprzedaży kosmetyków z tej części świata. Pamiętam jak bardzo ucieszyłam się, kiedy w moim rodzimym mieście otworzył się sklep JJ Korean Beauty, a jakiś czas później firmowy sklep It's Skin.  W między czasie wiele innych firm rozpoczęło produkcję tego typu kosmetyków - Garnier, Bielenda, czy Selfie Project, a marki znane dotąd jedynie z internetu zaczęły pojawiać się na t…