Przejdź do głównej zawartości

Denko LIPIEC 2017

Przedstawiam Wam dzisiaj moje skromne denko lipcowe. Właściwie nie umiem powiedzieć co się stało, że takie małe zużycie osiągnęłam w minionym miesiącu? Zaczęło się dobrze, ale później jakoś tak szybko wszystko przeleciało, że ani się obejrzałam a tu już koniec miesiąca! Co się znalazło w aktualnym denko?


Zacznę od kosmetyków do TWARZY. Wśród nich znalazły się dwie maski: w płachcie Garnier Moisture + Aqua Bomb oraz żelowa maseczka normalizująco-matująca Bielenda.


Przyznaję bez bicia, że Moisture + Aqua Bomb Garniera to moja pierwsza maska w płachcie. Dlatego ze szczegółami zapoznałam się najpierw z instrukcją obsługi, zgodnie z którą miałam rozłożyć maskę na twarzy niebieskim do góry i później tą warstwę niebieską zdjąć. Oczywiście nie udało mi się, ale na szczęście zauważyłam z której strony maska jest bardziej nawilżona i już bez niebieskiej warstwy nałożyłam ją na buzię. Płachta dała się dość dobrze ułożyć, jedynie wokół nosa i ust mogłaby być chyba z mniejszymi otworami? Choć przyznaję, żę nie znam się - w końcu to moja pierwsza tego typu maska.
Maska była bardzo obficie nasączona esencją, dlatego wtarłam ją przy okazji w skórę szyi oraz wierzch dłoni. Także po upływie 15 min i zdjęciu płachty była ona nadal mocno nasączona, dlatego wtarłam resztki gdzie się dało, aby skorzystać z dobroczynnych składników. Zgodnie z opisem producenta maska zawiera kwas hialuronowy znany ze swoich właściwości nawilżających i wygładzających skórę. Rzeczywiście po zdjęciu maski skóra była ładnie nawilżona i wygładzona, a także miękka w dotyku. Miałam także uczucie lekkiego liftingu zwłaszcza na skórze pod oczami i na czole. Zostawiłam maskę do pełnego wchłonięcia i nie używałam już później żadnego kremu nawilżającego - to chyba jedna z lepszych rekomendacji co do jej nawilżenia. Normalnie bowiem po użyciu masek muszę po chwili nałożyć krem nawilżający, bo skóra już domaga się wody. 
Podsumowując: maska w płachcie Aqua Bomb Garniera okazała się dla mnie bardzo dobrym produktem. Rzeczywiście świetnie nawilżyła moją skórę i już po jednym użyciu widzę na niej pozytywne zmiany w postaci wygładzenia. Miałam niewielki kłopot z pierwszym nałożeniem maski, jednak okazało się że nie poszło tak źle. Myślę, że taka maska to fajny sposób na relaks i pielęgnację ;-)

Żelowa maseczka normalizująco-matująca z firmy Bielenda skusiła mnie swoją konsystencją galaretki o cytrynowej barwie. Maseczka dość przyjemnie pachniała i bardzo miło się jej używało. Maseczkę nałożyłam dość grubą warstwą na twarz i szyję i pozostawiłam do wyschnięcia. Po około 20 min rozpoczęłam jej zmywanie, niestety nie było to proste i musiałam wspomóc się gąbeczką konjac. Zastanawiam się, jak ja mogłam zmywać kiedyś maseczki bez tej gąbeczki?! Po zmyciu maseczki skóra była zauważalnie mocniej nawilżona i zmatowiona. Mam także wrażenie, że skóra była lekko rozświetlona i wypoczęta. Maska z Bielendy w swoim składzie zawiera witaminę C, kwas cytrynowy oraz olejek pomarańczowy. Chętnie sięgnęłabym po nią w normalnym opakowaniu typu np. tuba. Wyciąganie maseczek z saszetek zawsze kończy się stratą cennej zawartości. Chociaż z drugiej strony tanim kosztem możemy przetestować działanie maski. W każdym razie chętnie sięgnę w przyszłości po tą maseczkę.

W kategorii kosmetyków do twarzy zużyłam także enzymatyczny peeling z Lirene. Jest to bardzo delikatny peeling, który nie podrażnia mojej skóry. Łagodnie usuwa martwy naskórek i odświeża cerę. Jego działanie nie polega na tarciu jak w przypadku peelingów z drobinkami. Zawarty w produkcie enzym z papaji złuszcza zewnętrzne warstwy naskórka i ślady po wszelkich niedoskonałościach. Peeling nakładam na wcześniej umytą skórę twarzy i pozostawiam na kilka minut. Po upływie tego czasu zmywam ciepłą wodą.



W denko znalazła się także miniaturka oczyszczającego żelu Reve de Miel firmy NUXE, a ja już wiem, że chętnie zakupię go w pełnej wersji, jak tylko nieco zużyję swoje zapasy. Żel posiada roślinną bazę myjącą, dzięki czemu jest produktem bardzo delikatnym, który z powodzeniem mogą stosować nawet osoby o wrażliwej cerze. Nie wysusza, nie podrażnia skóry, nawilża ją i dobrze oczyszcza z resztek makijażu i zabrudzeń. W konsystencji jest nieco gęściejszy niż "normalny" żel. Używając go zauważymy też nieco mniejszą ilość piany. Reve de Miel przepięknie pachnie miodowym zapachem. Zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo i wpływa kojąco i uspokajająco. Żel odświeża skórę i przygotowuje ją do kolejnych zabiegów, kremów itp. Jest bardzo wydajny - okazało się, że nawet miniaturowe opakowanie może posłużyć mi bardzo długo. Pełnowartościowy produkt ma butelkę z pompką.



Wśród kosmetyków do pielęgnacji CIAŁA zużyłam żel pod prysznic Cool Blossom Balea o przepięknym zapachu różowego grapefruita. Pisałam o nim w poście o kosmetykach tej firmy LINK.
Mój narzeczony zużył szampon przeciwłupieżowy Yego z firmy Ziaja, ale nie był specjalnie zachwycony tym produktem. 


W lipcu zrobiłam małe porządki wśród moich szminek (podkreślam MAŁE), stąd w denko znalazło sie parę produktów z kategorii MAKE UP. Wśród nich znalazła się koralowa kredka do ust Color Trend z Avonu, błyszczyk ze szminką znów odcień korala także z Avonu, flamaster do ust Revlon oraz dwie szminki z Avonu. 

Zaczęłam także porządkować i zużywać PRÓBKI:
- krem na dzień Solutions do cery wrażliwej Avon, 
- krem na dzień do cery wrażliwej Clarena, 
- krem na dzień Anew Vitale Avon (uwielbiam ten krem!!!), 
- próbka balsamu do opalania spf 50 Avon.   

Mam cichą nadzieję, że w sierpniu moje zużycie jednak się zwiększy... ;-) 
Znacie któreś z opisanych przez mnie kosmetyków? A jak tam Wasze denka w lipcu? 

Komentarze

  1. Moje lipcowe denko było sporych rozmiarów, z czego jestem bardzo dumna. Co do Twojej listy, to używałam tylko maski od Garniera i mnie nie zachwyciła. Co prawda fajnie nawilża, ale sposób aplikacji (to odrywanie niebieskiej warstwy, z którą odkleja się cała płachta) nie przypadł mi do gustu, wolę mniej skomplikowane procesy :) Życzę Ci, aby w sierpniu zużycie było u Ciebie większe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam problem z tą niebieską powłoką ;-)))) Dziękuję za życzenia! Teraz na pewno się spełni! ;-)

      Usuń
  2. Mam w swoim pudełku na maseczki Aqua Bomb i Bielende, które cały czas czekają na swoją kolej. Mam nadzieję, że u mnie też się sprawdzą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam sprawdzić, a wcześniej włożyć i schłodzić je w lodówce, podobno jeszcze fajniejsze doznania! ;-)

      Usuń
  3. Nie jest wcale takie malutki, najważniejsze , ze jest w nim pielęgnacja! Ten żel z balea, jest fajny, bedzie na pewno w moim sierpniowym denku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak żele Balea także i moje serce podbiły <3

      Usuń
  4. Ciekawa jestem tych maseczek z Bielendy ;) U mnie zużycie marne, przez te gorące dni ograniczam ilość kosmetyków do minimum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może właśnie dlatego mam nieco mniejsze denko? U mnie też koszmarne upały...

      Usuń
  5. nie wiedzialam ze avon ma probki w saszetkach sadzilam ze maja jedynie probki perfum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają, niestety nie wszystkie kremy są w próbkach i trzeba je (próbki) zamawiać bezpośrednio z Warszawy, więc niektóre konsultantki, które robią zakupy w sklepie nie mają możliwości ich kupić ;-) No i ma też próbki szminek ;-)

      Usuń
  6. Muszę się skusić na maskeczkę w płachcie Garnier skoro jest dobra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj ;-) A teraz często jest w promocyjnej cenie!

      Usuń
  7. Mam ten żel Balea w zapasie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam też żel Balea - miał niesamowicie piękny zapach ♥ Ogólnie bardzo lubię te żele, ale ten wyjątkowo zapadł mi w pamięć, bo był bardzo oryginalny. Ta maseczka z Bielendy też mnie bardzo kusi, mimo że opinie o nich są różne. Ja zazwyczaj lubię się z ich produktami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zapach tego żelu zapada w pamięć ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Recenzja: Krem uniwersalny z witaminą C Bielenda

Tęsknicie już trochę za wiosną? Ja przyznam się, że trochę tak mimo że w mojej okolicy nawet nie zaznałam ani trochę mroźnej zimy w tym roku. Ciągle mamy taką ciapowatą aurę, niby ciepło ale ponuro i dobijająco. Dlatego z prawdziwą radością powitałam możliwość przetestowania jednego z kremów uniwersalnych z Bielendy. Spójrzcie tylko na opakowanie - czy nie czujecie natychmiast przypływu energii?  Zostałam wybrana do testowania kremu Bielenda po wypełnieniu ankiety na Facebooku. Tak, tak to jest możliwe i te "konkursy" wygrywają realne osoby! Dlatego tym bardziej zachęcam Was do próbowania, zwłaszcza jeśli jesteście zainteresowani tematyką kosmetyków i urody. Ponieważ w ankiecie miałam możliwość wyboru wersji kremu zdecydowałam się na krem odżywczy z witaminą C. Nie ukrywam, że głównym powodem mojej decyzji były rysunki cytrusów na opakowaniu, które uwielbiam (cytrusy, nie rysunki).  Odżywczy krem uniwersalny do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda to kosmetyk o wielorakim zast…