Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: Krem uniwersalny z witaminą C Bielenda

Tęsknicie już trochę za wiosną? Ja przyznam się, że trochę tak mimo że w mojej okolicy nawet nie zaznałam ani trochę mroźnej zimy w tym roku. Ciągle mamy taką ciapowatą aurę, niby ciepło ale ponuro i dobijająco. Dlatego z prawdziwą radością powitałam możliwość przetestowania jednego z kremów uniwersalnych z Bielendy. Spójrzcie tylko na opakowanie - czy nie czujecie natychmiast przypływu energii? 
Zostałam wybrana do testowania kremu Bielenda po wypełnieniu ankiety na Facebooku. Tak, tak to jest możliwe i te "konkursy" wygrywają realne osoby! Dlatego tym bardziej zachęcam Was do próbowania, zwłaszcza jeśli jesteście zainteresowani tematyką kosmetyków i urody. Ponieważ w ankiecie miałam możliwość wyboru wersji kremu zdecydowałam się na krem odżywczy z witaminą C. Nie ukrywam, że głównym powodem mojej decyzji były rysunki cytrusów na opakowaniu, które uwielbiam (cytrusy, nie rysunki). 
Odżywczy krem uniwersalny do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda to kosmetyk o wielorakim zastosowaniu. Można nakładać go zarówno na skórę twarzy, jak i dłoni czy całego ciała. W taki też sposób był przez mnie używany. Producent informuje nas, że witamina C zawarta w kremie pochodzi z aceroli, a sam kosmetyk przeznaczony jest do skóry szarej, zmęczonej i pozbawionej blasku. Myślę, że w czasie zimy nie ma osoby, która nie borykałaby się z taką dolegliwością swojej skóry. W serii produktów uniwersalnych Bielenda znajduje się także krem regenerujący z olejkiem różanym oraz krem nawilżający z aloesem. Wszystkie zgodnie z opinią producenta zawierają 100% roślinnych składników aktywnych. Nie jestem kosmetologiem i nie potrafię ocenić prawdziwości tej informacji, dlatego wklejam poniżej zdjęcie składu kremu z opakowania. 
Widoczna na zdjęciu naklejka na zakrętce to gwarancja, że nikt przed nami nie grzebał w naszym kremie i że nie był on otwierany. To ważne, bo sam krem z uwagi na obecność naturalnych składników powinniśmy zużyć w ciągu 6 miesięcy,a opakowanie wcale nie jest takie małe bo zawiera aż 200 ml. Jednak dzięki uniwersalności kremu myślę, że nie będzie z tym problemu. Zwłaszcza, że możemy używać go w zależności od potrzeby i zachcianki nawet po kilka razy dziennie. 
Po otwarciu zgrabnego słoika naszym oczom ukazuje się mlecznobiały krem, a do nosa dociera delikatny cytrusowy zapach. Konsystencja kosmetyku jest zwarta, ale lekka. Po nałożeniu na skórę krem lekko się rozsmarowuje i bardzo dobrze wchłania wykazując przy tym działanie silnie nawilżające co się po prostu czuje. Tutaj wyszły jednak różnice w mojej skórze na całym ciele. O ile skóra na dłoniach, czy ciele wchłonęła krem bardzo szybko i nie pozostawiła żadnej powłoki, można powiedzieć "wypiła" krem bardzo dokładnie, o tyle już na twarzy odczucia miałam inne. Krem nałożony na twarz wchłaniał się wolniej i dawał początkowo uczucie lepkości. Po wchłonięciu nadal czułam, że mam go na buzi mimo że skóra nie świeciła się. W kontakcie z bogatszym podkładem zawierającym bazę (2w1) miałam wrażenie, że mam już tych warstw na twarzy za dużo. Jednak w kontakcie ze "zwykłym" podkładem było wszystko OK. Mimo wszystko o wiele przyjemniejsze było działanie, a zwłaszcza wchłanianie kremu w skórę ciała i dłoni, niż w skórę twarzy. Może też być tak, że na małą powierzchnię twarzy użyłam stosunkowo więcej kosmetyku, niż na ciało i stąd taki efekt. Przyznaję, że muszę się temu dobrze przyjrzeć, choć nie będzie to łatwe, ponieważ krem nakłada się bardzo przyjemnie, jest miły w dotyku i ładnie pachnie, co może być powodem nadużywania produktu ;-).
Jeśli chodzi o działanie kremu, to zaraz po użyciu jest wyraźnie odczuwalne nawilżenie skóry i jej wygładzenie. Staje się ona miękka w dotyku i jakby rozświetlona. Nie jest to jednak efekt błyszczenia, ale takiego blasku, poświaty, który kojarzy się z dobrze nawilżoną i nawodnioną skórą. Krem wchłania się bardzo szybko i można dzięki temu niejako dokładać kolejne warstwy, gdyby ktoś potrzebował jeszcze większego odżywienia. Taki sposób aplikacji stosowałam głównie na wierzchu skóry dłoni. Zapach w dużej ilości, zwłaszcza przy używaniu kremu na całe ciało, zaczął mnie nieco drażnić kojarząc się z jakimś lekarstwem, na szczęście jednak dość szybko się ulatniał więc nie wpłynęło to na moje samopoczucie. 
Podsumowując moje testowanie muszę przyznać, że uniwersalny krem do twarzy i ciała z witaminą C Bielenda bardzo miło mnie zaskoczył. Jego głównymi atutami jest szybkie wchłanianie się oraz przepiękna rozświetlona skóra po użyciu. Dla wielbicielek naturalnej pielęgnacji ważny będzie fakt, że zawarto w nim aktywne składniki roślinne, jak na przykład olejek z pomarańczy, czy witaminę C pochodzącą z aceroli. Dzięki uniwersalnemu stosowaniu zarówno do twarzy, jak i do ciała krem ten można używać do wszystkiego i o każdej porze roku, choć myślę, że po zimie nasze skóra szczególnie będzie potrzebowała rozświetlenia i blasku. Kosmetyk ten jest świetna alternatywą na przykład na wyjazdy gdy chcemy ograniczyć ilość zabieranych produktów. U mnie najlepiej sprawdził się na skórze ciała i dłoni. Krem ten nie jest produktem drogim, kosztuje nieco ponad 15 zł i możecie kupić go na przykład TUTAJ. Zdecydowanie polecam Wam ten produkt, znacie już go? A może używałyście innych kosmetyków tego typu? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!  

  

Komentarze

  1. Ja też tęsknię za wiosną. Bardzo! Zima, a już zwłaszcza tak jakby nie-zima, jest dla mnie najgorszą porą roku, czas od listopada do końca lutego mógłby nie istnieć. No, ale trudno, przeżyjemy! Kurczę, brzmi to wszystko naprawdę dobrze i aż żałuję, że mi się nie udało dostać do przetestowania kremów z tej serii :) Super, że wraz z przyciągającym wzrok opakowaniem, idzie też i efekt :) Ach, i mówiłam Ci już, jak bardzo mi się podobają Twoje zdjęcia z cytrynkami? Pewnie tak... no nic, w takim razie się powtórzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze pewnie tak z 2-3 miesiące takiej pogody, ale jakoś damy radę! Na szczęście są kosmetyczne umilacze o pięknych zapachach ;-) A cytrynki bardzo mi tutaj pasowały! I dziękuję ;-)

      Usuń
  2. Podoba mi sie ten zapach i konsystencja. Chetnie siegne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zapach mógłby być nawet bardziej cytrusowy, ale konsystencja i wchłanianie nadrabiają wszystko ;D

      Usuń
  3. Już na instagramie zwróciłam na niego uwagę. ;) Bardzo ciekawy krem. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się cały czas utwierdzam w przekonaniu, że nawet jak producent pisze "twarz, ciało" itd to to nie działa tak dobrze na twarz jak powinno

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chyba mało kto ma taką sama skórę na twarzy i na całym ciele, stąd i różnice w działaniu ;-)

      Usuń
  5. Lubię wszystkie produkty które mają świeże i cytrusowe zapachy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Działają na mnie pobudzająco i dodają mi energii ;-)

      Usuń
  6. Na wiosnę będzie jak znalazł :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny, lubię Bielende 😁

    OdpowiedzUsuń
  8. Bielenda jest świetną firm, którą bardzo cenię szczególnie ich kremy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo, że nie znam jeszcze zbyt wielu ich produktów to jak na razie na niczym się nie zawiodłam ;-)

      Usuń
  9. Nie lubię, gdy jeden kosmetyk ma służyć do twarzy i ciała, bo w końcu mówi się, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, panuje takie przekonanie, jednak wcale nie trzeba używać go do wszystkiego dlatego napisałam do czego najlepiej mi się sprawdził ;-))

      Usuń
  10. Ja strasznie tęsknię za wiosną i słoneczkiem... :( A krem wygląda bardzo zachęcająco, nie widziałam go nigdy w drogeriach :) Albo słabo się rozglądam po półkach. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W drogeriach to już takie ilości kosmetyków potrafią być na półkach, że trzeba się coraz uważniej rozglądać ;-)))

      Usuń
  11. interesting color of this cream;) I think I would like it with him, best regards;)
    https://clicknorder.pk online shopping in lahore

    OdpowiedzUsuń
  12. widziałam go n sklepowej półce i kusił aby włożyć go do koszyka :D Muszę go przetestować w końcu, jednak może nie do twarzy, może być dla mnie za ciężki....

    zapraszam również do mnie ;)
    https://pani-blondynka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witaj, chcesz skomentować? To super! Uwielbiam czytać Wasze komentarze ;-)

Popularne posty z tego bloga

Mat czy błysk? - nowe szminki w płynie od Avon

Czym uszczęśliwić kobietę? Na przykład nową szminką. A jak sprawić aby poziom szczęścia sięgnął sufitu? Dać jej do przetestowania sześć kolejnych! Zapraszam na przegląd szminek w płynie linii Mark od Avon. Przyznaję, że szminki to trochę mój konik. Od dawna uwielbiałam testować ich kolory, konsystencje, zawsze interesowały mnie nowe wprowadzane linie. A że jestem konsultantką Avon, to najczęściej produkty właśnie tej firmy były przedmiotem moich porównań i mini testów. Dlatego, gdy zauważyłam że w przyszłym katalogu pojawi się cała nowa linia szminek w płynie wiedziałam już, że muszę je przetestować ;-) Szminki w płynie Mark z Avonu występują w dwóch wersjach - matowej i błyszczącej. Zgodnie z opisem producenta "zapewniają wielogodzinną trwałość bez wysuszania dzięki formule z żelową bazą oraz intensywny kolor perfekcyjnie pokrywający usta". Testowałam siedem szminek, dwie w wersji matowej i pięć w wersji błyszczącej. Wyboru dokonałam testując kolor na ręce oraz kierując się w…

Denko LUTY 2018

Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, jednak te dwa dni mniej to chyba nie aż tak dużo, żebym miała tak małe denko? W każdym razie jak widać tempo zużywania nieco mi siadło. Jednak nie mam zamiaru zbytnio się tym przejmować, bo grunt ze idzie do przodu. A Was bez zbędnej zwłoki zapraszam do lutowego przeglądu.   Zużycia w minionym miesiącu były u mnie tak niewielkie, że trochę zachwianiu uległy moje kategorie. Dlatego dzisiejszych opisów nie będę poprzedzała kategoriami. Myślę jednak, że z powodzeniem odnajdziecie co jest co.  - mydło do rąk Melon & Pitaja, Cien z Lidla - przepiękny, wakacyjny, owocowy zapach słodkiego melona i do tego różowy kolorek <3 Żel pod prysznic z tej samej linii zapachowej zużyłam w listopadzie i miałam od niego zastrzeżenia, że wysuszał mi skórę. W przypadku mydła nic takiego się nie działo i jestem z niego bardzo zadowolona. 
- żel pod prysznic Today, Avon - kremowy żel pod prysznic o zapachu bardzo lubianych przez mnie perfum o tej samej nazwie. O pe…

Mania maseczkowania 4

Ostatnio pokochałam maski w płachcie, a że mam ich dość spore zapasy to decyduję się na pielęgnację z ich użyciem znacznie częściej. Można by mieć wątpliwość, czym może różnić się jedna maska tego typu od drugiej? Jednak okazuje się, że każda z nich jest inna, a działanie nie każdej mnie zachwyca. Zapraszam Was dziś na czwarty przegląd maseczek, tym razem same wersje na tkaninie.  Maski na tkaninie, inaczej nazywane maskami w płachcie przywędrowały do nas wraz z modą na koreańską pielęgnację skóry. Dotychczas były one dostępne jedynie poprzez strony typu ebay, czy też w sklepach internetowych specjalizujących się w sprzedaży kosmetyków z tej części świata. Pamiętam jak bardzo ucieszyłam się, kiedy w moim rodzimym mieście otworzył się sklep JJ Korean Beauty, a jakiś czas później firmowy sklep It's Skin.  W między czasie wiele innych firm rozpoczęło produkcję tego typu kosmetyków - Garnier, Bielenda, czy Selfie Project, a marki znane dotąd jedynie z internetu zaczęły pojawiać się na t…